ewelinab-r
22.02.08, 00:23
Moi synkowie mają teraz 8 m-cy (wcześniaczki z 32hbd). Od 6 m-ca są rehabilitowani z powodu obniżonego u jednego i wzmożonego u drugiego napięcia mięśniowego. W dniu wczorajszym byliśmy na "rehabilitacji" (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=1017&w=75574621&a=75997336), do tej pory nie mogę się otrząsnąć i mam coraz więcej watpliwości. Bardzo proszę o pomoc!
Synek, który ma wzmożone napięcie mięśniowe jest zdecydowanie lepszy ruchowo, bardzo lubi leżeć na brzuchu, pięknie podnosi głowę, zaczyna pełzać, próbuje podnosić pupę do raczkowania, posadzony - siedzi nie podparty poduszkami przez chwile, ale nie zawsze ma odruch podparcia (jest to wyznaczony obszar do ćwiczeń). Problem w tym, że synek sam nie siada, a kiedy posadzony siedzi w "dziwny" wg mnie sposób wygina kręgosłup w odcinku lędźwiowym (jakby garb) a cały tułów pochyla do przodu opierając się na brzuchu (nie wiem czy wystarczająco obrazowo to opisałam - mogę wysłać zdjęcia, jesli to pomoże). Uważam, że ta pozycja nie jest prawidłowa i nie zamierzałam sadzać synka... a na wczorajszej rehabilitacji pani rehabilitantka powiedziała, że synek powinien już siedzieć a tym samym ja powinnam go sadzać (z zaznaczeniem żeby nie podpierać go poduchami) bo wtedy ćwiczy. Czy miała rację?
Druga sprawa to metoda rehabilitacji - zapytałam jaką metodą są ćwiczeni chłopcy na co Pani stwierdziła, że to "bobath z elementami vojty" - czy takie coś w ogóle ma prawo funkcjonować??? czytam na forum, ze te dwie metody to dwie różne filozofie, wiec??? czy tylko mi się to wyklucza?
Od wczoraj czytam masowo wszystkie wątki na tym forum i oczy mi się wręcz otwierają. Tracę resztki zaufania do pan rehabilitantek ćwiczących moich synów.
Mam wątpliwości, że zalecane ćwiczenia są prawidłowe. Zalecały:
- podciąganie za barki do siadu jako naukę trzymania głowy dla synka z onm (przeczytałam gdzieś na forum, że to do niczego nie prowadzi),
- podnoszenie dziecka za jeden bark z jednoczesnym przytrzymywaniem przedramienia drugiej ręki na podłożu - co ma uczyć siadania.
- sadzanie dziecka z odwiedzionymi nogami plecami do ćwiczącego i wykonywanie czegoś na zasadzie "skłonów" w przód z jednoczesnym przyciskaniem tułowiem rehabilitantki tak, aby dziecko dotknęło wnętrzem dłoni podłogi na wysokości stóp (pani wyjaśniała ze wszystkie pozycje gdzie biodra są szeroko a barki wąsko są wskazane)
- jako naukę odruchu podparcia - ćwiczenie na piłce, gdzie dziecko leży na brzuchu, rehabilitant trzymając dziecko za uda przetacza dziecko na piłce tak, żeby dotknęło głową podłoża a jednocześnie wyzwoliło odruch podparcia (co u nas kończyło się uderzeniem o materac główką wywołując przerażenie dziecka)
- kolejne jako nauka odruchu podparcia - dziecko siedzi okrakiem na piłce, rehabilitant przetacza piłkę na boki próbując wywołać odruch podparcia bocznego.
Co więcej podczas wczorajszej sesji panie w ogóle nie zwracały uwagi na płacz chłopców a na moje przerażenie stanem dzieci twierdziły, że pozycja im nie odpowiada, że płacz wynika z wysiłku... skupiały się głównie na wyjaśnianiu studentom jak i co powinni robić. w tym samym czasie trzecia z pan tłumaczyła studentom obecnym na sali (w ilości cos koło 20 szt.) jak ważny jest kontakt z pacjentem, delikatność, wywiad z rodzicem. pod koniec rehabilitacji synek, który w domu najczęsciej (z własnego wyboru) leży na brzuszku, tam położony na brzuchu leżał płacząc z twarzą wbitą w materac, nie mogąc unieść główki... jakby z bezsilności. Nawet już po powrocie do domu przez jakis czas mieliśmy wrażenie, że chłopcy bali się dotyku.
Na poniedziałek jestem umówiona na prywatną rehabilitację z certyfikowanym rehabilitantem NDT Bobath, więc może po tej wizycie powróci mi spokój i wewnętrzna harmonia:)