nowy_login73
28.09.05, 16:52
to jest jedno z opowiadań z serii:
I. MARCIN
- jak mogłeś zrobić coś tak głupiego?
Pani Kasia stała nad Marcinem, wyglądała jak ogromna kukła wymachująca
rękoma. Właściwie te jej ręce wyglądały jak macki ośmiornicy. Marcin bał się
teraz, żeby pani go nie dotknęła, pewnie byłaby mokra i oślizgła. A może
jeszcze próbowałaby go oplątać tymi mackami i udusić. Brr. Wzdrygnął się.
- czy ty w ogóle słuchasz co ja do ciebie mówię!?
Tylko mnie nie dotykaj przebrzydła ośmiornico, już będę grzeczny. Zaklinał ją
w myślach Marcinek.
- Marcin! Mówię do ciebie, kolejny raz narozrabiałeś! Marsz do kąta! Powiem
mamie, jak po ciebie przyjdzie, jakim jesteś niedobrym chłopcem.
Dobrze, już dobrze, pójdę do tego kąta, byleby mnie ta ośmiornica nie
udusiła. Jaka ona jest mokra, kapie z niej ciągnąca się maź.
- i nie dostaniesz podwieczorku – pani Kasia wyraźnie nie była
usatysfakcjonowana brakiem reakcji chłopca na wymierzoną karę. Musiała zrobić
ją dotkliwszą.
Marcin wzruszył ramionami, i tak nie lubi budyniu. Wczoraj był dobry
podwieczorek ale pani Kasia też nie pozwoliła mu zjeść za karę. A przecież to
nie jego wina, że jest duży i czasami nie wszystko wychodzi mu tak jak należy.
- do kąta! I nie wychodź dopóki ci nie powiem!
Opuścił głowę, westchnął z ulgą – już go nie udusi ośmiornica, przynajmniej
dzisiaj - i poszedł szurając kapciami.
Znal to miejsce bardzo dobrze, już się go nie bał. Nie to co na początku,
kiedy musiał patyczkiem od bierek zdejmować pajęczyny i przeganiać pająki.
Marcin boi się pająków. Marcin boi się wszystkiego. Mimo, że jest największy
i najsilniejszy w całym przedszkolu, boi się wszystkiego, a najbardziej boi
się mamy. Mama bardzo krzyczy. Najbardziej wtedy, kiedy, tak jak dziś, Marcin
narozrabia w przedszkolu. Ale czy to naprawdę jego wina, że Kajtek podbiegł
akurat wtedy kiedy Marcin otwierał szafkę? Kajtek zderzył się z drzwiczkami,
upadł i złapał się za głowę. Marcin od razu usiadł przy nim i chciał go
przeprosić ale przestraszył się krwi wyciekającej spomiędzy palców Kajtka i
uciekł pod stolik.
Przyszła pani i zaczęła krzyczeć. Zawołała panią pielęgniarkę, która zabrała
Kajtka do gabinetu. I krzyczała na Marcina i krzyczała, a on bał się odezwać
i opowiedzieć, że tak naprawdę to nie była jego wina. To nie była wina
niczyja. No może trochę Kajtka, bo nie można biegać po przedszkolu. Ale pani
była coraz bardziej podobna do ośmiornicy i Marcin nie mógł wydusić z siebie
słowa.
Albo wczoraj. Czy to jego wina, że zderzył się z Marysią. Biegali po ogródku
przedszkolnym. Tam przecież można biegać. I Marysia zatrzymała się nagle i
Marcin nie zdążył wyhamować, bo on przecież taki duży jest. I Marysia upadła
buzią prosto w kałużę, i płakała. I pani znowu krzyczała na Marcina. I nie
dostał podwieczorku za karę. Ale najgorsze jest zawsze to, że pani skarży
mamie. A Marcin mógłby stać w kącie cały dzień i całą noc, byleby tylko mama
nie krzyczała. Mógłby nie jeść już nigdy podwieczorku, nigdy ale to nigdy –
byleby nie mówiła tych wszystkich rzeczy, które mu powtarza, gdy jest
zdenerwowana.
Dzisiaj też pewnie pani naskarży mamie.
Marcin mocno gryzł palec. Zawsze gryzie palce gdy się denerwuje, co z tego,
że czasem leci krew i potem palec boli i jest siny. Ważne, że jak gryzie to
troszeczkę mniej się boi.
Przyszła mama. Może pani jej dzisiaj nie powie? Może zlituje się nad
Marcinem? Marcin patrzył wyczekująco z kącika z klockami. Pani jednak
podeszła do mamy, coś jej opowiadała oburzona. Mama zrobiła smutną minę i
kiwała głową. Powiedziała jej. Wstrętna ośmiornica.
Mama rozglądała się po sali słuchając pani. Marcin schował się za domkiem dla
lalek, ale go wypatrzyła. Uśmiechała się do pani, gdy zobaczyła syna zrobiła
złą minę i machnęła do niego ręką. Powoli wstał i ruszył szurając kapciami w
ich stronę.
- może być się pospieszył! I wyjmij tą łapę z buzi!
Posłusznie wytarł palec w spodnie i podszedł do mamy.
- nie potrafisz choć jeden dzień być grzeczny?!
- ale… - może mamie uda się wyjaśnić, że to wszystko pomyłka i niechcący.
- nie dyskutuj smarkaczu, marsz do szatni, do widzenia pani – uśmiechnęła się
do pani Kasi i pchnęła Marcina przed sobą.
Posłusznie poszurał do szatni.
Usiadł na ławce, próbując zasznurować buty, palec bolał i sznurowadła
wyślizgiwały się z rąk.
- ofermo jedna, kiedy się wreszcie nauczysz wiązać buty?!
Mama zaczęła krzyczeć. Marcin skulił się i z całych sił próbował pokonać
niesforne sznurówki.
- dlaczego ja zawsze muszę za ciebie świecić oczami?! Dlaczego zawsze jesteś
najgorszy!? Odpowiedz mi!
- nie wiem.
Skąd mógł wiedzieć dlaczego jest najgorszy. Może dlatego, że tak bardzo urósł
i nie pasuje do innych dzieci. A może dlatego, że jest za gruby. Marcin
wiedział, że jest najgorszy, ale nie miał pojęcia dlaczego.
- nie da się już z tobą wytrzymać, ofermo! Pospiesz się!
Jak bardzo Marcin nie lubił słuchać tych mamy krzyków, bał się, że mama
kiedyś go zostawi, odda komuś, tak jak nieraz już obiecywała.
- mało mam swoich problemów, żebym musiała świecić oczami za takie barachło
jak ty?! Dlaczego Bóg mnie pokarał taką pokraką!?
Nie, tych sznurówek nie da się zawiązać. Palec sam się pcha do buzi. Zęby
zaciskają się na nim mocno, coraz mocniej.
- wyjmuj palucha z dzioba i wiąż te buty! – mama szarpnęła rękę Marcina. Na
jej jasną sukienkę kapnęła kropelka krwi.
Spojrzała zdziwiona.
- cholera! Zobacz coś narobił! Jaki numer mi jeszcze wywiniesz? Mam już tego
dość! Nie zasługujesz, żeby cię kochać!
Marcin rozmazywał po policzkach łzy zakrwawionym palcem.