mamanastodwa
22.06.11, 13:53
Witam, mam dość niecodzienny kłopot. Niemal 6 miesięcy temu po raz drugi zostałam mamą. Pierwsze dziecko karmiłam piersią przez 1,5 roku i nie było problemu z wprowadzaniem stałych posiłkach i związanym z tym zmniejszaniem częstotliwości karmienia piersią. Czując się pewnie w roli mamy, do kolejnego dziecka podeszłam podobnie. Karmię na żądanie w ciągu dnia, a od 3 w nocy nawet w systemie co-sleeping :-), bo mały od tego czasu co chwilę szuka mojej piersi i nie miałam siły czuwać tak do rana. Kiedy synek miał miesiąc czy dwa, mogłam o 20:30 (po jego nakarmieniu i uśpieniu) wyjść spokojnie z mężem na kilka godzin (nawet 4-5) bo dziecko spało do 3 nieustannie. W miarę jak rosło, czas się skracał. W tej chwili w nocy synek je co 2h. Stało się to męczące i ograniczające w związku z czym wprowadziłam po konsultacji z pediatrą kaszkę (dziecko jest wagowo na 25centylu, więc nie było przeciwskazań). Niestety, kaszy nie chce. Ani łyżeczką, ani butelką, ani głodne ani syte. A nawet jeśli mu się ją wmusi, i tak budzi się po 2h na karmienie piersią. Próbowałam po dobroci, próbowałam na czas karmienia wieczornego wychodzić z domu, prosząc męża o pomoc. Wyje, płacze, wymiotuje. Stało się to kłopotem, kiedy przy próbach wprowadzenia innych posiłków (zupek, przecierów) reakcje okazały się zbliżone. Czy są jakieś magiczne sposoby na przyzwyczajenie dziecka do myśli, że mama to nie to samo co zawsze pełna lodówka? Może jestem zbyt "miękka" i poddaję się jego terroryzmowi, ale nie potrafię odmóić wymiotującemu innymi posiłkami dziecku. Proszę o pomoc.