Dodaj do ulubionych

Chowac koniak do barku?

30.08.12, 07:57
Zainspirowal mnie watek "Otwarta butelka" (po watkach widac, ze skompiradel ci u nas dostatek: obgryzione czekolady, napoczete alkohole, puste kopertuy na weselach).
Czy alkohol przyniesiony na impreze pije sie na tej imprezie czy tez mozna schowac do barku?
Moje zdanie takie:
Wariant nr 1:
Jesli zaproszona osoba dzwoni i pyta co przyniesc, a ja sugeruje, ze bedzie mieso, wiec niech czerwone wino wytrawne przyniesie, to jak ona to wino przyniesie to pijemy razem. Generalnie, nie jest ladnie pokazywac jedzenie i picie przy wszystkich i potem chowac je do szafy, tylko dla siebie lub innych gosci.
Ale...
Wariant nr 2:
Czasami jest tak, ze ide na impreze, nic z gospodarzami nie ustalalam i daje im fajna butelke czegos lepszego. Na arenie (na imprezie) jest znane skapiradlo, badz kilkoro, i wcale nie chcialabym, zeby oni sie rozsmakowali (bo tacy to za friko pija do dna). Wtedy najlepiej dac koniaczek na boku z szeptem "Schowajcie dla siebie", a dla reszty przyniesc, hmm...chipsy za 5 zl. Koniaczek sie nie zmarnuje, gospodarze nie obraza na za lichy prezent, skapiradla nie napchaja. Jest tylko jeden szkopul: skapiradla pomysla, ze chipsy za 5 zl sa OK i beda, o zgrozo, powielac "sawuariwiwrowy" standard.
Macie jakies pomysly na wariant nr 2?
Obserwuj wątek
    • crea.tura Re: Chowac koniak do barku? 30.08.12, 08:58
      Sugerowanie gospodarzom co mają zrobić z prezentem jest raczej nie na miejscu. Może mają ochotę teraz otworzyć i poczęstować swoich gości? Wręczasz koniak i jeśli nie masz ochoty go pić to po prostu odmawiasz gdy ktoś Ci go zaproponuje. Może gospodarz postrzega "skąpiradła" inaczej niż Ty? Może jeśli zaprasza gości, to nie oczekuje że będą bieżyć z darami smile
      A najlepiej to byłoby nie przebywać w towarzystwie ludzi, których się nie lubi i ceni nisko ;>
      • majaa Re: Chowac koniak do barku? 30.08.12, 10:04
        Zgadzam się z powyższym. Prezent dajemy gospodarzom bez zbędnych komentarzy i nie nasza już dalej sprawa, co oni z nim zrobią. Jeśli zechcą poczęstować nim gości, których akurat nie lubisz, to trudno - musisz przełknąć tę żabęwink
        • baba67 Re: Chowac koniak do barku? 30.08.12, 10:16
          Jedyne co mozna zrobic to wreczyc koniaczek dyskretnie.Gospodarze wtedy beda mieli pole manewru.
    • matylda1001 Re: Chowac koniak do barku? 30.08.12, 10:34
      kochanic.a.francuza napisała:

      >Jesli zaproszona osoba dzwoni i pyta co przyniesc,<

      Mam nadzieję, ze chodzi Ci o przyjęcie składkowe, gdy uczestnicy umawiają się, że wkładem gospodarza w imprezę ma być "wolna chata" i zastawa stołowa... W przypadku, gdy gospodarz zaprasza na imprezę, nawet nie wypada pytać, czy trzeba coś przynieść, a co dopiero przynosić.
      • claratrueba Re: Chowac koniak do barku? 30.08.12, 12:11
        W prz
        > ypadku, gdy gospodarz zaprasza na imprezę, nawet nie wypada pytać, czy t
        > rzeba coś przynieść, a co dopiero przynosić.

        Absolutnie się zgadzam. Zwyczaj przychodzenia "z własnym wkładem" na imprezę nie ma nic wspólnego z s-v. Dla gospodarza jest uwłaczający (sugeruje, że on nie ma gustu odpowiedniego dla gościa albo, że za biedny by go na gości było stać).
        Niestety, jest dość powszechny na zasadzie rewanżu. I tylko z tym kłopot.
        • kochanic.a.francuza Re: Chowac koniak do barku? 30.08.12, 14:53
          Widze, ze zdania sa podzielone w zasadniczej kwestii: czy w ogole cos przynosic?
          Mnie wychowano tak, ze sie z geba na paczki nie jezdzi. Sama gosci amatorow darmochy traktowalabym oschle i skapo, na szczescie nie zdarzaja mi sie. Zorganizowanie imprezy to wysilek, koszta: czas i pieniadz. Maly prezent przekazuje informacje, ze te "poswiecenia zauwazamu i jestesmy wdzieczni". Nigdy nie wiadomo czy i kiedy bedziesz mogl sie zrewanzowac, dlatego przynosi sie cos w podziekowaniu.
          Co do imprez skladkowych; jak wy to organizujecie? Dzwonicie do znajomych: "Hej robie impreze, fajnie, w sobote, no, przyniescie sledziki i salatke." ?? A jak nie oczekuje skladania sie wszystkich, bo sama od ppoczatku do konca menu wymyslilam, to jakich zwrotow uzywac? "Hej zapraszam Was na impre, nic nie przynoscie?"
          Tak z ciekawosci pytam, bo skladkowe to tylko z czasow studenckich pamietam-glownie pomysl rodzil sie na miescie wsrod kilkorga ludzi, nikt nie zapraszal. A w doroslym zyciu jak sie to robi? No i co robic, jak jakas kolezanka wciaz robi skladkowe impry? Rewanzowac sie tez tylko skaldkowymi? Czy dawac sie robic w trobe, zawsze cos do niej niosac, a nic od niej u siebie nie oczekiwac?
          Uff, troche duzo pytan.
          • matylda1001 Re: Chowac koniak do barku? 31.08.12, 01:24
            kochanic.a.francuza napisała:

            >Sama gosci amatorow darmochy traktowalabym oschle i skapo, <

            Kto to jest amator darmochy? Bo chyba nie osoba, którą zapraszasz, która ma być Twoim gościem?

            > Zorganizowanie imprezy to wysilek, koszta: czas i pieniadz<

            No ale przecież jesteś osobą dorosłą. Sama wiesz, czy Cię stać na przygotowanie poczęstunku dla gości, tak z logistycznego, jak i finansowego punktu widzenia.

            >Maly prezent przekazuje informacje, ze te "poswiecenia zauwazamu i jestesmy wdzieczni". Nigdy nie wiadomo czy i kiedy bedziesz mogl sie zrewanzowac, dlatego przynosi sie cos w podziekowaniu.<

            Rewanżem może być tylko zaproszenie do siebie tych, którzy dziś goszczą nas, a jak rewanżu nie będzie, to przecież nie koniec świata.

            >Co do imprez skladkowych; jak wy to organizujecie? <

            Ja nie organizuję wcale, wyrosłam już ze studenckich czasów, ale są tacy, którzy organizują np. składkowego Sylwestra. Wtedy każdy coś przynosi. Oczywiście umawiają się co to ma być, żeby smakołyki się nie dublowały. W żadnym razie nie wypada tego stosowac w przypadku imienin, urodzin, świąt, rocznic, innych okolicznościowych imprez, czy spotkań bez tzw. okazji.

            >A jak nie oczekuje skladania sie wszystkich, bo sama od ppoczatku do konca menu wymyslilam,<

            No i teraz wyobraź sobie, że wymyśliłaś menu, przygotowałas jedzenie w/g jakiegos systemu, udekorowałas stół, a ktos stawia na tym stole jakąs pyszna, ale nie pasująca do niczego sałatke w salaterce pasującej do Twojej zastawy jak garbaty do ściany smile

            > to jakich zwrotow uzywac? "Hej zapraszam Was na impre, nic nie przynoscie?"<

            Wcale nic nie musisz mówić. Zaproszenie to zaproszenie.

            > Tak z ciekawosci pytam, bo skladkowe to tylko z czasow studenckich pamietam<

            A jak wobec tego nazwiesz te, na które niesiesz własne trunki bez okazji? Przeciez nie mówimy tu o imprezach typu imieniny, na jakie wypada pójść z upominkiem.

            >Czy dawac sie robic w trobe, zawsze cos do niej niosac, a nic od niej u siebie nie oczekiwac?<

            Przede wszystkim zaprzestać tych dzikich obyczajówsmile i nie nosić "drzewa do lasu" Zadowolić się tym, co na stole, dobrze się bawić, przy wyjściu podziekowac za mile spędzony czas i wystarczy.






            • claratrueba Re: Chowac koniak do barku? 31.08.12, 06:34
              Mnie wychowano tak, ze sie z geba na paczki nie jezdzi.
              "Z gębą na pączki" czyli nowsza wersja starego "na krzywy ryj" oznacza inne sytuacje niż "chodzenie z wsadem własnym". To korzystanie z cudzego bez dzielenia się swoim. Czyli niedokładanie się do składkowego (robienie składkowego gdy bywa się na "normalnym" u kogoś też), niedokładanie sie do wspólnego rachunku, brak rewanżu, przychodzenie bez zaproszenia- wersja hard.
              Przy świętej zasadzie s-v wizyta- rewizyta nie ma problemu "darmochy". Jeśli wiesz, że nie możesz się zrewanżować- nie przyjmujesz zaproszenia. Jeśli przyjmujesz masz "zobowiązanie towarzyskie" czyli zaproszenie TEJ OSOBY jest obowiązkiem. Czasem można go spełnić dopiero po jakimś czasie, ale istnieje. Wg mnie takie przychodzenie na imprezę "z wsadem własnym" to jest próba raczej wymigania się od tego obowiązku małym wysiłkiem niż docenienie wysiłku gospodarza.
              >Co do imprez skladkowych; jak wy to organizujecie? <
              U mnie są dość często- wspólne oglądanie meczów. Ale nie zapraszam wtedy na imprezę tylko "wpadnijcie na mecz". Sama stawiam jakieś przekąski, goście przynoszą swoje, nieraz przyprowadzają swoich znajomych albo dzieci (na początku pytali czy mogą, a że zawsze było pozwolenie to się przyjęło). Latem też "wpadnijcie na grilla"- luźny charakter takiego spotkania powoduje, że ze swoim przyjść wypada, nawet kartoflami.
              Natomiast "na obiad/kolację", "na imieniny" to są tradycyjne imprezy i tu tradycyjne formy zachować wypada. Dać kwiaty (niekoniecznie bukiet, może być doniczkowiec), dać czekoladki (nie czekoladę)- kolacja, imieniny wymagają prezentu "dla solenizanta" a nie butelki, którą gospodarz poczuje się zobowiązany postawić gościom bo to żaden prezent.
              Generalnie- imprezy składkowe to są imprezy młodzieżowe. Dla tych, którzy nie mają mieszkania, dochodów własnych. Dla ludzi dorosłych to może być piknik w lesie ale nie zapraszanie do domu. Tu tak samo nie wypada przynosić własnego pokarmu jak własnego mydła czy papieru toaletowego.
              Rozumiem, że jeśli w grupie przyjęło się chodzenie z wsadem własnym to człowiek z pustymi rękami będzie czuł się źle. Jedyną metodą skończenia jest zaproszenie do siebie, z wyraźnym zastrzeżeniem "nic nie przynoś, czas najwyższy skończyć z tymi młodzieżowymi obyczajami" i nawet jeśli przyniosą, nie przynosić samemu żadnego wsadu spożywczego a drobny prezent.Nawet jeśli ludzie tego nie podchwycą to nie oznacza, że my sami musimy dostosowywać sie do czyichś obyczajów, które żadną normą nie są.
              Koleżanka "składkowa" to zapewne to skąpiradło od czekolady. Trudniejszy przypadek. Może byc tak, że nawet jeśli będzie zaproszona na "normalną imprezę" z zastrzeżeniem "nie przynoś...itd" to i tak wciśnie coś i uzna, że nie jest zobowiązana do rewanżu w post. normalnej imprezy. W jej przypadku "nie przynoś..itd" i normalne imprezy musiałyby być powtarzane dotąd aż "zatrybi".
              • baba67 Re: Chowac koniak do barku? 31.08.12, 07:17
                Mnie tez uczono ze sie nie przychodzi "z pusta reka".Oczywiscie wszelkie imprezy okolicznosciowe wymagaja kwiatow i prezentu, ale zaproszenie na kawe niedzielna wymagalo przyniesienia drobiazgow dla dzieci gospodarzy lub wina dla gospodarzy.Ciasta nie bo to urazaloby gospodynie. Nie zapraszalo sie nikogo na obiad bez okazji dla mnie zwyczaj nielogiczny.Imprez skladkowych tez nie bylo bo tych znajomych bylo tylu ze imieniny wypadaly niemal co mesiac.Skladkowe za to sa u mnie w rodzinie swieta BN kazda gospodyni przynosi co umie najlepiej i to jest swietna tradycja.Piknikowe i grillowe spotkania skladkowe tez sa fajne.Ale impreza skladkowa z okazji urodzin? Poryp.
                • claratrueba Re: Chowac koniak do barku? 31.08.12, 09:09
                  ale zaproszenie na kawe niedziel
                  > na wymagalo przyniesienia drobiazgow dla dzieci gospodarzy

                  Zgoda, drobiazgi dla dzieci, najczęściej słodycze oczywista oczywistość. Wino, moim zdaniem, kwestia raczej umowna między znajomymi. Ale na pewno nie zasada. "Obiady proszone bez okazji" to już różnie. W moim domu rodzinnym każdy obiad niedzielny taki był (więc więcej tych obiadów jadało się poza domem niż w domu) bo traktowany był jako okazja do spotkań z przyjaciółmi domu (soboty były pracujące do 1980 roku to bardzo zmniejszało możliwości spotkań). I o ile pamiętam, było to dość powszechne, potem trudności w zaopatrzeniu generalnie bardzo życie towarzyskie ograniczyły a gość z "wsadem własnym" stal się mile widziany więc i kawę wypadało przynieść i herbatę Madras. taka samopomoc w ciężkich czasach. Byc może to po prostu przetrwało.
                  Z winem to jest ciężka sprawa tak naprawdę. Bo zbyt duże zróżnicowanie i nie tylko w trafienie w gust gospodarza ma znaczenie ale i dopasowanie do menu, wcale niełatwe. Ja nie zaryzykuję przynoszenia na imprezę, często się zdarza, że znajomi goście dostają "na wyjście" butelkę czegoś, co przywiozłam z podróży a w polskich sklepach niedostępne. O ile w ogóle pijają wino.
                  • aqua48 Re: Chowac koniak do barku? 31.08.12, 10:45
                    Impreza składkowa to głównie grill. wcześniej się po prostu umawiamy z przyjaciółmi kto co weźmie. Jeden produkty na szaszłyki, inny składniki na sałatkę, którą potem robimy wspólnie, inny ciasto.
                    Na inne imprezy składkowe (spotkania koleżeńskie) ja najczęściej biorę własnoręcznie upieczony tort, lub ciasto. Oczywiście po wcześniejszym uzgodnieniu z gospodarzem. Często jestem wcześniej pytana czy przyniosę jakiś wypiek.
                    Imieniny, urodziny i obiady bez okazji nigdy składkowe nie są. Często ktoś przynosi wino, albo nalewkę (w moim towarzystwie to alkohole, które najbardziej lubimy). Jeśli pasuje do całości to się je otwiera i wypija, jeśli nie, to gospodarz chowa sobie i nikt z tego powodu nie robi problemu, traktując butelkę jak każdy inny prezent. Na obiady bez okazji przynosi się kwiaty dla gospodyni, albo eleganckie czekoladki. Co z czekoladkami zrobi obdarowany, to jego sprawa. Może je otworzyć, może schować uznając, że zaplanował inny deser.
                    Na rodzinnej Wigilii pojawiam się ze specjałem, którego nikt prócz mnie nie przyrządza.

                    Generalnie zasada jest taka, że to gospodarz decyduje co zrobić z przyniesionym pożywieniem. Nikt mu niczego nie sugeruje, ani nie popowiada, jedzenia nie zamówionego i nie uzgodnionego wcześniej się nie przynosi, bo to byloby niegrzeczne sugerowanie, że gospodarz skąpy jest.
                  • kochanic.a.francuza Re: Chowac koniak do barku? 31.08.12, 16:23
                    Z winem to jest ciężka sprawa tak naprawdę. Bo zbyt duże zróżnicowanie i nie tylko w trafienie w gust gospodarza ma znaczenie ale i dopasowanie do menu, wcale niełatwe.

                    Zawsze dzwonie i pytam, co moge przyniesc, z propozycja: "moze cos na deser? czy lepiej alkohol?" I wtedy gospodarze sa odciazenieu od pieczenia czy noszenia kilogramai butelek; na wieksza impreze jedna butelczyna 0,75 litra (standardowa butelka wina) wystarczy poo trochu, na dnie kieliszka.
                    Zycie sie skopliwalo i przyspieszylo. Wszyscy pracujemy ciezko, dlugo. Nalezy wiec sobie jakos wspolne zabawy chociaz robic lzej. Prziniesienie wina nie uwazam za impreze skladkowa, bo to w ogole nie ma porownania ani cenowo, ani czasowo do tego co robia gospodarze: jednak trzeba chalupe wysprzatac, zakupy wieksze zrobic. Gotowanie zaczac dzien wczesniej, zeby potem, przed przyjsciem gosci tylko zamieszac, zagrzc i nie byc zmeczonym. Potem sprzatanie, organizowanie muzyki, odprowadzanie itp.
                    Gospodarzy zawsze powinno sie wspierac, zeby imprezy nie staly sie uciazliwym obowiazkiem. Mam taka towarzyska znajoma, ktora przestaa w ogole robic u siebie imprezy, bo ja po prostu meczyly. Opowiadala, ze goscie przychodzili, z jakimis chipsami, zasiadali w fotelach wolali cukru, soli, tanczyli, gadali a ona tylko poslugiwala. Tak ja to poslugiwanie wkurzylo, ze teraz spotyka sie tylko na miescie, a przeciez nie o to chodzi.
                    • claratrueba Re: Chowac koniak do barku? 01.09.12, 05:43
                      Kochanico, najpierw piszesz o wysiłku gospodarzy, potem o wspieraniu jakimś daniem tak, jakby to równoważyło ten wysiłek.
                      Równoważy tylko zadanie sobie takiego samego wysiłku by kogoś ugościć.
                      Podejrzewam, że opisywana przez Ciebie znajoma nie tyle była zmęczona koniecznością obsługiwania gości, której przyniesienie nawet wielu dań nie zmieni a tym, że sama obsługiwana u nich przez nich nie była. W takiej sytuacji, kiedy gość czuje się zwolniony z tych wszystkich przygotowań, które opisujesz i poimprezowego sprzątania "bo przecież on zrobił sałatkę i po drodze winko zakupił" to jedynym wyjściem jest spotykanie się na mieście. Może wygodnicki gość pojmie.
                      • kochanic.a.francuza Re: Chowac koniak do barku? 01.09.12, 16:05
                        W takiej sytuacji, kiedy gość czuje się zwolniony z tych wszystkich przygotowań, które opisujesz i poimprezowego sprzątania "bo przecież on zrobił sałatkę i po drodze winko zakupił"

                        Danie i winko jest OK, chipsy sa ponizej pasa.
                        Nie zawsze mozliwe sa rewizyty, a na przyklad nie chcialabym by kolezanka przstala przychodzic tylko dlatego, ze ma za male mieszkanie by robic imprezy na 10 ludzi, nie ma meza, ktory przydwiga zkupy lub posprzata, a ma male dziecko, ktore duzo balagani. W jej przypadku winko jest OK. Ale po swiecie chodza tysiace pasozytow, ktorzy tylk patrza gdzie sie napchac na "krzywy ryj", czasami wrecz sie chwalac, ze sie nazarli a grosza nie wydali, ha, ha itp. Nie znosze czegos takiego. Musze otrzymac sygnal od gosci, ze nie jestem dla nich gotujaca frajerka. Nie ma sygnalu, nie ma nastepnej imprezy-wieeelka strata, bo moje gotowanie to walory nie tylko smakowo-zdrowotne ale i przezycie estetyczne, ze sie tak nieskromnie polansujewink
                        • kochanic.a.francuza Re: Chowac koniak do barku? 02.09.12, 05:16
                          "Kochanico, najpierw piszesz o wysiłku gospodarzy, potem o wspieraniu jakimś daniem tak, jakby to równoważyło ten wysiłek.
                          Równoważy tylko zadanie sobie takiego samego wysiłku by kogoś ugościć.

                          Nie chodzi o "rownowazenie" wysilku, bo jak slusznie zauwazasz, tylko rewizaty to zrownowazy.
                          Chodzi o okazanie gospodarzom, ze sie zauwaza, docenia i jest sie za ten wysilek wdzieczny. Okazanie ma byc CZYTELNE, a nie wymietolona paczka chipsow.
                          • matylda1001 Re: Chowac koniak do barku? 02.09.12, 11:25
                            kochanic.a.francuza napisała:

                            >Chodzi o okazanie gospodarzom, ze sie zauwaza, docenia i jest sie za ten wysilek wdzieczny. Okazanie ma byc CZYTELNE, a nie wymietolona paczka chipsow.<

                            Jeżeli widzę, że goście czują się u mnie dobrze, że z przyjemnością jedzą to, co przygotowałam, i chętnie przyjmują następne zaproszenie, to dla mnie oznacza, że zauważyli mój wysiłek. Gdyby ktoś przyniósł ze sobą jedzenie, to właśnie czułabym się źle. No bo widocznie (pomyślałabym) gdy ich gościłam poprzednio coś musiało być nie tak... jedzenie niesmaczne... albo mało, i wyszli głodni... albo nie poświęciłam im tyle czasu, ile powinnam...
                            • kochanic.a.francuza Re: Chowac koniak do barku? 04.09.12, 13:20
                              "No bo widocznie (pomyślałabym) gdy ich gościłam poprzednio coś musiało być nie tak... jedzenie niesmaczne... albo mało, i wyszli głodni... "
                              Cyli organizujecie sobie imprezy w celach konsumpcyjnych? W sumie tez tak mozna, ale jedzenie to bardzo przyziemna codzienna czynnosc. zapraszam ludzi, zeby sie spotkac, pogadac, wymienic poglady, wrazenia. Nie cierpie imprez, ktorych glownym celem jest najedzenie sie.
                              Czy jestem wyjatkiem? Czy wizyty sa po to by sie najesc? Serio pytam, bo moze zyje w blogiej nieswiadomosci, ze chodzi o zarcie a mi tu jakies dyrdymaly w glowie?
                              • matylda1001 Re: Chowac koniak do barku? 04.09.12, 15:03
                                kochanic.a.francuza napisała:

                                >Cyli organizujecie sobie imprezy w celach konsumpcyjnych?<

                                Ależ nie smile organizujemy jak najbardziej w celach towarzyskich. Po to właśnie, żeby się spotkać, pogadać, wymienić poglądy, wrażenia. Jedzenie jest tylko miłym uzupełnieniem, i dlatego zdziwiłam się, iż uznajesz je za aż tak ważne, żeby nim gościom głowy zawracać. Inna sprawa, że staram się, żeby gościom było miło pod każdym względem, więc i jedzenie chcę zapewnić. Smaczne i w wystarczającej ilości. Przecież jak się tak te poglądy wymienia godzinami, to jeść się zachce. Skoro goście mieliby przynosić własne jedzenie, to dlaczego nie własne fotele? a może ktoś sobie z własną książką przyjdzie? Gdyby rozmowa nie była ciekawa, to by sobie czytał dyskretnie wink
                              • majaa Re: Chowac koniak do barku? 04.09.12, 15:10
                                No cóż, ludzie rzeczywiście na ogół spotykają się niekoniecznie w celach li tylko konsumpcyjnych. Faktem jest jednak, że na proszonym przyjęciu jakieś dania się podaje i wydaje mi się, że zdecydowanej większości gospodarzy zależy na tym, żeby goście mieli wystarczającą ilość jedzenia i żeby im ono smakowało. Ot, takie nieszkodliwe "dziwactwo"wink
    • love-letter Re: Chowac koniak do barku? 31.08.12, 13:21
      Moja koleżanka, która od czasu do czasu zaprasza garść znajomych na grilla czy posiedzenie w ogrodzie, tzw. outdoor party, zawsze sama zwraca się do gości z prośbą, by przynieśli to czy tamto. Pisze mi np. sms w stylu: To weź może jakieś wino albo chipsy, bo Ania z Agatą mają zrobić po sałatce. Ja dołączyłam do towarzystwa parę lat temu, cała reszta znała się dużo, dużo wcześniej i już takie zasady się dawno przyjęły i zakorzeniły i nikt nie widzi w nich niczego nieprawidłowego. Jest w nas chyba takie myślenie, że skoro, dajmy na to, Asia zaprasza, udostępnia miejsce (mieszkanie, ogród), organizuje spotkanie, będzie zmywać naczynia itp.itd. to dlaczego miałaby zająć się całą resztą, skoro każdy może wnieść coś od siebie i mamy imprezę i dużą ucztę bez wysiłku z niczyjej strony. Oczywiście takie zasady panują raczej w nieformalnych kontekstach, wśród bliskich znajomych. Dodam, że w naszym przypadku spotkania odbywają się zawsze u tej jednej koleżanki, więc zakładając, że ona miałaby się wszystkim zająć (organizacja, posiłki itd.), to nie byłoby okazji się zrewanżować, chyba, że zaprosić ją do miasta (kawiarnia, restauracja), ale to już byłoby sztuczne. Na miasto idziemy większą grupą, do knajpy czy na dyskotekę i każdy płaci za siebie.
      • kochanic.a.francuza Re: Chowac koniak do barku? 31.08.12, 16:28
        "Moja koleżanka, która od czasu do czasu zaprasza garść znajomych na grilla czy posiedzenie w ogrodzie, tzw. outdoor party, zawsze sama zwraca się do gości z prośbą, by przynieśli to czy tamto."
        Ja tez tak robie, a jak jestem zaproszona pytam co przyniesc.
      • wtopek Re: Chowac koniak do barku? 10.09.12, 13:25
        No paczpani, nie wiedziałem, że w Polsce między Polakami mówi się "outdoor party", nawet "tzw"...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka