Gość: In
IP: 82.160.247.*
25.04.07, 09:25
Jak wszyscy wiecie, to jadąc do Tesco na zakupy, mamy do wyboru kilka wjazdów
na parkingi. Wszystko było by OK, gdyby nie to, że każdemu prawie pasuje,
wjechać na ten na wprost, a najlepiej jeszcze na miejsce dla inwalidy, lub
dla małych dzieci. Ponieważ są na tym wjeździe po obu stronach ustawione
znaki zakazu wjazdu, to każdy kto tam wjeżdża, łamie przepisy i naraża innych
na czołowe zderzenie.
Pytanie jest następujące - kto powinien się zająć tym problemem,
czy "drogówka", czy Tesco? Co do pierwszego przypadku - wątpię, odbiją
piłeczkę w stronę Tesco, bo to ich teren. Co powie Tesco, tego nie wiemy, ale
można domniemywać.
Tak samo jest w przypadku byłego MM. Tam sprawa dotyczy zakazu ruchu wokół
tego obiektu, od strony zjazdu z obwodnicy na wysokości bloków. Policji to
nie interesuje.
To olewanie tych znaków, doprowadzi kiedyś do poważnych kłopotów, a ich
rozwiązanie będzie trudne.
Rysuje się też pewna możliwość wyremontowanie swojego autka na cudzy koszt.
Wystarczy się tylko umiejętnie ustawić i zaryzykować.
Ja stojąc niedawno na parkingu przed namiotem ogrodniczym, przez pół godziny,
naliczyłem chyba z 30-tu kierowców, którzy z premedytacją wjeżdżali "pod
prąd".
Wyjeżdżając już z tego parkingu, namierzyłem dwie paniusie, które się
zabierały do wjazdu, zajechałem im częściowo drogę i pokazałem, że są tam
znaki. Niestety ich chamstwo było większe - i tak wjechały.