jersey_gay
21.08.04, 08:24
I ta banda proarabska potepia walczacy z nawala bestialstwa
islamskiego terroryzmu Izrael (wielkosci woj. mazowieckiego ) i
USA gwaranta wolnosci Europy i Swiata od brutalnych faszystow i
islamistow ???
Żywność za seks
Tygodnik "Wprost", Nr 1134 (22 sierpnia 2004)
Największy dom publiczny świata powstał przy misjach pokojowych ONZ
Bunia we wschodnim Kongu. Wśród zdemolowanych domów krążą uzbrojone w
automaty oddziały misji pokojowych. Po zmroku miasto pustoszeje; w nocy
słychać odgłosy strzelanin między wojskiem a lokalnymi partyzantami.
Trzynastoletnia Faela sądziła, że dla niej i jej sześciomiesięcznego synka
będzie lepiej, jeśli przeniosą się do obozu dla uchodźców prowadzonego przez
błękitne hełmy na obrzeżach miasta. "Kiedy poprosiłam o żywność, powiedzieli,
że jeśli chcę jeść, muszę im świadczyć usługi seksualne. Teraz jeśli pójdę z
nimi do łóżka, dają mi jedzenie, banany, ciastka. Muszę to robić dla mojego
synka Josepha. Nikt inny się nim nie zajmie" - opowiada Faela.
"To jest handel wymienny - żywność za seks. Szef naszego obozu powiedział mi,
że jeśli nie dam mu jednej z moich córek, nie będę miała co jeść - opowiada
kobieta z obozu uchodźców w Sierra Leone. - Podają stawkę: kilogram soi za
stosunek". Takie przerażające opowieści pracownicy organizacji pomocowych
pierwszy raz usłyszeli dwa lata temu. Od tego czasu niewiele się zmieniło. -
Żołnierze stali się ostrożniejsi. Dbają, by nic się nie wydostało poza teren
obozu. Proceder jednak cały czas trwa - mówi "Wprost" Steve Crawshaw,
dyrektor londyńskiego biura Human Rights Watch. - Wokół misji pokojowych
działa dziś największy zamtuz świata. To, co dociera do mediów, to tylko
wierzchołek góry lodowej - dodaje Kenneth Cain, były pracownik ONZ.
Kodeks niemożności
W 2002 r. przedstawiciele biura dochodzeniowego ONZ oraz brytyjskiej
organizacji pozarządowej Save the Children postanowili zbadać napływające do
nich doniesienia o wykorzystywaniu seksualnym uchodźców w Liberii, Gwinei i
Sierra Leone. Rezultat trwających 40 dni przesłuchań był zatrważający.
Okazało się, że seksualne wykorzystywanie kobiet i dzieci w obozach jest
powszechne. Wysłannicy zanotowali oskarżenia przeciw 67 osobom z ponad 40
organizacji. Wynikało z nich, że w niektórych obozach nie sposób otrzymać
żywności, lekarstw czy materiałów szkolnych bez zapłaty seksualnej. Kofi
Annan najpierw nakazał "dla dobra poszkodowanych" utajnić raport ze śledztwa.
Ujawnił go potem pod naciskiem opinii publicznej i ogłosił "politykę zerowej
tolerancji" dla takich przestępstw.
Narzędziem realizacji tej polityki stał się kodeks postępowania pracownika
misji pokojowych. Wylicza się w nim, jakie działania wobec uchodźców i
mieszkańców obozu są zabronione. Karą za nadużycie ma być natychmiastowe
wyrzucenie ze służby. W obozach miały powstać "punkty konsultacyjne", w
których odpowiednio przeszkolony personel zbierałby informacje od uchodźców.
Sekretarz generalny ONZ zobowiązał się co roku publikować raport na ten
temat. Wedle jego meldunków, od tamtej pory liczba wypadków wykorzystywania
systematycznie spada. Do innego wniosku doszli wysłannicy amerykańskiej
organizacji Refugees International, którzy przez kilka miesięcy badali
warunki panujące w obozach ONZ w Liberii. To jedna z największych misji
pokojowych - służy w niej 15 tys. żołnierzy. Według Refugees International,
sytuacja w obozach jest podobna do tej sprzed dwóch lat. - Wprowadzono kary,
ale nie zrobiono nic, by wykrywać wypadki wykorzystywania seksualnego -
mówi "Wprost" Sarah Martin, autorka raportu.
"Stosowne kroki"
W 2003 r. zarejestrowano 24 wypadki wykorzystywania seksualnego wśród
pracowników sześciu agencji (chodzi o Departament Operacji Pokojowych, Biuro
Koordynatora Pomocy Humanitarnej, UNHCR, UNICEF, Światowy Program Żywnościowy
i Agencję Pomocy Uchodźcom Palestyńskim). W dwóch sytuacjach podjęto
działania dyscyplinarne, a w pozostałych, jak czytamy w raporcie, "stosowne
kroki". Nikt w sekretariacie ONZ nie potrafił wyjaśnić "Wprost", co to
dokładnie oznacza.
W kwietniu dziennikarze brytyjskiego "The Independent" postanowili zobaczyć,
jakie warunki panują w obozie dla uchodźców w Bunii w Demokratycznej
Republice Konga. W ciągu kilku dni zebrali zeznania kilkunastu dziewczynek i
kobiet wykorzystywanych seksualnie przez błękitne hełmy. "Latryna dla kobiet
stoi nie osłonięta niedaleko namiotu żołnierzy urugwajskich. Dziury w płocie
są co kilkanaście metrów, ktokolwiek chce, może wejść do obozu" -
relacjonowały. Z rozmów wynikało, że prostytucja jest powszechna. "Przecież
muszą coś jeść" - tłumaczył jeden z pracowników obozu.
Po publikacji reportażu ONZ przyznała, że prowadzi śledztwa w sprawie
trzydziestu nadużyć w Demokratycznej Republice Konga. Podobne niezależne
dochodzenia ujawniały kolejne wypadki wykorzystywania seksualnego - w Sierra
Leone, Liberii i Gwinei (gdzie aresztowano irlandzkiego żołnierza, który w
obozach kręcił filmy porno).
Wypożyczalnia kobiet
Do największych "pokojowych zamtuzów" należy Kosowo. W 1999 r. - po
zakończeniu interwencji NATO w Jugosławii - w Kosowie stacjonowało aż 50 tys.
żołnierzy. Kiedy w prowincji ustanowiono międzynarodowy protektorat ONZ,
pracę znalazło tam też kilka tysięcy pracowników instytucji międzynarodowych.
Wokół koszar i w stolicy regionu Pris?tinie powstało mnóstwo domów
publicznych, gdzie pracowały głównie Albanki. Z usług kobiet korzystają
żołnierze i pracownicy cywilni organizacji zagranicznych. Lepiej zarabiający
cywilni pracownicy ONZ czasami wypożyczają dziewczyny na dłużej. Niedawno
amerykański ambasador przy NATO zagroził, że żołnierze świadomie korzystający
z usług prostytutek będących ofiarami handlu żywym towarem staną przed sądem
wojskowym.
Nowe światło na działalność misji pokojowych rzuciła wydana niedawno
książka "Emergency Sex and Other Desperate Measures: A True Story from Hell
on Earth". Trzech autorów (dwóch obecnych pracowników ONZ i jeden były)
opisało swoje doświadczenia z misji pokojowych w Kambodży, Somalii i Haiti w
latach 90. Opisują wielkie seksparty, jakie organizowano w obozach w Phnom
Penh, stolicy Kambodży: "Ulubionym drinkiem na imprezach był spirytus
przesączony przez marihuanę z dodatkiem coli". Według autorów, w stosunku do
kobiet najbardziej niebezpieczni byli Bułgarzy, którzy słynęli ze zbiorowych
gwałtów.
ONZ próbowała wstrzymać publikację tej książki - zagroziła autorom utratą
pracy. Na razie nie podjęto żadnych kroków w tej sprawie. Fred Eckhard,
rzecznik ONZ, stwierdził tylko, że większość oskarżeń jest wyssana z palca.
Przyznał jednak: "Kiedy formujemy jednostki wojskowe, polegamy na ludziach
przysyłanych nam z krajów, które zobowiązały się do pomocy. Nie
przeprowadzamy testów kontrolnych".
Odpowiedzialność przerzuca na innych także Ruud Lubbers, szef UNHCR, który
uważa, że część raportów "jest pisana na podstawie pogłosek". Lubbers ma
teraz inne kłopoty - jedna z jego pracownic oskarżyła go o molestowanie
seksualne. W ONZ trwa w tej sprawie śledztwo (wiadomo, że podobne zeznania
złożyły cztery inne kobiety). Lubbers odrzuca zarzuty, twierdząc, że "kobiety
nie zrozumiały jego gestu przyjaźni". W obozach dla uchodźców kobiety też
pewnie tego nie rozumieją.
Grzegorz Sadowski
Współpraca: Dominika Ćosić