Nigdy nie mogłam pojąć o co chodzi w tym "obrażaniu uczuć" czy to
religijnych, czy to jakichkolwiek. Dzisiaj coś we mnie pękło. Oglądałam w tv
relację z pobytu Benedykta XVI i uświadomiłam sobie, że mam ochotę krzyczeć
przy zbliżeniach kamery filmującej twarze ludzkie (w tym twarz BXVI)
w momentach skupienia modlitewnego. I tak samo właściwie mam przy pokazywaniu
w tv twarzy w momentach jakichś nieszczęść, cierpienia...
Coraz bardziej odstaję od współczesności...