Ciekawa jestem Waszego zdania (i ewentualnych pomysłów) na temat następującej sytuacji: znajomy ma ok. 1,5 roczne dziecko, które często zabiera na spacery, także solo (czyli sam, bez mamy dziecka). Podczas tych spacerów przychodzi w różne miejsca, gdzie ma nadzieję (uzasadnioną) spotkać grono swoich kolegów i koleżanek. Np. do kawiarnianych ogródków.
Uprzedzając - nie są to jakieś speluny, gdzie dziecku cokolwiek łącznie z wysłuchiwaniem wulgaryzmów groziłoby - żeby jasność była.
Ludzie z tego towarzystwa w większości mają dzieci, acz nie tak małe, jak ten pan, ale nie zabierają ich specjalnie na spotkania z resztą. Jeśli komuś zdarza się przypadkiem spotkać znajomych w kawiarnianym ogródku idąc z dzieckiem/dziećmi, to na ogół zamieni kilka słów i idzie dalej, a nie rozsiada się z dzieciakami. Ten pan nie kryje, że przychodzi podczas spaceru z dzieckiem specjalnie, by się z resztą spotkać.
Moim (i nie tylko moim) zdaniem nie jest to właściwe zachowanie, bo siłą rzeczy dziecko absorbuje innych, trzeba uważać na głośniejsze rozmowy, czy śmiech, gdy zaśnie, nie można w pobliżu palić itd. Kilka razy parę osób starało się zwrócić panu delikatnie uwagę np. mówiąc, że kawiarniany/piwny ogródek to może niekoniecznie miejsce dobre dla dziecka, ale pan chyba nie zrozumiał intencji

, bo podkreślał, że jako ojciec wie, że dziecku to nie zaszkodzi.
No i pewnie nie zaszkodzi, ale nam się odechciało "imprezować" z malcem. Jak wspomniałam - co innego, gdyby pan przechodząc obok przypadkiem nas spotkał, na chwilkę się dosiadł z dzieckiem, albo gość był w jakiejś awaryjnej sytuacji, że zobaczyć się z nami musi w jakiejś sprawie, a dziecka nie ma z kim zostawić, ale on po prostu specjalnie z nim przychodzi. Ostatnio jedna z pań zazartowała, że może umówimy się wszyscy na placu zabaw, ale do pana nadal nie dotarło...
Jak wg Was kulturalnie, ale jasno i klarownie dać gościowi do zrozumienia, że jego przychodzenie do towarzystwa z dzieckiem jest dla nas uciążliwe?