Dodaj do ulubionych

"dziwne" przeprosiny

22.02.14, 15:32
Zostałam poproszona o poradę, jak się powinna zachować osoba obrażona przez kogoś, a potem ... no powiem, ze dość "dziwnie" przeproszona.
Powiem szczerze, że moim zdaniem powinna nadal czuć się obrazona... ale ciekawa jeste waszego zdania.

Otóż w pewnym towarzystwie jedna pani uznając, że para jej znajomych ma romans pozwoliła sobie wygłosić to głośno i bardzo dobitnie. Pani, której to dotyczyło całkiem wg mnie słusznie obraziła się, pan też. Pan dodatkowo w ostrych, choć kulturalnych słowach uświadomił oburzonej pani, że rozsiewa plotki, a nawet gdyby to co mówi było prawdą, nic jej do tego.
Przez czas jakiś osoby te nie wchodziły sobie w drogę. Ostatnio znów się spotkały (w lokalu) przypadkiem i ta pani, która wyrażała swe oburzenie poprosiła panią obrażoną na stronę i przeprosiła za swoje, jak to określiła impulsywne zachowanie. Pani obrazona przeprosiny przyjęła, ale podkreśliła, że pani powinna przeprosić także pana, bo jej insynuacje także jego dotyczyły.
I tu sedno: pani impulsywna stwierdziła, że (uwaga) przeprasza tylko i wyłącznie za swoje głośne zachowanie, a za to, że uważa, iż para ma romans przepraszać nie będzie, bo jest przekonana, że tak jest.

Przyznam, że mnie na taką bezczelnośc pewnie też by zatkało. Panią obrażoną zatkało. Bez komentarza odeszła od tamtej i teraz nie wie, jak się wobec niej zachować. Niby została przeproszona i przyjęła przeprosiny, ale po ich przyjęciu de facto znów została obrazona.
Jest to osoba, która nie lubi konfliktów, ale też nie chce być obrazana insynuacjami.
Ja osobiście uważam, że powinna nadal być obrazona na tamtą panią, bo takie przeprosiny to kpina.
Dodam, ze panie nie są bliskimi znajomymi, ot znają się, wymieniały ukłony, czasem zamieniały kilka słów. Nadmieniam o ile to dla kogoś ważne, ze pani impulsywna z pewnością nie jest o pana obrażonego zazdrosna, ani nie czuje doń mięty. Jeśli ten szczegół byłby dla kogoś wazny, to nie, para romansu nie ma, koleguje się.
Obserwuj wątek
    • ortolann Re: "dziwne" przeprosiny 22.02.14, 21:25
      Mnie uczono, że obrażają się tylko służące i dzieci.
      Co do sedna: zachowanie pani impulsywnej było godne krytyki - zarówno podczas pierwszego wyskoku, jak i podczas kolejnego (przeprosin). Ale cóż może zrobić strona pokrzywdzona? Pielęgnować obrazę? To też niedobre wyjście - na pewno ochłodzić stosunki i wygasić kontakty. Ja bym przy okazji oznajmiła tej pani, że jej zachowanie było dla mnie krzywdzące i upokarzające i nie chcę więcej mieć z nią do czynienia. Poprosiłabym ją o trzymanie się ode mnie z daleka. Jeśli zaś kontaktów nie można uciąć, to przynajmniej wiedziałaby, że mam ją za nieposkromioną plotkarę, która nie potrafi uszanować niczyjej prywatności (bez względu na to, czy jej domysły mają cokolwiek wspólnego z prawdą).
      A teraz na marginesie, na temat tej pani wyrywnej: w gruncie rzeczy postąpiła uczciwie w przypadku przeprosin. Miała prawo myśleć sobie co tam chciała, co innego wygłaszanie tych domysłów publicznie. Tego nie powinna była robić i za to przeprosiła. W całej tej sprawie na pewno sporą rolę do odegrania ma też otoczenie.
      • horpyna4 Re: "dziwne" przeprosiny 22.02.14, 21:39
        Też uważam, że pyskata prostaczka (bo de facto baba okazała się być prostaczką, niezależnie od swojego pochodzenia, czy wykształcenia) nie jest w stanie obrazić osoby na poziomie. Po prostu należy zakończyć znajomość z panią impulsywną.
        • kora3 Moje panie wyjaśniam 22.02.14, 21:53
          co wiem smile
          Od razu powiem, że pani impulsywnej nie znam, nie widziałam też tej sytuacji.
          Została mi ona przedstawiona nim doszło do tych hmm przeprosin. Kobieta, która została obrażona po prostu przestała "zauważać" te panią, pan zresztą z tego co mi wiadomo - także.
          Pani impulsywna zachowywała się do czasu owych "przeprosin" tak samo.
          Jak wspomniałam - ani pan obrażony, ani pani nie są bliskimi znajomymi pani impulsywnej - zwyczajnie znają się, bo bywają w tym samym miejscu, niekiedy w tym samym towarzystwie.
          Jakkolwiek nigdy uch relacje wzajemne nie były bliskie, można rzecz ze po tym zenującym incydencie doszło do ich ochłodzenia, to znaczy to "niezauważania się" wzajemnie.
          Pani impulsywnej najwyraźniej chodziło o to z tymi "przeprosinami", zeby wróciła stara relacja, czyli "nie udajemy, ze się nie znamy". Myślę, ze dlatego, że spotkała się z krytyką swego zachowania ze strony osób neutralnych w tej sprawie znających w różnym stopniu ja i obrażonych.
          "Przeprosiła", żeby pokazać, ze pani obrazona już się do niej odzywa, czyli sprawy nie ma.
          Niezaleznie od tego, ze może sobie oczywiście myslec co chce, to uwaga pani obrażonej była słuszna - pana też powinna przeprosić za swe "impulsywne zachowanie", bo jego TEŻ dotyczyło. To raz, a dwa, że moim zdaniem powinna oboje przeprosić publicznie, bo publiczne zachowała się, jak się zachowała. Gdyby powiedziała im swoje przemyślenia na osobności, to co innego. inna sprawa, ze nie będąc osoba zadnej z nich bliska powinna, skoto już ma te przemyślenia, zachować je dla siebie.
          • aqua48 Re: Moje panie wyjaśniam 22.02.14, 22:07
            kora3 napisała:

            > co wiem smile
            > Od razu powiem, że pani impulsywnej nie znam, nie widziałam też tej sytuacji.
            > Kobieta, która
            > została obrażona po prostu przestała "zauważać" te panią, pan zresztą z tego c
            > o mi wiadomo - także.

            Jak najbardziej właściwe zachowanie. Nie miałabym zaufania do osoby, która rozpowszechnia takie informacje, niezależnie od tego czy są prawdziwe, czy całkowicie wyssane z palca.
      • bene_gesserit Re: "dziwne" przeprosiny 22.02.14, 22:25
        ortolann napisała:

        > Mnie uczono, że obrażają się tylko służące i dzieci.

        To kompletnie ot, ale mnie się, szczerze mówiąc, to powiedzenie zawsze wydawało obrzydliwe. Służąca to taki rodzaj podczłowieka z infantylną emocjonalnością?
        • ortolann Re: "dziwne" przeprosiny 22.02.14, 23:11
          Jak to w bon motach - zastosowano tu skrót myślowy. Czy będziemy się o to obrażać?
          • horpyna4 Re: "dziwne" przeprosiny 23.02.14, 08:56
            Jest to po prostu skrót myślowy dotyczący osoby o podrzędnym statusie społecznym, bez wykształcenia, a więc zazwyczaj o niskim ego. Wyrażenie jest zresztą przedwojenne; po wojnie nie było już "służących", tylko "gosposie".

            W skrócie tym chodzi o to, że osoby bez kompleksów nie da się obrazić. Można zwymyślać i opluć, ale i tak nie poczuje się "obrażona", tylko uzna osobę opluwającą za śmieć, którego należy unikać. Za coś takiego, jak paskudztwo na chodniku, które się okrąża, żeby nie pobrudzić zelówki.
            • kora3 hmmm osobliwe 23.02.14, 09:54
              horpyna4 napisała:
              >
              > W skrócie tym chodzi o to, że osoby bez kompleksów nie da się obrazić. Można zw
              > ymyślać i opluć, ale i tak nie poczuje się "obrażona", tylko uzna osobę opluwaj
              > ącą za śmieć, którego należy unikać. Za coś takiego, jak paskudztwo na chodniku
              > , które się okrąża, żeby nie pobrudzić zelówki.


              Bo stosunkowo niedawno przed II wojną swiatową zakazano w PL pojedynkówsmile Pojedynki, jak się domyślasz, były domeną nie stanów niższych, ale właśnie wyższych. Za umniejszenie czci własnej, swej, albo dowolnej damy, czy osoby ze swej rodziny mezczyzna miał prawo żądać satysfakcji także w postaci pojedynku. Zatem nie do końca było tak, ze można było opluc, zelżyć i pana bez kompleksów to nie ruszałosmile

              Dośc często owo żadanie satysfakcji miało związek z tym właśnie, ze kogos publicznie zelżono, albo też rozpuszczono o nim obelzywa dlań informację.
              W celu wyeliminowania oficjalnych pojedynków państwo prowadziło możliwość instytucjonalnego ścigania za zelżenie, czy oplotkowanie. Ten kto w sądzie przegrał w takiej sprawie i został uznanym winnym oplotkowania, czy zelżenia musiał publicznie (nierzadko na łamach prasy) przeprosić, czasem też wpłacić jakąś kwotę na wskazana przez skarżącego, albo sad instytucję o charakterze charytatywnym.


              Choc wspomniane powiedzenie faktycznie ukuło się w tamtych czasach, nie miało nic wspólnego z rzeczywistością. No chyba, ze chodziło o "obrażenie się" w postaci focha u takiej służącej. Wyższe sfery bowiem miały wręcz obowiązek dbać, by nie puszczać płazem obrażenia siebie, albo kogoś sobie bliskiego.
              Wiec już mówienie, zew tak wielkich osób to nie wzruszało, iż je ktoś publicznie zelżył, albo pomówił, to raczej mit smile
              • horpyna4 Re: hmmm osobliwe 23.02.14, 10:10
                Ale właśnie pojedynek mógł dotyczyć tylko osób równych stanem! Istniała tzw. "zdolność honorowa" - można było pojedynkować się z nieszlachcicem tylko wtedy, jeżeli był wykształcony i pełnił jakąś funkcję państwową, lub był uznanym twórcą. W innych przypadkach nie.

                Obecnie, kiedy stany przeszły do lamusa, osoba zachowująca się po chamsku niejako z automatu sama pozbawia się tejże zdolności honorowej. Nie mam tu na myśli pomówień, czy innych świństw, ale formę tego działania. A w opisanym przypadku baba zachowała się jak przekupka z bazaru.
                • kora3 Re: hmmm osobliwe 23.02.14, 10:39
                  horpyna4 napisała:

                  > Ale właśnie pojedynek mógł dotyczyć tylko osób równych stanem! Istniała tzw. "z
                  > dolność honorowa" - można było pojedynkować się z nieszlachcicem tylko wtedy, j
                  > eżeli był wykształcony i pełnił jakąś funkcję państwową, lub był uznanym twórcą
                  > . W innych przypadkach nie.


                  Oczywiście, ale mnie chodziło o wyjaśnienie, iż nieprawdą jest, że osoba wyższego stanu nie mogła się poczuć obrazona, bo "obrazają się służące". Mogła, nierzadko się tak czuła i egzekwowała tak, czy owak satysfakcjęsmile

                  A w opisanym przypadku
                  > baba zachowała się jak przekupka z bazaru.


                  To bez watpienia. Jak wspomniałam - nie znam jej wcale, wiec nic o nie więcej powiedzieć nie mogę.
                  Zastanawiające, po co w ogóle "przepraszała" ...To było cos takiego, jakbym ja kogoś nazwała publicznie złodziejem i potem przeprosiła w formie:" Przepraszam, że głośno poinformowałam ludzi, iż kradniesz." toz to kpina takie "przeprosiny"
            • bene_gesserit Re: "dziwne" przeprosiny 23.02.14, 13:42
              Ja doskonale rozumiem, o co w tym powiedzeniu chodzi.
              Znałam jedną damę, która uwielbiała je powtarzać, zwykle zresztą wtedy, kiedy na skutek jej zachowania bez klasy komuś było przykro. Albo kiedy chciała dać do zrozumienia, ze jej rodzina miała służbę, a nie służyła.

              Sęk w tym, ze to stwierdzenie jest obraźliwe dla całej rzeszy współcześnie pracujących - ciężko - ludzi. Nie mówiąc juz o tym, krzywdzi też tych, którzy kiedyś pracowali ciężko. Klasizm w czystej postaci.
          • bene_gesserit Re: "dziwne" przeprosiny 23.02.14, 13:39
            ortolann napisała:

            > Jak to w bon motach - zastosowano tu skrót myślowy. Czy będziemy się o to obraż
            > ać?

            Trochę tak, jakb ci z satysfakcją w Niemczech powtarzano bon moty o Polakach-złodziejaszkach. Oczywiście, nie będziesz sie obrażać, boś ani służąca ani dziecko.
            • ortolann Re: "dziwne" przeprosiny 23.02.14, 18:05
              Bene, a Ty się obrażasz słysząc takie anegdoty o Polaczkach? Nie mogę powiedzieć, że mnie cieszą takie o Polakach opinie, ale ani mnie one nie obrażają, ani nie są kompletnie z powietrza wzięte (niestety).
              Co do samego powiedzonka: niestety, odeszły te czasy, kiedy sprawniej posługiwano się metaforami. Służący to w tym powiedzeniu nie ktoś niższego stanu, lecz ktoś z kompleksami, ktoś go nadmiernie reaguje na każdą choćby wzmiankę na swój temat i gotów jest bić się o każde głupstwo. Dziecko zaś uosabia infantylizm i głupie, dziecięce obrażanie się bez oznajmiania otoczeniu o co poszło.
              Sama pochodzę z ludu pracującego miast i wsi, na szczęście moi dziadkowie to byli bardzo mądrzy, szlachetni ludzie. Ciężko pracowali, byli biedni, byli poniżani i upokarzani przez tych bardziej majętnych, jednak nigdy nie robili z igły widły, nie wikłali się w jałowe spory, nie obrażali się jak służący. Cieszyli się opinią ludzi mądrych, statecznych i wielkodusznych. Tak wychowali swoje dzieci (a moich rodziców) i ja również rosłam w takiej atmosferze.
              • bene_gesserit Re: "dziwne" przeprosiny 23.02.14, 23:48
                OK, zostawmy Polaków, co byś powiedziała, gdyby ktoś w twoim towarzystwie wygłaszał protekcjonalno-obraźliwe bon moty o Zydach albo osobach z innym kolorem skóry?

                Ja myślę po prostu, ze to bez sensu powtarzać takie powiedzenia. Bo obojetnie od tego, jakie intencje miał wypowiadający i kim byli jego przodkowie są po prostu ultraniegrzeczne.
                • ortolann Re: "dziwne" przeprosiny 26.02.14, 22:53
                  Na litość boską, zostawmy tę dosłowność. Gdyby ktoś wygłaszał bon-moty to uznałabym, że jest inteligentny i na pewno nie dyskutowałabym na ten temat. To nie są frazy, które służą do wyrażania opinii o świecie.
                  Podążając tym tokiem rozumowania musimy wyrzucić murzynka z pierwszej czytanki. Polityczna poprawność wiedzie na manowce. eo(o)t.
    • znana.jako.ggigus ciekawe środowisko... 23.02.14, 11:43
      bo Kora3 wprawdzie nie zna wszystkich uczestniczek tego dramatu na miarę brazylisjkiego, dramtycznego tasiemca, za to jest doskonale poinformowana o tym, co kto i kiedy powiedział.
      Co za hamletowskie intrygi...! Ciekawam gdzie takie dramatyczne rzeczy się dzieją.
      • kora3 Pozwole sobie nieśmiało zauwazyć, 23.02.14, 12:01
        ze piszesz zupełnie nie na temat, co jest sprzeczne z zasadami forum, a także dobrymi manierami oraz zdrowym rozsądkiem.

        Niemniej skoro tak cię to nurtuje, to odpowiem co wiem. Pani obrażona jest o ile można to tak ujać urzędnikiem państwowym, pan reprezentuje sektor prywatnej działalności, pani impulsywna - nie wiem, ale jeśli to ci potrzebne do czegos, mogę się dowiedzieć.
        • znana.jako.ggigus no coż, tak dokładnie opisujesz szczegóły 23.02.14, 12:04
          że aż korci, aby się zastanowić, gdzie się takie seriale dzieją. W którym realu.
          A że piszesz o nieznanych mi osobach (tak myślę), a poza tym nie poiszę zlośliwości, tylko się zastanawiam - to nie popłeniam żadnego nietaktu, a reagiję na Twoje ciekawe posty z życia.
          • kora3 Re: no coż, tak dokładnie opisujesz szczegóły 23.02.14, 12:10
            znana.jako.ggigus napisała:

            > że aż korci, aby się zastanowić, gdzie się takie seriale dzieją. W którym realu

            Odpisałam Ci tyle, ile wiem.
            Szczegóły? Też opisałam te, które znam - siła rzeczy z jednej strony.
            > .
            > A że piszesz o nieznanych mi osobach (tak myślę), a poza tym nie poiszę zlośliw
            > ości, tylko się zastanawiam


            Alez ja ci żadnej złośliwości nie zarzucałam bynajmniej, wiec nie wiem, dlaczego to podkreślaszsmile
            Pozwoliłam sobie tylko zauważyć, że napisałaś nie na temat

            a reagiję na T
            > woje ciekawe posty z życia.


            to miło, tylko znów - nie na temat.
            • znana.jako.ggigus oj wiele tu postów nie na temat - także 23.02.14, 12:24
              Twojego autorstwa.
              • kora3 Bardzo mozliwe 23.02.14, 12:37
                znana.jako.ggigus napisała:

                > Twojego autorstwa.


                tylko nadal nie wiem co to ma do tej historii.
                Ps. Czy mam na potrzeby Twoje ustalić czym zajmuje się pani impulsywna? Nadmieniam, ze to żaden kłopot smile
                • znana.jako.ggigus nie musisz niczego ustalać, boże 23.02.14, 12:41
                  broń. To nie należy do rzeczy, czym ona się zajmuje - handlem bronią, handlem pietruszki czy czymś innym.
                  Ja zastanawiałam się na nieco inny temat.
                  Tak to jest na forum, że nie każda reakcja odpowiada oczekiwaniom. Mnie także dziwią czasem Twoje odpowiedzi, wg mnie czasem rażąco nie na temat.
                  • kora3 Re: nie musisz niczego ustalać, boże 23.02.14, 12:46
                    znana.jako.ggigus napisała:

                    > broń. To nie należy do rzeczy, czym ona się zajmuje - handlem bronią, handlem p
                    > ietruszki czy czymś innym.


                    pytałaś o środowisko, zatem ...

                    > Ja zastanawiałam się na nieco inny temat.

                    staram się zatem ustalić nad jakim tematem się zastanawiałaśsmile
                    pytałaś o środowisko - wg mojej oceny to, jaki zawód ktoś wykonuje ma tu znaczenie .

                    > Tak to jest na forum, że nie każda reakcja odpowiada oczekiwaniom. Mnie także d
                    > ziwią czasem Twoje odpowiedzi, wg mnie czasem rażąco nie na temat.


                    Ależ mnie nie dziwiły Twe wypowiedzi, tylko starałam Ci się wyjaśnić to o co pytałaś smile
                    • znana.jako.ggigus z tego co czytałam - konflikt nie 23.02.14, 12:51
                      dotyczył spraw zawodowych.
                      Jedna może być np. nauczycielką, a druga sekretarką i ich zawody, chociaż ważkie, nie odgrywają roli. tutaj.
                      Z tego co pisałaś, była to pyskówka ogółnoludzka,a a nie na konferencji w biurze u ministra między sekretarz stanu a zastępczynią ministra. Albo nawet premiera.
                      Definicja środowiska przez zawód - niekoniecznie. Bo środowisko to raczej tzw. biotop - intełigencja ze sobą i lumpenproletariat ze sobą.
                      Ale teraz to naprawdę odchodzimy i to bardzo od tematu!
                      oj, oj, oj
                      • kora3 Re: z tego co czytałam - konflikt nie 23.02.14, 13:02
                        znana.jako.ggigus napisała:

                        > dotyczył spraw zawodowych.
                        > Jedna może być np. nauczycielką, a druga sekretarką i ich zawody, chociaż ważki
                        > e, nie odgrywają roli. tutaj.


                        zapewne - jednak jakos tam określają środowiska z jakich pochodzą i w jakich się obracają.


                        > Definicja środowiska przez zawód - niekoniecznie. Bo środowisko to raczej tzw.
                        > biotop - intełigencja ze sobą i lumpenproletariat ze sobą.


                        No wiec właśnie, a to co kto robu zawodowo na ogół jakoś go w któryms z ww. "umieszcza"

                        > Ale teraz to naprawdę odchodzimy i to bardzo od tematu!
                        > oj, oj, oj


                        nie szkodzi smile masz jeszcze jakieś pytania?
                        • znana.jako.ggigus ależ ja miałam tylko refleksje, a nie 23.02.14, 13:04
                          pytania do Twojej wypowiedzi.
                          • znana.jako.ggigus ps to było pytanie retoryczne 23.02.14, 13:05
                            z mojej strony i chyba źle mnie zrozumiałaś.
                            Wybacz nieporozumienie
                            • kora3 acha :) nt 23.02.14, 13:16

                          • kora3 Re: ależ ja miałam tylko refleksje, a nie 23.02.14, 13:15
                            acha smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka