Dodaj do ulubionych

Historie "ślubne"-na wesoło:)))

19.08.08, 22:30
Dawajcie fajne historie okołoweselnesmile
Zaczynam:
Dzień przed ślubem(naszym) poszłam do kosmetyczki zrobić
paznokcie.Swoje miałam twarde i ładne ale Pani się uparła i polożyła
na nie żel.Wyszły pięknie.Po przesiedzeniu na fotelu 4-ech godzin
poszłam do domu.Po dwóch godzinach ze zgrozą w oczach zobaczyłam,że
one .... ODPADAJĄ!!!
Efekt:w sobotę siedziałam rano na fotelu fryzjerskim a Ponie uwijały
się jak w ukropie,żeby zdążyć poprawićsmileNa dodatek (zawsze
wiedziałam żem entelegenta bardzosmile na tą wizytę w salonie
wystroiłam się w piękny mega opięty golf,który trzeba było w domu
rozciąć alby fryzu nie zepsućsmile

Tego samego feralnego piątku(odpadające paznokcie,brrr) miałam
odebrać spodnie od garnituru ślubnego mojego pana od krawca.Jakoś
nie zauważyłam,że w piątki mają krócej czynne i zonk!Dzwoniłam na
numer z tabliczki do 21,jak juz się dodzwoniłam okazało się,że pan
jest z innej miejscowości i trzeba po niego pojechać,żeby nam
otworzył zakład bo w sobotę nieczynnetongue_out
Spodnie były w domu o 24 bo Pana trzeba było jeszcze odwieźćsmile

Samochód,którym mieliśmy jechać do kościoła był strojony na wsi u
mojej babci.Umowa była taka,że brat mojej mamy przyjedzie nim rano
bo i tak jechał na nasz ślub.Nikt nie pomyślał,że będzie nim jeszcze
jechać moja babciasmileNa dodatek zatrzymała ich Policja.Mina Pana
policjanta była podobno boska kiedy wujek otworzył okno i
powiedział:"Panie daj Pan spokój na ślub jedziemy".A w aucie 30
letni facet i 70 letnia babulkatongue_out

Tyle jasmileTeraz Wysmile
Obserwuj wątek
    • morgen_stern Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 19.08.08, 22:32
      Nooooo, muszę ci przyznać, że z biednej babci polałam w głos big_grinD
      • mathiola Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 19.08.08, 22:48
        umarłam, babcia była bossskaaaa chociaż Bogu ducha winna big_grinDD

        Ja ze swojego ślubu (cywilnego) zapamiętałam jeno, że w chwili
        składania przysięgi mój mąż trącił mnie w bok i pokazał flagę
        Polski. Jakiś jełop zawiesił ją na lewą stronę i w konsekwencji nasz
        biały Orzeł miał wszystko na odwrót, czyli łeb na prawo smile))
        Myślałam, że nie wypowiem swojej kwestii, jak sobie uzmysłowiłam, że
        biorę chyba nieważny ślub wink)))
        • mathiola Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 19.08.08, 22:49
          a i jeszcze mój mąz przystąpił do ślubu z mokrą głową, umytą
          dosłownie przed 10 minutami bo wcześniej nie miał czasu smile
          • babcia47 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 00:41
            kawaler z mokrą głową?..smile) szalony..ale chyba nie dlatego, że dał
            się zaobraczkowac?
    • szyszunia11 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 19.08.08, 23:40
      bardzo mi zależało by mieć na slub zrobiiony profesjonalny makijaż. Sama umiem się malować bardzo dobrze, mama też fajnie mnie mogła pomalować, ale wiecie - na upór nie ma lekarstwasmile
      poszłam do makijazystki na próbny i ... jakoś tak nie byłam zachwycona - to nie było to.
      W związku z czym znalazłam inną makijazystkę - przyszła do domu, nawet z asystentką i bardzo mi sie podobało jej dzieło. Umówiłyśmy się na dzień ślubu.
      Ponieważ w ten dzień wyprowadzałam się z domu - przewiozłam sobie do nowego mieszkania wcześniej wszystkie kosmetyki, żeby już mieć na kolejne dni na miejscu.
      Dodam, że zamówiłam sobie do domu fotografa, żeby udokumentował moje przygotowania - mi.in własnie makijaż, ubieranie się...
      Nie zrobił mi ani jednego zdjęcia, bo przepłakałam w tym czasie z godzinę czekając na panią makijazystkę, która... nie pojawiła się!!!
      telefon po jakimś czasie wyłączyła, zarówno ona jak i jej asystentka, mimo, że dzwoniłam z 1000 razy... a tu zaraz narzeczony przyjeżdża... ja zapłakana... bez makijażu... bez wymarzonych zdjęć...bez moich "malowideł"...
      na szczęście Opatrzność czuwała - w pobliskim salonie kosmetycznym akurat jakaś klientka zrezeygnowała i makijazystka miała jedną jedyną godzinę przerwysmile) zdązyłyśmysmile i było piękniesmile)
      • mamaemmy Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 19.08.08, 23:52
        z babci polałam,ale historia z makijarzystką mi zamroziła krew w żyłach
        Kretynka
      • mamaemmy Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 19.08.08, 23:53
        makijazystką oczywiscie nie wiem skad tam sie r wzięło
        • jvstys Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 00:06
          ja tak miaąłam z fryzjerem dzień ślubu (cywilnego) idziemy do
          fryzjerki z siostrą(siostra z dopiero z UK przyleciała i obciąć
          włosy też chciała)no a tam niespodzianka nie ma pani (byłyśmy
          oczywiście umówione). chyba całe miasto obeszłyśmy zanim znalazłyśmy
          wolną panią. A do USC wpadliśmy jakieś 5 minut spóźnieni. Jednak
          ślub się odbył. Już 25 października kościelny ciekawe co tym razem
          się stanie
    • osa551 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 00:04
      Na moim ślubie cywilnym siedzimy sobie przed Panem i Pan pyta mnie jak się będę
      nazywać po ślubie. Ja na to, że zatrzymuję nazwisko panieńskie i nie przyjmuję
      nazwiska męża. W tym momencie słyszę z tyłu teściową, której się wyrwało na cały
      głos "jak to?", no i wszystkie oczy na nią, a potem na mnie.

      Dodam tylko, że zadziwiła nas wyjątkowo bo ona ma co prawda nazwisko podwójne,
      ale nigdy nazwiska męża nie używa. Mój mąż do 18 roku życia nawet nie wiedział,
      że ona ma drugie nazwisko, bo zawsze i wszędzie używała tylko panieńskiego.

