indigo_kid
20.02.11, 22:05
Żonaty mężczyzna zostaje poproszony o bycie świadkiem na ślubie swojego brata (był jeszcze w opcji drugi brat stanu wolnego), zadowolony zgadza się, a 2 tygodnie przed weselem dowiaduje się, że w piątek przed weselem ma się zjawić 200 km od domu na wieczorze zapoznania ze świadkową (sam), na weselu ma przez cały czas towarzyszyć parze młodej w charakterze partnera dla świadkowej, resztę czasu (poza zabawami i innymi rytuałami) może spędzać ze swoją żoną.
Świadek się nie godzi na wieczór zapoznania (powód ma żonę) i zabawianie świadkowej (powód ma żonę, z którą chce spędzić to wesele), narzeczeni się obrażają, rezygnują ze świadka, po czym nie mogąc znaleźć zastępstwa, po przez pośredników dają znać, ze ma być świadkiem. W efekcie świadek ogranicza swoją rolę do kościoła i asysty przy przyjmowaniu kopert.
"Młodzi" zarzucają świadkowi i jego żonie (która osobiście nie brała udziału w dyskusjach) zrujnowanie najważniejszej imprezy w ich życiu, zerwali kontakty i wszem rozpowiadają, że oczekują przeprosin.
Czy uważacie, że świadek źle postąpił i powinien przepraszać?