kora3
30.07.14, 15:44
Jeden z pacjentów lekarza - specjalisty podczas badania go poczuł od medyka woń alkoholu. Zachowanie lekarza także wskazywało, że znajduje się on pod wpływem. Po wyjściu z gabinetu pacjent zawiadomił policję, że lekarz przyjmuje pijany.
Nie ronił z tego tajemnicy, w poczekalni oczekiwał na przyjazd policjantów. W tym czasie lekarz przyjał kolejną osobę. Oczekujący na swoją kolej pacjenci zaczeli robić mężczyźnie wyrzuty, że przez jego "przewrażliwienie" nie zostaną przyjęci być może, a o ile to z opóźnieniem.
Gdy po przyjeździe policji okazało się, że lekarz jest kompletnie pijany i pojedzie z policjantami, niektórzy pacjenci omal nie zlinczowali tego, który zawiadomił policje o opilstwie medyka. Twierdzili, że wtrącił się niepotrzebnie w nieswoje sprawy, bo być może innym nie przeszkadzałby stan lekarza, a przecież on sam już wizytę odbył. Obwinili gościa za to, że teraz Bóg wie jak długo będą czekać na następny termin wizyty u specjalisty, a też nie wiadomo, czy ten konkretny, cieszący się dobrą opinią lekarz będzie nadal przyjmował i kiedy.
Czy Waszym zdaniem mężczyzna faktycznie powinien odpuścić sobie zawiadamianie policji, a jeśli nie, to czy może powinien poczekać, aż pijany medyk przyjmie wszystkich i dopiero wówczas zadzwonić po policję? Pytanie oczywiście w kontekście nie moralnym, a w kontekście "wtrącania się do spraw innych"