Kiedy byłam panienką, ubierałam sie w stylu nieco hipisowskim, kiece do kostek, swetry-monstra itp. Na dodatek rozczochrana i ponura. Tatuś zwykł opierać sie o framugę i patrzeć, jak nerwowo krzywię gębę przed lustrem (a wiem, że marzyła mu sie jedyna córka w obłocznych sukienkach i szpilkach

), a potem mówić niby litosciwie, ale z niepowtarzalnym błyskiem w oku - "dziecko, wygladasz jak oblodra..." Od razu mi poprawiało humor.
Wiem, co to jest, wiem, że słownikowo to jest oblader. Tatuś z Ponidzia, czy gdzieś jeszcze ta oblodra sie pojawia?