witam! od dawna zastanawiam się nad istotą bliskości w naszym życiu - a
konkretnie - dlaczego tak często jej unikamy? czy bliskość boli? czy unikamy
jej na skutek egoizmu czy strachu?
na przykład: poznaję kogoś nowego, płeć nie ma znaczenia. ;) widzę podobne
poglądy, nadajemy na tych samych falach. gadamy sobie o wszystkim, a w pewnym
momencie... ściana. nie możemy dotrzeć głębiej, wycofujemy się i stawiamy
wokół siebie jakiś niewidzialny mur.
ciekawi mnie, co o tym myślicie....