Narzekacie na brak wątków ....
Od razu pragnę nadmienić, że nie jestem żadną z postaci opisanych poniżej, ludzi tych nawet nie znam, a historie znam z wysłuchania od osoby także nie będąca żadną z postaci głownych, ale znajacą te postaci. Tyle tytułem wstepu.
Towarzystwo mieszanie około 30+. Pojawia się w nim pan i zaczyna adorowac jedną z pań. Pani z nim flirtuje, ale gdy pan przechodzi do deklaracji (zakochał się, chciałby stworzyć związek) pani grzecznie odmawia. Naciskana przez pana podaje przyczyny - sa one w moim odczuciu obiektywne i w zaden sposob panu nie uwlaczające. Pan jednak zraniony najwyraźniej do głebi nie umie z klasą podejsc do tematu

M.in. wyżala się na panią róznym znajomym, że dawała mu nadzieję, że nie chce go z egoistycznych powodów itd. Wiadomo, że reszta towarzystwa ocenia zachowanie pana źle i stara się unikac takich hmm rozmów, a w efekcie i jego.
Nie jest to trudne tym bardziej, ze wszak to pan dołączył ze tak powiem do tego towarzystwa nie tak dawno.
Pan jednak nie odpuszcza i chcąc chyba miec jakiś kontakt ze sprawami pani pojawia się czeesto u jej bliskiej kolezanki w pracy. Praca jest takiego rodzaju, że pojawic się moze każdy i przebywać, więc ...
Nie w tym jednak rzecz ...A w tym, że owa kolezanka nie informowała pani o tym fakcie. Powiedziała jej dopiero wówczas, gdy inna znajoma osoba po prostu widziała tego pana u tamtej w pracy podczas rozmowy. Najwyraźniej kolezanka miala podejrzenie, że ta znajoma osoba moze powiedzieć o tym pani, więc niejako sama sie "przyznała".
Pani od kolezanki nie wymagala, zeby się przestała odzywac do pana po tym, jak narobił młodzieżowo mówiąc "siary", tym bardziej że jako pracownica nie mogła go ignorować. Niemniej zrobiło się jej bardzo nieprzyjemnie, że kolezanka ukrywała przed nią kontakty z panem. Kolezanka się zarzeka, ze na temat pani z panem nie rozmawia. To znaczy - pan chce rozmawiac, dopytuje, ale ona to ucina i rozmawiają na tematy neutralne.
Niby ok, ale moim zdaniem ukrywanie tego, ze się spotykają w miare czesto było nie fair wobec bliskiej kolezanki, której narobił kłopotu i wstydu. Przyznam się, że gdyby to MOJEJ kolezance bliskiej chłop takiej "siary" narobił, to przestałabym uznawać go za znajomego i zwyczajnie nawet powiedziała - dlaczego.
Ale Ok - tak kolezanka uwaza, że jest jej go szkoda, bo on się naprawdę zaangazował itd.
Nie rozumiem jednak dlaczego ukrywała to przed panią. Sorry, ale mnie to kojarzy się z jakimś spiskowaniem z panem. Cóż za problem bowiem byłoby nie majac nic na sumieniu powiedzieć: "Był u mnie w pracy X. Chciał pogadać o Tobie, ale powiedziałam mu,że na ten temat nie bedziemy rozmawiac. Przyjąl do wiadomosci i tak gadalismy z godzinę potem o niczym"?
Uwazacie, ze ta kolezanka postąpiła fair i zgodnie z SV wobec pani?