majeczka262
15.02.09, 13:07
Nie wiedziałam,czy moge tu napisać, ponieważ wiele z Was ma naprawdę
chore dzieci i jakoś sobie radzi,a moja córka ma niedoczynnośc
tarczycy(ktoś by powiedział,nic takiego,wielokrotnie to słyszę)a mi
jest ciężko.
Nie jest to kwestia trudności w chodzeniu,samodzielność,uczenia
się,bo z tym córka prawei nie ma problemu.
Jednak zmagam się z wysmiewaniem mego dziecka od grubasów,z
problemami na wf(waga ją ogranicza)z trzymaniem u niej diety
(rodzina,ani mąż mnie nie wspiera)z oskarżeniem środowiska,że tuczę
celowo swoje dziecko,a mi się płakać chce.
Już jestem zmęczona tłumaczeniem,że moje dziecko jest od urodzenia
chore,że od 2 roku zycia przyjmuje hormony i jest na dietach,że jest
pod kontrolą endokrynologa,że leki i dieta bedzie do końca życia,że
rokowania nie są pomyślne.
Dobrze,że przynajmniej wychowawczyni jest wyrozumiała i wytłumaczyła
dzieciom w klasie sytuację.
Nie wiem już jak tłumaczyć rodzinie,że to nie moje widzi mi się,że
ona nie może po prosru pewnych rzeczy jeść.Tłumaczę 100 razy,ale jak
grochemm o ścianę.
W zeszłym roku starałam się o zasiłek pelęgnacyjny,ale Pani mi
powiedziała,że jak nie waży 100kg to nie liczy się.
Moim zdaniem i tak za dużo waży przy wzrości 144cm 56kg,ma 8 lat.
Troszkę mi ulżyło jak wyrzuciłam to z siebie.
Może jest tu ktoś,kto się zmaga z tą chorobą?