      Sprawa zakończyła się w ten sposób, że wiele lat później, jak nasze dziecko
      poszło do przedszkola poszłam wreszcie do urzędu i kazałam sobie podwójne
      nazwisko. Też drugiego nie używam, ale mam w razie czego w dowodziewink
      • ib_k Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 00:07
        osa551 napisała:
        > Sprawa zakończyła się w ten sposób, że wiele lat później, jak
        nasze dziecko
        > poszło do przedszkola poszłam wreszcie do urzędu i kazałam sobie
        podwójne
        > nazwisko. Też drugiego nie używam, ale mam w razie czego w
        dowodziewink

        Bardzo dziwne rzeczy piszesz, to można tak " kazałam sobie podwójne
        > nazwisko"?
        • osa551 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 00:09
          He, he, no oczywiście, że sobie nie "kazałam" tylko napisałam podanie do
          prezydenta miasta, czy innego urzędnika, którego mi kazali i po 30 dniach byłam
          już dwojga nazwisk. Przecież dałam emoktionka na końcu wypowiedzi wink
          • babcia47 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 00:56
            to co prawda niekoniecznie na temat..ale znam historię, kiedy nowa
            małżonka zachowała nazwisko panieńskie, a dzieci miały nosić
            nazwisko ojca, który miał podwójne, swoje i byłej zony, która
            zachowała je po rozwodzie..Po urodzeniu swojego pierworodnego w
            szpitalu nie chcieli jej wydac dziecka, bo nosiło inne nazwisko, coś
            tam było pokręcone w papierach, małż był w tej chwili nieobecny,
            gdzies daleko i była małzonka(również była przyjaciółka obecnej,
            której ta "odbiła" męża) musiała przyjechac do szpitala i oboje z
            niego odebrać..znam tą historię z relacji obu, bo razem pracowałyśmy
            (we trzy)..była miała z tego niezły ubaw, ze była bardziej prawowitą
            wg prawa matką dziecka swojej rywalki niz ona sama
            • jowita771 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 06:39
              o rany!!
    • deela Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 00:55
      jakos nie ogarnela mnie histeria planowania slubu z rocznym wyprzedzeniem,
      oblatalismy wszystko w jakies trzy m-ce
      nieobeznana ze slubnymi zwyczajami umowilam sie w dzien slubu na makijaz (co by
      profesjonalny byl) fryzure i manicure, pojawilam sie grzecznie w dzien slubu o
      10 i ja (j) zaordynowalam robienie wlosow, pani przez fryzjerkę (f) wywiązała
      się następująca rozmowa:
      f - na slub?
      j - tak!
      f - czyj?
      j - moj!
      f - ?!?!?!?!??!?!
      (pani upadla pod krzyzem po raz pierwszy)
      f - A DLACZEGO NIE BYLA PANI NA PROBNEJ FRYZURZE?
      j - a co to jest probna fryzura?
      (pani upadla pod krzyzem po raz drugi)
      f - a jaką fryzurę by pani chciała?
      j - nie wiem smile
      (pani upadla pod krzyzem po raz trzeci)
      f - a jakiś pomysl? (zapytala juz bardzo slabym glosem....)
      j - nooo NIE CHCE KOKA!
      (pani upadla pod krzyzem po raz czwarty)
      j - no niech pani jakies pierscionki slimaki zakreci i nawbija kwiatow smile i to
      ło (wyciagam lape ze stroikiem na glowe bo stroik byc musial, w sumie nie wiem
      dlaczego)

      z manicurem poszlo gladko, odmowilam ozdob, zachcialo mi sie jakiegos
      pastelowego do JAKBYBIAŁEJSUKNI - pani niechętnie schowala ozdoby

      makijazystke (m) pokonalam prawym sierpowym przy pierwszym podejsciu
      m - a makijaz probny???????
      j - co to jest makijaż probny????
      itd jak z fryzjerka

      nie mialam pojecia ze ludzie az tak sie certola ze zwyklym slubem
      • szyszunia11 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 01:03
        > nie mialam pojecia ze ludzie az tak sie certola ze zwyklym slubem

        w moim przypadku - w sumie chyba miałam ochotę się pocertolić, bo to przyjemnesmile) choć od zaręczyn do ślubu minęło tylko pół roku a zespół do grania załatwialismy 2 miechy wczesniej więc i tak myślę -certolenie było z umiaremsmile
        w ogóle umiar był naszą dewizą jeśli chodzi o wesele, natomiast certoliłam się z księdzem celebransem - dzieki temu mielismy super kazanie z niespodzianką (także dla nas) i goście myśleli że to nasz znajomysmile
        oraz wybitnie certoliłam się z kościelna florystką - dzieki temu tesciowa czuła się jakby była w Niebie - za jedyne chyba 130 złsmile))
        kwiatki na posadzcesmile))
      • morgen_stern Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 08:51
        Deela, gratuluję narracji, zaksztusiłam się danio ze śmiechu big_grinDD
        • zales239 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 09:06
          Deela super i wesoło się zrobiłosmile
      • sanna.i Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 18:32
        Ja też nie miałam próbnej fryzury i makijażu, bo nie miałam pojęcia,że trzeba go
        zrobić.
        Ale sam ślub wspominam z niechęcią, bo byłam jeszcze chudsza niż jestem zwykle
        i wszystko na mnie wisiało, choć suknia pudrowo-różówo-ecru mego własnego
        projektu była akurat bardzo fajna. W dodatku miałam katar i nos się zrobił
        różowy z lekka...
      • deodyma Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 14.12.08, 20:13
        makijaz slubny??? fryzura slubna??? pierwsze slysze... ale nie tak dawno
        slyszalam o probnych zaproszeniach na slub, wiec chyba wszystko jest mozliwe...
      • hellious Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 15.12.08, 12:23
        Deela, u mnie to wygladalo podobniesmile Nawet pierwszego tanca nire cwiczylismy, a piosenke w dniu slubu, juz na sali wybieralam tongue_out
    • volta2 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 01:35
      na naszym ślubie spodziewałam się bramki, więc zaopatrzyliśmy w pół
      litra samochód i wyruszyliśmy do ślubu. bramka była, wódka oddana,
      jakiś wiecheć z tej okazji nawet przyjęłam.
      po ślubie odjeżdżamy z kościoła a tu jakieś maluchy wstążką
      przewiązały drogę, główkuję z mężem czy one chcą wódki? myślałam, że
      zza węgła może wystaje głowa rodzicieli(znani alkoholicy), by tanim
      kosztem w alko się zaopatrzyć, opuściłam szybę i z groźnym wzrokiem
      pytam: czego chcecie?
      a oni też ze zdziwieniem, jak to czego? cukierków!!!

      byliśmy mocno zszokowani, bo o cukierkach to ja nie słyszałam nigdy
      i strasznie nam było głupio, bo tych cuksów nie mieliśmy, i
      podwójnie głupio, że miałam wobec nich takie niecne podejrzenia.

      no i zdarzenie, z którego się dziś śmieję, ale gdy to się działo, to
      do śmiechu mi nie było...
      wróciliśmy ze świeżo poślubionym mężem do domu z wesela, było ok. 7-
      ej rano, wnieśliśmy kwiaty do domu/piwnicy i mąż wrócił na podwórko,
      przysiadł na ogrodowym krześle i zaczął pochlipywać, najpierw cicho
      a potem to już całkiem głośno. ja zamarłam z przerażenia, bo zawsze
      mi się wydawało, że ten ślub jest dlatego, że to ja bardziej chcę, a
      dla niego to nie było takie istotne. i myślałam, że płacze z żalu, z
      utraconej wolności itp.
      a on wydukał, że płacze, bo się impreza już skończyła, że parę
      miesięcy przygotowań a już jest po wszystkimsmile
      pamiętam jeszcze, że strasznie się wstydziłam tego pochlipywania, bo
      to miało miejsce co prawda na naszym niewielkim podwórku, ale
      zaledwie 2-3 metry od okna sypialni sąsiadów, którzy są raczej
      rannymi ptaszkami, i nie chciałam, by ten płacz słyszelismile

      a na samym weselu pomyliłam swojego męża z mężem kuzynki, więc jakoś
      tak położyłam mu rękę na głowie, z taką czułością - a jak facet się
      odwrócił i na mnie spojrzał, to się strasznie zmieszałam. bo to
      kuzynki mąż był, a kuzynka męża - nie moja i ja ich zbyt dobrze nie
      znałam, więc trudno mi to było jakoś zręcznie w żart obrócićsmile

      no i kolejne zdarzenie, już mniej zabawne, ślub miałam o 18-tej,
      więc jeszcze ok. 11 rano szukałam sobie szminki na wesele,
      wiedziałam, że ta od makijażystki wytrze się po pierwszym gorącym
      daniu. zobaczyła mnie znajoma ledwie z widzenia dziewczyna - i pyta,
      jak to przecież ty masz dziś swój ślub, co ty tu robisz? dlaczego
      tak spokojnie sobie po sklepach w dzień ślubu chodzisz?

      widać było, że to jej nie pasuje, że to jakaś profanacja tego
      ważnego dnia.
      • michasia24 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 05:34
        dobre z tym twoim mężem hehehhehe
        • miarka71 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 07:59
          My do ślubu mieliśmy jechać lexusem a pojechalismy lanosem bo
          teściowi nazwy się pomyliłysmile))))
    • mrs_kalafior Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 08:17
      Na ślub miało przybyć trochę gości przyjezdnych i rozplanowaliśmy
      dokładnie, kto gdzie będzie spał. Moja siostra z rodziną miała
      nocować u brata mojego wtedy jeszcze narzeczonego, który mieszkał
      sam (brat znaczy).
      Wcześniej przewieźli rzeczy do niego do mieszkania i całe piątkowe
      popołudnie nam towarzyszyli w ostatnich przygotowaniach, które
      polegały na jeżdżeniu po mieście i załatwianiu różnych spraw. Między
      innymi też na kłótni z restauratorem, który ni stąd ni zowąd
      zażyczył sobie zapłaty z góry, mimo że wcześniej inaczej się
      umawialiśmy.
      Wyczerpujące to było, więc gdy wczesnym wieczorem mieli jechać do
      mieszkania mojego przyszłego szwagra z radością zaplanowałam sobie
      jakiś miły relaksik i wczesne pójście spać...
      Po chwili zadzwonili, że tam nikt nie otwiera, chociaż on chyba jest
      w domu bo ze środka słyszą komórkę. Ponad godzinę dobijali się do
      drzwi, dzwonili na oba telefony, wołali itd. Nikt tego nie
      powiedział, ale baliśmy się, że nie żyje...
      Po godzinie narzeczony wszedł jakoś do mieszkania przez uchylone
      okno i okazało się, że cholerny brat tak potwornie zachlał, że nie
      słyszał dobijania się uncertain/
      Na koniec jeszcze pokłóciłam się z siostrą, obu nam stres rzucił się
      na mózg i długo w noc się jednałyśmy, bo w końcu spała u nas. Stąd w
      dzień ślubu wyglądałam jak
      zombie...

    • jelyfish Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 08:20
      Ja mam taką historię z dnia ślubu: wyszłam z salonu fryzjerskiego uczesana, z
      wpiętym długaśnym welonem. Miałam bardzo blisko do domu, więc omotałam się tym
      welonem, żeby się nie przewrócić i pogalopowałam do domu. Na przejściu dla
      pieszych akurat było czerwone światło, zebrała się grupka pieszych i czuję, że
      gapią się na mnie, na ten welon.. I nagle słyszę teatralny szept: "ty, zobacz,
      wariatka, czy ze ślubu uciekła?"
      • aska2000 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 09:35
        jelyfish napisał:

        > Ja mam taką historię z dnia ślubu: wyszłam z salonu fryzjerskiego uczesana, z
        > wpiętym długaśnym welonem. Miałam bardzo blisko do domu, więc omotałam się tym
        > welonem, żeby się nie przewrócić i pogalopowałam do domu. Na przejściu dla
        > pieszych akurat było czerwone światło, zebrała się grupka pieszych i czuję, że
        > gapią się na mnie, na ten welon.. I nagle słyszę teatralny szept: "ty, zobacz,
        > wariatka, czy ze ślubu uciekła?"

        smile)))))))))))))))))

        Fajne baardzo!

        ..i , swoją drogą, spodobał mi się tok myślenia komentatorów wink

        Pozdrawiam!

      • butelnia Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 16.12.08, 22:06
        smile))
    • olaj Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 08:21
      Moja całkiem świeżutka, sprzed 2 tygodni. Dobrze, że jestem po
      trzydziestce, bo pewnie jako młode dziewczę w efekcie kompromitacji
      bym skakała w Wisłę smile)

      Mąż dostał zaproszenie na ślub od klienta - ma firmę remontową,
      wykańcza mieszkania, a kilent młody i sympatyczny, co fakt - prawie
      10 lat młodszy, więc się chłopaki dogadali. Klient po kilku
      miesiącach od zakończenia remontu miał wziąć ślub, mój Marcin dostał
      zaproszenie na ślub i na wesele.

      Ślub slubem, ale na zaproszeniu na wesele - "prosimy przyjść ubrani
      na biało". Hmmm, myslę sobie, z racji posiadania już dwójki dzieci
      nie mam nic białego, jedna mała biała mini na ramiączkach sprzed 6
      lat chyba a buty to jeszcze starsze z mojego ślubu. Myślę sobie - na
      pewno nie będą wszyscy na biało, zawsze jakaś ciocia czy babcia
      młodych się wyłamie, która kuzynka po 50tce wbije się w białe coś?
      Przyszykowałam się więc: sukienka w kolorowe turkusowo-czarne
      maziaje na białym tle, czarne bolerko i czarne buty.

      Zajeżdżamy pod lokal - okazuje się wynajętym klubem - wchodzimy do
      środka iiiiiiiiiii możecie sobie wyobrazić... 100 osób, tylko
      młodych (dla rodziny był spęd wcześniej, jak się okazało)) na biało
      od góry do dołu.... a panna młoda na czarno i młody na czarno.

      Ola
    • ollik83 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 08:44
      Nasz weselny tort musieliśmy odebrać w wigilię, zamawiali go rodzice(już nawet
      nie pamiętam dlaczego), więc nie bardzo wiedzieliśmy jak ma wyglądać.
      Przyjężdżamy do znanej cukierni, a tam wszyscy po "śledziku"i nie ma się z kim
      dogadać. Najbardziej trzeźwa pani dała nam tort bez opakowania, bo zapomnieli,
      gdzie opakowanie jest!Byliśmy w takim szoku,że nawet się nie odezwalismy. Cudem
      dowieźliśmy go w jednym kawałku. W jeszcze wiekszym szoku była moja rodzicielka,
      bo okazało się,że to nie nasz tort. Nie wróciliśmy tam, tort był smacznysmile
    • amoreska Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 08:58
      Historii ślubnych na podorędziu nie mam, ale do dziś pokładam się ze śmiechu, gdy przypominam sobie dwie ciążowe opowieści śmiesznej treści:1-ja w 9 miesiącu, brzuch monstrualnie wielki, wybieram w sklepie z upominkami prezent urodzinowy, w pewnym momencie łup,trącam brzuchem wazon, wazon oczywiście w drobny mak. Ekspedientka spojrzawszy na rozmiar mojego brzucha nawet nie chciała słyszeć o uregulowaniu należności za stłuczkę; 2-również 9 miesiąc,idąc do rodziców mieszkających w wieżowcu, wchodzę, już na klatce zaczynam się dziwić,że tak szybko ją przemalowali. Zorientowałam się niemal naciskając guzik dzwonka i patrząc na "przemalowane" drzwi - byłam w bloku obok...
      • morgen_stern Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 08:59
        Rzeczywiście trochę nie na temat, ale cieszę się, że dało ci to
        odrbinę radości tongue_out
        • zales239 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 09:44
          My braliśmy ślub w zamierzchłych czasach i nikt nie słyszał ani o
          próbnej fryzurze ani o takim makijażu.
          Trzeba było samemu świnki poszukać hehe,zamówić kucharki do
          gotowania żarełka.
          W tym czasie u nas w miasteczku zdażały się włamania i kradzieże
          zgromadzonej wódki,popitki i jedzenia,wszak lato sezon na wesela.
          Mój małż-wtedy jeszcze nie,speędził ostatnią noc przed ślubem na
          pilnowaniu tego dobra zgromadzonego i trzymając skołotana główkę na
          wielkim saganie z bigosem hehe.

          Ja oczywiście i trwała na głowie-takie czasy i makijaż zrobiny przez
          matkę hmmm....potem słyszałam takie głosy od znajomych ,że LEPIEJ
          wyglądam naturalnie.
          Musiałam naprawdę super się wystroić smile)).
    • aska2000 ..to i ja coś dorzucę ;)) 20.08.08, 09:37
      Przypomniała mi się historię, kiedy Pan Młody w 'kulminacyjnym momencie'
      z wrażenia zamilkł i nie powtarzał po księdzu "ja Ciebie..'itp. - dopiero
      zniecierpliwiona Panna Młoda rzuciła gniewnie "no powtarzaj, na co czekasz!!!"
      Do tej pory zdarza mu się wypomnieć,że został przymuszony do złożenia przysięgi
      wink)))))))))))))
      • zebra51 Re: ..to i ja coś dorzucę ;)) 20.08.08, 09:49
        U nas wciąż sensacją jest ślub, który odby sie tydzień przed naszym.
        a raczej nie odbył się. Panna Młoda w kulminacyjnym momencie,
        podczas skladania przysiegi małżeńskiej wyszła z kościoła, mówiac
        wcześniej do mikrofonu, że wie, że gość ją wciąż zdradzał, okłamał
        i ślubu nie będzie.
        Normalnie braziliana, żyła tym cala miejscowość!
        • mathiola Re: ..to i ja coś dorzucę ;)) 20.08.08, 09:53
          niezłe smile))) Braziliana ale w jakim stylu! Musiała mieć kobita nerwy
          ze stali!!!
    • renkag Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 10:08
      Moja też nie była śmieszna, chociaż też jest rodzinną anegdotą
      teraz. A więc rano mój świeżo upieczony mężuś przyniósł mi do łożk
      kawę, którą niechcący (naprawdę!!!) na niego wylałam. Szybko jego do
      zimnej wanny, a ja w ryk. Tak strasznie płakałam, że tak się stało i
      w ogóle nie wiedziałam co robić. Zadzwoniłam więc do mamy, czy ma
      coś na oparzenia. Ale jak mama odebrała to ja ryknęłam płaczem i nie
      mogłam powiedzieć co się stało. Mama mówi, że serce jej stanęło na
      ten moment - dzwonię rano zaraz po ślubie i łkam rozpaczliwie -
      pomysły miała różne przez ten moment smile
      Z szanownym małżonkiem mieszkaliśmy razem jeszcze przed ślubem, ale
      do ślubu wychodziliśmy z domu moich rodziców i generalnie w naszym
      bloku się nie afiszowaliśmy ze ślubem. I jeszcze w tym czasie kiedy
      ja zapłakana - dzwonek do drzwi - sąsiadka przyszła przekazać
      kwiaty, bo jedni znajomi przyjechali na ślub ale pomyli godzinę więc
      zostawili u niej kwiaty. Już sobie wyobrażam jakie były plotki, że
      młoda rankiem po ślubie zapłakana strasznie otwiera...
    • emwu55 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 11:34
      A u mnie:
      - przygotowania trwały może z 1,5 miesiąca, bo slub wymyśliłam sobie
      leżąc z nogą zapakowana do pachwiny w gips (z połamaam sobie tylko
      stop w 4 miejscach), narzeczony na poligonie
      - fotografa zmawiaiśmy w czwartek przed ślubem, bo nikt na to przz 3
      wcześnijsze tygodnie nie wpadł
      - przyjęcie takie małe robiliśmy w domy na 25 osób ale uorałam się
      jak durna bo z ta nogą rehabilitowaną w trakcie i o kulach latałam
      po sklepach (jak miałam chwilę wsadzałam ją do pralki wirnikowej i
      robiłam kąpiele wirowe)
      - poranek przed ślubem zaczęlam od karczemnej awantury w sklepie, bo
      nie dowieźli mojeg tortu. Nie powiem, jakich wyrażeń użyłam
      - w sukni ślubnej i z welonem dekorowałam swój samochód, bo kolega-
      kierowca na to nie wpadł wcześniej
      - ślubna fryzura zrobiona u fryzjera po odebraniu tortu nie chciala
      sie trzymac mmo tony lakieru i zmuszona byłam na ok2 godzin przed
      ślubem umyć łepek i zawiązać kudły do pasa w kitkę
      - dobrze, że przed wyjściem do kościoła przypomniałam sobie, żeby
      tuszem oko pociągnąć i błyszczykiem usta, różu nie potrzebowałam bo
      i tak byłam rumiana od nerwów
      - narzeczony wioząc z kwiaciarni mój buket z nerwów obskubał płatki
      u połowy kwiatków
      - na koniec okaało się, że po tych wszystkich przeciążeniach moja
      połamana stopa nie mieści się do ślubnych sandałków i do ślubu
      poszłam w adidasach okejonych białą folią samporzylepną (siostra ma
      firmę reklamową więc folii pod dostatkiem)
      I co - i mało ciekawe wstępy owocują terz niespecjalnym pożyciem.
      Więc moze lepiej, że przytrafiały sie Wam śmieszne historie.
      • elske Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 11:54
        Ta historie opowiadala kiedys kolezanka w pracy.Jest taki przesad ,ze jesli w
        drodze na swoj ślub ,cos zatrzyma panstwa mlodych, to znak ze lepiej slub odwolac.
        I kolezanka opowiadla ,jak to u niej na wsi panstwo mlodzi jechali bryczka do
        kosciola i po drodze kon im zdechł.Do kosciola doszli juz na piechote.
        A pol roku pozniej starali sie o rozwod.
        • hrabina_murzyna Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 12:43
          O matkosmilesmile dobre z tym koniemsmilesmile
        • butelnia Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 16.12.08, 22:20
          niezle miny musieli mieć i goście i państwo młodzismile))))))
          ja też jechałam bryczką,koń mi nie zdechł na szczęście,ale dwa dni
          przed ślubem zadzwonil facet i powiedział,że koń zlamał nogę i nie
          da rady przyjechac.moja mama to kobieta,która zawsze i wszędzie
          załatwi wszystko,więc pojechała do największego bogacza w
          okolicy,który ma swoje konie,żeby jednego nam pożyczył.facet się
          zdziwił trochę,bo wprawdzie ponad 30 lat wcześniej chodził z mamą do
          klasy,ale potem nie utrzymywali żadnych kontaktow.W każdym razie
          powiedział,że nie da konia,bo on nie jest nauczony chodzić w parze z
          tym drugim i jeszcze nas poniosą w drodze do ślubu.ryczała jak
          głupia,bo ślub był planowany rok wcześniej,jestem jedynaczką z malej
          miejscowości,a moi rodzice z tych zamożniejszych i całe miasteczko
          czekało na bryczkęwinkZałatwiłam samochód,ale o czwartej rano w dniu
          ślubu facet przyjechał,koń miał tylko zabandażowaną nogęsmile
    • hrabina_murzyna Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 12:39
      1)Rok przed ślubem ufarbowałam swoje czarne włosy na blondsmile Nie
      muszę chyba mowić jak bardzo je zniszczyłam. Tydzień przed ślubem
      moja fryzjerka ręce załamała. Włosy były za krotkie do koka, kolor
      zielonkawy. Nic to, ręce ma sprawne to i kok był i kolor w dzień
      przed rzucony. Fryzur probnych niet, makijażu też,a fryzura trzymała
      mi się 2 dni, kiedy to poszłam do fryza i obcięłam włosy razem ze
      spinkami.
      2)W piątek rano tak wkurzyłam się na narzeczonego tak okrutnie, że
      wysłałam telegram z informacją do domu teściow, iż ślubu nie będzie.
      Teściowa dostała takich spazmow, że zadzwoniła do mojej mamy z
      pytaniem co ona ma teraz gościom powiedzieć, bo wszystko już gotowe
      i jak ja śmiałam ślub dzień przed odwołać telegramem i że goście na
      pewno głodni będą. Mama jest tylko spokojnie i cicho odpowiedziała:
      moja corka odwołała tylko ślub, wesela nie, więc problemu nie widzęsmile
      Podobno teściowa aż się zapieniłasmile
      3)w dzień ślubu tak lało, że płakałam jak bobrsmileNa szczęście jak
      wyszłam od fryzjera pogoda zmieniła się o 360 stopnismile
      4)moja rodzicielka tak przeżywała moje zamążpojście, że o 4 rano
      zaczęła prać dywan!!! skutecznie rozwalając moj sen
      5)przysięgę wypowiedziałam ze łzami w oczach, a już po schodziłam ze
      schodow ołtarza z bananem na ustach, co zostało skomentowane przez
      ciotkę męża jako moje zachwianie emocjonalne i niestabilność
      uczuciowąsmile
      6)po wyjsciu z kościoła dzieci zrobiły nam bramę i obsypały nas
      kwiatkami. Oczywiście cukierkow brak, więc wujek poleciał do sklepu.
      A ja wykorzystując wolną chwilę postanowiłam wygrzebać kwiatki z
      gorsetu. Tak więc byłam chyba jedyną panna młodą grzebiącą w
      cyckonoszu przed kościołem
      7)no i dekoracja samochodu po drodze nam odpadłasmilejechaliśmy
      autostradą, w pewnym momencie nasz samochod się zatrzymał, goście za
      nami też. Korek niemiłosierny, a tu wszyscy wyszli i biegają po
      drodze szukać wiąchy kwiatow z samochodusmile
      • elske Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 13:15
        Po slubie,wszyscy goscie pojechali do miejsca wesela,a ja z mezem i swiadkami
        podjechalismy jeszcze na 15 min do szpita.Moj brat 3 tyg przed moim slubem mial
        powazny wypadek,ale na szczescie bardzo szybko wracal do zdrowia.Mogl dostac
        przepustke na moje wesela na kilka gozin,ale nie chcial zeby go ciotki "obskoczyly".
        Wiec pojechalismy do szpitala,ja z mezem poszlismy szybko na oddzial.Jak
        wychodzilismy z pokoju brata,pielegniarki i 2 lekarzy zrobilo nam brame z
        :starego lancucha choinkowego i wozka z aparatem do ktg.
        Pozniej dowiedzialam sie ze w szitalu poszla plotka,ze panna mloda prosto z
        kosciola przyjechala do porodu .
        • deela Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 17:02
          rewelka smile
        • butelnia Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 16.12.08, 22:22
          smile)))
      • ellgie Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 13:22
        Mój ślub - czekałam caly czas na moment kiedy ksiądz stułą ręce
        związe - no wieć nadchodzi ten moment - ksiądz mówi podajcie sobie
        ręce - podajemy - a księzulo już formułkę zaczyna mówić a ja sobie
        myślę o qrna a stuła gdzie???? Drugi księdz mówi mu szeptem "a
        stuła"?? nasz mówi nie trzeba...
        Na koniec mszy księżulo mówi - była mała wpadka ja jestem bardziej
        od unieważniania małżeństw niż udzielania hehe.
        Teraz się śmiejemy żę jak będziemy chcieli slub unieważnić to mamy
        gotowy pretekst hehe.
      • pieskuba Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 13:36
        hrabina_murzyna napisała:
        > 3)w dzień ślubu tak lało, że płakałam jak bobrsmileNa szczęście jak
        > wyszłam od fryzjera pogoda zmieniła się o 360 stopnismile

        Czyli znów lało...
        • morgen_stern Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 15:01
          > Czyli znów lało...


          big_grinDDDD
          • hrabina_murzyna Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 15:07
            No faktsmile Czyli o ile tych stopni 120? Ja cienka jestem z tymi
            obrotamismile Nie no słońce świeciło przecieżsmile
            • pieskuba Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 15:10
              Jak słońce to o 180 :o) Przy 120 można przyjąć, że więcej słońca niż
              chmur :o))))
      • mallina Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 17:20
        ad3
        czyli jednak lało?
        bo jak o 360 stopni to byla taka sama smile)

        Twoja mama fajnie tesciowej odpowiedzialasmile
        • hrabina_murzyna Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 17:23
          mallina napisała:

          > ad3
          > czyli jednak lało?
          > bo jak o 360 stopni to byla taka sama smile)
          >
          > Twoja mama fajnie tesciowej odpowiedzialasmile


          Nie lało tylko mi się stopnie pomieszałysmile Słońce było nosmile
    • karambol45 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 13:36
      ja byłam na takim weselu że Młodzi zaprosili więcej osób niż mieli miejsc
      przygotowanych / to było b. dawno , na wsi w remizie strazackiej/ i było tak
      ciasno - nie było miejsca przy stole że jak my siadaliśmy do stołu to znajomi
      szli potańczyć cobyśmy mogli zjeść a do WC chodziło sie na tyły remizy a tam
      pole fasoli tyczkowej
      jazda na całego
      • roksanaa22 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 14:53
        Jeszcze dodaję:
        Wesele kuzynki...
        Po błogosławienstwie panstwo młodzi zapakowali się do samochodu coby
        do kościoła jechać.A tu zonk...Samochód nie odpalił i wzywali
        taksówkęsmile
        Ale śmieszne to jest dopiero dziś.Wtedy nie bardzosmile
        • krzysztof-lis Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 15:35
          Ten, którym ja jechałem (fajne porsche na żółtych tablicach z bardzo mocnym
          silnikiem) nie bardzo chciał zapalić między ślubem a weselem. Szczęśliwie
          widzieli to tylko świadkowie, bo zostaliśmy w parku (gdzie był ślub) na zdjęcia
          a goście pojechali zacząć wesele. big_grin

          Ale i tak fajnie się nim jechało. ];-D
    • morgen_stern Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 15:12
      Po niektórych historiach moja anegdotka o tym, jak mąż zatrzasnął w
      samochodzie mojego ojca kluczyki razem z naszymi prezentami ślubnymi
      i trzeba było na gwałt wieczorem szukać ślusarza wypada jednak dość
      blado tongue_out

      No, zapamiętam jeszcze tekst mojego ojca, po którym kopaliśmy się z
      mężem pod stołem usiłując się nie roześmiać. Trochę chamski, ale
      trafny wink
      Na moim przyjęciu weselnym moi rodzice widzieli się po raz pierwszy
      od czasu swojego rozwodu, więc była lekka krępacja i trochę moich
      obaw, bo rozwód był z gatunku burzliwych. Ale właściwie wszystko
      poszło gładko poza tym jednym tekstem i rodzice uszanowali mój
      dzień.
      No więc kiedy moja matka (która zawsze lubiła sobie golnąć) zaczęła
      opowiadać z entuzjazmem, z jaką to ekstra siostrzenicą odnowiła
      kontakty (po długich latach niewidzenia, moja kuzynka to już
      oczywiście dorosła kobieta) i jak fajnie spędzają czas i jak jest
      wesoło! mój ojciec nie zdzierżył i palnął: "Noo, nie dziwne że
      wesoło, pewnie niejedna flaszka pękła!" Zapadła cisza, matce
      odechciało się zwierzeń big_grin
    • adas03 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 15:29
      to ja tez - ślub był w piątek (wiem - dośc nietypowo...)
      W czwartek, po wykonaniu wszelkich niezbędnych czynności - tzn.
      ustrojeniu sali itp. wybrałam się (na szczęście) do mojej koleżanki,
      która miała byc świadkiem na moim ślubie. I tak rozmawiamy sobie o
      rzeczach różnych, ważnych i tych trochę mniej - wspominamy jak to
      było dzień przed ich ślubem - i tu nagle jej pada jej stwierdzenie,
      że ona się nie martwi bo fryzjera ma na sobotę umówionego. Z deka
      skonsterniowana pytam: A na co ci fryzjer w sobotę? Odp: No, jak
      przecież na tym ślubie muszę dobrze wyglądac. Na co ja odparłam: No,
      tak tylko, że ślub jest jutro, nie w sobotę...
      Gdybyście widziały ich miny!!! Widok, którego raczej nie zapomnę.
      Oprócz tego ksiądz musiał poprawic świadectwo ślubu - otóż ja mam na
      imię Anna - ta moja koleżanka też Anna, a drugim świadkiem była
      siostra mojego męża o imieniu Hanna. No i co księżulo napisał w
      świadectwie? Ano, że ślub wziął mój mąż ze swoją siostrą, ale
      nazwisko panieńskie siostry to było nazwisko tej mojej świadkowej.
      A podczas samego ślubu ksiądz rzucił z ambony - chwileczkę, tu
      miałem takie fajne kazanie, tylko gdzieś je włożyłem ... (szuka,
      szuka ... i nic). No trudno, podsumował, powiemy coś z głowy. I w
      tym momencie wszelkie nerwy puściły i wspominamy to do dziś z
      uśmiechem ...
    • dlania Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 17:08
      Wysłałam przyszłego mojego męza do fryzjera w sobote rano z instrukcją: "powiedz
      fryzjerowi, żeby ci ściął tak z pół centymetra". A jełop poszedł i powiedział:
      "Prosze sciąć tak na pół centymetra". Jak zobaczyłam jego łysą czache (cholera,
      chciałam napisać pałe, ufff) to miałam ochote sie rozwieźć od razu, jeszcze
      przed slubem.
      • hrabina_murzyna Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 17:22
        Moja teściowa poleciła swojemu przyszłemu zięciowi salonik
        fryzjerski. No to chłopaczyna poszedł w dzień ślubu i mowi, że włosy
        chce obciąć i on z tyłu krocej poprosi, ale na czubku to już nie tak
        bardzo krotko. No i miał fryz na ślubiesmileobcięty jak przy garnku.
        Za to moja szwagierka pod suknię ślubną założyła antygwałtysmilez
        nadzieją, że nie będzie widać. Jak bardzo się myliła, och jak
        bardzosmile
        Poza tym jak już młodzi dojechali na salę weselną, pocałowali
        chlebek i ....zaczęli się kłocić, bo pan młody nie chciał małżonki
        przez prog przenieśćsmile W rezultacie młoda wymyśliła bajeczkę jakoby
        przenosin nie było, bo suknia mogłaby się zniszczyćsmile
        W dzień poprawin owy pan młody wszedł na sniadanie i od drzwi
        krzyczał: ale się nie wyspałem, te samochody tak jeździły i
        jeździły, na co wszyscy wybuchli głośnym śmiechem.
        • dlania A co to są antygwałty?;-) 20.08.08, 19:55

          • kawad Re: A co to są antygwałty?;-) 20.08.08, 20:33
            antywałty to cienkie podkolanówki smile)))) zamiast rajstop coby tak
            gorąco nie było smile
      • elske Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 17:53
        Przeczytalam to co napisala morgen_stern o zatrzasnietych kluczykach i
        przypomniala mi sie historia sprzed 3 lat.Bedzie dlugie.

        3 lata temu zaplanowalismy wypad w gory na 10 dni.Mieli jecham:ja z cora w
        samochodzie z rodzicami,drugim samochodem siostra z mezem i 2 dzieci.Mielismy
        jechac w sobote,ale wszyscy dostalismy zaproszenie na slub i wesele do kuzyna.A
        jak mlodzi sie dowiedzieli o naszych planach,to stwierdzili ze chetnie wybiora
        sie z nami.A wiec wyjazd zostal przesuniety na poniedzialek po weselu.
        W sobote pojechalismy na wesele,ale samochody juz byly spakowane na wyjazd w
        gory (wesele prawie 100 km od naszego miejsca zamieszkania).Dodatkowo na wesele
        przyjechal moj brat (swoim samochodem) ze swoja dziewczyna,a z nimi moja siostra
        z chlopakiem.W samochodzie spakowane torby z kosmetykami,pizama (wesele bylo z
        nocowaniem w zajezdzdzie).
        Po 22.00 ja juz wyladowalam w pokoju z corka,polozylam ja spac.Kolo 23.00
        wchodzi moj brat i pyta,czy przypadkiem nie mam jego kluzykow od samochodu,bo mu
        wsiakly.Mowie ze nie.A on mowi ze nie moze sobie przypomniec ,gdzie je wsadzil.I
        ze wszyscy goscie chodza po trawniku wokolozajazdu i szukaja kluczykow (przy
        okazji nasze rodziny ladnie sie integrowaly hehe).Stanelo w koncu na tym,ze jak
        dziewczyna mojego brata poszla do samochodu po kosmetyczke,na pewno zatrzasnela
        w samochodzie kluczyki.Facet z obslugi powiedzial ze jeko brat jest mechanikiem
        i moze rano przyjechac i otworzy drzwi od samochodu.
        Rano,w dzien poprawin siedzimy sobie przed zajazdem pod parasolei i jemy
        sniadanie.Brat opowieda jak wszyscy szukali tego klucza i jak wujek juz po kilku
        setkach probowal otworzyc samochod brata swoim kluczem od samochodu.Wszyscy sie
        smieja i moj brat wpada na pomysl zeby sprobowac otwozyc bagażnik kluczykami
        szwagra.Siostra podala mu klucze,brat podszedl do samochodu ,wklada klucz do
        zamka i... patrze na niego a on jakos tak dziwnie wyglada.Mowie glosnio:tylko
        nie mow ze zlamales klucz! Brat pokazuje polowe klucza,reszta w zamku
        zostala.Wszyscy placza ze smiechu,tylko szwagrowi nerw puścił i wyskoczyl z
        pretensjami do siostry ze dala klucz bratu.Brat zaczal warczec na swoja
        dziewczyne,ze jakby nie zatrzasnela kluczykow on nie zalamalby klucza.Pol
        godziny pozniej przyjechal mechanik i otworzył drzwi.W torbie z kosmetykami byly
        kluczyki od samochodu.
        Pozniej brat jechal zs szwagrem do domu po zapasowe klucze od samochodu,bo
        nastepnego dnia rano jedziemy w gory.
        Na poprawinach mowilo sie tylko o przyodzie z kluczykami.
    • morsk2 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 18:22
      Od zaręczyn do ślubu było 8 miesięcy, więc spokojnie czasu na
      wszystko. Ale ja dopiero 2 tyg przed ślubem zdecydowałam się szyć
      sukienkę, bo wszystkie w sklepach i wypożyczalniach były
      zbyt "bezowate", a ja chciałam prościutką. Welon kupiłam na 2 dni
      przed ślubem. Tylko dlatego, że dzień przed było święto i sklepy
      pozamykane.
      Ślub mieliśmy w piątek. W sobotę przed ślubem mój facet postanowił w
      ramach wieczoru kawalerskiego wybrać się z kolegami do knajpy. I tak
      się dobrze bawił, że ukradli mu dowód osobisty! No i jak brać ślub
      bez dowodu? Miałam mord w oczach... W poniedziełek z rana poleciał
      do Urzędu Miasta:
      Mąż (M) - Chciałbym wyrobić dowód osobisty, bo mi ukradli...
      Urzędniczka (U) - Pan wypełni druczek, będzie za 3 tygodnie.
      M - Ale ja mam ślub!
      U - Kiedy?
      M - W ten piatek...
      U - O Matko Boska!... Pan przyjdzie w środę!
      Było to dawno, jeszcze w czasach "zielonych" dowodów, ale i tak
      kobieta musiała się bardzo postarać!
      Udało się i mój mężuś legalizował związek z dowodem nóweczką,
      nabijałam się z niego, że urzędnik może go podejrzewać, że jest
      bigamistą czy jakimś innym oszustemwink
      W dniu ślubu mielismy problem z dojechaniem do USC, bo nastąpiła
      awaria prądu, wszystkie trolejbusy stanęły i zakorkowały ulice.
      Dojechaliśmy jakimiś bocznymi uliczkami. Ale babcia męża i kilkoro
      innych gości nie zdążyło.
    • volta2 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 20:06
      A mi się jeszcze jedna historia okołoślubna przypomniała...
      ostatnią noc przed ślubem chciałam spędzić w łóżku sama, na pamiątkę
      panieńskiego życia, no i żeby się wyspać też, a męża przyszłego
      położyłam spać (w domu moich rodziców)piętro niżej, w łóżku mojego
      ojca.(ojciec z kolei spał gdzieś indziej, może w salonie?)
      no i schodzę rano wyspana na dół, a tam siedzi już przy śniadaniu
      zgarbiony, zmęczony nocą mój przyszły i ma taką zbolałą minę...
      okazało się, że od 4-tej rano nie śpi, bo kocica - ulubienica mojego
      ojca galopowała po całym pokoju i po łóżku, bo chciała siusiu zrobić
      w nocy. zawsze na tym miejscu spał jej pan, i nie wyczuła gdzie go
      szukać, więc skoczyła na piersi mojemu przyszłemu, bo się nie
      budził. a ten raz że się wystraszył, dwa nie wiedział za bardzo o
      co jej chodzi, czemu taki galop urządza, trzy - już nie zasnął
      (wychowałam kilka kotów i żaden nie miał kuwety w domu, zawsze
      pięknie chodzili sobie na podwórko zagrzebać swe potrzeby bieżące)

      do dziś to wspominasmile
      • volta2 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 20.08.08, 20:15
        no i jeszcze historia z ostatniej soboty
        wpadamy do kościoła lekko spóźnieni na ślub mojej siostry
        ciotecznej, w kościele ciemno bardzo(kościół w stylu neoromańskim),
        tylko na kolumnach zaczepione pochodnie i przy ołtarzu.
        jedyne światło jest z kamery

        w kościele super atmosfera, pół mszy podziwiałam kuzynkę za ten
        romantyczny pomysł, trochę się dziwiłam, że jeszcze nie słyszałam o
        takiej modzie na "ciemne śluby". przewidywałam, że na zakończenie,
        gdy będą wychodzić to wtedy się kościół rozjaśni światłem.

        nieoczekiwanie światło rozbłysło po rozdaniu komunii a po kościele
        poszedł szept, uczucie ulgi, itp. i wszyscy się cieszyli i
        uśmiechali.
        okazało się, że przeszły dnia poprzedniego jakieś straszsne wichury
        i energii nie było cały piątek i sobotę.
        młoda i matka młodej cały ten czas ryczały, bo chłodnie nie działały
        i zespół nie mógłby grać. i w ogóle była tragedia, jeżdżenie do
        zakładu energetycznego, by szybko naprawiali.

        a jak już światło rozbłysło i wszystko zmierzało ku szczęśliwemu
        rozwiązaniu, to ponowna wichura przyszła tak szybko, że nie
        zdążyliśmy złożyć życzeń po mszy, tylko uciekaliśmy na salę weselną -
        ale też się nie dało i ponad 150 osób siedziało w samochodach przed
        salą, bo wyjście groziłoby totalnym prysznicem. siedzieliśmy tak z
        10 minut, ale później było ok.
    • gacusia1 Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 14.12.08, 00:23
      Na moim drugim cywilnym prawie parsknelam smiechem jak moj maz
      po "przyzwoleniu" pocalunku i po dokonaniu pocalunku wytarl sie
      solidnie reka. On temu zaprzeczal ale mialam dowod na filmie .-)
    • gabbie Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 14.12.08, 00:53
      my ślub braliśmy w miejscowości męża, jakies 2 godziny drogi ode
      mnie

      w sobotę zapakowałam sobie moje slubne gadżety i w drogę -
      przebierałam sie u tesciów

      na miejscu okazała się, że nie wziełam torebki z bielzną -w efekce
      zamiast moich slicznych koroneczek na tyłku miałam za duże gatki
      męża tyle, że ze skróconą gumą, stani szczęśliwie nie był potrzebny,
      gdyby był to nie wiem jak bym wybrnęła
    • lajeda Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 14.12.08, 14:33
      Zamawiałam swoją suknię ślubną w salonie, a wyglądało to tak, że zostałam wymierzona, suknia została zaprojektowana, zaakceptowałam materiały i czekałam aż prześlą mi gotową suknię. Spokojna o wszystko wyjechałam na wakacje a tam, na tydzień przed ślubem odbieram telefon od Pani z salonu, że przyszła suknia, ale gorset nie jest bordowy tylko brązowy, a spódnica nie jest złota tylko ruda, ale ogólnie suknia jest ładna. Umówiłam się, że przyjdę jak tylko wrócę. Dwa dni później okazało się, że suknia w rzeczywistości nawet kroju nie ma odpowiedniego, nie mówiąc o materiałach, z których została uszyta (cały czas trwa tydzień przedślubny)a w firmie która ją szyła nie mają materiałów, które mi na początku zaproponowali do akceptacji smile Na szczęście zdążyli uszyć nową w odpowiednich kolorach. Pierwszy raz zobaczyłam ją dopiero w piątek przed ślubem i już byłam przygotowana na kupno po prostu jakiejkolwiek bardziej eleganckiej sukienki smile
    • zoofka Re: Historie "ślubne"-na wesoło:))) 14.12.08, 15:29
      fajny wątek smile
      ja pamiętam tylko dwie historie weselne.
      Pierwsza z mojego ślubu:

      Wybraliśmy mały kościółek na głębokiej wsi (rodzice moi i męża też
      tam brali śluby, więc chcieliśmy zgodnie z tradycją). Obok kościoła
      stoi sklep (jak w każdej szanującej się wsi)

      Po wyjściu z kościoła naszym oczom ukazał się piękny widok: trzech
      naprutych kolesi lejących się po mordach, jeden śpiący snem
      sprawiedliwego na trawie.

      Chwilę póżniej, jadąc już kolumną na wesele do miasteczka drogę
      przeciął nam korowód krów, pędzonych z pola na noc. Krów było z
      10 smile musieliśmy zatrzymać kolumnę. Umieraliśmy ze śmiechu - taka
      fajna "brama" nam się trafiła. Człowiek pędzący krowy dostał
      flaszkę, ale długo nie mógł pojaąć za co właściwie ją dostał smile

      historia druga: ślub mojej siostry, gdzie byłam świadkową. Moja
      siostra była typową ślubną panikarą. Wszystko musiało być na tip
      top, bo wpadała w histerię smile z tego powodu ja też byłam
      sparaliżowana stresem, bo starałam się w niczym nie podpaść i nie
      powodować burzy.
      No więc zaślubiny już się odbyly, wracamy środkiem kościoła od
      ołtarza. Ja dumna, szczęśliwa że po wszystkim, głowa wysoko i....
      weszłam jej na welon zrywając go brutalnie z głowy razem ze
      stroikiem big_grin
      teraz się śmieję z tego, ale wtedy byłam bliska autentycznego
      omdlenia big_grin

      Wracajac do tematu poruszonego przez deelę: próbne fryzury i
      makijaże. Też tego nie miałam. Czesałam się w dniu ślubu u
      fryzjerki, której córka jest makijażystką. Kobietka egzaltowana,
      dumna pani, zdziwiona już tym, że nie miałam prób, pyta: a makijaż
      kto będzie pani robił?
      - sama - odpowiadam
      nastała chwila ciszy, i pada pytanie: a kosmetyki to dobre pani
      chociaż ma?!
      big_grin
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka