pankracy1985
28.10.13, 01:57
Zostałem zaproszony z moją partnerką na ślub i wesele jej brata. Bardzo się ucieszyłem, bo państwo młodzi bardzo sympatyczni, a czas spędzony z moją partnerką bezcenny. Cieszyłem się przez kilka miesięcy na tę okazję, nastawiłem się na nią, podjąłem przygotowania. Tak się jednak złożyło, że nie mogłem być ani na ślubie, ani na weselu. Jedną z przyczyn były nieporozumienia w związku.
Efekt był taki, że bardzo chciałem być na nich obecny, ale nie byłem, co oczywiście sprawiło mi wielką przykrość. Moja partnerka pojechała sama i świetnie się bawiła – i bardzo dobrze, bo to w końcu wesele jej brata. Teraz między nami się ułożyło i moja partnerka żałuje, że tak się stało. Problem polega na tym, że ona na wiele sposobów manifestuje, że świetnie się bawiła, choć wie, że sprawia mi to ogromną przykrość. Czy nie powinno być tak, że jeśli jeden z partnerów już musi być na imprezie sam, to świetnie się bawi, ale nie afiszuje się z tym potem przed całym światem (na przykład na Facebooku), bo wie, że drugą stronę to dobija? Dodam, że moja partnerka widzi moją kwaśną minę i zna przyczynę, ale robi to dalej.
Czy nie obowiązuje tutaj jakaś uniwersalna zasada, że nie należy manifestować wielkiej radości z okazji, która dla bliskiej osoby jest bolesna?
Jestem przewrażliwiony czy powinienem oczekiwać nieco więcej taktu ze strony partnerki?