jfalek Re: "Kto jest kto" - sami o sobie 31.10.04, 14:44 Ostanio "zdobyłem" dzięki uprzejmości rafost materiały o szaradzistach sprzed ładnych paru lat. Sa to wywiady prowadzone z nimi i sami mówią o sobie. Powklejam te wywiady więc tutaj, aby mogli się z nimi zapoznać i inni. Ale tak naprawdę mój cel jest inny, ten materiał jest wstępnie przygotowany do działu "Kto jest kto" na OPS. Dziś po kilkudziesięciu latach, skonfrontujmy to co sami pisali w r 1972, a tym co wiemy o nich teraz. Liczę na wasze uwagi, uzupełnienia, itd. Z tego mam nadzieję powstanie nowy materiał na OPS. Możecie pisać o nowych znanych wam faktach tutaj, na forum, lub proszę nadysłać materiały na moja pocztę, tu z gazety lub z OPS. Tym sposobem mam nadzieje uhonorujemy tych co już odeszli, a także tych co jeszcze działają w szardziarstwie, bo i tacy sa tu na liście. Ponadto apeluję do szaradzistów obecnych dzisiaj w szaradziarstwie. Napiszcie sami coś o sobie do tego działu. Jest tu was sporo których chetnie umieścilibyśmy w dziale "Kto jest kto". Dawniej czytelnicy domagali sie takich wywiadów i dostawali je, dzisiaj komercja zjada każde wolne miejsce na stronie czasopisma, lepiej umieścić reklamę i tyle. Czy musze wymieniać szaradzistów, nie zdołam zrobić tego dobrze, wiem o tym doskonale. Kto napisze krótka biografię o Sumerze Zbigniewie, najlepiej zrobił by to pewnie brat. A i sam Adam także powinien miec t swoje miejsce w dziale wspomnianym. Dawniej szaradzisci nie bali sie napisać coś o sobie (wywiad). Dlaczego reptar trzyma się w cieniu, sama znajomości Twych osiągnięc w środowisku szaradziarskim to za mało. Dotyczy to także innych. Co porabia dzisiaj Jurek Grzegorz? ;) Nastepni; Kuśmierek Wojciech, Kawałek Marek, Kobaka Ryszard, Mońka Bolesław, Oleszczyk Krzysztof, Nowoszewski Roman, Cwojdziński Jerzy, Murat Andrzej, Bieńkowski Bohdan (w Lublinie nie ma nikogo kto by potrafił to zrobić). Przepraszam, ale nie jestem wstanie wszystkich wymienić, zasługuje na to wielu, dlaczego nie piszecie o sobie, a jesli już nie o sobie (wasza sprawa), to o kolegach których zadania być może podziwialiście na progu waszych zmagń z szaradziarstwem. A także nadal współpracujecie z niektórymi. Może warto o nich napisać. A sami także moim zdaniem powinniście napisać o sobie, jeśli uważacie że powinniście znaleźć się na tej liście i jesteście taką osoba która jest opisana w wstępniku (bardzo ogólnie) do działu "Kto jest kto" na OPS. Zapraszam was do wpółtworzenia działu OPS - "Kto jest kto" Zostańcie redaktorami OPS. Każdy kto dostarcza tam materiały zostaje wopisany na liste członków redakcji. Pozdrawiam wszystkich Jędrzej P.S. W "Kalendarz Szaradzisty" z r. 1973 miały sie ukazać nastepne wywiady z szaradzistami z tamtego okresu. Byłbym wdzięczny gdybym mógł zdobyć skany tychże wywiadów. Odpowiedz Link
jfalek Stanisław Sobolewski 31.10.04, 14:58 Stanisław Sobolewski – „ESSE” „19 grudnia zmarł w wieku 70 lat STANISŁAW SOBOLEWSKI - „ESSE” (1917-1987) AS szaradziarskiej sztuki. "ESSE" magister inżynier chemik, elektryk, nauczyciel, miłośnik rozrywek umysłowych Pisał szarady i drobne formy, układał zadania diagramowe, był mistrzem rebusu, działaczem i teoretykiem szaradziarstwa. Nie tylko na łamach fachowych czasopism, lecz także w zwykłej towarzyskiej rozmowie jawił się jako niezrównany kalamburzysta. Czytelnikom będzie brakować świetnych rebusów, nam, szczycącym się przyjaźnią "Essego", będzie brakowało Jego niepowtarzalnej osobowości, witalności, humoru.” Skrót z >>"Sam na Sam" w 1 numerze 1988<< +++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++ Wrocławski "Rebus", nr 2 1988 (ale poślizg!) pisze: Ciężko jest Go żegnać. Można pocieszać się myślą, że nie odszedł wszystek, że pozostają po Nim Jego szczególne dokonania. Zostanie w pamięci czytelników autor błyskotliwych igraszek słownych, znakomitych rebusów, z których każde kryły w sobie jakąś mądrość. Ale są ludzie, których fizycznej obecności nic nie potrafi zastąpić. Do nich należał Staszek - dobry, bezgranicznie ofiarny przyjaciel. Wszyscy, którzy mieli szczęście z Nim przestawać, dobrze znali tę ofiarność, Jego nigdy nie zawodzącą obecność. Skłonny do entuzjazmu, życzliwy sukcesom cudzym - usuwał się na drugi plan. Wnosił pogodę ducha, zapał do tego, co się robi, serdeczną uwagę dla początkujących talentów. Był pełen afirmatywnego stosunku do twórczego życia. Ileż treści zawarł w hasłach rebusów w Rozmowie z okazji 70 rocznicy swoich urodzin. Pobrzmiewała w nich czasem nuta zwątpienia: - "Nam chyba jednak się życie śni" - i bezradności: - "Moc znika niby kamfora" - jakby przeczuwał zbliżający się koniec. ... Spoczął 30 grudnia 1987 roku na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.” Nieraz powoływaliście się na Niego drodzy forumowicze. Opracował - Zbi +++++++++++++++++++++++++++++++++++ Poczytajmy co sam mówi o sobie w jednym z wywiadów. Urodziłem się jako Esse z chemicznymi zagadkami na ustach w r. 1946 w wieku 29 lat. Studiowałem zapamiętale „Lilavati” i Śladami Pitagorasa”, później zajęły mnie szachy. Układałem i i nawet publikowałem zadania szachowe. W latach okupacji poznałem w czasie pobytu w Oświęcimiu inż. Jerzego Tyblewskiego. Rozrywki pozwalały nam zapomnieć o okropnościach otoczenia. Tam poznałem jego piękny rebus „Trzynastolecie niepodległości”. Po wyzwoleniu pracowałem w cukrowni, gdzie po okresie pokampanijnym było wiele czasu wolnego, zapełniałem go skutecznie układając kwadraty magiczne. Z tego okresu pochodzi rekordowy 8x8. Układałem też kombinatki i krzyżówki. Potem przyszła mania trianagramówek. Poprzez homonimy, kalambury i palindromy, szarady różnego rodzaju przeszedłem w końcu do rebusów i przy nich pozostałem, uważając je i dzisiaj za jedną z najciekawszych dziedzin szaradziarstwa, choć talentem rysunkowym nie obdarzyli mnie bogowie. Wymyśliłem cały szereg nowych typów zadań rozrywkowych, jak arcypitagoriada, rebus tarczowy, pętlicowy (z członem synonimicznym), grzebieniowy,, jednosytuacyjny, karuzelowy, logogryf szachowy, bikwadrat magiczny z dodatkowymi wyrazami po obu przekątnych każdego kwadratu... i cały szereg innych. W sumie skomponowałem około 5000 zadań z tego ukazało się drukiem ok. 1000. Pracuję jako nauczyciel i staram się wśród młodzieży zaszczepić umiłowanie rozrywek umysłowych. Poza szaradziarstwem interesuje mnie elektrotechnika, fotografika, i turystyka. Nie stronię od filatelistyki, choć jest to już zupełnie co innego. >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Sylwester Lipiński 31.10.04, 15:00 Sylwester Lipiński – „SLIP” Układam zadania diagramowe. Najbardziej cenie diakrostych który wymaga dużego wkładu pracy. (Oczywiście mam na myśli diakrostych ze średnią ilością liter co najmniej 8). Moim sukcesem był diakrostych, nota bene drukowany w „kalendarzu szaradzisty 1969 ze średnia 11 liter Rozrywkami umysłowymi pasjonowałem się od szesnastu od dziecka. Układam zadania od szesnastu lat Moje krzyżówki ukazywały się na łamach „Sztandaru Młodych”, „Trybyny Ludu”, Expresu Wieczornego”, Dziesięć lat temu ukazała się moja krzyżówka z dodatkowym hasłem w „Szaradziście”, I to pierwszej stronie! Jestem zwolennikiem trudnych zadań. Cieszę się, gdy znajdzie się wyraz, którego musze szukać w słowniku czy encyklopedii. Odnaleziony, zostanie na zawsze w pamięci. Dlatego też uważam, że w „Szaradziście powinny być drukowane tylko trudne, skomplikowane zadania. Za najmniej ambitne autorsko uważam ukośniki i krzyżówki liczbowe. Interesuje się również muzyką poważna. Jestem pracownikiem umysłowym, mam wykształcenie średnie. >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Alina Piotrowska 31.10.04, 14:48 Alina Piotrowska – „Alina” Rebusy układam od dziesięciu lat, przeważnie nocą (marnie sypiam). Wpadnie do głowy jakieś słowo i tu następuje gimnastyka, co umieścić przed, co potem, aby powstało jakieś sensowne zdanie. Moja pracę traktuję jako rozrywkę, unikam w miarę możliwości w treści rebusów morałów, patosu. Staram się, aby hasło było przyjemne zabawne, żartobliwe. I tak uprawiam moje skromne poletko rebusowe, sadzę kwiatki, po których skaczą koniki polne, świerszcze, a przyświeca temu niezawodny bóg słońca RA. Rysuję sama – ukończyłam wyższe studia plastyczne. Rozwiązuję krzyżówki – to mi pomaga wyłowić jakiś ciekawy, oryginalny wyraz, który zamieniam w człon rebusowy. Lubię małe formy szaradziarskie – palindromy, homonimy, kalambury. Poza szardziarstwem pasjonuje mnie archeologia, właściwie lektura o wykopaliskach. Moim zdaniem, to zainteresowanie ma jakieś przewrotne skojarzenie z rebusami – archeolog ciężko pracuje przy odkopywaniu, a ja w trudzie i znoju zakopuję treść jakiegoś hasła wśród rebusowych członów, aby ją odnalazł Szanowny Czytelnik. >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Anna Rafińska 31.10.04, 14:50 Anna Rafińska – „ARA” Moim ulubionym gatunkiem szaradziarskiej twórczości jest rebus. Tajemnice mego warsztatu są dosłownie tajemnicze, bo układam rebusy przeważnie w nocy, o ile nie mogę spać. Wybieram jakiś ciekawy człon. Napotkany przypadkowo podczas lektury, lub przychodzący znikąd i kombinuję w przód lub w tył, lub naokoło – wtedy powstaje oczywiście rebus kołowy. Rysunek nie nastręcza mi trudności – ukończyłam Akademie Sztuk Pięknych w Warszawie. Krzyżówki układam z konieczności, bo prasa w Bydgoszczy preferuje ten typ zadań. Najbardziej lubię rozwiązywać rebusy i szarady. Zwłaszcza „Kasty” „in illo tempore”. Łacina dodaje im cudownego smaczku i przenosi w dawne czasy. Te dwa typy zadań są moim zdaniem najbardziej twórcze. Reszta to wprawa, a czasem umiejętność stawiania domków z klocków, ale i takie zadania są potrzebne do gimnastyki umysłu. Moje zainteresowania to przede wszystkim podróże, zwiedzanie starożytności, archeologia. Pasjonuje się historią starożytną, religioznawstwem, sztuka ludów w prymitywach. Mam bogaty księgozbiór na te tematy, a każda nowa podróż pociąga za sobą nowe zakupy w księgarni. Wiosną 1971 r. wyfrunęłam do Azji Centralnej. Egipt mam za sobą. >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Józef Staneta 31.10.04, 14:51 Józef Staneta – „JAMES” Jako szaradzista próbowałem swych sił w krzyżówkach, rebusach, szarada, drobnych formach literackich, kwadratach magicznych, rebusografach, a nawet diakrostychu. Najbardziej lubię jednak formy wierszowane – szarady.. Pierwszy ułożyłem numeriadę i arytmoszaradę Te dwie „wynalezione” przeze mnie pochodne szarady umożliwiają, moim zdaniem przerobienie każdego wiersza na zadanie szaradziarskie. Dla autora numeriady i artymoszarady punktem wyjścia jest temat. Po napisaniu wiersza należy dobrać rozwiązanie, które odpowiednio się szyfruje. Inne rodzaje szarad konstruuje się odwrotnie, rozpoczynając od rozwiązania, które rozbite na sprawdziany, sylaby, zamykamy w wierszu. Znajomość konstrukcji jest jednak nieprzydatna, gdy brak talentu poetyckiego. Bo, im ładniejszy wiersz, tym lepsza jest szarada. Moje zainteresowania szaradziarstwem sięgają czasów szkolnych. Debiut autorski przypada ma rok 1958. w „Szaradziście” moje prace ukazują się od siedmiu lat. Lubię wszystkie typy zadań. Największą przyjemność odnajduję w rozwiązywaniu tych najlepszych, najambitniejszych Poza szaradziarstwem z racji swego zawodu (jestem prawnikiem, pracuje jako prokurator) lubię czytać i oglądać na ekranie „kryminały”, lubię też muzykę, zbieram znaczki i pisze wierze dla dzieci oraz teksty piosenek i fraszki. >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Kazimierz Drwiła 31.10.04, 14:53 Kazimierz Drwiła – „KADR” Rozrywki umysłowe interesowały mnie już w szkole podstawowej. Dużą zasługę w rozbudzeniu tych zainteresowań przypisuję ojcu, który często przynosił do domu różne zagadki ludowe. W szkole średniej wspólnie z kolegami rozwiązywałem krzyżówki i najrozmaitsze konkursy okolicznościowe w prasie codziennej i tygodniowej. Pewnego dnia, podczas przerwy na lekcjach kolega przybiegł z nowiną, że w kiosku znajduje się pismo, w którym jest ponad 20 krzyżówek. Był to pierwszy numer „Szaradzisty”. Do końca matury ani razu nie wysłałem rozwiązań do redakcji, bo nigdy nie osiągnąłem wyznaczonego limitu zadań. Później, już na studiach, często wygrywałem bony książkowe, które początkowo przysyłano z pięknymi laurkami. Dwanaście lat temu po raz pierwszy wysłałem do redakcji kilka własnych krzyżówek. Nie ujrzały druku, radzono mi, aby wzorował się na pracach takich autorów, jak „Krawant”, „Esse”, „Lar”. Kilka lat później wysłałem diakrostychy które zostały zakwalifikowane do druku. Lubię układać zadania trudne – a mianowicie diakrostychy (neodiakrostych jest, moim zdaniem, o wiele łatwiejszy do ułożenia), krzyżówki z szyfrem, paraanagramówki. Uważam, że jedyna receptą na ułożenie dobrego zadania jest przysłowiowa mrówcza praca. Do tego nieodzowne jest zamiłowanie, pozwala ono wielokrotnie wracać do rozpoczętego zadania, oraz szczypta talentu. Rozwiązywać lubię rebusy, rebusografy, oraz inne ciekawe zadania, poza krzyżówkami. Uważam że klasyczna krzyżówka jest zadaniem tak powszechnym w naszej krajowej prasie, iż szkoda na nią miejsca w pismach specjalistycznych. Inne zainteresowania to: turystyka krajowa i zagraniczna, filatelistyka. Kolekcjonuję poza tym albumy z kolorowymi reprodukcjami malarstwa polskiego i obcego. Jestem historykiem. Pracuję jako wychowawca-wykładowca na uniwersytecie ludowym ZMS > ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Marek Penszko 31.10.04, 14:55 Marek Penszko – „HARUM” Jest studentem Politechniki warszawskiej, (r.1972). Moim ulubionym zadaniem jest krzyżówka, zajmuję się niemal wyłącznie układaniem tego typu zadań. Pracuję w wolnych chwilach, traktując szaradziarstwo jako przyjemny i pożyteczny relaks, dający wiele satysfakcji. Układam według ogólnie przyjętych zasad, starając się umieszczać wyrazy ciekawe, nie banalne, dbając o dobry poziom szaradziarski i staranne opracowanie graficzne. Jako czytelnik związany jestem z szaradziarstwem od wielu lat. Natomiast pierwsze autorskie miały miejsce cztery lata temu. Skłoniła mnie do tego chęć wypróbowania własnych sił na tym polu, oraz potrzeba wypełnienia czasu podczas długiej choroby. Poza krzyżówkami cenię i lubię rebusy i drobne formy literackie. Obok szaradziarstwa pasjonuję się filmem animowanym; jestem członkiem klubu filmowego. Interesuje mnie również muzyka i sport. >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Ryszard Wysocki 31.10.04, 14:56 Ryszard Wysocki – „WINCJUSZ” Najbardziej lubię układać krzyżówki i diakrostychy. Jednym z moich zainteresowań jest poezja. Często czytając jakiś piękny wiersz, nie mogę oprzeć się pokusie, aby „zrobić” z niego diakrostych – jeśli oczywiście nadaje się do ułożenia. Tzn., nie zawiera zbyt wiele „trudnych” liter: ą, ę ń, ś, itp. Przygotowuję sobie coś w rodzaju kaszty drukarskiej rozbijając tekst wiersza na spółgłoski i samogłoski. Ułatwia mi to bardzo pracę, gdyż w trakcie dobierania wyrazów pomocniczych kontroluję, ile użyłem samogłosek a ile spółgłosek. Ułatwieniem pracy jest również ustalenie, które litery wyrazów pomocniczych powinny utworzyć pierwszą część rozwiązania, a następnie przeliczam ilość liter, aby określić ilu literowe, przeciętne, będą wyrazy pomocnicze. Po tych zabiegach wstępnych przystępuję do właściwej pracy – układania wyrazów pomocniczych. Na początku staram się wykorzystać Wszystkie trudne litery układając, w miarę możliwości, wyrazy rzadziej spotykane w diakrostychach. Korzystam z różnego rodzaju pomocy naukowych – encyklopedii, słowników, atlasów. (Moja domowa biblioteka zawiera wydawnictwa encyklopedyczne, słowniki oraz literaturę piękną. A krzyżówki? Jestem zwolennikiem krzyżówki nowoczesnej, przerywnikowej, gdyż ona pozwala na używanie ciekawych terminów. Każda ułożona krzyżówka jest odzwierciedleniem moich zainteresowań. Wprowadzam więc do diagramów terminy z literatury, muzyki, teatru. Najwięcej czasu pochłaniają mi definicje – ambicja nie pozwala mi na umieszczanie stereotypowych określeń, stąd kłopoty. Z szaradziarstwem zetknąłem się w 1963 r. przypadkowo, dostrzegając w kiosku „Rozrywkę”. Początkowo rozwiązywałem tylko krzyżówki, potem ktoś mi odkrył tajemnice szarady, rebusu... I tak to się zaczęło. Po kilku latach spostrzegłem że „Rozrywka” jest dla mnie zbyt łatwa, aby wynosił pełną satysfakcję z rozwiązywania zamieszczanych tam prac. Stałem się czytelnikiem „Szaradzisty” i „Krzyżówki”. Początki były trudne – nie mogłem rozwiązać ani jednego zadania, upór jednak pomógł. Poza literaturą i muzyka, wielka moja pasja jest teatr. A już kompletnego bzika mam na tle szachów. Jestem członkiem klubu szachowego – gram z wielka przyjemnością i z umiarkowanymi sukcesem. Co prawda legitymuję się tytułem technika –włókiennika, lecz ukończyłem też Studium Bibliotekarskie w Jarocinie i pracuje jako bibliotekarz w jednej z warszawskich bibliotek. >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Sławomir Foflasiński 31.10.04, 14:57 Sławomir Folfasiński – „SWAN” Tak jak w dzieciństwie, szaradziarstwo było moja pasją podczas studiów na wydziale humanistycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, który ukończyłem, uzyskując tytuł magistra filologii polskiej, a następnie w okresie pracy zawodowej, jestem zaś dziennikarzem. W swej szaradziarskiej działalności wyodrębnić mogę trzy kierunki: rozwiązywanie zadań, ich układanie, oraz szperactwo i wyszukiwanie zapomnianych materiałów, różnego rodzaju zadań, dziwolągów językowych, ciekawostek, opinii i sądów o szaradach i szaradziarstwie. Kiedyś gustowałem w krzyżówkach i wirówkach, obecnie publikuję szarady – preferuje literacką szaradę – quiz i drobiazgi: homonimy, palindromy, kalambury. Największą jednak przyjemność sprawia mi wędrówka ścieżkami arcymaga Tuwima, grzebanina w szpargałach, pogoń za szaradziarskimi ciekawostkami, wychwytywanie zagadkarskich okruchów z utworów mistrzów pióra. Wydaje mi się, ze choć wiele zrobiono w zakresie pogłębiania wiedzy o szaradziarstwie, czeka badaczy tego zagadnienia ogromny trud, ale i zrazem satysfakcja, radość dokonania nowych, być może nawet rewelacyjnych odkryć z przeszłości rozrywek umysłowych. Poczynania, o których mowa podnoszą rolę szaradziarstwa i ten krąg zapisów kulturowych wprowadzają do literatury polskiej, A, ze zgłębienie tajników szaradziarskiej sztuki jest czymś więcej jak hobby, mogą najlepiej zaświadczyć poszukiwania i studia, prowadzone przez badaczy piśmiennictwa tej miary co prof. Julian Krzyżanowski. Jak pracuję? Gdy natrafiam, i to nieraz przypadkowo na notatkę o zagadkach, sprawą tą się zainteresowuję. Podejmuje badania, które nie należą do łatwych. Prowadząc je, niejednokrotnie przewertowuję, poznaję obszerną literaturę przedmiotu, szukam źródeł, nieraz trudno dostępnych. Podobnie jak w innych badaniach, zagadnienia rodzą zagadnienia: ślad informacji prowadzi do źródła, ale – nieraz – do dalszych zapisów. Dopiero jednak dotarcie do sedna sprawy, odnalezienie poszukiwanego tekstu daje pełne zadowolenie, stanowiące nagrodę za podjęty trud. Poza szaradziarstwem żywo interesuję się archiwaliami, teatrem (o telewizjo, cóżeś ty za pani, że tak bardzo zniechęcasz do siebie nawet ludzi, którym jesteś bliska), słownikarstwem, bridżem. >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Tadeusz Kamiński 31.10.04, 15:01 Tadeusz Kamiński – „MAKAT” Jest z zawodu elektronikiem, Ulubionym gatunkiem twórczości szaradziarskiej był i jest dla mnie rebus – zagdaka najbardziej chyba zwarta, enigmatyczna, a zarazem pełna zwodniczej prostoty. Moje rebusy powstają najczęściej przypadkowo, jako fragmenty kojarzonych w przelocie słów. Później zostaje szlifowanie, choć czeka je długie odleżenie w notesie. Z szaradziarstwem zetknąłem po raz pierwszy w szkole średniej. Siedziałem wówczas w ostatniej ławce, w bardzo korzystnym dla szaradziarstwa miejscu, które umożliwiło mi debiut na łamach „Szaradzisty” w 1962 r. Poza rebusem cenie sobie wszelkie formy literackie; głównie szarady i palindromy >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Teresa Weyssenhoff 31.10.04, 15:03 Teresa Wessenhoff – „TE-WU”, „CHLORIS” Wykształcenie, tak się złożyło że wyższe, ekonomiczne, choć to według mnie, nie ma specjalnego wpływu na proces pisania. Tajemnic warsztatowych właściwie nie posiadam. Ot! Zwoje mózgowe, kartka i długopis, trochę skupienia... i temat z wyboru. Z szaradziarstwem związana jestem od dziesięciu lat. O początku zadecydował wyłącznie przypadek i ciekawość praktycznego poznania formy, wówczas absolutnie mi nieznanej. Uznaje wyłącznie szaradę. Wiersz w szaradzie, bez względu na formę czy klasyczną, czy też nowocześniejszą (w granicach rozsądku, a nie sensu) powinien być odmierzony metrometrem. Nie chodzi tu bynajmniej o monotonię, o jednostajność, ale o śpiewność i rytm. A decyduje nie tylko zsynchronizowana ilość zgłosek, lecz również dobór słów, określeń, porównań. Niemała role w muzycznym efekcie dobrej szarady grają rymy. No cóż! Zła tradycja „częstochowski” rymów nie należy w naszym szaradziarstwie do rzadkości, niestety. Obok niej, jako jeden z kardynalnych grzechów należy wymienić także banalność, konsekwencję akceptacji twórczej łatwizny. Autor szarady powinien być takim samym twórcą, jak autor czystej poezji, przez duże „P”. Powinien mieć świadomość, że jest popularyzatorem jakiejś myśli, ujętej w artystyczna formę rozrywki. A co za tym idzie, powinien mieć poczucie pewnej odpowiedzialności społecznej za to co pisze. Zainteresowania poza szaradziarstwie – odpowiem krótko: praca twórcza, niestety ograniczona pracą zawodową. Mimo to, na tym polu mogę odnotować trzy wydania „Ojczyzny z wyboru”, której akcja toczy się na Madagaskarze, a główna postacią jest O. Beyzym, twórca schroniska dla trędowatych, oraz dwutomowa powieść o Beethovenie pt. „Quasi una fantasia”. Z innych form należałoby może wspomnieć poemat historyczno-filozoficzny, który ukazał się na łamach „Życia i Myśli”. >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Wiesław Koński 31.10.04, 15:05 Wiesław Koński – „WIE-K” Jestem technikiem-chemikiem, pracuję w kombinacie płockim. Z szaradziarstwem zetknąłem się przed dziewięcioma laty, w technikum. Pierwsza krzyżówka ułożona przeze mnie została wydrukowana pięć lat temu. W „Szaradziście” zadebiutowałem dopiero w 1969 r. Jestem uczniem „Murarza”, poznałem go i korespondencyjnie, on to udzielił mi najcenniejszych wskazówek. Lubię zadania z szyfrem oraz bliźniaki. Wprowadziłem do tego typu zadań poważne utrudnienie; są one tematyczne. Nie specjalizuje się w jednym typie zadania. Staram się układać różne, co daje mi niemałą satysfakcję. Wydaje mi się, że oprócz dużej pracowitości samozaparcia – podstawą sukcesów autora jest duży księgozbiór wydawnictw encyklopedycznych i słowników. Interesuje się także filmem, jestem członkiem dyskusyjnego klubu filmowego. >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Witold Olszewski 31.10.04, 15:06 Witold Olszewski – „WIOL”. „ASTERION” Ulubionym przeze mnie zdaniem jest rebus. Czysty technicznie, miły w brzmieniu, o niebanalnym tekście rozwiązania, a najlepiej lekko-żartobliwym, ubrany w ładną szatę graficzną. „Tajemnic warsztatu nie mam”. Trzeba dużo czytać, interesować się prawie wszystkim mieć dar bystrej obserwacji życia, otoczenia. Nad rebusem nie trzeba siedzieć, żeby go ułożyć. To byłoby nierozsądne. Rebusy tworzy dzień powszedni nie całe od razu, ale każdy następny dzień, tydzień sam dokłada to, czego brakował, i rebus gotowy. Wtedy tylko siąść i rysować, ale tu zjawia się mój wróg – BRAK CZASU – a do szaty graficznej przywiązuję dużą wagę. Szaradziarstwem zacząłem się zajmować bardzo wcześnie, bo już w 4 klasie szkoły podstawowej. Pierwsze moje rebusiki wydrukowała na łamach „Płomyk”. „Szaradzista” był wtedy dla mnie za trudnym pismem. Dopiero jako uczeń technikum rozpocząłem współpracę z „Szaradzistą”. Poza rebusami lubię bardzo wszelkie zadania logiczne, oraz szarady. Z racji swego zawodu, jestem inżynierem architektem, pasjonuję się architekturą nowoczesną. A poza tym turystyka, sportem, fotografika, filmem, muzyka, literatura polską i obca i ... trzyletnim synkiem Pawłem. >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link
jfalek Zofia Eiblowa 31.10.04, 15:07 Zofia Eiblowa – „TRYTON” Dzieciństwo i młode lata siedziałam w Krakowie, w środowisku literackim i dziennikarskim. Ojciec mój był przez czterdzieści lat naczelnym redaktorem „Naprzodu”. Nic więc dziwnego, że zawód dziennikarki zwabił mnie ku sobie. Studiowałam polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie uzyskałam tytuł magistra oraz dyplom nauczycielski. W latach międzywojennych Drukowałam często w „Naprzodzie” pod pseudonimami, wierszyki satyryczne, skierowane przeciw sanacji. Od blisko piętnastu lat układam fraszki homonimowe, anagramowe, palindromy, kalambury, ariady i szarady. (Dlatego też mój sławny) kolega Jan Sztaudynger zwykł był nazywać mnie o zagadkowa Zosia) W ciągu ostatnich lat przeżyłam kolejno utratę całej najbliższej rodziny i gdyby nie układanie zadań w czasie bezsennych nocy, nie wiem, czy potrafiłabym przetrwać te smutne lata. Jak pracuję? W nocy pierwszy rzut pomysłu, w ciągu dnia szlifowanie formy i szczegółów. Najchętniej natomiast rozwiązuje krzyżówki. Inne moje zainteresowania dotyczą telewizji. Piszę na ten temat dp prasy Wybrzeża i często mi drukują >> ”Kalendarz Szaradzisty” – 1972; rozmawiała B. S.<< Odpowiedz Link