Dodaj do ulubionych

czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna?

15.04.14, 09:29
Przepraszam - temat nie jest zgodny całkiem z tematyką forum, ale musze, po prostu muszę z kimś o tym pogadać, a z odroczeniem nie mogę, bo siłą rzeczy ludzie będą wiedzieć o kogo chodzi.

Otóż - jakiś czas temu będąc ze znajomą w kawiarni spotkałam tam mężczyznę, którego b. przelotnie znam. Od razu podkreśle, że znajomośc z panem jest rodzaju "znajomy znajomych", a widywałam go we wspomnianym gronie znajomych właśnie, albo przypadkowo spotkawszy. Zawsze był dla mnie normalnie miły, nigdy mnie jak to mówią nie podrywał. Dodam, że pracuje on w jednej "firmie" z moim partnerem, ale nie wiem nawet, czy się osobiście znają.

Tak czy owak pan się wówczas do nas dosiadł i spodobał owej znajomej. Pytała mnie o niego i powiedziałam jej wszystko co wiem. A wiem niewiele: gdzie pracuje, że jest z kims związany, no i ze jest "bawidamkiem". To ostanie nie było złośliwe - gość się tak zachowuje.
Odradzałam kobiecie poważne traktowanie gościa, właśnie z powodu tego, ze jest z kimś związany i jest wspomnianym "bawidamkiem". Jednak wspomniana znajoma wdała się w bliższą zażyłość z tym człowiekiem, o czym wiedziałam od niej, bo mi się z tego zwierzała.
Jak tłumaczyła pan chce zakończyć swój dotychczasowy związek (nieformalny, długotrwały), by być z nią.

Niedawno ta zażyłość się skończyła. Z relacji znajomej wynika, że mężczyzna ten oznajmił jej, iż to dlatego, że ta ich znajomośc wyszła na jaw, rzekomo dlatego, że znajoma miała o niej opowiadać osobom trzecim. Nie wiem komu jeszcze opowiadała poza mną o tej znajomości. Ja w każdym razie nikomu nie wspominałam o tym, o czym ona mi mówila.

Wczoraj ta kobieta zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ma informacje, jakobym ja miała w ostatnim okresie spotkać się kilkakrotnie z tym meżczyzną. Podala miejsce, gdzie miałoby to być (ja tam bywam często, tego gościa nigdy tam nie widziałam). Tymczasem ja nie spotkałam tego gościa ostatnio wcale, nigdzie. Ostatnio zamieniłam z nim kilka słów wówczas, gdy oni się poznali. Widziałam go za to jakiś miesiąc temu, jak szedł chodnikiem z jakimś gościem. Ja jechałam samochodem - skinął mi głową na powitanie, ja odpowiedziałam tym samym. O tym, ze widziałam go na ulicy powiedziałam znajomej.

Teraz ta kobieta wydzwaniała do mnie pół wieczoru twierdząc, że zmarnowałam jej jej związek i byłam wobec niej nielojalna. To nie nieprawda - ani nie widywałam się z tym człowiekiem, ani z nikim o jej z nim relacji nie rozmawiałam. Dodam, że znajoma owszem jest drażliwa, ale nie sadziłam, ze az tak. Wpadła po prostu w jakąs furię. Nie chciała mi powiedzieć kto jej naopowiadał tych bzdur, jakobym się z tym goście spotkała.
Niemniej to do tej kobiety nie dociera. Płacze, krzyczy, zapowiada samobójstwo.

Zupełnie nie wiem jak zareagować. Odbieram jej telefony w nadziei, że sprawa się wyjaśniła i dzwoni żeby mnie przeprosić, ale nie - nadal ma te wariackie ataki.
Z gościem się teoretycznie mogę skontaktować (nie mam doń nr komórki, ale wiem gdzie pracuje, wiec bez trudu mogłabym ustalić stacjonarny numer doń), ale nie widzę sensu, tym bardziej, ze naprawdę nie znamy się dobrze. Usiłowałam spokojnie wytłumaczyć tej kobiecie, że nie mam nic wpólnego z tym, o czym mówi, ale nie reaguje.

Poradźcie mi cos, bo ja naprawdę zwariuję od tych jej płaczów.

PS. Ci, którzy chcieliby napisac, że "może coś tam jednak było na rzeczy" mogą sobie darować. Nic nie było, nie wiem skąd te insynuację. Mogę kobiecie przedstawić świadków, którzy potwierdza, że ten gość we wspomnianym miejscu nie bywa, a już tym bardziej w moim towarzystwie go tam nie było.
Obserwuj wątek
    • a.nancy Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 15.04.14, 09:56
      nie wiem czy nienormalna, raczej rozpaczliwie zakochana, a to jest rodzaj szaleństwa tongue_out
      pozostaje wziąć na wstrzymanie, odpowiadać krótko i konkretnie, trzymać się swojej wersji i nie roztrząsać tematu.
    • nocnymarek2 Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 15.04.14, 10:04
      Nie jest. Dla równowagi dodam, że Tobie też do normalności całkiem
      daleko. Ale zawsze jestem pod wrażeniem Twojego życia towarzyskiego
      i ogromu problemów, które niesie. (Czyli nie ma tego złego...)

      kora3 napisała:

      > Pytała mnie o niego i powiedziałam jej wszystko co wiem.

      To chyba o dużo za dużo...?

      > A wiem niewiele: gdzie pracuje, że jest z kims związany, no
      > i ze jest "bawidamkiem".

      O trzy mosty za daleko. Podawanie czyjegoś miejsca pracy osobie
      niezrównoważonej? Skąd wiesz, że jest związany? Może był, a od
      dzisiaj rana nie jest? No i wisienka na torcie: "bawidamek".

      > To ostanie nie było złośliwe - gość się tak zachowuje.
      > Odradzałam kobiecie poważne traktowanie gościa...

      Klasyczne zachowanie "życzliwej przyjaciółeczki", co albo sama ma
      ochotę na tego pana, albo przynajmniej, żeby koleżanka go nie miała.

      > Ja w każdym razie nikomu nie wspominałam o tym...

      ... tylko pięć razy napisałam na forum ze szczegółami, przedyskutowałam
      z lewa i z prawa, zebrałam wszelkie opinie itp. wink

      > Niemniej to do tej kobiety nie dociera. Płacze, krzyczy, zapowiada samobójstwo.

      Na początek zalecałbym jej palnięcie się głową w futrynę wink

      > Odbieram jej telefony w nadziei, że sprawa się wyjaśniła

      Odbierasz z ciekawości, żeby nam napisać jak się akcja rozwija. Dawaj
      na bieżąco, bo rozrywka przednia.

      > ...i dzwoni żeby mnie przeprosić

      Tere fere. Jak nie będzie dzwonić przez trzy miesiące, to będzie znaczyło,
      że albo popełniła samobójstwo, albo myśli. Jak zadzwoni później, to może
      warto odebrać i dowiedzieć się co wymyśliła.

      > Z gościem się teoretycznie mogę skontaktować, ale nie widzę sensu

      No, jeszcze tego brakowałoby...

      > PS. Ci, którzy chcieliby napisac, że "może coś tam jednak było ..."

      Wszystkie Twoje porady były charakterystyczne (również) dla kogoś,
      kto chciałby storpedować jej "szczęście". Jakkolwiek nie uważam, że
      było, to właściwie nie dziwie się, że ona tak uważa.

      > Mogę kobiecie przedstawić świadków, którzy potwierdza...

      Możesz udowodnić, że coś jest (tzn. ktoś coś widział), ale nigdy nie
      udowodnisz, że czegoś nie ma (np. yeti).
      • chris1970 Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 15.04.14, 10:20
        Niezrównoważenie koleżanki kory3 objawiło się dopiero po fakcie. Kora nie pisała na wstępie, że wiedziała od dziecka, że jej koleżanka jest niezrównoważona.
        Przysłowie mówi, że trzeba zjeść beczkę soli zanim się kogoś pozna. Tak więc i tu niezrównoważenie wyszło dopiero po.

        W sumie najlepiej byłoby nigdy nic o nikim nie mówić co się wie. Ale jak tu koleżankę, której się dobrze życzy, nie przestrzec przed kimś niewłaściwym? Jak się okazało, słusznie.

        Moim zdaniem, najlepiej w tej sytuacji nie reagować, nie kontaktować się tym człowiekiem. A z koleżanką krótko - powiedzieć, że masz do niej żal za pomówienia i obwinianie za nieszczęście osobiste. Przypomnieć jej, że się przestrzegało przed tym człowiekiem.
        Uważam, że należy na razie rozluźnić stosunki z tą osobą. Może się to przerodzić w rodzaj stalkingu. Nigdy nie wiadomo co strzeli do głowy kobiecie odrzuconej.
        • nocnymarek2 Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 15.04.14, 10:33
          chris1970 napisał:

          > Niezrównoważenie koleżanki kory3 objawiło się dopiero po fakcie.

          "Dodam, że znajoma owszem jest drażliwa, ale nie sadziłam, ze az tak."

          > W sumie najlepiej byłoby nigdy nic o nikim nie mówić co się wie.

          Jak się nie wie co powiedzieć, a co nie, to lepiej wybrać to drugie.

          > Ale jak tu koleżankę, której się dobrze życzy, nie przestrzec
          > przed kimś niewłaściwym?

          Ech, dobre intencje w dziedzinie damsko-męskiej...
          Jak się wie kto dla koleżanki jest właściwy, a kto niewłaściwy, to
          powinno się zapalić lampkę ostrzegawczą. Ale u siebie, nie u kogoś.
          Dla porównania, jak można namieszać przestrogami (albo swoiście
          pojętą "życzliwością"):
          forum.gazeta.pl/forum/w,16,150536419,150536419,doswiadczenie_lozkowe.html
          • chris1970 Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 15.04.14, 10:41
            Drażliwość to nie jest jeszcze niezrównoważenie. Ale przyznaję rację, pierwszy sygnał już był.

            Osobiście wolę jeżeli ludzie są wobec mnie szczerzy, nawet jeżeli nie jest mi miło.

            Ale jak przykład koleżanki pokazuje, nie w przypadku każdego dobre rady, nawet najlepsze, są właściwe.

            Może lepiej rozluźnić kontakty z tą osobą? Najwyraźniej jest to kłopotliwa znajomość.
        • kora3 No dokładnie Chrisie 15.04.14, 11:18
          Nic nie wskazywało dotychczas na to, że kobieta ma taką jazdę.
          Nie widzę też nic zdrożnego w tym, że zapytała mnie o gościa poznanego w sumie za moim pośrednictwem, a ja powiedziałam co wiem. Wszystko poniekąd okazało się prawdą.
          Wbrew temu co uważa stereotypowo Nocnymarek kobiety bywają wobec siebie lojalne, a nie też nie każdy facet zaraz dla każdej jest objawieniemsmile - szczególnie już dla kogoś takiego, jak ja, kto poznaje sporo ludzi płci przeciwnej i jeszcze jest w stałym związku.
          Jak wspomniałam, gdybym miała informacje, ze gość jest narkomanem, alkoholikiem, czy hazardzistą TEŻ bym powiedziała zainteresowanej. Podobnie postąpiłabym, gdyby o jakąs kobietę pytał mnie facet, z którym się koleguję.
          Dodatkowo zaznaczyłam na wstępie po pytaniu koleżanki, ze gościa znam naprawdę słabo o wszystko (poza miejscem pracy) to sa info na zasadzie "z tego co słyszałam"
          • aqua48 dokładnie Koro 16.04.14, 09:44
            kora3 napisała:

            > Jak wspomniałam, gdybym miała informacje, ze gość jest narkomanem, alkoholikiem
            > , czy hazardzistą TEŻ bym powiedziała zainteresowanej. Podobnie postąpiłabym, g
            > dyby o jakąs kobietę pytał mnie facet, z którym się koleguję.

            Czyli po prostu wpakowałaś się w kłopot na własne życzenie. Z dawien dawna wiadomo, że w cudze życie, a zwłaszcza amory, a te "nielegalne" to już obowiązkowo, najlepiej jest nie wtrącać się, nie doradzać/odradzać/zniechęcać, a w wyrażaniu opinii na czyjś temat zachować jak najdalej idącą powściągliwość i oględność.
            Wszelkie inne opcje kończą się przykro dla osoby "mającej najlepsze intencje" i " w dobroci serca szczerze radzącej"..
            • kora3 A widzisz :) 16.04.14, 11:40
              mnie się często zdarza rozmawiać z ludźmi na takie tematy i na ich prośbę komentować, albo doradzać, a takie konsekwencje spotkały mnie raptem kilka razy w życiu.
              Statystycznie zatem to co piszesz nie za bardzo do mnie przemawiasmile
        • annthonka Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 15.04.14, 13:44
          Chris - nic dodać, nic ująć.

          A swoją drogą życie towarzyskie Kory przypomina pole minowe... wink
          • baba67 Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 16.04.14, 14:32
            Ty w ogole nie masz o czynienia z normalnymi osobami. Nikt nie ma normalego zyia rodzinnego tylko jacys rozwodnicy, desperatki, osoby z fobia itp.
            Uwazam ze przy takim szcesciu do ludzi powinnas z gory zaklada ze cos jest z nimi nie halo.
            • urko70 Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 16.04.14, 15:14
              baba67 napisała:

              > Ty w ogole nie masz o czynienia z normalnymi osobami.

              Mam nadzieję, że to nie jest zaraźliwe.
            • annthonka Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 16.04.14, 15:34
              Babo, ale to na pewno do mnie było?
              • baba67 Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 16.04.14, 16:04
                Nie do Ciebie- do Korci przeciez.
                • kora3 To raczej oczywiste było:) 16.04.14, 16:10
                  ze do Korci smile
                  Babo, w moim odczuciu osoba rozwiedziona nie równa się osoba nienormalna smile
                  Co do reszty pytania - czy Ty uważasz sytuacje prawidłowe i standardowe za interesujące do omawiania na forum?
                  • baba67 Re: To raczej oczywiste było:) 16.04.14, 18:55
                    No, Ty akurat nie jestes, bo powody Twojego rozwodu sa calkowicie zrozumiale,
                    Spora czesc rozwodnikow cos niestety ma z osobowoscia. Na przyklad Twoj partner moze by normalnym fajnym facetem i pewnie jest ale juz jego byla nie bo ktora normalna by fajnego faceta koszacego taka kase na dodatek puscila?
                    • kora3 Oj Babeczko:) 17.04.14, 07:33
                      baba67 napisała:

                      > No, Ty akurat nie jestes, bo powody Twojego rozwodu sa calkowicie zrozumiale,


                      Wcale nie myślałam teraz o sobie. Bo sytuacja mego rozwodu (powód) była niecodzienna i można rzec, że smile nienormalna.
                      Natomiast rozwodzi się wiele innych par, wiec trudno uznać, ze wszyscy ci ludzie mają coś nie tak z głową, nie?smile

                      > Spora czesc rozwodnikow cos niestety ma z osobowoscia.

                      Jakiś link do statystyk?smile

                      Na przyklad Twoj partner
                      > moze by normalnym fajnym facetem i pewnie jest ale juz jego byla nie bo ktora
                      > normalna by fajnego faceta koszacego taka kase na dodatek puscila?


                      Po tobie się złośliwości tak niskich lotów nie spodziewałam (chyba Aqua ma trochę racji co do mniesmile). Ale pomimo jej poziomu odpowiem. Byłą żonę mojego partnera znam b. mało- widziałyśmy się wszystkiego parę razy w życiu. Sprawia miłe wrażenie - pogodna, otwarta.
                      Owszem - zadałam mojemu partnerowi, jeszcze w fazie znajomości luźnej pytanie o powody ich rozstania. Nic dziwnego w takim pytaniu wobec osoby, którą się z wzajemnością zainteresowanym. Nie usłyszałam jednego złego słowa na temat byłej i dla mnie to było kolejny plus po stronie mego faceta. Kiedy się poznaliśmy oni byli już dobrych pare lat po formalnym rozstaniu się. Dlaczego się rozstali? Otóż nic specjalnie frapującego - wypaliło się.
                      Tak, może się wypalić, widze wiele takich "wypalonych" związków, które formalnie nadal trwają, a także widziałam wiele takich, które się z tego powodu rozstały.
                      Pieniądze nie mają tu nic do rzeczy, bo była żona mojego partnera nie musiała z nim być ze względu na zaleznosc materialną (to jest dopiero straszne, ze związek emocjonalny się kończy, a trwać przy kimś trzeba, bo się nie będzie miało jak żyć). - jest osobą niezależną materialnie, a rozstając się zdecydowali, że ona zatrzyma dom, którego żadnej części nie musiala spłacać eksmezowi.
                      Była żona mojego partnera także sobie ułożyła życie (także w wolnym związku) i z tego co wiem (np. od synów ich wspólnych) jest szczęśliwa.
                      Może Babo Ty masz okazję widywać sytuacje rozwodowe tylko jakieś bardzo traumatyczne, albo nienormalne (z krzykami, świadkami na rozwodzie, podziałami majątkow w sądach itd.), ale naprawdę wielu ludzi rozstaje się normalnie. A ze się ludzie rozstają zamiast tkwić w wypalonym związku, to właśnie zupełnie normalne. Nienormalne jest utrzymywanie takich związków na siłę. Tyle, ze to nie na ten wątek - chyba smile
                      • baba67 Re: Oj Babeczko:) 17.04.14, 08:39
                        No wlasnie to rozstawanie sie bo sie wypalilo uwazam za objaw problemow z glowa.
                        Co do tego to sie nigdy nie zgodzimy wiec nawet dyskusji nie podejmuje tylko uzasadnie swoje stanowisko
                        Dla mnie to objaw takiegos infantylizmu.godzacego w dzieci o ile dzieci oczywiscie nie maja wlasnej rodziny.Ale infantylne to hjest zawsze. Wybieram sobie czlowieka na dobre i zle- ile nie jest toksyczny przez swoje zachowania i nalogi idziemy razem przez zycie, cos razem budujemy.
                        Niewykluczone ze nie wszystko wiesz o malzenstwie partnera co dobrze o nim swiadczy.

                        Nie wiem gdzie sie dopatrzylas zlosliwosci w moim poscie.
                        • kora3 Re: Oj Babeczko:) 17.04.14, 09:10
                          baba67 napisała:

                          > No wlasnie to rozstawanie sie bo sie wypalilo uwazam za objaw problemow z glowa
                          > .


                          Dośc ciekawe spojrzenie na życie ...smile

                          > Co do tego to sie nigdy nie zgodzimy wiec nawet dyskusji nie podejmuje tylko uz
                          > asadnie swoje stanowisko


                          Bardzo proszę ...

                          > Dla mnie to objaw takiegos infantylizmu.godzacego w dzieci o ile dzieci oczywis
                          > cie nie maja wlasnej rodziny


                          Wiesz, akurat w przypadku omawianej pary, czyli mój partner u jego była, to dzieci były już dorosłe w momencie ich rozstania (nominalnie, bo jeszcze nie do końca samodzielne), ale to bez znaczenia. Wg mnie syruacja, w której ludzie żyją obok siebie stwarzając liche pozory bycia razem "dla dzieci", dla tychże dzieci nie jest wcale zdrowa, ani normalna.

                          .Ale infantylne to hjest zawsze. Wybieram sobie czl
                          > owieka na dobre i zle- ile nie jest toksyczny przez swoje zachowania i nalogi i
                          > dziemy razem przez zycie, cos razem budujemy.


                          Babo - rzeczywiście trudno podejmowac dyskusję na ten temat z kimś, kto po pierwsze ma takie poglądy, po drugie sytuacja wypalenia się związku go nie dotknęła.
                          Dla mnie w związku dwojga ludzi nie wystarczy, by nie byli toksyczni. To wystarczy do bycia znajomymi, koleżeństwem, ale na pewno nie parą. Musi być uczucie i musi iskrzyć. Niestety, tak to bywa, że czasem uczucie się wypala - z jednej, czy obu stron. Nie jest to wcale sytuacja rzadka. I wówczas są trzy drogi:
                          1. Uczciwie przedstawić sprawę z szacunkiem do osoby, którą się kiedyś kochało i z nią było, zadbać o sprawy materialne i kulturalnie rozstać się pozostając w co najmniej poprawnych relacjach.
                          2. Tkwić w takim układzie żyjąc własnym życiem (np. mając kogoś innego na boku) i udawać przed ludźmi, że się jest razem.
                          3. Jak wyżej tylko nie mając nikogo na boku i pogłębiać swoją i drugiej strony frustrację.

                          Moim zdaniem 1. wyjście jest najlepsze i najuczciwsze. Także wobec dzieci.

                          > Niewykluczone ze nie wszystko wiesz o malzenstwie partnera co dobrze o nim swia
                          > dczy.


                          Wiesz, ja nie detektyw Babo. smile Wiem tyle, ile mi powiedział, ile powiedzieli mi jego synowie (jeden jest nieprawdopodobna gadułą - kocham to "dziecko").
                          Ale poza tym co Ci ktoś mówi, jest jeszcze coś takiego jak obserwacja. Widze, że obaj synowie mają ciepły stosunek do OBOJGA rodziców - zatem nie mają do nich żalu - zatem najwyraźniej żadne z nich nie zrobiło czegos, co te dorosłe już dzieci uznawałyby za okropne. Widzę, że byli małżonkowie mają do siebie stosunek życzliwy i takiż wobec swoich aktualnych partnerów wzajemnie. Skądinąd nas pewno wiem, że ja poznałam mego partnera już jakiś czas po rozstaniu się jego z eksżona, a jej partner także poznał ją kilka lat po ich rozwodzie. Nie, ze go/ją wypytywałam, ale wyszło to w zwyczajnej rozmowie "o niczym". Zatem na pewno ten pan nie był powodem ich rozstania.
                          Być może jest jak napisałaś - ale ja w wypalenie wierzę, bo widywałam i widuję takie wypalone związki.

                          >
                          > Nie wiem gdzie sie dopatrzylas zlosliwosci w moim poscie.

                          Sadzę, ze wiesz....smile
                          • baba67 Re: Oj Babeczko:) 17.04.14, 09:27
                            Dziekuje za przedstawienie Twoich racji. Nigdy sie z nimi nie zgodze ale zawsze to rozszerza horyzonty.
                            Oczywiscie jesli dzieci maja juz swoje zycie rozstanie rodzicow z powodu wypalenia nie jest dla nich taka trauma jak wczesniej.Choc podejrzewam ze jakos boli cokolwiek by nie mowili.
                            Nienawidze gloryfikowania modelu skandynawskiego (jeden maz na kazdy etap zycia plus jedna wielka szczesliwa pachworkowa rodzina),Jestem tu prawdziwa hejterka.
                            To jakis totalnie chory powrot do wspolnoty pierwotnej.NAPRAWDE nie wiem gdzie bylam zlosliwa.Nie sugeruje ze jestes z panem zpowodu kasy jesli o to Ci chodzi.
                            Duze mozliwosci zarobkowe faceta pojednak potezny atut ktory potrafi zrowniwazyc wiele rzeczy .Udawanie ze tak nie jest tozwykla hipokryzja.
                            • kora3 Re: Oj Babeczko:) 17.04.14, 09:56
                              baba67 napisała:

                              > Dziekuje za przedstawienie Twoich racji. Nigdy sie z nimi nie zgodze ale zawsze
                              > to rozszerza horyzonty.


                              smile też tak sądzę smile

                              > Oczywiscie jesli dzieci maja juz swoje zycie rozstanie rodzicow z powodu wypale
                              > nia nie jest dla nich taka trauma jak wczesniej.Choc podejrzewam ze jakos boli
                              > cokolwiek by nie mowili.


                              Wiesz Babo. Ja znam co najmniej paru ludzi, którzy mają do swoich rodziców (czasem do jednego z nich za brak inicjatywy) żal, że nie rozstali się właśnie, tylko tworzyli dla dzieci pozornie normalny, a bardzo toksyczny dom,. Toksyczny, bo choć w tym domu nie było przemocy, picia, to był totalny chłod, ciągłe udawanie i wstyd przed ludźmi, którzy w małych społecznościach szybko orientowali się ze to wszystko "przedstawienie".
                              Jak już kiedyś pisałam chyba, za czasów mojego dzieciństwa odsetek dzieci, których rodzice się rozstawali i nierzadko zakładali nowe rodziny był mniejszy niż teraz, ale jakiś był. I wśród tych dzieci były takie, których rodzic z którym po rozstaniu nie mieszkaly (najczęściej ojciec) "rozwodził się" także z takim dzieckiem. Kompletny brak zainteresowania, alimenty przez komornika itd. Ale były także i takie, których ojcowie byli normalni, dzieci spędzali z nimi weekendy, czesc wakacji, czesc swiat.
                              Zapewne rozstanie rodziców nie jest dla dzieci nierzadko komfortowe (czasem jest bardzo, gdy jedno z rodziców pije, stanowi zagrozenie dla rodziny, ale rozumiem, ze nie o takich przypadlach teraz mówimy), ale nie da się budowac niby związku dla dzieci, bo one dokładnie najpierw czują, a potem wiedzą, ze to jest niby.

                              > Nienawidze gloryfikowania modelu skandynawskiego (jeden maz na kazdy etap zycia
                              > plus jedna wielka szczesliwa pachworkowa rodzina),Jestem tu prawdziwa hejterka
                              > .
                              > To jakis totalnie chory powrot do wspolnoty pierwotnej.


                              babo, pomiędzy gloryfikowaniem, a stwierdzaniem faktów jest kolosalna róznica. Prawda jest taka, że wraz z usamodzielnieniem się kobiet w zakresie ekonomicznym liczba rozstań także tych formalnych wzrosła. Wzrosła, bo kobieta bez mężczyzny może normalnie funkcjonować materialnie i społecznie. I nie ma już interesu utrzymywania związku na siłę. Nie ma sensu udawać, ze jest inaczej. Kiedyś kobieta 40 letnia to była matrona smile, która swoje życie już przezyła i jedyne o co miała dbać, to zapewnienie dalszego życia (dobrego ożenku, dobrego zamążpójścia) swoim dzieciom. Jeśli sama jako wdowa wchodziła w jakiś nowy związek to z uwagi na interes, albo koneksje. Teraz jest inaczej.
                              Powiem Ci, ze w otoczeniu mam kilka kobiet (mężczyzn też) które z rozstaniem z mezem czekały właśnie na usamodzielnienie się dzieci. To ich wybór, ale zbyt madre nie jest. Te dzieci na ogół się dziwiły, ze "dopiero teraz" - nawet nie zdawały sobie sprawy, że o nie chodziło...

                              NAPRAWDE nie wiem gdzie
                              > bylam zlosliwa.Nie sugeruje ze jestes z panem zpowodu kasy jesli o to Ci chodzi
                              > .
                              > Duze mozliwosci zarobkowe faceta pojednak potezny atut ktory potrafi zrowniwazy
                              > c wiele rzeczy .Udawanie ze tak nie jest tozwykla hipokryzja.


                              Ok Babo, zakładam Twa dobrą wolę smile Odebrałam jako złośliwość wzmiankę o statusie materialnym mojego partnera. Nie, nie jestem ani hipokrytką, ani materialistką. Nie będę udawac, ze komfortowa dla mnie byłaby sytuacja utrzymywania, czy sponsorowania faceta, aczkolwiek w moim małżeństwie to ja zarabiałam znacznie więcej. Nie było w tym krzty winy mojego eksmęża, w każdym razie na początku. Tak się umówiliśmy, ze on obiera taką a nie inną drogę zawodową (asystenturę i robienie doktoratu), która na początku oznacza groszowe zarobki. Tyle, ze to miała być sytuacja przejsciowa, miał próbować dorobić w miare możliwości (miał je) i nie wydawać na głupoty tego, co ja ciężko zarobię.

                              Status materialny mojego partnera nie miał dla mnie znaczenia. Ba ja nawet początkowo nie wiedziałam, jaki konkretnie jest. Znaczenie dla mnie miało, ze gość ma stałą i stabilna pracę przyzwoicie opłacaną i to wystarczyło. Mnie stać na utrzymanie siebie i swoje przyjemności z własnej kasy, ale owszem taki model z domu wyniosłam, że faceta utrzymywać ochoty nie miałabym. Jasne, sa sytuacje ekstremalne (utrata pracy, wypadek), albo przejściowe, ale nie o takich mówimy.
                              Ja też nie jestem nierobem - kiedy znalazłam się w obecnym miejscu zamieszkania bylam po ciężkiej chorobie. Mój ekspartner nie zarabia tyle ile aktualny, ale spokojnie moglby mnie utrzymać do czasu, aż znalazłabym prace w zawodzie. tak też deklarował, ale ja nie chciałam. Chciałam iśc do jakiejkolwiek pracy, bo dla mnie prawa jest wartością sama w sobie.
                              Poszłam smile popracowałam 5 miesięcy, ciekawe doświadczenie smile
                              • baba67 Re: Oj Babeczko:) 17.04.14, 10:36
                                Ja nie pisze o toksycznych domach.
                                To ze ludzie przestaja do siebie palac wielkim romantycznym uczuciem nie znaczy ze tworza toksyczny zwiazek. Trzeba miec troche odpowiedzialnosci za to co sie robi w zyciu.
                                Tak mnie wychowano i nic tego niezmieni ani mojej oceny takich "wypalonych".
                                • kora3 Re: Oj Babeczko:) 17.04.14, 10:57
                                  babo, na wstępie powiem, ze lubię wymianę zdań z Tobą o ile nie jesteś protekcjinalna, ani złośliwa (niezamierzenie).
                                  Myslę, że obie mamy dość podobne spojrzenie na swiat, ale osadzone w troszkę innych realiach życia i (ważne) wychowania.
                                  Moi rodzice zawsze uczyli mnie i siostrę odpowiedzialności. Sadze, ze tak jak twoi - Ciebie. Tylko, że u nas zasada była taka, ze ponosisz odpowiedzialność za top, na co masz wpływ, a nie za cały swiat.
                                  Wypalenie się to z reguły robota obojga, albo okoliczności. Życie mam tylko jedno. Nie chce krzywdzić innych, ale siebie - także nie. Mam prawo do szczęścia, szacunku, miłości.
                                  Nie byłabym w związku z człowiekiem, z którym być nie chcę - także dlatego, ze przestałam czuc do niego coś poza przyzwyczajeniem i szacunkiem właśnie. Uwazałabym to za godzenie w ten szacunek - oszustwo jest takim godzeniem. i nie ma znaczenia, że oszustwo nie polegałoby na zdradzie (nie uznaje w swoim wykonaniu) - polegałoby na udawaniu, ze jest, jak nie jest ... zrozum
                                  • baba67 Re: Oj Babeczko:) 17.04.14, 11:16
                                    Nie rozumiem i w tym caly prooblem. Zycie to nie je bajka.
                                    Dopoki czuje do czlowieka szacunek i mam w nim oparcie,lacza nas wspolne sprawy to jest to dobry partner zyciowy i zadnych klimatow typu majty przez glowe roze szampan i szalone weekendy do szczescia nie potrzebuje.
                                    Mam wystarczajaco satysfakcjonujace zycie na innych plaszczyznach.
                                    • kora3 Re: Oj Babeczko:) 17.04.14, 11:26
                                      widziszx, rzecz cała w tym, że jeden potrzebuje, a inny nie. tak samo dla jednego ważne jest żeby praca dawała mu satysfakcje, a pieniądze mniej się dlań liczą, a inny stawia na kasę za prace u to jest priorytet.

                                      Własne kryteria sa własne, a cudze cudze - na tym to polega
                                      • baba67 Re: Oj Babeczko:) 19.04.14, 07:34
                                        Dokladnie. Tyle ze nasze priorytety swiadcza o nas.Zlodziej ma inne priorytety niz uczciwy to normalne.
                                        jesli kobieta majaca dzieci w wieku wrazliwym odchodzi od meza tylko dlatego ze maz jej nie adoruje, nie obsypuje i nie zaprasza a ona nie przezywa uniesien to sie zatrzymala w rozwoju gdzies w okolicy lat 15.Czyli cos z glowa ma.
                                        • kora3 A ja to widzę inaczej 19.04.14, 10:49
                                          Babeczko ...
                                          Otóż tworzenie związków w naszym społeczeństwie już dawno przestało się sprowadzać tylko do prokreacji i zdobycia kasy, czy koneksji. Ludzie łączą się w pary z uczucia i namietmosci. Jedno i drugie trzeba w związku pielęgnować, a jeśli taki mą ogranicza się do wymiany zdań na tematy organizacyjne i odwalenie tzw. obowiązku małżeńskiego raz na parę dni bez specjalnego zaangażowania, to wcześniej czy później musi się liczyć z tym, że żona nań zobojetnieje i o ile będzie okazja zainteresuje się kimś innym. Kimś kto wcale nie będzie robić nic wielkiego : ot powie komplement, uśmiechnie się, zapyta co U NIEJ, a nie tylko co u dzieci.
                                          Tak na ogół działa mechanizm zdrady Babo - to jest skutek, a nie przyczyna ...
                                          przyczyna to najczęściej oddalenie emocjonalne. Bardzo niewiele trzeba robić, by do niego nie doszło, ale także bardzo niewiele - by doszło.
                                          Wystarczy sprowadzić wspólne życie do rutynowych czynności, rozmów, tematów. Zamiast tego należy czasem przynieść kwiaty bez okazji, pochwalić nową sukienkę, zainteresować się co tam w pracy, posłuchać, pogadać ...To oczywiście działa w obie strony ...

                                          Babo, ludzie, w tym kobiety majacy dzieci w wieku "wrażliwym" też jeszczesmile zyją, a nie sa tylko bytami dla dzieci. Wiem, zaraz mi trzepniesz, ze nie mam dzieci, wiec ...
                                          A ja pamiętam lata młodości moich rodziców, którzy mieli 2 dzieci i niełatwą sytuację zawodową (ojciec w wiecznych rozjazdach) i widziałam, że starali się b. oboje. Tata mamie przynosił kwiaty bez okazji, komplementował ją, zawsze pamiętali o swoich rocznicach, nawet takich głupichsmile, jak pierwszy wspólny wyjazd.
                                          Jeśli człowiek czuje się sprowadzony tylko do roli woła roboczego, albo bankomatu, ewentualnie opiekunki do dzieci i pani zarządzającej domem to o ile choć trochę kocha siebie, nie będzie się z tym dobrze czuł ...
                                          • kora3 śmieszne i straszne Babo - prawdziwe :) 19.04.14, 11:15
                                            Moja koleżanka ma babcię. Niby nic nadzwyczajnego, ale w wieku koleżanki (bliżej 50 rż) bacie, czy dziadka mało kto jeszcze ma. Owa babcia dobiega 100 latsmile
                                            Kiedy dwa lata temu owa koleżanka się rozwodziła z mężem rozmawiała o tym także z babcią. Babcia była zdziwiona tym, ze koleżanka podjęła taką decyzje z powodu zdrady męza. "Toż każden chłop zdradza Hanusiu, taka już meska natira" - tak babcia przekonywała Hanię. "Co Ty byś chciała? Żeby Ciebie mąz kochał, a Ty jego? Ja za twego dziadka wyszłam, bo czas był na mnie już, a on i pozycje odpowiednią miał i pochodzenie. Widzisz, ze dobrze wychowaliśmy twojego ojca i pozostałe nasze dzieci. A że kochanki miał? Toż miał! Znałam je niektóre, ale mi nie przeszkadzały. Z domu na nie nie wynosił. Jak był kryzys to i do domu metr cukru przyniósł i tej, czy tamtej załatwił. Dla wszystkich starczało, taki to był zaradny człowiek. Na pogrzebie jego te wszystkie kochanki płakały i ja też... Ty się Haniu namyśl ..."
                                            Usmiałysmy się z gadki babci Leonii z Hanią, ale tak naprawdę to był trochę gorzki smiech ...
                                            Taka po prostu w tamtym pokoleniu była mentalność: każdy facet zdradza, ma kochanki i o ile tylko materialnie oficjalna rodzina na tym nie cierpi to szafa gra ...
                                            • baba67 Re: śmieszne i straszne Babo - prawdziwe :) 23.04.14, 15:35
                                              Nie wydaje mi zeby to bylo jakies powszechne przekonanie.
                                              Magdalena Samozwaniec, sama bardzo liberalna podkreslala ze jej postawa wcale nie byla powszechna a jesli byla to raczej w kregu artystycznym.
                                              Natomiast w czasach kiedy kobiety nie byly samodzielne a malzenstwo sluzylo przetrwaniu tka postaa wydaje sie pragmatyczna. Kobuety wolaly miec 60 % w dobrym interesie(zaradny maz chodzacy na baby) niz 100% w takim sobie albo nie miec w ogole zadnego interesu.
                                              • kora3 Hmmm a ja myslę, ze 24.04.14, 07:08
                                                taka postawa była powszechne, tylko nie była powszechnie eksponowana. Wspomniana M. Samozwaniec tym się różniła w swoim liberalizmie od pań "nieliberalnych", że otwarcie się przyznawała do swojej postawy. natomiast reszta - niesmile
                                                Oczywiście - masz rację - to była postawa pragmatyczna, a przyczyny tejże wymieniłaś trafnie. Tylko, ze sama piszesz o pragmatyzmie w wydaniu współczesnym Babo.
                                                Piszesz o tym, że jeśli kobieta ma dzieci w tzw. wieku wrażliwym, to nie powinna myśleć o sobie i o spełnianiu się w związku, tylko trwać w nim niezależnie od jakości tegoż.
                                                czym to się rózni od pragmatycznej postawy babci Leonii i jej podobnych pań kilkadziesiąt lat temu? Zasadniczo niczym smile

                                                Wątek jest w innym temacie, ale jak zwykle dyskusja z Tobą, także taka nieco OT, jest ciekawasmile Tylko, że chyba nie do końca się rozmiemy na czym polega owo wypalenie, o jakim mowa była. Nie chodzi Babeczko o to, że cały czas ma być jakaś megaadrenalina, motylki w brzuchu i romantyczne niespodzianki. smile To nie jest przede wszystkim realne, bo związki przecież ewoluują, przechodzą w różne fazy. Chodzi o to, żeby związek przeszedłszy właśnie w fazę spokojnej stabilizacji nie zamienił się w układ odarty z wszelkiego romantyzmu, wszelkiej namiętności polegający tylko na ...wspólnych interesach.
                                                Wiadomo, że żyjąc razem, mieszkając, mając dzieci ma się te interesy z druga osobą, ale nie jest dobre, ani normalne, gdy związek sprowadza się tylko do tego. Rachunki, zakupy domowe, sprawy związane z dziećmi - jeśli poza tym przestaje ludzi łączyć cokolwiek to związek jest wypalony.
                                                Jasne, są ludzie, którym to odpowiada, albo też - nie przeszkadza. Bo realizują się w innych dziedzinach życia niż związek - praca, hobby. Ale takich ludzi jest stosunkowo niewielu. Ludzi, którym naprawdę jest dobrze w takim niby związku. Większosc z nas potrzebuje ciepła, poczucia bycia atrakcyjnym itd. Dlatego tez, jak już pisałam - zdrada w takim związku jest konsekwencją jego wypalenia, a nie przyczyną.

                                                I nie chodzi tu wcale o skok w bok, albo pójście do łozka, czy generalnie o seks Babo. Raczej właśnie o poczucie bycia kochanym, chcianym, pożądanym. O ppoczucie, ze ta druga osoba interesuje się TOBĄ, a nie tylko tym, czy zrobiłaś zakupy, zapłaciłeś rachunek itd
                                                • baba67 Re: Hmmm a ja myslę, ze 24.04.14, 08:51
                                                  Oczywiscie ze jesli sie ktos nie czuje kochany przez malzonka to mu ciezko gorzknieje i rzutuje to na dzieci.
                                                  Tylko rzecz w tym iz oczekiwania jakie sie ma zeby czuc sie kochanym 90% procent "wypalonyc"h ma z kurzego kupra a scislej mowiac-z popkultury.
                                                  Liczy sie opakowanie-kwiatki sratki czule slowka a nie fakt ze maz na przyklad odskrobal balkon bo mi to przeszkadza(jemu nie), wzial na siebie inne niemile obowiazki mimo ze wszyscy oczekuja tego od matki dziecka, cierpliwie wysluchal kolejnych narzekan 100raz na to samo.
                                                  Taki niundzie chca niec zycie jak w komediach rozmantycznych osadzonych na zamoznych przedmiesciach.pol biedy jesli niundzia jeszcze sie nie rozmnozyla to niechze se idzie szukac szczescia. Gorzej kiedy niundzia jest rozmnozona. Sama taka znalam i znalam jej dzieciaka z powaznymi problemami emocjonalnymi.
                                                  Coraz wiecej takich produktow popkultury niestety.
                                                  • kora3 Ano widzisz :) 24.04.14, 09:08
                                                    sama piszesz o zainteresowaniu meża TOBĄ - TWOIMI potrzebami - balkonem, narzekaniami...
                                                    O to właśnie biega Babosmile - niekoniecznie o jakieś zaraz spektakularne, czy bardzo romantyczne gesty, ale o to, by być ze sobą, a nie - obok siebie.
                                                    Prawdopodobnie nie zaznałaś nigdy takiej sytuacji, a nikt też Ci nie pokazał jej u siebie, wiec nie wiesz, co to znaczy właśnie tkwić obok siebie w niby - związku.

                                                    To jest taka sytuacja, w której ludzie nie mają się już nawet o co kłócić sad Wszystko, co mają z sobą wspólnego sprowadza się do zgodnego załatwiania spraw organizacyjnych i pokazywania się razem ...Znam ludzi, którzy byli w takich związkach i takich, którzy w takich są...
                                                    Wiem, zaraz mi powiesz, ze nie znam normalnych ludzi ...Babo, niestety, możesz się z tym zgadzać, albo nie, ale naprawdę jest tak, że wiele związków się wypala. Takie, w których po 20 latach bycia razem jest z obu stron namiętność i miłość są rzadkością...I na ogół sa to związki takie, w których ludzie zupełnie swiadomie pielęgnują ów związek.
                                                  • baba67 Re: Ano widzisz :) 24.04.14, 10:12
                                                    Rzeczywiscie chyba wycinek spoleczenstwa ktory jest Ci znany nie jest specjalnie reprezentatywny.
                                                    Jesli ludzie dobrego zwiazku(dwoje lnietoksycznych z dobra wola)) nie pielegnuja to znaczy ze nie dorosli do jakiekolwiek zwiazku czyli maja cos z osobowoscia.Pomijam dramatyczne sytuacje losowe-pisze o normalnym zyciu.
                                                    Nie pisze o sytuacji kompletnego niedobrania co to wychodzi bardzo szybko i trudno tu mowic o wypaleniu-to zreszta tez objaw niedojrzalosci.
                                                    Masz racje trudno mi sobie wyobrazic to o czym piszesz bo wiekszosc malzenstw ktore znam zadnych porywow nie demonstruje, narzeka na balaganiarstwo meza oraz guzdralstwo zony plus ew stluczki obu stron.
                                                  • kora3 hmmm rzecz w tym 24.04.14, 10:27
                                                    ze "wycinek" społeczeństwa, który jest mi znany jest raczej reprezentatywny babo, choćby dlatego, że moje znajomości nie ograniczają się do jednego rodzaju środowiska, czy to w ujęciu zawodowym, czy materialnym, czy intelektualnym.
                                                    Nie wiem na ile zdajesz sobie z tego sprawę, ale ludzie w większości przed niebliskimi im osobami - udają. udają np., że uch związek jest udany. A to dlatego, ze nie chcą współczucia, gadania itd. Dośc łatwo się w tym zorientować mając okazję przebywać częściej w towarzystwie takich ludzi.
                                                  • ebro888 Re: hmmm rzecz w tym 24.04.14, 11:01
                                                    Zdziwiwcie się może ale obie macie stuprocentowe racje smile Notabene ludzkość wiekami w kółko nad tym deliberuje i nie zanosi się na " mission accomplished ".
                                                  • baba67 Re: hmmm rzecz w tym 24.04.14, 11:32
                                                    Jestem za stara zeby tego udawania nie dostrzec.Kiedy sie udaje wszystko wydaje sie bardziej prawdziwe niz autentyczny odpowiednik.Zyjemy chyba w innych swiatach bo znam wielu dosc zadowolonych z zycia malzonkow choc ich zycie moze sie wydawac szare ,wyprane z ekscytacji i pozbawione porywow.
                                                    Wiele razy natomiast widzialam ze romantyczne inicjatywy byly tak naprawde akcjami reanimujacymi i to niespecjalnie skutecznymi.
                                                  • kora3 Re: hmmm rzecz w tym 24.04.14, 11:47
                                                    Babo, ty masz swoje obserwacje, a ja swoje smile Liczba rozwodow, także tych po wielu latach pozycia pokazuje, że być może jednak ja mam rację. Pokazuje to też liczba zdrad w stałych związkach. Gdyby tak wszystko było pięknie, jak piszesz, to by tego nie było raczej ....
                                                    Tak czy owak - ja uważam, że życie mam jedno i mam prawo być z niego zadowolona, także w sferze związkowej. Nie odpowiadałoby mi tkwienie z kimś, kogo nie kocham i nie jestem z nim szczesliwa, pomimo zadowolenia z pracy, stabilnej sytuacji materialnej itd.
                                                    Uprzedzając - nie to nie znaczy, że jakby mój partner zachorował to bym go zostawiła (uprzedzam, bo pewnie taki argument ma szansę paść smile). Mówię o sytuacji, w której byłabym zaniedbywana w związku jako kobieta i człowiek
                                                  • baba67 Re: hmmm rzecz w tym 24.04.14, 12:24
                                                    Rozwody po wielu latach pozycia pokazuja ze ludzie sa jednak odpowiedzialni.
                                                    Dzieci maja swoje zycie to sie mozna rozwodzic.Obowiazek spelniony, mozna myslec o sobie.Ja to rozumiem.
                                                    Fundowanie dzieciom rozwodu , nowych wujkow, nierzadko nowego rodzenstwa na przychodne, rodzenstwa przyrodniego ktore jest dla nowego tatusia lepsze w sytuacji kiedy naprawde czlowiek z ktorym zyjemy nie jest toksyczny tyle tylko ze moze nie jest tak cudownie to zwykly brak odpowiedzialnosci i zwyczajny egoizm.
                                                    A cos takiego sie nachalnie lansuje w Szwecji.
                                                  • kora3 A dostezgasz coś takiego? 24.04.14, 14:00
                                                    że człowiek, który sam nie jest szczęśliwy nie potrafi dac szczęścia innym? Serio, serio ...
                                                    Nim jednak o tym, to pozwolę sobie o czyms innym.
                                                    Piszesz, że jeśli ktoś nie jest toksyczny to należy z nim tkwić dla dobra dzieci. No ok, ale jeśli jest to nie jak zrozumiałam?
                                                    A skoro nie trzeba tkwić z toksycznym, to czy koniecznie trzeba rozstawszy się z toksycznym pozostać samemu? jeśli nie to przecież także zachodzi sytuacja, kiedy pojawia się nowy partner matki/partnerka ojca, może także rodzeństwo...

                                                    Piszesz o modelu lansowanym w Szwecji - możliwe. Tylko, ze moim zdaniem to o wiele lepsze niż lansowanie modelu trwania na siłe i na niby.
                                                    Napisałam, że kto sam nie jest szczęśliwy komuś szczęścia także nie da ...

                                                    Nie tak dawno zetknęłam się z taką historią. Facet lat 37 - niegłupi, pracujący w dobrym zawodzie, przystojny mieszka z mamą. Niby nic dziwnego, ale ...dziwne. Nie mieszkają w jakimś wielkim domu, tylko w niemałym, ale mieszkaniu. Wiadomo, że taka sytuacja może być i na ogół jest dla mężczyzny w tym wieku krępująca. Matka jest sprawna, niestara nie wymaga opieki syna. Jest też odeń niezalezna materialnie. Pomimo, ze gościa stać na wynajęcie mieszkania, czy zakup tegoż - mieszka z mamą.
                                                    ojciec tego gościa zmarł kilka lat temu, rodzice z sobą no właśnie ...trwali. Nie było jakichś awantur, bijatyk, alkoholu w domu, było dostatnio. Natomiast ojca często nie było pod pozorem pracy. Pod pozorem, bo dopiero po jego śmierci gość dowiedział się, że ojciec praktycznie zył z inną kobietą i ma/miał z nią 2 dzieci. Dowiedział się tego nie od ojca i nie od matki.
                                                    Tak czy owak matka starała się cały zcas wynagradzać synowi brak ojca w domu i ukrywać przed nim prawdziwą sytuację. udało się, ale za straszliwą cenę. Matka jest totalnie zgorzkniałą babą, która choć teraz mogłaby sobie z kims życie ułożyć - jest wszak wdową, to zapomnij o tym. Jest skupiona wyłącznie na synu i zyje jego życiem, bo przecież swojego przez kilkadziesiąt lat nie miała, żyła w fikcji.
                                                    Ten gość, jak wspomniałam "na oko" całkiem do rzeczy nigdy nie był w żadnym poważniejszym związku! Jego dorobek związkowy to jakiś niewiele znaczący romans z mezatką, który się już zresztą skończył. Teraz spotyka się z wolną kobietą, nieco od siebie młodszą, chętna do ułożenia sobie z nim zycia. Na razie chętną jeszcze, ale już mniej.
                                                    No bo tak: wyprowadzić się od matki gość ponoc nie może, bo samej jej nie zostawi - nawet gdyby szło o wyprowadzke 2 ulice dalej. Para nigdy nie wyjechała razem na dłużej niż ....weekend. Ona nigdy u niego nie nocowała, on u niej rzadko, bo jakże mamusia w nocy sama będzie...
                                                    Doszło do ansurdalnej sytuacji, gdy para ludzi wolnych bez zobowiazań spotyka się u niej praktycznie na seks, bo potem on wychodzi ...do mamy. No, ale mamie jest on to, jak mówi winien, a mama te powinność odbiera całymi garściamismile
                                                    Brutalna prawda jest taka Babo, ze o ile nie zdarzy się jakiś cud, to ten gość sobie z nikim zycia nie ułoży aż jego matka zejdzie. Nawet romans z takim maminsynkiem nie wydaje się być interesujący, a co dopiero zycie.
                                                    Owszem, ta kobieta jest wyjątkowo namolna, ale jest taka, bo właśnie swego zycia nie miała.
                                                    Gdyby rozstała się z mezem, prawdopodobnie ułożyłaby sobie życie z kims innym i teraz nie wisuałaby tak na synu wzbudzając w nim poczucie winy i obowiązku, którego wcale nie ma...
                                                  • baba67 Re: A dostezgasz coś takiego? 24.04.14, 15:48
                                                    Czlowiek moze byc szczesliwy z roznych powodow i jesli nad tym popracuje nie musi byc zgorzknialy nawet jesli partner jest daleki od doskonalosci , ale jest dobrym czlowiekiem i sa dzieci ktore obojga rozicow potrzebuja NA CODZIEN.
                                                    Nie popieram patologii typu dwie rodziny. nie popieram zadnego udawania .Nie na ten temat rozmawiamy i twoja historia z zaden sposob nie ilustruje tematu tylko wprawia w konfuzje(choc ciekawa).
                                                    Nie mam nic do powiedzenia, stanowisko przedstawione Roma locuta.
                                                  • kora3 Hmmm 25.04.14, 09:53
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Czlowiek moze byc szczesliwy z roznych powodow i jesli nad tym popracuje nie mu
                                                    > si byc zgorzknialy nawet jesli partner jest daleki od doskonalosci , ale jest d
                                                    > obrym czlowiekiem i sa dzieci ktore obojga rozicow potrzebuja NA CODZIEN.


                                                    Widzisz Babo- od zarania czasów jest tak, ze życie osobiste jest dla większości z nas b. ważne. Nierzadko jest motorem dla czynów b. szlachetnych, a także niestety dla czynów nieszlachetnych...Nie da się popracować nad tym, ze się z kimś nie chce być - można się jedynie do tego zmusić.
                                                    Co do potrzeby posiadania przez dziecko obojga rodziców na co dzień...Jak wiesz, ja biologicznego ojca straciłam bardzo wcześnie, ale mojego taty też nie miałam na co dzień przez dość długi czas. wtedy bywało tak, że ludzie byli na kontraktach zagranicznych nawet kilka lat bez zjazdu do kraju. Dziś ludzie pracujący zagranicą mają możliwość częstszego odwiedzania rodziny w kraju, ale także nie ma ich przecież na co dzień. A takich ludzi jest b. wielu, zresztą sama pewnie wiesz. Więc taka gadka, że oboje rodziców dziecko ma mieć na co dzień, to naciągana jest niestety ...

                                                    > Nie popieram patologii typu dwie rodziny. nie popieram zadnego udawania .Nie na
                                                    > ten temat rozmawiamy i twoja historia z zaden sposob nie ilustruje tematu tylk
                                                    > o wprawia w konfuzje(choc ciekawa).


                                                    Wiesz, rzecz w tym, że z tego czy popierasz coś, czy nie w wykonaniu innych niewiele wynika. To, że związku, także takie z dziećmi się rozpadają jest faktem. Faktem jest też to, że na pewno częściej niż kiedyś. Ale moim zdaniem to nie wynika z tego, ze ludzie się obecnie rozstają z niefrasobliwości, a z tego, że po prostu rozstanie i nowy związek są obecnie łatwiejsze do zrealizowania i akceptowane społecznie.

                                                    Co do tej historii - ona właśnie dobrze ilustruje jak działa mechanizm udawania i trwania na siłę.
                • annthonka Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 16.04.14, 18:18
                  Podpięło się bezpośrednio po moim postem, dlatego się zdziwiłam.

                  Chociaż co do treści wypowiedzi to się zgadzam smile
      • nm.buba011 Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 15.04.14, 10:20
        nocnymarek2 napisał:

        > Nie jest. Dla równowagi dodam, że Tobie też do normalności całkiem
        > daleko. Ale zawsze jestem pod wrażeniem Twojego życia towarzyskiego
        > i ogromu problemów, które niesie. (Czyli nie ma tego złego...)
        >
        > kora3 napisała:
        >
        > > Pytała mnie o niego i powiedziałam jej wszystko co wiem.
        >
        > To chyba o dużo za dużo...?
        >
        > > A wiem niewiele: gdzie pracuje, że jest z kims związany, no
        > > i ze jest "bawidamkiem".
        >
        > O trzy mosty za daleko. Podawanie czyjegoś miejsca pracy osobie
        > niezrównoważonej?
        Skąd wiesz, że jest związany? Może był, a od
        > dzisiaj rana nie jest?
        No i wisienka na torcie: "bawidamek".

        - a Kora w swym poście inauguracyjnym zapewniała, że ta nowelka nie będzie traktować o s-v.
        Jak to?
        smile
      • kora3 Głupiemu chleb na mysli :) 15.04.14, 11:11
        nocnymarek2 napisał:
        >
        > To chyba o dużo za dużo...?

        ja w tytule postu mawiał pewien mój dowcipny krewny. CO za dużo?
        >
        > O trzy mosty za daleko. Podawanie czyjegoś miejsca pracy osobie
        > niezrównoważonej?


        Nic mi na ten temat dotychczas, by była niezrównowazona wiadomo nie było. A wego miejsca pracy pan ów wcale nie ukrywa, więc twa gadka jest od czapy.


        Skąd wiesz, że jest związany? Może był, a od
        > dzisiaj rana nie jest?


        Ja mówiłam co wiem na ten moment. Skoro gościa widziałam z partnerką życiową na sparowanej imprze branżowej, to założyłam ze z nią jest. I owszem była to prawda. Nie wiem dlaczego nie wolno było ujawniać jej znajomej

        > Klasyczne zachowanie "życzliwej przyjaciółeczki", co albo sama ma
        > ochotę na tego pana, albo przynajmniej, żeby koleżanka go nie miała.


        Weż się puknij w głowę - ani gościa nie znam, ani mi się nie podoba - zwyczajnie pyta mnie kobieta dalko bardziej znajoma, co o nim wiem, to powiedziałam, Jakbym wiedziałam ze jest alkoholikiem, albo hazardzistą TEŻ bym jej powiedziała, żeby się nie pakowała w układy z nim. Jest dorosła, skoro wiedziała i wpakowała się to jej sprawa.
        >
        > ... tylko pięć razy napisałam na forum ze szczegółami, przedyskutowałam
        > z lewa i z prawa, zebrałam wszelkie opinie itp. wink


        Nie, na forum napisałam raz, teraz ...Wczesniej mnie ta sprawa nie zajmowała, bo mnie nijak nie dotyczyła.

        > Odbierasz z ciekawości, żeby nam napisać jak się akcja rozwija. Dawaj
        > na bieżąco, bo rozrywka przednia.


        a jak się może rozwijać, jak nie wiadomo o co chodzi...
        >
        > Tere fere. Jak nie będzie dzwonić przez trzy miesiące, to będzie znaczyło,
        > że albo popełniła samobójstwo, albo myśli. Jak zadzwoni później, to może
        > warto odebrać i dowiedzieć się co wymyśliła.


        ja uważam, że ktoś naplótł jej głupot. wątpię, czy ten gość, bo on by się bał opowiadać nieprawdę o mnie.
        >
        > Wszystkie Twoje porady były charakterystyczne (również) dla kogoś,
        > kto chciałby storpedować jej "szczęście". Jakkolwiek nie uważam, że
        > było, to właściwie nie dziwie się, że ona tak uważa.


        Ze co??? Wszak jak ona gościa poznała, to nie było żadne jej szczęście, tylko znajomy. Pytała o niego, powiedziałam, co wiem. Potem gdy rozmawiałyśmy wypytywała co sadze o takim czy innym jego zachowaniu, ale ja gościa tak nie znam, żeby go analizować.

        > Możesz udowodnić, że coś jest (tzn. ktoś coś widział), ale nigdy nie
        > udowodnisz, że czegoś nie ma (np. yeti).


        hehe
        • nocnymarek2 Re: Głupiemu chleb na mysli :) 15.04.14, 11:55
          kora3 napisała:

          > > Klasyczne zachowanie "życzliwej przyjaciółeczki", co albo sama ma
          > > ochotę na tego pana, albo przynajmniej, żeby koleżanka go nie miała.

          >
          > Weż się puknij w głowę - ani gościa nie znam, ani mi się nie podoba

          I co? Udowodnisz jej, że on Ci się nie podoba? Przedstawisz świadków, czy
          podpiszesz cyrograf u rejenta? wink

          Z jej punktu widzenia mogło to wyglądać tak:
          "Od początku mnie do niego zniechęcała. Mówiła, że on jest w związku,
          a przecież oni się właśnie rozstają, bo to zła kobieta była. I On wcale nie
          jest bawidamkiem, przecież był taki czuły i traktował mnie wyjątkowo.
          A potem się psuć, ktoś pewnie Mu nagadał, że jestem histeryczką. To
          na pewno ona, bo przecież jak się wtedy spotkaliśmy, to On się do niej
          uśmiechnął, a ona podała mu rękę tak zalotnie..."

          I tyle może sobie dopowiedzieć moja skromna wyobraźnia. A zakochana
          i drażliwa kobieta...? I nie, kobiety nie są lojalne (mężczyźni też nie). Jak
          się ktoś jej podoba, a nawet tylko jest zazdrosna, to potrafi pojechać po
          bandzie. I żeby nie było, że taki jestem mądry: ja się kiedyś zniechęciłem
          do atrakcyjnej i inteligentnej kobiety. Dopiero po kilku miesiącach się
          puknąłem w głowę - czemu ta jej koleżaneczka doczepiła się na randkę
          jak trzecie koło do motoru. I jak z wielką życzliwością drążyła pewne
          kwestie. Ale nie powiedziałem nigdzie, że takie miałaś intencje, tylko jak
          to mogło być odebrane.
          • kora3 Re: Głupiemu chleb na mysli :) 15.04.14, 12:16
            nocnymarek2 napisał:
            >
            > I co? Udowodnisz jej, że on Ci się nie podoba? Przedstawisz świadków, czy
            > podpiszesz cyrograf u rejenta? wink


            No to raczej oczywiste, ze nic do gościa nie mam - tyle, że ona wcale nie podejrzewa, ze mam. Ona mi nie zarzuca , iż spotykałam się z gościem damsko-mesko, tylko, ze spotykałam się w celu omawiania szczegółów ich zakończonej już relacji. Miało to być niby z inicjatywy tego gościa, a ja miałam mu rzekomo powiedzieć, że ona mi o tej relacji mówiła.

            > Z jej punktu widzenia mogło to wyglądać tak:
            > "Od początku mnie do niego zniechęcała. Mówiła, że on jest w związku,
            > a przecież oni się właśnie rozstają, bo to zła kobieta była. I On wcale nie
            > jest bawidamkiem, przecież był taki czuły i traktował mnie wyjątkowo.
            > A potem się psuć, ktoś pewnie Mu nagadał, że jestem histeryczką. To
            > na pewno ona, bo przecież jak się wtedy spotkaliśmy, to On się do niej
            > uśmiechnął, a ona podała mu rękę tak zalotnie..."


            jak wyżej

            I nie, kobiety nie są lojalne (mężczyźni też nie). Jak
            > się ktoś jej podoba, a nawet tylko jest zazdrosna, to potrafi pojechać po
            > bandzie.


            Wiesz, ale to, ze jedna osoba potrafi tak zrobić, to nie znaczy, że każda inna jest nielojalna.

            I żeby nie było, że taki jestem mądry: ja się kiedyś zniechęciłem
            > do atrakcyjnej i inteligentnej kobiety. Dopiero po kilku miesiącach się
            > puknąłem w głowę - czemu ta jej koleżaneczka doczepiła się na randkę
            > jak trzecie koło do motoru. I jak z wielką życzliwością drążyła pewne
            > kwestie. Ale nie powiedziałem nigdzie, że takie miałaś intencje, tylko jak
            > to mogło być odebrane.


            Nocnymarku, ja pojmuję, ze twa postawa wynika z niefajnego doświadczenia. Ale musisz zrozumieć, ze tu mnie owa znajoma nie zarzuca jakichś relacji damsko-męskich z tym typem.
            Tu rzecz idzie o coś zupełnie innego - skoro już tyle napisałam, to napiszę więcej. smile
            Otóż - to co mówiłam w temacie gościa, ze jest z kims związany było i jest prawdą.
            Podobnie jak to, że w pan nie grzeszy wiernością wobec swej partnerki. O tym mówiła mi sama zainteresowana do której dotarły w tym temacie dalece bardziej szczegółowe informacje, niż te, które ja jej na wstępie przekazałam. Sam pan zresztą miał się jej przyznwac do licznych zdrad partnerki, z którą podobno kilkakrotnie się rozstawał i wracał do niej. Tego to ja już nie wiedziałam, bo znam go jak wspomniałam nie tak dobrze.

            Z relacji znajomej wynika, że czas jakiś trwali w układzie takim po prostu, że on zdradzał swą partnerkę z nią. a raczej twierdził, ze tylko z sobą mieszkają, nic ich intymnie już nie łączy, ale musi jej pomóc w trudnej sytuacji rodzinnej. Jakiś czas babka dawała się tym omamić, aż wreszcie postawiła mu twarde warunki: albo kończą te znajomość, albo on zostawia partnerkę i jest z nią. Pan pod pozorem pracy zamilkł na tydzień, czy dwa (ma taką pracę, ze teoretycznie bodaj zamilknąć w związku z nia mógł). Ona nie wytrzymywała, pisała, dzwonila, ale nie odbierał. W końcu pojawił się i powiedział jej, że nieładnie postąpiła, bo miała jemu pozostawić rozstanie z partnerką, a tymczasem gadała o tym na prawo i lewo po to, by to do niej doszło i zakończyło ten związek po jej stronie. Znajoma zarzeka się, ze nie robiła tego. Jak było naprawdę - nie wiem.
            Tak czy owak gość zakończył ich relację podając taki powód.
            Osobiście uważam, że kłamie. Sądze, ze po prostu wcale nie chce kończyć tamtego związku, tylko mieć kogoś na boku (jak miał wiele razy), ale że ta postawiła ultimatum, to chce zwalić winę na nią i wyjść z twarza po swoich opowieściach o wielkiej miłości i wspólnych planachsmile

            Nie sądze natomiast by to on osobiście opowiadał jej te bzdury o tym, ze rzekomo ja mu powiedziałam, ze wiem wszystko o ich relacji. Zwyczajnie by się bał i to całkiem bez ściemy.
            Tym bardziej, ze ja jego partnerki nie znam osobiście, wiem tylko jak ona wygląda, bo ją raz widziałam. Zostalysmy sobie przedstawione, ale nie pamiętam jej nazwiska.
            • nocnymarek2 Re: Głupiemu chleb na mysli :) 15.04.14, 12:30
              kora3 napisała:

              > Wiesz, ale to, ze jedna osoba potrafi tak zrobić, to nie znaczy, że każda inna
              > jest nielojalna.

              Tak, ale znowu: tylko tej nielojalnej możesz być pewna. Ta lojalna, to
              taka, której jeszcze nie zależało, żeby namieszać, albo potrafiła to
              zrobić bardziej dyskretnie i umiejętnie.

              > Nocnymarku, ja pojmuję, ze twa postawa wynika z niefajnego
              > doświadczenia.

              Nie. Było to bardzo ciekawe doświadczenie intelektualne. Trochę
              otworzyło mi oczy na kwestie, w których jak się okazało byłem
              do tej pory dyletantem (czyli "człowiek stary, a głupi").

              > Ale musisz zrozumieć, ze tu mnie owa znajoma nie zarzuca
              > jakichś relacji damsko-męskich z tym typem.

              OK, to źle zrozumiałem zarzut, że "widywano was czasem razem".
              Odpada pierwszy motyw ("taki fajny gościu, chcę go dla siebie"),
              ale niekoniecznie drugi ("taki fajny gościu, nie chcę, żeby ona miała
              fajniejszego niż ja"). Wiem, że głupie, ale... tak czasem bywa, albo
              czasem tak jest interpretowane. wink

              > Osobiście uważam, że kłamie. Sądze, ze po prostu wcale
              > nie chce kończyć tamtego związku, tylko mieć kogoś na boku

              Logiczne, ale nie dla niej.

              > Nie sądze natomiast by to on osobiście opowiadał jej te bzdury o tym, ze rzekom
              > o ja mu powiedziałam, ze wiem wszystko o ich relacji. Zwyczajnie by się bał i t
              > o całkiem bez ściemy.

              Też się trochę boję, ale raz kozie śmierć. Naciskam wyślij...
              • kora3 Re: Głupiemu chleb na mysli :) 15.04.14, 12:45
                nocnymarek2 napisał:
                >
                > Tak, ale znowu: tylko tej nielojalnej możesz być pewna. Ta lojalna, to
                > taka, której jeszcze nie zależało, żeby namieszać, albo potrafiła to
                > zrobić bardziej dyskretnie i umiejętnie.


                Wiesz, raczej nie nielojalności możesz być pewien, co możesz ją zakładać/nie wykluczać jej.
                >
                > Nie. Było to bardzo ciekawe doświadczenie intelektualne. Trochę
                > otworzyło mi oczy na kwestie, w których jak się okazało byłem
                > do tej pory dyletantem (czyli "człowiek stary, a głupi").


                Człowiek się uczy całe życie smile

                >
                > OK, to źle zrozumiałem zarzut, że "widywano was czasem razem".

                Własnie nie, że czasem a OSTATNIO i to w miejscu, gdzie ja bywam często u jest to fakt powszechnie znany, a gość tam nie bywa wcale.

                > Odpada pierwszy motyw ("taki fajny gościu, chcę go dla siebie"),

                zdecydowanie odpada

                > ale niekoniecznie drugi ("taki fajny gościu, nie chcę, żeby ona miała
                > fajniejszego niż ja"). Wiem, że głupie, ale... tak czasem bywa, albo
                > czasem tak jest interpretowane. wink


                to również, tym bardziej, ze obiektywnie mój jest fajniejszy pod wieloma względami smile
                >
                > Logiczne, ale nie dla niej.


                Możliwe, dla mnie to jasne.

                >
                > Też się trochę boję, ale raz kozie śmierć. Naciskam wyślij...


                Wiem, ze mogles to co napisałam opacznie odczytać, ale ja napisałam całkiem serio. Powodów jest co najmniej kilka. Pierwszy to taki, że gośc najprawdopodobniej wie, ze nie dam sobie w kaszę dmuchać. Wie też, że jego przełożeni włącznie z tym najwyżej postawionym to moi dobrze koledzy. Także - koledzy mojego partnera, który choć jego przełożonym nie jest, w hierarchii tej "firmy" stoi znacznie wyżej niż on.
                Nie sądze, żeby typ miał ochote na kłopoty w pracy w związku z tą sytuacja, tym bardziej ,ze ma je w związku ze swą postawą (wiem od znajomej o której piszemy), żeby się pozbyć ekskochanki. Za duzy kaliber moim zdaniem...
    • urko70 Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 15.04.14, 10:36
      kora3 napisała:

      > Przepraszam - temat nie jest zgodny całkiem z tematyką forum, ale musze, po pro
      > stu muszę

      Gdy ja założyłem wątek w którym opisałem pewne zachowanie, opisałem jak ja
      oceniam to zachowanie, zapytałem jak forumowicze oceniają to zachowanie w
      kontekście zgodności z zasadami SV to moderatforka usunęła mój wątek.
      Jak się zachowa ach_dama w przypadku gdy Kora zakłada wątek i już w pierwszym
      zdaniu sama zaznacza że nie jest związany z tematyka forum?

      A może to taki test na obiektywność moderatorki?
      • aqua48 A czy to ma znaczenie? 15.04.14, 12:58
        W jakim stopniu osoba opisywana przez Korę jest czy nie jest normalna? Jedno jest jasne zarzuca jej zachowanie/a, które nie miały miejsca, ma o nie pretensje, i nie przyjmuje do wiadomości stanowczego zaprzeczenia. Dla mnie to ewidentny sygnał jeśli nie do zakończenia znajomości z tą osobą, to do poważnego ochłodzenia, przynajmniej do momentu aż ta osoba nie opamięta się i nie przeprosi.
        Wchodzenie w kolejne tłumaczenia, zaprzeczania, słuchania żali uważam za nie tylko niezgodne z s-v, ale całkowicie zbędne i prowadzące do upewniania osoby, że jednak ma rację.
        • kora3 Aquo 15.04.14, 13:02
          Ja nie tłumacze już, bo nie mam czego - powiedziałam raz, że rzekome "informacje" uzyskane przez delikwentkę nie wiadomo od kogo są nieprawdziwe i czesc.
        • urko70 Re: A czy to ma znaczenie? 15.04.14, 13:22
          To o czym ja tu napisałem ma znaczenie w kwestii zasad tu panujących lub raczej NIE panujących. Cięzko dyskutować / funkcjonować skoro zasady są różne dla różnych osób.

          Do problemu opisywanego przez Korę ciężko się odnieść bo cięzko przebrnąć przez
          jej opis (styl rodem z kronik milicyjnych z lat 60tych) oraz domyśleć się w czym rzecz.
          Znając Korę to ciężko wskazać kto tak naprawdę namieszał.
          sad

          Ogólnie:
          ja uczę się separowania od wampirów energetycznych.
          Dobrze jest komuś pomóc, wytłumaczyć raz, drugi, trzeci ale jeśli to nie przynosi skutku
          to sorry Winnetou - trafiasz w telefonie na czarną listę.

          Kwestie opisywania kogoś jako "bawidamka" graniczą mi z plotkowaniem w złym tego
          słowa znaczeniu.

          Uważam, że takie nieporozumienia nalezy załatwić tak:
          a. jasno zakomunikować swoje zdanie, stanowisko,
          b. być może przedstawić co się samemu zrobiło a czego się nie zrobiło
          c. napisać coś w stylu "przykro mi jeśli ktoś z tego co powiedziałem wyciągnął jakieś pochopne wnioski"

          Najlepije zrobić to w formie pisemnej, na chłodno, bez emocji.
          Na tym zakończyć kontaktowanie się z daną osobą do czasu uspokojenia się.

          • nm.buba011 Re: A czy to ma znaczenie? 15.04.14, 13:58
            urko70 napisał:

            > To o czym ja tu napisałem ma znaczenie w kwestii zasad tu panujących lub raczej
            > NIE panujących. Cięzko dyskutować / funkcjonować skoro zasady są różne dla róż
            > nych osób.

            - protestuję. Zasady są aż nadmiar przejrzyste i czytelne.

            Kiedyś takie zachowanie eufemistycznie nazwałem. Zostało ono przyjęte, jako obraźliwe i zbyt erotyczne. Wtedy Ty przetłumaczyłeś na bardziej zrozumiały język. Śladu już nie ma.

            Trzeba właśnie tak, jak powyżej zasugerowałem i masz zapewnione miejsce w uprzywilejowanym gronie. Nawet będziesz mógł zgłaszać wątki niezgodne z "klubowym" pojęciem netykiety do wycięcia.
            • urko70 Re: A czy to ma znaczenie? 16.04.14, 08:12
              nm.buba011 napisał:

              > - protestuję. Zasady są aż nadmiar przejrzyste i czytelne.
              >
              > Kiedyś takie zachowanie eufemistycznie nazwałem. Zostało ono przyjęte, jako obr
              > aźliwe i zbyt e..


              Aaaa bo im to wszystko się z jednym kojarzy... takie to podejście majo!
          • kora3 Re: A czy to ma znaczenie? 15.04.14, 14:24
            urko70 napisał:

            > Do problemu opisywanego przez Korę ciężko się odnieść bo cięzko przebrnąć przez
            >
            > jej opis (styl rodem z kronik milicyjnych z lat 60tych) oraz domyśleć się w czy
            > m rzecz.


            A wreszcie się ujawniliście towarzyszu sierżancie - dlaczego ja na te profesję nie wpadłam? Zbyt oczywiste chyba było. Czego nie zrozumieliście?

            >
            > Kwestie opisywania kogoś jako "bawidamka" graniczą mi z plotkowaniem w złym teg
            > o
            > słowa znaczeniu.


            A jaki zwrot jest lepszy? Donżuan? Pies na baby? Podrywacz "z zawodu"?
            Taki gościu jest, taka jest też o nim opinia - bawidamek to delikatne określenie - ot typ, który lubi kobiety, lubi się nimi otaczać, adoruje, prawi komplementy, "czaruje". Moim zdaniem nie ma niczego obraźliwego w tym określeniu. gdybym powiedziała, że to "dziwkarz", to co innego.
            Ja się wcale obrazona nie poczułam, gdy po kilku miesiącach znajomości z pewnym kolegą przyznał sięsmile, że ktoś nazwał mnie w rozmowie z nim "flirciarą". Bo o co się obrazić? Przecież to prawda i cenna informacja, że nie należy zaraz moich uśmiechów i przyjęcia zaproszenia na kawę brac zaraz za przejaw wielkiego zainteresowania panem smile

            Ty z pewnością własnej córce nie powiedziałbyś, żeby komplementów pana jakiegoś nie brała zbyt serio, bo on taki bawidamek i każdej je prawi, ale ja uznałam, że bliskiej znajomej wręcz powinnam powiedzieć! Jak widać zresztą nie zniechęciło jej to, co ma teraz dla niej fatalne skutki, no, ale dorosla jest, wiec ...

            >
            > Uważam, że takie nieporozumienia nalezy załatwić tak:
            > a. jasno zakomunikować swoje zdanie, stanowisko,


            tak też zrobiłam

            > b. być może przedstawić co się samemu zrobiło a czego się nie zrobiło

            być może tak o ile się w ogóle coś w temacie zrobiło

            > c. napisać coś w stylu "przykro mi jeśli ktoś z tego co powiedziałem wyciągnął
            > jakieś pochopne wnioski"
            >


            ale ja nic nie mówiłam ani temu gościowi, ani nikomu, to jak można było z tego wyciagac jakiekolwiek wnioski?

            > Na tym zakończyć kontaktowanie się z daną osobą do czasu uspokojenia się.
            >


            Ja powiedziałam kobiecie, ze naprawdę nie mam już nic więcej do dodania do tego co mówiłam wczoraj i godzine temu i dalsza rozmowę uważam za bezsensowną
            • aqua48 Re: A czy to ma znaczenie? 15.04.14, 18:46
              kora3 napisała:

              > A jaki zwrot jest lepszy? Donżuan? Pies na baby? Podrywacz "z zawodu"?
              > Taki gościu jest, taka jest też o nim opinia -
              > Ty z pewnością własnej córce nie powiedziałbyś, żeby komplementów pana jakiegoś
              > nie brała zbyt serio, bo on taki bawidamek i każdej je prawi, ale ja uznałam,
              > że bliskiej znajomej wręcz powinnam powiedzieć! Jak widać zresztą nie zniechęci
              > ło jej to, co ma teraz dla niej fatalne skutki, no, ale dorosla jest, wiec ...

              No właśnie, odradzanie/doradzanie dorosłej osobie wchodzenie z kimś w związek, jest moim zdaniem zupełnie niepotrzebne, bo to dorosła osoba. No, chyba, że wiedziałabym, że ktoś z premedytacją ukrywa wyrok za ciężką zbrodnię.
              Powtarzanie nawet powszechnej opinii o kimś i nazywanie go bawidamkiem czy donżuanem, też jakoś mi nie bardzo pod s-v podchodzi, a trąci rozpowszechnianiem plotek.

              > Ja powiedziałam kobiecie, ze naprawdę nie mam już nic więcej do dodania do tego
              > co mówiłam wczoraj

              Tak trzeba było za pierwszym razem.
              • ach_dama_byc_z_kanady Re: A czy to ma znaczenie? 16.04.14, 04:49
                Moim zdaniem nic nie powinnas robic. jedynie co, to jak chcesz to mozesz przestac odbierac jej telefony.
                jak ktos wczesniej slusznie zauwazyl, ta kolezanka jest osoba dorosla.
                To ze poznala sie przez ciebie z 'bawidamkiem' (okreslenie neutralne) nie czyni cie zadna winna ani jakas wspolwinna. przeciez pistoletu jej do glowy nie przykladalas zeby sie z nim umawiala.

                natomiast grozenie ze popelni samobojstwo. to bym potraktowala powaznie,
                i na takie krzyki odpowiedzialabym jej, ze wezwe do niej karetke. nigdy nic nie wiadomo...

                w najlepszym, a moze najgorszym wypadku moze pania ostudzic w jej dramatycznych telefonach.

                Minnie
              • kora3 Aquo... 16.04.14, 07:13
                aqua48 napisała:
                >
                > No właśnie, odradzanie/doradzanie dorosłej osobie wchodzenie z kimś w związek,
                > jest moim zdaniem zupełnie niepotrzebne, bo to dorosła osoba. No, chyba, że wie
                > działabym, że ktoś z premedytacją ukrywa wyrok za ciężką zbrodnię.


                No wiesz Aquo miła, ja mam zdanie odmienne w tej materii nieco. W tym zakresie, ze jak najbardziej dopuszczam doradzanie osobie dorosłej, gdy ktoś o radę/ Twoje zdanie PYTA.
                Gdyby było jak mówisz, to wszelkie fora w tym to straciłyby rację bytu smile No bo przecież tu się doradza innym, jak z danej sytuacji wybrnąć itd.
                Owszem, na tym i na innych forach irytuje mnie, gdy ludzie radzą komuś, czy komentują jakąs sytuacje nie na temat. Np. tu tak było w wątku o manierach kochanka. Kobieta pytała o wspomniane maniery, a dostała wykład o moralnoścismile

                W przypadku wspomnianej znajomej - ona mnie o pana zapytała. Nie znajduję w tym z jej strony nic zdrożnego, ani plotkarskiego. Zapytała, bo gość jej się spodobał i odniosła wrazenie, że z jego strony jest w stosunku do niej tak samo. A że pan był mnie znany i przeze mnie niejako poznany, to zapytała.
                A ja odpowiedziałam i w tym także nie znajduje niczego złego, ani plotkarskiego. Znajdowałabym, gdybym się z informacjami o panu wyrwała sama, bez pytania i kontekstu.

                > Powtarzanie nawet powszechnej opinii o kimś i nazywanie go bawidamkiem czy donż
                > uanem, też jakoś mi nie bardzo pod s-v podchodzi, a trąci rozpowszechnianiem pl
                > otek.


                Wiesz, moja osobista opinia na temat tego pana była właśnie dokładnie taka. Była, bo na moment pytania ze strony znajomej nie wiedziałam o zdradach pana wobec partnerki, ani o stylu w jakim kończy relacje z paniami, którym w trakcie trwania swego związku podbił serca. Uwazałam go właśnie za "bawidamka", czyli gościa który lubi flirtować, komplementować, "czarować" i tyle. Opinię tę wyrobiłam sobie przebywając od czasu do czasu w towarzystwie tego pana, a nie z zasłyszanych gdzieś tam opinii o nim.
                W swietle tej mojej opartej na obserwacji zapytana przez znajomą, czy też odniosłam wrazenie, że mu się spodobała, odpowiedziałam, ze nie wiem, bo za mało go znam, aczkolwiek widzę, ze zwykle podobnie zachowuje się wobec każdej nowo poznanej pani i ma opinię "bawidamka".

                Ja na serio sadziłam, ze to typ flirciarza. smile Tymczasem chyba to jest tak, że gość tak "zarzuca sieci"smile - jak się któraś babka na to lapie....

                >
                > Tak trzeba było za pierwszym razem.


                Owszem, ale sytuacja mnie zwyczajnie zaskoczyła Aquo.
                A zaskoczyła, bo naprawdę ostatnią rzeczą, jaka przyszłaby mi do głowy to rozmowa z kimkolwiek na temat tej znajomej i jej relacji z tym panem. Nawet gdyby mnie ktoś o tym mówił, albo mnie w temacie pytał. A dodam, że nikt nie mówił i nikt nie pytał. Jeśli w ogóle ktoś ze znajomych wspólnych pytał o nią wiedząc, ze się kontaktujemy, to ogólnie "A co tam i A? Widziałaś się z nią? Pozdrów ją przy okazji" i tyle.

                Jak dla mnie, pisałam to już do kogoś tu, to jest jakaś intryga ze strony pana grubymi nicmi szyta i powstała na potrzeby zakończenia tej relacji.
                Sądze tak dlatego, że motyw z rzekomym ujawnianiem przez znajoma ich relacji osobom trzecim pojawił się ze strony pana jako powód do zerwania tej relacji po tym, jak znajoma postawiła mu ultimatum. smile
                Ta relacja trwała dłuższy czas, oni bywali w swoim i innych towarzystwie jako zwyczajni znajomi i nikt nigdy nawet żadną aluzją w temacie nie "rzucił". A tu nagle gość stwierdza, że jego kochanka wszystkim wszystko "wychlapała". To mi się nie trzyma kupy. Tym bardziej, że znajoma to też nie jakas podfruwajka. Zależało jej na tym, by nie wyszło,. że romansuje z zajętym gościem. Jednocześnie obracając się w gronie osób znających pana znacznie lepiej niż ja dowiedziała się, że wcale nie jest/była pierwszą kobietą, z którą pan zdradzał swa partnerke. Z jej relacji wynika, ze te zdrady (liczne) są w towarzystwie dobrze znającym pana tajemnicą poliszynela. Zatem pewnie także partnerka pana o nich wie/wiedziała. A skoro tak, to nie sadzę, by nagle teraz fakt zdrady z tą znajoma tak nią wstrząsnął.
                Myslę, że facet zwyczajnie chce się wymiksować z tego układu, ale robi to b. nieelegancko. Powinien wg mnie powiedzieć prawdę: nie mam i nigdy nie miałem zamiaru odchodzić od partnerki, odpowiada mi układ taki, że jesteśmy kochankami, skoro Tobie nie odpowiada to dziękuję, przepraszam i do widzenia.
                • aqua48 Koro... 16.04.14, 08:44
                  kora3 napisała:

                  > jak najbardziej dopuszczam doradzanie osobie dorosłej, gdy ktoś o radę/ Two
                  > je zdanie PYTA.

                  Gdy pyta, to zgoda, tak, można wyrazić swoją opinię. Z Twojego postu początkowego nie wynikało to dla mnie wprost.

                  > Zależało jej na tym, by nie wyszło, że romansuje z zajętym gościem.
                  >Jednocześnie obracając się w gronie osób znających pana znacznie lepiej niż ja dowiedziała się, że wcale nie jest/była pierwszą kobietą, z którą pan zdradzał swa partnerke.
                  > Z jej relacji wynika, ze te zdrady (liczne) są w towarzystwie dobrze znającym p
                  > ana tajemnicą poliszynela.

                  Oczywista nielogiczność, której nie ma sensu roztrząsać.

                  • kora3 Re: Koro... 16.04.14, 09:09
                    aqua48 napisała:
                    >
                    > Gdy pyta, to zgoda, tak, można wyrazić swoją opinię. Z Twojego postu początkowe
                    > go nie wynikało to dla mnie wprost.


                    Aquo - pozwalam sobie zacytować z postu założycielskiego:

                    "Pytała mnie o niego i powiedziałam jej wszystko co wiem. A wiem niewiele: gdzie pracuje, że jest z kims związany, no i ze jest "bawidamkiem"."

                    >
                    > > Zależało jej na tym, by nie wyszło, że romansuje z zajętym gościem.
                    >
                    > Oczywista nielogiczność, której nie ma sensu roztrząsać.
                    >


                    Owszem. Tyle, ze kobieta chyba była mocno zaslepiona i zaangażowana, skoro mając już te wiedze wierzyła gościowi, że zostawi partnerkę, tylko potrzebuje czasu, a owa partnerka póki co nie może się o niczym dowiedzieć, choć rzekomo nic ich nie łączy poza wspólnym mieszkaniem. Jeszcze tylko brakowało, żeby wstawił gadkę, ze właśnie wykryto i tej partnerki raka i teraz nie może jej zostawićsmile
                    Owszem Aquo - kiedy znajoma zwierzała mi się sukcesywnie ze tak powiem z tego związku, to mówiłam jej co sądzę. Mówiłam, bo pytała. Mowiłam, że uważam, iż gość ją zwodzi opowieściami o tym, że nie może rozstać się z dnia na dzień z kobietą, z którą rzekomo nic go nie łączy poza tym, że z nią mieszka. Oczywiście pojawił się klasyczny motyw - nie może jej opuścić teraz, bo ona ma trudną sytuacje rodzinną. smile To klasyka i każdy myslący człowiek wie, że tak właśnie goście zwodzą kochanki, które chcą z nimi być na stałe.
                    • aqua48 Re: Koro... 16.04.14, 09:37
                      kora3 napisała:


                      > "Pytała mnie o niego i powiedziałam jej wszystko co wiem.

                      No widzisz, ja nie mam zwyczaju na pytanie rzucone od niechcenia na czyjś temat opowiadać wyczerpująco "wszystkiego co wiem". Wręcz uważałabym to za nietakt i niedyskrecję, a także narzucanie komuś własnej opinii.

                      > kobieta chyba była mocno zaslepiona i zaangażowana, skoro mają
                      > c już te wiedze wierzyła gościowi, że zostawi partnerkę,

                      No, ale to jej problem, nie TWÓJ Koro, prawda? Ja w takich nie "otwieram oczu" i nie tłumaczę oczywistości. Po prostu - NIE wtrącam się. Dzięki temu NIE jestem później, w razie złego obrotu sytuacji posądzana o jakieś ingerencje.

                      > kiedy znajoma zwierzała mi się sukcesywnie ze tak powiem z tego z
                      > wiązku, to mówiłam jej co sądzę. Mowiłam, że uważam, iż goś
                      > ć ją zwodzi opowieściami o tym, że nie może rozstać się z dnia na dzień z kobie
                      > tą, z którą rzekomo nic go nie łączy poza tym, że z nią mieszka.

                      I to był Twój błąd..Takie zwierzenia ucina się w zarodku.
                      • kora3 Re: Koro... 16.04.14, 09:56
                        aqua48 napisała:
                        >
                        > No widzisz, ja nie mam zwyczaju na pytanie rzucone od niechcenia na czyjś temat
                        > opowiadać wyczerpująco "wszystkiego co wiem". Wręcz uważałabym to za nietakt i
                        > niedyskrecję, a także narzucanie komuś własnej opinii.


                        Pewnie nieścisle się wyraziłam, bo dla mnie coś było oczywiste, a dla Ciebie (bo nie znasz tej sytuacji) - nie. Otóż: państwo się poznali i pani zapytała mnie potem o niego nie od niechcenia, a informując, ze jej się spodobał i odnosi wrazenie, że ona jemu także. Zapytala także o moje odczucia w tym zakresie.
                        Dla mnie oczywiste jest, że gdyby padło jakieś pytanko od niechcenia. "Fajny ten X. Długo się znacie?", to odp. bylaby "No, fajny. Kilka lat, ale bardzo przelotnie" i tyle.

                        >
                        > No, ale to jej problem, nie TWÓJ Koro, prawda? Ja w takich nie "otwieram oczu"
                        > i nie tłumaczę oczywistości. Po prostu - NIE wtrącam się. Dzięki temu NIE jeste
                        > m później, w razie złego obrotu sytuacji posądzana o jakieś ingerencje.


                        Wiesz, ale pani o te uwagi o które sama prosiła (o ocenę sytuacji z mego, siłą rzeczy chłodnego punktu widzenia) pretensji nijakich nie ma i nie miała.
                        Ma o coś, co absolutnie miejsca nie miało- że niby ja ostatnimi czasy miałam się na prośbę pana spotkać z nim w określonym miejscu (gdzie bywam, a on nie) i rozmawiać z nim na temat ich relacji/związku. W zadnym razie nie miało to miejsca. Ani pan ten ze mną się nie kontaktował, ani nie spotkaliśmy się przypadkowo. Ani w tym miejscu, ani w zadnym innym.

                        >
                        > I to był Twój błąd..Takie zwierzenia ucina się w zarodku.


                        Aquo - jak wyżej. Nie zgadzam się, ze nie można rozmawiać z bliskimi osobami na tematy osobiste, ale teraz nie w tym rzecz.
                        • aqua48 Re: Koro... 16.04.14, 10:17
                          kora3 napisała:

                          > Pewnie nieścisle się wyraziłam
                          > Otóż: państwo się poznali i pani zapytała mnie
                          > informując, ze jej się spodobał i odnosi wr
                          > azenie, że ona jemu także. Zapytala także o moje odczucia w tym zakre
                          > sie.

                          Cały czas o tej sytuacji piszę. Po informacji pani, że pan jej się spodobał powinna zapalić Ci się czerwona lampka. A już po pytaniu o Twoje odczucia w tej sytuacji rozjarzyć. I zamiast wdawać się w opowieści i dywagacje na jego temat powinnaś była odpowiedzieć już wtedy wymijająco i neutralnie.


                          > Wiesz, ale pani o te uwagi o które sama prosiła (o ocenę sytuacji z mego, siłą
                          > rzeczy chłodnego punktu widzenia) pretensji nijakich nie ma i nie miała.
                          > Ma o coś, co absolutnie miejsca nie miało

                          To nie ma znaczenia o co ona ma do Ciebie Koro pretensje. I czy one są prawdziwe czy wyssane z palca.
                          Próbuję Ci wytłumaczyć, że problem (choć wtedy go nie widziałaś) powstał już w momencie gdy weszłaś w konwencję omawiania problemów romansu, nawet opcjonalnego wówczas z jedną z zaangażowanych stron...

                          W zadnym razie nie miało to miejsc
                          > a. Ani pan ten ze mną się nie kontaktował, ani nie spotkaliśmy się przypadkowo.
                          > Ani w tym miejscu, ani w zadnym innym.

                          No i znowu zaczynasz się usilnie tłumaczyć. Po co?

                          > Nie zgadzam się, ze nie można rozmawiać z bliskimi osobami na
                          > tematy osobiste, ale teraz nie w tym rzecz.

                          Kiedy właśnie w tym rzecz. JEŚLI chce się rozmawiać z kimś na tematy intymne i NAWET na jego prośbę wyraża swoje zdanie na temat obiektu czyichś uczuć, to najczęściej choćby się miało 100% rację krytykując go, obrywa się wcześniej czy później po głowie. Jak nie z prawdziwego powodu to z wymyślonego. Tak to działa. Najsłuszniej zatem jest NIE WTRĄCAĆ się.

                          >
                          • kora3 Re: Koro... 16.04.14, 10:34
                            Wiesz, ale wobec tego żadna dyskusja poza tą o pogodzie - nie ma sensu. Nie ma też sensu kogokolwiek pytać o zdanie/rade w dowolnej sprawie, bo będzie jak piszesz.
                            Dla mnie to chore - przepraszam. Nie pytam ludzi o ich prywatne sprawy, ale jeśli sami mówią prosząc o radę, czy wyrażenie zdania, to mówię. Tak samo i ja czasem o to proszę uznając, że chłodny osad sprawy, czy też większe w czymś doświadczenie mogą mi pomóc podjąć właściwą decyzję. Nie znajduje w tym naprawdę nic zdrożnego.
                            Oczywiście czyjaś proszona opinia to tylko opinia, decyzję podejmie się samemu, niemniej owej opinii można zasięgać.
                            • nm.buba011 Re: Koro... 16.04.14, 11:12
                              kora3 napisała:

                              > Wiesz, ale wobec tego żadna dyskusja poza tą o pogodzie - nie ma sensu.

                              - można rozmawiając o pogodzie obrazić dyskutanta stosując następujący klucz.

                              - Kto lubi taką, a taką pogodę (dowolny stan), jest takim, a takim... 'tu wpisać stosowny pejoratyw'.


                              > Nie ma
                              > też sensu kogokolwiek pytać o zdanie/rade w dowolnej sprawie, bo będzie jak pis
                              > zesz.

                              - na tym forum, nie znając jeszcze treści pytania, stosunek do dyskutanta określisz sobie po nicku.

                              > Dla mnie to chore - przepraszam.

                              - niewątpliwie, ale należy brać pod uwagę.

                              > Nie pytam ludzi o ich prywatne sprawy, ale jeś
                              > li sami mówią prosząc o radę, czy wyrażenie zdania, to mówię.

                              - warto jednak przewidywać następstwa.

                              > Tak samo i ja cza
                              > sem o to proszę uznając, że chłodny osad sprawy, czy też większe w czymś doświa
                              > dczenie mogą mi pomóc podjąć właściwą decyzję. Nie znajduje w tym naprawdę nic
                              > zdrożnego.
                              > Oczywiście czyjaś proszona opinia to tylko opinia, decyzję podejmie się samemu,
                              > niemniej owej opinii można zasięgać.

                              - a co z doradcą, jeśli rada jest odmienna?
                              Aqua, wyraziła tylko opinię czego nie robić, lub być świadomym konsekwencji, aby potem nie doszukiwać się nienormalności, właśnie u innych.
                              • kora3 Re: Koro... 16.04.14, 11:24
                                nm.buba011 napisał:

                                > - można rozmawiając o pogodzie obrazić dyskutanta stosując następujący klucz.
                                >
                                > - Kto lubi taką, a taką pogodę (dowolny stan), jest takim, a takim... 'tu wpisa
                                > ć stosowny pejoratyw'.
                                >


                                Ok ale po co obrazać Bubo?
                                >
                                > - na tym forum, nie znając jeszcze treści pytania, stosunek do dyskutanta okreś
                                > lisz sobie po nicku.


                                Skoro tak mówisz, to pewnie wiesz, jak robisz.
                                >
                                >
                                > - warto jednak przewidywać następstwa.


                                w tym przypadku naprawdę trudno było, bo "zarzuty" są irracjolalne
                                >
                                >
                                > - a co z doradcą, jeśli rada jest odmienna?


                                nic. Jeśli tylko opinię swą wyraził kulturalnie i bez obrazania mnie to jedyne co "złego" może go spotkać, to niezastosowanie się moje do jego rady.

                                > Aqua, wyraziła tylko opinię czego nie robić, lub być świadomym konsekwencji, ab
                                > y potem nie doszukiwać się nienormalności, właśnie u innych.


                                Wiesz - doskonale rozumiem co chciała przekazać Aqua, jednakowoż konsekwencje w postaci twierdzenia, iż widziałam się i rozmawiaąłm z typem, z którym się nie widziałam i nie rozmawiałam były moim zdaniem nieprzewidywalne. smile
                                >
                                >
                                • aqua48 Re: Koro... 16.04.14, 11:38
                                  kora3 napisała:

                                  > jednakowoż konsekwencje w
                                  > postaci twierdzenia, iż widziałam się i rozmawiaąłm z typem, z którym się nie
                                  > widziałam i nie rozmawiałam były moim zdaniem nieprzewidywalne. smile

                                  Może to kwestia wieku i doświadczenia życiowego, ale moim zdaniem takie, a nawet gorsze konsekwencje były w sytuacji opisanej przez Ciebie Koro nie tylko w pełni przewidywalne, ale wręcz oczywiste smile
                                  A skoro więcej osób jest podobnego zdania, to może jednak zbyt wiele oczekujesz po ludziach Koro?

                                  • kora3 Aquo 16.04.14, 11:51
                                    Nie tyle może zbyt wiele oczekuję od ludzi, co jestem skażona czymś takim, jak logikasmile

                                    Jeśli rozmawiam z kims o urządzeniu jego mieszkania, to wyrażając opinię sprzeczną z jego wizją mogę narazić się na niechęć, albo podejrzenie o brak dobrego smaku smile i z tym się liczę, jak najbardziej, choć uważam, ze jeśli się ktoś pyta to sam powinien się liczyć z tym, ze opnie mogą być nie po jego myśli.

                                    Jednakowoż, gdy taki człowiek w związku z mymi opiniami oskarza mnie o kradzież z włamaniem, to owszem przyznaję, że z takim czymś się nie liczyłabym smile

                                    Tu jest wielce podobnie - znajoma zwierzając mi się i otrzymując odpowiedzi na nurtujące ją problemy niejednokrotnie nie zgadzała się z moją opinią - np. ja twierdziłam, ze pan kreci i jest wyrachowany, a ona, że po prostu się pogubił i nie może teraz zostawić partnerki.

                                    Mogłabym się spodziewać, ze po zakończeniu przez pana niezbyt elegancko relacji, znajoma mogłaby mieć do mnie nawet irracjonalny żal "Buuuuu wykrakałaś".
                                    Tyle, ze to nie zaistniało: pani z żalem przyznała, że miałam rację.
                                    Zakończenie relacji ze strony gościa miało miejsce jakiś miesiąc temu, a jej do niczego nie pasujące insynuacje pojawiły się teraz. ja przyznaję, że tego nijak nie rozumiem...
                                    • aqua48 Re: Aquo 16.04.14, 12:01
                                      kora3 napisała:

                                      > Zakończenie relacji ze strony gościa miało miejsce jakiś miesiąc temu, a jej do
                                      > niczego nie pasujące insynuacje pojawiły się teraz. ja przyznaję, że tego nija
                                      > k nie rozumiem...

                                      Bo to nie jest w żaden sposób racjonalne.
                                      • kora3 Hmmm 16.04.14, 12:24
                                        aqua48 napisała:
                                        >
                                        > Bo to nie jest w żaden sposób racjonalne.

                                        No to skoro nie jest, to jak można oczekiwać, że racjonalnie myślący człowiek to przewidzi?smile

                                        A całkiem poważnie - irracjonalne jest zachowanie pani - te wariactwa, krzyki, grozenie samobójstwem.

                                        Bo samo to, ze ktoś jej nałgał te bzdury, wcale nie jest wykluczone w świetle reszty faktów.

                                        Przeanalizujmy bowiem: gość jakiś miesiąc temu nagle zakończył relację z nią po tym, jak postawiła mu ultimatum. Mówił, że postąpiła nie fair, bo miała jemu pozostawić zerwanie z partnerką, a opowiadała o nich osobom trzecim przez co informacja o ich relacji dotarła do partnerki, nim sam się z nią rozmówił.
                                        Gośc nie chciał zdradzić kim miałyby być te osoby trzecie.

                                        Dla mnie sytuacja jest jasna. Ten rzekomy przeciek ro pretekst do zakończenia ich relacji. Tym bardziej to kulawe, że jak ustaliła znajoma pan nadal mieszka ze swoją partnerką.

                                        No dobra - ale znajoma nie odpuściła i nadal szukała kontaktu z panem (co jej odradzałam, bo po co) m.in. chcąc się dowiedzieć kim miałyby być te "osoby trzecie" od przecieku.
                                        Gośc konsekwentnie jej unikał, a ona nie ustawała w próbach kontaktu.

                                        Mija miesiąc i nagle "ktoś" tej kobiecie mówi, że ostatnio (padła "data" - ostatni miesiąc) ja miałam być widziana w miejscu gdzie na pewno bywam (ona też, ale znacznie rzadziej) z tym gościem i miałam z nim rozmawiać o ich relacji na jego prośbę . Mnie to wygląda na próbę wskazania, jakobym ta osobą trzecią miała bym ja.

                                        Tylko, ze to ma l słabe punkty:
                                        1. Gośc zakończył relację miesiąc temu.
                                        2. To miejsce gdzie rzekomo mieliśmy bywać razem odwiedza dość hermetyczne nieduże grono, wiec obcy facet pojawiający się ze mną zostałby na bank zauważony
                                        3. Gośc ma wyjątkowy brak interesu w nadepnieciu mi na "odcisk"

                                        Ja nie wykluczam, że ktoś, może na prośbe tego gościa (żeby wiedziała kto niby tą trzecia osobą był) ja wkręcił tak nieudolnie. Przykre jest, ze dała temu cień wiary po tym, jak wiele razy w innych osobistych sprawach (także sercowych, ale nie tylko bo i rodzinnych o znacznym kalibrze) doradzałam jej i zachowywałam dyskrecję. Ale najbardziej rozwala mnie to, że zamiast spokojnie spotkać się face to face, spokojnie powiedzieć, ze ten i ten to i to jej mówił w tym temacie i co ja na to, robi takie cyrki. To jest właśnie IRRACJONALNE do kwadratusmile gdyby zachowała się spokojnie z głową, to już wiedziałybyśmy obie kto i po co głupio ją wkrecił
                                        • nm.buba011 Re: Hmmm 16.04.14, 13:29
                                          kora3 napisała:

                                          > (...)
                                          >
                                          > A całkiem poważnie - irracjonalne jest zachowanie pani - te wariactwa,

                                          - dlaczego koniecznie chcesz zrobić z pani waryjata?

                                          Mechanizmy są wytłumaczalne. Jedyny polski władca z przydomkiem 'Wielki', topił w Wiśle posłańców przynoszących złe wiadomości.
                                          Trudno by było całemu dworowi przyjąć, że Kazik zrobił coś głupiego. To do poprzedniego zdania, w domyśle dlaczego mogły się pojawić, owe nie najlepsze wieści.
                                        • aqua48 O własnie: hmmm 16.04.14, 15:18
                                          kora3 napisała:

                                          > to nie jest w żaden sposób racjonalne.
                                          >
                                          > No to skoro nie jest, to jak można oczekiwać, że racjonalnie myślący człowiek t
                                          > o przewidzi?smile

                                          Nieracjonalne nie znaczy trudne do przewidzenia.

                                          > Przeanalizujmy bowiem

                                          A po co analizować sytuację, że osoba niestabilna emocjonalnie i zachowująca się nieracjonalnie wbiła sobie coś do głowy na Twój temat. Fakt godny wzruszenia ramionami. Na prawdę tak bardzo Cię to dotyka? A jeśli zarzuci Ci pomoc w aneksji Krymu, to też będziesz usilnie zaprzeczać, tłumaczyć, że na prawdę nie miałaś z tym nic wspólnego i zastanawiać się dlaczego ktoś tak mówi?
                                          • kora3 dotyka Aquo - przyznaje 16.04.14, 15:45
                                            napisała dlaczego: bo także poza tą sytuacją wiele pomagałam tej osobie, wiele też wysłuchiwałam jej zwierzeń o sprawach naprawdę niebłahych i osobistych (np. rodzinnych) i nigdy nie byłam nielojalna wobec niej, ani niedyskretna choćby na jotę, nigdy między nami nie zaistniała żadna nawet hipnopedycznie dwuznaczna sytuacja.

                                            Może wydam ci się nazbyt emocjonalna smile, ale od takiej osoby oczekiwałabym, że usłyszawszy coś tak głupiego i nietrzymającego się kupy na mój temat zaraz z punktu nie uwierzy w to i będzie chciała na spokojnie to ze mną wyjaśnić.
                                            Możesz to oczekiwanie uważać za wygórowane, ale z mojego doświadczenia wynika ze wcale takowym nie jest. Większość z nas ma takie właśnie oczekiwania.
                                            • kora3 errara hipotetycznie nt 16.04.14, 15:46

                                            • aqua48 Re: dotyka Aquo - przyznaje 16.04.14, 15:57
                                              kora3 napisała:

                                              > poza tą sytuacją wiele pomagałam tej osobie, wiele
                                              > też wysłuchiwałam jej zwierzeń naprawdę niebłahych i osobistych
                                              > od takiej osoby oczekiwałabym

                                              Za dużo oczekujesz od ludzi..
                                              • kora3 Chyba od tej kobiety 16.04.14, 16:02
                                                oczekiwałam za dużo spodziewając się po niej normalności. Bo jakoś większość znanych mi dobrze ludzi jednak te jakże wygórowane oczekiwania spełnia.
                                  • nocnymarek2 Konsekwencje dobrych rad 16.04.14, 12:33
                                    aqua48 napisała:

                                    > takie, a nawet gorsze konsekwencje były w sytuacji opisanej
                                    > nie tylko w pełni przewidywalne, ale wręcz oczywiste smile

                                    A zasady są całkiem proste, nie wpychamy się (ani palców, ani rad):
                                    - między wódkę, a zakąskę,
                                    - między młot a kowadło,
                                    - między psa i jego michę,
                                    - when a man loves a woman (choć to trochę podobne do poprzedniego punktu),
                                    - jeszcze bardziej, gdy odwrotnie
                                    • kora3 Kiedy ktos PROSI 16.04.14, 16:08
                                      o radę to ZAPRASZA tego, kogo prosi do swoich spraw.
                                      Oczywiście na wszystko można mówić "nie wiem", albo "nie mam zdania", ale wówczas z nikim nie zbuduje się żadnej relacji poza znajomoscią typu "cześć- cześć"
                                      • aqua48 Re: Kiedy ktos PROSI 16.04.14, 16:20
                                        kora3 napisała:

                                        > o radę to ZAPRASZA tego, kogo prosi do swoich spraw.

                                        Ja tak nie uważam. Ani jako osoba prosząca o radę, ani jako udzielająca rady. Nie można za kogoś przeżyć jego życia, podejmować za niego decyzji, ani ponosić odpowiedzialności za nie.
                                        Udzielając rady też trzeba brać pod uwagę, że ktoś ma prawo ją całkowicie zignorować i postąpić zupełnie inaczej. I może to być lepsza decyzja.


                                        • kora3 Ależ pełna zgoda Aquo, tylko 17.04.14, 07:38
                                          nie wiem co to ma do mej wypowiedzismile
                                          Rada to jest rada -żaden przymus, żadne przezywanie za kogoś życia, skąd takie pomysły.
                                          Przecież decyzje i tak podejmuje się samemu. A niektórzy ludzie, znam takich wielu i sama do nich nalezę też, potrzebują czasem innej perspektywy niż tylko własna w spojrzeniu na jakąś życiową sprawę i wówczas o poradę pytają.
                                          Rada może być całkiem nietrafiona, albo i trafiona, ale zrealizowanie jej jest poza zasięgiem pytającego, ale to przecież tylko opiniasmile
                                      • nocnymarek2 Re: Kiedy ktos PROSI 16.04.14, 16:42
                                        kora3 napisała:

                                        > o radę to ZAPRASZA tego, kogo prosi do swoich spraw.
                                        > Oczywiście na wszystko można mówić "nie wiem", albo "nie mam zdania",
                                        > ale wówczas z nikim nie zbuduje się żadnej relacji poza znajomoscią
                                        > typu "cześć- cześć"

                                        No to właśnie zbudowałaś relację, której należało się spodziewać. I to
                                        właśnie wszyscy tutaj Ci tłumaczą, ale nie dociera. Może logika relacji
                                        międzyludzkich jest nieco bardziej skomplikowana, niż boolowska?
                                      • nocnymarek2 Re: Kiedy ktos PROSI 16.04.14, 16:49
                                        kora3 napisała:

                                        > o radę to ZAPRASZA tego, kogo prosi do swoich spraw.

                                        Aha, a jeśli następnym razem jakaś koleżanka Cię zapyta "jak
                                        wyglądam w tej sukience" to wal śmiało "jesteś gruba i brzydka".
                                        No i nie zapomnij napisać nam jak ta szczerość się sprawdziła.
                                        • kora3 Stosujesz tanią sofistykę :) 17.04.14, 07:55
                                          Powiedzieć komuś , ze nie wygląda w czymś najlepiej można znacznie delikatniej niż tak, jak zaproponowałeś. Wiele też zależy od okoliczności i stopnia zażyłości. Jeśli jesteś z kims na zakupach i ktoś o takie coś pyta, to całkiem logiczne jest, że mówisz prawdę - delikatnie i taktownie. Jeśli ktoś w takiej kreacji już się pojawił na ważnym spotkaniu i sprawa jest nie do odkręcenia to lepiej takiej osobie nie psuć humoru nawet delikatnym dawaniem do zrozumienia, że wygląda nie najlepiej, bo to właśnie tylko zepsuje jej humor, a nic nie da.

                                          Pokazywanie tylko sytuacji skrajnych - walisz komuś smutną prawdę w oczy w sposób możliwie najbardziej brutalny i niegrzecznym, albo "słodkie" kłamstwo to właśnie tania sofistyka. smile

                                          Ja tej kobiecie nie mówiłam, ze ona jest pierwszą (właściwie kolejną) naiwną, a facet doopkiem, tylko pytana przedstawiałam jej aspekty tej sytuacji, w jakiej się znalazła.
                                          Np. pytałam, czy dla niej nie jest zastanawiające, że gośc twierdzący, iż z partnerką nic go nie łączy poza tym, że z nią mieszka, nie stara się zmienić sytuacji, choć mówi, że znajoma kocha i to z nią chce być. KAZDY z mózgiem zadałby takie pytanie smile
                            • aqua48 Koro droga. 16.04.14, 11:16
                              kora3 napisała:

                              > Wiesz, ale wobec tego żadna dyskusja poza tą o pogodzie - nie ma sensu.

                              Wiesz, ja między opisem pogody, a intymnymi sprawami uczuciowymi i dywagacjami kocha czy nie kocha i dlaczego, widzę całe mnóstwo pasjonujących tematów na które można dyskutować.
                              Poza tym odróżniam dyskusję od niepozwalania ludziom na popełnianie błędów.

                              > Dla mnie to chore - przepraszam.

                              Nie przepraszaj, masz prawo do odmiennego spojrzenia, dla mnie jednak Twoje podejście jest skrajnie naiwne. Moim zdaniem masz wyjątkową łatwość pakowania się w podobne sytuacje, co nie jest dla mnie dziwne, zważywszy na Twą emocjonalność. Dziwi mnie jednak Twoje zaskoczenie niemiłymi konsekwencjami (czyli zazwyczaj obarczaniem Cię żalem i pretensjami za rozmaite cudze porażki) i ciągły brak wyciągania wniosków..
                              • kora3 Re: Koro droga. 16.04.14, 11:34
                                aqua48 napisała:
                                >
                                > Wiesz, ja między opisem pogody, a intymnymi sprawami uczuciowymi i dywagacjami
                                > kocha czy nie kocha i dlaczego, widzę całe mnóstwo pasjonujących tematów na któ
                                > re można dyskutować.


                                Owszem, tylko bywają sytuacje, w których ktoś prosi o pomoc w takiej czy innej osobistej sprawie u moim zdaniem po to się ma osoby bliskie, by móc się im zwierzyć albo poprosić je o radę także w ww. sprawach, a nie tylko móc z nimi dyskutować na całe mnóstwo pasjonujących tematów.

                                > Poza tym odróżniam dyskusję od niepozwalania ludziom na popełnianie błędów.

                                A na czym Twoim zdaniem polega niepozwalanie na popełnianie błędów. ?
                                O ile się nie myle, to Ty mnie w tym poscie pouczasz wlasnie, że popełniłam bledy smile Na moje życzenie - skoro założyłam watek to wyrazasz swoje zdanie, nie?
                                Analogicznie - skoro kobieta mnie zapytała co sądze o danej relacji, to ja wraziłam swoje.

                                Tylko Ty pewnie dyskutujesz, a ja nie pozwalałam na popełnianie błedów?wink
                                >
                                Moim zdaniem masz wyjątkową łatwość pakowania się
                                > w podobne sytuacje, co nie jest dla mnie dziwne, zważywszy na Twą emocjonalność


                                hehehe a to dobre ... Wiesz, na tylu ludzi z którymi ma okazję rozmawiać na tematy osobiste, nieraz b. trudne trafiło się przez kilkadziesiąt lat parę dysfunkcyjnych i to swiadczy o mojej łatwości "pakowania się" oraz także o dziwo "emocjonalności"smile

                                > . Dziwi mnie jednak Twoje zaskoczenie niemiłymi konsekwencjami (czyli zazwyczaj
                                > obarczaniem Cię żalem i pretensjami za rozmaite cudze porażki) i ciągły brak w
                                > yciągania wniosków..


                                Jak wyżej smile Jeśli na kilogramy czereśni zjedzonych w życiu trafiło ci się 5 robaczywych owoców to masz jakąś skłonnośc do robaczywych?smile
                                • aqua48 Re: Koro droga. 16.04.14, 11:48
                                  kora3 napisała:

                                  > Wiesz, na tylu ludzi z którymi ma okazję rozmawiać na tem
                                  > aty osobiste, nieraz b. trudne trafiło się przez kilkadziesiąt lat parę dysfunk
                                  > cyjnych i to swiadczy o mojej łatwości "pakowania się" oraz także o dziwo "emoc
                                  > jonalności"smile

                                  Same takie przypadki opisujesz tu na forum? Nawiasem mówiąc nie uważam emocjonalności za wadę.

                                  > Dziwi mnie jednak Twoje zaskoczenie niemiłymi konsekwencjami
                                  >
                                  > Jeśli na kilogramy czereśni zjedzonych w życiu trafiło ci się 5 ro
                                  > baczywych owoców to masz jakąś skłonność do robaczywych?

                                  To nie dziwi mnie wcale kolejna robaczywa. Zakładam, że taki ich urok smile A jeśli nie lubię robaków, to albo unikam czereśni, albo oglądam starannie każdy owoc przed zjedzeniem.

                                  • kora3 Re: Koro droga. 16.04.14, 11:53
                                    aqua48 napisała:
                                    >
                                    > Same takie przypadki opisujesz tu na forum?

                                    No tak - opisuje się wszak sytuacje NIETYPOWE w swoim życiu, a nie takie codzienne, nie?

                                    Nawiasem mówiąc nie uważam emocjona
                                    > lności za wadę.


                                    A ja zależy jaką i czego dotyczy oraz jak się przejawia
                                    >
                                    > To nie dziwi mnie wcale kolejna robaczywa. Zakładam, że taki ich urok smile A jeśl
                                    > i nie lubię robaków, to albo unikam czereśni, albo oglądam starannie każdy owoc
                                    > przed zjedzeniem.


                                    Ja pytałam, czy pojawienie się takowej raz na rok np. jest przejawem słonnosci do wybierania robaczyweksmile?
                                    >
                                    • aqua48 Re: Koro droga. 16.04.14, 12:03
                                      kora3 napisała:

                                      > Ja pytałam, czy pojawienie się takowej raz na rok np. jest przejawem słonnosci
                                      > do wybierania robaczyweksmile?

                                      W pewien sposób tak. Dziecko szczęścia nie spotka ani jednej, druga osoba sięgając do tej samej miseczki wyciągnie z niej te jedyne robaczywe.


                                      • kora3 Re: Koro droga. 16.04.14, 12:28
                                        aqua48 napisała:
                                        >
                                        > W pewien sposób tak. Dziecko szczęścia nie spotka ani jednej, druga osoba sięga
                                        > jąc do tej samej miseczki wyciągnie z niej te jedyne robaczywe.


                                        a jeśli trzecia osoba wyciągnie tyle razy ile statystyka wskazuje, ze na ogół każdy tak wyciąga? smile
                                        >
                                        >
                          • ach_dama_byc_z_kanady Re: Koro... 17.04.14, 00:58
                            aqua48 napisała:
                            Cały czas o tej sytuacji piszę. Po informacji pani, że pan jej się spodobał powinna zapalić Ci się czerwona lampka. A już po pytaniu o Twoje odczucia w tej sytuacji rozjarzyć. I zamiast wdawać się w opowieści i dywagacje na jego temat powinnaś była odpowiedzieć już wtedy wymijająco i neutralnie.

                            Bez przesadyzmu moze, co?...
                            Z kolei gdyby kobieta dowiedziala sie ze Kora mogla ja przed typkiem ostrzec to mogloby byc
                            jeszcze gorzej. nigdy nic nie wiadomo.
                            To przeciez nie Kory wina ze baba histeryzuje.


                            Minnie
                            • kora3 Zastanawiałam się własnie Damo 17.04.14, 07:45
                              co byłoby, gdybym nie powiedziała tej kobiecie na początku jak postrzegam typa, że wiem iż jest z kims związany (to jest fakt powszechnie znany wśród ludzi go znających). Ona się o tym wszystkim dowiedziała wszedłszy w bliższą relację z nim.
                              Czy to byłoby w ogóle fair nie powiedzieć bliskiej znajomej co się wie (na pewno) gdy pyta?
                              Czy fair byłoby wysłuchując jej relacji z tego związku i będąc proszoną o radę mówic coś innego niż to co się na ten temat myśli?
                    • urko70 Re: Koro... 16.04.14, 10:17
                      kora3 napisała:

                      > aqua48 napisała:
                      > > Gdy pyta, to zgoda, tak, można wyrazić swoją opinię. Z Twojego postu pocz
                      > ątkowego nie wynikało to dla mnie wprost.

                      >
                      > Aquo - pozwalam sobie zacytować z postu założycielskiego:
                      >
                      > "Pytała mnie o niego i powiedziałam jej wszystko co wiem. A wiem niewiel
                      > e: gdzie pracuje, że jest z kims związany, no i ze jest "bawidamkiem"."

                      "Pytać o kogoś" to zupełnie co innego niż prosić o radę nt wchodzenie z kimś w związek.


                • urko70 Re: Aquo... 16.04.14, 08:49
                  kora3 napisała:

                  > aqua48 napisała:
                  > >
                  > > No właśnie, odradzanie/doradzanie dorosłej osobie wchodzenie z kimś w zwi
                  > ązek,
                  > > jest moim zdaniem zupełnie niepotrzebne, bo to dorosła osoba. No, chyba,
                  > że wie
                  > > działabym, że ktoś z premedytacją ukrywa wyrok za ciężką zbrodnię.

                  >
                  > No wiesz Aquo miła, ja mam zdanie odmienne w tej materii nieco.

                  A to Ci zaskoczenie....

                  Wszak czyż nie po to zakładasz wątków bez liku
                  żeby do upadłego nie zgadzać się z dyskutantem... ?
                  i bez znaczenia czy to Twój czy nie Twój dyskutant,
                  ważne jest przecież by się nie zgadzać i zdanie swe odrębne, a jakże,
                  prezentować wszystkim kobietom i mężczyznom oczywiście.

                  Forum to przecież nie raz, a i nie dwa razy widziało zachowania takież.

                  Natenczas czas nadszedł aby ta oto niewiasta spełnienia doczekała
                  w możliwie największym doznaniu niezgadzania się z wszelką osobą,
                  odwiedzającą te zacne (być może dla kogoś) progi.

                  Więc twórz o Pani wątków bez liku o owych tych Twoich sytuacjach wyjątkowych
                  których tak wiele doświadczasz, a maluczcy (w wiedzy swej skromnej)
                  wiedzę o świecie czerpać będą i mądrzejszymi się staną za sprawą obcowania
                  z krynicą mądrości wszelakiej.
                  • kora3 Bla bla - ciekawe :) 16.04.14, 09:12
                    Bo akurat Aqua się zgodziła, że jeśli ktoś pyta/prosi o radę to....smile
            • urko70 Re: A czy to ma znaczenie? 16.04.14, 08:34
              kora3 napisała:

              > Czego nie zrozumieliście?

              Pytasz więc odpowiadam:
              nie rozumiem skąd u Ciebie natrętnie stosowany sztuczny styl pisania.
              Nie taki sam ale bardzo podobny styl jest powodem śmiechu w cyklu:
              "z dziennika milicjanta".
              "Z relacji znajomej wynika, że mężczyzna ten oznajmił jej, iż to dlatego..."
              "Wczoraj ta kobieta zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ma informacje,
              jakobym ja"
              "Teraz ta kobieta wydzwaniała do mnie pół wieczoru twierdząc, że
              zmarnowałam jej jej związek"

              Może taki styl jest dla Ciebie naturalnym, dla nie jest sztuczny.

              > >
              > > Kwestie opisywania kogoś jako "bawidamka" graniczą mi z plotkowaniem w
              > > złym tego słowa znaczeniu.

              >
              > A jaki zwrot jest lepszy?

              Lepsze by było nie obrabianie komuś dupy za plecami.

              > Ty z pewnością ....

              Grzecznie i po polsku to Ty nie rozumiesz, więc powiem tak:
              "Z pewnością" to Ty G wiesz co i kiedy ja bym zrobił.
              • kora3 Re: A czy to ma znaczenie? 16.04.14, 08:40
                urko70 napisał:

                > "Z relacji znajomej wynika, że mężczyzna ten oznajmił jej, iż to dlatego..."
                > "Wczoraj ta kobieta zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ma informacje,
                > jakobym ja"
                > "Teraz ta kobieta wydzwaniała do mnie pół wieczoru twierdząc, że
                > zmarnowałam jej jej związek"


                Co jest dla Ciebie niezrozumiałe - pytam?
                [i]>
                > Może taki styl jest dla Ciebie naturalnym, dla nie jest sztuczny.
                >
                > > >

                Pytam czego nie rozumiesz?
                >
                > Lepsze by było nie obrabianie komuś dupy za plecami.

                Brzydki macie styl wyrażania się towarzyszu władzo smile To nie jest żadne obrabianie niczego - zwyczajna odpowiedź na pytanie bliskiej znajomej o interesującego ją gościa. Odpowiedź oparta na znanych sobie faktach.
                >

                > Grzecznie i po polsku to Ty nie rozumiesz, więc powiem tak:
                > "Z pewnością" to Ty G wiesz co i kiedy ja bym zrobił.


                widzę, ze styl twój pomimo zmiany ustroju silnie się utrwalił smile
                Szybko się też denerwujesz - bez potrzeby smile
                • urko70 Re: A czy to ma znaczenie? 16.04.14, 09:04
                  kora3 napisała:

                  > Co jest dla Ciebie niezrozumiałe - pytam?

                  Zrozumiesz gdy przeczytasz zanim wytniesz.


                  > Pytam czego nie rozumiesz?

                  Tak, pytałaś.


                  > > Lepsze by było nie obrabianie komuś dupy za plecami.
                  >
                  > Brzydki macie styl ...

                  To Ty plotkowałaś, nie ja.


                  > > Grzecznie i po polsku to Ty nie rozumiesz, więc powiem tak:
                  > > "Z pewnością" to Ty G wiesz co i kiedy ja bym zrobił.[/i]
                  >
                  > widzę, ze styl twój

                  Skoro nie zrozumiałaś dziesiątek moich próśb o nie wypowiadanie
                  się na mój temat tak jakbyś mnie jakkolwiek znała to szukam innych
                  form aby w końcu do Ciebie dotarło.
                  • kora3 bla bla :) nt 16.04.14, 09:11

                    • urko70 Re: bla bla :) nt 16.04.14, 09:31
                      kora3 napisała:

                      >

                      I tyle właśnie zrozumiałaś.. bla bla.
    • majaa Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 16.04.14, 14:00
      Tak sobie myślę, Koro, że może trochę za dużo i większym niż trzeba zaangażowaniem opowiadałaś znajomej o tym panu. Teksty o bawidamku i odradzanie kontaktów mogłaś sobie darować. To być może wywołało u pani wrażenie, że tak naprawdę wiesz i czujesz więcej, niż chcesz ujawnić. Dlatego potem, jak "sprawa się rypła" zostałaś wrogiem numer jeden. Nie byłabym zdziwiona, gdyby okazało się, że to sama znajoma wymyśliła te plotki o Tobie i o tym panu. Czuje się odrzucona, zraniona, oszukana i szuka winnego po prostu.
      Na mój gust, to powinnaś dać sobie spokój z wyjaśnianiem, tłumaczeniem, a już szczególnie nie szukaj kontaktu z tym panem. To nie jest Twoja sprawa. Znajoma trochę poszaleje i miejmy nadzieję, że w końcu kiedyś jej przejdzie.
      • kora3 Ło matko, Maju :) 16.04.14, 15:08
        Tekst o "bawidamku" to padł wkrótce po tym, jak się oni poznali, czyli z rok temusmile

        To ona z własnej inicjatywy później relacjonowała mi ze tak powiem przebieg ich związku pytając o rady.
        Pani nie ma żadnych podstaw sadzić, ze ja wiem więcej niż mówię Maju - ja jej od początku mówiłam, ze gościa znam, ale b. słabo. To ona mówiła mi czego się o nim dowiedziała od niego samego oraz ludzi znacznie bliżej go znających niż ja.

        Co do "czucia" ro już całkiem nie wiem skad takie coś. Co ja mogę czuć w związku z gościem, którego raz na parę miesięcy spotkam na ulicy, albo kawiarni przypadkowo?

        Jeśli idzie o te insynuacje - nie, wątpię, by sama to wymusiła. To jest mimo wszystko osoba inteligentna, a te głupoty są bardzo nielogiczne i niespójne. Przede wszystkim czas, miejsce i cel tych niby spotkań - zero trzymania się kupy.
        Nic się nie zgadza. Gośc zrywa z nią znajomość miesiąc temu, po czym ma kilkukrotnie prosić mnie o spotkanie w celu "omówienia ich związku" - na co? po co? Jedyne logiczne wyjaśnienie, to byłoby takie, że chłop chciałby, żeby się przeprosili i prosił jej bliską znajoma, którą także zna o pomoc w mediacjach. Ale on wcale nie chce się z nią pogodzić, wiec to odpada.
        Poza tym miejsce: niby takie dyskretne miały być te spotkania, a miałabym umówić się z kolesiem w niewielkim pubie, gdzie wszyscy się znają i praktycznie łażą tam tylko stali bywalcy i osoba obca zostałaby zaraz zapamiętana. Przecież gdyby ktoś miał się dyskretnie umawiać, to tam, gdzie jest najmniejsze ryzyko, ze ktoś zna jedną ze stron/obie.

        Mam wrazenie, że ten kit wcisnęła jej osoba, która mnie nie zna praktycznie wcale i nie ma też za bardzo rozeznania w tej jej sytuacji. Pytanie: kto i po co?smile


        ----
        Korcia
        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
        • urko70 Re: Ło matko, Maju :) 16.04.14, 15:18
          kora3 napisała:

          > Tekst o "bawidamku" to padł wkrótce po tym, jak się oni poznali, czyli z rok te
          > musmile

          "pan się wówczas do nas dosiadł i spodobał owej znajomej. Pytała
          mnie o niego i powiedziałam
          jej wszystko co wiem. A wiem niewiele:
          gdzie pracuje, że jest z kims związany, no i ze jest "bawidamkiem""


          • kora3 No i, no i? 16.04.14, 16:00
            Tak. Masz rację - atak wariactwa kobity nastąpił po tym, jak przypomniała sobie, że niemal rok temu, kiedy poznała tego gościa i pytała mnie o niego nazwałam go "bawidamkiem" smile

            Nie ma przecież kompletnie znaczenia, że od innych ludzi potem, kiedy już była z tym gościem oraz od niego9 samego dowiedziała się o tym, że zdradzał swą partnerkę z licznymi poprzedniczkami aktualnej nieoficjalnej damy serca.
            Rzeczywiście bardzo to przekonujące ....
            hehe
            • urko70 Re: No i, no i? 17.04.14, 13:44
              kora3 napisała:

              > Tak. Masz rację - atak wariactwa kobity nastąpił po tym,

              Ja zacytowałem Twoje słowa z których wynika, ze mowa o bawidamku była
              na opisywanym przez Ciebie spotkaniu, a nie w innym czasie.
              • kora3 No własnie 17.04.14, 13:50
                zatem ponad rok temusmile Wówczas pani nie poczuła się dotknieta tymi słowami, ani nie wywołały i niej histerii- skad zamysł, że miały być powodem zachowania sprzed dwóch dni?
        • aqua48 Kto da więcej? 16.04.14, 15:27
          kora3 napisała:

          > te głupoty są bardzo nielogiczne i niespójne.

          To już zupełnie nie ma się czym przejmować, Gdyby były spójne i logiczne byłoby nad czym mysleć.

          > Mam wrazenie, że ten kit wcisnęła jej osoba, która mnie nie zna praktycznie wca
          > le i nie ma też za bardzo rozeznania w tej jej sytuacji. Pytanie: kto i po co?:

          na pierwsze z pytań nikt tu nie odpowie, na drugie odpowiedzi jest wiele, tajemnicza nieznana osoba uczyniła to:

          - dla intryg i namieszania w towarzystwie
          - po to aby Was skłócić
          - palnęła coś głupio i tak jej wyszło
          - a tak, bo mogła
          - Twoja znajoma źle zrozumiała jakieś zdanie i dośpiewała sobie resztę
          - Twoja znajoma chce zracjonalizować fakt bycia porzuconą i obarczyć tym kogokolwiek innego

          Wybieraj Koro do woli smilesmile A może ktoś da więcej?

          • kora3 masz rację, że po co nie ma znaczenia 16.04.14, 15:49
            ale dla mnie ma znaczenie - kto. smile
        • majaa Re: Ło matko, Korciu :) 17.04.14, 10:32
          kora3 napisała:

          > Tekst o "bawidamku" to padł wkrótce po tym, jak się oni poznali, czyli z rok te
          > musmile
          >
          > To ona z własnej inicjatywy później relacjonowała mi ze tak powiem przebieg ich
          > związku pytając o rady.
          > Pani nie ma żadnych podstaw sadzić, ze ja wiem więcej niż mówię Maju - ja jej o
          > d początku mówiłam, ze gościa znam, ale b. słabo. To ona mówiła mi czego się o
          > nim dowiedziała od niego samego oraz ludzi znacznie bliżej go znających niż ja.
          >

          Mam ja się z Tobą, no...wink Jak już wyżej pokazał Urko, Twój poprzedni post inaczej rysował tę sytuację. Ale tak, czy siak pewnie i tak nie zgadnę, czym sobie "zasłużyłaś", żeby grać w tym przedstawieniu czarny charakterwink Ty chyba też nie, więc moim zdaniem jak najbardziej racjonalne jest po prostu dać sobie z tym spokój. Może kiedyś przypadkiem samo się rozwiąże kto i po co smile
          • kora3 Maju ... 17.04.14, 11:00
            mogłas źle zrozumieć - przyznaję.
            Ale daruj, na osobe, która z założenia ma do mnie coś (Urko) nie powołuj się. Poniżej pisze do Damy, jak mniej więcej wyglądała ta pierwsza rozmowa, możesz się zapoznać.
            Dla mnie kobieta ma coś nie tak w tej sprawue pod kopułą i przestałam się nią zajmować. Napisałam jej, ze nie mam nic więcej do dodania, a jeśli będzie nadal mnie nagabtwać - poniesie konsekwencje. Na razie cisza smile
            • urko70 Re: Maju ... 17.04.14, 11:55
              kora3 napisała:

              > mogłas źle zrozumieć - przyznaję.
              > Ale daruj, na osobe, która z założenia ma do mnie coś (Urko) nie powołuj się.

              Każdy mógł i powinien zrozumieć to tak jak wynikało z Twoich słów czyli, ze mówienie o bawidamku było na TYM Waszym spotkaniu a nie w innym czasie.

              Mam do Ciebie to, że bardzo często zmieniasz przedstawiony przez siebie wcześniej obraz danej sytuacji i to sprawia wrażenie że albo modelujesz na bieżąco ocenianą sytuację ale piszesz tak że nie sposób Cię właściwie zrozumieć.
              • kora3 Re: Maju ... 17.04.14, 12:03
                napisałam jak było
                mowa o bawidamku była tuz po spotkaniu się państwa i to jasno wynika z mojego postu początkowego. amen
                • urko70 Re: Maju ... 17.04.14, 13:51
                  kora3 napisała:

                  > napisałam jak było
                  > mowa o bawidamku była tuz po spotkaniu się państwa i to jasno wynika z mojego
                  > postu początkowego.

                  Wynika coś wręcz przeciwnego.
                  • kora3 Re: Maju ... 17.04.14, 13:56
                    urko70 napisał:

                    >
                    > Wynika coś wręcz przeciwnego


                    Możesz wskazać podstawę dlaczego dla Ciebie wynika coś przeciwnego?

                    Ludzie się poznali za moim pośrednictwem, pan pani wpadł w oko i ZAPYTAŁA MNIE O NIEGO. Potem weszła z nim bliższą relację, z której zdawała mi "sprawozdania" prosząc o radę. Jasno z tego wynika, że zapytała mnie NA WSTĘPIE, a nie teraz, nie?
                    • urko70 Re: Maju ... 17.04.14, 14:12
                      kora3 napisała:

                      > >Wynika coś wręcz przeciwnego
                      >
                      > Możesz wskazać podstawę dlaczego dla Ciebie wynika coś przeciwnego?

                      Oczywiście, że mogę. Ja, w przeciwieństwie, wskazują argumenty.
                      I wskazałem cytując Twoje własne słowa, a słowa kluczowe podkreśliłem.
                      • kora3 Re: Maju ... 17.04.14, 14:26
                        ale nie umiesz wskazać dlaczego TY te słowa interpretujesz nie tak, jak miały zabrzmieć?smile
                        • urko70 Re: Maju ... 17.04.14, 14:37
                          kora3 napisała:

                          > ale nie umiesz wskazać dlaczego TY te słowa interpretujesz nie tak, jak miały z
                          > abrzmieć?smile

                          Umiem i wskazałem.
                          Dodatkowo mogę napisać: ponieważ tak przedstawiłaś tę sytuację.
                          Nie tylko ja tak to odebrałem więc powyższe akcentowanie jest nie na miejscu.
                          • kora3 Re: Maju ... 17.04.14, 14:50
                            bzdury pleciesz - chyba, ze zwyczajnie nie czytałeś reszty smile
                            • urko70 Re: Maju ... 17.04.14, 14:55
                              kora3 napisała:

                              > bzdury pleciesz - chyba, ze zwyczajnie nie czytałeś reszty smile

                              To co napisałaś to typowa reakcja ad personam.
                              Nie plotę.
                              Cała reszta nie ma znaczenia dla oceny tego co napisałaś w danym miejscu.
                              NIKT nie przeczytał CAŁEJ reszty.
                              • kora3 Re: Maju ... 17.04.14, 15:02
                                Nikt nie przeczytał całej reszty postu założycielskiego?

                                Napiane jest tam czarno na białym (chyba, ze masz inne kolory na ekraniesmile), że kobieta chłopa poznała, zapytala o niego, dostała odp. i następnie wdała się w tymże chłopem w zazylośc, która skończyła się miesiąc temu.
                                Chronologia zdarzeń jest jasna: najpierw poznała, potem zapytała, potem się wdała, potem się to skończyło. Czego tu nie rozumieć?
                                • urko70 Re: Maju ... 17.04.14, 15:53
                                  kora3 napisała:

                                  > Nikt nie przeczytał całej reszty postu założycielskiego?

                                  Nie napisałaś "całej reszty wątku założycielskiego". Napisałaś "reszty".
                                  Nie wiadomo co możesz mieć na myśli pisząc "reszty", może miałaś na myśli
                                  resztę postów w całym wątku, może inne wątki na forum, a może inne wątki
                                  na innych forach.

                                  Jeśli na początku książki stwierdzisz ze 2+2=5, to dla oceny tego dodawania nie
                                  ma znaczenia co napiszesz na końcu książki.
                • majaa Re: Maju ... 17.04.14, 15:02
                  Korciu, nie chcę się czepiać, ale często to tylko z Twojej strony wszystko wygląda tak jasno i zrozumiale, bo Ty sama wiesz, o czym piszesz. Warto jednak opisać sytuację tak, żeby inni również mieli szansę zyskać bardzo podobny jej obraz, wtedy jest szansa dogadania się. Inaczej rozmowa toczy się nie na temat, a dyskutanci mogą trochę poczuć się robieni w balona.
                  • kora3 Ok 17.04.14, 15:09
                    jasne, tylko nie rozumiem, czego nie zrozumieliście. Dla mnie jest oczywiste, że kobita gościa poznawszy przeze mnie zapytała mnie o niego wówczas, a nie po roku, tym bardziej, że napisałam iż mimo przekazanych jej przeze mnie informacji jednak weszła z nim w zażyłośc. czyli wiadomo, że najpierw pytała i dostała odp. a potem wdała się w romans z num, a nie odwrotnie smile
                    • majaa Re: Ok 17.04.14, 15:37
                      big_grin Teraz to ja już całkiem zgłupiałam... bo właśnie tak zrozumiałam, że zapytała tuż po poznaniu, a nie po roku. To Ty potem napisałaś, że ta rozmowa miała miejsce rok temu. A dla mnie generalnie ten tekst o bawidamku był niepotrzebny i mógł zabrzmieć, jakbyś miała chęć znajomą od pana odstraszyć (właśnie szczególnie dlatego, że powiedziałaś to na początku). Mam nadzieję, że teraz się wyjaśniłosmile
                      • kora3 Re: Ok 17.04.14, 15:52
                        majaa napisała:

                        > big_grin Teraz to ja już całkiem zgłupiałam... bo właśnie tak zrozumiałam, że zapytał
                        > a tuż po poznaniu, a nie po roku. To Ty potem napisałaś, że ta rozmowa miała mi
                        > ejsce rok temu.


                        Niepotrzebnie "zgłupiałaś", bo wszystko się zgadza smile
                        Zapytała zaraz po poznaniu się z panem, a rozmowa ta miała miejsce prawie rok temu, bo wówczas się poznalismile Co jest niejasne?


                        A dla mnie generalnie ten tekst o bawidamku był niepotrzebny i
                        > mógł zabrzmieć, jakbyś miała chęć znajomą od pana odstraszyć (właśnie szczególn
                        > ie dlatego, że powiedziałaś to na początku). Mam nadzieję, że teraz się wyjaśn
                        > iłosmile


                        W poście do Damy napiałam jak ta rozmowa mniej więcej przebiegała. Kobieta zapytała skąd i jak długo znam gościa - odpowiedziałam. Następnie zapytała, czy jest z kimś związany - odpowiedziałam zgodnie ze swą wiedzą i zapytałam ja - dlaczego o to pyta. wyjaśniła, że gość jej się spodobał i odniosła wrażenie, że z wzajemnością i co ja o tym myslę. Powiedziałam zgodnie z prawdą: Goscia znam mało, ale z tego co widziałam podobnie jak ją traktuje wszystkie nowo poznane panie, wiec tego okazywanego zainteresowania nie traktowałabym zbyt serio, ot taki typ "bawidamka".
                        czy ja ją chciałam od tego gościa "odstręczyć"? Nie - w sumie latało mi, czy uch znajomość się jakoś rozwinie, czy nie, bo przecież to dorosłe osoby - obie. zostałam zapytana o opinię wiec ją wyraziłam.
                        Jak widać opinia ta pani jednak nie zniechęciła smile
                    • urko70 Re: Ok 17.04.14, 15:43
                      kora3 napisała:

                      > jasne,

                      Pytanie czy weźmiesz sobie to do serca i zanim napiszesz i wyślesz to przeczytasz i przemyślisz.

                      > tylko nie rozumiem, czego nie zrozumieliście. Dla mnie jest oczywiste,

                      "często to tylko z Twojej strony wszystko wygląda tak jasno"
                      Dla Ciebie tak a dla czytających to co piszesz NIE bo pisałaś tak jakby w czasie
                      tej rozmowy padły słowa o bawidamku.

                      Rzecz nie w konkretnej sprawie a w tym jak opisujesz sytuację.
                      Przemyśl sobie słowa Mai "dyskutanci mogą trochę poczuć się robieni w balona."
                      Kornel to samo kiedyś Ci pisał, ja również.

                      Koro, w wielu Twoich watkach sprawiasz wrażenie jakby na bieżąco modelowała
                      daną sytuację, jakbyś stawiała pułapki na dyskutantów.
                      • kora3 Okazuje się, że Maja 17.04.14, 15:53
                        zupełnie prawidłowo pojęła chronologię zdarzeń ...Czyli tylko Ty nie zrozumiałeś początkowego postu smile
                        • urko70 Re: Okazuje się, że Maja 17.04.14, 15:57
                          kora3 napisała:

                          > zupełnie prawidłowo pojęła chronologię zdarzeń ...Czyli tylko Ty nie zrozumiałe
                          > ś początkowego postu smile

                          Poniżej zacytowana wypowiedź dowodziła czegoś wręcz przeciwnego.

                          majaa 17.04.14, 10:32
                          Jak już wyżej pokazał Urko, Twój poprzedni post inaczej rysował tę sytuację.
                          • kora3 Orzecież wyjaśniła :) 18.04.14, 21:03
                            urko70 napisał:

                            [i]>
                            > [i]majaa 17.04.14, 10:32
                            > Jak już wyżej pokazał Urko, Twój poprzedni post inaczej rysował tę sytuację. [/
                            > i][/i]

                            ze zrozumiała iż pytanie znajomej było zaraz po poznaniu się jej z gościem. Nie zrozumiała tylko tego, ze miało to miejsce rok temusmile
                            • urko70 Re: Orzecież wyjaśniła :) 22.04.14, 10:23
                              kora3 napisała:


                              > > Twój poprzedni post inaczej rysował tę sytuację.
                              >
                              > ze zrozumiała iż pytanie znajomej było zaraz po poznaniu się jej z gościem. Nie
                              > zrozumiała tylko tego, ze miało to miejsce rok temusmile

                              INACZEJ
                              • majaa Re: Orzecież wyjaśniła :) 24.04.14, 14:36
                                Przepraszam za zamieszanie, Urkosmile Coś mi się pokręciło i niepotrzebnie wplątałam w to Ciebiesmile
      • urko70 Maju miła 16.04.14, 15:23
        majaa napisała:

        > Tak sobie myślę, Koro, że może trochę za dużo i większym niż trzeba zaangażowan
        > iem opowiadałaś znajomej o tym panu.

        Śmiem podejrzewać, że Twoje przypuszczenia nie mają uzasadnionych umocowań
        w świecie rzeczywistym albowiem Kora miła umie się treściwie i bez tysiąca
        niepotrzebnych ozdobników wypowiedzieć, wszakże pracuje piórem!
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: czy ta osoba Waszym zdaniem jest normalna? 17.04.14, 02:57
        majaa napisała:
        Tak sobie myślę, Koro, że może trochę za dużo i większym niż trzeba zaangażowaniem opowiadałaś znajomej o tym panu. Teksty o bawidamku i odradzanie kontaktów mogłaś sobie darować.

        jak juz poprzednio pisalam, znajoma rownie dobrze moglaby miec (teoretycznie, rzecz jasna)
        pretensje ze Kora wiedziala a nie uprzedzila o fatalnej skazie na pana charakterze.
        i tak zle, i tak niedobrze.

        Na mój gust, to powinnaś dać sobie spokój z wyjaśnianiem, tłumaczeniem, a już szczególnie nie szukaj kontaktu z tym panem. To nie jest Twoja sprawa.

        a z tym sie zgadzam. to tylko niepotrzebne szarpanie sobie nerwow
        i dolewanie oliwy do ognia.
        Pani robie wrazenie rozhisteryzowanej i z zamilowaniem do robienia z siebie ofiary -
        a z taka sie nie dogadasz.
        szkoda czasu, po prostu.

        Minnie
        • kora3 Damo, ważne :) 17.04.14, 08:09
          ach_dama_byc_z_kanady napisała:

          >
          > pretensje ze Kora wiedziala a nie uprzedzila o fatalnej skazie na pana charakt
          > erze.
          > i tak zle, i tak niedobrze.


          Przepraszam, ale Maja i reszta skupiają się na tym "bawidamku", jakby to miała być powodem histerii tej znajomej. A tymczasem to to ja powiedziałam niemal rok temu! Po tym, jak niejako za moim pośrednictwem ci państwo się poznali. Rozmowa przebiegała mniej więcej tak:
          Z- Fajny ten Twój kolega. Długo się znacie?
          J - Bardziej znajomy niż kolega. Kilka lat, ale bardzo luźno.
          Z - A skąd?
          J - Dokładnie nie pamiętam, chyba poznaliśmy się przy okazji pracy...
          Z- A gdzie on pracuje?
          J - A tu i tu
          Z- Aaaaa to pewnie macie wielu wspólnych znajomych ...
          J- No pewnie kilkoro tak, ale on do grona jakichś bliższych mi ludzi stamtąd nie należy..
          Z- A on jest sam, czy z kimś?
          J- Z tego co wiem, to z kimś, ale raz tylko widziałam te panią. a dlaczego pytasz?
          Z- A bo mi się spodobał! I ja jemu chyba tez, słyszałaś jak mnie komplementował...Myslisz, ze coś z tego może być?
          J - Wiesz, nie wiem...Jak znam tego gościa, a znam mało, to zwykle tak się zachowuje wobec nowo poznanych pań, dlatego nie brałabym tego bardzo poważnie...To taki typ "bawidamka" zdaje się ...

          W moich wypowiedziach nie było żadnych kategorycznych stwierdzen, ani niczego obraźliwego dla pana. Dla pani był sygnał i tyle.
          Znajoma wcale się nie obraziła na te informacjesmile, ba nawiązawszy z panem zazułośc (jak widać nie zraziło jej to, co powiedziałam) zdawała i na bieżąco relację z ich "związku" prosząc o porady, opinie. To trwało niemal rok, wiec teraz stwierdzenie, ze głównym powodem jej histerii jest owo wspomnienie o "bawidamku" tchnie kpinąsmile

          Ona ma pretensje o to, że rzekomo miałam się już po ich rozstaniu spotkać z gościem pare razy z jego inicjatywy u rozmawiać z nim o szczegółach ich "związku". Nie miało to miejsca.

          >
          > Pani robie wrazenie rozhisteryzowanej i z zamilowaniem do robienia z siebie o
          > fiary -
          > a z taka sie nie dogadasz.
          > szkoda czasu, po prostu.


          Racja, już sobie odpuściłam smile
          >
    • kora3 Finał 17.04.14, 13:48
      znajoma napisała do mnie podając kto jej naopowiadał tych bzdur (znajoma pana i jego partnerki, ja ją znam z widzenia). Rzekomo to partnerka tego pana miała te informacje przekazać tamtej.
      Znajoma przeprosiła i poprosiła o spotkanie - odmówiłam podając prawdziwy powód: zycze jej jak najlepiej, ale nie chcę już mieć z nią nic wspólnego, nie przyjmuję przeprosin, nie interesują mnie jej wyjaśnienia i proszę o nieponawianie prób kontaktu, bo odzewu już nie będzie. Na koniec życzyłam wesołych świąt.
      Chwilę po wysłaniu tego nastąpiła próba połaczenia z jej strony - nie odebrałam.
      Wysłała sms, że potraktowałam ja podle, nie wykazuję zrozumienia i nie dam się wytłumaczyć. Nie odpisałam. Nie chcę słuchać jej tłumaczeń, bo nic nie zmienią. Po takim zachowaniu, jak zaprezentowała wobec mnie, jest u mnie "spalona" i żadne wyjaśnienia niczego już nie zmienia, wiec takie spotkanie byłoby nieprzyjemną stratą czasu dla nas obu.

      A wy jak zachowalibyście się nie moim miejscu ?
      • baba67 Re: Finał 17.04.14, 14:36
        Tak samo.
        Jak mozna wytlumaczyc sie z faktu ze sie bezpodstawnie komus nie wierzylo?
        • kora3 Re: Finał 17.04.14, 14:49
          baba67 napisała:

          > Tak samo.
          > Jak mozna wytlumaczyc sie z faktu ze sie bezpodstawnie komus nie wierzylo?


          Wiesz Babeczko - nie chodzi o to, że się nie wierzyło. Chociaż nic w naszej dotychczasowej znajomości nie wskazywało na moją nielojalność, czy niedyskrecję przyjmuję do wiadomości, że kobieta w złym stanie psychicznym, porzucona w beznadziejnym stylu przez gościa, na którym jej bardzo zalezało, mogła dać się komus głupio wkręcić tzn. przyjąć, że chociaż coś jest nielogiczne nijak, to jest jakoś prawdopodobne. Nawet jeśli dotyczyło osoby dotychczas zawsze lojalnej i dyskretnej.
          Ja nie jestem w stanie po prostu "przetrawić" stylu w jakim ta kobieta się zachowała.
          Ok - dostała taką info podpuszczona przez kogoś - całkiem niespójna logicznie ale dotyczącą jej ukochanego i mnie, to było do mnie zadzwonić umówić się i spokojnie mi przedstawić to, czego się dowiedziała oraz przyjąć wyjaśnienia. Dośc łatwo mogła sama fikować to, że ten gość w miejscu o którym mowa nie był ostatnio (o ile mi wiadomo, nawet nigdy nie byłsmile) - zna bowiem przynajmniej kilkoro ludzi stale tam chodzących oraz właścicielkę lokalu.
          Na jej miejscu powziąwszy taką info, jaką dostała ja bym calkiem niezależnie sama to zweryfikowałasmile

          Ale ok - straciła głowę, nie wpadła na to itd. Jednak na to, żeby spokojnie ze mną porozmawiać zamiast z punktu zarzucać mi nielojalność nie trzeba było wpadać. Dla mnie takie zachowanie byłoby oczywiste, a to które zaprezentowała było wariackie.
          A ja na wariackie zachowania jestem UCZULONA i zwyczajnie ich nie toleruję. Dlatego nie mam tej pani nic już do powiedzenia, ani nie chcę słuchać tego, co ona ewentualnie miałaby smile
          • baba67 Re: Finał 17.04.14, 14:58
            Wszystko sie sprowadza do braku zaufania.Bo nie watpliwosci sa objawem braku zaufania ale fakt ze sie nie chce posluchac drugiej strony.
            Bo watpliwosci mamy prawo miec nawet w stosunku do najblizszej osoby, ale ona ma prawo sie do rewelacji odniesc.
            Ona Ci takiego prawa odmowila.
            • kora3 Re: Finał 17.04.14, 15:07
              dokładnie i to jeszcze w wariackim stylu.
              może teraz paśc wobec mnie zarzut, iż ja jej odmawiam możliwości wytłumaczenia się smile - nie tyle odmawiam, co wg mojej oceny nie ma na takie zachowanie zadnego tłumaczenia i nie chce słychać jej wywodów.
              Powiem Ci szczerze, że teraz poczułam ulgęsmile - bo na serio wysłuchiwanie przez prawie rok tego co gościu powiedział, jak spojrzał, kiedy zadzwonił, a kiedy nie i wypowiadanie się na ten temat już mnie zmeczyło smile
              Dodam, ze przewidziałam fakt, ze gość się wymiksuje po tym ultimatum, tylko nie zakładałam, ze w az tak kiepskim stylu.
              • majaa Re: Finał 17.04.14, 15:19
                kora3 napisała:

                > dokładnie i to jeszcze w wariackim stylu.
                > może teraz paśc wobec mnie zarzut, iż ja jej odmawiam możliwości wytłumaczenia
                > się smile - nie tyle odmawiam, co wg mojej oceny nie ma na takie zachowanie zadneg
                > o tłumaczenia i nie chce słychać jej wywodów.

                Czyli "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie"... cóż, można i tak. Według mnie nie ma sensu się tak zacinać. Nie próbuję Cię bynajmniej namawiać na kontynuowanie tej znajomości, ale przeprosiny mogłabyś przyjąć, bo świadczą o tym, że pani czuje się winna i jest jej bardzo głupio.
                > Powiem Ci szczerze, że teraz poczułam ulgęsmile - bo na serio wysłuchiwanie przez
                > prawie rok tego co gościu powiedział, jak spojrzał, kiedy zadzwonił, a kiedy ni
                > e i wypowiadanie się na ten temat już mnie zmeczyło smile
                > Dodam, ze przewidziałam fakt, ze gość się wymiksuje po tym ultimatum, tylko nie
                > zakładałam, ze w az tak kiepskim stylu.
                • kora3 Maju, ja źle kobiecie nie życzę 17.04.14, 15:31
                  nie ma zamiaru jej się jakoś odgryzać, czy coś, choć jej głupie zachowanie napsuło mi krwi.
                  Po prostu nie mam ochoty na kontakty z nią - żadne. Bo już wiem czym się mogą skończyć - atakiem furii skierowanej na mnie. Ja tego nie chcę. Nie chcę słuchać tłumaczenia pt: "Bo ja tak kocham, nie wiem co we mnie wstąpiło, dałam się wkręcić".
                  wiem, ze kocha i wiem, ze dała się głupio wkręcić - to byłabym w stanie przyjąć jak pisałam do Baby! Wybaczyłabym zachwianie wiary w moją lojalność w tej sytuacji, ale nie takie zachowanie. ja się tak zachowujących się ludzi zwyczajnie boję Majusmile
                  Bo nie wiadomo kiedy i dlaczego coś im znowu odbije. wole się od takowych trzymać z dala
                  • majaa Re: Maju, ja źle kobiecie nie życzę 17.04.14, 15:44
                    Toteż ja Cię wcale do dalszych kontaktów nie namawiam przecież. Ale nie musisz przecież zachowywać się podobnie nieprzejednanie jak ona. Możesz przyjąć przeprosiny, zaznaczając jednocześnie, że nie chcesz już więcej w przyszłości narażać samą siebie na nieprzyjemne przejścia, więc znajomość wolisz zakończyć. Tyle. Ale zrobisz, jak zechcesz smile
                    • kora3 Moze masz rację 18.04.14, 21:04
                      ja w zasadzie nie "walczę" o nieprzyjmowanie przeprosin, tylko o zaprzestanie kontaktów.smile
                      • ach_dama_byc_z_kanady Re: Moze masz rację 18.04.14, 22:52
                        przepraszam ze powroce do poczatku - oczywscie ze niektorzy nie umieja najwyrazniej czytac
                        ze zrozumieniem,
                        tu jest niezbity dowod na to ze pisalas Koro czarne na bialym co bylo powodem pretensji znajomej:

                        Z relacji znajomej wynika, że mężczyzna ten oznajmił jej, iż to dlatego, że ta ich znajomośc wyszła na jaw, rzekomo dlatego, że znajoma miała o niej opowiadać osobom trzecim.

                        Wczoraj ta kobieta zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ma informacje, jakobym ja miała w ostatnim okresie spotkać się kilkakrotnie z tym meżczyzną. Podala miejsce, gdzie miałoby to być (ja tam bywam często, tego gościa nigdy tam nie widziałam). Tymczasem ja nie spotkałam tego gościa ostatnio wcale, nigdzie.

                        Teraz ta kobieta wydzwaniała do mnie pół wieczoru twierdząc, że zmarnowałam jej jej związek i byłam wobec niej nielojalna. To nie nieprawda - ani nie widywałam się z tym człowiekiem, ani z nikim o jej z nim relacji nie rozmawiałam. Dodam, że znajoma owszem jest drażliwa, ale nie sadziłam, ze az tak. Wpadła po prostu w jakąs furię. Nie chciała mi powiedzieć kto jej naopowiadał tych bzdur, jakobym się z tym goście spotkała.


                        Tez nie pojmuje co tak sie czepili tego bawidamka. bez znaczenia w tej hist(e)rii,
                        slowo jak slowo. zupelnie neutralne.

                        Minnie
                        • kora3 Re: Moze masz rację 19.04.14, 10:55
                          ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                          > przepraszam ze powroce do poczatku - oczywscie ze niektorzy nie umieja najwyraz
                          > niej czytac
                          > ze zrozumieniem,
                          > tu jest niezbity dowod na to ze pisalas Koro czarne na bialym co bylo powodem
                          > pretensji znajomej:

                          > >
                          > Tez nie pojmuje co tak sie czepili tego bawidamka. bez znaczenia w tej
                          > hist(e)rii,
                          > slowo jak slowo. zupelnie neutralne.

                          >

                          powody są Minnie 2 i całkiem odmiennesmile jeden to niechęć do mnie i czepianie się czegokolwiek byle się czepićsmile - do tyczy się pewnej grupy. A drugi to taki, że jeśli coś jest dłuższe niż 3 proste zdania, to części nie chce się czytać więcej i odpowiada na pierwsze 3 zdaniasmile
                  • ines.de Re: Maju, ja źle kobiecie nie życzę 17.04.14, 20:11
                    nie szkoda Ci zycia na wypisywane tutaj tych Twoich historii? przeciez to w cholere czasu zajmuje, te dlugasne, szczegolowe opisy, brakuje tylko opisu przyrody + info o pogodzie. Moglas jeszcze tutaj wyzej zorbic drzewka do zdan big_grin
                    plus jeden wielki chaos i platanie sie w 'zeznaniach'
    • znana.jako.ggigus historia czysto maglowa 20.04.14, 14:48

      • ach_dama_byc_z_kanady Re: historia czysto maglowa 20.04.14, 22:55
        znana.jako.ggigus napisała:
        historia czysto maglowa

        hm. nie bywam w maglu, wiec nie mialam o tym pojecia..

        Minnie
        • ines.de Re: historia czysto maglowa 20.04.14, 23:50
          to juz wiesz smile
        • znana.jako.ggigus magiel to w potocznej polszczyźnie 27.04.14, 13:00
          okreżlenia na takie historie. Jedna pani powiedziała, że, na to druga pani, zainteresowana tym panem. A trzecia pani i tak w kółko można, siedząc w maglu.
          W maglu, do ktąrego swego czasu chodziłam, pracowali b. ładni, mili i uczynni chłopcy, synowie właścicielki. Jest to więc określenie metaforyczne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka