Dodaj do ulubionych

Proste pytanie

24.03.14, 12:38
Kto z Was jest zdania, ze wypada sięgać po cudzą rzecz bez pytania o pozwolenie, czy też bez zachęty ze strony właściciela?
Czy wypada będąc u kogoś np. bez pytania wyciągać książki z półki, w celu obejrzenia rzecz jasna? Czy wypada dotykać czyjegoś płaszcza wiszącego na wieszaku bez pytania czy można?
Obserwuj wątek
    • mocno.zdziwiona Re: Proste pytanie 24.03.14, 12:54
      Ja tak uważam jeśli jesteśmy na odpowiednim poziomie relacji. Nie pytam mojej mamy czy siostry czy mogę wziąć sobie szklankę z szafki. Tak samo w domach najbliższych mi znajomych.
      • kora3 Re: Proste pytanie 24.03.14, 13:17
        To bardzo podobnie, jak ja smile
        Ale rozumiem, ze w relacjach niebliskich - zwyczajni znajomi, czy całkiem obce osoby jest inaczej?
    • znana.jako.ggigus Re: Proste pytanie 24.03.14, 13:43
      zależy kto i gdzie i kiedy wypada.
      Ogólnie zadane pytanie wymaga ogólnej odp.
      Dotykanie płaszcza -z tym nie mam problemów w ogóle, gorzej z przymierzaniem i to dlatego że w kieszeniach mam bałagan zazwyczaj.
      Książki - też nie widzę problemu, częSto tak jest że ludzie w gościach nazwajem oglądają sobie książki, płyty.
      Np. opiekowałam się kiedyś emerytowaną nauczycielką naszej szkoły i po jakimś czasie bez pytania siedząc u niej, robiłam nam herbatę, podawałam cukier i słodkości. Po jakimś czasie zachowywałam się u niej w kuchni jak u siebie w domu i być może ktoś, kto by tę panią odwiedził w tym czasie, pomyślałby że się szarogęszę.
      • kora3 Re: Proste pytanie 24.03.14, 13:52
        znana.jako.ggigus napisała:

        > zależy kto i gdzie i kiedy wypada.

        ano właśnie - a od czego zależy? Od relacji między właścicielem przedmiotu, a tym, kto chce obejrzeć?


        > Dotykanie płaszcza -z tym nie mam problemów w ogóle, gorzej z przymierzaniem i
        > to dlatego że w kieszeniach mam bałagan zazwyczaj.


        Pytanie Ggigus było "Czy wypada itd.?, a nie "Czy macie problem z tym, ze ktoś bez ptrania bierze Wasze rzeczy?".


        > Np. opiekowałam się kiedyś emerytowaną nauczycielką naszej szkoły i po jakimś c
        > zasie bez pytania siedząc u niej, robiłam nam herbatę, podawałam cukier i słodk
        > ości. Po jakimś czasie zachowywałam się u niej w kuchni jak u siebie w domu i b
        > yć może ktoś, kto by tę panią odwiedził w tym czasie, pomyślałby że się szarogę
        > szę.
        >

        Znów zatem wracamy do ...relacji. Twojej z panią w tym przypadku.
        • znana.jako.ggigus odpowiedź brzmi - zależy od wielu czynników 24.03.14, 13:57
          m. in. od stopnia zażyłości (wolę to słowo niż nowomodną relację), stanu przedmiotu, mojego stanu (czasem mam zły humor i mogę być opryskliwa), od pogody - kiedy jest mi b. zimno, a ktoś chce przymierzyć mój płaszcz np.
          Słowem od wielu czynników.
          W moim przykładzie decydująca była nie tylko zażyłość z tą panią. Ona powoli oddelegowała mnie tę czynność z uwagi na powtarzalność gestów, ona była starsza i zmęczona, a ja się mogłam zająć.
          • kora3 Re: odpowiedź brzmi - zależy od wielu czynników 24.03.14, 14:35
            znana.jako.ggigus napisała:
            > W moim przykładzie decydująca była nie tylko zażyłość z tą panią. Ona powoli od
            > delegowała mnie tę czynność z uwagi na powtarzalność gestów, ona była starsza i
            > zmęczona, a ja się mogłam zająć.


            zatem rzecz się działa nie tylko za przyzwoleniem, ale wręcz na prośbe pani.
            • znana.jako.ggigus nie, nie było prośby, był to proces 24.03.14, 14:38
              związany z czasem. Ona mi nie powiedziała wprost, a ja przejmowałam po kolei różne czynności, a w pewnym momencie robiłam wszystko sama.
              • kora3 tak czy owak było to 24.03.14, 14:55
                w pełni przez tę pania akceptowane, ba - z czasem - oczekiwane
                • znana.jako.ggigus ale Ty o akceptację takiego 24.03.14, 15:06
                  zachowania ogólnie pytasz, a ja podaję nietypowy przyklad.
                  • kora3 Przyklad nie jest az tak nietypowy 24.03.14, 16:19
                    znana.jako.ggigus napisała:

                    > zachowania ogólnie pytasz, a ja podaję nietypowy przyklad.

                    Po prostu - tak się zachowywałaś w tum domu Ty, bo miałaś takie a nie inne układy, relację, czy jak wolisz stopień zażyłości z tą panią.
                    I to to cały czas biega smile
                    W bardzo wielu przypadkach to tak działa.
                    • znana.jako.ggigus no jak już pisałam jego nietypowość 24.03.14, 17:10
                      polegała na tym, że dla nietwajemiczonych mógł mieć zupełnie inny wydźwięk. Poza tym sama miałaś kłopoty z ustaleniem sytuacji - czy chodzi o prosbę tej pani, czy o moją inicjatywę.
                      Poza tym jak już wspomniałam, zmienił się stopień zażyłości mój z tą panią i to było dla sytuacji decydujące.
                      • kora3 Alez to oczywistość 25.03.14, 05:50
                        znana.jako.ggigus napisała:

                        > Poza tym jak już wspomniałam, zmienił się stopień zażyłości mój z tą panią i to
                        > było dla sytuacji decydujące.


                        i nie chodzi wcale o to, jak oceniłby te sytuację ktoś z zewnątrz (w tym momencie nie chodzi), tylko o to, że zażyłośc z tą panią pozwalała Ci na takie, a nie inne zachowanie w jej domu.

                        takich sytuacji jest mnóstwo Ggigus i zaleza właśnie od stopnia zażylosci miedzy ludźmi.
                        • znana.jako.ggigus no teraz piszesz że oczywistość 25.03.14, 11:29
                          a wcześniej pisałaś nieco niewłaściwe interpetacje syzuacji, ale mniejszasmile
                          • kora3 bez znaczenia jest zupełnie 25.03.14, 12:25
                            znana.jako.ggigus napisała:

                            > a wcześniej pisałaś nieco niewłaściwe interpetacje syzuacji, ale mniejszasmile

                            czy Twoje zachowanie w domu tej pani zostało że tak powiem "wypracowane z czasem", czy też pani Cię poprosiłaby o nie.
                            Ważne jest, ze zachowujesz się tak za zgodą gospodyni, czy jak wolisz, przy jej akceptacji/aprobacie dla Twego zachowania.

                            Ważne jest także to, że fakt, iż TY masz takie prawa w tym domu, nie predestynuje osób, którzy ich nie mają, do takiego samego zachowania jak Twoje.

                            I TO jest ta oczywistośc. .

                            Tak samo: to, ze do mnie może przyjaciel wpaść bez zapowiedzi, to nie znaczy, że zwykły znajomy też się może tak zachować.

                            Czy teraz już jasne?
    • kornel-1 Prosta odpowiedź 24.03.14, 13:55
      To zależy.

      A Ty co sądzisz na ten temat?

      Kornel
    • urko70 Re: Proste pytanie 24.03.14, 14:07
      kora3 napisała:

      > Kto z Was jest zdania, ze wypada sięgać po cudzą rzecz bez pytania o pozwolenie
      > , czy też bez zachęty ze strony właściciela?
      > Czy wypada będąc u kogoś np. bez pytania wyciągać książki z półki, w celu obejr
      > zenia rzecz jasna? Czy wypada dotykać czyjegoś płaszcza wiszącego na wieszaku b
      > ez pytania czy można?

      Ja jestem zdania, że przedstawiając tak ogólny problem, temat jest wymyślony
      lub autor próbuje zagiąć odpowiadających podając zaskakujące oko0liczności.

      Co innego przyjść do kogoś w gości i zdejmować z wieszaka płaszcz gospodarza,
      oglądać go, czy nawet przymierzać, a co innego zdjąć ten płaszcz z wieszaka w
      restauracji w celu zdjęcia swojego płaszcza, który wisiał pod spodem.
      W obu przypadkach jest sięganie po cudzą własność bez pytania i oba przypadki
      powinny być inaczej ocenione.

      Co innego przyjść do bliskiej sobie osoby i wyjąć książkę z półki, a co innego
      zrobić to samo u osoby z którą nie ma bliskich kontaktów.
      • kora3 Re: Proste pytanie 24.03.14, 14:37
        urko70 napisał:
        >
        > Co innego przyjść do kogoś w gości i zdejmować z wieszaka płaszcz gospodarza,
        > oglądać go, czy nawet przymierzać, a co innego zdjąć ten płaszcz z wieszaka w
        > restauracji w celu zdjęcia swojego płaszcza, który wisiał pod spodem.
        > W obu przypadkach jest sięganie po cudzą własność bez pytania i oba przypadki
        > powinny być inaczej ocenione.


        Chodzi rzecz jasna o sięganie po cudzą rzecz w celu obejrzenia jej, a nie z konieczności - jak wspomniane zdejmowanie czyjegoś płaszcza, żeby móc zdjąć swój.
        >
        > Co innego przyjść do bliskiej sobie osoby i wyjąć książkę z półki, a co innego
        > zrobić to samo u osoby z którą nie ma bliskich kontaktów.


        Pełna zgoda
        • urko70 Re: Proste pytanie 25.03.14, 12:24
          kora3 napisała:

          > > W obu przypadkach jest sięganie po cudzą własność bez pytania i oba
          > > przypadki powinny być inaczej ocenione.[/i]
          >
          > Chodzi rzecz jasna o sięganie po cudzą rzecz w celu obejrzenia jej, a nie z kon
          > ieczności - jak wspomniane zdejmowanie czyjegoś płaszcza, żeby móc zdjąć swój.

          Nie określiłaś wcześniej tego celu także ta "jasność" wcale nie jest taka jasna.
          Czasem zasypujesz nieistotnymi szczegółami, a o istotnych nic nie piszesz.

          Sięganie w celu obejrzenia też może być różnie oceniane:
          co innego wziąć czyjś płaszcz, marynarkę...
          co innego wyjąć z szeregu książek z półki czyjąś książkę
          a innego wziąć do ręki książkę która leży na ławie
          czy też wziąć do ręki ozdobną cukiernicę.

          • aqua48 Re: Proste pytanie 25.03.14, 14:06
            urko70 napisał:

            > Sięganie w celu obejrzenia też może być różnie oceniane:
            > co innego wziąć czyjś płaszcz, marynarkę...
            > co innego wyjąć z szeregu książek z półki czyjąś książkę
            > a innego wziąć do ręki książkę która leży na ławie
            > czy też wziąć do ręki ozdobną cukiernicę.

            Nie, ŻADNEJ z tych czynności nie wypada robić będąc u kogoś z wizytą..
            • urko70 Re: Proste pytanie 25.03.14, 14:36
              aqua48 napisała:

              > > Sięganie w celu obejrzenia też może być różnie oceniane:
              > > co innego wziąć czyjś płaszcz, marynarkę...
              > > co innego wyjąć z szeregu książek z półki czyjąś książkę
              > > a innego wziąć do ręki książkę która leży na ławie
              > > czy też wziąć do ręki ozdobną cukiernicę.
              >
              > Nie, ŻADNEJ z tych czynności nie wypada robić będąc u kogoś z wizytą...

              Generalnie zgoda, jednak widzę różnicę między pierwszymi dwoma, a dwoma
              ostatnimi (siedząc przy tej ławie). Chodzi mi o wagę.
              • aqua48 Re: Proste pytanie 25.03.14, 14:44
                urko70 napisał:

                > Generalnie zgoda, jednak widzę różnicę między pierwszymi dwoma, a dwoma
                > ostatnimi (siedząc przy tej ławie). Chodzi mi o wagę.

                Ja nie widzę różnicy. To że coś leży lub stoi bliżej gościa nie upoważnia go do brania do ręki, oglądania, lub kartkowania podczas wizyty. Obojętne jest też czy gość siedzi czy stoi, czy jest w ruchu.
                • urko70 Re: Proste pytanie 25.03.14, 22:52
                  aqua48 napisała:

                  > urko70 napisał:
                  >
                  > > Generalnie zgoda, jednak widzę różnicę między pierwszymi dwoma, a dwoma
                  > > ostatnimi (siedząc przy tej ławie). Chodzi mi o wagę.
                  >
                  > Ja nie widzę różnicy. To że coś leży lub stoi bliżej gościa nie upoważnia go do
                  > brania do ręki, oglądania, lub kartkowania podczas wizyty. Obojętne jest też c
                  > zy gość siedzi czy stoi, czy jest w ruchu.

                  Tak widzę, że Ty nie widzisz. Ja widzę różnicę w stopniu osobistości wyrażanym
                  w istocie danego przedmiotu czy też umiejscowienia go. Jest różnica pomiędzy
                  zdjęciem z wieszaka i przymierzeniem czyjejś marynarki a wzięciem do ręki starej
                  cukiernicy.
                  Owszem można wrzucać wszystko do jednego wora ale czy to dobre - jak kto woli.
                  Różnica jest.
                  smile
      • aqua48 Re: Proste pytanie 24.03.14, 14:41
        Nie wypada. Obojętne czy u bliskiej osoby, czy we własnym domu ruszać cudzych. I owszem ja bym się mocno zdenerwowała gdyby ktoś zaczął sobie przymierzać moje rzeczy, czy grzebać w szafkach. Wyciągania książek też nie lubię.
        • kornel-1 Re: Proste pytanie 24.03.14, 15:05
          aqua48 napisała:

          > Nie wypada. Obojętne czy u bliskiej osoby, czy we własnym domu ruszać cudzych.
          > I owszem ja bym się mocno zdenerwowała gdyby ktoś zaczął sobie przymierzać moje
          > rzeczy, czy grzebać w szafkach. Wyciągania książek też nie lubię.


          Moi goście najwyraźniej nie lubią samodzielnie sięgać po książki. Stoją z przekrzywionymi głowami powaleni ich ilością. Zazwyczaj zachęcam ich do grzebania w mojej bibliotece i pożyczania książek.

          Zakres swobody zachowania gościa w domu jest uzależniony od tak wielu czynników, że po prostu nie warto odpowiadać na "proste" pytanie Kory. Jest jednak formułka "czuj się jak u siebie w domu", która zwalnia z tych hamletowskich dylematów.

          Książki mogą zawierać kompromitujące dedykacje, mogą być białymi krukami wymagającymi nabożności przy braniu do ręki, mogą mieć dodatki w postaci zasuszonych kwiatków lub, nie daj boże, listów miłosnych.

          Co do ciuchów, to ja nie czuję specjalnego skrępowania przy pogłaskaniu futerka u obcej pani wink
          Tudzież nie zwracam uwagi, czy ktoś pomaca moje ciuchy w przedpokoju. Na zdrowie!

          Kornel
    • sweet_pink Re: Proste pytanie 24.03.14, 15:30
      Nie wypada w żadnej sytuacji.
      To jak sformułujemy pytanie czy możemy coś obejrzeć zależy już od poziomu relacji, ale imho należy pytać zawsze. W końcu na prawdę jedno zdanie to żaden wysiłek.
      • kornel-1 Re: Proste pytanie 24.03.14, 15:54
        sweet_pink napisała:

        > Nie wypada w żadnej sytuacji.
        > To jak sformułujemy pytanie czy możemy coś obejrzeć zależy już od poziomu relac
        > ji, ale imho należy pytać zawsze. W końcu na prawdę jedno zdanie to żaden wysił
        > ek

        "Szanowna pani! Najmocniej przepraszam za impertynencję, jestem ciekawa, jaki jest chwyt tego arcydzieła nowoczesnego przemysłu tekstylnego. Pozwoli mi pani dotknąć swój płaszcz?"

        Kornel
        • sweet_pink Re: Proste pytanie 24.03.14, 15:57
          Rozumiem, ze podpowiadasz co powiedzieć jakbym chciała obejrzeć sobie płaszcz obcej pani spotkanej w teatrze czy restauracji. Dziękuje skorzystam w razie potrzeby smile
        • znana.jako.ggigus jedno zdanie! 24.03.14, 15:59
          czyli: Całuję rączki i padając do nóżek jednocześnie wyrażam skromną chęć dotknięcia płaszcza, co spoczywał przed chwilą na barkach pani, a które to arcydzieło przemysłu odzieżowego znajduję tak doskonałym, iż przekonać się o jego jakości własnoręcznie pragnę.
          • aqua48 Re: jedno zdanie! 24.03.14, 16:08
            znana.jako.ggigus napisała:

            > czyli: Całuję rączki i padając do nóżek jednocześnie wyrażam skromną chęć dotkn
            > ięcia płaszcza, co spoczywał przed chwilą na barkach pani, a które to arcydzieł
            > o przemysłu odzieżowego znajduję tak doskonałym, iż przekonać się o jego jakośc
            > i własnoręcznie pragnę.

            Przekonać możesz się Pan naocznie, bez dotykania ręcami. Potem doczyścić tych tłustych plam się nie da. Najpierw je paluchami kiełbasę z musztardą, a potem mojego armaniego macać chce!
    • agulha Re: Proste pytanie 24.03.14, 17:12
      OK, odrzućmy zatem przypadki skrajne, takie jak cotygodniowa wizyta w domu rodzicielskim z jednej strony albo jednorazowa wizyta w domu bardzo szacownej i starszej rangą osoby (profesor naszego uniwersytetu).
      Moim zdaniem - nie wypada absolutnie bez wyraźnej zachęty czy prośby otwierać szaf ani szuflad (z małymi wyjątkami typu szuflada kuchenna ze sztućcami czy szafa ubraniowa w przedpokoju, gdzie zawsze goście chowają swoje płaszcze). Co do rzeczy stojących na wierzchu, o ile nie są specjalnie drogocenne...Lepiej zapytać, ale czy stanie się coś wielkiego, jeśli ktoś weźmie do ręki zwykłą książkę?
      Miałam kiedyś bardzo, bardzo nieprzyjemne doświadczenie z drugiej strony. Gościłam u bliskiej koleżanki, z noclegiem - bo ona mieszka w innym mieście. Jednego dnia demonstrowała mi kilka swoich flakoników perfum, przynosząc je do saloniku. Drugiego dnia był moment, że pichciła coś w kuchni, ja trochę przy niej stałam, trochę kręciłam się z nudów po mieszkaniu. Drzwi do innego pokoju były uchylone, tuż przy nich było lustro, a pod nim te perfumy. Wzięłam (owszem, dość bezmyślnie) jeden z nich do ręki, żeby obejrzeć (nie psikałam), a koleżanka naskoczyła na mnie z ogromnym gniewem, że jak ja śmiałam wtargnąć do jej sypialni, w jej prywatność.
      Nawet nie wiedziałam, że to sypialnia. Koleżanka wówczas singlem była. Nie weszłam nawet do tego pokoju - lustro było tuż przy drzwiach. Byłam zdruzgotana tą reakcją. Odpytałam moje koleżanki (100% osób z wyższym wykształceniem, w większości w drugim pokoleniu) - nie oceniły mojego zachowania jako karygodnego.
      Wiele lat temu to było, od tej pory nie kwapiłam się przyjmować jej zaproszeń (przedtem także przyjeżdżałam bardzo rzadko, raz na kilka lat), zresztą nie tylko z tego powodu (co byście powiedziały na to, że ta sama kulturalna osoba, goszcząc mnie - przyjechałam tylko po to, żeby z nią się spotkać, spędziłam u niej 2 dni - kiedy ktoś do niej dzwonił, i nie była to żadna bardzo ważna sprawa, opuszczała mnie, zamykała się w innym pokoju i rozmawiała minimum pół godziny, i tak kilka razy? Ja, jak mam gości, wspominam o tym dzwoniącym, po upewnieniu się, że nie mają pilnych spraw, i obiecuję oddzwonić).
      • milamala Re: Proste pytanie 24.03.14, 22:09
        "co byście powiedziały na to, że ta sama kulturalna osoba, goszcząc mnie - przyjechałam tylko po to, żeby z nią się spotkać, spędziłam u niej 2 dni - kiedy ktoś do niej dzwonił, i nie była to żadna bardzo ważna sprawa, opuszczała mnie, zamykała się w innym pokoju i rozmawiała minimum pół godziny, i tak kilka razy?"

        Dziwie sie Twojemu oburzeniu. W sytuacji goszczenia osoby przez 2 dni (a nie 2 godziny) nie ma nic niestosownego, ze goszczacy stara sie normalnie zyc: gotuje, a nawet odkurzy to co sie zabrudzilo, wezmie kapiel o zgrozo nawet pol godzinna, tudziez porozmawia sobie z osoba, ktora do niej zatelefonuje. Nie Tobie oceniac czy rozmowa wazna byla, bo dla Ciebie nie byla, ale dla goszczcej moze tak. Zreszta nie istotne.
        Twoje oburzenie jest nie na miejscu. Gdyby ktos goscil mnie 2 godziny a w tym pol godziny rozmawial, to moze byc sie zezlila, ale w ciagu 2 dni na prawde nie potrzeba narzucac swojego towarzystwa gosciowi przez 24 godziny na dobe nieustannie. Wizyta ma byc przyjemnoscia a nie katorga.
        • droch Re: Proste pytanie 24.03.14, 22:57
          No to chyba jednak wiele zależy od częstotliwości odbierania połączeń. I generalnie każdorazowe przerywanie rozmowy w pół słowa żeby odebrać telefon - nie najlepiej świadczy o szacunku dla rozmówcy.
          • milamala Re: Proste pytanie 25.03.14, 00:15
            "> No to chyba jednak wiele zależy od częstotliwości odbierania połączeń. I genera
            > lnie każdorazowe przerywanie rozmowy w pół słowa żeby odebrać telefon - nie naj
            > lepiej świadczy o szacunku dla rozmówcy."

            Nie bylo mowy o przerywaniu rozmowy odbieraniem telefonow, a o odbieraniu telefonow podczas 2dniowego pobytu goscia. Przeciez nikt nie rozmawia ze soba nieustannie 24 godziny na dobe. Oczekiwanie, ze gospodarz zaprzesta jakiejkolwiek dzialalnosci zyciowej, ktora normalnie prowadzi podczas naszej nie 2 godzinnej a 2 dniowej wizyty jest niegrzeczne.
            • agulha Re: Proste pytanie 25.03.14, 00:41
              Rozmowa była przerywana, a wizyta nie trwała chyba pełnych dwóch dni. To było dawno, nie pamiętam, ale pewnie przyjechałam przed południem jednego dnia, a wyjechałam wczesnym popołudniem drugiego.
              Nie chodzi o fakt odebrania telefonu - to oczywiste - ale o prowadzenie długiej rozmowy, kiedy ogłupiały, pozostawiony sam sobie gość nie ma kompletnie nic do roboty.
              Generalnie uważam, że owszem - przy pobycie gości trwającym 1-3 dni, jeżeli istotnie są to zaproszeni goście, przybyli po to, by spotkać się z gospodarzem (a nie na przykład skorzystać z uprzejmości cioci i przenocować u niej przed ważnym egzaminem) - powinno się zaprzestać normalnej pełnej działalności życiowej. Nie należy planować trwających pół dnia zakupów żywności (zaopatrzyć się wcześniej, ew. wyskoczyć po świeże bułeczki), myć okien i prać firanek, robić weków na zimę, robić projekt-chałturę. Albo mamy czas na wizytę, albo nie mamy.
              Jeśli mamy, to na takie dwa dni planujemy (w zależności od pory roku, tego, który raz gość jest w naszym mieście itd.) - zwiedzanie, posiłek w pizzerii lub restauracji, spacer po parku, pogaduszki.
              Jak mówię - zupełnie czym innym jest serdeczne przywitanie znanej i miłej osoby, która się u nas zatrzymuje z jakiegoś innego, sprecyzowanego powodu. Przesiadka, opóźnienie samolotu, rozmowa o pracę, konsultacja lekarska. Wtedy: odbieramy z dworca (niekoniecznie), witamy, serwujemy herbatę i kolację, zamieniamy słów kilka, wskazujemy łóżko lub pokój oraz łazienkę, dajemy ręcznik i mówimy "dobranoc".
              • milamala Re: Proste pytanie 25.03.14, 14:34
                "Nie należy planować trwających pół dnia zakupów żywności (zaopatrzyć się wcześni
                > ej, ew. wyskoczyć po świeże bułeczki), myć okien i prać firanek, robić weków na
                > zimę, robić projekt-chałturę"

                Zgadza sie bez dwoch zdan.
                Tylko w tym przypadku nie o takich okolicznosciach mowa.
                Odebrany telefon to zupelnie inna sprawa.
                Telefonu do siebie (jesli sie nie jest na taki telefon umowiony) nie planujemy, a robienie wek, chaltury czy zakupow owszem.
                Nie wiem jak bylo u Ciebie. No ale w koncu dorosly czlowiek nawet jak siedzi na kanapie to w trakcie cudzej rozmowy telefonicznej moze sobie wziac chocby cos do podczytania przy okazji , wyjsc na balkon podziwiac widok, isc do toalety poprawic urode itp. i jakos przetrwac te 20, 30 minut bez uszczerbku na honorze.
        • nm.buba011 Re: Proste pytanie 25.03.14, 07:22
          milamala napisała:

          > "co byście powiedziały na to, że ta sama kulturalna osoba, goszcząc mnie - przy
          > jechałam tylko po to, żeby z nią się spotkać, spędziłam u niej 2 dni - kiedy kt
          > oś do niej dzwonił, i nie była to żadna bardzo ważna sprawa, opuszczała mnie, z
          > amykała się w innym pokoju i rozmawiała minimum pół godziny, i tak kilka razy?"
          >
          > Dziwie sie Twojemu oburzeniu. W sytuacji goszczenia osoby przez 2 dni (a nie 2
          > godziny) nie ma nic niestosownego,

          - to wysoce niestosowne.
          Zgodnie z s-v jest niedopuszczalne, przerywanie rozmowy w celu zaczęcia innej.
          Co z tego, że telefonicznej?

          Trzymając się zasad s-v jest nieistotne, czy rozmówcą jest długoletni małżonek, dziecko czy nasz gość. Dzwoniący może ponawiać próby, a osoba odbierająca ma możliwość oddzwonienia.

          "Problemy" zaczynają się poza konwencją s-v.
          Można śmiało poczynić uogólnienie, że człowiek niepanujący nad czasem, działający pod jego presją, to osoba niewychowana. Wyjątki, tylko to potwierdzą.
      • kora3 Hmmm Agulho 25.03.14, 06:08
        Moim zdaniem niemiłe to było, że koleżanka zaraz aż tak "naskoczyła", ALE Ty też nie zachowałaś się właściwie. Chciałaś raz jeszcze obejrzeć te flakony, należało zapytać czy można i przyjać odpowiedź, także odmowną. Najwyraźniej po prostu nie znałaś tej koleżanki dobrze i przyjęłaś, ze jeśli Tobie nie przeszkadzałaby analogiczna sytuacja w Twoim domu, to jest ona dopuszczalna u kogos innego w czyims domu. Otóż - nie.

        Co do rozmów telefonicznych - tu mam mieszane uczucia. Generalnie podczas wizyt nie powinno się rozmawiać przez tel. Dopuszczalne jest odebranie telefonu podczas nieformalnego spotkania (typu kawka ze znajomymi), ale rozmowę należy skrócić do niezbędnego minimum. Ty jednak gosciłaś u koleżanki niemal 2 dni, trudno zatem oczekiwać, że na ten czas zrezygnuje ona całkowicie z rozmów telefonicznych. Natomiast powinna starać się o ile to możliwe także skracać te rozmowy do niezbędnego dla załatwienia jakiejś sprawy czasu.

        Ja bardzo często odbieram telefon podczas spotkań ze znajomymi, także jeśli spotkanie jest i mnie w domu. Wiem, ze zaraz mogą się na mnie posypać gromysmile ale taką mam pracęsmile.
        Odbieram zatem i staram się właśnie skracać rozmowę do minimum niezbędnego do przekazania mi jakiejś informacji. Na ogół jest tak, ze ta osoba dzwoniąca służbowo i na służbową komórkę jest mi znana także mniej, albo bardziej w sferze prywatnej, wiec nierzadko pada po służbowej sprawie "a tak w ogóle, to co słychać?" i wówczas mówię "Dziękuję, ok. Wybacz, ale nie mogę teraz dłużej rozmawiać, bo mam gościa/gości. Zadzwonię jutro/ później."
        • agulha Re: Hmmm Agulho 26.03.14, 00:49
          Witaj, koro. Pewnie nie zachowałam się właściwie - bardziej bezmyślnie - ale uwierz mi, że naskoczenie było wielkie.
          Co do rozmów - rozmowy służbowe z moich rozważań wykluczam. Kiedy ta sama (zresztą) koleżanka odebrała rozmowę służbową i rozmawiała bardzo długo, absolutnie nie miałam jej tego za złe. Podobnie byłoby w przypadku osoby prowadzącej działalność gospodarczą, usługi, do której zawsze może nieoczekiwanie zadzwonić klient.
          Tak mi się skojarzyło, że ta sama koleżanka kilka lat wcześniej zwróciła mi uwagę, że nie lubi, kiedy się bierze książki z jej półek (z tym, że wtedy powiedziała to dość spokojnie). Zatem gość zostawiony sam sobie, który zgodnie z czyjąś tu radą "wziąłby sobie coś do poczytania" (zakładając, że na stole nie leżałaby akurat gazeta), także naraziłby się na pretensje.
          No cóż. Są nawet ludzie, którzy w ogóle nie cierpią wpuszczać kogokolwiek do swojego domu i wolą spotykać się na terenie neutralnym. Ich prawo. Dobrze tylko, jeśli zdają sobie z tego sprawę i tak właśnie się umawiają.
          Są również ludzie, którzy są gośćmi nachalnymi i natarczywymi - znam takie przykłady, że nie uwierzyłabyś, Koro, jak można "dać sobie wejść na głowę".
    • a1ma Re: Proste pytanie 25.03.14, 01:48
      Absolutnie nie wypada.
      Nawet odwiedzając moją własną matkę w moim domu rodzinnym, zawsze pytam, czy mogę sięgnąć po kubek, nigdy nie wchodzę bez zaproszenia do jej sypialni, etc. Oczywiście mogłabym wejść i nikt nie miałby mi tego za złe, ale to jest odruch, taki sam, jak pukanie do zamkniętych drzwi przed wejściem, nawet jeśli wiem, ze za nimi jest tylko mój własny mąż i nikt inny.
      • claratrueba Re: Proste pytanie 25.03.14, 09:49
        Mam dokładnie tak samo. I prawdę mówiąc nie przypominam sobie żadnej osoby z mojego otocznie, włącznie z rodziną, bliskimi przyjaciółmi, którzy nie zadaliby pytania "czy mogę...", "czy pozwolisz, że..." Kilkoro dzieci małych dotykających czy biorących bez pozwolenia pamiętam, ale rodzice zwracali im na to uwagę. Skutecznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka