Dodaj do ulubionych

Mój prawie dorosły syn-moja porażka

02.10.06, 21:50
Już dawno chciałam napisać z prośbą o radę, nie wiem, może to nie ma sensu, a
może ktoś pomoże mi znaleźć jakies rozwiązanie...Właściwie nie wiem, czy to
jest dobre forum na taki wątek, ale nie znalazłam nic bardziej na temat.
Jestem rozwiedziona, sama wychowuję syna(19) i córkę(17). Z córką mam bardzo
dobry kontakt, nie sprawia praktycznie zadnych problemów.Za to syn...
Pierwszy problem to nauka, aktualnie jest w 3 klasie LO, drugą powtarzał,
nadal nie chce mu się uczyć, w domu prakycznie nie uczy sie wcale, ale chodzi
do LO wieczorowego (zmienił jak miał powtarzać), więc wystarczyłoby żeby nie
wagarował i jakoś skończy na dopuszczajacych. O jego maturze nawet nie marzę,
choć jest inteligentny, co mówią mi nawet nauczyciele. Ma jednak "organiczny"
wstręt do nauki. Żeby było śmieszniej ja jestem nauczycielką. Ale to nie jest
największy problem.
Syn, mimo, że mógłby, nie garnie się do żadnej pracy, wraca ok.północy albo
później, potem odsypia pół dnia, nie pomaga w domu prawie w niczym, baaardzo
rzadko, jak wyraźnie go poproszę zrobi jakiś drobiazg, np. odkurzy swój
pokój, a i to nie zawsze...
Na jakiekolwiek próby "zdyscyplinowania " go reaguje agresją, słowną albo
fizyczną. Podbiera mi pieniadze, więc praktycznie cały czas porfel mam przy
sobie. Potrafi być strasznie wulgarny w stosunku do mnie i do siostry też.
Czasem zachowuje się tak, ze sie go po prostu boimy, jak jakiś psychopatasad((
Zaczyna wynosić rzeczy z domu, zeby sprzedać, w ogóle przebywa w podejrzanym
towarzystwie, nie mogę go zostawić i wyjechać nawet na parę dni, bo sprowadza
kolegów, urządza pijatyki, nie liczą się żadne moje zakazy. A ja ciągle
walczę o niego, ale juz mam dość...Jedynie córka jest moją nadzieją i siłą,
ale ona też cierpi z jego powodu.
Moj były nie pomoże (mimo,ze płaci alimenty), bo syn go w ogóle nie szanuje,
zresztą obecnie nie utrzymują żadnego kontaktu. Wczesniej, kiedy go prosiłam
o interwencję, usłyszałam,ze mam to, co sobie wychowałam ( a jestesmy
rozwiedzeni dopiero od trzech lat). Ale były mąż nigdy nie realizował się w
roli ojca, dzieci go męczyły, wolał kolegów i wódkę.
Pewnie gdzieś popełniłam błąd, pewnie dużo spraw to uwarunkowanie genetycznie.
Teraz chciałabym tylko, żeby on się wyniósł i zaczął życie na własny rachunek
(ma 19 lat!!!), żebym nie musiała znosić jego pasożytnictwa. Ale on jest
zameldowany tu, gdzie ja i śmieje mi się w twarz mówiąc, że nie mogę nic
zrobić. Wiem, że mogę wezwać Policję jak jest agresywny, już nawet 2 razy
wzywałam, ale on natychmiast się uspokaja, ja wychodzę na jakąś histeryczkę i
tyle. Urządzili mu raz pogadankę na temat przemocy w rodzinie i nic poza tym.
Poradźcie, co zrobic? Wiem, ze już go nie zmienię, ale sama chciałabym w
końcu odetchnąć. Wyzwoliłam się od męża-alkoholika, a teraz....szkoda gadaćsad(
Piszę to i płaczę, bo dziś znowu była awanturasad((
Obserwuj wątek
    • asia889 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 22:02
      Wygląda na to, że jest uzależniony od alkoholu (zachowuje się jak typowy alkoholik). Myślę, że tu leży cały problem.
      • risa7 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 22:20
        Pewnie tak, choć to nie jest picie co dzień. Tylko wtedy jak mnie nie ma,
        pewnie większość nastoletków tak robi-to nie ste usprawiedliwianie, Broń Boże!
        Te "jazdy" z nim mają jednak miejsce jak jest całkiem trzeźwy.
        Zresztą-jaki by to nie był powód, proszę powiedzcie mi co mogę teraz zrobić?
        • triss_merigold6 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 22:26
          Teraz to już niewiele. Przeczekać? To zbyt destrukcyjne dla Twojej córki, o
          Tobie nie piszę, bo pozwoliłaś na to, żeby w domu był alkoholik zamiast się go
          pozbyć wiele lat temu. Tolerować? Jak widzisz jest to bez sensu.
          Proponuję wizytę w poradni (Ty) gdzie dowiesz się co realnie mozesz zrobić i
          jak postępować.
          Mozesz jeszcze wymeldować syna i kazać mu radzić sobie samemu, wtedy ma prawo
          do alimentów od Ciebie i ojca dopóki się uczy.
          • risa7 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 22:37
            Jak mogę go wymeldować? Chyba nie ma takiej prawnej możliwości? Właśnie to
            byłoby najlepsze- kiedy sam musiałby sie o siebie zatroszczyć, a ja mogłabym
            tylko pomóc.
            P.S.
            Nie trzymałam w domu alkoholika(ex-męża), wiele razy chciałam, żeby się
            wyniósł, ale nie mogłam go wyrzucić (zameldowanie), poza tym po prostu starałam
            się utrzymać małżeństwo ze względu na dzieci, ale jak przyszło co do czego to
            ja własnie musiałam się z dziećmi wynieść, nie on.Gdyby nie to, do dziś
            mieszkalibyśmy pod jednym dachem.
            • triss_merigold6 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 22:41
              Prawna możliwość jest jak najbardziej - wnosisz o wymeldowanie w trybie
              administracyjnym uzasadniając to np. zagrożeniem. Jesli po raz kolejny wezwiesz
              policję na interwencję to poproś o założenie Niebieskiej Karty (wrzuć w google
              i znajdziesz info). Zobacz forum o bezpieczeństwie (na kobieta.gazeta.pl).
              Nigdy nie należy trzymać małżeństwa ze względu na dzieci, bo widzisz jakie są
              efekty.
            • scher Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 09:07
              risa7 napisała:

              > Jak mogę go wymeldować? Chyba nie ma takiej prawnej możliwości?

              Risa, poruszyła mnie Twoja historia, bo sam mam dzieci w wieku "przytulania".
              Jak pomyślę, co może z takiego słodkiego malucha wyrosnąć...

              Słuchaj, w dzisiejszym stanie prawnym zameldowanie nie daje (na 100%) żadnego
              tytułu prawnego do przebywania w lokalu. Popytaj jeszcze na policji albo w
              prokuraturze, bo nie jestem pewien tego, co zaraz napiszę, ale wydaje mi się
              (na 95%), że jeżeli jesteś właścicielem albo najemcą mieszkania, to masz prawo
              po prostu nie wpuścić syna do domu. Gdy będzie chciał wedrzeć się siłą, popełni
              przestępstwo z art. 193 kk. Tylko jego rzeczy trzeba mu wydać, ale piłka jest
              po jego stronie - niech przyjdzie z policją, to wydasz.

              Art. 193.
              Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo
              ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie
              opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia
              wolności do roku.

              Zresztą już teraz to co opisujesz kwalifikuje się do złożenia zawiadomienia o
              przestępstwie z art. 207 (znęcanie się nad osobą najbliższą).

              Art. 207.
              § 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną
              osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy
              albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny
              lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

              To drugie przestępstwo jest poważniejsze, a sprawcy często zostają przez sąd od
              razu tymczasowo aresztowani. Tylko córka musiałaby zeznawać jako świadek, może
              też sąsiedzi, którzy słyszą awantury, a jak bije - od razu obdukcja.
              Nie wierz policjantom (chociaż trzeba ich wzywać na interwencje za każdym
              razem, bo to tworzy dowody), oni bagatelizują sprawy, bo nie chce im się
              protokołów pisać. Trzeba twardo - ustnie lub na piśmie, na policję albo od razu
              do prokuratury - zgłaszać zawiadomienie o przestępstwie, wtedy już postępowanie
              toczy się z urzędu.

              Do alimentów długa droga. Musiałby cały czas się uczyć, a to mało prawdopodobne
              chyba w jego przypadku, tym bardziej gdy zostanie aresztowany, potem musi Ci
              sprawę o te alimenty założyć... potrwa. Przykro mi to pisać, bo to syn, ale jak
              tak dalej pójdzie, to on was zniszczy. Na razie zachowuje się jak typowy
              oprawca i pasożyt i moim zdaniem trzeba zrobić wszystko, żeby się oprawcy i
              pasożyta z domu pozbyć. Ofiara musi się bronić, risa! Póki czuje Twoje
              przyzwolenie czy bezradność, będzie to narastać.

              Sz.
    • vharia Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 22:35
      Taka refleksja mi sie nasunęła, że "błąd" to popełnił głównie ojciec, skoro
      zamiast synem interesował się alkoholem i dotąd się to nie zmieniło.

      Czy myślałaś o wizycie w poradni dla osób z rodzin dotkniętych problemem
      alkoholowym? Wbrew pozorom ogromnej pomocy potrzebują nie tylko sprawcy
      problemu, ale i ich rodziny. Tam spotkasz też ludzi dobrze znających przepisy i
      metody na ewentualne "zdyscyplinowanie" syna. Ja bym Cię mocno namawiała do
      poszukania tego rodzaju pomocy, lub chociaż zwykłego psychologa "rodzinnego".
      Myślę, ze nawet mądre porady z forum zdecydowanie nie wystarczą.

      Nawet w internecie poszukaj materiałów o DDA. Pozwoliłyby Ci one może zobaczyć
      sytuację z realniejszej perspektywy i nabrać siły, której napewno będziesz
      potrzebować. Walka z własnym dzieckiem jest chyba szczególnie bolesna. Jednak
      sytuacja taka jak obecnie- jest nie do przyjęcia, życzę serdecznie powodzenia i
      poprawy, choć na to z pewnościa potrzeba będzie czasu i wysiłku.
      • risa7 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 22:44
        Radziłam się psychologa jakiś czas temu. Doszło nawet do tego, ze ów psycholog
        spotykał się z moim synem i rozmawał z nim, prowadząc swego rodzaju terapię. Z
        czasem jednak syn zaczął unikać tych spotkań, aż w koncu kontakt się urwał...
        • triss_merigold6 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 22:50
          Ale Ty idź do psychologa, niech Tobie ktoś profesjonalnie poradzi co robić w
          takiej sytuacji. Są różne centra pomocy rodzinie, może uda Ci się skorzystać z
          takiej pomocy.
          • nangaparbat3 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 22:52
            Idź prosze do specjalisty od narkotyków - niestety tak to wygląda. Twoj opis
            jest własciwie podręcznikowy.
            • risa7 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 22:57
              Od narkotyków? To nie fałszywe przekonanie "wszyscy tylko nie moje dziecko",
              ale nie wydaje mi się...Zreszta on za bardzo przywiązuję wagę go "kultu siły"
              przede wszystkim w wyglądzie, żeby się w to pakować...Co znaczy, ze mój opis
              jest prawie podręcznikowy?
              • triss_merigold6 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 23:03
                Środki powodujące szybki przyrost masy mięśniowej + syntetyczny testosteron
                powodują wzrost niekontrolowanej agresji.
                Nie obraź się ale dresiarze pakują i biorą koks, amfetaminę i popijają wódką co
                daje upiorną mieszankę. Jeśli pakuje to przechlapane: i ze względu na
                towarzystwo i ze względu na specyfiki jakie prawdopodobnie bierze.
              • nangaparbat3 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 23:03
                To znaczy, ze zachowanie Twego syna bardzo dokładnie przystaje do modelowej
                sytuacji uzaleznienia od narkotykow, tak jak sie to opisuje w książkach.
                Natomiast jeśli uprawia "kult siły", mozna też rozważyć sterydy (podobnie jak
                do narkotyków pasują tu ataki agresji "na trzeźwo) Za to znikanie pieniedzy,
                wynoszenie i sprzedawanie sprzętu - to już typowe dla narkomana. zresztą -
                alkohol też narkotyk, tyle że legalny.
                • triss_merigold6 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 02.10.06, 23:07
                  Sterydowcy często biorą środki pobudzające. Paskudne połączenie.
          • vharia Otóż to! n/t 02.10.06, 22:58

            • risa7 Re: Otóż to! n/t 02.10.06, 23:14
              Stałam pod prysznicem i ryczałam wspominając, jak sie urodził i wydawał mi się
              najpiękniejszym dzieckiem na świeciecrying(( Jaki był kochany, kiedy jako
              pięciolatek przychodził ni z tego ni z owego i mówił:"mamusiu, mogę się do
              ciebie przytulić?" i tak w ciągu dnia kładlismy się na chwilkę i po prostu byli
              blisko siebie...Jak w wieku 8-9 lat swoje drobne pieniązki przeznaczył na
              srebrne kolczyki z delfinkami dla mnie ("sam wybierałem, ładne?").
              Do dzis potrafi wzruszać się ogladając cos smutnego (nie dawno miał łzy w
              oczach ogladając migawki z głodującej Afryki na koncercie LIve Aid). a mimo
              to...potarfi powiedzieć do mnie "zamknij się szmato"'crying((


              Teraz nie pakuje, nie zażywa nic - kiedyś tak, miał jakis niby-odżywki. Alkohol
              jest sporadycznie w większych ilościach, piwo pewnie częściej, choć tylko raz
              widziałam go pijanego...Nie jestem przekonana, ze problem lezy własnie tu, ale
              ja jestem nieobiektywna, więc możliwe...
              • nangaparbat3 Re: Otóż to! n/t 02.10.06, 23:31
                Naprawde Risa, wszystko wskazuje na to, że problem jest w chemii - wszystko
                jedno - alkohol, narkotyki, sterydy. Najpewniej wszystko razem, poniewaz tak to
                w tej chwili wygląda.
                Sama sie przed chwilą poryczałam czytając Twój post.
                Myślę, że w tym jest wielka nadzieja, ze Ty go wciąż pamiętasz tego maleńkiego,
                że pamiętasz, ze to jest ten sam chłopiec.
                Widziałam wielu uzaleznionych mlodych ludzi i widziałam, ze pomoc udaje się
                tylko tym, ktorych rodzice są jednocześnie bardzo kochający i czuli, ale też do
                bolu stanowczy i konsekwentni.
                To okropne co Ci powiedzial, to choroba. Nie on.
                Pamietaj, ze uzależnic się jest latwo i nie trzeba spelniac żadnych
                szczegolnych warunkow, chemia działa. Najpierw bierze się czy pije w sytuacjach
                towrzyskich, potem szuka towarzystwa, z ktorym można wziąć lub wypić, potem już
                nie mozna bez tego wytrzymać.
                To się zdarza dzieciom z najlepszych rodzin, nie ma więc sensu szukać blędow,
                jakie sie niby popelniło. Zdarza się też często, ze po narkotyki (mam na mysli
                także alkohol) siegaja ludzie z depresją - to w Polsce bardzo częste.
                Ale też nie mozesz zamykać oczu na to, co jest - a coś Twoj syn na pewno bierze.
                Powinnas jak najszybciej skontaktować się ze specjalistą, niech Ci coś poradzą,
                pomogą, wesprą.
                Jeśli czujesz się na siłach, przeczytaj książkę Andrzeja Ochremiaka (i jeszcze
                kogoś, ale zapomniałam nazwiska) "Rodzice dzieci z Dworca Centralnego".
              • asia889 Re: Otóż to! n/t 02.10.06, 23:37
                Nie sądzę aby syn się aż tak zmienił ot tak poprostu.
                Ja nie widzę tu Pani winy. Coś musi być. Może jednak
                warto porozmawiać ze specjalistami od uzależnień.
                Życzę powodzenia.
              • vharia Re: Otóż to! n/t 03.10.06, 11:27
                Riso, nie wiem jak wygladała Wasza rodzina, kiedy jeszcze był w niej Twój były
                mąż. Może nieco na wyrost, ale zakładam, że wszystko to, co teraz słyszysz od
                syna on kiedyś słuchał przez ścianę z ust ojca. To okropne przeżycie, bardzo
                niszczace dla ludzkiej psychiki. Cała rodzina (Twoja córka też!!!), która
                zetknęła się z takim problemem potrzebuje pomocy. Ludziom wydaje sie, że koszmar
                sie skończył, bo osoby która go wywołała już nie ma między nimi. Tymczasem ta
                osoba siedzi w głowie każdego członka rodziny i nadal wpływa na wasze życie,
                bo ludzie nie zapominają z dnia na dzień
                i z dnia na dzień się nie leczą.
                Miałam bardzo bliską styczność z takim problemem (choć nie w moim domu),
                widziałam jak to jest, odczułam nawet na własnej skórze. Uwierz mi, byłam
                zdziwiona, jak dawne wydarzenia ciągle sterują ludźmi w dniu dzisiejszym.

                Szukaj pomocy. Nie dla syna, tylko dla siebie. Wtedy i jemu pomożesz,
                prawdopodobnie nie sama. Gorąco Ci tego życzę. Naprawdę jestem zdania, że
                potrzebujesz spesjalisty, który by pokierował Twoimi krokami przynajmniej na
                początku, lepiej przyjrzałby się sytuacji niz my i podzielił sie doświadczeniem-
                bo jest ono niestety ogromne. Proble, z którym się borykasz i jest Ci tak ciężko
                naprawdę zdarzył sie już tysiącom rodzin. Trzymam kciuki.
                • nangaparbat3 Re: Otóż to! n/t 03.10.06, 18:01
                  Vharia słusznie prawi - podpisuje się obiema rękami.
    • weronikarb Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 08:18
      Risa jak większość tutaj koleżanek radze abyś przeszła sie do poradni od
      uzależnien i to nie sama idz z corka. Tam sa specjalisci pomoga wam i byc moze
      jest szansa na odzyskanie syna. Psychicznie was podciagna i powiedza co robic.
      Tam nie sa tylko psychologowie, ale lekarze innych specjalizacji oraz radca
      prawny, ktory pomoze w sprawach prawnych.

      Sama swiadomosc ze nie jestescie same to juz duzo.
      Trzymaj sie cieplutko smile
    • bri Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 10:02
      A skąd on bierze pieniądze? Ja bym go odcieła od wsparcia rodziny całkowicie i
      jak najszybciej postarała się wymeldować. Jeśli coś w domu ginie możesz chyba
      oskarżyć go o kradzież? Może kilka nocy w areszcie go otrzeźwi. A jeśli nie to
      przynajmniej Wy będziecie miały spokój w domu.
    • w_ania Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 11:43
      Bri jak możesz cos takiego pisac przeciez to jej dziecko. Nie chodzi o to by
      pozbyc sie go tylko zeby pomóc i jemu i calej rodzinie. Bri czy masz dziecko?
      jesli tak to pewnie je kochasz aż do bólu i co skreśliłabyś dotcychczasowe 15
      lat życia dla kilku słów i występków przez chłopaka który sam nie radzi sobie z
      problemem???
      Dla Risy jedynm ratunkiem jest poradnia i odcięcie gościa od kasy. Tak jak
      pisała porzedniczka niestety konsekwencja a bedą efekty.
      • bri Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 12:16
        Tak, mam dziecko. A Autorka postu ma nawet dwoje dzieci i jak widać to drugie
        cierpi przez to pierwsze.

        Takie rzeczy - wyrzucenie z domu dziecka sprawiającego tego typu problemy, moim
        zdaniem, robi się właśnie z miłości. Risa może iść do poradni żeby pomóc sobie
        ale syna tam nie zaciągnie. A nawet jeśli nic to nie da o ile on nie zechce
        zmienić swojego postępowania. A po co miałby je zmieniać skoro ma gdzie
        mieszkać, może wieczory spędzać w rodzinnym ciepełku a mamusia go pewnie karmi,
        pierze mu i sprząta po nim?
      • titta Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 14:25
        Wbrew pozora wlasnie pozbawienie kogos ochrony i pozwolenie by w pelni
        zasmakowal konsekwencji wlasnych czynow moze pomoc.
        • risa7 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 14:44
          dzięki za to, co piszecie. Zaczynam szukac poradni, spróbuję...
          Ale, nie wiem, czy to wyszło z tego co wczesniej napisałam, chyba najbardziej
          teraz chciałabym się go po prostu pozbyć z mojego zyciasad wiem,ze to straszne,
          ale ja juz nie mogę..dzis cały dzień pracowałm z bólem głowy, a jeszcze pare
          spraw przede mną. Ten ból, ten ścisk w gardle i łzy w oczach na samą mysl o tej
          sytuacji są zawsze na drugi dzień po awanturze...Strasznie się czuję fizycznie
          i psychicznie...Dlatego w takich momentach mam ochotę go po prostu skreslić,
          choc wiem,ze za parę dni to minie. Nie usłyszę od niego słowa "przepraszam",
          tak jak nie slyszałam nigdy od jego ojca, ale będzie jakis łagodniejszy,
          przynajmniej tak bywało do tej pory...
          W tym wszystkim jeszcze okropne jest to,ze on nie ma zadnego pomysłu na zycie.
          Nie ma zadnego zawodu, nawet jak skonczy liceum to co dalej? Bo na studia na
          pewno nie pójdzie. Dobrze mu jest, bo faktycznie ma wikt i opierunek, ale czy
          mam zamykac przed nim lodówkę. Nie rozpieszczam go, sam sobie prasuje, jedzenie
          tez robi sam, ja rzadko gotuję - własciwie tylko w weekend - zresztą on nawet
          tak woli. Boję się,ze resztę zycia spędzi u mnei na garnuszku, no bo przeciez
          nie będę patrzec jak jest głodny...Wiem, brak mi konsekwencji, ale na czym ona
          miałaby w tej konkretnej sytuacji polegać?
          • nangaparbat3 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 18:09
            Chyba własnie na wyrzuceniu go z domu.
            Ale nie po to, zeby się go pozbyć, tylko zeby dać mu szanse na wyleczenie się.
            Zmusic do podjecia wysilku leczenia się.
            widzisz, ja piszę w przekonaniu, ze jest uzależniony - oczywiście mogę się
            mylić i trzeba to koniecznie sprawdzić. Zrób tak, jak napisała Vharia - ona
            bezwzględnie ma rację.
            • risa7 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 20:08
              Założmy, ze uda mi się go wrzucić z domu po kolejnej interwencji Policji, kiedy
              dopilnuję, żeby spisali protokół i w konsekwencji uda mi się go wymeldować.
              Dokąd on wtedy pójdzie? Gdzie zamieszka? Tak czasem myślę, ze własciwie jedynym
              wyjściem byłby jego wyjazd za granicę do pracy, tak żeby musiał liczyć sam na
              siebie, ale musiałabym chyba sama mu to załatwić, a poza tym jest jeszcze
              kwestia wojska - jak skonczy (nie skonczy) szkołę to będzie musiał iść - i
              wojsko raczej go nie wyprostuje, tylko jeszcze bardziej skrzywi...Mam rację?
              Vharia, póki co zrobię tak jak radzisz choć (sorry) jakos nie wierzę,ze to
              cokolwiek zmienisad((
    • magda78114 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 14:58
      Witam,

      Jeśli chcesz odzyskać syna i spokój w domu myślę,że jaknajprędzej musicie się
      RAZEM udać do psychologa albo do poradni, w której są ludzie kompetentni,
      potrafiący Wam pomóc.
      Ja polecam książkę,kótrą ostatnio przeczytałam:
      "Sposób na Kaina. Jak chronić życie emocjonalne chłopców" - Dan Kindlon,Michael
      Thompson.
      Poczytaj w wolnych chwilach, da Ci to na pewno dużo do myślenia.Książka ta jest
      na prawdę bardzo mądrze napisana i na pewno warta lektury. Myślę, ze Twój syn
      jest po prostu bardzo nieszczęśliwy i koniecznie trzeba mu pomóc.
      Życzę dużo siły i determinacji - wierzę, że będzie warto,choć nie będzie łatwo.
      • risa7 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 17:21
        ja tez myslę,ze on jest nieszczęsliwy i nie wiem jak do niego dotrzeć, bo on po
        prostu woli inne towarzystwo niz moje, nie chce ze mną gadac, chyba,ze akurat
        czegos potrzebujesad (czytaj:kasy na fajki)

        Jest mi go z jednej strony żal, daję mu do zrozumienia ze mi na nim zależy,
        ale...nie widzę zadnego efektu. Przeczytam tę ksiązke,moze czegos nowego sie
        dowiem...

        Dzis jak wróciłam z pracy, od razu dokądś wyszedł-powinien iść do szkoły, ale
        wiem ze nie poszedłsad i nie mogę z tym nic zrobić. Ktoś napisał,ze ma dzieci w
        wieku "przytulania" i po moim poscie az sie boi co moze sie zdarzyc w
        przyszłosci...To straszne, ogladam kasety z nagraniami z czasów, kiedy dzieci
        były male, kochane, przypominam sobie jak byłam dla mojego synka całym swiatem
        i wyc mi się chce, ze teraz jest tak jak jest...sad Jutro wybiore sie do poradni
        jesli zdąże po pracy. Dzieki za wszystkie posty. Jak czytam i czuję,ze ktos sie
        tym przejmuje jest mi trochę lżej...
        • marysia9922 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 19.10.06, 16:02
          Wiesz co, znałam bardzo podobny przypadek. Jedyne co moze pomoc i trwa to wiele
          lat zanim zadziala, moze 5 moze 10 - to odciecie sie calkowite. Odcięcie
          pępowiny finansowej i emocjonalnej....a potem to juz tylko czekanie az sam
          przyjdzie do ciebie...
    • robalrobal Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 18:40
      Ja też się poryczałam.... patrzę na mojego czterolatka i boję sie myśleć co może być za 15 lat sad
    • agnieszkagosia Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 03.10.06, 22:00
      Poradzę konkretnie:
      udaj się do najbliższego Ośrodka Interwencji Kryzysowej, załóż sobie Niebieską Kartę
      pójdzie zawiadomienie na policję i Twój dom będzie pod opieką dzielnicowego
      na niektórych to działa
      za każdym razem jak jest przemoc dzwonisz na policję, musi być ślad, że
      chcuiałaś coś robić, że podejmowałaś starania
      w OIKach jest oczywiście możliwość spotkań, rozmów z terapeutami ponieważ osoby
      dotknięte przemocą tego potrzebują
      I niestety warto przypomnieć słowa Kotańskiego. One odnosiły się do narkomanów.
      ale mają zastosowanie też do sprawców przemocy. kotański mówił, że jedyną szansą
      aby narkoman wyszedł z nałogu jest pozbawienie go wszelkiej pomocy, wywalenie z
      domu, nie dawanie czystych ubrań, ani grosza, jedzenia. Dopiero wtedy jak widzi
      sój upadek może powstać
      Powiem Ci, że najbardziej dramatyczne historie klientek moich to właśnie matki,
      które znosiły przemoc ze strony dzieci. i niestety te historie mają zawsze jeden
      koniec. jeśli matka pozwoli, nie reaguje ostro to spirala przemocy się nakręca,
      zawsze jest eskalacja. Miałam takie matki, które miały synów bezrobotnych
      stosujących pzremoc, alkoholików czy narkomanów stosujących przemoc. I po wielu
      latach tego, zmęczone, zniszczone całkowicie mówily, że z perspektywy widzą, że
      robiły błąd. A ich błędem było właśnie to, że pozwoliły mieszkać ze sobą, dawały
      jeść, ubierały. Mówiły, że robiły to z miłości, ze wstydu co powie otoczenie na
      matkę. Po niewczasie przyznawały, ze tym samym zniszczyły synow ponieważ
      przyzwoliły na pzremoc a nie mieli żadnego bodźca do zmiany
      Nie jesteś bezbronna. idź do OIK. tak jak piszę - jeśli sytuacja się nie zmieni
      możesz wnosić do Prokuratury. To wszystko są przestępstwa ścigane prawnie
      wiem, że rada mówiąca, że nie wolno takiej osoby utrzymywac, pomagać, trzeba ją
      odciać od pomocy, od wszystkiego jest trudna do zrealizowania. ale tylko ona
      daje szansę przerwania przemocy. bo skoro sprawca wie, ze chociaż Cię zwyzywa i
      robi co chce, jest agresywny, kradnie w Ty i tak opierzesz, nakarmisz, pozwolisz
      mieszkać to po co ma się zmieniać? Pomozesz synowi tylko podejmując działania
      radykalne i odcinając od wszystkiego
      nie daj się zniszczyć.
      pozdrawiam
      Agnieszka
    • anek.anek Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 04.10.06, 12:23
      gdzie mieszkasz? Na terenie W-wy są przy urzędach dzielincy specjalne punkty
      informacji,pomocy i przeciwdziałaniu uzależnieniom (dot. zarówno alkoholu jak i
      narkotyków). Jest to goólnopolski program, ale nie wiem czy takie punkty są w
      każdym mieście (wątpię).
      Ja błam tam w sprawie bliskiej osoby. Bardzo dużo sie dowiedzialam - zarówno o
      prawnych możliwościach (możesz np. zgłosić syna do takiego programu, przyślą mu
      wezwanie do stawienia się u terapeuty, jeśli po trzecim nie zareaguje to wezwie
      go do tego sąd - żadne specjalne kary oczywiscie nie grożą, ale jest to w więlu
      przypadkach skuteczny straszak i motywacja do tego żeby zacząć chodzić na
      terapię - później rolą terapeuty i lekarzy jest pzekonać, że trzeba z chorobą
      walczyć), ale również o tym jak sobie radzić samej ze sobą.
      Powinnaś pójść tam z córką - ten problem dotyczy i jej.
      Terapia wstrząsowa (wymeldowanie, odcięcie od środków do życia itd) jest często
      jedynym środkiem dającym szansę. Jeśli nie jemu to Tobie i Twojej córce.
      Ale nie jest wcale jedyną drogą. Najpierw id do specjalistów: ja wyszłam mocno
      podbudowana z takiego spotkania, spotkałam ludzi, którzy "nie cackają się" z
      alkoholikami, ale jednocześnie naprawdę w szczery sposob chcą pomóc. a osoby
      współuzależnione (prawdopodobnie nią jesteś - mąż, syn)znajdują oparcie.
      powodzenia!!! Trzymam kciuki.
      • risa7 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 04.10.06, 14:57
        Nie mieszkam w Warszawie, ale w poblizu innego duzego miasta, spróbuj sie tam
        dowiedziec, dzis jeszcze che sie wybrac albo choc zadzwonic do poradni (pewnie
        mają jakies terminy). Dzięki za info, nie wiedziałam,ze jest jeszcze taka droga.
    • 197575a Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 04.10.06, 13:50
      Twoja sytuacja przypomina mi tę, którą znam. Jest mi bliska. Wielokrotnie już
      próbowałam sobie wytłumaczyć- dlaczego jest tak jak jest. Powiedzmy, że jestem
      siostrą, ale już nie mieszkam z rodzicami, mam swoją rodzinę. Mój brat
      przypomina Twojego syna, nadal mieszka z rodzicami. Moi rodzice też wzywali
      policję, wielokrotnie ustalali zasady panujące w domu, przeszli przez wiele
      kłótni i myślę, że psychicznie są już po prostu wrakami. Ale mama- która tak
      samo jak Ty, w trudnych chwilach przypominała sobie - jaki był jej syn, jak był
      malutki, jak fajnie było 'kiedyś' zaczęła się skupiać na tym - co jest teraz.
      nie znam jej myśli, ale wiem, że milion razy na pewno zastanawiała się- czy to
      ona jest winna tej sytuacji. Małe kroczki, jakie udało jej się poczynić:
      - pisała listy, bo rozmowy nie miały żadnego skutku, zresztą brat zachowywał
      się w bardzo podobny sposób do Twojego syna.
      On te listy czytał - i na nie odpowiadał. Ale też nie szło to gładko - tylko
      strasznie po grudach. Nie chciała wyrzucić go z domu- bo sama nie mogłaby z tym
      żyć. To by była dla niej nawiększa porażka. Postanowiła walczyć, negocjować,
      wysłuchała też jego racji ( mój brat też chodził do liceum wieczorowego- po tym
      jak nie zdał), potem ją zaskoczył , bo wybrał się na studia i teraz studiuje
      wieczorowo - i pracuje. Pracuje ciężko, często zmienia pracę, ale stara się,
      płaci za swoje studia, u rodziców ma wikt i opierunek. Jest często przybity i
      załamany, z nikim nie rozmawia, nawet ze swoją dziewczyną. Nie stawiał się na
      spotkania z psychologiem - mamie obiecał, że spróbuje zmienić się sam.
      Widać, że chce, ale cos go rozpycha od środka, coś niszczy wewnętrznie, wiem,
      że brał amfetaminę przez kilka lat - obiecał powoli z tym zerwać. Amfa wzmagała
      jego agresję, stał się wulgarny i miał wszystko gdzieś. Płakać mi się chciało -
      bo bardzo blisko byłam z nim kiedyś, mieliśmy wspólny pokój - choć jest ode
      mnie o 6 lat młodszy - lubiłam go, wielokrotnie mu pomagałam. Ale potem
      powiedziałam - stop. Zoobojętniałam, kiedy przyjeżdżam do rodziców - witamy się
      i nie zamieniamy ani jednego słowa. To już się nie zmieni. Nie wierzę w cuda.
      Ale mam nadzieję- że odnajdzie się w swoim świecie, że kiedyś odzyska spokój.

      Chaos w mojej wypowiedzi świadczy o emocjach.

      Riso7 - szukaj pomocy u specjalistów - skoro zachowania mojego brata i Twojego
      syna są tak podobne - to znaczy że może w ramach desperacji da się ich podpiąć
      pod jakieś psychologiczny wspólny rozdział.
      Sama już nie wiem.
      Nie pomogę, ale wspieram duchowo. Mam trzyletnią córkę - i myślę głęboko, jak
      zrobić - aby nie uniknąć błędu.

      Riso7 - mówisz mu czasem ,że go kochasz?
      • risa7 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 04.10.06, 14:55
        Tak, wiele razy mówiłam i mówię,ze go kocham.Jak pisze mu smsa, to zazwyczaj
        tak konczę "kocham Cię". Ja w ogóle staram się zeby wiedział,ze go kocham, co
        nie znaczy,ze w złosci, kiedy mnie sprowokuje, nie potrafię go zwyzywac od
        najgorszychsad
        Kurcze, tak bym chciała,zeby się odnalazł, przede wszystkim,zeby szkoła zaczęła
        byc dla nie go choć trochę ważna-wtedy miałby mniej czasu na inne rzeczy, złe
        rzeczy...Twój post daje mi trochę nadziei.
        Zastanawiam sie cały czas, czy to jaki jest ma faktycznie źródło w jakichś
        prochach, czy on taki jest, bo powiela zachowania ojciec (choc jego ojciec
        przynajmniej szanuje swoją matkę).
      • nangaparbat3 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 04.10.06, 15:55

        ->>>>skoro zachowania mojego brata i Twojego
        syna są tak podobne - to znaczy że może w ramach desperacji da się ich podpiąć
        pod jakieś psychologiczny wspólny rozdział

        Kochane, jesli ktos przez kilka lat bierze amfetaminę (o tym wiadomo - a o czym
        nie wiadomo?) to ten "psychologiczny rozdzial" nazywa się uzaleznienie, i nic
        sie tu nie da zmienić. I nie ma co słuchać obietnic, że się bedzie chodzil do
        psychologa czy przestanie brać - musi się leczyc w zamknietym ośrodku.
        -
        ...nie mogę kłamać tylko dlatego, że trudno w to uwierzyć, naprawdę.
        Imrich Konya
        • triss_merigold6 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 04.10.06, 21:05
          Głosków (albo Głoskowo) pod Warszawą. Bardzo dobry ośrodek. Reżim porządny ale
          są skuteczni.
          • risa7 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 04.10.06, 21:18
            Ale po pierwsze on w życiu nie przyzna się ze ma problem z alkoholem, a po
            drugie dobrowolnie nie pójdzie na żadną terapię..sad
            • nangaparbat3 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 04.10.06, 21:47
              Przeczytaj "My rodzice dzieci z Dworca Centralnego". Koniecznie.
              Nikt uzalezniony z własnej woli nie kwapi sie na terapię - zwlaszcza jesli jest
              tak mlody. Ale czasem udaje sie zmusic.
            • triss_merigold6 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 04.10.06, 22:53
              Głosków jest akurat dla młodych narkomanów.
              Na razie Ty idź do poradni, dla siebie i dla córki. Co bedzie dalej po prostu
              zobaczysz. Lepiej spróbować coś robić niż nic nie robić.
    • alina66 Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 04.10.06, 17:06
      wydaje mi się, że to nie jest właściwe forum.
      Wejdź może na forum uzależnienia, albo na DDA.
      Kiedy czytałam Twój post, przypomniała mi się taka książka "My rodzice dzieci z
      Dworca Centralnego" - tam jest podane kilka praktycznych rad, jak "oddzielić"
      się od dziecka, które nas niszczy.
      Jest mi bardzo przykro, że Cię to spotyka.
      Też byłam żoną alkoholika i mam syna w podobnym wieku.
      Idź też do Poradni w swoim mieście, porozmawiaj z terapeutą.
      Jest zamknięte forum o przemocy w rodzinie, może tam dziewczyny by pomogły...
    • anatemka Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 04.10.06, 19:16
      Moge ci powiedziec jak z dorosłym synem-alkoholikiem poradziła sobie pewna
      kobieta. Zamknęła kuchnię na klucz. Nie sprzatała mu, nie gotowała, nie prała,
      nie dawała pieniędzy. Pewnej nocy koega włamał się do kuchni i zjadł zupę
      pomidorową. Matka zgłosiła kradzież i włamanie na policję. Chłopak poszedł
      siedzieć. Przez dwa miesiące marzył jak to się napije po wyjściu. Po trzech
      miesiącach wyszedł. Od tamtej pory/10 lat/ nie pije.
      Twojemu synowi, przez wzgląd na ciebie tez zycze kopa w tyłek który go opamieta.
      • maksimum Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 06.10.06, 02:48
        anatemka napisała:

        > Moge ci powiedziec jak z dorosłym synem-alkoholikiem poradziła sobie pewna
        > kobieta. Zamknęła kuchnię na klucz. Nie sprzatała mu, nie gotowała, nie
        prała,
        > nie dawała pieniędzy. Pewnej nocy koega włamał się do kuchni i zjadł zupę
        > pomidorową. Matka zgłosiła kradzież i włamanie na policję. Chłopak poszedł
        > siedzieć. Przez dwa miesiące marzył jak to się napije po wyjściu. Po trzech
        > miesiącach wyszedł. Od tamtej pory/10 lat/ nie pije.
        > Twojemu synowi, przez wzgląd na ciebie tez zycze kopa w tyłek który go
        >opamieta.

        Mysle,ze to najlepsze wyjscie.
        W Polsce podobnie jak w USA nie masz obowiazku trzymac dziecka powyzej 18 roku
        zycia w domu,choc gdy sie uczy musialabys go wspolnie z mezem utrzymywac.
        Wyrzucic go mozesz w kazdej chwili,a niech on wtedy stara sie o alimenty od
        Ciebie i ojca.
        Powod wyrzucenia moze tak prosty jak kradziez twoich pieniedzy,czy wynoszenie
        czegokolwiek twojego z domu.
        • vilejka Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 06.10.06, 10:12
          wyrzucić go może, ale czy nie jest tak,ze on na podstawie stałego zameldowania
          moze się domagać wpuszczenia go do domu w asyście policji?
          • scher Re: Mój prawie dorosły syn-moja porażka 06.10.06, 20:07
            vilejka napisała:

            > wyrzucić go może, ale czy nie jest tak,ze on na podstawie stałego
            > zameldowania moze się domagać wpuszczenia go do domu w asyście policji?

            Nie. Zameldowanie nie daje praw do przebywania w lokalu, jest tylko
            potwierdzeniem pobytu.

            Sz.
    • camel_3d wyprowadz sie... 19.10.06, 16:31
      a. nie wiem jaka jest twoja sytuacja finansowa.
      b. nie wiem czy pracujesz czy nie.

      ale chyba najlatwiej jest sie po prostu wyprowadzic... i zostawic syna w
      mieszkaniu samego. Sila nie moze sie z toba zameldowac.

      kurcze..jakbym czytal o moim koledze.. tylko ze on nie pazozytuje tak do konca.
      ma 30 lat i dopiero skonczyl studia. Zaczal prace ale za grosze, wiec pomaga mu
      matka. Wzgledem niej tez jest chamski, nawet przy mnie (az mi czasem glupio tak
      siedzeici i sluchac). do siostry tez byl chamski (al esie juz wyprowadzila).

      Trudno..jak n amoj gust to jedyne rozwiazanie to wyprowadzka.
      Moze jakiej mieszkanie socjalne? hmm..kurcze nie wiem jak to w Polsce wyglada.
      Tu bnie ma problemu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka