Dodaj do ulubionych

Parler branché en 2004

10.03.04, 00:09
www.lemonde.fr/web/article/0,1-0@2-3208,36-356053,0.html


Comment on parlait branché vers 2004...

par Bertrand Poirot-Delpech

LE MONDE | 09.03.04 | 12h44

C'est vrai que l'époque, bon, est pas évidente, fondamentalement ; pas
hypergéniale, on va dire... Ouais, mais c'est clair aussi que, il y a un
certain nombre d'années, en termes de crise, j'sais pas moi, prend 1914,
1940, ça craignait autrement et.. Attend, va pas comparer. Au jour
d'aujourd'hui, c'est sûr que tout est fait pour, mettons, rendre les choses
toujours plus dramatiques, ou alors bouffonnes, rapport à leur Audimat qui...
Tout à fait, complètement, absolument, idées reçues cinq sur cinq...
D'ailleurs, prends les politiques, au sens large hein, on va pas commencer à,
ils s'occupent à quoi d'après toi ? Ma carrière, point, mon effet d'annonce,
ma réélection, il faut faire en sorte que... Plus loin du terrain, tu meurs,
déphasés à mort, à côté de la plaque, concrètement... Y vont dans le mur,
désolé, et en klaxonnant !...
Tes penseurs, y sont en phase, peut-être ?... OK, c'est vrai, y se sont pas
mal plantés, mais relis ceux que j'appelle les grands, question créativité tu
repasseras... C'est pas leur truc, au départ. Et les écrivains tout court, y
s'éclatent plus, tu trouves, du point de vue mettons du rendu littéraire ?...
Leurs pipi-caca à longueur de pages, ça te branchouille un max ou quoi ?...
J'dis pas... C'est vrai que le nombril, à force, pouh là là !, ma rupture
avec Odile, ma page blanche, ma tante qui portait une robe à rayures ce jour-
là, tout le petit tas de secrets que je veux pas laisser perdre : basta,
marre, non ?
"Commencez par vous faire connaître, vous écrivent les éditeurs, lisez la
météo à la télé, on verra ensuite si vos chutes de patinette à trois ans
entrent dans le cadre de nos collections..."C'est comme les radios de
proximité, à toute heure ! " Avec Yvette, le flop", chuchote un auditeur
nommé Albert. "Peut-être que, comment dire sans être vulgaire ?, je l'aime
trop..." – "Merci de ta franchise", répond la station, bonne fille. "Te
reconstruire, te restructurer, voilà ce que tu, le yoga qui sait,... Toujours
là, Albert ?"... "Oui, oui", pleurniche Albert. Du vécu, quoi !... D'accord,
la bombe atomique n'a pas servi, depuis soixante ans, mais attend qu'un voyou
en voie de développement en bricole une et fasse chanter la planète !...
C'est vrai qu'à force, y font le jeu des extrêmes... Qui ça ?... Un peu tout
le monde... Regarde comme ça se détériore vite, les choses : les hôpitaux, le
grec ancien, le jargon des élites, le spatio-temporel, tout ça... Merci, pas
de champagne, il est tiède, tant pis : un scotch, mon drame mais bon... Me
remettre à l'italien... On croit le savoir, et c'est vrai qu'arrivé là-bas,
paumé grave !...
Au fait, la fille du fond qui feuillette des bouquins assise sur le bras du
canapé, comment elle s'appelle déjà, mais si, arrête, on connaît qu'elle...
Toujours avec le maigre qui cite Husserl au p'tit dèj ?... Ils attendent un
quatrième ? C'est bizarre, les gens... Surréaliste !... Kafkaïen !...
Ubuesque !...
Toi, ici ? On s'appelle... Tu as mon portable ?... Ces engins, c'est vrai que
sans eux, on se demande comment on faisait... Un verre ? Une bouffe rapide
qui nous laisserait l'aprème, ouais ?... A quoi je travaille ? Un truc,
j'préfère pas en parler ; et toi ?, toujours ton essai fictionnel, genre ?
C'est dingue, quand on y pense... Vous êtes garés loin ? Etc.
(Bribes de parler branché pour servir à une future histoire de la langue
orale vers 2004. Lire aussi, et d'abord, sur ce thème, La Voix des mauvais
jours et des chagrins rentrés, de Jean-Luc Benoziglio, Seuil).

-----------

Yyyyy znaczy on cos nie ten tego, nie , ten yyy nowy francuski, nie. Jakis
taki tego no bynajmniej niezbyt poprawny chiba, nie ? Znaczy siemi nie
podoba bynajmniej, w razie gdyby sie kto pytal.

Znaczy ten tego pozdrawiam i yyy klaniam

B.

PS : Znaczy gdyby ktos nie trybil tekstu, to bynajmniej nie ma dziwne.
Niestety, niebawem chyba wszyscy beda tak mowic. Bue.
Obserwuj wątek
    • mrouh Re: Parler branché en 2004 10.03.04, 10:15

      Eeeee, co?
      Przegięcie... Połowy nie rozumiem... Słowa tak, ale o co tam chodzi?!? Nie
      rozumiałam też młodych w metrze, szczególnie arabów i ciemnoskórych, bo oni
      jeszcze swój akcent mieli, ale jak Le Monde zacznie tak pisać to klapasmile
    • kicior99 Re: Parler branché en 2004 10.03.04, 10:59
      o Boze, ile jeszcze przede mna =)
      • sullivan1 Re: Parler branché en 2004 10.03.04, 18:57
        kicior99 napisał:

        > o Boze, ile jeszcze przede mna =)

        cos Ty, to tanie efekciarstwo. dziwie sie, ze czlonek Akademii zniza sie do
        poziomu ulicy, zamiast starac sie podciagnac ulice wzwyz. no ale mniejsza...
        • baloo Re: Parler branché en 2004 12.03.04, 23:18
          eno hola hola ;oD

          ja to odebralem jako forme protestu (przez wyszydzenie) przeciwko jezykowemu
          nihilizmowi, juz nie tylko ulicy, ale tez salonikow i living-roomow, tudziez
          redkcji roznych przekaziorow.

          Lepsze to , moim skromnym, niz wzniosle apele do nikogo.
          ;oD

          Klaniam nisko

          B.
          • sullivan1 Re: Parler branché en 2004 15.03.04, 17:43
            baloo napisał:

            > eno hola hola ;oD
            >
            > ja to odebralem jako forme protestu (przez wyszydzenie) przeciwko jezykowemu
            > nihilizmowi, juz nie tylko ulicy, ale tez salonikow i living-roomow, tudziez
            > redkcji roznych przekaziorow.

            tak, ale tanie to wyszydzenie, taniutkie. tem bardziej, ze zadowolone z siebie
            przekaziory nie wezma tego do siebie

            > Lepsze to , moim skromnym, niz wzniosle apele do nikogo.

            wole mowy akademickie gdzie przynajmniej moge sie nacieszyc ladna francusczyzna
            zajrzyj na :
            www.academie-francaise.fr/
            > Klaniam nisko
            >
            > B.

            Takoz, unizony sluga

            S
            • ondine Re: Parler branché en 2004 27.03.04, 21:58
              salut holaaaaa

              moi kochani filolodzy, ja studiuje po francusku we francuskojezycznym kraju i
              jestem z francuskojezycznym facetem. nauczylam sie jezyka ne miejscu, zaczelam
              poltora roku temu, i po tylu latach nauki angola systemem sophistiqué mowie
              lepiej... po francusku! nie ma jak ulica! mam bescherella i walnelam go w kat.
              starajac sie nauczyc sage , nic potem mi nie wychodzilo. praktyka, ludzie!

              a ten tekst- c ça, quoi, à fond. proponuje wam zjechac z ta bufonada, bo tylko
              potem bedziecie mogli pokonwersowac z ludzmi z maison de repossmile)) ja za to
              moge sie klocic, kiedy zostane zaatakowana na ulicy i dogadam sie z arabskim
              lub czarnym dilerem . (na razie nie potrzebuje smile)) no i przede wszystkim wsrod
              znajomych jestem rowna, a nie lece balzakiem.

              ps. z polskiego mialam 6 w maturalnej, wiec nie posadzajcie mnie o brak milosci
              do pieknej mowy.
              gros bizzzzzzzzzzz
              • baloo Re: Parler branché en 2004 27.03.04, 23:59
                To wspaniale. Ciesze sie, ze jestes szczesliwa.

                ;o)
                • ondine Re: Parler branché en 2004 28.03.04, 15:43
                  baloo, czuje ta ironiesmile a powiedz, czy ludzie po studiach filologicznych
                  uwazaja ze ci, ktorzy nauczyli sie jezyka w praktyce sa ubozsi?
                  • baloo Re: Parler branché en 2004 29.03.04, 00:41
                    hehe, nie wiem, co czuja ludzie po filologii, albowiem poniewaz ja nauczylem
                    sie francuskiego "przez zanurzenie" (tyle, ze w dosc mlodym wieku) ;o)

                    Taka nauka nie wyklucza poznania, oprocz jezyka potocznego, rowniez gwar
                    srodowiskowych, regionalnych, jezyka literackiego i innych "dziwologow". Nie
                    wyklucza tez czytania.

                    Wolnoc Tomku w Twoim domku, mow sobie, jak chcesz, jestes wolnym czlowiekiem w
                    wolnym kraju. Malo kto mowi na codzien czysta literacka francuzczyzna
                    (powiedzmy sobie szczerze : prawie nikt). Ale swiadoma i dobrowolna rezygnacja
                    z jej znajmosci dziwi. Powiedzmy, ze rezygnujac z niej stajemy sie "bogaci
                    inaczej".

                    Pomysl sobie, ze po studiach mozesz sie znalezc w sytuacjach zawodowych innych
                    niz klotnie sie w metrze czy negocjacje z dealerem od narkotki ;o) Czego
                    zreszta szczerze Ci zycze.

                    Pomysl tez, ze Twoi zajebiscie fajni koledzy ze studiow , mimo ze mowia
                    zajebiscie fajnym cool-jezykiem, w odroznieniu od Ciebie napisali z
                    francuskiego matury, co oznacza, ze przynajmniej teoretycznie znaja poprawna
                    wersje swojego jezyka ojczystego i w odpowiednim momencie bedzie im znacznie
                    latwiej sie przestawic niz Tobie (gdzies napisalas, ze uczysz sie jezyka
                    dopiero od 18 miesiecy). Gupio by bylo, gdybys sie nagle poczula wydudkana na
                    strychu, bo mowisz tylko cool ;oD

                    "Ô Dieu, si j'eusse étudié !" takie zale przychodza zawsze pod reke z
                    Poniewczasem.

                    A ten cwiercinteligencki belkot sparodiowany w pierwszym poscie staje sie po
                    prostu trudny do zniesienia w wiekszej dawce. Otco.


                    Klaniam nisko. tym razem bez ironii ;o)


                    Zyczliwy jak cholera misio Baloo
                    • ondine Re: Parler branché en 2004 29.03.04, 12:23
                      zyczliwy jak cholera misiu baloosmile
                      masz racje- ale bez obaw, jakos oni ode mnie po tych maturach chodza pozyczac
                      notatki , i ostatnio dostalam najwyzsza ocene na roku z pisemnego... zatrwaza
                      mnie wiec ich demencja! musze dodac, ze jestem wsrod bruxellois, moze tylko
                      polowa to francuzi, wiec belgijski-francuski sie klania... w tym dwujezycznym,
                      absurdalnym kraju liczy sie glownie mowienie w jak najwiekszej ilosci jezykow,
                      ale nie w stopniu super extra zajefajnie wyintelektualizowanym. mam znajomych
                      znajacych piec, szesc jezykow, i to bardzo dobrze! choc esejow by moze pieknych
                      nie napisali.. podoba mi sie ta chec poznania..;
                      dodam tylko, ze ci znajomi nie zaliczaja sie nigdy do frankofonow, wiekszosc
                      otwartych umyslow to flamandowie lub obcokrajowcy. z cala sympatia, ale
                      frankofoni zawsze wydawali mi sie tepakami i bufonami w swojej milosci do
                      francuskiego i calkowitej ignoracji innych jezykow ( pomarz o angielskim w
                      paryzu..) wiem, kwestia historii, ale dlaczego oni maja sie uwazac za
                      lepszych???
                      piszac egzaminy czy eseje robie kupe bledow, jestem pewna- ale po pierwsze, nie
                      studiuje lettres tylko musique, a po drugie- nie ma tu zbyt wielu
                      obcokrajowcow, a jak juz sa, to nie zatrybiaja francuskiego.
                      a co do formy wyzszej- nie da sie ominac- pracowalam juz, musze pisac czasem
                      jakies piekne dokumenty, podania i inne bzdety, wiec glupia chyba nie jestemsmile))
                      wszystko zalezy od poziomu intelekt.
                      jedyne co watpliwe, to poziom tych francuzow i belgow. sa zacofani. nie maja
                      podstawowej wiedzy o swiecie. dziwia sie, ze znam diderota, kiedy oni najwyzej
                      kiedys tam o nim slyszeli. nie wiedza natomiast nic o polsce. lacznie z tym, ze
                      nie mamy dostepû do morza/mieszkamy nad morzem czarnym.
                      pozdrawiam, polskie szkolnictwo chyba jednak gora...
                      • baloo Re: Parler branché en 2004 29.03.04, 12:52
                        hej,

                        no widzisz, gdyby nie ten pierwszy post z bufonami, to zupelnie inaczej by sie
                        nam rozmawialo od samego poczatku ;o)

                        Ocene "dziesiejszej mlodziezy uniwersteckiej" mam bardzo podobna. "Bycie" na
                        Uniwerku teraz juz nic nie znaczy, ogolna zgroza, dno i chujoza i
                        swiatidziekugorszemu. Ale nie tylko we Francji czy Belgii (chociaz to akurat
                        nie jest zadnym pocieszeniem)

                        Ostatnio moja wspolpracowniczka, uniwersytutka-absolwentka, a jakze, uraczyla
                        mnie takim stwierdzeniem, ze te wszystkie wiadomosci z historii, gografii,
                        literatury i takich tam roznych "culture générale", to sluza jedynie do
                        epatowania towarzystwa ;o)

                        A tak poza tym : nono, w poltora roku od zera do najlepszej oceny z
                        pisemnego ... gratulacje.

                        Pozdrawiam

                        Nieustajaco zyczliwy mis Baloo ;o)

                        PS : mnie po prostu jezyk [jako ding an sich ;o)] bawi, cieszy i mizia pod
                        pachami. Lubie sie nim napieszczac ;o) Tak mam i nic na to nie poradze.
                    • sullivan1 Re: Parler branché en 2004 29.03.04, 12:31
                      Well, kolega Baloo wyrazil me mysli najscislej, nic dodac nic ujac.
                      Tylko pare slow o sobie, bo kolezanka niejako personalnie nas prawda
                      zaatakowala : ja takze zanurzylem sie we francuskim mlodo, bo w wieku lat 6, i
                      zdalem francuska mature (a chwalic sie stopniami nie bede), i studiowalem we
                      Francji ale bynajmniej nie filologie. Na codzien nie gardze ani verlanem, co
                      prawde w niewielkich dawkach, ani soczystym "p.. de mes c..". Jednakowoz zdarza
                      mi sie rozmawiac z calkiem powaznymi panami w garniturach (i sam ne te okazje
                      staje sie panem w garniturze) i wtedy, owszem, subjonctif imparfait z lekkim
                      usmiechem, "après que"+ indicatif takze itd itp.
                      A poza tym, jak mawial Baloo (mis) "Il en faut peu pour être heureux, vraiment
                      très peu pour être heureux (...) quelques rayons de miel et de soleil" a mi
                      akurat sprawia radosc, ze te "quelques rayons de miel et de soleil" to bardzo
                      piekna "zeugma"... wiec jezyk moze byc zrodlem radosci na rozmaitych poziomach,
                      czego wsyztkim zycze.
                      • ondine Re: Parler branché en 2004 31.03.04, 20:59
                        no tak, na szczescie w momentach powaznych rozmow umiem sie przesterowacsmile no
                        ale ostatnio cos sie wlaczylam do dyskusji na psycho i chcialam rzec - qq1 qui
                        dans la me... yyyh, (konfuzja) , qui a des problèmes!
                        jak widac, trzeba sie pilnowac. po polsku tez zawsze musialam pomyslec 2 ray
                        zanim powiem, bo mowie szybciej niz mysle smile))
                        ogolnie profesorow rozbraja wlasnie fakt, ze znam slang. jacy oni
                        nieedukacyjni!
                        niestety, nie mam ochoty na passé simple jak na razie, znam tylko z ksiazek smile
                        lenistwo, ale musze sie uczyc niderlandzkiego teraz, wiec nie ma czasu...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka