kora3
15.04.14, 09:29
Przepraszam - temat nie jest zgodny całkiem z tematyką forum, ale musze, po prostu muszę z kimś o tym pogadać, a z odroczeniem nie mogę, bo siłą rzeczy ludzie będą wiedzieć o kogo chodzi.
Otóż - jakiś czas temu będąc ze znajomą w kawiarni spotkałam tam mężczyznę, którego b. przelotnie znam. Od razu podkreśle, że znajomośc z panem jest rodzaju "znajomy znajomych", a widywałam go we wspomnianym gronie znajomych właśnie, albo przypadkowo spotkawszy. Zawsze był dla mnie normalnie miły, nigdy mnie jak to mówią nie podrywał. Dodam, że pracuje on w jednej "firmie" z moim partnerem, ale nie wiem nawet, czy się osobiście znają.
Tak czy owak pan się wówczas do nas dosiadł i spodobał owej znajomej. Pytała mnie o niego i powiedziałam jej wszystko co wiem. A wiem niewiele: gdzie pracuje, że jest z kims związany, no i ze jest "bawidamkiem". To ostanie nie było złośliwe - gość się tak zachowuje.
Odradzałam kobiecie poważne traktowanie gościa, właśnie z powodu tego, ze jest z kimś związany i jest wspomnianym "bawidamkiem". Jednak wspomniana znajoma wdała się w bliższą zażyłość z tym człowiekiem, o czym wiedziałam od niej, bo mi się z tego zwierzała.
Jak tłumaczyła pan chce zakończyć swój dotychczasowy związek (nieformalny, długotrwały), by być z nią.
Niedawno ta zażyłość się skończyła. Z relacji znajomej wynika, że mężczyzna ten oznajmił jej, iż to dlatego, że ta ich znajomośc wyszła na jaw, rzekomo dlatego, że znajoma miała o niej opowiadać osobom trzecim. Nie wiem komu jeszcze opowiadała poza mną o tej znajomości. Ja w każdym razie nikomu nie wspominałam o tym, o czym ona mi mówila.
Wczoraj ta kobieta zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ma informacje, jakobym ja miała w ostatnim okresie spotkać się kilkakrotnie z tym meżczyzną. Podala miejsce, gdzie miałoby to być (ja tam bywam często, tego gościa nigdy tam nie widziałam). Tymczasem ja nie spotkałam tego gościa ostatnio wcale, nigdzie. Ostatnio zamieniłam z nim kilka słów wówczas, gdy oni się poznali. Widziałam go za to jakiś miesiąc temu, jak szedł chodnikiem z jakimś gościem. Ja jechałam samochodem - skinął mi głową na powitanie, ja odpowiedziałam tym samym. O tym, ze widziałam go na ulicy powiedziałam znajomej.
Teraz ta kobieta wydzwaniała do mnie pół wieczoru twierdząc, że zmarnowałam jej jej związek i byłam wobec niej nielojalna. To nie nieprawda - ani nie widywałam się z tym człowiekiem, ani z nikim o jej z nim relacji nie rozmawiałam. Dodam, że znajoma owszem jest drażliwa, ale nie sadziłam, ze az tak. Wpadła po prostu w jakąs furię. Nie chciała mi powiedzieć kto jej naopowiadał tych bzdur, jakobym się z tym goście spotkała.
Niemniej to do tej kobiety nie dociera. Płacze, krzyczy, zapowiada samobójstwo.
Zupełnie nie wiem jak zareagować. Odbieram jej telefony w nadziei, że sprawa się wyjaśniła i dzwoni żeby mnie przeprosić, ale nie - nadal ma te wariackie ataki.
Z gościem się teoretycznie mogę skontaktować (nie mam doń nr komórki, ale wiem gdzie pracuje, wiec bez trudu mogłabym ustalić stacjonarny numer doń), ale nie widzę sensu, tym bardziej, ze naprawdę nie znamy się dobrze. Usiłowałam spokojnie wytłumaczyć tej kobiecie, że nie mam nic wpólnego z tym, o czym mówi, ale nie reaguje.
Poradźcie mi cos, bo ja naprawdę zwariuję od tych jej płaczów.
PS. Ci, którzy chcieliby napisac, że "może coś tam jednak było na rzeczy" mogą sobie darować. Nic nie było, nie wiem skąd te insynuację. Mogę kobiecie przedstawić świadków, którzy potwierdza, że ten gość we wspomnianym miejscu nie bywa, a już tym bardziej w moim towarzystwie go tam nie było.