Temat nie do końca zgodny z tematyka forum, ale że często na nim poruszana jest kwestia asertywności, to zaryzykuję
Jakiś czas temu zawodowo zaangażowałam się w pomoc pewnemu niepełnosprawnemu dziecku. Nie ma szans na to, by dziecko to było w pełni sprawne, ale dzięki rehabilitacji jego stan nie będzie się pogarszał, bez nie - będzie.
To tej rehabilitacji potrzebny był m.in. sprzęt do użytku w domu. Sprzetu tego nie refunduje NFZ, kosztuje w granicach podobnych, jak średniej klasy samochód. Rodziców dziecka absolutnie nie było na niego stać, sa w dość nieciekawej sytuacji materialnej, tylko jedno pracuje, zarabia niewiele.
Używając swych kontaktów zawodowych i prywatnych znalazłam sponsorów, którzy sfinansowali sprzęt.
Niestety, jak się właśnie dowiedziałam, sprzęt ten uległ nieodwracalnemu zniszczeniu. Podwójnie niestety, stało się tak wskutek rażącego niedbalstwa o niego rodziców dziecka. Nie jest to podejrzenie, czy domniemanie, ale potwierdzony fakt.
Rodzice ci zwrócili się do mnie o pomoc w ponownym uzyskaniu takiego sprzętu. Dałam im do zrozumienia, że ich oczekiwania są wygórowane, a postawa roszczeniowa. Byli wyraźnie rozczarowani.
Uważam ich postawę za bezczelną. Nie dość, że przez swoje niedbalstwo doprowadzili do zniszczenia drogiego sprzętu, to jeszcze mają czelność przychodzić po następny, jak do sklepu. Gdyby szło o nich pokazałabym im drzwi. Ale chodzi o ich dziecko, którego stan bez tego sprzętu się pogorszy, a które nie jest winne temu, ze ma nieodpowiedzialnych rodziców.
Pewnie zatem podejmę raz jeszcze starania o ten sprzęt. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, ze taka moja postawa pogłębi jeszcze beztroskę i roszczeniowośc rodziców dziecka. Co zrobilibyście na moim miejscu?