Dodaj do ulubionych

Zdejmowanie obuwia "w gościach"

24.08.10, 13:45

Witam serdecznie. Moje pytanie dotyczy kwestii zawartej w temacie.
Zawsze wydawało mi się , że zdjęcie obuwia po przyjściu do kogoś z
wizytą jest nietaktem... jednak spotkałam się z opiniami, że jest
wprost przeciwnie - że powinnam zdejmować buty... ja czuję się
niezręcznie, kiedy goście rzucają się do zdejmowania butów pomimo
moich próśb, aby tego nie robili. Nie mówię nawet o sytuacjach, gdy
zdjęciu butów towarzyszy specyficzny zapaszek, choć i takie się
zdarzają...
Bardzo proszę o odpowiedź jak powinno się zachować w takiej sytuacji.
Obserwuj wątek
    • nm.buba011 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 24.08.10, 14:13
      slimakpokazrogi napisała:

      > jednak spotkałam się z opiniami, że jest
      > wprost przeciwnie - że powinnam zdejmować buty... ja czuję się
      > niezręcznie, kiedy goście rzucają się do zdejmowania butów pomimo
      > moich próśb,

      - opacznie masz rację. smile
      Gospodarz powinien zapewnić gościowi komfort. Jerzy VI goszcząc Ghandiego opił się wody do mycia rąk.

      Co zrobisz kiedy gość zdejmie spodnie?

      E (nick) słusznie kiedyś zauważyła, że zdejmując buty, powinniśmy zdjąć również... skarpety/pończochy.
      • lubietango Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 24.08.10, 18:24
        nm.buba011 napisał:

        > ,
        >
        > - opacznie masz rację. smile
        > Gospodarz powinien zapewnić gościowi komfort. Jerzy VI goszcząc
        Ghandiego opił
        > się wody do mycia rąk.
        >
        Czyzby skopiowal po Franciszku Jozefie , ktory wszedl w historie wlasnie
        takim samym gestem w czasie goszczenia krola Montenegro??

        Zastanawiam sie nad tym czy Ghandi byl az takim ignorantem ze nie wiedzial
        do czego sluzyla ta woda??
        • nm.buba011 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 24.08.10, 18:56
          lubietango napisała:


          > Zastanawiam sie nad tym czy Ghandi byl az takim ignorantem ze nie wiedzial
          > do czego sluzyla ta woda??

          - o ile tego nie wymyślono, to była prowokacja.

          Ghandii został prawnikiem studiując w Anglii, równolegle zgłębiał etykietę.
          • lubietango Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 25.08.10, 23:16
            nm.buba011 napisał:

            > lubietango napisała:
            >
            >
            > > Zastanawiam sie nad tym czy Ghandi byl az takim ignorantem ze nie
            wiedzia
            > l
            > > do czego sluzyla ta woda??
            >
            > - o ile tego nie wymyślono, to była prowokacja.
            >
            > Ghandii został prawnikiem studiując w Anglii, równolegle zgłębiał
            etykietę.
            Czyzby zostal przyjety przez krola jeszcze jako student?
        • nm.buba011 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 24.08.10, 21:53
          lubietango napisała:

          > Czyzby skopiowal po Franciszku Jozefie , ktory wszedl w historie wlasnie
          > takim samym gestem w czasie goszczenia krola Montenegro??

          - król Czarnogóry (od 1910) Mikołaj I Petrowić-Niegosz musiał zakpić z
          dwubrodego, postarzałego (ur. 1830) cesarza. To dla odmiany poeta, od
          dzieciństwa obyty z dobrymi manierami, bywalec europejskich dworów.
          • czuk1 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 24.08.10, 23:15

            W ten sposób założyciel wątku (i kilku innych dyskutantów) ma odpowiedź na
            nurtujące go pytanie.
            Wypada tylko "podziękować".
          • lubietango Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 25.08.10, 23:14
            nm.buba011 napisał:

            > lubietango napisała:
            >
            > > Czyzby skopiowal po Franciszku Jozefie , ktory wszedl w historie
            wlasnie
            > > takim samym gestem w czasie goszczenia krola Montenegro??
            >
            > - król Czarnogóry (od 1910) Mikołaj I Petrowić-Niegosz musiał zakpić z
            > dwubrodego, postarzałego (ur. 1830) cesarza. To dla odmiany poeta, od
            > dzieciństwa obyty z dobrymi manierami, bywalec europejskich dworów.
            No moze i tak ale byl tylko 11 lat od niego mlodszy .
            W Triescie w kazdym razie byl zawsze uwazany za "krola pasterzy" i jego
            maniery nikomu nie zainponowaly. Wprost przeciwnie. Coz za
            niesprawiedliwosc ale tak to juz jest. Widziane z innej strony.
    • wejscie.smoka Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 24.08.10, 21:09
      "Nie mówię nawet o sytuacjach, gdy
      zdjęciu butów towarzyszy specyficzny zapaszek, choć i takie się
      zdarzają... "

      a nie boisz się stanu obuwia osób, które nie się nie myją?

    • slimakpokazrogi Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 02.09.10, 22:44
      Droga Pani Ekspertsmile Czy moje pytanie wydaje się niepoważne, czy może bezsensowne? Bo nie
      odpowiedziała Pani..
      • ekspert_ewa.sawicka Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 02.09.10, 23:59
        Przeciwnie. Zastanawiałam się tylko jak krótko (wymogi internetu) i nie urażając nikogo odpowiedzieć smile

        Problem jest i to poważny. Zasady s-v są jasne - nie zdejmujemy obuwia i nie powinniśmy tego oczekiwać od swoich gości. To pierwsza zasada. Druga - nie wchodzimy w zabłoconym lub zakurzonym obuwiu do cudzego domu. I jak je przy współczesnym tempie życia pogodzić?

        Kiedyś problem rozwiązywano w ten sposób, że wysiadano z karet i powozów tuż przed utrzymywanym w czystości wejściem, a jeśli miał się odbyć bal wykładano chodnik, by panie nie pobrudziły balowych pantofelków.

        Przez wieki w pałacach i dworach podłogi były najpierw kamienne, a potem drewniane, a miejsce dywanów było na ścianach. Podczas uczt pod stoły kładziono... słomę. Po uczcie wymiatało się ją razem z tym, co na podłodze zostawili biesiadnicy (nie tylko błoto, ale i kości, czy mniej smakowite kęski jedzenia).

        Mieszczanie, którzy nie zawsze korzystali z dorożek, a ulice przemierzali pieszo, wymyślili kalosze - rodzaj wierzchnich butów, które zdejmowało się przy drzwiach, by wejść do salonu (już z dywanem na podłodze) w nieskazitelnie czystym obuwiu właściwym. To jedyny znany mi przykład zdejmowania obuwia przy wejściu zgodny z savoir-vivrem, choć przez wyższe sfery uważany podówczas za drobnomieszczański, czyli wulgarny (z łac. vulgaris - zwykły, pospolity).

        Być może obecny - tak rozpowszechniony - wymóg zdejmowania butów przez gości bierze się z tamtego zwyczaju. Podejrzewam jednak, że jego pochodzenie jest zupełnie inne - to na wsi z racji warunków, w jakich pracowało się, rozsądnym zwyczajem było zdejmowanie obuwia przed wejściem do sieni i tam zakładanie innego. Na wschodzie Polski do dziś zachował się zwyczaj zostawiania obuwia przed drzwiami nawet wśród mieszkańców bloków (widuję to np. w Hajnówce).

        Co więc robić, gdy przyjmujemy gości?

        Decyzję o tym czy chcą pozostać w obuwiu czy bez pozostawić im. Zdecydowanie nie należy zachęcać do włożenia kapci. Nie tylko paniom takie "dopełnienie stroju" może popsuć efekt starannie dobranego stroju. Lepiej mieć poplamiony dywan, niż splamić się małostkową troską o jego stan.
        Możemy natomiast poprosić o pozostanie w butach, niewykluczone że goście czynią gest sugerujący chęć ich zdjęcia nie mając pewności jakie zwyczaje panują w odwiedzanym domu.

        Jak się zachować będąc gościem?

        Jeśli nasze obuwie jest w znośnym stanie, należy je pozostawić na stopach, chyba że gospodarze nalegają na ich zdjęcie. Wtedy trudno, ulegamy prośbie, bo mniejszym nietaktem jest siedzenie boso w salonie niż urażenie gospodarzy odmową zzucia obuwia. Jednak włożenia "gościnnych" kapci możemy odmówić. Racje zdrowotne, które zostały tu podniesione są niebagatelnym, choć raczej niemożliwym do głośnego przytoczenia, argumentem.
        Jeśli nasze obuwie jest zabłocone lub oblepione śniegiem, a nie mamy możliwości oczyszczenia go na tyle, by nie pozostawić po sobie brudnych śladów lub kałuży, proponuję, niestety, je zdjąć. Taka pamiątka po wizycie jest, co tu kryć, kompromitująca. Chcąc uniknąć niezręcznej sytuacji, w niepogodę wybierajmy się z wizytą taksówką, z której możemy wysiąść przed drzwiami budynku lub autem, które można zaparkować w garażu podziemnym. Dzięki temu odbędziemy wizytę w elegancko utrzymanym obuwiu.


        • Gość: x "wymogi internetu" ujęła Pani słusznie IP: *.unitymediagroup.de 03.09.10, 01:46
          w cydzysłów. Kilkanaście lat temu nie wolno było tyle wody lać, bez konsekwencji finansowych.
          Obce jest Pani pojęcie "reduntantny".
          Myślę, że znalazłem właściwy odpowiednik dla niemieckiego reduntant.
          Po 25 latach życia za granicą nie zawsze trafiam na aktualne słownictwo.

          P.s. Odnośnie butów przed wejściem: Miałem takich sąsiadów, tubylców wink, 6 grudnia znaleźli swoje obuwie przyklejone butaprenem do posadzki, za to z Ptasim Mleczkiem i Malagą w środku.
          • ekspert_ewa.sawicka Re: "wymogi internetu" ujęła Pani słusznie 03.09.10, 10:38
            Gość portalu: x napisał(a):

            >
            > P.s. Odnośnie butów przed wejściem: Miałem takich sąsiadów, tubylców wink, 6 grud
            > nia znaleźli swoje obuwie przyklejone butaprenem do posadzki, za to z Ptasim Ml
            > eczkiem i Malagą w środku.

            Pana to bawi?! Mnie raczej zasmuca...
        • ekspert_ewa.sawicka Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 03.09.10, 10:10
          >To jedyny znany mi przykład zdejmowania obuwia przy wejściu zgodny z savoir-vivrem,

          Napisałam to zawężając pojęcie savoir-vivre-u do naszego kręgu kulturowego. A przecież nie weszłabym do tradycyjnego domu japońskiego czy mułzumańskiego w obuwiu!

          To uświadomiło mi, że poruszona tu kwestia "w butach czy bez" najlepiej ilustruje jak bardzo to co uważamy za dobre maniery zależy od kontekstu kulturowego. I jak często własne bądź grupy społecznej, z którą się identyfikujemy doświadczenie i przekonania, siłą rzeczy ograniczone, uznajemy za uniwersalne i właściwsze od innych.

          Zastanawiające, że nawet długoletnie mieszkanie w wielokulturowym społeczeństwie nie zawsze uczy tolerancji i szacunku dla innych. Przeciwnie wbija w niczym nieuzasadnione poczucie lepszości. Ale o tym morze (a raczej ocean) atramentu wylał już Witold Gombrowicz.
          • slimakpokazrogi Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 04.09.10, 22:23

            Dziękuję pięknie za odpowiedźsmile
          • baba67 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 17.09.10, 14:47
            Ja sie zle czuje majac na nogach buty w pomieszczeniu mieszkalnym. Kapci nie posiadam (tj sa niewiadomo gdzie) bo ich nie nosze. u kogos zdejmuje bo mam taka wewnetrzna potrzebe. Swoich gpsci nie zmuszam chyba ze rzeczywiscie buty sa mokre albo zablocone, ale wiekszosc czuje tak jak ja . Oni WOLA byc boso.
          • Gość: krolewnasniezka Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" IP: *.dip.t-dialin.net 07.11.10, 17:07
            Pani Ekspert! dziekuje, ze Pani ta kwestie poruszyla (chodzi o dom japonski czy muzulmanski).
            Wlasnie w tej kwestii pojawia sie u nas problem sad Mieszkamy w DE, jestesmy malzenstwem mieszanym, jednak trzymamy sie w tej kwestii ze wzgledow religijnych zasady zeby buty zdejmowac. Niestety nie kazdy o tym wie i w jaki sposob w takiej sytuacji postapic? Grzecznie powiedziec i poprosic o zdjecie butow?
    • zavsze_usmiechnieta Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 05.09.10, 00:36
      Ale przecież nie zawsze idąc do kogoś w odwiedziny, idziemy na jakieś oficjalne,
      przyjęcie typu: imieniny, urodziny czy inna uroczystość i jesteśmy ubrani w
      wizytowe stroje, do których nie pasuje siedzenie boso. Czasami odwiedzamy kogoś
      zupełnie na luzie, spontanicznie, na przysłowiową kawę czy herbatę. Niekiedy
      kobiety spotykają się w domach na tak zwane ploteczki i rozsiadają się wygodnie
      w fotelach i na kanapach, podkurczając nogi.

      Myślę, że dużo też zależy od tego do kogo idziemy. Bo jeśli są to nasi znajomi,
      przyjaciele, w obecności których czujemy się swobodnie i nie musimy się
      zadręczać i przejmować etykietą to możemy "na legalu" ściągnąć buty i chodzić
      boso. Poza tym jeśli są to nasi znajomi to znamy ich przecież i wiemy czy u nich
      w gościnie wymagane jest zdejmowanie butów czy też nie.

      Ponadto zauważyłam, że w wielu domach gospodarze niejako wymuszają zdjęcie butów
      na gościach.
      Robią to w ten sposób, że czekają z gośćmi w przedpokoju dopóty, dopóki nie
      ściągną oni obuwia.
      Po prostu takim gestem wyczekiwania, wstrzymują się z zaproszeniem "na salony".
      Zapraszają dopiero po zdjęciu butów. Więc co wtedy zrobić? Powiedzieć komuś
      "prosto z mostu": -"przepraszam, ale nie ściągnę butów" ?

      Moim zdaniem rozwiązanie jest proste: jeśli idziemy do kogoś z oficjalną wizytą
      i jesteśmy w stroju wizytowym i chcemy ładnie prezentować się w swojej kreacji,
      to nie powinniśmy ściągać butów, jeżeli są one czyste. Natomiast jeżeli jest to
      jesień zima lub zwyczajnie brzydka pogoda, a nasze buty są brudne, to miejmy
      przy sobie pantofle na zmianę, które założymy już będąc w domu w
      gościach. To żaden problem smile
      Pozdrawiam ^_^
      • Gość: monari Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.10, 18:56
        Przypomina mi sie koleżanka,która to poczas wizyty u nas bardzoooo żaliła się na swojego męża,że ten nie szanuje jej pracy i włazi z podwórka na czystę czy umytą podłogę...Mój wzrok padł na jej długie kozaczki z resztkami czarnego śniegu...weszla nimi na jasno-popielata podłogę do kuchni...wink)
        A żeby tego byłomało,kokietowała mojego M bbbaaardzzzooo,przyszła nie zapowiedziana,zastała nas po "domowemu" , sama wydekoldowana i pachnaca,rozzalona na sojego M bezceremonialnie go obgadywała i szukała akceptacji u mojego M (nie u mnie)
        Pyta mojego M :Jak on może mi to robic? Dlaczego mnie lekceważy? Czy ja ważę 100 kg? No o co mu chodzi???
        Dodam tylko,że ja wtedy po poważnej chorobie i lekach sterydowych ważyłam ok.95 kg....;P
        Ona nie zrażona, a u mojego M konsternacja na całego! Rzecz się działa cały czas w mojej obecności!!!! Po tym fakcie jeszcze kilka razy próbowała "wymusic" komplementy ;p Nie uzyskała nic...Poszła jak niepyszna,uprzednio wypijajac swoje piwo...które przyniosła dla siebie szt 1...;/ dla nas gospodarzy nie przyniosłasmile
        Warto też wspomniec,że owa znajoma zawsze czuła miete do mojego M smile
      • nm.buba011 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 17.09.10, 09:13
        zavsze_usmiechnieta napisała:

        > Moim zdaniem rozwiązanie jest proste: jeśli idziemy do kogoś z oficjalną wizytą
        > i jesteśmy w stroju wizytowym i chcemy ładnie prezentować się w swojej kreacji,
        > to nie powinniśmy ściągać butów, jeżeli są one czyste. Natomiast jeżeli jest to
        > jesień zima lub zwyczajnie brzydka pogoda, a nasze buty są brudne, to miejmy
        > przy sobie pantofle na zmianę, które założymy już będąc w domu w
        > gościach. To żaden problem smile
        > Pozdrawiam ^_^

        - tylko z pozoru. Albo jedno (elegancja), albo to drugie o czym wspominasz, zmiana butów.
        Przyjęcie to jak gala.

        Wyobraź sobie premierę w operze i Pana Prezydenta z Pierwszą Damą zmieniających buty w szatni.

        Ile warte są takie fotki?
        • baba67 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 19.09.10, 09:25
          Mowimy o normalnych przyjeciach w normalnych domach a nie gali w teatrze . Zabrarnie ze soba pantofli odpowiednich do stroju (NIE KAPCI) i zmiana w przedpokoju przeciez nie sa niczym uwlaczajacym. Przeciez nie musimy w tych pantoflach do stroju zadawac szyku ;rzez bala droge. A teatr to nie dom prywatny.
          • nm.buba011 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 19.09.10, 11:20
            baba67 napisała:

            > Przeciez nie musimy w tych pantoflach do
            > stroju zadawac szyku ;rzez bala droge. A teatr to nie dom prywatny.

            - zaproszenie oficjalne ma charakter gali, od samego wejścia.

            Czy mówimy o oficjalnej wizycie trwającej 1,5 - 2 godziny, czy o... pomieszkiwaniu?

            W tym drugim wydaniu dozwolone jest podkurczanie bosych stóp pod pupę, podkładanie pod nogi puf, przynoszenie kapci i co najważniejsze brak ram czasowych czegoś, co nie jest wizytą w znaczeniu pierwszym.
            • baba67 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 19.09.10, 15:02
              No ale o czym Ty piszesz? Przeciez napisalam, ze teatr to co innego niz dom prywatny zatem butow nie zdejmujemy w ogole.
              Jesli w domu prywatnym a wlasciwie rezydencji jest super przyjecie, to goscie na cos takiego nie jada autobusem, podjezdzaja pod same drzwi-zmiana obuwia nie jest potrzebna. A super gala w bloku dla osob poruszajacych sie komunikacja?
              No prosze Cie...
              Moga ostatecznie zmienic buty na klatce jesli tak im wstyd w przedpokoju.
              • dominikjandomin Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 19.09.10, 22:43
                baba67 napisała:

                > No ale o czym Ty piszesz? Przeciez napisalam, ze teatr to co innego niz dom pry
                > watny zatem butow nie zdejmujemy w ogole.
                > Jesli w domu prywatnym a wlasciwie rezydencji jest super przyjecie, to goscie
                > na cos takiego nie jada autobusem, podjezdzaja pod same drzwi-zmiana obuwia nie
                > jest potrzebna.

                Mogę zmienić w taksówce.

                Bo nie mam możliwości podjechania taksówką pod moją klatkę, gdzie mieszkam (za kilka miesięcy się zmieni, własnie budują ulicę). Gorzej, jak u gospodarzy taka sama sytuacja...
              • nm.buba011 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 20.09.10, 09:13
                baba67 napisała:

                > No ale o czym Ty piszesz? Przeciez napisalam, ze teatr to co innego niz dom pry
                > watny zatem butow nie zdejmujemy w ogole.

                - dużo osób w teatralnej szatni zmienia... buty. Takie "zalecenia" można znaleźć na starym forum s-v.
                > Jesli w domu prywatnym a wlasciwie rezydencji jest super przyjecie, to goscie
                > na cos takiego nie jada autobusem, podjezdzaja pod same drzwi-zmiana obuwia nie
                > jest potrzebna. A super gala w bloku dla osob poruszajacych sie komunikacja?

                - nie napisałem o super gali w bloku, ale o tym, że zapraszając kogoś na wizytę powinniśmy traktować gościa wyjątkowo, a więc tak samo jak na gali.


                > No prosze Cie...
                > Moga ostatecznie zmienic buty na klatce jesli tak im wstyd w przedpokoju.

                - mały blokowy przedpokój pełen zamienionych butów lub opakowań z butami, elegancko?
        • dominikjandomin Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 19.09.10, 22:40
          nm.buba011 napisał:


          > a nasze buty są brudne, to mie
          > jmy
          > > przy sobie pantofle na zmianę, które założymy już będąc w domu w
          > > gościach. To żaden problem smile
          > > Pozdrawiam ^_^
          >
          > - tylko z pozoru. Albo jedno (elegancja), albo to drugie o czym wspomin
          > asz, zmiana butów.
          > Przyjęcie to jak gala.
          >
          > Wyobraź sobie premierę w operze i Pana Prezydenta z Pierwszą Damą zmieniających
          > buty w szatni.

          Ale zakładamy też, że opera odbywa się w mieście. Z chodnikami, oczyszczonymi.

          Zupełnie inna sprawa np. przyjęcie w dworze na wsi. Tam standardem może być spacer w kaloszach i zmiana obuwia w sieni.

          A polskie warunki... no cóż, mieszkam (podobno) w mieście. Dookoła błoto i piach, bez chodników. Mam stosować normy miejskie czy wiejskie?
          • nm.buba011 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 20.09.10, 09:01
            dominikjandomin napisał:

            > A polskie warunki... no cóż, mieszkam (podobno) w mieście. Dookoła błoto i piac
            > h, bez chodników. Mam stosować normy miejskie czy wiejskie?

            - Pamiętam o Twojej sytuacji, wyjątkowość potwierdza regułę.
            Nie żałuj róż, gdy płonie las.
            • baba67 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 20.09.10, 12:48
              A zima, jak rozumiem, panie korzystajace z komunikacji miejskiej suna na przyjecie w pantofelkach bo jak wyglada maly przedpokoj pelen obuwia zimowego? A te sterty plaszczy i palt?A fe! No naprawde nieelegancko. Niech goscie zatem wychodza z domu w eleganckich strojach(bron Boze w wierzchnich okryciach) i docelowych butach w kazdej sytuacji i biora taksowke, bo PRZEDPOKOJ BEDZIE NIEELEGANCKI. Przedpokoj tez obowiazuje SV przeciez
            • dominikjandomin Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 21.09.10, 21:04
              nm.buba011 napisał:

              > dominikjandomin napisał:
              >
              > > A polskie warunki... no cóż, mieszkam (podobno) w mieście. Dookoła błoto
              > i piac
              > > h, bez chodników. Mam stosować normy miejskie czy wiejskie?
              >
              > - Pamiętam o Twojej sytuacji, wyjątkowość potwierdza regułę.

              Dlatego przy regule pokazuję wyjątek, aby gdzieś w świecie nie objawił się natchniony wiedzą z forum, który głosić będzie, że ZAWSZE trzeba robić TAK i TAK, a kto inny ten BURAK smile
    • Gość: malgorzata ech, te buty... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.10, 11:55
      oczywiscie nie wymagam od moich gosci zdejmowania butow, ale jak nauczyc ich troski o to w jakim stanie pozostawiaja moje mieszkanie? kolezanka zjawila sie u mnie zimowa pora w butach typu "traktory". pierwsze kroki skierowala do lazienki, gdzie na swiezutenkim, bawelnianym, jasnym dywaniku zostawila czarne odciski ubloconych buciorow. na litosc boska! nie mozna bylo wytrzec tych butow? wiem, ze nie zawsze buty da sie osuszyc do konca, ale wlazic z tym blockiem na dywanik? nie mozna ominac? zrobila z lazienki chlewik, ktory musialam szybko sprzatac zanim inny gosc bylby narazony na takie widoki w moim domu.
      mam inna znajoma, z ktorej butow nigdy nie spada chocby kropla wody czy ziarnko piasku, ale ona wyciera buty bardzo dlugo i dokladnie przy wejsciu do budynku. jesli na dworze mokry snieg, przed nacisnieciem dzwonka osusza podeszwy papierowym recznikiem, ktory zawsze ma w torebce kiedy pogoda pod psem. polecam.
      • cherryhills Re: ech, te buty... 21.09.10, 13:09
        A jak przekonać gości, żeby właśnie butów NIE zdejmowali?
        Ja jestem nauczona niezdejmowania butów w gościach. Nikt z rodziny nawzajem się odwiedzającej tego nie robił, więc ja też nie.
        Idąc więc do znajomych zawsze pakowałam się do środka w butach, nawet mi nie przyszło do głowy, żeby je ściągać (dbam, żeby mieć czyste buty i nie narobić szkód). A oni przychodząc do nas zdejmują je już w progu i potem siedzą w tych skarpetkach. Żądają kapci. Nie mam kapci "dla gości". A te skarpety wydają mi się takie... żałosne? Nie wiem, czy to dobre słowo.
        Na początku mówiłam, że butów zdejmować nie muszą, jednak oni dalej swoje.
        Szkód nie narobią, wszędzie mam płytki. Mówiąc szczerze to nawet czasem "ciągnie" od tej podłogi, choć nam (domownikom) to nie przeszkadza. Chodzimy boso (bez skarpet) po tych płytkach od lat bez względu na porę roku i możliwe że jesteśmy zahartowani. (Nawet nie chorujemy, ale "nie chodź boso bo się przeziębisz" słyszę non stop).
        No więc siedzą ci goście, w nogi im zimno, pan w czarnych skarpetach, pani w "stópkach".
        Jak ich przekonać?
        • ekspert_ewa.sawicka Re: ech, te buty... 21.09.10, 15:20
          cherryhills napisała:

          Żądają kapci. Nie mam kapci "dla gości". (...)
          > No więc siedzą ci goście, w nogi im zimno, pan w czarnych skarpetach, pani w "s
          > tópkach".
          > Jak ich przekonać?

          Nie przekonywać. Grzeczność wymaga uszanowania, że ktoś nie wyobraża sobie wejść "na salony" w obuwiu. Jeśli to dobrzy, często Panią odwiedzający znajomi radzę zaopatrzyć się w kapcie/klapki dla nich (wydatek niewielki, poprawa relacji towarzyskich bezcenna). Jeśli okazjonalni, trudno, niech marzną. Pani widząc ich ruch w kierunku zdjęcia butów, daje im wybór, mówiąc "mam chłodną podłogę, zapraszam w butach".
          • bmwracer Re: ech, te buty... 29.09.10, 01:25
            My akurat zalatwiamy to w ten sposob ze przyjmujac gosci dajmey przyklad i sami jestesmy w butach a kiedy goscie probuja zdejmowac mowimy "prosimy o nie zdejmowanie poniewaz u nas sie chodzi w butach jak sami widzicie" Jesli po tym ktos preferuje chodzic boso - trudno to juz indywidualna decyzja.
            • baba67 Re: ech, te buty... 29.09.10, 11:11
              Dobry pomysl-jak wszyscy to wszyscy. Smieszne, ale ja zostalabym w butach a i tak zostawilabym je pod stolem smile
            • nm.buba011 Re: ech, te buty... 29.09.10, 11:29
              bmwracer napisał:

              > My akurat zalatwiamy to w ten sposob ze przyjmujac gosci dajmey przyklad i sami
              > jestesmy w butach


              to jest taka oczywistość, że żenujące jest o tym wspominać. Tak jakbyś się pochwaliła, że podajesz sztućce do konsumowania potraw. Gości nie przyjmuje się w kapciach lub boso. To podstawa.

              Gospodarz otwierający drzwi w kapciach, rzuca gościowi niewerbalnie, ściągaj buty, moje panele są ważniejsze od Ciebie.
              • Gość: malinka Re: ech, te buty... IP: *.gdynia.mm.pl 02.11.10, 18:47
                A jak każą zdjąć buty PRZED drzwiami do mieszkania i zostawić w szafce na ogólnodostępnym korytarzu to co zrobić?
                • ekspert_ewa.sawicka Re: ech, te buty... 02.11.10, 19:05
                  Niestety, zdjąć smile Odmowa byłaby afrontem (zamierzoną zniewagą).

                  Czasami trzeba własną wygodę poświęcić w imię dobrych relacji ze znajomymi. Jeśli jest to dla nas trudny do zaakceptowania zwyczaj, można znajomość kontynuować spotykając się w miejscach publicznych bez odwiedzania się w domach.
                  • nm.buba011 Re: ech, te buty... 02.11.10, 19:42
                    ekspert_ewa.sawicka napisała:

                    > Niestety, zdjąć smile Odmowa byłaby afrontem (zamierzoną zniewagą).

                    - opcjonalnie: Życzyć dobrej zabawy i pożegnać się.
                    Jako modyfikację Pani wersji:

                    > Jeśli jest to dla nas trudny do zaakceptowania zwyczaj, można znajomość
                    > kontynuować spotykając się w miejscach publicznych bez odwiedzania się w domach.

                    - asymetryczne relacje nie są szczere i to tylko kwestia czasu, do ich zakończenia

                    > Czasami trzeba własną wygodę poświęcić w imię dobrych relacji ze znajomymi.
                    • stara_dominikowa Re: ech, te buty... 03.11.10, 10:58
                      Bubo, jesteś tak zasadniczy i konsekwentny, że... trudno w to uwierzyć. W relacjach międzyludzkich rzadko bywa tak, że wszyscy zachowują się poprawnie. Naprawdę jesteś gotów odwrócić się i wyjść w takiej sytuacji?

                      Wyobraź sobie, że twoja siostra wychodzi za mąż i jesteście wraz z rodzicami zaproszeni na obiad do rodziców przyszłego szwagra. Nie ty wybrałeś go na narzeczonego, twoja obecność jest dla siostry bardzo ważna. Nie jest to dom, w którym panowałyby uznawane przez ciebie obyczaje i gospodarze przyjmują gości w kapciach, tego samego oczekując od gości - o czym dowiadujesz się dopiero przy drzwiach. Czy w takiej sytuacji naprawdę nie zdjąłbyś butów i podziękowałbyś za zaproszenie? Rodzice narzeczonej także, twoim zdaniem, zachowaliby się poprawnie życząc dobrej zabawy... gospodarzom i własnej córce z przyszłym zięciem? Czy jesteś w stanie zrozumieć, że przyszli teściowie siostry nie byli nauczeni tego, czego jesteś nauczony ty i zachowują się w swoim mniemaniu poprawnie? Zdajesz sobie sprawę, że wychodząc broniąc butów zraniłbyś siostrę, rodziców i gospodarzy, możliwe, że zepsułbyś wzajemne relacje dwóch rodzin na długo.
                      Zaryzykowałbyś?
                      • nm.buba011 Re: ech, te buty... 03.11.10, 15:02
                        stara_dominikowa napisała:

                        > Bubo, jesteś tak zasadniczy i konsekwentny, że... trudno w to uwierzyć. W relac
                        > jach międzyludzkich rzadko bywa tak, że wszyscy zachowują się poprawnie. Napraw
                        > dę jesteś gotów odwrócić się i wyjść w takiej sytuacji?
                        >
                        > Wyobraź sobie, że twoja siostra wychodzi za mąż i jesteście wraz z rodzicami za
                        > proszeni na obiad do rodziców przyszłego szwagra. Nie ty wybrałeś go na narzecz
                        > onego, twoja obecność jest dla siostry bardzo ważna.
                        (...)
                        > Zdajesz sobi
                        > e sprawę, że wychodząc broniąc butów zraniłbyś siostrę, rodziców i gospodarzy,
                        > możliwe, że zepsułbyś wzajemne relacje dwóch rodzin na długo.
                        > Zaryzykowałbyś?

                        chętnie odpowiem Ci na to pytanie, o ile Ty wpierw odpowiesz na moje


                        Czy Ci co wymagają od "swoich" gości zdjęcia butów zażądają tego samego od:
                        przełożonego, komornika, policjanta, pracownika US czy... księdza?
                        • stara_dominikowa Re: ech, te buty... 03.11.10, 16:03
                          Czy Ci co wymagają od "swoich" gości zdjęcia butów zażądają tego samego od:
                          > przełożonego, komornika, policjanta, pracownika US czy... księdza?

                          Nie wiem. Nie dyskutowałam nigdy z obuwniczym terrorystą na ten temat, więc chyba przeceniasz moją znajomość tego zwyczaju.
                          Czy muszę wiedzieć, żebyś odpowiedział na moje pytanie?

                          Teraz humorystycznie: przykładem twojego podejścia do savoir-vivre'u jest nadgorliwość w przestrzeganiu jego zasad w języku. "Odpowiem Ci" - tak, ale "czy Ci co wymagają" - nie. Nie wykluczam, że chciałeś poprzez dużą ilość tych wielkich liter uświadomić mi, że popełniam błąd pisząc wszystkie zaimki małą... smile
                          • nm.buba011 Re: ech, te buty... 03.11.10, 17:54
                            stara_dominikowa napisała:

                            > Czy Ci co wymagają od "swoich" gości zdjęcia butów zażądają tego samego od:
                            > > przełożonego, komornika, policjanta, pracownika US czy... księdza?
                            >
                            > Nie wiem. Nie dyskutowałam nigdy z obuwniczym terrorystą na ten temat, więc chy
                            > ba przeceniasz moją znajomość tego zwyczaju.

                            - kto jest tym obuwniczym terrorystą?

                            > Czy muszę wiedzieć, żebyś odpowiedział na moje pytanie?

                            w moim pytaniu jest odpowiedź, zapewne gościłaś choć raz w swoim życiu, tu powtórzę:
                            przełożonego, komornika, policjanta, pracownika US czy... księdza?


                            > Teraz humorystycznie: przykładem twojego podejścia do savoir-vivre'u jest nadgo
                            > rliwość w przestrzeganiu jego zasad w języku. "Odpowiem Ci" - tak, ale "czy Ci
                            > co wymagają" - nie. Nie wykluczam, że chciałeś poprzez dużą ilość tych wielkich
                            > liter uświadomić mi, że popełniam błąd pisząc wszystkie zaimki małą... smile

                            - taka moja maniera lub, jak wolisz... nieuctwo. Musiałem opuścić swojego czasu adekwatne wykłady, nad czym do dziś ubolewam.

                            Co prawda, zgodnie z poprzednią propozycją nie odpowiem Ci na zadane przez Ciebie pytanie,
                            ale można wydedukować, że moja siostra ma podobne poglądy i doświadczenia do moich.

                            Trochę dygresyjnie, za 6 lat II Wojny Światowej, nie są winni jedynie Niemcy, ale przede wszystkim państwa idące na ustępstwa A. Hitlerowi w momencie, gdy ten pierwszy raz złamał pewnego rodzaju savoir-vivre między państwami europejskimi, wkraczając do strefy zdemilitaryzowanej. Bały się aby nie urazić politycznego ignoranta, notabene kiedy jeszcze nie posiadał militarnego zaplecza.
                            • stara_dominikowa Re: ech, te buty... 03.11.10, 18:41
                              Unikasz odpowiedzi. Wcisnąłeś do mojej historii swoje założenie (siostra o zbieżnych z twoimi poglądach). Trudno, głową muru nie przebiję. Myślę, że dalsza dyskusja nie ma sensu.
                              • nm.buba011 Re: ech, te buty... 03.11.10, 18:58

                                stara_dominikowa napisała:

                                > Unikasz odpowiedzi. Wcisnąłeś do mojej historii swoje założenie (siostra o zbie
                                > żnych z twoimi poglądach). Trudno, głową muru nie przebiję.

                                - nie unikam. Twoje pytanie było zwykłą manipulacją.
                                Mimo wszystko Ci odpowiedziałem swoim pytaniem. Uzupełniłem rzeczywistymi poglądami mojej siostry, którą przy okazji pozdrawiam.

                                Ty nie umiesz odpowiedzieć kto jest według Ciebie obuwniczym terrorystą?
                                Z kontekstu nie wynika to jednoznacznie.

                                > Myślę, że dalsza dyskusja nie ma sensu.

                                Mimo wszystko, miło mi, że próbowałaś rozmawiać
    • firlefanz nie rozumiem "traumy" zdejmowania butów 07.11.10, 18:05
      Na jednych imprezach-domówkach zdarza mi się zostawać w butach, na innych - zdejmuję buty i naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego dla niektórych ludzi jest to taka straszna trauma...

      W dyskusji o butach dorabia się ideologię do problemu, który ma banalne wyjaśnienie - klimat oraz bardzo kiepski stan i utrzymanie chodników w Polsce (brak odśnieżania zimą, wszechobecne kałuże z powodu nierówności i zapchania studzienek, w niektórych miejscach brak chodników). Osoby, które tak się oburzają na konieczność zdejmowania butów zimowych chyba nigdy nie widziały błotno-wodnej kałuży powstającej wokół butów z podeszwą "traktorem".

      Przez dużą część roku zdejmowanie butów przez gości jest wygodniejsze i dla gospodarza (jeśli ma w domu dywany) i dla gości (kilka godzin w kozakach albo glanach to żadna przyjemność).
      • nm.buba011 Re: nie rozumiem "traumy" zdejmowania butów 07.11.10, 19:41
        firlefanz napisała:

        > naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego dla niektórych lud
        > zi jest to taka straszna trauma...

        - dla niektórych to zrozumieć to Everest

        > powstającej wokół butów z podeszwą "traktorem".

        - na wizyty zakładamy adekwatne, nawet po przez swoje brzmienie, buty wizytowe mające gładką powierzchnię, a nie buty do turystyki górskiej.

        > dla gości (kilka godzin w kozakach albo glan
        > ach to żadna przyjemność).

        j.w.
        wizyta to nie pomieszkiwanie, czy wygoda i komfort, podobnie jak savoir-vivre, to nie to samo co survival. Można pomylić. smile
        • firlefanz Re: nie rozumiem "traumy" zdejmowania butów 10.11.10, 16:35
          Z punktu widzenia osoby, która ma samochód rzeczywiście nie jest to aż tak duży problem, bo może dopasować buty nie do pogody, ale do okazji.

          Ale jeśli ktoś na spotkanie musi dotrzeć autobusem, pociągiem albo piechotą w środku zimy albo w deszczową pogodę to o ile jest rozsądny i nie chce się przeziębić wybierze buty kierując się warunkami atmosferycznymi. (A buty zimowe rzadko kiedy mają gładką powierzchnię)

          hmm... jak zapraszam gości to zależy mi na tym, żeby dobrze się bawili i dobrze czuli w moim mieszkaniu. Zgoda, że nie powinno się przymuszać gości do zdejmowania butów, jeśli oni mają przed tym widoczne opory, ale jeśli i goście i gospodarz są za zdejmowaniem butów to co stoi na przeszkodzie?
          • nm.buba011 Re: nie rozumiem "traumy" zdejmowania butów 10.11.10, 18:17
            firlefanz napisała:

            > ale jeśli i goście i gospo
            > darz są za zdejmowaniem butów to co stoi na przeszkodzie?

            - nic. Mogą to robić do momentu, kiedy nie zaczną tego nazywać zgodnym z savoir-vivre'm.
            Nie myl wizyty z pomieszkiwaniem.
            • firlefanz Re: nie rozumiem "traumy" zdejmowania butów 10.11.10, 20:47
              w takim razie ciekawam jak definiujesz "wizytę" a jak "pomieszkiwanie"... (bo mam wrażenie, że odmiennie od większości społeczeństwa).



              • nm.buba011 Re: nie rozumiem "traumy" zdejmowania butów 10.11.10, 22:59
                firlefanz napisała:

                > w takim razie ciekawam jak definiujesz "wizytę" a jak "pomieszkiwanie"...

                - wizyta ma określony cel, ramy czasowe oraz dotyczące ubioru i zachowania.
                Pomieszkiwanie jest spontaniczne i niezdefiniowane. Pełne improwizacji, dowolności i często, choć nie zawsze, braku określonego celu. Gość w tym czasie staje się tymczasowym domownikiem.

                > (bo mam wrażenie, że odmiennie od większości społeczeństwa).

                - szanuję Ciebie i Twoje wrażenia, ale zachowaj je dla siebie.
    • taja11 Re: Zdejmowanie obuwia "w gościach" 11.11.10, 15:10
      Nie cierpię jak moi goście zdejmują obuwie-sama też(z małymi wyjątkami) nie zdejmuję kiedy jestem z wizytą u kogoś.Ale-nie wejdę zabłoconymi butami.kiedy pada to tak długo wycieram że sami gospodarze mówią-już dobrze wejdź!Już nawet dokładnie nie pamiętam kto zdjął buty-ale zapach był wstrętny.No i najważniejsze-w moim środowisku tak jest przyjęte że po prostu butów się nie zdejmujesmileCzy ktoś to gani czy niesmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka