Dodaj do ulubionych

"Kto jest kto" - sami o sobie

    • jfalek Re: "Kto jest kto" - sami o sobie 31.10.04, 14:44

      Ostanio "zdobyłem" dzięki uprzejmości rafost materiały o szaradzistach sprzed
      ładnych paru lat. Sa to wywiady prowadzone z nimi i sami mówią o sobie.

      Powklejam te wywiady więc tutaj, aby mogli się z nimi zapoznać i inni. Ale tak
      naprawdę mój cel jest inny, ten materiał jest wstępnie przygotowany do
      działu "Kto jest kto" na OPS.

      Dziś po kilkudziesięciu latach, skonfrontujmy to co sami pisali w r 1972, a tym
      co wiemy o nich teraz.
      Liczę na wasze uwagi, uzupełnienia, itd. Z tego mam nadzieję powstanie nowy
      materiał na OPS.
      Możecie pisać o nowych znanych wam faktach tutaj, na forum, lub proszę nadysłać
      materiały na moja pocztę, tu z gazety lub z OPS.
      Tym sposobem mam nadzieje uhonorujemy tych co już odeszli, a także tych co
      jeszcze działają w szardziarstwie, bo i tacy sa tu na liście.

      Ponadto apeluję do szaradzistów obecnych dzisiaj w szaradziarstwie. Napiszcie
      sami coś o sobie do tego działu. Jest tu was sporo których chetnie
      umieścilibyśmy w dziale "Kto jest kto". Dawniej czytelnicy domagali sie takich
      wywiadów i dostawali je, dzisiaj komercja zjada każde wolne miejsce na stronie
      czasopisma, lepiej umieścić reklamę i tyle.

      Czy musze wymieniać szaradzistów, nie zdołam zrobić tego dobrze, wiem o tym
      doskonale.
      Kto napisze krótka biografię o Sumerze Zbigniewie, najlepiej zrobił by to
      pewnie brat. A i sam Adam także powinien miec t swoje miejsce w dziale
      wspomnianym.
      Dawniej szaradzisci nie bali sie napisać coś o sobie (wywiad).

      Dlaczego reptar trzyma się w cieniu, sama znajomości Twych osiągnięc w
      środowisku szaradziarskim to za mało. Dotyczy to także innych. Co porabia
      dzisiaj Jurek Grzegorz? ;)
      Nastepni; Kuśmierek Wojciech, Kawałek Marek, Kobaka Ryszard, Mońka Bolesław,
      Oleszczyk Krzysztof, Nowoszewski Roman, Cwojdziński Jerzy, Murat Andrzej,
      Bieńkowski Bohdan (w Lublinie nie ma nikogo kto by potrafił to zrobić).

      Przepraszam, ale nie jestem wstanie wszystkich wymienić, zasługuje na to wielu,
      dlaczego nie piszecie o sobie, a jesli już nie o sobie (wasza sprawa), to o
      kolegach których zadania być może podziwialiście na progu waszych zmagń z
      szaradziarstwem. A także nadal współpracujecie z niektórymi. Może warto o nich
      napisać.

      A sami także moim zdaniem powinniście napisać o sobie, jeśli uważacie że
      powinniście znaleźć się na tej liście i jesteście taką osoba która jest opisana
      w wstępniku (bardzo ogólnie) do działu "Kto jest kto" na OPS.

      Zapraszam was do wpółtworzenia działu OPS - "Kto jest kto"
      Zostańcie redaktorami OPS. Każdy kto dostarcza tam materiały zostaje wopisany
      na liste członków redakcji.

      Pozdrawiam wszystkich

      Jędrzej

      P.S. W "Kalendarz Szaradzisty" z r. 1973 miały sie ukazać nastepne wywiady z
      szaradzistami z tamtego okresu. Byłbym wdzięczny gdybym mógł zdobyć skany
      tychże wywiadów.

      • jfalek Stanisław Sobolewski 31.10.04, 14:58

        Stanisław Sobolewski – „ESSE”

        „19 grudnia zmarł w wieku 70 lat STANISŁAW SOBOLEWSKI - „ESSE” (1917-1987)

        AS szaradziarskiej sztuki.

        "ESSE" magister inżynier chemik, elektryk, nauczyciel, miłośnik rozrywek
        umysłowych
        Pisał szarady i drobne formy, układał zadania diagramowe, był mistrzem
        rebusu, działaczem i teoretykiem szaradziarstwa.
        Nie tylko na łamach fachowych czasopism, lecz także w zwykłej towarzyskiej
        rozmowie jawił się jako niezrównany kalamburzysta. Czytelnikom będzie brakować
        świetnych rebusów, nam, szczycącym się przyjaźnią "Essego", będzie brakowało
        Jego niepowtarzalnej osobowości, witalności, humoru.”

        Skrót z >>"Sam na Sam" w 1 numerze 1988<<

        +++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

        Wrocławski "Rebus", nr 2 1988 (ale poślizg!) pisze:

        Ciężko jest Go żegnać.
        Można pocieszać się myślą, że nie odszedł wszystek, że pozostają po Nim Jego
        szczególne dokonania. Zostanie w pamięci czytelników autor błyskotliwych
        igraszek słownych, znakomitych rebusów, z których każde kryły w sobie jakąś
        mądrość.
        Ale są ludzie, których fizycznej obecności nic nie potrafi zastąpić. Do nich
        należał Staszek - dobry, bezgranicznie ofiarny przyjaciel. Wszyscy, którzy
        mieli szczęście z Nim przestawać, dobrze znali tę ofiarność, Jego nigdy nie
        zawodzącą obecność. Skłonny do entuzjazmu, życzliwy sukcesom cudzym - usuwał
        się na drugi plan. Wnosił pogodę ducha, zapał do tego, co się robi, serdeczną
        uwagę dla początkujących talentów.
        Był pełen afirmatywnego stosunku do twórczego życia. Ileż treści zawarł w
        hasłach rebusów w Rozmowie z okazji 70 rocznicy swoich urodzin. Pobrzmiewała w
        nich czasem nuta zwątpienia: - "Nam chyba jednak się życie śni" - i
        bezradności: - "Moc znika niby kamfora" - jakby przeczuwał zbliżający się
        koniec.
        ... Spoczął 30 grudnia 1987 roku na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.”
        Nieraz powoływaliście się na Niego drodzy forumowicze.

        Opracował - Zbi


        +++++++++++++++++++++++++++++++++++


        Poczytajmy co sam mówi o sobie w jednym z wywiadów.

        Urodziłem się jako Esse z chemicznymi zagadkami na ustach w r. 1946 w wieku 29
        lat. Studiowałem zapamiętale „Lilavati” i Śladami Pitagorasa”, później zajęły
        mnie szachy. Układałem i i nawet publikowałem zadania szachowe. W latach
        okupacji poznałem w czasie pobytu w Oświęcimiu inż. Jerzego Tyblewskiego.
        Rozrywki pozwalały nam zapomnieć o okropnościach otoczenia. Tam poznałem jego
        piękny rebus „Trzynastolecie niepodległości”.
        Po wyzwoleniu pracowałem w cukrowni, gdzie po okresie pokampanijnym było wiele
        czasu wolnego, zapełniałem go skutecznie układając kwadraty magiczne. Z tego
        okresu pochodzi rekordowy 8x8. Układałem też kombinatki i krzyżówki. Potem
        przyszła mania trianagramówek.
        Poprzez homonimy, kalambury i palindromy, szarady różnego rodzaju przeszedłem w
        końcu do rebusów i przy nich pozostałem, uważając je i dzisiaj za jedną z
        najciekawszych dziedzin szaradziarstwa, choć talentem rysunkowym nie obdarzyli
        mnie bogowie.
        Wymyśliłem cały szereg nowych typów zadań rozrywkowych, jak arcypitagoriada,
        rebus tarczowy, pętlicowy (z członem synonimicznym), grzebieniowy,,
        jednosytuacyjny, karuzelowy, logogryf szachowy, bikwadrat magiczny z
        dodatkowymi wyrazami po obu przekątnych każdego kwadratu... i cały szereg
        innych. W sumie skomponowałem około 5000 zadań z tego ukazało się drukiem ok.
        1000.
        Pracuję jako nauczyciel i staram się wśród młodzieży zaszczepić umiłowanie
        rozrywek umysłowych. Poza szaradziarstwem interesuje mnie elektrotechnika,
        fotografika, i turystyka. Nie stronię od filatelistyki, choć jest to już
        zupełnie co innego.

        >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<
      • jfalek Sylwester Lipiński 31.10.04, 15:00


        Sylwester Lipiński – „SLIP”

        Układam zadania diagramowe. Najbardziej cenie diakrostych który wymaga
        dużego wkładu pracy. (Oczywiście mam na myśli diakrostych ze średnią ilością
        liter co najmniej 8). Moim sukcesem był diakrostych, nota bene drukowany
        w „kalendarzu szaradzisty 1969 ze średnia 11 liter
        Rozrywkami umysłowymi pasjonowałem się od szesnastu od dziecka. Układam
        zadania od szesnastu lat Moje krzyżówki ukazywały się na łamach „Sztandaru
        Młodych”, „Trybyny Ludu”, Expresu Wieczornego”, Dziesięć lat temu ukazała się
        moja krzyżówka z dodatkowym hasłem w „Szaradziście”, I to pierwszej stronie!
        Jestem zwolennikiem trudnych zadań. Cieszę się, gdy znajdzie się wyraz,
        którego musze szukać w słowniku czy encyklopedii. Odnaleziony, zostanie na
        zawsze w pamięci. Dlatego też uważam, że w „Szaradziście powinny być drukowane
        tylko trudne, skomplikowane zadania.
        Za najmniej ambitne autorsko uważam ukośniki i krzyżówki liczbowe.
        Interesuje się również muzyką poważna. Jestem pracownikiem umysłowym, mam
        wykształcenie średnie.

        >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<
    • jfalek Alina Piotrowska 31.10.04, 14:48


      Alina Piotrowska – „Alina”

      Rebusy układam od dziesięciu lat, przeważnie nocą (marnie sypiam). Wpadnie do
      głowy jakieś słowo i tu następuje gimnastyka, co umieścić przed, co potem, aby
      powstało jakieś sensowne zdanie.
      Moja pracę traktuję jako rozrywkę, unikam w miarę możliwości w treści rebusów
      morałów, patosu. Staram się, aby hasło było przyjemne zabawne, żartobliwe.

      I tak uprawiam moje skromne poletko rebusowe, sadzę kwiatki, po których skaczą
      koniki polne, świerszcze, a przyświeca temu niezawodny bóg słońca RA. Rysuję
      sama – ukończyłam wyższe studia plastyczne. Rozwiązuję krzyżówki – to mi pomaga
      wyłowić jakiś ciekawy, oryginalny wyraz, który zamieniam w człon rebusowy.
      Lubię małe formy szaradziarskie – palindromy, homonimy, kalambury.
      Poza szardziarstwem pasjonuje mnie archeologia, właściwie lektura o
      wykopaliskach. Moim zdaniem, to zainteresowanie ma jakieś przewrotne
      skojarzenie z rebusami – archeolog ciężko pracuje przy odkopywaniu, a ja w
      trudzie i znoju zakopuję treść jakiegoś hasła wśród rebusowych członów, aby ją
      odnalazł Szanowny Czytelnik.

      >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<
      • jfalek Anna Rafińska 31.10.04, 14:50


        Anna Rafińska – „ARA”

        Moim ulubionym gatunkiem szaradziarskiej twórczości jest rebus. Tajemnice mego
        warsztatu są dosłownie tajemnicze, bo układam rebusy przeważnie w nocy, o ile
        nie mogę spać. Wybieram jakiś ciekawy człon. Napotkany przypadkowo podczas
        lektury, lub przychodzący znikąd i kombinuję w przód lub w tył, lub naokoło –
        wtedy powstaje oczywiście rebus kołowy. Rysunek nie nastręcza mi trudności –
        ukończyłam Akademie Sztuk Pięknych w Warszawie. Krzyżówki układam z
        konieczności, bo prasa w Bydgoszczy preferuje ten typ zadań.
        Najbardziej lubię rozwiązywać rebusy i szarady. Zwłaszcza „Kasty” „in illo
        tempore”. Łacina dodaje im cudownego smaczku i przenosi w dawne czasy. Te dwa
        typy zadań są moim zdaniem najbardziej twórcze. Reszta to wprawa, a czasem
        umiejętność stawiania domków z klocków, ale i takie zadania są potrzebne do
        gimnastyki umysłu.
        Moje zainteresowania to przede wszystkim podróże, zwiedzanie starożytności,
        archeologia. Pasjonuje się historią starożytną, religioznawstwem, sztuka ludów
        w prymitywach. Mam bogaty księgozbiór na te tematy, a każda nowa podróż pociąga
        za sobą nowe zakupy w księgarni. Wiosną 1971 r. wyfrunęłam do Azji Centralnej.
        Egipt mam za sobą.

        >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<
    • jfalek Józef Staneta 31.10.04, 14:51

      Józef Staneta – „JAMES”

      Jako szaradzista próbowałem swych sił w krzyżówkach, rebusach, szarada,
      drobnych formach literackich, kwadratach magicznych, rebusografach, a nawet
      diakrostychu. Najbardziej lubię jednak formy wierszowane – szarady.. Pierwszy
      ułożyłem numeriadę i arytmoszaradę
      Te dwie „wynalezione” przeze mnie pochodne szarady umożliwiają, moim
      zdaniem przerobienie każdego wiersza na zadanie szaradziarskie. Dla autora
      numeriady i artymoszarady punktem wyjścia jest temat. Po napisaniu wiersza
      należy dobrać rozwiązanie, które odpowiednio się szyfruje. Inne rodzaje szarad
      konstruuje się odwrotnie, rozpoczynając od rozwiązania, które rozbite na
      sprawdziany, sylaby, zamykamy w wierszu. Znajomość konstrukcji jest jednak
      nieprzydatna, gdy brak talentu poetyckiego. Bo, im ładniejszy wiersz, tym
      lepsza jest szarada.
      Moje zainteresowania szaradziarstwem sięgają czasów szkolnych. Debiut
      autorski przypada ma rok 1958. w „Szaradziście” moje prace ukazują się od
      siedmiu lat. Lubię wszystkie typy zadań. Największą przyjemność odnajduję w
      rozwiązywaniu tych najlepszych, najambitniejszych
      Poza szaradziarstwem z racji swego zawodu (jestem prawnikiem, pracuje
      jako prokurator) lubię czytać i oglądać na ekranie „kryminały”, lubię też
      muzykę, zbieram znaczki i pisze wierze dla dzieci oraz teksty piosenek i
      fraszki.



      >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<
    • jfalek Kazimierz Drwiła 31.10.04, 14:53

      Kazimierz Drwiła – „KADR”

      Rozrywki umysłowe interesowały mnie już w szkole podstawowej. Dużą
      zasługę w rozbudzeniu tych zainteresowań przypisuję ojcu, który często
      przynosił do domu różne zagadki ludowe. W szkole średniej wspólnie z kolegami
      rozwiązywałem krzyżówki i najrozmaitsze konkursy okolicznościowe w prasie
      codziennej i tygodniowej. Pewnego dnia, podczas przerwy na lekcjach kolega
      przybiegł z nowiną, że w kiosku znajduje się pismo, w którym jest ponad 20
      krzyżówek. Był to pierwszy numer „Szaradzisty”. Do końca matury ani razu nie
      wysłałem rozwiązań do redakcji, bo nigdy nie osiągnąłem wyznaczonego limitu
      zadań. Później, już na studiach, często wygrywałem bony książkowe, które
      początkowo przysyłano z pięknymi laurkami. Dwanaście lat temu po raz pierwszy
      wysłałem do redakcji kilka własnych krzyżówek. Nie ujrzały druku, radzono mi,
      aby wzorował się na pracach takich autorów, jak „Krawant”, „Esse”, „Lar”. Kilka
      lat później wysłałem diakrostychy które zostały zakwalifikowane do druku.
      Lubię układać zadania trudne – a mianowicie diakrostychy
      (neodiakrostych jest, moim zdaniem, o wiele łatwiejszy do ułożenia), krzyżówki
      z szyfrem, paraanagramówki. Uważam, że jedyna receptą na ułożenie dobrego
      zadania jest przysłowiowa mrówcza praca. Do tego nieodzowne jest zamiłowanie,
      pozwala ono wielokrotnie wracać do rozpoczętego zadania, oraz szczypta talentu.
      Rozwiązywać lubię rebusy, rebusografy, oraz inne ciekawe zadania, poza
      krzyżówkami. Uważam że klasyczna krzyżówka jest zadaniem tak powszechnym w
      naszej krajowej prasie, iż szkoda na nią miejsca w pismach specjalistycznych.
      Inne zainteresowania to: turystyka krajowa i zagraniczna, filatelistyka.
      Kolekcjonuję poza tym albumy z kolorowymi reprodukcjami malarstwa polskiego i
      obcego.
      Jestem historykiem. Pracuję jako wychowawca-wykładowca na uniwersytecie
      ludowym ZMS

      > ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<
    • jfalek Marek Penszko 31.10.04, 14:55

      Marek Penszko – „HARUM”

      Jest studentem Politechniki warszawskiej, (r.1972). Moim ulubionym zadaniem
      jest krzyżówka, zajmuję się niemal wyłącznie układaniem tego typu zadań.
      Pracuję w wolnych chwilach, traktując szaradziarstwo jako przyjemny i
      pożyteczny relaks, dający wiele satysfakcji. Układam według ogólnie przyjętych
      zasad, starając się umieszczać wyrazy ciekawe, nie banalne, dbając o dobry
      poziom szaradziarski i staranne opracowanie graficzne.
      Jako czytelnik związany jestem z szaradziarstwem od wielu lat. Natomiast
      pierwsze autorskie miały miejsce cztery lata temu. Skłoniła mnie do tego chęć
      wypróbowania własnych sił na tym polu, oraz potrzeba wypełnienia czasu podczas
      długiej choroby.
      Poza krzyżówkami cenię i lubię rebusy i drobne formy literackie. Obok
      szaradziarstwa pasjonuję się filmem animowanym; jestem członkiem klubu
      filmowego. Interesuje mnie również muzyka i sport.

      >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<
    • jfalek Ryszard Wysocki 31.10.04, 14:56

      Ryszard Wysocki – „WINCJUSZ”

      Najbardziej lubię układać krzyżówki i diakrostychy. Jednym z moich
      zainteresowań jest poezja. Często czytając jakiś piękny wiersz, nie mogę oprzeć
      się pokusie, aby „zrobić” z niego diakrostych – jeśli oczywiście nadaje się do
      ułożenia. Tzn., nie zawiera zbyt wiele „trudnych” liter: ą, ę ń, ś, itp.
      Przygotowuję sobie coś w rodzaju kaszty drukarskiej rozbijając tekst wiersza na
      spółgłoski i samogłoski. Ułatwia mi to bardzo pracę, gdyż w trakcie dobierania
      wyrazów pomocniczych kontroluję, ile użyłem samogłosek a ile spółgłosek.
      Ułatwieniem pracy jest również ustalenie, które litery wyrazów pomocniczych
      powinny utworzyć pierwszą część rozwiązania, a następnie przeliczam ilość
      liter, aby określić ilu literowe, przeciętne, będą wyrazy pomocnicze. Po tych
      zabiegach wstępnych przystępuję do właściwej pracy – układania wyrazów
      pomocniczych. Na początku staram się wykorzystać
      Wszystkie trudne litery układając, w miarę możliwości, wyrazy rzadziej
      spotykane w diakrostychach. Korzystam z różnego rodzaju pomocy naukowych –
      encyklopedii, słowników, atlasów. (Moja domowa biblioteka zawiera wydawnictwa
      encyklopedyczne, słowniki oraz literaturę piękną.
      A krzyżówki? Jestem zwolennikiem krzyżówki nowoczesnej, przerywnikowej,
      gdyż ona pozwala na używanie ciekawych terminów. Każda ułożona krzyżówka jest
      odzwierciedleniem moich zainteresowań. Wprowadzam więc do diagramów terminy z
      literatury, muzyki, teatru. Najwięcej czasu pochłaniają mi definicje – ambicja
      nie pozwala mi na umieszczanie stereotypowych określeń, stąd kłopoty.
      Z szaradziarstwem zetknąłem się w 1963 r. przypadkowo, dostrzegając w
      kiosku „Rozrywkę”. Początkowo rozwiązywałem tylko krzyżówki, potem ktoś mi
      odkrył tajemnice szarady, rebusu... I tak to się zaczęło. Po kilku latach
      spostrzegłem że „Rozrywka” jest dla mnie zbyt łatwa, aby wynosił pełną
      satysfakcję z rozwiązywania zamieszczanych tam prac. Stałem się
      czytelnikiem „Szaradzisty” i „Krzyżówki”. Początki były trudne – nie mogłem
      rozwiązać ani jednego zadania, upór jednak pomógł.
      Poza literaturą i muzyka, wielka moja pasja jest teatr. A już
      kompletnego bzika mam na tle szachów. Jestem członkiem klubu szachowego – gram
      z wielka przyjemnością i z umiarkowanymi sukcesem.
      Co prawda legitymuję się tytułem technika –włókiennika, lecz ukończyłem też
      Studium Bibliotekarskie w Jarocinie i pracuje jako bibliotekarz w jednej z
      warszawskich bibliotek.

      >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<
    • jfalek Sławomir Foflasiński 31.10.04, 14:57

      Sławomir Folfasiński – „SWAN”

      Tak jak w dzieciństwie, szaradziarstwo było moja pasją podczas studiów na
      wydziale humanistycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, który ukończyłem,
      uzyskując tytuł magistra filologii polskiej, a następnie w okresie pracy
      zawodowej, jestem zaś dziennikarzem.
      W swej szaradziarskiej działalności wyodrębnić mogę trzy kierunki:
      rozwiązywanie zadań, ich układanie, oraz szperactwo i wyszukiwanie zapomnianych
      materiałów, różnego rodzaju zadań, dziwolągów językowych, ciekawostek, opinii i
      sądów o szaradach i szaradziarstwie.
      Kiedyś gustowałem w krzyżówkach i wirówkach, obecnie publikuję szarady –
      preferuje literacką szaradę – quiz i drobiazgi: homonimy, palindromy,
      kalambury. Największą jednak przyjemność sprawia mi wędrówka ścieżkami arcymaga
      Tuwima, grzebanina w szpargałach, pogoń za szaradziarskimi ciekawostkami,
      wychwytywanie zagadkarskich okruchów z utworów mistrzów pióra.
      Wydaje mi się, ze choć wiele zrobiono w zakresie pogłębiania wiedzy o
      szaradziarstwie, czeka badaczy tego zagadnienia ogromny trud, ale i zrazem
      satysfakcja, radość dokonania nowych, być może nawet rewelacyjnych odkryć z
      przeszłości rozrywek umysłowych.
      Poczynania, o których mowa podnoszą rolę szaradziarstwa i ten krąg
      zapisów kulturowych wprowadzają do literatury polskiej, A, ze zgłębienie
      tajników szaradziarskiej sztuki jest czymś więcej jak hobby, mogą najlepiej
      zaświadczyć poszukiwania i studia, prowadzone przez badaczy piśmiennictwa tej
      miary co prof. Julian Krzyżanowski.
      Jak pracuję? Gdy natrafiam, i to nieraz przypadkowo na notatkę o
      zagadkach, sprawą tą się zainteresowuję. Podejmuje badania, które nie należą do
      łatwych. Prowadząc je, niejednokrotnie przewertowuję, poznaję obszerną
      literaturę przedmiotu, szukam źródeł, nieraz trudno dostępnych. Podobnie jak w
      innych badaniach, zagadnienia rodzą zagadnienia: ślad informacji prowadzi do
      źródła, ale – nieraz – do dalszych zapisów. Dopiero jednak dotarcie do sedna
      sprawy, odnalezienie poszukiwanego tekstu daje pełne zadowolenie, stanowiące
      nagrodę za podjęty trud.
      Poza szaradziarstwem żywo interesuję się archiwaliami, teatrem (o
      telewizjo, cóżeś ty za pani, że tak bardzo zniechęcasz do siebie nawet ludzi,
      którym jesteś bliska), słownikarstwem, bridżem.

      >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<
    • jfalek Tadeusz Kamiński 31.10.04, 15:01


      Tadeusz Kamiński – „MAKAT”

      Jest z zawodu elektronikiem, Ulubionym gatunkiem twórczości
      szaradziarskiej był i jest dla mnie rebus – zagdaka najbardziej chyba zwarta,
      enigmatyczna, a zarazem pełna zwodniczej prostoty. Moje rebusy powstają
      najczęściej przypadkowo, jako fragmenty kojarzonych w przelocie słów. Później
      zostaje szlifowanie, choć czeka je długie odleżenie w notesie.
      Z szaradziarstwem zetknąłem po raz pierwszy w szkole średniej.
      Siedziałem wówczas w ostatniej ławce, w bardzo korzystnym dla szaradziarstwa
      miejscu, które umożliwiło mi debiut na łamach „Szaradzisty” w 1962 r.
      Poza rebusem cenie sobie wszelkie formy literackie; głównie szarady i
      palindromy

      >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<
    • jfalek Teresa Weyssenhoff 31.10.04, 15:03

      Teresa Wessenhoff – „TE-WU”, „CHLORIS”

      Wykształcenie, tak się złożyło że wyższe, ekonomiczne, choć to według mnie, nie
      ma specjalnego wpływu na proces pisania. Tajemnic warsztatowych właściwie nie
      posiadam. Ot! Zwoje mózgowe, kartka i długopis, trochę skupienia... i temat z
      wyboru. Z szaradziarstwem związana jestem od dziesięciu lat. O początku
      zadecydował wyłącznie przypadek i ciekawość praktycznego poznania formy,
      wówczas absolutnie mi nieznanej.
      Uznaje wyłącznie szaradę. Wiersz w szaradzie, bez względu na formę czy
      klasyczną, czy też nowocześniejszą (w granicach rozsądku, a nie sensu) powinien
      być odmierzony metrometrem. Nie chodzi tu bynajmniej o monotonię, o
      jednostajność, ale o śpiewność i rytm. A decyduje nie tylko zsynchronizowana
      ilość zgłosek, lecz również dobór słów, określeń, porównań. Niemała role w
      muzycznym efekcie dobrej szarady grają rymy. No cóż! Zła
      tradycja „częstochowski” rymów nie należy w naszym szaradziarstwie do
      rzadkości, niestety. Obok niej, jako jeden z kardynalnych grzechów należy
      wymienić także banalność, konsekwencję akceptacji twórczej łatwizny.
      Autor szarady powinien być takim samym twórcą, jak autor czystej poezji, przez
      duże „P”. Powinien mieć świadomość, że jest popularyzatorem jakiejś myśli,
      ujętej w artystyczna formę rozrywki. A co za tym idzie, powinien mieć poczucie
      pewnej odpowiedzialności społecznej za to co pisze.
      Zainteresowania poza szaradziarstwie – odpowiem krótko: praca twórcza, niestety
      ograniczona pracą zawodową. Mimo to, na tym polu mogę odnotować trzy
      wydania „Ojczyzny z wyboru”, której akcja toczy się na Madagaskarze, a główna
      postacią jest O. Beyzym, twórca schroniska dla trędowatych, oraz dwutomowa
      powieść o Beethovenie pt. „Quasi una fantasia”. Z innych form należałoby może
      wspomnieć poemat historyczno-filozoficzny, który ukazał się na łamach „Życia i
      Myśli”.

      >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<
    • jfalek Wiesław Koński 31.10.04, 15:05

      Wiesław Koński – „WIE-K”
      Jestem technikiem-chemikiem, pracuję w kombinacie płockim. Z
      szaradziarstwem zetknąłem się przed dziewięcioma laty, w technikum. Pierwsza
      krzyżówka ułożona przeze mnie została wydrukowana pięć lat temu.
      W „Szaradziście” zadebiutowałem dopiero w 1969 r. Jestem uczniem „Murarza”,
      poznałem go i korespondencyjnie, on to udzielił mi najcenniejszych wskazówek.
      Lubię zadania z szyfrem oraz bliźniaki. Wprowadziłem do tego typu zadań
      poważne utrudnienie; są one tematyczne. Nie specjalizuje się w jednym typie
      zadania. Staram się układać różne, co daje mi niemałą satysfakcję.
      Wydaje mi się, że oprócz dużej pracowitości samozaparcia – podstawą
      sukcesów autora jest duży księgozbiór wydawnictw encyklopedycznych i słowników.
      Interesuje się także filmem, jestem członkiem dyskusyjnego klubu filmowego.

      >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<
    • jfalek Witold Olszewski 31.10.04, 15:06

      Witold Olszewski – „WIOL”. „ASTERION”

      Ulubionym przeze mnie zdaniem jest rebus. Czysty technicznie, miły w
      brzmieniu, o niebanalnym tekście rozwiązania, a najlepiej lekko-żartobliwym,
      ubrany w ładną szatę graficzną.
      „Tajemnic warsztatu nie mam”. Trzeba dużo czytać, interesować się
      prawie wszystkim mieć dar bystrej obserwacji życia, otoczenia. Nad rebusem nie
      trzeba siedzieć, żeby go ułożyć. To byłoby nierozsądne. Rebusy tworzy dzień
      powszedni nie całe od razu, ale każdy następny dzień, tydzień sam dokłada to,
      czego brakował, i rebus gotowy. Wtedy
      tylko siąść i rysować, ale tu zjawia się mój wróg – BRAK CZASU – a do szaty
      graficznej przywiązuję dużą wagę.
      Szaradziarstwem zacząłem się zajmować bardzo wcześnie, bo już w 4
      klasie szkoły podstawowej. Pierwsze moje rebusiki wydrukowała na
      łamach „Płomyk”. „Szaradzista” był wtedy dla mnie za trudnym pismem. Dopiero
      jako uczeń technikum rozpocząłem współpracę z „Szaradzistą”. Poza rebusami
      lubię bardzo wszelkie zadania logiczne, oraz szarady.
      Z racji swego zawodu, jestem inżynierem architektem, pasjonuję się
      architekturą nowoczesną. A poza tym turystyka, sportem, fotografika, filmem,
      muzyka, literatura polską i obca i ... trzyletnim synkiem Pawłem.

      >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<

    • jfalek Zofia Eiblowa 31.10.04, 15:07

      Zofia Eiblowa – „TRYTON”

      Dzieciństwo i młode lata siedziałam w Krakowie, w środowisku literackim
      i dziennikarskim. Ojciec mój był przez czterdzieści lat naczelnym
      redaktorem „Naprzodu”. Nic więc dziwnego, że zawód dziennikarki zwabił mnie ku
      sobie. Studiowałam polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie uzyskałam
      tytuł magistra oraz dyplom nauczycielski. W latach międzywojennych
      Drukowałam często w „Naprzodzie” pod pseudonimami, wierszyki satyryczne,
      skierowane przeciw sanacji. Od blisko piętnastu lat układam fraszki homonimowe,
      anagramowe, palindromy, kalambury, ariady i szarady. (Dlatego też mój sławny)
      kolega Jan Sztaudynger zwykł był nazywać mnie o zagadkowa Zosia) W ciągu
      ostatnich lat przeżyłam kolejno utratę całej najbliższej rodziny i gdyby nie
      układanie zadań w czasie bezsennych nocy, nie wiem, czy potrafiłabym przetrwać
      te smutne lata.
      Jak pracuję? W nocy pierwszy rzut pomysłu, w ciągu dnia szlifowanie formy i
      szczegółów. Najchętniej natomiast rozwiązuje krzyżówki. Inne moje
      zainteresowania dotyczą telewizji. Piszę na ten temat dp prasy Wybrzeża i
      często mi drukują


      >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<<

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka