Dodaj do ulubionych

kłopot niecodzienny

22.06.11, 13:53
Witam, mam dość niecodzienny kłopot. Niemal 6 miesięcy temu po raz drugi zostałam mamą. Pierwsze dziecko karmiłam piersią przez 1,5 roku i nie było problemu z wprowadzaniem stałych posiłkach i związanym z tym zmniejszaniem częstotliwości karmienia piersią. Czując się pewnie w roli mamy, do kolejnego dziecka podeszłam podobnie. Karmię na żądanie w ciągu dnia, a od 3 w nocy nawet w systemie co-sleeping :-), bo mały od tego czasu co chwilę szuka mojej piersi i nie miałam siły czuwać tak do rana. Kiedy synek miał miesiąc czy dwa, mogłam o 20:30 (po jego nakarmieniu i uśpieniu) wyjść spokojnie z mężem na kilka godzin (nawet 4-5) bo dziecko spało do 3 nieustannie. W miarę jak rosło, czas się skracał. W tej chwili w nocy synek je co 2h. Stało się to męczące i ograniczające w związku z czym wprowadziłam po konsultacji z pediatrą kaszkę (dziecko jest wagowo na 25centylu, więc nie było przeciwskazań). Niestety, kaszy nie chce. Ani łyżeczką, ani butelką, ani głodne ani syte. A nawet jeśli mu się ją wmusi, i tak budzi się po 2h na karmienie piersią. Próbowałam po dobroci, próbowałam na czas karmienia wieczornego wychodzić z domu, prosząc męża o pomoc. Wyje, płacze, wymiotuje. Stało się to kłopotem, kiedy przy próbach wprowadzenia innych posiłków (zupek, przecierów) reakcje okazały się zbliżone. Czy są jakieś magiczne sposoby na przyzwyczajenie dziecka do myśli, że mama to nie to samo co zawsze pełna lodówka? Może jestem zbyt "miękka" i poddaję się jego terroryzmowi, ale nie potrafię odmóić wymiotującemu innymi posiłkami dziecku. Proszę o pomoc.
Obserwuj wątek
    • malwina.okrzesik Re: kłopot niecodzienny 22.06.11, 15:23
      Wygląda na to, że maluch nie jest jeszcze gotowy do spożywania innych pokarmów. Czy interesuje się jedzeniem innych podczas wspólnych posiłków: wyciąga rączki, oblizuje się, wysuwa język, uważnie obserwuje jak jedzą inni. itp zachowania?
      Czy przygotowuje Pani jedzenie domowe dla malucha? Można odłożyć trochę gotowanych jarzyn przed przyprawieniem zupy dla reszty rodziny? Podać wspólnie przy stole, pozwolić "grzebać" w talerzu. Nowe dania polać odrobinką mleka z piersi.
      Proszę się nie zniechęcać, dzieci bardzo różnią się od siebie gotowością na nowości: trzeba proponować spokojnie różne pokarmy. Jak dziecko dobrze przybiera, nie spada do niższego kanału centylowego, nie martwić się na razie.
    • mia_siochi Re: kłopot niecodzienny 22.06.11, 16:48
      6-cio miesięczne dziecko i terroryzm...
      <ściana>
    • dagmara-k Re: kłopot niecodzienny 22.06.11, 21:17
      dla mnie taki klopot byl "codzienny", doslownie;) przez kilka miesiecy. a ze spaniem w nocy bylo tak od sierpnia do lutego, z poprawa w marcu, znaczna poprawa w kwietniu i maju, a obecnie znow wracamy do masakry, bo trojki rosna. tylko dla mnie byla ta roznica, ze to moje pierwsze dziecko, wiec chyba kazde kolejne bedzie dla mnie latwiejsze/laskawsze;)

      kaszka w ilosci 180g nie powodowala u mojej corki lepszego spania. teraz zjadla o 19.30 120g kaszki, caly jogurt 180g i pol jajka, popila piersia a obudzi sie jak zawsze ok 23.00 i potem co 2h.ma 14 miesiecy. dieta nie miala cudotworczych wlasciwosci. tak samo sie budzila jak jadla na kolacje 10 kaszki i malo w dzien i tak samo sie budzi jak duzo zjada na kazdy posilek normalnych dan.

      sa dzieci ktorych mamy moga isc na dyskoteke, a sa takie ktore budza sie co godzine.
    • froobek Re: kłopot niecodzienny 22.06.11, 21:43
      Ale w czym jest problem? W tym, że nie możesz już wyjść wieczorem? Cóż, w drugim półroczu i drugim roku nie jest to już tak łatwe jak w pierwszym półroczu... Jeśli z pierwszym dzieckiem tak nie miałaś, to był to wyjątkowy przypadek :-) Dzieci w tym wieku chcą więcej bliskości, więcej tłustego nocnego mleka i więcej masażu dziąseł sutkiem, a nie kaszy :-)
      Trochę wcześnie przed końcem 6. m-ca na rozszerzanie diety...

      Fantastycznie, że śpicie razem i naszykuj się, że karmień będzie na razie coraz więcej.
      Za dwa lata będziesz za tym tęsknic, a za piętnaście lat dziecko nie będzie się do ciebie odzywać ;-) więc spróbuj docenić to, co masz teraz :-)
    • kaetchen Re: kłopot niecodzienny 22.06.11, 22:04
      Nauczyłaś tak, że dziecko śpi z Tobą, to teraz cierp;) Nauczyłaś karmić na żądanie - to cierp;)
      Zostałaś smoczkiem-uspokajaczem, a dziecko nie potrafi samo zasnąć jak się przebudzi. Ale tego trzeba nauczyć. A im dziecko starsze, tym trudniej wyplenić stare nawyki. Gdybyś np zaczęła zmieniać jego przyzwyczajenia w wieku 3-4 mcy, zajęłoby by Ci to max 3-4 dni. W chwili obecnej potrzebować możesz nawet i 2 tygodni - wszystko zależy od osobnika. I niestety nie ma tak, że po jednym dniu już wszystko będzie ok - tu trzeba konsekwencji, a nie 'miękkości' o czym sama wspomniałaś, no chyba, że chcesz się tak męczyć jak teraz... Jak mówi stare chińskie porzekadło - sikając z wiatrem, idziesz na łatwiznę ;)

      Podsumowując - dziecko nauczyło się jeść często, małe ilości, zamiast coraz rzadziej i większe. W związku z tym fizycznie nie ma przystosowanego żołądka do zjadania dużych ilości kaszy, która do tego długo się trawi. Żeby wprowadzić kaszę, to trzeba kilku dni, żeby dziecko najpierw nauczyło się smaku, a później zwiększać stopniowo ilości - żeby u dziecka zwiększyła się pojemność żołądka. W przeciwnym wypadku - będzie się to kończyło właśnie wymiotami.
      A na usypianie - polecam ksiązki m.in. Tracy Hogg, Zaklinaczka dzieci...
      • basiak36 Re: kłopot niecodzienny 22.06.11, 22:32
        > Zostałaś smoczkiem-uspokajaczem, a dziecko nie potrafi samo zasnąć jak się prze
        > budzi. Ale tego trzeba nauczyć. A im dziecko starsze, tym trudniej wyplenić sta
        > re nawyki.

        Noo... A najgorzej wyplenic nawyk lezenia u noworodka, jak sie nie zacznie uczyc dziecka raczkowania i chodzenia w odpowiednim czasie to bedzie caly czas lezalo:))) Bo przeciez dziecko nie wie ze ma sie rozwijac no nie? Mama musi nauczyc.
        • froobek Re: kłopot niecodzienny 22.06.11, 22:38
          Dzięki Ci, Basiu, za reakcję z humorem, bo mnie się cisnęło na klawiaturę raczej coś w stylu "dziecko nie jest rzeczą"... ;-)
        • kaetchen Re: kłopot niecodzienny 24.06.11, 22:41
          > Noo... A najgorzej wyplenic nawyk lezenia u noworodka, jak sie nie zacznie uczy
          > c dziecka raczkowania i chodzenia w odpowiednim czasie to bedzie caly czas leza
          > lo:))) Bo przeciez dziecko nie wie ze ma sie rozwijac no nie? Mama musi nauczyc
          > .

          Nooo... Czy o załatwianiu potrzeb fizjologicznych do nocniczka/ubikacji to samo powiesz? Przecież można kupę robić cały czas w majty, albo gdzie popadnie, nie? Rodzice wcale nie muszą tego uczyć, ani pokazywać, że jest inna opcja niż robienie w pieluszkę...
          • basiak36 Re: kłopot niecodzienny 26.06.11, 23:38
            > Nooo... Czy o załatwianiu potrzeb fizjologicznych do nocniczka/ubikacji to samo
            > powiesz? Przecież można kupę robić cały czas w majty, albo gdzie popadnie, nie
            > ? Rodzice wcale nie muszą tego uczyć, ani pokazywać, że jest inna opcja niż rob
            > ienie w pieluszkę...

            A czemu uwazasz ze trzeba uczyc:)) Dzieci same zajarza w pewnym momencie ze my dorosli pieluch nie nosimy i z toalety korzystamy, i jak ze wszystkim, chca nas nasladowac:) Wystarczy nie zaczynac uczyc dzieci za wczesnie. Jak ze wszystkim:) A nocnik jest zbedny.
            Moje dzieci nie byly uczone, widzialy od czego jest toaleta i w momencie kiedy byly gotowe, wylazily z pieluch.
        • illegal.alien Re: kłopot niecodzienny 25.06.11, 09:41
          Jest jeszcze gorszy nawyk! - niektorzy rodzice przyzwyczajaja dziecko do milosci. I potem juz tak cale zycie to dziecko trzeba kochac... straszne! Najlepiej od samego poczatku dac dziecku do zrozumienia, ze ma byc samowystarczalne, spac ma samo, jesc ma o scisle wyznaczonych porach, spacery takoz. Absolutnie nie wolno dziecku pozwalac na decydowanie o porach spania, jedzenia, zabawy - jeszcze gotowe pomyslec, ze jest wazne!

          Rece, nogi i wszystko mi opada jak czytam o 'terroryzujacych' polroczniakach i 'przyzwyczajonych' dzieciach - a zaklinanie dzieci to dla mnie jakas paranoja.
          • kaetchen Re: kłopot niecodzienny 29.06.11, 14:13
            Miłość można na różne sposoby okazywać, nie koniecznie przyzwyczajając dziecko do spania przy piersi. To tak jak w związku - partner nie musi przynosić kwiatów, bym czuła się
            prawdziwie kochana.

            Poza tym.. co ma piernik do wiatraka? Okazywanie uczuć to jedno, a nauka zasypiania to zupełnie inna bajka. I ciekawa jestem jednego, Illegal.alien: skoro uważasz, że dziecku powinno się pozwalać decydować o tym, kiedy ma jeść/spać/bawić się, to co zrobisz, jeśli dziecko będzie chciało się bawić w nocy, jeść tylko w nocy, a w dzień nie tknie nawet jedzenia, podczas gdy Ty będziesz musiała rano wstać do pracy? Też mu na to pozwolisz? Czy może zaczniesz się zamartwiać, że Twoje dziecko nie daje Ci przespać nocy (ah.. ci wredni pracodawcy, którzy nie pozwalają robić tego, co Ty chcesz i kiedy chcesz, tylko musisz się dostosować do z góry narzuconych norm) i w dzień w ogóle nie chce jeść?

            Niestety żyjemy w świecie, w którym trzeba się dostosować do innych. Jeśli bym żyła na bezludnej wyspie, nie martwiłabym się o pracę i o to, jak to będzie kiedy wrócę do niej, to pewnie dziecko mogłoby sobie robić co chce i kiedy chce, bo ja sama też mogłabym w takim schemacie żyć. Ale tak się nie da, bo nasze ucywilizowane społeczeństwo narzuciło dawno temu pewne schematy, które do tego stopnia skostniały, że ciężko jest je ruszyć u postaw... I dziecko prędzej czy później i tak się tego musi nauczyć, jeśli chce żyć w zgodzie ze społeczeństwem. A zaczyna się.. o paranojo.. od godzin snu, czy posiłków....
            • illegal.alien Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 01:19
              Widzisz, ja podchodze do problemu z drugiej strony niz Ty - to nie ja przyzwyczailam moje dziecko do spania ze mna, tylko ono jeszcze ciagle sie odzwyczaja od faktu, ze slyszy moje serce, oddech i glos 24/7.
              Moje dziecko ma pewne potrzeby - i te potrzeby to miedzy innymi poczucie bliskosci przy zasypianiu. Jasne, mozna uczyc dziecka, ze sie tych potrzeb nie spelni, ale to sa metody, od ktorych mi sie smutno robi.

              Nie wiem co bym zrobila, gdyby moje dziecko nie chcialo spac w nocy - na szczescie zatrybilo juz, ze jak jest ciemno, to jest nudno i spi od 20 do 8-9 (oczywiscie z przerwami na jedzenie). Spi z nami w lozku, wiec moglabym rano isc do pracy (ale nie chodze, bo pracuje z domu - w nocy wlasnie, bo tak mi lepiej - tu akurat mam szczescie, bo w biurze pojawiam sie w zasadzie kiedy chce - widac moj pracodawca ma podobna filozofie do mnie ;)).
              Chodzilo mi tez raczej o spanie w dzien - moje dziecko spi jak jest spiace, a nie o 11 i 14 na przyklad, je jak jest glodne (stale jedzenie je wtedy, kiedy my, ale jezeli nie ma ochoty go ruszyc, to nie je i tez jest dobrze), bawi sie jak ma na to ochote. Nikomu sie od tego krzywda nie dzieje, funkcjonujemy i jest dobrze. Dzieki temu jakiekolwiek zmiany (na przyklad wyjazdy) nie burza nam misternie ulozonego planu i nie ma problemow z jedzeniem, zasypianiem, przyzwyczajaniem sie do nowych sytuacji.
              • mia_siochi Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 08:53
                illegal.alien napisała:


                > Chodzilo mi tez raczej o spanie w dzien - moje dziecko spi jak jest spiace, a n
                > ie o 11 i 14 na przyklad, je jak jest glodne (stale jedzenie je wtedy, kiedy my
                > , ale jezeli nie ma ochoty go ruszyc, to nie je i tez jest dobrze), bawi sie ja
                > k ma na to ochote. Nikomu sie od tego krzywda nie dzieje, funkcjonujemy i jest
                > dobrze. Dzieki temu jakiekolwiek zmiany (na przyklad wyjazdy) nie burza nam mis
                > ternie ulozonego planu i nie ma problemow z jedzeniem, zasypianiem, przyzwyczaj
                > aniem sie do nowych sytuacji.

                Mam podobne podejście.
                Nie widzę sensu w zmuszaniu dziecka do drzemki o np 14, kiedy jest uśmiechnięte i zadowolone. Podobnie- jak będzie spiące o 12 to co, mam nim potrząsać aż się obudzi?
                Wyznaję zasadę "nie czyń dziecku co tobie niemiłe". Ja nie sypiam i nie jadam na gwizdek, dlaczego miałabym inaczej traktować dziecko???
                • weronika_kobliska Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 11:24
                  > Nie widzę sensu w zmuszaniu dziecka do drzemki o np 14, kiedy jest uśmiechnięte
                  > i zadowolone. Podobnie- jak będzie spiące o 12 to co, mam nim potrząsać aż się
                  > obudzi?
                  > Wyznaję zasadę "nie czyń dziecku co tobie niemiłe". Ja nie sypiam i nie jadam n
                  > a gwizdek, dlaczego miałabym inaczej traktować dziecko???

                  Wszystko ładnie pięknie,mia_siochi :)
                  Ale jeśli Twoje roczne dziecko, obudzone o 5 rano, po 6 pobudkach nocnych z towarzyszącymi krzykami przekraczającymi dopuszczalny poziom decybeli w stoczni monterów kadłubowych (przykład), spędza cały ranek na grymaszeniu z przerwami na ryki przypominające grzmoty trąb, o 12 pada ze zmęczenia z nóg, pociera oczka, leje się z wycieńczenia przez ręce i na każdą próbę:
                  - odłożenia do łóżeczka
                  - bujania w wózku
                  - noszenia na rekach az do bólu kregosłupa matki
                  - tulenia, śpiewania, szeptania do uszka
                  - karmienia piersią w celu uspokojenia, itd., itp

                  dostaje spazmów, bo woli drzeć się do wieczora niż zwyczajnie usnąć, aby zregenerować siły, to chyba jednak nie halo. Chyba jako osoba dorosła widze czego potrzebuje moje dziecko. Do norm przyzwyczajac trzeba dziecko jak najwcześniej, przeciez kilkulatkowi nie zrobisz jajecznicy o 2 w nocy, bo wtedy oznajmi Ci, że jest głodny, a pieczołowicie przygotowaną przez Ciebie kolację o 19 olał.

                  Taki był mój starszy. I w wieku jego 9 miesięcy wymiękłam. Spałam może 3 h na dobę i stawałam się najbardziej agresywna matką świata:( Przyszedł dzień, gdy powiedziałam STOP.
                  Musiałam wprowadzić, owszem na siłę, porządek dnia, bo to, co wyczyniał mój mały terrorysta przekraczało próg tolerancji większości matek na tej Ziemi. Moja przyjaciółka, a matka trójki dzieci, dla mnie oaza cierpliwości i miłości macierzyńskiej, gdy czasem widziała jedna tysiączna jego możliwości, powiedziała, że na moim miejscu zabiłaby smarkacza i wolałaby siedzieć, niż męczyć się z takim gó...arzem. To mnie otrzeźwiło i dało nareszcie nadzieje, że nie jestem jedyna, która miewa mordercze instynkty do własnego dziecka.

                  Co do spania w dzień, czasem bywała nikła szansa, że usnął na dworze w wózku, przy nieprzerwanym bujaniu o stałej amplitudzie drgań. Każda zmiana powodowała natychmiastowe wybudzenie i darcie się porównywalne z kwikiem zarzynanego prosięcia:( Ludzie zatrzymywali się i pytali czy mogą jakoś pomóc i dzwonić po pogotowie. Nie muszę chyba dodawać, że aby moje dziecko zaznało choć pół godziny snu w ciągu dnia biegałam z wózkiem (a potem moja mama po powrocie do pracy) w burzy, gradzie, mrozie poniżej 20 stopni, upale powyżej 30 stopni, śnieżycy, huraganach... W domu nie usnął od noworodka aż do dziś, chyba że chory z gorączką. W porównaniach do dzieci koleżanek od początku spał krócej o 4-5 godzin na dobę. Zjechaliśmy w tamtym czasie kilku pediatrów i neurologów. Miał wiele badań - i zawsze wszystko ok, oprócz alergii, ale ja byłam na reżimowej 4-składnikowej diecie, więc .... Słyszałam - taki typ się pani trafił:(
                  do dziś jest beksą. Wczoraj w drodze z przedszkola do domu wył całą drogę, ciągnąc mnie za spódnicę i żądając zozoli. Wie, że cukierków nie jemy, oprócz wyznaczonej pory w niedzielę i wie, ze jestem konsekwentna. Ale każdego dnia próbuje wymusić na mnie zakup tych świństw, oczywiście wyciem i tarzaniem się po chodniku. wczoraj akurat byłam spokojna, nie dałam się sprowokować, po krótkim komunikacie , że nie kupię i że mam w torbie brzoskwinię i czereśnie, które w domu zjemy, szłam miarowym krokiem z tym moim wyjcem. Często jednak po dwóch czy trzech ostrzeżeniach, na które on nie zważa, trzepię go po tyłku. Staram się jednak nie robić tego na ulicy. Straszenie pasem, co działa u 99% moich koleżanek przy kaprysach dzieci, u nas nie działa. Nawet kilka pasów na tyłek, też powoduje tylko wzmożone ryki:( To trudny dzieciak, od urodzenia aż do dzisiaj. Niewiele rad psychologa jest przydatnych, bo ja mam wręcz żelazną konsekwencję, a i to nie zawsze zdaje egzamin, choć często na szczęście tak i dzięki Bogu z niektórych "dziwactw" wyrósł.
                  Szczęśliwie, że mam przeciwwagę w postaci drugiego synka, który jest spokojny, uśmiecha się radośnie na mój widok, wyciąga rączki. Starszy był zawsze na NIE, zawsze wszystko nie tak, ubrania nie te, jedzenie nie takie, jak przyszła babcia, to dlaczego nie przyszła druga. Jak przyniosła gruszkę, to czemu nie jabłko, itd. Tracy Hogg nazywa to typem dziecka niewspółpracującego z rodzicem. Wypisz, wymaluj mój starszy.

                  Przez ten post chciałabym wyrazić swój sprzeciw przeciwko wrzucaniem wszystkich do jednego worka pod tytułem: "wszystkie dzieci są jak mój (Kubus, Wituś, Adaś, Janeczka itd)."
                  To, że miałabym wybór między usypianiem dziecka miedzy godz. 12 a godz. 14, byłoby moim najmniejszym zmartwieniem, o ile w ogóle można to uznać za jakiś problem.
                  • illegal.alien Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 11:47
                    Smutne jest to, ze nawet nie probujesz swojego dziecka zrozumiec, a od razu chcesz je koniecznie 'ustawic'.
                    I ja na miejscu twojego dziecka rowniez nie wspolpracowalabym z rodzicem, bo ciezko wspolpracowac z kims, kto ma wizje jak dziecko powinno sie zachowywac i nie znosi sprzeciwu.

                    Lanie kogos, kto placze, to juz w ogole jakis absurdalny pomysl - wyobraz sobie, ze jest ci strasznie smutno, nie umiesz sobie poradzic z emocjami, a maz, w ramach 'pocieszania' leje cie raz za razem po twarzy - pomogloby ci?
                    • weronika_kobliska Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 12:19
                      illegal.alien napisała:

                      > Smutne jest to, ze nawet nie probujesz swojego dziecka zrozumiec, a od razu chc
                      > esz je koniecznie 'ustawic'.
                      > I ja na miejscu twojego dziecka rowniez nie wspolpracowalabym z rodzicem, bo ci
                      > ezko wspolpracowac z kims, kto ma wizje jak dziecko powinno sie zachowywac i ni
                      > e znosi sprzeciwu.

                      Czy tolerowałabyś sprzeciw wobec rzeczy, na które nie pozwalasz? Oczywiście, że mój synek wie, że ja mu nie kupię: cukierków, zabawki itd (codziennie) itd, i naprawdę ma szansę, aby tę wiedzę przyswoić. Dostaję pasem za nieposłuszeństwo: daję mu dwa lub trzy ostrzeżenia, że będzie pas. Jeśli rezygnuje ze swego uporu, to go chwalę, przytulam, mówię, że jestem dumna itd. Jeśli nie, muszę mu skórę przetrzepać. Nie wolno być gołosłownym. Oczywiście nie piorę go do nieprzytomności, chodzi raczej o otrzeźwienie:)

                      > Lanie kogos, kto placze, to juz w ogole jakis absurdalny pomysl - wyobraz sobie
                      > , ze jest ci strasznie smutno, nie umiesz sobie poradzic z emocjami, a maz, w r
                      > amach 'pocieszania' leje cie raz za razem po twarzy - pomogloby ci?

                      Gdy jest uzasadniony smutek, wtedy próbuje go wybadać, porozmawiac, poznac motywy niepokoju. dowiaduje sie wtedy o jakims sporze z kolegą, o incydencie z panią w przedszkolu i potem szukamy sposobu na rozwiązanie jego "problemu". Proponuje, co ma powiedziec koledze nazajutrz itd. często czytamy książeczke, w której podobne sytuacje opisano.

                      Gdy jednak mały beczy z powodu chęci zmanipulowania mnie, złamania, choćby na te zozole wczoraj, wtedy nie ma zmiłuj sie. wie, że po 2-3 ostrzeżeniach, dostanie na tyłek.

                      > I ja na miejscu twojego dziecka rowniez nie wspolpracowalabym z rodzicem, bo ci
                      > ezko wspolpracowac z kims, kto ma wizje jak dziecko powinno sie zachowywac i ni
                      > e znosi sprzeciwu.

                      Trudno nie miec wizji, jak ma sie dziecko zachowywać (?) Uważasz, że wycie za zozolami przez 1.5 km wpasowuje się w Twoja wizję dopuszczalnych zachowań dziecka? Bo większości zdrowych na umyśle ludzi, jednak nie!
                      • illegal.alien Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 12:34
                        > Czy tolerowałabyś sprzeciw wobec rzeczy, na które nie pozwalasz?

                        Tak. Dziecko ma prawo do swojego zdania, ma prawo powiedziec, ze mu sie nie podoba, ze nie moze zozoli.

                        > Jeśli nie, muszę mu skórę przetrzepać.

                        Says who? To gdzies jest w ustawie zapisane - o ile wiem, to wiekszosc krajow ma ustawy, ktore mowia cos wrecz odwrotnego.

                        > Nie wolno być gołosłownym.

                        Ale nie trzeba przeciez obiecywac lania?

                        > Oczywiście nie piorę go do nieprzytomności, chodzi raczej o otrzeźwienie:)

                        Nie no, jak tak to wszystko ok.

                        > Gdy jest uzasadniony smutek, wtedy próbuje go wybadać, porozmawiac, poznac motywy niepokoju.

                        Kto decyduje o tym, czy smutek jest uzasadniony? Ty? Czemu? Dlaczego twoj synek nie ma prawa byc smutnym czy wkurzonym z tylko sobie znanych powodow?

                        > Gdy jednak mały beczy z powodu chęci zmanipulowania mnie, złamania, choćby na t
                        > e zozole wczoraj, wtedy nie ma zmiłuj sie. wie, że po 2-3 ostrzeżeniach, dostan
                        > ie na tyłek.

                        Naprawde? Dziecko chce cukierkow, wiec placze, ty nie chcesz ich kupic, wiec lejesz go w tylek? O glupie cukierki? Strach sie bac, jakie kary przewidujesz za powazniejsze 'przewinienia'.

                        > Trudno nie miec wizji, jak ma sie dziecko zachowywać (?) Uważasz, że wycie za z
                        > ozolami przez 1.5 km wpasowuje się w Twoja wizję dopuszczalnych zachowań dzieck
                        > a? Bo większości zdrowych na umyśle ludzi, jednak nie!

                        Mysle, ze wiekszosc osob zdrowych na umysle jednak nie leje za to swoich dzieci pasem. A przynajmniej taka mam nadzieje.
                        • weronika_kobliska Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 12:45
                          Dobrze Illegal, co w takim razie mam zrobić, aby mały nie wył za czymś, czego i tak nie dostanie? 1.5 km ciagajac mnie za spódnicę!
                          Proszę o konkretne propozycje poza tymi wymienionymi czyli: uswiadomienie, że cukierki szkodzą (ma tę wiedzę), przypomnienie, że mama nie kupuje tych rzeczy, przypomnienie drugi raz, próba pocieszenia, że dostanie brzoskwinie i czereśnie w domu (które lubi).
                          • dagmara-k Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 17:04
                            1. a kto inny kupuje mu te cuksy? u dzieci wygaszaja sie te zachowania ktore nie sa wzmagane - u was widac sa. albo ktos inny cuksy jednak daje, albo malo ma twojej uwagi poza wpajaniem zasad i przetzrepywaniem tylka, wiec znalazl sposob jak z toba "podyskutowac" w drodze z przedszkola.
                            2. a co psycholog na to, ze konsekwencje stosujesz, ale idiotyczne - lanie to nie konsekwencja, tylko ponizanie
                            3. nadmiar kar wymierzanych restrykcyjnie to rygoryzm a nie bycie konsekwentnym
                          • illegal.alien Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 18:02
                            Nie wiem co masz zrobic w tej konkretnej sytuacji - moim zdaniem masz o wiele wieksze i glebsze problemy niz kupic zozole czy nie.
                      • ciociacesia w moja sie wpisuje 30.06.11, 13:40
                        > Trudno nie miec wizji, jak ma sie dziecko zachowywać (?) Uważasz, że wycie za z
                        > ozolami przez 1.5 km wpasowuje się w Twoja wizję dopuszczalnych zachowań dzieck
                        > a? Bo większości zdrowych na umyśle ludzi, jednak nie!

                        sma potrafie marudzic pol dnia ze mam ochote na sushi/pizze/zelki/sex/piwo/wino/wodke/wakacje/kolejne dziecko. sporadycznie rycze z tego powodu, ale to dlatego z jestem dorosla i lepiej radze sobie z frustracja niz dzieci
                        w sytuacji z zozolami dalabym brzoskwinie na miejscu
                        • weronika_kobliska Re: w moja sie wpisuje 30.06.11, 13:50
                          > w sytuacji z zozolami dalabym brzoskwinie na miejscu

                          Nieumyta, dopiero co na straganie kupiona. Po drugie i tak by nic to nie dało: "Nie chcęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęę brzoskwini, nienawiedzęęęęęęęęęęęęęęęę brzoskwini, nie bedę jadł brzoskwini nigdyyyyyyyyyyyy, przenigdyyyyyyyyyyyyyyyy. Chcę zozoleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee. "

                          Oczywiście jak się uspokoił po godzinie histerii brzoskwinię zjadł w domu ze smakiem, bo lubi:)
                          • ciociacesia a bierzesz pod uwage to 30.06.11, 13:58
                            ze dziecko po calym dniu w przedszkolu jest po prostu zmeczone i nawet dostwszy zozole wyloby bo nie taki ich kolor? dzieci zmeczone lub glodne wyja z byle powodu i jeszcze same sie nakrecaja coraz bardziej
                            i po co go bijesz skoro to nie dziala?
                            wiesz ze to nielegalne?
                            • weronika_kobliska Re: a bierzesz pod uwage to 30.06.11, 14:16
                              Wiem, co robi zmęczenie z dzieckiem. W tym jednak wypadku jestem skłonna uważać, że faktycznie chodziło mu o tego nieszczęsnego zozola i gdybym mu kupiła, to byłby się uspokoił. Oczywiście 100% gwarancji nie mam i mieć nie będę, bo nie sprawdzę alternatywnego scenariusza:)
                  • aleksandra1357 Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 11:48
                    weronika_kobliska napisała:

                    > do dziś jest beksą. Często jednak po dwóch czy trze
                    > ch ostrzeżeniach, na które on nie zważa, trzepię go po tyłku. Staram się jednak
                    > nie robić tego na ulicy. Straszenie pasem, co działa u 99% moich koleżanek prz
                    > y kaprysach dzieci, u nas nie działa. Nawet kilka pasów na tyłek, też powoduje
                    > tylko wzmożone ryki:( To trudny dzieciak, od urodzenia aż do dzisiaj.

                    Weronika, brak mi słów, jestem w ciężkim szoku, mam ochotę pojechać do Ciebie, najpierw postraszyć Cię pasem, a potem przetrzepać mokrym pasem po tyłku, ale pewnie będziesz tylko ryczeć jak Twój syn i nic nie zrozumiesz, bo pewnie po prostu jesteś od urodzenia trudna i nawet pas Ci nie pomoże.
                    :(((
                    • weronika_kobliska Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 12:22
                      > Weronika, brak mi słów, jestem w ciężkim szoku, mam ochotę pojechać do Ciebie,
                      > najpierw postraszyć Cię pasem, a potem przetrzepać mokrym pasem po tyłku, ale p
                      > ewnie będziesz tylko ryczeć jak Twój syn i nic nie zrozumiesz, bo pewnie po pro
                      > stu jesteś od urodzenia trudna i nawet pas Ci nie pomoże

                      Aleksandro, jak widać mamy rożne sposoby postrzegania świata:) Co do Twej, jakże urzekającej propozycji, nie zniżę się do jej skomentowania. Cieszę się, że obywasz się w Waszym domu bez pasa. U mnie niestety jest on niezbędny.
                      • dagmara-k Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 17:08
                        po skladni zdan widac ze jestes z wielkopolski. latwo cie odszukac. w zasadzie wszyscy tu jestesmy zobowiazani zlozyc skarge i oczekiwac na interwencje w twoim domu. jesli to wszystko trollizm to bardzo niesmaczny.

                        nigdy nie pojme dlaczego dorosli bija dzieci a siebie nawzajem nie. przeciez w zasadzie jak maz nie chce ci zrobic kanapki tez powinien dostac w dupe pasem. chociarz nie... bardziej dorosle jest lanie po pysku.
                      • aleksandra1357 Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 21:24
                        weronika_kobliska napisała:

                        Co do Twej, jakż
                        > e urzekającej propozycji, nie zniżę się do jej skomentowania.

                        Uważasz, że propozycja zlania Cię pasem jest poniżająca? Czemu? Przecież bije równy równego. Dużo bardziej poniżająca jest sytuacja, gdy bijesz swoje małe, niewinne dziecko.


                        > Cieszę się, że ob
                        > ywasz się w Waszym domu bez pasa. U mnie niestety jest on niezbędny.

                        Mam nadzieję, że jak marudzisz, to mąż też nie obywa się bez pasa. Mój mąż mnie nie leje, ale rozumiem, że Twój mąż może uważać, że dla Ciebie pas jest niezbędny.
                        Gdybyś nie zrozumiała ironii: tak samo głupie i karalne jest lanie pasem żony za to, że marudzi, jak lanie dziecka. To drugie jest nawet gorsze. Tylko dziecko nie zadzwoni na niebieską linię.
                  • tully.makker Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 11:49
                    Wczoraj w drodze z przedszkola do domu wył całą drogę, ciąg
                    > nąc mnie za spódnicę i żądając zozoli.

                    A to bardzo ciekawe, skad dziecko wie co to sa zozole - bo ja np nie wiem, i moje 6-letnie dziecko tez nie, bo w naszym domu takich rzeczy sie nie kupuje.
                    • weronika_kobliska Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 12:10
                      Wyobraź sobie, że w przedszkolu dzieci częstują z okazji urodzinek nie zawsze jabłkiem czy śliwką, czy zapiekanka z kaszy jaglanej ze szpinakiem, ale właśnie zozolami, żelkami itp. Nie będę jedyną matką w przedszkolu, która zabroni swemu dziecku poczęstowania się.
                    • fiamma75 Re: kłopot niecodzienny 30.06.11, 17:22
                      Nie musisz kupować, wystarczy, że dziecko chodzi do przedszkola.
      • mrowka75 Re: kłopot niecodzienny 27.06.11, 23:25
        uło matko...
    • basiak36 Re: kłopot niecodzienny 22.06.11, 22:35
      Niestety, kaszy nie chce. Ani łyżeczką, ani
      > butelką, ani głodne ani syte. A nawet jeśli mu się ją wmusi, i tak budzi się p
      > o 2h na karmienie piersią. Próbowałam po dobroci, próbowałam na czas karmienia
      > wieczornego wychodzić z domu, prosząc męża o pomoc. Wyje, płacze, wymiotuje.

      To swietny sposob aby dziecko skutecznie zniechecic do prob jedzenia stalych posilkow. Kolejny etap to niechec do jakiegokolwiek stalego jedzenia.
      Po co dziecku ta kasza? Czemu nie mozesz wyjsc, a maz np podac dziecku wody?

      Magiczny sposob to zapomniec o tych probach z jedzeniem, dac dziecku czas zeby przestalo sie tym stresowac i zaczac od nowa, bez karmenia lyzeczka, tylko dajac dziecku jedzenie do probowania, kiedy chce, bez namawiania.
      Dziecko zachowuje sie calkiem normalnie. Kazdy by tak reagowal na proby wmuszania jedzenia lyzeczka...
      • agus7 Re: kłopot niecodzienny 23.06.11, 08:40
        Kasza przed snem nie pomoze, bo dziecko w tym wieku i tak czesto nie budzi sie przeciez z glodu. Po prostu BUDZI SIE, bo ma pewnie do odreagowania wrazenia z dnia lub z tysiaca innych powodow.
    • tully.makker Re: kłopot niecodzienny 23.06.11, 22:23
      Mo
      > że jestem zbyt "miękka" i poddaję się jego terroryzmowi, ale nie potrafię odmói
      > ć wymiotującemu innymi posiłkami dziecku.

      Miekka? Trzeba miec serce z kamienia, zeby takiem jazdy fundowac wlasnemu dziecku.
      • mamanastodwa Re: kłopot niecodzienny 25.06.11, 22:56
        Hmm poza atakami zakompleksionych matek-furiatek, które pewnie usprawiedliwiają zaniedbywanie siebie, partnerów, związków wielką niby-miłością do dzieci, a tak na prawdę ważą po 90kg, są sfrustrowane i patrzą na upadki swoich małżeństw, dostałam parę fajnych rad.

        Oduczam malucha od uspokajania cyckiem. Tak jak mówiłyście, to wina moja i tego, że go tak przyzwyczaiłam. Trochę samozaparcia i między 22 a 3 usypia w moich lub męża objęciach zamiast przy piersi. Na kolację także podaję każdą pierś po ok 20 min a potem go odkładam, zamiast czekać aż zaśnie. Każdego dnia jest lepiej. Liczę, że jednak uda się wychodzić wieczorem nie krzywdząc go i nie strasząc, bo tego bym nie chciała. Od 3 nadal co-sleeping i tu lenistwo nadal bierze górę, bo niczego innego o takiej porze nie mam siły robić :-). Dręczyć posiłkami nie będę, dam mu szansę pocieszyć się karmieniem piersią. Widocznie czas na niego jeszcze przyjdzie. Dzięki wszystkim życzliwym!
        • illegal.alien Re: kłopot niecodzienny 25.06.11, 23:41
          > Hmm poza atakami zakompleksionych matek-furiatek, które pewnie usprawiedliwiają
          > zaniedbywanie siebie, partnerów, związków wielką niby-miłością do dzieci, a ta
          > k na prawdę ważą po 90kg, są sfrustrowane i patrzą na upadki swoich małżeństw,
          > dostałam parę fajnych rad.

          A to jest do wyboru - jedno albo drugie? Nie mozna miec fajnego zwiazku i kochac dziecka?
          I dlaczego 'niby-milosc'?
          • poczworna Re: kłopot niecodzienny 26.06.11, 02:16
            właściwie-nie rozumiem-jeśłi dziecko jest na 25 centylu i domaga sie częstszego nocnego karmienia-to chyba całkiem mądre dziecko-chce tego najbardziej treściwego mleczka co 2 godziny-całkiem w porządku-nie uważam tego za problem-wręcz jest to naturalnei bardzo pozytywne.
          • mamanastodwa Re: kłopot niecodzienny 26.06.11, 09:49
            Dokładnie tak i staram się to robić! Dlatego pytam co zrobić, żeby nie stresować małego nocnym usypianiem w ramionach kogoś innego niż mama i tata, dlatego nie chcę go dokarmiać sztucznym mlekiem tylko cały czas karmię piersią i w miarę jego gotowości wprowadzam inne posiłki. Nawet nie ściągam mleka, żeby nie stresować go butelkowym podawaniem. Więc skąd ataki? Przypuszczam, że od matek, którym się nie chce robić nic ze swoim życiem i usprawiedliwiają to lenistwo posiadaniem dzieci. Przepraszam te panie, że ja do nich nie należę i że takie posty uświadamiają im niemądre podejście. Warto walczyć o dobro całej rodziny, własne, małżeństwa i dzieci. Da się to robić bez szkody dla kogokolwiek. A szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci.
            • fiamma75 Re: kłopot niecodzienny 26.06.11, 10:25
              mamanastodwa napisała:
              . A szczęśliwi
              > rodzice to szczęśliwe dzieci.

              Bzdura. To hasło zakompleksionych matek usprawiedliwiających swój egoizm i wygodnictwo.
            • tully.makker Re: kłopot niecodzienny 26.06.11, 11:30
              Warto walczyć o dobro całej rodziny, własne,
              > małżeństwa i dzieci.

              Zapewne wiekszosc tu obecnych nie rozumie twoich problemow, bo nie musza WALCZYC o swoje malzenstwo czy rodziny - maja udane bez zadnej walki. Soja droga, zalosne musi byc, gdy o malzenstwo trzeba walczyc z 6-miesiecznym niemowleciem.
        • kaeira Od Moderatorki do mamanastodwa 26.06.11, 10:50
          mamanastodwa napisała:
          > Hmm poza atakami zakompleksionych matek-furiatek,

          Jako moderatorka, nie widzę w tym watków takich ataków, z wyjątkiem przesadnego i niemiłego postu tully.maker.

          >które pewnie usprawiedliwiają zaniedbywanie siebie, partnerów, związków
          >wielką niby-miłością do dzieci, a tak na prawdę ważą po 90kg, są sfrustrowane i patrzą na upadki swoich małżeństw,

          Natomiast tobie udało się zawrzeć w tym zdaniu masę agresji i pogardy. Proszę o powstrzymanie się od takiego zachowania.
        • tully.makker Musisz koniecznie cos z tym zrobic! 26.06.11, 11:27
          Od 3 nadal co-sleeping

          Wyprowadz go z lozka jak najszybciej, wszak zaniedbujesz swojego partnera, ktory moglby wtedy chciac np bzykac! Tak nie mozna, oducz mlodego jak najszybciej, bo jeszzcze przytyjesz do 90kg i dorobisz sie kompleksow, a potem bedziesz patrzec na upadek swojego malzenstwa.
        • dagmara-k Re: kłopot niecodzienny 26.06.11, 12:28
          a w pi..u z tymi waszymi pytaniami i staraniem sie zeby wam pomoc, jak potem mozna uslyszec, ze jest sie gruba i glupia samotna baba zapatrzona w dziecko.
          waze polowe z tego co wymyslasz, meza mam fajnego, bylam z nim wczoraj na imprezie, a wrocilam, zeby nakarmic na zadanie bo wiem, kiedy moje dziecko mnie potrzebuje. zanim bedzie bardziej samodzielne to moje potrzeby sa mniej wazne. ja uwazam ze to milosc i odpowiedzilanosc. ty mozesz myslec ze to fanatyzm frustratki. przeciez moglismy wrocic nad ranem gdybym nie byla smoczkiem swego dziecka. ale ze mnie frajerka.... az dwa lata zycia sobie wycielam przez to rodzenie dzieciaka...
      • kaeira Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 10:53
        tully.makker napisała:
        > Miekka? Trzeba miec serce z kamienia, zeby takiem jazdy fundowac wlasnemu dziecku

        Apeluję o powstrzymanie się od takich ataków - naprawdę można rzecz ując mniej agresywnie.
        • tully.makker Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 11:32
          Naprawde uwazasz, ze problemem jest moja wypowiedz, a nie postawa matki, ktora doprowadza dziecko do wycia i wymiotow bo chce wyjsc wieczorem?
          • kaeira Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 12:18
            tully.makker napisała:
            > Naprawde uwazasz, ze problemem jest moja wypowiedz, a nie postawa matki, ktora
            > doprowadza dziecko do wycia i wymiotow bo chce wyjsc wieczorem?

            Jako moderatorka nie odnosiłam się do meritum dyskusji, tylko do technicznej kwestii formy wypowiedzi
            • mamanastodwa Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 13:54
              hmm, nie wiem skąd taki kierunek dyskusji. odnoszę wrażenie, że rozmawiam z nastolatkami a nie żonami i matkami. Tak - twierdzę, że mając dwójkę dzieci, o czas dla siebie (związku) często trzeba walczyć. Tak - twierdzę, że o związek warto się starać, może dlatego, że mój jest wspaniały i ma dla mnie wielką wartość. Tak - da się to zrobić bez szkody dla dzieci. Wyjście na romantyczną kolację o 21, po położeniu dzieci spać i ze świadomością, że do powrotu rodziców nic tego snu nie zakłóci to nie przestępstwo wobec macierzyństwa. Ok, niech sobie będąż matki które wolą w tym czasie leżeć i wąchać dzieci. Niech będą i takie, które wywiozą dzieci na tydzień do babci i polecą z mężem na wakacje. Ja staram się być po środku. Nie prosiłam o ocenę mojej postawy tylko o rady od osób, które mają podobne problemy.
              • poczworna Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 16:29
                Ja tylko odnosze sie do problemu początkowego.Wydaje mi się,że odnośnie wprowadzania nowych pokarmów trzeba posłuchac p.Malwiny Okrzesik i poczekać.Tak bywa-jedno dziecko chodzi gdy ma 10 miesięcy,a jedno ,gdy ma 16;jedno mówi w wieku1,5 roku ,a inne w wieku 3 lat.Trzeba jednak próbowac po troszku.Nie wiem,jakie próbowałaś dawać zupki,
                -ja dałabym te z mięsem-powinny bardziej posmakować.MOJA opinia nt kaszki jest negatywna.Pediatra moich dzieci nie zalecał kaszek-również wg mnie to tylko zapychacze,szkoda ,że to lekarz dał Wam takie zalecenie,bo pewnie mnie nie posłuchasz...ale może jeśli dziecko nie chce-to naprawdę nie dawać mu tego?
                Ogólnie ,po przeczytaniu Twojego pierwszego postu nasuneła mi sie także myśl,że macierzyństwo zmienne jest.Dziecko rozwijając się ,rosnąc-bardzo się zmienia-czasem wydaje nam sie ,że juz sie tak fajnie "ułożyło"-śpi,je co 3 godziny-aż tu nagle-zonk!Jakieś marudzenie,częstsze jedzenie,nocne budzenie.Pewnie-trzeba obserwować,bo czasem zdarzają się niecodzienne dolegliwości,ale generalnie -dziecko zmienia się,zmieniają się jego potrzeby,nawyki-wraz z dojrzewaniem i rozwojem.Trzeba się z tym pogodzić,przeczekać.Powiedziałabym-CZUJNIE PRZECZEKAĆ.To nic,że córka sąsiadki w tym samym wieku ,co nasz maluch,a już sama je,woła siusiu.
                Prawdą świętą jest także,że każde dziecko jest inne i mało tego-MA DO TEGO ŚWIĘTE PRAWO.Niby to wszystko wiemy,rozumiemy,ale czasem brak nam cierpliwości i jesteśmy po prostu bezradne.Wiedząc to-jakże często ja wymagam od dzieci zbyt wiele.Najgorzej chyba mają pierwsze dzieci,ale bywa,że nastepne-będąc zupełnie odmienne od pierwszych ,wywołują nasz niepokój,bo oczekujemy,że będą tak samo "grzeczne",a one są po prostu inne.
                Moja najstarsza córka już całkiem ładnie spała w nocy,a gdy poszłam do pracy-nagle nocki stały się znów "karmiące"-nawet po ukończeniu roku budziła się w nocy na karmienie-po prostu rekompensowała sobie moją nieobecnośc w ciągu dnia-tak myślę.Wszystko się jakoś ułożyło-nie próbowałam z tym walczyć.Z kolei najmłodszy synek-od urodzenia ,do ok 3 miesiąca zasypiał w okolicach północy i później-1.00, 2.00 w nocy.Przeszło,minęło.
                Podsumowując-myślę,że nie ma co się denerwować,nie patrzeć na inne dzieci,próbować dawać zupki z mięsem-nie teraz,to za dwa dni,lub codziennie-ale po łyżeczce,lub nawet na czubku łyżeczki-delikatnie próbować.A kaszy nie dawać,bo dziecko słusznie domaga się piersi,skoro być może chce nieco przytyć.Pozdrawiam i prosżę,abyś przyjęła mój wpis jako życzliwą poradę,bo tak starałam się to przekazać.
                • poczworna Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 16:38
                  ...teraz zobaczyłam,że nie piszesz o zupkach,tylko o kaszy-więc tym bardziej myślę,że spróbuj zupek -nawet warzywnych.
                  • mamanastodwa Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 17:19
                    Myślisz, że można przełamać konwenanse i dać zupkę na wieczór? Może wtedy po treściwym posiłku młody pośpi sobie spokojnie choć trochę dłużej? Po zupce dokarmiałaś jeszcze piersią, czy jest to wystarczający posiłek? Dziecko nie potrzebuje jakoś "popić?"
                    • dagmara-k Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 19:32
                      chocby zjadl golonke to nie bedzie spal, jesli budzi sie z innych powodow;) zupka jest mniej kaloryczna niz mleko, wiec z randki i tak raczej nic nie bedzie. no szkoda go zmuszac, chyba ze mu zupka bardziej posmakuje niz kasza, to jest sens probowac. raczej tylko doswiadczalnie i w ramach rozsze4rzania diety. tylko daj tej zupki naj[pierw w dzien bo nie wiesz jaka bedzie reakcja brzuszka tak od razu jak na noc dostanie. zeby gorzej nie bylo z ta noca.
                    • poczworna Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 19:33
                      Myślę inaczej-może skoro dziecko często je,to warto wprowadzić mu zupkę.Ja wprowadziłabym ją raczej w porze obiadu-zwyczajnie.Po zupce można dać trochę soczku,aby był to jeden posiłek bezmleczny.Choć na początku chyba jednak nie zje dziecko całej porcji zupy-tak mi się wydaje,więc pewnie i tak ta pierś będzie.Ale z czasem może tak być-zupka ,sok -i dziecko się naje bez piersi.Czy pośpi dłużej-trudno powiedzieć ,to chyba nie zależy od zupki i jak widzisz -od kaszy.Ja pozostawiłabym ten temat i pozwoliła dziecku się budzić,ale to moje zdanie.Z mojego doświadczenia-nie widzę w tym nic dziwnego.Może to częste jedzenie -to w tej chwili sposób Twojego dziecka na nabranie ciałka-skoro piszesz,że nie zaszkodziłoby mu troszkę przytyć.Dlatego też nie ograniczałabym piersi-wg mnie jedzenie co 2 godz. -nie jest tragedią.A co z ząbkami-czy już są,czy rosną?A może ma dziecko większe potrzeby i podkręca laktację -trudno mi to oceniać-wszak to nie moje dziecko,a uważam,że matka wsłuchując się w swoje dziecko-spokojnie,czujnie,bez paniki-jest w stanie najlepiej "zadziałać".Jest to też może sygnał ,że dzieciak potrzebuje czegoś jeszcze i może jakiś obiadek,soczek- pomoże?
                      Ja bym próbowała od tej strony podejść do tematu.No i co to znaczy ,że matka jest miękka?Na dodatek matka małego,6-cio miesięcznego dziecka?Tak można powiedzieć,gdy matka daje dziecku słodycze bez potrzeby i opamiętania itp.Tutaj nie widzę na razie nic negatywnego.
                      Bądź spokojna i takie poczucie bezpieczeństwa przekazuj swojemu dziecku.Nie robiłabym nic na siłę-to nie ten czas,no i w ogóle to kontrowersyjna metoda w każdym wieku-efekt bywa odwrotny od zamierzonego...
                      Takie jest moje zdanie.

              • dagmara-k Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 19:28
                ale to chyba ty pojechalas za ostro piszac o nas zbiorowo tak pieknym opisem - i jedziesz dalej skoro jestesmy dla ciebie "nastolatki" ewentualnie "grube frustratki". jasne ze o zwiazek trzeba dbac, ale w granicach dobra dzieci. jesli sie twoje budzi co 2h to nie ma randki dluzszej niz 2h, albo jest jakis inny sposob. ja wczoraj wrocilam z randki przed polnoca.
                a z konkretnych rad to jak pisalam - nawet 180 kaszy ci dziecka nie uspi na cala noc jesli masz typ sie budzacy, to bedzie sie budzil. chyba ze odstawisz od piersi w ramach "walki" o zwiazek. tylko wtedy to chyba nie my bysmy byly nastolatki.
                • mamanastodwa Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 20:33
                  Gdyby mi nie zależało na największym możliwym w tej sytuacji szacunku do potrzeb dziecka, rzeczywiście odstawiłabym je od piersi i nie pisała podobnych pytań. A epitety przeze mnie użyte były wyłącznie odpowiedzią na bezpodstawne sprowadzanie mnie do kategorii matki patologicznej. Nawiasem mówiąc uważam, że półroczny maluch to całkiem inteligentny człowieczek, który bardzo łatwo zyskuje wygodne nawyki i walczy o ich zachowanie. Myślę, że wiele osób tego nie docenia (przynajmniej jak widać z początkowych ataków na mój post). Wracając do tematu. Dziś kolejny dzień, gdzie w godzinę czy dwie po dużej kolacji zamiast piersi, synio dostanie dawkę miłości i będzie ona musiała ukoić jego tęsknoty. Ostatnie dni pokazały, że to powoli działa. Jutro idziemy na słoiczkowe zakupy i przekonujemy malca, że jak każdy przyzwoity facet, na obiad musi zjeść coś konkretnego, a nie zupę mleczną :-).
                  • alpha.sierra Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 22:01
                    mamanastodwa napisała:


                    > A epitety przeze mnie użyte były wyłącznie odpowiedzią na bezpodstawne sprowad
                    > zanie mnie do kategorii matki patologicznej.

                    W którym miejscu? Przeszukałam cały wątek nie znalazłam. No, może post Tully, jeśli się bardzo uprzeć. Twoja reakcja była przesadzona, i to mocno, więc nie dziw się, że dziewczyny po Tobie jadą - mają święte prawo.

                    Nawiasem mówiąc uważam, że półrocz
                    > ny maluch to całkiem inteligentny człowieczek, który bardzo łatwo zyskuje wygod
                    > ne nawyki i walczy o ich zachowanie. Myślę, że wiele osób tego nie docenia (prz
                    > ynajmniej jak widać z początkowych ataków na mój post).

                    Wiele z tych "atakujących" Cię osób poświęciło swój czas, aby dowiedzieć się czegoś na temat rozwoju małego dziecka i te osoby wiedzą, że półroczne dziecko nie potrafi wymuszać, jego mózg nie jest jeszcze na tyle rozwinięty. Te osoby wiedzą, że tak małe dzieci tak jak każde małe zwierzę (bo jesteśmy zwierzętami) kierują się instynktem, a nie rozumem. Zapewne osiągniesz swój cel, bo każde małe zwierzę da się wytresować i człowiek nie jest wyjątkiem.

                    Powiem Ci coś o mojej mamie - była tak chorobliwie ambitna i tak próbowała być perfekcyjna, że dopóki była silniejsza ode mnie, to wmuszała we mnie jedzenie nawet jak rzygałam dalej niż widziałam, bo powinnam była się wciskać w ramki, które ona wyznaczyła. do tej pory więcej rzeczy nie jem, niż jem i do wmuszania jedzenia mam bardzo emocjonalny stosunek - wobec osób je stosujących nie przebieram w słowach i często używam zwrotów "barbarzyństwo" lub "choroba psychiczna", bo sama to przeżyłam i mam prawo tak to oceniać.

                    Naprawdę tak ciężko jest odwlec niektóre swoje przyjemności lub dostosować ich pory do dziecka? Pytam, bo pomimo posiadania wisicycka, nie muszę wtykać dziecku na siłę jakiegoś zapychacza, żeby mieć czas na dbanie o związek czy bzykanko, więc mnie taka postawa mocno dziwi. Mały człowiek jest totalnie bezbronny i zależny ode mnie, więc ma pierwszeństwo. No i naszej dwójki to ja jestem ta rozumna i potrafiąca panować nad swoimi potrzebami, nie dziecko.

                    Dystansu do siebie, macierzyństwa i związku życzę!
                    • mia_siochi Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 22:16
                      alpha.sierra napisała:


                      > Wiele z tych "atakujących" Cię osób poświęciło swój czas, aby dowiedzieć się cz
                      > egoś na temat rozwoju małego dziecka i te osoby wiedzą, że półroczne dziecko ni
                      > e potrafi wymuszać, jego mózg nie jest jeszcze na tyle rozwinięty. Te osoby wie
                      > dzą, że tak małe dzieci tak jak każde małe zwierzę (bo jesteśmy zwierzętami) ki
                      > erują się instynktem, a nie rozumem. Zapewne osiągniesz swój cel, bo każde małe
                      > zwierzę da się wytresować i człowiek nie jest wyjątkiem.
                      >


                      A ja od siebie polecę książkę "Mądrzy rodzice".
                  • basiak36 Re: Do moderatorki do Tully.makker 26.06.11, 23:45
                    Nawiasem mówiąc uważam, że półrocz
                    > ny maluch to całkiem inteligentny człowieczek, który bardzo łatwo zyskuje wygod
                    > ne nawyki i walczy o ich zachowanie.

                    Jakby dziecko bylo wygodne, nie zaczynaloby w ogole raczkowac, bo po co.

                    Jutro idziemy na słoiczkowe zakupy i przekonuj
                    > emy malca, że jak każdy przyzwoity facet, na obiad musi zjeść coś konkretnego,
                    > a nie zupę mleczną :-).

                    Tylko co poradzic ze ta zupa mleczna ma wiecej kalorii niz zupkam (szczegolnie sloikowa)
                    Dziecko o tym wie i tej zupy mlecznej sie domaga:) Dzieci kieruja sie instynktem i swietnie u nich ten instynkt dziala. Nie potrafia manipulowac, jeszcze nie:)
                    • mamanastodwa Re: Do moderatorki do Tully.makker 27.06.11, 00:10
                      Pewnie tak, ale nawyki jednak dzieci mają. Wydawało się, że dopiero początek bitwy, jest po północy, pobudek 0 (od 20), a normalnie już by było po 1-2 dokarmieniach.
                      • basiak36 Re: Do moderatorki do Tully.makker 27.06.11, 00:46
                        mamanastodwa napisała:

                        > Pewnie tak, ale nawyki jednak dzieci mają. Wydawało się, że dopiero początek bi
                        > twy, jest po północy, pobudek 0 (od 20), a normalnie już by było po 1-2 dokarmi
                        > eniach.

                        U dzieci nawyki sa zwiazane z poczuciem bezpieczenstwa, i zmieniaja sie bardzo szybko, inne nawyki ma noworodek, inne 6 miesieczne dziecko, bez naszej ingerencji. Nawyki mamy my, dorosli, stad w ten sposob oceniamy nasze dzieci. I nam jest najtrudniej nawyki zmienic, nie dzieciom. Mamy nawyk chodzenia, ilu z nas chce sie rozwijac i biegac coraz szybciej:)) Tylko niektorzy z nas. Reszcie sie nie chce. A dzieciom sie chce, ruszyc z miejsca i zaczac chodzic i biegac.
                        One tak naprawde sa super latwo przystosowywalne i nawykowo-zmienne:) Musza przejsc z 9 miesiecznego funkcjonowania w wodach plodowych w brzuchu matki, do zycia na zewnatrz, i w szybkim tempie przejsc z jedzenia non stop, podawanego na tacy, do zdobywania pozywienia od matki, samodzielnie. I walki o przetrwanie, czyli bycie przy rodzicach. Im mniej musza walczyc to czego instynktownie potrzebuja,tym latwiejsza adaptacja do zmian:)

                        A co do jedzenia, to mam nadzieje oczywiscie ze po tych zupkowych dokarmieniach bedzie latwiej i znajdziecie jakis kompromis, powodzenia!
                        • mamanastodwa Re: Do moderatorki do Tully.makker 27.06.11, 07:38
                          I bez zupek jest sukces. Dziś pierwszy raz od dwóch miesięcy pierwsza pobudka o 3. Po niej udało mi się odłożyć malca do łóżeczka. Kolejne wstawanie o 5:50 i od tamtej pory już z nami czuwał. Mam nadzieję, że to nie przypadek tylko początek nowego przyzwyczajenia mojego malucha. Zupki spróbuję swoją drogą wprowadzić. Niech młody poznaje świat smaków.
    • anku1982 Re: kłopot niecodzienny 27.06.11, 19:02
      nie czytałam wszystkich wypowiedzi, ale myślę, z perspektywy karmienia 22 miesięcznego chłopca, że niestety (albo stety) tak jest że każde dziecko jest inne i w przypadku tak małego niemowlęcia należałoby zaufać jego potrzebom (lekarze niestety ciągną w zupełnie inną stronę, bo "bo dziecko w ... wieku powinno to i to). Mój Maluch nie ma już piersi na żądanie, ale stało się to wtedy gdy był już na tyle duży aby to zrozumieć jakieś pół roku temu. W tej chwili właściwie zaczął przesypiać noce, ale ta kwestia cały czas dynamicznie się zmieniała.
    • weronika_kobliska Re: kłopot niecodzienny 28.06.11, 13:19
      Znam ten ból. Też mnie brała cholera, że 6-miesięczniak budził się co 2h, nie z głodu. Napychałam go kaszką na wieczór, a jadl z apetytem, więc głodny nie był. Ciężko mu było załapać, że w nocy sie śpi, a nie grasuje:) Dzieci potrafią terroryzować, niestety. Żeby ponosić w środku nocy, pobujać w wózeczku o 3 w nocy, pośpiewać ku uciesze sąsiadów. Taki był mój pierwszy synek, wychowany na cycku aż do roczku:(

      Drugi na butelce jest spokojniejszy, śpi nockę od 21-22 do 6 rano od kiedy skończył pół roczku. Nie wiem, czy to kwestia sycącego mleczka czy ogólnie temperament spokojniejszy. Chyba jedno i drugie.

      Kuzynowi urodził się 2 miesiące temu synek, od razu na butli, śpi od urodzenia całe noce. Zdrowo się rozwija, więc nie brakuje mu w nocy kalorii. Ale też mamy w rodzinie dziewczynkę karmioną pół roku piersią, która również przesypiała od urodzenia całą noc. Zdrowa jak rybka, czego niestety nie mogę powiedzieć o swoim chorowitym starszym synku, podatnym na infekcje od urodzenia, do dziś:( Tak więc nie ma reguły.
      Szkoda, że mi się takie aniołki nie trafiły:( Zazdraszczam!
      Ja za późno dorwałam książkę T. Hogg, która dopiero otworzyła mi oczy. Dowiedziałam się, że dałam się zmanipulować małemu terroryście, chodzę wiecznie umęczona nocnymi pobudkami i krzykami. W dzień reagowałam na synka agresywnie, bo byłam wiecznie umęczona, zwłaszcza, że po macierzyńskim wróciłam do pracy. Doszłam do ściany i wiedziałam, że muszę go nauczyć spać w nocy, bo chyba zwariuję od wiecznego biegania po mieszkaniu po nocy. Trenowałam go od chyba 9 miesiąca życia, wchodząc ze stoperem w ręku co kilka minut na kilka minut do jego pokoju (spaliśmy już wtedy w oddzielnych pokojach). Wył jeszcze miesiącami, ale mleka już odmawiałam konsekwentnie. Najważniejsze to utrzymać konsekwencję, trzymać się twardo reguł, bo dzieciak, choć mały, może wejść na głowę. Dałam radę, ale trwało to długo:( Niekumaty w kwestii spania nieprawdopodobnie. W innych kwestiach kumaty aż za bardzo.:) Zresztą wyjec jest do dziś.
      Będąc w ciąży z drugim przygotowywałam się na podobne dramaty, zapoznałam się zawczasu z Hogg odnośnie niemowląt (Język niemowląt), postanowiłam w życiu nie karmić już na żądanie, a o ustalonych porach, bo wierzyłam, że jednak pomysł stabilności jest fajniejszy niż wolna amerykanka przy starszym synku (tzw. wiszenie na cycu non stop). Niestety pierś odpadła i tak, musiałam dać mleko w proszku i karmiłam w równych odstępach czasu, a mały szybciej załapał, o co biega w nocy, niż jego straszy brat.
      Tak czy siak przy dwójce plus praca jest ciekawie:)
      • kaeira Re: kłopot niecodzienny 28.06.11, 14:36
        weronika_kobliska napisała:
        > Wył jeszcze miesiącami, ale mleka już odmawiałam konsekwentnie. >Najważniejsze to utrzymać konsekwencję, trzymać się twardo reguł

        Taaak - to z pewnością najważniejsze.
        :-(
        • ciociacesia jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 28.06.11, 14:48
          przykro takie cos czytac
          • anku1982 Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 28.06.11, 22:42
            na początku się dziwiłam, później (mniej więcej od środka) stwierdziłam, że to okropny troll/ewentualnie trollica...
            • weronika_kobliska Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 29.06.11, 10:56
              Cześć!
              Przepraszam, że uraziłam niektóre z Was. Jeżeli troll z definicji, to ktoś, kto zmyśla nieprawdziwe historie, to nim nie jestem. Przysięgam, że taką udrękę przeszłam ze starszym synkiem.
              Przy pierwszej ciąży nie czytywałam internetu, miałam tylko zawodowe konto do kontaktowania się ze współpracownikami. Dopiero w kilka lat później, w ciąży z drugim dzieckiem, gdy nastawiałam się psychicznie na walkę z drugim wyjcem, poszperałam i zapoznałam się z niektórymi ideami na temat na przykład wychowania. Nie znałam wcześniej tych idei karmienia piersią pod względem, nie wiem, jak to nazwać, ideologicznym. Chodziłam do szkoły rodzenia, skąd dowiedziałam się, że mleko mamy będzie najlepsze dla bobasa. Uwierzyłam w to, wierzcie czy, przeszłam prawdziwą Via Dolores na początku, aby nauczyć/zmusić go do chwycenia brodawki. Miałam do dyspozycji tylko wiedzę ze szkoły, książkę ze szpitala "Warto karmić piersią" i ogromną motywację. No i babcie z butelkami w ręku i puszka NanHa. Wierzcie, łatwo nie było. Trenowałam swoje dziecko, jak pisala o tym autorka: masowaniem podniebienia, pokazywaniem OOOO, zachowywałam sie wprost histerycznie, tak mi zależało. Chwycił po 10 dniach od narodzin, po koszmarze ściągania pokarmu i usiłowaniem pojenia z kubeczka, kiedy to się dławił, pluł i chudł, chudł, chudł. A żółtaczka rosła, rosla, rosła. Potem szpital i różne niefajne atrakcje.

              Przy drugim, też niechcącym pić, poddałam se szybciej i jedziemy na butelce. Drugi raz bym przez to nie przeszła, psychicznie mnie to wykańczało. Żałuję, że tak się ułożyło, głównie ze względu na finanse. Mleko sztuczne wychodzi naprawdę drogo:(

              Co do pierwszego synka, który ustawicznie płakał, wiecznie niezadowolony, nosiłam go na rękach, choc ciężko było zaraz po cc. Wszyscy z otoczenia pukali w głowę, strasząc, że go rozpuszczę i przyzwyczaję. A mi było go żal. Potem niewyspanie licznymi pobudkami doprowadziło mnie do wściekłości. Dookoła koleżanki z dziećmi w podobnym wieku (od ok. 5-6 miesięcy) chwaliły sie przespanymi nocami, bez względu na karmienie piersią czy butelką.
              A moje wciąż beczało... Wreszcie, ktoś podsunął mi T. Hogg. To była dla mnie ostatnia deska ratunku - że może być inaczej i że każde dziecko można nauczyć przespać noc. W tej książce oraz jeszcze innej, niemieckiej autorki (nie pamiętam) na trening dawali 2 gorą 3 tygodnie przy najb. upartym dziecku. U nas trwało to miesiące ryków całymi nocami. Liczy się jednak konsekwencja. Nie wiem, czemu niektóre z Was burzą sie na to słowo. Nawet u psychologa, jak byliśmy z mężem (ale już problemem 4-letniego dziecka), pani podkreślała z mocą, że dziecko rozwija się dobrze i czuje bezpiecznie, gdy ma ostro zarysowane granice i gdy konsekwentnie rodzice (oboje) ich przestrzegają. W innym wypadku dziecko "włazi na głowę".
              Ja niestety nie stosowałam dyscypliny od samego początku, tylko jechałam na "matczynej intuicji", co mnie wpędziło w kozi róg. Miałam rozkapryszonego 9-miesięczniaka:(
              Z drugim dzieckiem mam lepiej, o tyle, że mam więcej wiedzy, ale też materiał troszkę inny. To nie typ Poprzeczniaka, jak starszy- zawsze gotowy do negowania wszystkiego i niechętny do współpracy.
              Dziewczyny, podziwiam Was za ten styl życia-chusty, wieczna dyspozycyjność względem dziecka. Ja tak nie umiem. Pocieszam się, że to nowa moda, dawniej nasi rodzice żadnych chust nie znali, leżałyśmy w łóżeczku, mama zawsze miała pełno roboty. I żyjemy:)
              Mam jeszcze jedną uwagę - naprawdę nie znam ŻADNEJ dziewczyny w realu reprezentującej ten tryb życia. A otoczona jestem koleżankami czy znajomymi z małymi dziećmi. Wychowywanie jest "tradycyjne", z chustą żadnej nie widziałam, smoczki normalnie w buzi każdego niemowlaka w mijanych wózkach. Klapsy też się zdarzają. Dodam, na wszelki wypadek, że pod patologię społeczną nie podchodzimy:)
              • illegal.alien Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 29.06.11, 12:26
                Ale pomiedzy chustami i byciem dyspozycyjna 24/7 a zostawianiem dziecka w lozeczku i sluchaniem jak placze calymi nocami jest jeszcze mnostwo innych postaw.
                Mi sie w glowie nie miesci, ze ktos moze sluchac placzu swojego dziecka tak dlugo i nic z tym nie robic - ja wymiekam po minucie.
                Nie miesci mi sie rowniez w glowie podejscie ludzi do dziecka jak do szeregowego - trzeba go wytresowac, ma znac swoje miejsce i podporzadkowac sie do wszystkiego. Moje dziecko nie 'wlazi mi na glowe', ale ja rowniez nie wymagam, zeby polroczne dziecko spalo samo, czy zeby wykazywala sie samodzielnoscia - na to wszystko przyjdzie czas.
              • mia_siochi Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 29.06.11, 12:58
                "Ustawiać granice" można 2,3,4 letniemu dziecku, ale nie noworodkowi, na Boga!
                To, co opisujesz, to horror- ale dla dziecka.

                ps. może nie znam żadnej "chustowej" mamy, ale nie znam też zadnej bijącej dziecko, zostawiającej same "żeby się wypłakało" i tresującej. A dzieci mają wszystkie fajne. Da się?Da.
                Swojego płaczącego nie zostawiłam na 10 sekund nawet, a jakoś i śpi spokojnie sam, i uśmiechnięta bestia. I nie uważam, żeby mnie terroryzował (terroryzowanie przez niemowlaka... jakiż umysł miec trzeba, zeby coś takiego wymyslić) Nie był tresowany, trenowany i ustawiany. Da się? Da. Bez znęcania się. Bo to co Ty robisz- to własnie znęcanie.
                • weronika_kobliska Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 30.06.11, 12:05
                  mia_siochi napisała:


                  > Swojego płaczącego nie zostawiłam na 10 sekund nawet, a jakoś i śpi spokojnie s
                  > am, i uśmiechnięta bestia. I nie uważam, żeby mnie terroryzował (terroryzowanie
                  > przez niemowlaka... jakiż umysł mieć trzeba, żeby coś takiego wymyślić) Nie by
                  > ł tresowany, trenowany i ustawiany.

                  Mia - z serca gratuluję Ci synka. Uśmiechniętego i słodko śpiącego itd. Naprawdę! Ale błagam, pozwól sobie wytłumaczyć, że nie wszystkie dzieci tego świata to klony Twego synka. I nie każda matka to klon Ciebie. I wiem z doświadczenia, że nie jeden i nie dwa błędy Ty też popełnisz (lub już popełniłaś), bo świat naprawdę nie składa się z kilku chodzących ideałów i całej nędznej reszty, na tyle głupiej, że nie bierze z nich przykładu.
                  >Da się? Da.
                  Nie, nie da się. Patrz posty wyżej.

                  Bez znęcania się. Bo to co Ty r
                  > obisz- to własnie znęcanie.

                  Nie, to nie jest znęcanie. Wg mojej definicji. To ustalenie zasad i się ich trzymanych.

                  > ps. może nie znam żadnej "chustowej" mamy, ale nie znam też zadnej bijącej dzie
                  > cko, zostawiającej same "żeby się wypłakało" i tresującej. A dzieci mają wszyst
                  > kie fajne. Da się?Da.

                  Nie wiem, nie znam Twych znajomych. Dawniej tez wydawało mi się, że nikt oświecony współczesną wiedzą nie tknie swego dziecka:)A zwłaszcza nie ja:) Jakież było moje zdziwienie, gdy targana wyrzutami sumienia po pierwszych klapsach na synku, szlochałam w słuchawkę swojej przyjaciółce, a matce trójki dzieci, dla mnie chodzącym ideałem, która "rozgrzeszyła mnie" momentalnie: "kochana, ja wklepałam mojej Ani, gdy miała dwa miesiące, bo beczała, a ja wkuwałam do sesji. Nie raz i nie dwa pas ci pójdzie w ruch". Kilka dni temu w pracy zeszło na podobne tematy w przerwie kawowej i okazało się, że prawie każda ma "na sumieniu" klapsy czy pasek. Tak więc nie zawsze się o tym głośno mówi i wiem, ze niejednej matce czy ojcu cierpliwość się skończyła wcześniej niż nieposłuszeństwo kilkulatka.

                  ps. Treść tego postu jest bardziej zrozumiała w połączeniu z moimi wypowiedziami wyżej.
                  • anku1982 Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 01.07.11, 19:45
                    bicie (w tym również dawanie klapsów) dziecka, jest przestępstwem, nieważne z jakich pobudek czynione. A męża też leje Twoja koleżanka, jak przeszkadza jej kuć do sesji??
              • diuszesa Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 29.06.11, 14:46
                weronika_kobliska napisała:

                > Cześć!
                > Przepraszam, że uraziłam niektóre z Was. Jeżeli troll z definicji, to ktoś, kto
                > zmyśla nieprawdziwe historie, to nim nie jestem. Przysięgam, że taką udrękę pr
                > zeszłam ze starszym synkiem.

                Weroniko, ja Ci wierzę. Ja sama w pewnym momencie mojego macierzyństwa myślałam podobnie do Ciebie, bo zetknęłam się z książką T. Hogg. Ale dziękuję Bogu, że w końcu trafiłam na inne lektury, które pomogły mi lepiej poradzić sobie z moim dzieckiem, bez tresowania go, ustawiania, bez myślenia o nim jk o "terroryście". Trafiłam np. na książke "Mądrzy rodzice", w której zachowanie dziecka wytłumaczone jest z punktu widzenia neuropsychologii. Tymczasem poglądy T. Hogg nie mają żadnych podstaw naukowych.
                Do dzisiaj targa mną smutek, jak przypomnę sobie, że pozwalałam mojemu dziecku się wypłakać, że chciałam je trenować. Żałuję, że nie zaufałam swojej intuicji, że na początku nie karmiłam swojego dziecka instynktownie. Całe szczęście ten trening skończył się dość szybko. Smutna prawda jest taka, że w społeczeństwie uprzemysłowionym, gdzie porody i opieka nad dziećmi jest w dużym stopniu zmedykalizowana, poddana schematom, pisanym zasadom z podręczników napisanych przez mężczyzn - kobiety nie mają okazji, cierpliwości, śmiałości i odwagi, by podążać za swoim instynktem. Ten instynkt, który zapewniał dziecku karmienie na żądanie i noszenie blisko matki - zapewniał jednocześnie nie tylko przeżycie, ochronę przed głodem i drapieżnikami, ale i bezpieczne wzrastanie do dorosłości. Ale ten instynkt coraz częściej jest zastępowany przez zdobycze medycyny i techniki - mleko modyfikowane, leki, łóżeczka, kojce, wózki itp. Nasze dzieci nie muszą mieć instynktownie działających rodziców, żeby przeżyły. Ale jakie one będą wtedy, gdy zabraknie im poczucia bezpieczeństwa? Jak będą budować swoje relacje z innymi ludźmi? Jak będą zachowywać się wśród rówieśników? Jakie działania będą podejmować, by poradzić sobie z własnym stresem? Jak będą wychowywać swoje dzieci?


                W tej książce oraz jeszcze innej, niemieckiej autorki (nie pamiętam)
                > na trening dawali 2 gorą 3 tygodnie przy najb. upartym dziecku. U nas trwało t
                > o miesiące ryków całymi nocami.

                2, 3 tygodnie wg autorek, a kilka miesięcy przy Twoim dziecku. Nie przyszło Ci do głowy przez cały ten czas, że ta metoda jednak nie działa? Ja bym po tych kilku tygodniach rzuciła to w cholerę, a nie męczyła dzieciaka miesiacami. I to w imię czego - konsekwencji? Zasady i konsekwencja są, by pomagać wychowywać dziecko, a nie dziecko po to, by wyrobić się z jakimiś zasadami. Odwróciłaś ten kierunek w swoim postępowaniu. Dałaś sobie zabrać swoje dziecko - oddałaś je zasadom, które swój początek biorą od lekarzy - mężczyzn, cieszących się z faktu, że nareszcie można wychować dzieciaka wg zegarka, a kobietę z dzieckiem kontrolować jak samicę z młodym w zagrodzie. A wystarczyłoby na zasady nie patrzeć, otworzyć umysł na potrzeby swoje i dziecka. Bo nie wierzę, że nie było Ci ciężko słuchać płaczu dziecka. Musiałaś jednak stłumić ewolucyjne pragnienie pójścia do niego - zrobić. Kto w tej sytuacji był zadowolony? Ty czy dziecko? Bo nie wierzę, że ktokolwiek.

                Liczy się jednak konsekwencja. Nie wiem, czemu
                > niektóre z Was burzą sie na to słowo. Nawet u psychologa, jak byliśmy z mężem (
                > ale już problemem 4-letniego dziecka), pani podkreślała z mocą, że dziecko rozw
                > ija się dobrze i czuje bezpiecznie, gdy ma ostro zarysowane granice i gdy konse
                > kwentnie rodzice (oboje) ich przestrzegają. W innym wypadku dziecko "włazi na g
                > łowę".

                To jest prawda, że dziecko potrzebuje mieć wyraźne granice. Ale potrzebuje mieć też poczucie bezpieczeństwa, które rodzi się poprzez zaspokajanie jego fizyczznych i emocjonalnych potrzeb. Naprawdę Pani psycholog tego nie powiedziała? Problem tylko tym, że ludzie uznają za manipulację to, co w przypadku dziecka małego jest fizjologią, uwarunkowaną przez odpowiednie procesy zachodzące w mózgu.


                > Ja niestety nie stosowałam dyscypliny od samego początku, tylko jechałam na "ma
                > tczynej intuicji", co mnie wpędziło w kozi róg. Miałam rozkapryszonego 9-miesię
                > czniaka:(

                Ale 9-miesieczniak ma prawo być rozkapryszony. Taki etap w życiu dziecka. Często dorośli nie dają dziecku prawa do płaczu, marudzenia - a przecież w mózgu i w ogóle całym ciele takiego małego dziecka dzieje się tak wiele, że ono nie jest w stanie wszystkiego poogarniać. Ono potrzebuje do tego kogoś dorosłego, i po to są rodzice. Wyobraź sobie, że Twoje ciało rośnie, postrzegasz coraz więcej rzeczy, wszystko jest dla Ciebie nowe, dziwisz się wszystkiemu, odkrywasz, że masz wpływ na swoje ciało, swoje ruchy, na czyjeś zachowanie również, rosną Ci zęby, zmieniają się warunki w otoczeniu, zmieniają się ludzie wokół ciebie, dają ci jakieś nowe jedzenie, pokazują nowe przedmioty, nie wiesz, za co się zabrać? I dlaczego w tej sytuacji miałabys nie przyjśc z płaczem do swojej matki, by ukoić ten niepokój dojrzewania? Dlaczego pozwalasz, by książkowe zasady zabierały tę ostoję Twojemu dziecku?

                Ja tak nie umiem.

                Nie dziwię się, ja też nie umiałam. Nasze nowoczesne społeczeństwo naprawdę temu nie sprzyja. Tracimy energię na zastanawianie się, czy nasze rodzicielstwo wpisuje się w schematy; nie mamy dobrych wzorców od swoich matek, ciotek i sióstr, które były również karmione bzdurami typu "dziecko się przyzwyczai". Tak jak im odebrano prawo do reagowania z miłością i troską na swoje dziecko, tak i my boimy się swoej dobroci i miłości do dziecka. Boimy się, by nie zostać uznanymi za matki głupie, zaborcze, przewrażliwione na punkcie dziecka. Inni uznają nas za takie, żeby stłumić własne poczucie winy za niebycie taką głupią i zaborczą, podążajacą za potrzebami dziecka.

                Pocieszam się, że to nowa moda, dawniej nasi ro
                > dzice żadnych chust nie znali, leżałyśmy w łóżeczku, mama zawsze miała pełno ro
                > boty. I żyjemy:)

                To nie jest nowa moda. To jest działanie, które zapewniło przetrwanie naszemu gatunkowi w czasach, gdy nie było mleka modyfikowanego, wózków, łóżeczek, kojców, osobnych pokoi dla niemowlęcia.
                A że żyjemy - no żyjemy. Ale to nieprawda, że nam się nic od tego nie stało - bo nam się właśnie stało to, że boimy się miłości i troski w stosunku do własnych dzieci. Że nie mamy pewności co do bycia dobrymi matkami. Że nie dajemy sobie prawa, aby chronić dziecko przed samotnością, płaczem, lekiem, smutkiem, niewygodą. Że boimy się innych kobiet, które są zazdrosne o to, że naszym dzieciom będzie lepiej się działo niż ich dzieciom - wychowanym twardo i z konsekwencją. Że zazdrościmy tym, które miały odwagę podążać za swoim instynktem, a ich dzieci jakoś nie wyrosły na tyranów. Że boimy się własnych dzieci, że nie będziemy miały przez nie własnego życia. Że nie umiemy tak iść drogą rodzicielstwa, aby być w zgodzie z własnym dzieckiem, ze sobą i swoim partnerem, bez rezygnacji z czyjegokolwiek dobra. Że nie wiemy, jak sobie radzić z fizjologicznym zachowaniem niemowlęcia. Że nie wierzymy w to, że wychowanie może odbywać się powoli i bezboleśnie, w tempie, jakie obiera dziecko.
                Mało?


                > Mam jeszcze jedną uwagę - naprawdę nie znam ŻADNEJ dziewczyny w realu reprezent
                > ującej ten tryb życia. A otoczona jestem koleżankami czy znajomymi z małymi dzi
                > ećmi. Wychowywanie jest "tradycyjne", z chustą żadnej nie widziałam, smoczki no
                > rmalnie w buzi każdego niemowlaka w mijanych wózkach. Klapsy też się zdarzają.
                > Dodam, na wszelki wypadek, że pod patologię społeczną nie podchodzimy:)

                Bo to nie jest w Polsce popularny model wychowania. W Polsce udziałem wielu kobiet jest bowiem podążanie za powszechnie utartymi poglądami, o ktorych napisałam wyżej.


                Mam nadzieję, Weroniko, że kiedyś dasz sobie (i swojemu dziecku) prawo do roztaczania nad nim takiej opieki, jakiej ono potrzebuje, bez tresowania, walki, niepokojów "jak to będzie z nim później trudno".
                • tully.makker Cos o Tracy Hogg 29.06.11, 16:01
                  ja sadze, ze w tej ksiazce mzona znalezc wiele wartosciowych porad - chcioociazby orttacznie dziecka "kregiem szacunku", u nas sprawdzilo sie doskonale przy mlodszym synku. Ale najwazniejsze jest, ze chyba osoby wypowiadajace sie w tym watku nie przeczytaly dokladnie ksiazki - Tracy zaleca najpier obserwacje niemowlecia - jest nawet specjalna tabelka, w ktorej sie zapisuje jego obyczaje, a potem dostosowanie planu dnia do dziecka i jego potrzeb, nie odwrotnie.

                  Nam np ta metoda bwardzo pomogla - wracajac do pracy, moglam negocjowac godzine, zwlaszcza przyjscia rano w oparciu o obyczaje mojego synka w danym momemcie, tak ze bylo mozliwe zaspokojenie jego potrzeb (snu, jedzenia) i moijej potrzeby pracy bez specjalnych problemow.
                • mad_die Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 29.06.11, 20:34
                  Diuszesa, pięknie to napisałaś. Sama nie ujęłabym tego tak ładnie i spokojnie, bo jak czytam co weronika napisała (a jest to prawdziwa historia, bo na DKP tez się radziła wczesniej), to mną trzęsie...
                  A weroniki mi żal, że dała się nabrać T.Hogg... A jeszcze bardziej żal mi jej dzieci :(
                • weronika_kobliska Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 30.06.11, 11:44
                  Diuszesa, dzięki za zrozumienie. Twój post należy do nielicznych, gdzie można odnaleźć empatię:) Dziękuję też za rady.
                  Jeśli chodzi o lektury, to w sumie po Tracy już nie szukałam kolejnych pozycji, bo ona wydała mi się na tamtym etapie wprost objawieniem. Może jednak sięgnę do Twej propozycji, bo niestety z moim Poprzeczniakiem kłopoty się nie kończą:(, choć nabierają innych kształtów.

                  > 2, 3 tygodnie wg autorek, a kilka miesięcy przy Twoim dziecku. Nie przyszło Ci
                  > do głowy przez cały ten czas, że ta metoda jednak nie działa? Ja bym po tych ki
                  > lku tygodniach rzuciła to w cholerę, a nie męczyła dzieciaka miesiacami. I to
                  > w imię czego - konsekwencji? Zasady i konsekwencja są, by pomagać wychowywać dz
                  > iecko, a nie dziecko po to, by wyrobić się z jakimiś zasadami.

                  Wciąż łudziłam się, że kiedyś zacznie to działać, gdybym to złamała, to straciłabym te kilka miesięcy pracy ciężkiej jak orka na ugorze. Cały czas karmiłam się nadzieją, że tylko konsekwencja można wymusić na dziecku zmianę jego zachowań, że w końcu go złamię.

                  A wystarczyłoby na zasady nie patrzeć, ot
                  > worzyć umysł na potrzeby swoje i dziecka. Bo nie wierzę, że nie było Ci ciężko
                  > słuchać płaczu dziecka. Musiałaś jednak stłumić ewolucyjne pragnienie pójścia d
                  > o niego - zrobić. Kto w tej sytuacji był zadowolony? Ty czy dziecko? Bo nie wie
                  > rzę, że ktokolwiek.

                  Ale diuszeso, już to pisałam gdzieś wyżej, ja nie miałam wyjścia. Metodami "dobrej i cierpliwej matki" hodowałam w domu terrorystę. To był taki typ, że nie miałam czasu pójść do łazienki w ciągu dnia. Jakby to powiedzieć - straciłam całą siebie w sensie psychicznym, tak jakbym przestała istnieć - cała ja, moje potrzeby (nawet fizjologiczne:))). Wiedziałam, że macierzyństwo to nie bajka z reklam z gaworzącymi miło bobaskami, ale to co mnie spotkało, to był horror.

                  > To jest prawda, że dziecko potrzebuje mieć wyraźne granice. Ale potrzebuje mieć
                  > też poczucie bezpieczeństwa, które rodzi się poprzez zaspokajanie jego fizyczz
                  > nych i emocjonalnych potrzeb. Naprawdę Pani psycholog tego nie powiedziała? Pro
                  > blem tylko tym, że ludzie uznają za manipulację to, co w przypadku dziecka małe
                  > go jest fizjologią, uwarunkowaną przez odpowiednie procesy zachodzące w mózgu.

                  Diuszeso, miał spełniane potrzeby. Głodny nie był, bo ciągle przy piersi, potem futrowałam go kaszkami, by wreszcie trochę choć pospał. Emocjonalnie wiecznie tulony, opowiadałam mu od noworodka bajki, czytałam nawet Anię z ZW, licząc, że mój monotonny głos go uśpi:( Nic bardziej błędnego. Musiałam w końcu zrezygnować z odwiedzin przyjaciółek, krzywo zaczęłam patrzeć na babcie, bo całe doby upływały na próbach uspokojenia tego wycia. Na spacerach doszło do tego, że uciekałam na drugą stronę ulicy widząc znajomą, bo to oznaczało rozmowę i oczywiście jego wybudzenie i wrzask na następna godzinę. Zachowywałam się jak histeryczka ku powszechnemu niezrozumieniu otoczenia, bo nikt z moich znajomych takich cyrków nie przezywał. Jak raz rozdarł się w grudniu w wózku, to mimo 1000 prób ukojenia (niestety nie chciał smoczka), zaliczyliśmy za 5-6 dni zapalenie płuc i kolejny szpital:( Ile lekarzy zjechaliśmy, szpitale, podejrzenia infekcji płuc, układu moczowego, EEG (bo może w mózgu coś nie tak), USG jamy brzusznej, badania krwi co tydzień, rtg płuc, badania nerwu wzrokowego, badania genetyczne, cuda na kiju. I zawsze słyszałam, że taki to typ wrzeszczącego dziecka, i że mam być twarda, bo rozpuszczę go całkowicie. Szamotałam się okrutnie - chciałam mu pomóc żyć na tym świecie, ale zawsze się ode mnie odpychał, szamotał, prężył (kolek nie miał, byliśmy w szpitalu, sprawdzali)...
                  • ciociacesia Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 30.06.11, 13:32
                    > ków nie przezywał. Jak raz rozdarł się w grudniu w wózku, to mimo 1000 prób uko
                    > jenia (niestety nie chciał smoczka), zaliczyliśmy za 5-6 dni zapalenie płuc i

                    masakra jakas. na rece tez nie chcial? nie wierze w dzieci placzace bez powodu. powod jakis zawsze jest. krzywo zapiata pielucha uwierajaa w jajka, metka, guzik, zimne powietrze, rosnacy zab, przladowanie bodzcami. na ogol pomaga samo wziecie na rece
                    • weronika_kobliska Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 30.06.11, 13:47
                      Zgadzam się, ciociu:) - masakra!
                      Nie wiem, czy go coś uwierało. Przy pojedynczym incydencie mogłabym snuć domysły. Ale synek był typem wrzeszczącym ciągleeeeeee:( Jak brałam go na ręce, to wył tylko głośniej, łącznie z prężeniem, kopaniem nóżkami itd. Miałam nawet myśli, że na mnie uczulony, ale nie:) Podobnie u taty i babci - w napadach złego humoru - nawet 2-3 godziny wycia non stop. Powód? Pewnie jakiś był, masz rację. Tylko jak go poznać, skoro próbujesz wszystkiego i nic nie działa? Branie na ręce było w przeważającej liczbie przypadków całkowicie nieskuteczne.
                      Podejrzewano nawet objawy autystyczne, ale nie! U psychologa byliśmy i wg niego jest ok.
                      Teraz jest o tyle lepiej, że czasem łaskawie zakomunikuje, czego chce. Ale nawet i teraz zdarzają się mu napady wrzasków i zero wytłumaczenia, z jakiego powodu histeryzuje!
                      • mad_die Weroniko 30.06.11, 15:03
                        A czy Ty byłaś ze sobą u psychologa? Zeby pomógl Ci radzić sobie ze złością i złymi emocjami? Bo ewidentnie to Ty masz problem z tym i winisz za wszystko małe dziecko.
                        Ile Twój syn ma? 3-4 lata? Toć taki maluch nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć, co mu się stało lub co mu dolega. To Twoje zadanie, spokojnie mu powiedzieć, że widzisz, ze jest mu przykro/źle/smutno, że wiesz, dlaczego tak się stało, że chciałabys mu pomóc i że możesz to zrobić tak a tak.
                        W sytuacji z zozolami moja reakcja była by taka:
                        - chce zozola!
                        - chcesz zozola?
                        - tak, chce zozola! zooooooooooooooozooooooooooooozla!
                        - widzę, ze bardzo chcesz tego zozola. chodź, zoabczymy co mam w torebce, moze coś znajdę dla Ciebie.
                        - nie, ja chcę zozola! nie coś, zozola!
                        - och, ty starsznie pragniesz tego zozola. chciałabym ci moc go dać, na prawdę, wyczarować, to bylby taki wielki, ogormny zozol, ktory by ci sie do buzi nie zmieścił, o byłby taaaaaaaaaaaaaaaaaki duzy, i czerwony.
                        - nie, zielony, ja chce zielonego zozolaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
                        - ok, wyczaruje Ci zeilonego zozola, czary mary, hops, zielony zozol dla ciebie.
                        I tak bym czarowała az do wejścia do domu, a w domu dała mu na spokojnie coś zjesć.
                        To działa.
                        Zawsze.

                        Polecam Ci poczytać dużo o rozwoju dzieci, wspomnianą ksiązke Mądrzy rodzice. O T.H. zapomnij, proszę Cię.
                        Przeczytaj rowniez te ksiazki:
                        - Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci.
                        - Jak mowic, żeby dzieci nas sluchaly, jak sluchac, zeby do nas mowily
                        - Rodzeństwo bez rywalizacji.
                        - Wychowanie bez porażek
                        - Między rodzicami a dziećmi.

                        Proszę, przeczytaj je i ratuj swoje dzieci. Bo wiesz, przemoc rodzi przemoc. Takie oklepane haslo jest. Ale ono jest bardzo prawdziwe. Nim sie obejrzysz, twój mały synek bedzie lał swojego brata, potem dzieci w szkole, a potem znęcał się psychicznie nad swoimi dziećmi.
                        Przerwij to.
                        • dagmara-k Re: Weroniko 30.06.11, 16:56
                          ja tylko potwierdze dzialanie tych "czarow" i fakt, ze owszem - przerwac ten lancuch moze kazdy, rowniez ty, a w zasadzie w tym momencie tylko ty.
                  • klarysa1111 Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 30.06.11, 14:17
                    "złamać" małe dziecko?! A co to , żołnierz czy więzień? Noworodki nie płaczą dla przyjemności, widocznie Twojemu coś dolega. A Ty zamiast okazać mu zrozumienie, tresujesz jak psa. Szkoda, że masz wystarczająco wytrwałości, żeby stosować metodę T. Hogg, a nie miałaś sił, żeby okazywać mu czułość i spokój. Może ono tak reaguje na Twój ciągły stres.

                    Bicie dziecka pasem trudno w ogóle komentować. Gdybym Cię znała osobiście, poinformowałabym policję, że maltretujesz dziecko. Trzymanie się zasad, a krzywdzenie dziecka to duuuża różnica. I ciekawe w jakim środowisku Ty żyjesz, skoro wszystkie Twoje znajome tak postępują.
                    • weronika_kobliska Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 30.06.11, 14:40
                      Klaryso, jesteś kolejną osobą po Mii, która albo nie czyta, albo wybiórczo traktuje co bardziej "sensacyjne" kawałki. Noworodek to dziecko do miesiąca. Gdzie napisałam, że chciałam złamać tak małe dziecko? To właśnie w tym czasie robiłam wszystko, aby zaspokoić wszystkie jego potrzeby: tulenia, godziny noszenia na rękach, karmienia na żądanie do .... 9 miesiąca. Od tego czasu stosowałam metody T. Hogg. I nie krzywdziłam w żaden sposób. Opisywałam to wyżej 100 razy, można doczytać.
                      Czy naprawdę przypuszczałaś, że biłam noworodka/niemowlę? Przecież w ostatnich postach wałkujemy sprawę rozhisteryzowanego przedszkolaka. Litości, naprawdę warto doczytać całość, a nie wyciągać histeryczne wnioski, mieszając nieudolnie fakty.

                      . I ciekawe w jakim środowisku Ty żyjesz, skoro wsz
                      > ystkie Twoje znajome tak postępują.

                      Podejrzewam, że w podobnym do Ciebie:) Już mówiłam, ze nie każdy ze śpiewem na ustach, będzie się chwalił, że dał klapsa rozkapryszonej 5-latce na przykład. Zwłaszcza osobom, takie jak Ty czy Mia, które bez zrozumienia kontekstu uczepią się słowa KLAPS i dostają apopleksji.
                      • klarysa1111 Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 30.06.11, 19:14
                        Weroniko, odniosłam się do tego, co mnie najbardziej zbulwersowało. Dla mnie przemoc fizyczna wobec dzieci, czy to niemowlaka, czy przedszkolaka, jest nie do przyjęcia. To nie wychowanie, to przyzwyczajanie do życia w strachu, a w przyszłości pewnie też kombinowania i oszukiwania, jak tego bólu uniknąć. I nie mówimy tu o jednorazowym klapsie w nerwach, którego rzeczywiście wielu rodziców spróbowało i pożałowało, tylko jakimś częstym/regularnym laniu pasem.

                        Co do Tracy Hogg, już ktoś zwrócił Ci uwagę, że jeśli jej metoda nie działa po maks. 2 tygodniach, tzn, że nie jest dla danego dziecka właściwa w ogóle lub jest na nią za wcześnie.

                        Miałaś cierpliwości na 9 miesięcy, szkoda, że nie dłużej. Może problemu już dawno by nie było, a tak masz dziecko, które w dodatku widzi, jak traktujesz je gorzej niż młodsze.
                  • diuszesa Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 30.06.11, 15:04
                    weronika_kobliska napisała:
                    Może jednak sięgnę d
                    > o Twej propozycji, bo niestety z moim Poprzeczniakiem kłopoty się nie kończą:(,
                    > choć nabierają innych kształtów.

                    Weroniko - powiem szczerze, co myślę: jeśli będziesz nadal tak postępować ze swoim dzieckiem, to kłopoty się nie skończą. Więcej - one się pogłębią. Nawet jeśli na wierzch nie wyjdą, bo dziecko nauczy się tłumić własne emocje, byle tylko nie zostać nazwanym wyjcem i byle tylko nie dostać pasem, to i tak w głębi duszy pozostanie człowiekiem o niskim poczuciu własnej wartości, o niskim poziomie radzenia sobie ze stresem (już zresztą to ma, ale o tym dalej), możliwe, że o wysokim poziomie agresji i niestabilności emocjonalnej. Czy zdajesz sobie sprawę, jakie ma to skutki dla dorastającego człowieka, który będzie potem budował swoje związki, może zakładał rodzinę, wychowywał dzieci?
                    Możliwe, że nie uświadamiasz sobie tego, bo zostałaś tak wychowana, lub masz takie wzorce z zewnątrz i gołym okiem nie widzisz skutków takiego postępowania. Jestem w stanie to zrozumieć, bo ja też byłam wychowana wśród poglądów typu "dzieciakowi raz na jakiś czas nie zaszkodzi", "ja dostawałem i jakoś żyję". I w pewnym momencie swojego życia też te poglądy przyjęłam, bo wydawały mi się takie oczywiste.
                    Ale one nie są oczywiste. Nie dla wszystkich. Są oczywiste dla Ciebie, i jesteś umacniana w nich przez ludzi, z którymi się spotykasz. Swoją drogą, jak to się stało, że Twoja koleżanka, przetrzepująca skórę dwumiesięcznemu dziecku i mówiąca: "zabiłabym takiego smarkacza", jest dla Ciebie wzorem macierzyństwa, uosobieniem cierpliwości? Czy dlatego, że może ma większe doświadczenie z dziećmi? Nie ulegasz kolejnemu powszechnemu przekonaniu, że ktoś, kto ma więcej dzieci, zawsze zna się lepiej? Dlaczego dajesz jej (lub innym, z których bierzesz niechlubny przykład przetrzepywania skóry) prawo do kształtowania, umacniania Twoich wyobrażeń na temat Twojego dziecka? Dlaczego tym samym sobie odbierasz możliwość głębszego wejrzenia w psychikę Twojego dziecka? Dlaczego swojemu dziecku odbierasz prawo do komunikowania Tobie jego niepokojów?
                    >
                    > >
                    > Wciąż łudziłam się, że kiedyś zacznie to działać, gdybym to złamała, to stracił
                    > abym te kilka miesięcy pracy ciężkiej jak orka na ugorze.

                    Właśnie - łudziłaś się. To nigdy nie zadziałało, i nie działa do tej pory. Spójrz prawdzie w oczy - czego Twój syn nauczył się wskutek tego ciągłego kontrolowania go, przetrzymywania? Nauczył się bycia wyjcem - kim innym mógłby być, jeśli od dziecka tak go nauczono? Stosuje metodę wyrażania emocji taką, jaką zna najlepiej. Przyzwyczaił się, że o swoje trzeba walczyć. A ponieważ jest dzieckiem zdecydowanym, upartym, specyficznym, może i trudnym (nie przeczę), to robi to ze zdwojoną siłą, a Ty tak boleśnie to odczuwasz.

                    Cały czas karmiłam si
                    > ę nadzieją, że tylko konsekwencja można wymusić na dziecku zmianę jego zachowań
                    > , że w końcu go złamię.

                    Co ci dała ta nadzieja? Złamałaś go? Na razie się nie udaje, bo Twoje dziecko walczy. Ale kiedyś pewnie się uda, ale wiesz, kim on wtedy będzie? Albo apatycznym, zamkniętym w sobie chłopcem, przyzwyczajonym do przemocy, albo agresorem, nie potrafiącym poradzić sobie ze stresem - w obu przypadkach postrzegającym siwat przez pryzmat walki o swoje (walki o swoje w szkole, w pracy, w związku z partnerem, również w relacjach rodzic-dziecko). Może pójdzie drogą dobrą na zasadzie: "nie zrobię nigdy mojemu dziecku tego, co mi robiono w domu", a może pójdzie gorszą - będzie wojował z Twoimi wnukami niczym Ty z nim teraz. Tego chcesz? A jeszcze: czy myślisz, że on z takim postępowaniu będzie się czuł dobrze - ze sobą, i z Wami w domu? A zgadnij - co robi nastoletnie dziecko, jeśli w domu jest mu źle?
                    >
                    >
                    > Ale diuszeso, już to pisałam gdzieś wyżej, ja nie miałam wyjścia. Metodami "dob
                    > rej i cierpliwej matki" hodowałam w domu terrorystę.

                    Ale ja tu czegoś nie rozumiem: przecież uważasz, że nadal jest terrorystą. No to jak? - pomogła ta konsekwencja, czy nie? Z tego, co piszesz, to raczej nie, bo "dalej jest wyjcem". Skąd wiesz, że gdybyś reagowała na jego płacz, nie przetrzymywała w płaczu, nie biła go, to byłoby jeszcze gorzej? Próbowałaś? A jeśli tak, to co robiłaś? Jakie metody dobrej i cierpliwej matki stosowałaś i jaka była reakcja syna? Z jakim nastawieniem to stosowałaś? Czy próbowałaś zrozumieć, dlaczego Twoje dziecko tak się zachowuje? Jak reagowali na to najbliżsi, mąż? Jakie działania dziecko musi podjąć, aby dać Ci powód do zdenerwowania, wyprowadzenia z równowagi? Może wszystko bierzesz "na nerwy" - denerwujesz się byle głupotą, reagujesz nerwowo, co udziela się dziecku? (pytam, bo widzę, z jakich błahych powodów matki z dziećmi wprowadzają nerwowość w relacje miedzy nimi). Może jesteś nauczona, że dzieciak to skaranie boskie, udręka, niszczyciel, krzykacz, brak spokoju? Może trzeba przeprogramować myślenie? Dać dziecku prawo do bycia dzieckiem? Przyjać swoje dziecko takim, jakie ono jest?
                    >

                    > Diuszeso, miał spełniane potrzeby. Głodny nie był, bo ciągle przy piersi, potem
                    > futrowałam go kaszkami, by wreszcie trochę choć pospał.

                    A on kaszki nie chciał, i w ryk, tak?

                    Emocjonalnie wiecznie
                    > tulony, opowiadałam mu od noworodka bajki, czytałam nawet Anię z ZW, licząc, że
                    > mój monotonny głos go uśpi:(

                    A pierś go nie usypiała? Jak on w ogóle usypiał?

                    Musiałam w końcu zrezygnow
                    > ać z odwiedzin przyjaciółek, krzywo zaczęłam patrzeć na babcie, bo całe doby up
                    > ływały na próbach uspokojenia tego wycia.

                    Ale w jakich sytuacjach zaczynało się to wycie?

                    Na spacerach doszło do tego, że uciek
                    > ałam na drugą stronę ulicy widząc znajomą, bo to oznaczało rozmowę i oczywiście
                    > jego wybudzenie i wrzask na następna godzinę.

                    A co robiłaś, żeby ten wrzask ukoić?

                    . Jak raz rozdarł się w grudniu w wózku, to mimo 1000 prób uko
                    > jenia (niestety nie chciał smoczka), zaliczyliśmy za 5-6 dni zapalenie płuc i k
                    > olejny szpital:(

                    Ponawiam pytanie: co robiłaś, żeby ten wrzask ukoić?

                    Ile lekarzy zjechaliśmy, szpitale, podejrzenia infekcji płuc,
                    > układu moczowego, EEG (bo może w mózgu coś nie tak), USG jamy brzusznej, badani
                    > a krwi co tydzień, rtg płuc, badania nerwu wzrokowego, badania genetyczne, cuda
                    > na kiju.

                    A może nadwrażliwość sensoryczna?

                    I zawsze słyszałam, że taki to typ wrzeszczącego dziecka, i że mam by
                    > ć twarda, bo rozpuszczę go całkowicie.

                    Może zbyt długi Ci to powtarzano, że go rozpuścisz. Uwierzyłas w to, i boisz się pójść inną drogą. Jesteś dorosła, więc jakoś nauczyłaś się żyć z synem wyjcem (inna sprawa - czzy to zycie jest komfortowe dla was obojga), masz broń w postaci swojej konsekwencji i paska, jakoś to ogarniasz. Czujesz się w tej sytuacji coraz pewniej. Przyzwyczajasz się. Dziecko też się pewnie przyzwyczai, kosztem swojego emocjonalnego spokoju.
                    Ale może jednak warto pójść inną drogą? Sięgnąć po lektury z kręgu rodzicielstwa bliskości? Nie obawiaj się, to nie jest wcale "bezstresowe wychowanie", reagowanie na zachcianki, wymuszenia, rozpuszczanie dzieciaka. Im więcej miłości i zrozumienia mu okażesz, tym mniej będzie o nie usilnie i agresywnie walczył.

                • dagmara-k Re: jest to powidzialabym wartosc sama w sobie 30.06.11, 17:15
                  > A że żyjemy - no żyjemy. Ale to nieprawda, że nam się nic od tego nie stało - b
                  > o nam się właśnie stało to, że boimy się miłości i troski w stosunku do własnyc
                  > h dzieci. Że nie mamy pewności co do bycia dobrymi matkami. Że nie dajemy sobie
                  > prawa, aby chronić dziecko przed samotnością, płaczem, lekiem, smutkiem, niewy
                  > godą.


                  pieknie to napisalas
      • mia_siochi Re: kłopot niecodzienny 28.06.11, 15:02
        Cały ten post brzmi jak historia z horroru.
        Mam nadzieję,że to tylko nędzna prowokacja.
        • mak-111 Re: kłopot niecodzienny 28.06.11, 21:43
          przeczytalam wszystkie wypowiedzi i jesli chodzi o pozim agresji i brak kultury to wygrywa autorka postu.
          co do reszty- jest mi tak smutno na sama mysl o tych dzieciach, ktore "manipuluja i terroryzuja rodzicow", ze nawet nic juz nie napisze :(.
      • dagmara-k Re: kłopot niecodzienny 28.06.11, 20:59
        O KURCZE
        • mia_siochi Re: kłopot niecodzienny 28.06.11, 21:20
          Obstawiam, że to żart.
          Nie można aż tak nie lubić własnego dziecka i jeszcze się tym chwalić.
          • alpha.sierra Re: kłopot niecodzienny 28.06.11, 22:01
            Mia, sytuacja jest nawet gorsza - ta pani wierzy, że robi to dla dobra dziecka... No cóż, nie muszę się martwić o kredyt, widzę że klientów na terapię nawet za 30 lat małżowi nie zabraknie ;).
            • mia_siochi Re: kłopot niecodzienny 28.06.11, 22:12
              A ja sobie jakiś mały dodatkowy fakultet strzelę chyba, bo na tym rynku miejsca nie zabraknie :)
    • mia_siochi weroniko 30.06.11, 13:51
      Miałam napisać kilka "ciepłych słów" co sądzę o Twoich "metodach wychowawczych", ale moderacja i tak by to wycięła.
      Zamiast tego złożę Ci życzenia.
      Życzę Ci, aby kiedyś, kiedy będziesz stara, niedołężna i z demencją, Twój syn nie zapomniał o Tobie, mimo tego co mu robisz. Życzę Ci, aby miał dużo siły, aby przy Tobie wytrwać. I mam nadzieję, ze zastosuje te same metody, co Ty teraz. I dostaniesz pasem, bo zachciało się starej kobiecie cukierka, a przez łeb solidnie, bo nie chce zasnąć...
      • weronika_kobliska Re: weroniko 30.06.11, 14:04
        Czy Ty, droga idealna Mio, kupiłabyś dla świętego spokoju owego zozola, po to by nie wył Ci 1.5 km? Jeśli przeczytałaś wszystkie moje dzisiejsze wypowiedzi i wiesz, że próbowałam innych sposobów, które się nie sprawdziły, to ciekawa jestem jak poradziłabyś sobie w tej sytuacji, z opisanym przeze mnie dzieckiem, a nie z Twoim idealnie przystosowanym bobaskiem.

        Dziękuję za życzenia jakie mi składasz. Myślę, że mocno świadczą o Tobie i Twoim przekonaniu o własnej nieomylności. Mam jednak pewność, że takie życzenia czegoś złego, często wracają do osoby je wypowiadającej. Jestem generalnie racjonalistką, ale w to akurat wierzę...Czego akurat Tobie nie życzę:) Szanuję Twój punkt widzenia, mimo że się stanowczo z nim nie zgadzam.
        • mia_siochi Re: weroniko 30.06.11, 14:11
          Mój "bobasek" płakał, bo był zmęczony. Przytuliłam go, potrzymałam za rękę i śpi.
          Wiem, wiem, ty byś go postraszyła pasem i też by zasnął.
          • weronika_kobliska Re: weroniko 30.06.11, 14:31
            Mio, czyli nie doczytałaś moich poprzednich wypowiedzi. Szkoda. Stąd pewnie tyle braku zrozumienia. O tym, że godziny tuleń, trzymania za rękę i tym podobnym rzeczom miały skuteczność diabła wartą. Proszę, poczytaj (ze zrozumieniem) moje opisy horrorów, zanim wydasz takie opinie.
            Dodatkowo nie doczytałaś słów, gdzie prosiłam Cię, abyś nie traktowała wszystkich dzieci, jak klonów Twego idealnego synka. Żebyś rozejrzała się wokół siebie i dostrzegła, że świat składa się z RÓŻNYCH ludzi.
            Drugiego synka nie mam potrzeby bujać godzinami, błagając Boga by usnął. Nie mam potrzeby wyczołgiwać się z jego pokoju w obawie przed skrzypnięciem podłogi, które to go wybudzi i zaowocuje kolejną godzinną histerią. Nie muszę biegać 3 h wśród zamieci śnieżnej, bujając wózkiem, by przysnął na chwilę. Nie jeżdżę po 150 lekarzach prosząc o diagnozę nienormalnych zachowań. Bo to jest już INNY człowieczek, o innym charakterze i temperamencie, pewnie zbliżonym do Twego synka. A ja nadal jestem sobą, ze swoimi potrzebami i swoim postrzeganiem świata. Ale dziecko jest inne! Czy już to rozumiesz Mio? Czy naprawdę nic więcej nie udało Ci się wyczytać z moich linijek tekstu, oprócz faktu, że starszemu czasem zdarzają się klapsy? Czy nie potrafisz zindywidualizować poszczególnych osób? Ty tak tylko w necie działasz bezrefleksyjnie, z przełącznikiem na jeden guzik, czy w realu też każdy człowiek to tylko szara masa, która najlepiej, aby działała dokładnie tak jak Ty, osiągając dokładnie ten sam efekt? Współczuję zwłaszcza Twoim dzieciom, jeśli nie zdobędziesz umiejętności rozróżniania indywidualnych potrzeb, ustawienia według kontekstu danej sytuacji.

            > Wiem, wiem, ty byś go postraszyła pasem i też by zasnął.

            Ta uwaga tym bardziej świadczy, iż masz kłopoty z rozumieniem czytanego tekstu. Bo właśnie by nie zasnął. Pisałam przecież wyraźnie, że straszenie nic nie dawało i nadal nie daje. Podobnie klapsy.
            • ciociacesia to dlaczego je stosujesz? 30.06.11, 14:58
              > Bo właśnie by nie zasnął. Pisałam przecież wyraźnie, że straszenie nic nie daw
              > ało i nadal nie daje. Podobnie klapsy.

              ja wolalabym stosowac niedzialajace przytulanie i tulenie niz niedzialajace bicie. ale co kto lubi
              • weronika_kobliska Re: to dlaczego je stosujesz? 30.06.11, 15:07
                > ja wolalabym stosowac niedzialajace przytulanie i tulenie niz niedzialajace bic
                > ie. ale co kto lubi

                Masz rację. Dzięki :) Wciąż się staram:)
                Choć czasem to trudne to szamotanie się z kopiącym koniem!

                A wiecie, co napawa mnie największym lekiem? Że ta dysproporcja w trudności/łatwości obsługi dwóch synków, na różnych polach (zachowanie, chorowanie itd) kiedyś zaowocuje moim nierównym ich traktowaniem. Świadomie bardzo się staram, aby moje wyrażanie uczucia miłości było jednakowe do nich obu, mimo że odbiór pozytywnych bodźców był i jest tak bardzo odmienny. Ale co w podświadomości się dzieje? Czy nie będzie tak, że młodszy zostanie ukochanym synusiem mamusi? Czego absolutnie nie chcę! Ale łapię się czasem na myśli, że z młodszym chciałabym wyjechać na urlop, że z młodszym wybiorę się do znajomych itd. Wiadomo, uciekam od potencjalnych problemów, od wstydu przed innymi... Potem ganię się za te myśli, ale ...one są:(
                Mieliście takie doświadczenia różnego przeżywania miłości w stosunku do różnych dzieci? Wiem, to forum o karmieniu, ale takie mi tu myśli akurat przyszły:)
                • weronika_kobliska Re: to dlaczego je stosujesz? 30.06.11, 15:19
                  Mal-die i Diuszeso- dziękuję Wam Obu ogromnie. Przeczytałam, trochę oczy się zaszkliły:( Napiszę, ale nie w tej chwili, dobrze?

                  Czy na maila piszecie? Przepraszam, czasem trudno o więcej szczerości...
                  • mad_die Re: to dlaczego je stosujesz? 30.06.11, 16:15
                    Ja piszę, mozesz smialo na gazetowego pisać.
                  • diuszesa Re: to dlaczego je stosujesz? 30.06.11, 16:19
                    Do mnie też możesz na gazetowego :-)
                    • dagmara-k Re: to dlaczego je stosujesz? 30.06.11, 17:32
                      z tym traktowaniem synow to wierze ze sie starasz.. w poscie ktoryms tam z kolei widac jednak, ze juz traktujesz ich roznie, z roznymi emocjami o nich mowisz i roznie ich nazywasz.

                      wez sie za siebie kobieto, nigdy nie jest za pozno, zeby zatrzymac przemoc, ktorej z telewizji sie nie nauczylas, tylko pewnie z domu. powodzenia.

                      jako mama dziecka megahipertrudnego wierze, ze trudno panowac nad emocjami. twoje opisy to dla mnie zaden horror. pol roku moja corka sie darla za byle co - rekaw ciasny, ubiera sie ja, zmienia pieluche, trzymasz nie tak na rekach jak chciala, mleko za wolno leci, za szybko, pozycja karmienia nie ta. plus nietolerancja laktozy ktora pewnie bolala. plus wnm. plus bardzo trudna ciaza i porod, o przyjelam za najwaznijeszy powod, dlaczego byla tak trudnym niemowleciem i tak duzo mnie potrzbowala, ze sikalam z nia na rekach i jadlam o 17 pierwszy posilek - parowke - bo latwo wyjac z lodowki z dzieckiem na rekach. w chuscie do pol roku nie chciala bycc, bo za ciasno. w w ozku za luzno. spacery po 15 minut z wyciem. 2 iesiace wycia codziennie od 15.00 do 21.00. lajt?

                      a jednak katmilam, nosilam, tulilam, robie to nadal. nie bije.
                      • alpha.sierra Re: to dlaczego je stosujesz? 30.06.11, 18:27
                        Podpiszę się pod Dagmarą.

                        I dodam, że świat jest taki, jaki myślisz, że jest. Jeżeli zwracasz uwagę tylko na problemy, to tylko je będziesz widzieć. Trzeba znaleźć najmniejszy, najbardziej marny pozytyw i od niego zacząć.

                        Gdy Mała była młodsza jadłam jak ktoś był w domu albo jak się czymś zajęła - do tej pory jestem pełna podziwu dla siebie, co można przygotować w minutę! Ubikacja? Tylko z dzieckiem w leżaczku, inaczej ryk. W leżaczku też zresztą często też był ryk.

                        Tylko że ja jestem siłą spokoju w stosunku do dziecka. Ona to czuje i z czasem bardzo się wyciszyła. Skoro mama nie jest zdenerwowana, to ona też nie ma powodu, żeby się denerwować :). A nawet, jak ma zły humor i płacze, to mama będzie robić wszystko, żeby ten humor poprawić: będzie przytulać/bujać w ramionach/tańczyć krakowiaka po przedpokoju czy co tam jeszcze będzie trzeba, żeby działało.

                        Nie ma idealnych dzieci - nie istnieją. Nawet Mia takiego nie ma ;). Ale wszystko zależy od podejścia.

                        I przerwij spiralę przemocy, natychmiast. Da się. Przyznam się z ogromnym wstydem, że dałam klapsa 5-miesięcznej siostrze, bo mi uciekała z przewijaka. Bo przecież moja mama uważa, że klaps nic nie zaszkodzi i przecież ja też dostawałam po tyłku, jak robiłam coś nie tak. Poczułam do siebie taką megaodrazę, że zaczęłam wyć i przepraszać małą. I NIGDY więcej nie dałam żadnemu dziecku klapsa. NIGDY. I już nie dam. Da się to przerwać. I nie mieć kłopotów z dziećmi :).

                        Dawanie klapsów świadczy tylko o jednym - że jesteś za mało dojrzała, żeby poradzić sobie z sytuacją i czujesz się bezsilna. To świadczy jedynie o Twojej słabości.

                        Podejrzewam, że z tą konsekwencją słuchasz pani psycholog bardzo wybiórczo. Konsekwencja, owszem, to ważna rzecz. Oznacza, że jak mówisz, tak robisz. Po co mówisz dziecku, że dasz mu klapsa, jeśli wiesz, że będziesz musiała dotrzymać słowa?

                        Spotkaj się z psychologiem sam na sam, uporaj się z własnymi emocjami, nie rób krzywdy dzieciom! Ogarnij się kobieto!

                        Powodzenia!
                        • mia_siochi Re: to dlaczego je stosujesz? 30.06.11, 20:19
                          alpha.sierra napisała:

                          > Nie ma idealnych dzieci - nie istnieją. Nawet Mia takiego nie ma ;). Ale wszyst
                          > ko zależy od podejścia.

                          Ależ oczywiście! Nigdy nie twierdziłam, że moje dziecko jest idealne! A ja nie jestem idealną matką, bo takie nie istnieją.
                          Moje dziecko czasnami zamienia się w bestię, przez pewien czas miało ksywę "monster drżące dziąsło" ;)
                          Wczoraj marudził cały dzień, kwękał, stękał i wkurzał mnie nieziemsko.
                          Ale w życiu!!! nie przyszłoby mi do głowy go uderzyć!
                          Uważam, że dziecko ma prawo płakać, ba! ma prawo płakać "bez powodu", a raczej z powodów tylko jemu znanych, nie do ogarnięcia dla dorosłego. ma prawo płakać "bo tak", marudzić"bo tak", nie spać "bo tak". Nie wiemy, co kłębi się w tym małym móżdżku, co go przeraża.
                          Ojcu mojego dziecka musiałam kilka razy dość dobitnie wytłumaczyć, że NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO jak terroryzowanie dziecka przez niemowlaka, bo niemowlak nie ma nawet swiadomosci własnego istnienia. Trzeba być totalnym imbecylem, by uważać, że niemowlak leży w łóżeczku i kombinuje, jak uprzykrzyć rodzicom życie.
                          A skąd taki niemowlak ma wiedzieć, ze mama idzie do ubikacji i zaraz wróci? Znika z pola widzenia-nie ma jej-NIE MA MAMY!!
                          Pamiętam (!!!tak, pamiętam! więc byłąm już 3 latkiem conajmniej) że, gdy mama zostawiała mnie w przedszkolu, to NIGDY nie byłam pewna czy wróci. Matka zawsze mówiła, że płakałam. No płakałam, i owszem... A wy cudów i rozumu od niemowlęcia wymagacie?
                          Gdy ktoś złości się na zwierzę i mówi że np kot jest złośliwy, odpowiadam, że albo kot taki inteligentny, albo właściciel niekoniecznie, skoro uważa, ze kot ma podobne IQ do niego. Pozwolę sobie do dziecka to porównać: serio można uważać, że niemowlę jest intelektualnym partnerem?

                          Gdy moje dziecko marudzi i kwęka- tulę je, zabawiam, turlam. Próbuję nakarmić lub uśpić- może jest głodny lub śpiący (nie mieści się niektórym w głowie, że dziecko moze być głodne lub śpiące w innych godzinach, niż sobie rodzice wydumali i wstawili do grafiku).
                          Ba! zdarza mi się małego kwękacza zabrać na zakupy- podróż samochodem i wycieczka po sklepach bardzo często działają ;) taka jestem wyrodna matka:P
                      • mia_siochi Re: to dlaczego je stosujesz? 30.06.11, 20:36
                        Na początku przygody z tym moim małym gnojkiem jadłam śniadanie ok 13 godziny, wczesniej nie dało rady ;)
                        Dzis obiad robiłam jak chłop wrócił z pracy i przejął marudę ;)
                        Kiedyś 8 godzin spędziłam w galerii handlowej, karmiłam go tam i przewijalam, bo brzydka pogoda była a młody śpi w takich miejscach lepiej niż w lesie.
                        Kiedyś włączyło mu się, ze płakał zawsze jak go podnosiłam. Kilka dni bałam się go przewinąć i nakarmić, bo ryczał wtedy wściekle. Zdarzało się, ze kilkanaście minut tuliłam sie do niego na przewijaku, nim się uspokoił.
                        Nieraz, zwłaszcza w dzień, usypiam go tak, że pładę na dużym łóżku w sypialni, kładę się obok, przytrzymuję machające się rączki, przytulam do jego główki i mruczę i szepczę. Cokolwiek.
                        Zawsze będę uważac, że tulenie, głaskanie i czułość to lekarstwo na wszystkie dziecięce smutki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka