niemonika
07.12.08, 18:22
Witam,
chciałam podzielić się moim doświadczeniem porodu sprzed 3 tygodni. To był mój
2. poród, a ja byłam 4 dni po terminie. Tego samego dnia byłam rano na ktg i
nic specjalnego się nie działo, choć od 2 dni miałam rozwarcie na 1cm i od 10
dni skurcze przepowiadające. Więc gdy o 2. w nocy obudził mnie skurcz, nie
przejęłam się za bardzo. Po 15 minutach był następny (już mocno bolesny) i
stwierdziłam, że poczekam, aż zaczną być regularne, wtedy zadzwonię do
umówionej położnej. Wiedziałam przecież, że tak od razu to porodu nie będzie.
Jednak kolejny skurcz był po 5 minutach, następny po 3 i po chwili nie byłam
już w stanie nic robić, bo skurcze były jeden po drugim. Mąż usiłował dzwonić
do położnej, jednak ta nie odbierała telefonu (mimo iż pozwoliła dzwonić do
siebie o każdej porze dnia i nocy). Tymczasem ja już wyłam przy każdym
skurczu, przybierając jedyną pozycję, w której dałam radę wytrzymać - klęcząc
przy łóżku. Udało mi się tylko wydusić, że nie dam rady wsiąść do samochodu.
Mąż zadzwonił po pogotowie, które, byłam przekonana, odbierze poród w domu.
Przyjechało po ok.10 minutach. Mi w tym czasie odeszły wody, wyraźnie
poczułam, że główka schodzi coraz niżej i zaczęłam czuć skurcze parte. Lekarz
z pogotowia nawet nie chciał nic oglądać (dziś myślę, że był to jego błąd),
tylko na siłę wpakowali mnie do karetki, zakazując parcia i zawieźli do
szpitala. Na izbie przyjęć nie byłam w stanie położyć się na łóżku do badania.
Lekarz więc tylko schylił się, zajrzał i powiedział, że główka jest już na
wpół urodzona. Przewieźli mnie na porodówkę i po paru minutach urodziłam. Od 1
skurczu do porodu minęły niecałe 2,5 godziny.
Piszę to głównie po to, żeby przestrzec, że nie zawsze jest tak jak w
książkach. Wiem, że 2. poród zwykle bywa szybciej (1. był zupełnie inny), ale
nie sadziłam, że będzie aż tak.