Gość: Karlus śląski
IP: *.aimstars.dk
02.07.09, 16:38
Agencje nędzy ze Śląska
Maria Kudroń, Małgorzata Skowrońska
2004-02-24, ostatnia aktualizacja 2004-02-24 22:20
Katowiccy sutenerzy werbują bezrobotne kobiety i każą świadczyć usługi
seksualne. Przywożą je też do Krakowa. Wiele z nich to śląskie gospodynie
domowe, których mężowie stracili pracę w kopalniach.
Prostytutki ze Śląska zastąpiły Ukrainki i Rosjanki. Jeszcze rok temu
większość kobiet w krakowskich agencjach pochodziła zza wschodniej granicy.
Dziś mówi się o "dominacji Ślązaczek".
- Kobiety najczęściej werbowane są przez znajome, które znalazły się w kręgu
gangu. Urabia się je, mówiąc, że zarobią na czynsz, a potem będą mogły odejść.
Jeśli któraś się zdecyduje, początkowo zarabia duże pieniądze. Kiedy
sutenerowi uda się zebrać kompromitujące zdjęcia i filmy, obcina jej pensję -
opowiada rozpracowujący gang oficer policji.
Kobiety straszy się, że kompromitujące materiały trafią do ich bliskich. Te
najbardziej oporne są bite i więzione.
O samym gangu niewiele wiadomo. - To śląscy bonzowie, raczej mniejszego
kalibru. Wcześniej kradli samochody. Tamtejsi mafiosi nie zajmują się nimi, bo
Kraków ich nie interesuje - mówi nasz informator.
Policji udało się ustalić, że kobiety przywożone są do Krakowa na kilka dni,
czasem tydzień. Potem wracają. Sutenerzy pouczają je, co powiedzieć w domu -
najczęściej są to historie o pracy w szwalni.
Beata Sierocka, koordynatorka Programu Pomocowego dla Osób Sprzedających Seks
"Parasol", twierdzi, że pierwsze sygnały o działalności śląskiej grupy
pojawiły się ponad rok temu. - Sutenerzy są przyzwyczajeni do obecności
naszych pracowników. Wyjątkiem jest grupa ściągająca kobiety ze Śląska.
Nazywana jest w półświatku "grupą katowicką". Opiekunowie cały czas obserwują
dziewczyny. Kiedy uznają, że rozmawiamy za długo, dają sygnał. Widać, że one
się ich boją - twierdzi Sierocka.
Policjanci przyznają, że walka ze śląskim gangiem przypomina walkę z
wiatrakami. - Prostytucja nie jest zakazana. Dopóki te kobiety nie zdecydują
się mówić, mamy związane ręce - mówi oficer policji, który przez kilka
miesięcy rozpracowywał śląski gang.
miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,1929769.html