Dodaj do ulubionych

Sytuacja towarzyska

20.01.16, 11:11
Narzekacie na brak wątków ....smile

Od razu pragnę nadmienić, że nie jestem żadną z postaci opisanych poniżej, ludzi tych nawet nie znam, a historie znam z wysłuchania od osoby także nie będąca żadną z postaci głownych, ale znajacą te postaci. Tyle tytułem wstepu.

Towarzystwo mieszanie około 30+. Pojawia się w nim pan i zaczyna adorowac jedną z pań. Pani z nim flirtuje, ale gdy pan przechodzi do deklaracji (zakochał się, chciałby stworzyć związek) pani grzecznie odmawia. Naciskana przez pana podaje przyczyny - sa one w moim odczuciu obiektywne i w zaden sposob panu nie uwlaczające. Pan jednak zraniony najwyraźniej do głebi nie umie z klasą podejsc do tematusad M.in. wyżala się na panią róznym znajomym, że dawała mu nadzieję, że nie chce go z egoistycznych powodów itd. Wiadomo, że reszta towarzystwa ocenia zachowanie pana źle i stara się unikac takich hmm rozmów, a w efekcie i jego.
Nie jest to trudne tym bardziej, ze wszak to pan dołączył ze tak powiem do tego towarzystwa nie tak dawno.
Pan jednak nie odpuszcza i chcąc chyba miec jakiś kontakt ze sprawami pani pojawia się czeesto u jej bliskiej kolezanki w pracy. Praca jest takiego rodzaju, że pojawic się moze każdy i przebywać, więc ...
Nie w tym jednak rzecz ...A w tym, że owa kolezanka nie informowała pani o tym fakcie. Powiedziała jej dopiero wówczas, gdy inna znajoma osoba po prostu widziała tego pana u tamtej w pracy podczas rozmowy. Najwyraźniej kolezanka miala podejrzenie, że ta znajoma osoba moze powiedzieć o tym pani, więc niejako sama sie "przyznała".
Pani od kolezanki nie wymagala, zeby się przestała odzywac do pana po tym, jak narobił młodzieżowo mówiąc "siary", tym bardziej że jako pracownica nie mogła go ignorować. Niemniej zrobiło się jej bardzo nieprzyjemnie, że kolezanka ukrywała przed nią kontakty z panem. Kolezanka się zarzeka, ze na temat pani z panem nie rozmawia. To znaczy - pan chce rozmawiac, dopytuje, ale ona to ucina i rozmawiają na tematy neutralne.
Niby ok, ale moim zdaniem ukrywanie tego, ze się spotykają w miare czesto było nie fair wobec bliskiej kolezanki, której narobił kłopotu i wstydu. Przyznam się, że gdyby to MOJEJ kolezance bliskiej chłop takiej "siary" narobił, to przestałabym uznawać go za znajomego i zwyczajnie nawet powiedziała - dlaczego.
Ale Ok - tak kolezanka uwaza, że jest jej go szkoda, bo on się naprawdę zaangazował itd.
Nie rozumiem jednak dlaczego ukrywała to przed panią. Sorry, ale mnie to kojarzy się z jakimś spiskowaniem z panem. Cóż za problem bowiem byłoby nie majac nic na sumieniu powiedzieć: "Był u mnie w pracy X. Chciał pogadać o Tobie, ale powiedziałam mu,że na ten temat nie bedziemy rozmawiac. Przyjąl do wiadomosci i tak gadalismy z godzinę potem o niczym"?

Uwazacie, ze ta kolezanka postąpiła fair i zgodnie z SV wobec pani?
Obserwuj wątek
    • vilez Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 11:20
      Moim zdaniem to nie jest sytuacja towarzyska, ino pracowa. Pan nękacz nęka ową koleżankę w pracy, a pani koleżanka nie potrafi się w tym zachować. Powinna zgłosić odpowiednim służbom w pracy, przedtem zapowiedziawszy Panu, że nie ma zgody na nękanie.
      Pan zresztą nęka obie panie, nie tylko jedną. Obie sobie z tym nie radzą, na moje.
      To nie jest kwestia Sv tylko braku świadomości w społeczeństwie, jak sobie radzić z nękaczami. A brak dlatego, że nie było jeszcze do niedawna regulacji prawnych. Nie było regulacji, bo nie było świadomości (jajko czy kura wink )
      W każdym razie- pana należy pogonić ostro i z ewentualnymi konsekwencjami. Prawnymi.
      • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 11:25
        Vilez, jak mówię nie znam ludzi, więc nie wiem, czy ta kolezanka odbiera zachowanie pana jako nękanie jej. Moim zdaniem - nie. Gdyby tak odbierała zwyczajnie by z num nie rozmawiała. Może przecież po prostu powiedzieć "Wybacz, nie mam czasu na gadkę, w pracy jestem". Pan sobie moze tam przebywać, ale kolezanka nie musi ze tak powiem dotrzymywać mu towarzystwa. Skoro to robi to najwyraźniej CHCE.
    • koronka2012 Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 11:59
      Nie widzę tu ukrywania - w sensie, że koleżanka nie ma żadnego obowiązku wszem i wobec ogłaszać, że X był u niej w pracy i rozmawiali, a tym bardziej o czym. Nie jest to ani oszustwo ani zachowanie z gatunku "nie fair". Facet się zakochał, zachował się głupio - ale nie w sposób, który usprawiedliwiałby towarzyski ostracyzm. Nie oszukał nikogo, nikomu nie zrobił tym krzywdy itd. W końcu czemu lekki dyskomfort pani miałby robić na otoczeniu większe wrażenie niż jego złamane serce? tongue_out

      Teorie o spiskowaniu... hmmm, no cóż - świadczą o totalnie egocentrycznym podejściu, które jest poza SV i kojarzy się raczej z 13-latką. Naprawdę nie cały świat kręci sie wokół tej pani... i to ona postępuje nie fair i niezgodnie z SV wyrażając pretensje wobec koleżanki, czy oczekując wyjaśnień.
      • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 12:14
        Koronko smile z oczywistych przyczyn pominełam znane mi (fakt z drugiej ręki, ale pewnej) szczegóły dotyczące zachowania pana wobec pani po zaliczeniu przeze kosza. Znając je nie dziwię się wcale ostracyzmowi, z jakim się spotkał. Jak napisałam - gdyby ktoś tak się zachował wobec bliskiej mi osoby nie chciałabym go znac, a gdyby wobec niebliskiej - to takze. Po prostu nie czuję potrzeby posiadania w otoczeniu chamów i histeryków. Dla mnie na poziomie 13- latka jest ten pan.

        Niemniej owa pani z tego co wiem od nikogo nie oczekiwała, żeby nie zadawał się z panem. Luydzie z jej otoczenia SAMI tak zdecydowali, do czego - przyznasz - mają prawo. Szczególnie, że idzie o osobę w postaci pani znaną im i lubianą od lat oraz chłopa, którego poznali pare miesiecy temu rapyem i hmm dał się poznac z tak "pieknej" strony.

        Pani jedynie prosiła, żeby nie rozmawiać z panem o niej - jakie ma plany, gdzie sie wybiera itd. Nie wydaje mi się taka prośba dziwna w stosunku do dobrych znajomych.

        Natomiast zachowanie tej kolezanki jest dla mnie o tyle dziwne, że własnie ukrywała fakt idwiedzin pana w jej pracy. Wnosze z tego, że gdy znajoma obu paniom osoba przypadkiem go w jej pracy z nią widziala zadzwoniła do pani i powiedziała jej, że pan ją w pracy odwiedził juz kilkanascie razy. Skoro nie miała niczego "na sumieniu" i nie uwazała tego za nie ten smile, to dlaczego ochoczo "przyznała" się widziana?
        Przyznam się , ze ja - gdyby szło o bliską mi osobę w takiej sytuacji powiedzialabym kolezance: Słuchaj, X do mnie przychodzi do pracy, zagaduje o Ciebie, ale odmawiam kontynuowania tematu i gadamy na tematy neutralne" - na przykład. Gdyby szło o niebliską mi osobę - niekoniecznie mowiłabym, ze typ mnie 'nawiedza", ale gdyby mnie ktos z nim widział nie uwazałabym, że muszę TERAZ zawiadomic te osobę. Owszem, gdyby mnie ta osoba zapytała, czy przychodzi - powiedzialabym pradę.
        • koronka2012 Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 12:33
          Z tego co piszesz, nie wynika, żeby koleżanka nie dostosowała się do prośby. Pani nie ma żadnych podstaw, aby mieć do niej o cokolwiek pretensje. Nie widzę tu "ukrywania", nie widzę złej woli - koleżanka mogła, ale nie musiała informowac pani o wizytach z bardzo wielu powodów niezwiązanych z tym, że ma coś na sumieniu. To raczej ty/wy snujecie jakieś nadmiarowe projekcje odnośnie całej tej sytuacji i ta podejrzliwość wydaje mi się mocno nie na miejscu.

          P.S. nie powiedziałam przyjaciółce o spotkaniu z jej eksem (też w typie nękacza) i tym co wygadywał. Uznałam, że ta wiedza jest jej najdoskonalej zbędna i nie ma powodu podnosić jej ciśnienia. Ot, i cała tajemnica. Gdyby miało to szanse do niej dotrzeć - uznałabym że TERAZ nie mam wyjścia i powiedzieć muszę, choć chętnie zaoszczędziłabym jej stresu.
          • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 12:53
            Wiesz Koronko, ja nie mam do tej sytuacji żadnego stosunku poza zdaniem osoby calkowicie postronnej, wszak ja tych ludzi nie znam smile
            Po prostu oceniam sytuację ze swego punktu widzenia "stawiając się" w sytuacji zarówno pani jak i jej BLISKIEJ kolezanki.
            Bedąc panią nie wymagalabym by bliscyu mi ludzie całkowicie zerwali kontaktu z panem, ALE zwazywszy na to co by mi nawyprawiał dałoby mi do myslenia to, że ktoś z mojego otoczenia chce utrzymywac z nim regularne kontakty.
            Dałoby mi do myslenia tym bardziej, gdyby te kontakty przede mną ukrywał i poinformował mnie o nich dopiero wówczas, gdy z innego źródla mogłabym się o nich dowiedzieć.
            A dałoby mi do myslenia dlatego, że z kolei będac na miejscu tej kolezanki ja sama nie uwazałabym za stosowne przemilczeć tego faktu, bo i dlaczego....

            I tu płynnie hehe przechodzimy do Twej sytuacji z przyjaciółka. Nie chciałas narażac jej na stres - rozumiem... Tyle, ze jak zrozumiałam spotkanie z jej eksem miało charakter jednorazowy. Wątpię, byś przemilczała sprawę, gdyby szło o kontakty z nim i rozmowy powtarzające się systematycznie.
            Nie wiem czy Ty jej eksa spotkałas przypadkowo, czy też zgodziłas sie z nim spotkać umowiona. Jesli przypadkowo i raz tak było, to faktycznie dobrze zrobiłas przemilczając sprawę. jesli się umowiłaś, to po mojemu smile - no ja stawiałabym przyjaciółkę przed jej eksem - ale nie znam sprawy, wiec ...

            Tu sytuacja jest nieco inna - tam gdzie pracuje kolezanka moze przyjśc każdy, jako klient. Kolezanka nie ma obowiazku klientom, takze znajomym jej blizej dotrzymywac towarzystwa, ale nie ma też zakazu dotrzymywania o ile nie koliduje ono z jej obowiazkami. Zatem gdyby owa kolezanka nie chciała rozwijać z gosciem tematu mogła bezkolizyjnie powiedzieć "Przepraszam, miłego dnia, ale nie mam czasu z Tobą posiedziec" i cześc. Tak postępuje inna kolezanka tej pani - włascicielka pubu czesto sama stojaca za barem "A cześć cześc. Co podać? Proszę, cena bez zmian..." Pan tam czasem siada przy barze i usiłuje nawiązać z wlascicielką rozmowę "Co słychać? Y tu nadal bywa?" - "A dziękuję, po staremu. No sporo stałych bywalcow bywa. Przepraszam, mam robotę muszę raport zrobić/ szkło pomyć/przygotować coś tam"
            • koronka2012 Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 18:41
              Koro, nawet gdybym wpadała na jej eksa systematycznie (w sytuacji podobnej do opisywanej, czyli bez własnej inicjatywy) - TYM BARDZIEJ nie chciałabym jej o tym mówić.

              Uważam, że przekazywanie takich informacji niepotrzebnie nakręca główną zainteresowaną, skłania do myślenia o natręcie, nie pozwala zapomnieć etc. Pani z przykładu chce zamknąć ten rozdział życia - informowanie jej że facet nadal snuje się po jego obrzeżach w tym zamknięciu przeszkadza.
              • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 21.01.16, 08:16
                Koronko - widzę to nieco inaczej. A to dlatego, ze juz kilka razy miałam stycznośc ze sprawami takich "natretów" z przyczyn róznych nekających rózne osoby.
                Owszem o takim epizodzie, jak namolny gośc, którry hehe zakochał się po paru kawach i nie rozumiał, ze jest infantylny, warto jak najszybciej zapomnieć. ALE optymalnie jest , gdy taki ktoś też "popłacze" i zapomni. Jeśli nie, to dla obiektu jego zainteresowania lepiej wiedzieć, ze nie odpuścił. Bo mozna byc przygotowanym na to, ze cos jeszcze "wymyśli". Ludzie mają nie tylko przeciez zycie towarzyskie, ale także zawodowe i taki nekacz i tam moze próbowac bruździć.
      • milamala Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 23:31
        cyt.
        "Skoro nie miała niczego "na sumieniu" i nie uwazała tego za nie ten smile, to dlaczego ochoczo "przyznała" się widziana? "

        To, ze sie 'przyznala" to nie znaczy, ze ma co na sumieniu. Mogla sie "przyznac"maja swiadomosc, ze bywaja tacy w jej otoczeniu, ktorzy snuja spiskowe teorie i choc ona sama nie ma sobie nic do zarzucenia to znajdzie sie ten , kto rzuci w nia kamieniem. I to moze byc wszystko w sprawie.
        • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 21.01.16, 08:44
          Milamalu -ale to własnie nie jest zrozumiałe. te panią w pracy bezkolizyjnie odwiedzić moze kazdy znajomy. Moze ona miec czas na posiedzenie z nim, albo nie. Nie majac chęci moze wymówic się brakiem czasu, ale przecież chęć moze mieć.
          Pomijając już fakt, że ja nie przestawałabym z osoba, która tak się zachowała wobec kogokolwiek, a juz szczególnie wobec bliskiejj mi osoby, nic w tym złego nie byłoby, że pan przyszedł, a pani z nim pogadała.
          Tylko, ze niestety ukrywała to przed swoją kolezanką, której wizyty pana NADAL dotyczą. To jest człowiek z opisu niezrównowazony i nieobliczalny sad Sądzę, że usiłuje wejśc w pseudokoleżeńską relację z ta kolezanką, by z tak powiem uspić czujnośc i dowiadywac sie czegos o obiekcie swych hmm uczuć. i tu jest sedno. Gdyby wpadał po pracy coś zjeść i przy okazji posiedział ze znajomą - ok, ale on przychodzi i za kazdym razem wypytuje o tamtą. A to czy tam bywa, a to gdzie byłą na Sylwestrze, a to czy wybiera się tu czy tam. Kolezanka deklaruje, ze za kazdym razem mówi, iz na jej temat nie bedzie gadać, ALE powinno ja zaniepokoic, ze typ pare miesiecy po temacie nadal doń powraca. Samo to nie jest normalne Milamalu. Tym bardziej nie ejst t normalne, że chodzi o pare, krtóra z sobą jedynie FLIRTOWALA, a nie np. taka. która była z sobą przykładowo 5 lat i się rozstała. Wtym przypadku takie zainteresowanie też byłoby objawem anormalnym, ale jeszcze jakoś wytłumaczalnym. Tu nie ...
    • mozambique Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 12:43
      jaka pani, jaka kolezanka, co to za bełkot ?
      • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 12:55
        Przykro, że nie potrafisz zrozumiec prostej sytuacji. No cóz znak czasów smile
    • vi_san Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 13:25
      Koleżanki bym się nie czepiała - skoro pan przychodzi "poniekąd" służbowo - to czemu miałaby informować główną bohaterkę? O każdym spotkaniu ze znajomymi informuje? Jeśli tak - to chora relacja. Ja, i owszem, pracowałam w tzw. "obsłudze klienta", ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy informować kogokolwiek "A wiesz, dziś rano obsługiwałam twoją siostrę/mamę/męża/szwagra". Choć, owszem, bywały takie sytuacje!
      A co do zachowania pana - głupie niemożebnie i "szczeniackie", tym bardziej, że w kręgu zasadniczo pani a nie jego przyjaciół. Ot, sytuacja, jaką miałam rodzinnie - żona mojego kuzyna zdradziła go, wyniosła się z domu i zamieszkała z kochankiem, po jakimś czasie kuzyn wniósł o rozwód, a jej się akurat odwidziało i chciała wrócić. I do mnie [krewnej rozwodzącego się męża!] pyskowała, jaki to on jest podły, jak to nie rozumie duszy kobiecej i jak to paskudnie nie chce z nią rozmawiać... Raz wyjaśniłam, że po pierwsze: nie on na kilka miesięcy zapomniał, że brał ślub i się wyprowadził, po drugie: jest moim krewnym i równocześnie bliskim mi przyjacielem, a po trzecie: swoje sprawy małżeńskie niech prostuje sama. Potem tylko odmawiałam rozmowy na temat, a w efekcie kobieta się na mnie obraziła. Nie cierpię z tego powodu.
      • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 13:33
        Wiesz, obsluga klienta to jednak inna sprawa. Ta kolezanka jest wsólwłaścicielką i jednocześnie menedżetrką pewnej restauracji. Dodam, ze pan ów wczesniej nim poznał te kolezankę, panią, która był zainteresowany oraz resztę tego towarzystwa tam nie bywał. Bywa tak, że ta kolezanka np. stanie na chwilę za barem, gdy barmanka ma przykladowo przerwę. i gdyby wówczas pan przyszedł, zamówił piwko, czy drinka, czy obiad zapytał kurtuazyjnie co słychać - to faktycznie nie ma o czym wspominac. Ale z relacji rzecz dzieje sie tak, że pan przychodzi i gdy nie widzi jej na sali to zapytuje "Dzień dobry, jest może pani Z?". Barman/ka informuje, ze jest załozmy i pan prosi poprosić. Więc proszą. No i pan z kolezanką siada na sali, zamaiwia cois i zabawia tam nawet po kilka godzin.
        Oczywiście kolezanka ma prawo z nim spedzać czas - to bezspornie, ale nie jest tak, ze nie ma innego wyjscia, ani, że go ze tak powiem obsługuje. Poza tym przyznała, ze za kazdym razem typ pyta o te pania, którą był zainteresowany. Ona ma ucinac te zapytania, ALE mimo wszystko moim zdaniem warto o tym bliska sobie pania poinformowac, bo to znaczy, ze mimo upływu czasu (kilka miesiecy) nie przeszło mu sad
        • vi_san Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 13:47
          A, to nieco zmienia postać rzeczy... W pierwszym poście można było odnieść inne wrażenie, czyli, że właśnie - pan przychodzi "ze swoją sprawą" a przy okazji pogada.
          Jeśli sytuacja ma się tak jak napisałaś teraz - to inna kwestia. Z tym, że też nie jednoznaczna... Bo może pani właścicielka knajpy się w panu durzy? I liczy na to, że okaże się "lekiem na całe zło"? Spędzania więc czasu bym się nie czepiała, koleżanka nie ma obowiązku "nie lubić" pana, który nadiablił jej koleżance. Natomiast że nie wspomniała? Może właśnie obawiała się, iż główna heroina narobi jej koło pióra towarzysko? Nie chciała się spotkać z ostracyzmem grupy, więc wolała nic nie mówić? A może owszem, kilka razy pan wypytywał o swoją Dulcyneę, ale potem zaczął rozmawiać normalnie z panią właścicielką knajpy i choć jeszcze sentyment do gorącego uczucia mu się telepie, to jednak coraz słabiej, a przychodzi dla przyjemności rozmowy z koleżanką?
        • koronka2012 Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 18:44
          Koro - znasz tak dokładnie przebieg spotkań, że zaczynam się zastanawiać kto tu jest stalkeremtongue_out
          Przepytałyście wszystkich, barmankę, kelnerki, wiecie o której przyszedł i wyszedł?
          • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 21.01.16, 08:19
            Matko, nie smile Te sytuacje przestawiła mi osoba znajaca wszystkie te postaci. A ja, jak to ja - dopytywałam. smile Własnie na takiej zasadzie - ale jak to przychodzi do pracy? nie przeszkadza to szefostwu? itd. Stąd znam te szczegóły. Osoba przedstawiająca mi sytuacje nie ma interesu w przedstawianiu jej inaczej niż jest faktycznie - ja nikogo z tych ludzi nie znam.
    • baba67 Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 13:47
      Nie rozumiem pretensji pani która odpaliła pana. pani się pan nie podobał, ok ale czy to znaczy ze wszystkim paniom zaprzyjaznionym musi się pan solidarnie nie podobac? I muszą się zwierzać pani z kontaktów z panem gęsto sie przy tym tłumacząc? A już jeśli coś tak sie romantycznie zadziej to obraza na całe życie. kobita ma na pewno równo pod kopuła ?
      • kora3 Vi i baba 20.01.16, 14:55
        Moje Panie - jak pisałam nie znam tych ludzi, to i ja na 100 proc. nie umiem nic powiedziec, ale ....cośpodobnego przyszło mi do głowy jak Wam, ze moze kolezanca cos z panem no czują mietę. Wyprowadzono mnie z błedu. Kolezanka jest osoba zamęzna szczesliwie i panem niezainteresowana w sposób damsko-meski. Co ciekawe - gdy pan jeszcze miał nadzieje na zawiaek z panią z tą kolezanką akurat towarzysko blisko nie byli. Osoby lepiej zorientwoane w sytuacji uwzają, ze pan tam chodzi na tzw. przeszpiegi. Prosto czegos siedowiedzieć o (nadal) obiekcie swych uczuć
        Do kogoś kto pracuje w aptece, czy przykładowo szkole do roboty się nie wbije bo jak smile A tu zwyczajnie moze, to wbija
    • milamala Re: Sytuacja towarzyska 20.01.16, 23:26
      Kolezanka wcale nie miala obowiazku nic mowic pani adorowanej, skoro o niej nic nie mowila, bo ucinala temat. Skoro nie bylo tematu (pomimo, ze pan chcial) to nie miala o czym mowic. Bo to, ze pan byl i probowal mowic o sprawie, ktora sie skonczyla zanim w ogole sie zaczela, to nie jest temat dla doroslych powaznych ludzi. Chyba, ze juz na prawde nie maja powazniejszych problemow na glowie.
      • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 21.01.16, 08:32
        Milamalu, gdybym ja miała adekwatną do tej pani sytuacje i wobec mnie tak zachowałby się jakiś odrzucony adorator oraz rzecz miałaby miejsce pare miesięcy temu i gość nadal by nie odpuszczał tylko usiłował o mnie wypytywać moich znajomych, to wolałabym o tym wiedziec.
        A to dlatego, że świadczyłoby to o tym, że pan nie tylko reaguje zbyt emocjonalnie na "teraz", ale najpradopodobniej ma obsesje na moim punkcie, albo inne zaburzenia i zwyczajnie tak czy siak moze być niebezpieczny sad
    • claratrueba Re: Sytuacja towarzyska 21.01.16, 07:08
      Koro to jest syt. z gat towarzyski konformizm czyli skoro panna nie chciała kawalera to nikt z towarzystwa ma się z nim nie spotykać. Fakt, ze pan owej siary narobił ma drugorzędne znaczenie, bo jakby mimo siary mu z panną wyszło to towarzystwo by go zaakceptowało na zasadzie narzeczonego panny i siarę by zapomniano szybko.
      Tymczasem ta druga pani widocznie widzi w nim osobę wartą kontaktu ale wobec bojkotu pana przez grupę woli o tym nie mówić. by nie być ocenianą jako "wyłamująca się".
      A tymczasem to niczyja sprawa z kim jakaś osoba z grupy spotyka się osobiście. I podejrzewam, że dawno nie chodzi o próbę nawiązania kontaktu z panną, która pana nie chciała, a te dwie osoby po prostu się polubiły.
      Czego grupa nie wybacza- "nie możesz lubić kogoś, kogo nie lubimy my".
      Na takiej samej zasadzie grupa znajomych pary, która się rozstała/rozwiodła utrzymuje kontakty jawne z tą stroną, która jest "bardziej swoja" a z kontaktów z drugą strona sie nie zwierza albo ich nie utrzymuje nawet jeśli jest to osoba warta kontaktu. Bo nie należy się wyłamywać.
      To nie ma nic wspólnego z s-v to zwykłe zachowanie stadne. Ktoś chce mu się poddawać, ktoś nie.
      Na podobnej zasadzie utrzymuję kontakty z byłym mężem mojej koleżanki choć jej oczywiście to się nie podoba- bo jak ona uważa go za wroga to i cały świat powinien. A ja nie uważam go za wroga a fajnego kolegę i to, że małżeństwo im nie wyszło to nie jest moja sprawa i w ogóle mnie nie dotyczy.
      • kora3 Claro 21.01.16, 08:29
        Chyba każdy z nas tu taki apel kiedyś hehe wystosowałsmile Apel o uwazne czytaniesmile
        Pani nie wymagała i nie oczekiwała od nikogo z towarzystwa, by z panem zrywał kontakty. Oczekiwała tylko, ze nie beda z nim rozmawiać ludzie na JEJ temat. Z tego co wiem pan przez pewnien czas poruszyć usiłował z tymi osobami TYLKO ten temat, a ze zachował się wobec pani publicznie bardzo, ale to bardzo poza SV - nic dziwnego, że ludzie sobie odpuścili znajomość z nim, tym bardziej, że była krótka.
        Moze się i te osoby polubiły Claro, nikt nie miałby nic naprzeciw. Niemniej ta kolezanka przyznała, ze za kazdym razem, gdy pan się pojawia u niej w pracy usiłuje nawiązać rozmowe o wczesniej adorowanej pani - zatem nieprawdą jest, że te wizyty pana z tamta panią juz nic współnego nie mają.
        • claratrueba Re: Claro 21.01.16, 09:42
          No bo chyba nie mają skoro cyt. Twój pierwszy wpis: "Kolezanka się zarzeka, ze na temat pani z panem nie rozmawia. To znaczy - pan chce rozmawiac, dopytuje, ale ona to ucina i rozmawiają na tematy neutralne."
          Koro, to dokładnie syt. mojego kolegi, którego autentyczna i nieodwzajemniona miłość do pewnej osoby skłaniała go do codziennego odwiedzania mnie w celu chociażby usłyszenia jednego słowa o tej pani, były to desperackie próby by za moja pomocą choć na chwile znaleźć się w jej pobliżu. I tak jak ta pani-koleżanka z Twojego wpisu- ucinałam to i godzinami rozmawialiśmy o książkach i historii. Po co? Żeby nie bolało go to, co boli tak bardzo -bycie niekochanym przez kogoś kogo się kocha na umór, żeby oderwać się od tej nieszczęśliwej miłości. Brakuje mi tych rozmów teraz, bo były naprawdę interesujące, a okazja jest rzadko.
          Z tego bólu ów pan nie raz powiedział o swoim obiekcie uczuć słowa okropne -takie jakie z bólu się mówi. Szczególnie kiedy serce każe w neutralnym geście widzieć nadzieję. Choć ta pani z nim nie flirtowała, nie każdy lubi się bawić cudzym uczuciem.Tylko, że towarzystwo ucinało te słowa lub traktowało jako wyraz cierpienia, który rzadko jest ładny, miły itd. Zresztą nie traktowało poważnie ani tych słów ani jego, bo przecież to niemodne tak się zakochać, głupie. Dobre to było u Mickiewicza czy Goethego ale "my, z drugiej połowy XX wieku"?- przecież jesteśmy bohaterami właśnie tego wiersza!
          To historia sprzed lat. Pan mówi już o tej pani wyłącznie bardzo dobrze (też nie ma racji). Po prostu- już jej dawno nie kocha.

          • kora3 Re: Claro 21.01.16, 10:03
            Claro, możesz sobie mnie uznac za kobiete bez serca smile Wolę być uznawana za kogoś bez serca, a nie bez mózgusmile
            Owszem, rozumiem, ze ktos sie moze zakochać, wyobraź sobie. ALE uwazam, że dorosły czlowiek, normalny potrafi wziąć na klate, ze ktoś nie zywi doń porownywalnych uczuć.
            Co do "zabawy cudzym kosztem" - chyba inaczej pojmujemy to pojeciesmile
            Dla mnie taką "zabawą" byłoby swiadome wprowadzanie kogos w blad co do swych uczuć i intencji w celu np. uzyskania korzyści (wszelkiej masci), albo własnie dla zabawy, żeby zobaczyć co zrobi.
            Flirtowania z kims nie uwazam za taką zabawę, tym bardziej w towarzystwie ludzi 30 +. Owszem noirmalny nastolatek MOZE neiwłasciwie odczytać sygnały, ale gość 30+ juz nie powinien i jesli odczytuje, to tylko i wyłacznie jego wina.
            Oczywiscie, takie gorące uczucie bez pokrycia zadnego moze kogosik w dzisieszych czasach hehe zachwycać, nie wątpię. Ale jesli weźmie się pod uwagę,m ze po "koszu" przejawami tych uczuć jest obgadywanie, sledzenie, a nawet publiczne "zmieszanie z błotem", to zachwyt powinien być chyba mniejszy moim zdaniem.
            Gośc sobie sam nagrabił Claro. Z tego co wiem pani po jego deklaracjach powiedziała szczerze ze nie ma opcji, dociskana powiedziala dlaczego (obiektywne jak dla mnie przyczyny) i zadeklarowała, że moga być kolegami. Skoro gosciowi tak zalezało, żeby ja widywać bodaj, to nie powinien robić "siary", tylko własnie po kolezeńsku ja spotykac.

            Co natomiast do wspierania takiej osoby. Hmmm gdyby ktos kogo spotkało takie obsesyjne uczucie był osobą mi bliską naturalnie, ze wspieralabym go. Ale przede wszystkim w taki sposób, zeby mu wybic z głowy durne uczucie bez szans.

            Natomiast jesli chodzi o rozmowy na temat obiektu uczuć.....Przypomniała mi się sprawa, którą opisywałam dawno temu, jako jedna z pierwszych poważnych w mym zawodzie. Chłopak spotykał się z dziewczyną, zerwała. No i dostał obłedu. Śledził ją, nekał. Dziewczyna zmieniła miejsce zamieszkania, przeniosła się na studia gdzie indziej. Chłopak miał kontakt z jej przyjaciółka, sporadyczny. A przyjaciółka miała z nią. Kiedyś, po jakims roku od rozstania "przypadkiem" wpadł na te przyjaciółkę i zagadnął ot tak o daną miłośc. I przyjaciółka też ot tak wspomniała, że ta się wybiera w te rejony i mają się spotkac. Niestety juz się nie spotkały, bo chłopak swą wielką miłosc zabił. Biegli uznali, ze działał mając czesciow zmniejszoną poczytalnośc, cierpiał na obsesje na punkcie dziewczyny. Po roku od rozstania mial caly pokój wytapetowany jej zdjęciami, swą nową dziewczyne (tak, miał takową) skonił do przefarbowania włosow i zmiane fryzury na zblizona do tamtej, sposobu ubierania się itd. Proces odbył sie juz czas jakis po smuierci panny, a ta przyjaciółka była na leczeniu psychiatrycznym, w sądzie bardzo płakała, nie umiała sobie wybaczyć, ze wtedy powiedziala ze ona bedzie i gdzie. A przeciez nie przyszło jej do głowy, że tamtem pójdzie zabić sad W takich sytuacjach trzeba byc ostroznym, szczególnie, gdy się kogoś dobrze nie zna.
            • claratrueba Koro 21.01.16, 11:25
              To jest element głębszego problemu, tym razem związanego z s-v, że kompletnie nie umiemy -bo nie uczy nas tego nikt- jak zachowywać się w syt. związanej z uczuciami.
              Skutkiem tego ci ludzie 30+ zachowują się jak w "wieku pryszczatym". Zachowanie owego pana to mniej więcej to, co "mi zrobił" kolega z drużyny pływackiej. Juniorskiej. Bo uczenie, że nigdy nie mówi się źle o damie, a najlepiej w ogóle nie mówić o innych to nikt nie uczy. Zdaje się, że w modzie jest wręcz przeciwnie.
              Obecnie tak zachowują się stare byki płci obojga, przy czym jak tutaj pojawią się wpisy pań, które się zaangażowały uczuciowo a pan traktował znajomość lekko a nie "rozwojowo" to nawet nie muszą (choć czasem robią) obrzucać go błotem, bo uczestniczki forum zrobią to z pełnym zaangażowaniem. Choć akurat nie Ty i ja.
              Z tego, co piszesz, to, że towarzystwo nie chce mieć z panem nic wspólnego jest zrozumiałe. natomiast to, że towarzystwo oczekuje solidarnego bojkotu od tej jednej pani to jest owego towarzystwa nadużycie. Ona ma prawo mieć zrozumienie i wybaczenie dla jego zachowania. Nie musi w imię solidarności karać go za coś, czego nie zrobił jej. Nawet jeśli to ocenia negatywnie. Może uważać ten kontakt za ciekawy, wartościowy zupełnie poza tematyką jego relacji z panią-która-go- nie-chciała (co czasem jest definicją słowa na "k"). Są inne tematy.
              Dokładnie na takiej samej zasadzie uważam za zupełnie normalne, że część mojego towarzystwa nadal utrzymuje kontakty z osobą, z którą ja "mam kosę". Bo to nie jest ich sprawa a ja aliantów w mojej prywatnej wojnie nie potrzebuję.
              Natomiast co do pomocy w "fatalnym zauroczeniu". Tego nie da się wybić z głowy nikomu. Po prostu tam jest i albo samo "wyjdzie" albo nie. W nie tak "psychicznie wyglądającej" syt, jak ta opisywana przez Ciebie pewien mój znajomy wybił sobie z głowy miłość- bodajże kaliber 38. Ona nawet nie wiedziała. Pewien przyjaciel moich dziadków nie wybił sobie z głowy nigdy- mogłabym uczynić moja babcię bohaterką "Miłości w czasach zarazy" (Marquez zrobił to z większym talentem).
              Ja w tej Twojej historii (i w wielu znanych mi) widzę jak wiele złego robi brak dyskrecji i w słowach i w zachowaniach. Bo te flirty w towarzystwie to są fajne TYLKO dopóki ta druga strona jest zainteresowana tylko flirtem- wtedy to bawi. Kiedy wychodzi się na durnia, który zaangażował się uczuciowo to upokarza jak cholera. A człowiek skrzywdzony to może się nie mści, upokorzony- zawsze.
              • kora3 Claro 21.01.16, 12:27
                Ponownie apeluję o czytanie dokładniejsze i ze zrozumieniem. NIGDZIE bowiem nie zostało przeze mnie napisane, że pani od kogokolwiek oczekuje bojkotu pana, a towarzystwo oczekuje go od tej kolezanki. Pani prosiła jedynie by z nim na JEJ temat nie rozmawiać, a towarzystwo SAMO uznało, że kogoś takiego za znajomka miec nie chce. Ale z tego co wiem nie przejawia sie to w udawaniu, ze go nie znaja, tylko w nieinicjowaniu spotkań z nim oraz nierozwijaniu tematu z nim. Nie dziwię się tym ludziom, bo ja osoboscie nei chciałabym kontaktu z taka osobą - w sensie taką, która tak sie wobec KOGOKOLWIEK zachowała.
                Wg mnie nie tłumaczą takiej osoby żadne uczucia. Publiczne zmieszanie kogoś z błotem w moim odczuciu nie swiadczy o żadnych wzniosłych uczuciach. Podobnie opowiadanie komu popadnie o tym jaka to ona zła, że go nie chce.
                Owszem, dopuszczam rozmowę na taki temat z PRZYJACIELEM (swoim), bliską inną sobie osobą, a nie obmawianei kogoś do jego znajomych.

                Co do flirtowania - też się nie zgodzę. Dorosli ludzie odrózniają flirt od czegos poważniejszego. We flirtowaniu nie ma niczego złego. to, ze ktoś sobie cos w zwiazku z tym UROI to jest tylko i wyłacznie JEGO problem.
                • claratrueba Re: Claro 21.01.16, 15:53
                  Koro, A kto powiedział, że miłość, że miłość nieodwzajemniona to wzniosłe uczucie?
                  Puszkin- w fajnej wersji, harlequiny w koszmarnej.
                  W życiu to w 99% obiekt uwielbienia staje się wrogiem. Do zniszczenia.
                  Natomiast co do czytania ze zrozumieniem to chyba faktycznie za Boga nie rozumiem. Towarzystwo nie inicjuje spotkań z panem, OK rozumiem. Ale ta pani, która się z nim spotyka to je inicjuje czy też nie inicjuje? Bo skoro piszesz, że pan się u niej w pracy pojawia to to raczej nie inicjuje a jedynie powstrzymuje go od rozmów o pani-która-go- nie- chciała oraz nie rozwija tematu czyli robi dokładnie to, co robi i to towarzystwo. Ma się chować w ubikacji czy może w schowku na szczotki?
                  Co więcej pani nie mówiąc koleżance o owym zachowaniu pana robi dokładnie to co napisałaś- cyt. "gdybym ja miała adekwatną do tej pani sytuacje i wobec mnie tak zachowałby się jakiś odrzucony adorator oraz rzecz miałaby miejsce pare miesięcy temu i gość nadal by nie odpuszczał tylko usiłował o mnie wypytywać moich znajomych, to wolałabym o tym wiedziec. "
                  To nie mówiła. Zakładając, że pani-która-nie-chciała-pana może mieć podobne do Twojego stanowisko.
                  Koro, generalnie to nie w czytaniu ze zrozumieniem jest problem. W zrozumieniu uczuć, urojeń (z grubsza to samo) jest problem. Bo tego zrozumieć się nie da, nie da się głową ocenić syt., w której ktoś inny "stracił głowę dla kogoś".

                  • kora3 Re: Claro 22.01.16, 07:45
                    claratrueba napisała:
                    .
                    > W życiu to w 99% obiekt uwielbienia staje się wrogiem. Do zniszczenia.

                    Widzisz, wcale nie. Dzieje się tak tylko wówczas, gdy kimś kieruje owszem miłośc, ale własna smile i obsesja. Z bardzo podobnych powodów, jak ta pani ja zrezygnowałam kiedyś z rodzacej się relacji damsko-meskiej z pewnym KULTURALNYM i normalnym panem. Dodam, ze panem, który jak sam przyznał był juz zaangazowany uczuciowo (dalo się zauważyć). Ale był to własnie pan kulturalny i normalny, dodam, ze wówczas byliśmy w wieku zblizonym do opisywanych. Nie tylko nie usiłoał mnie zniszczyć, ani oczernic, ale był wdzięczny za szczere postawienie sprawy i uczciwosc. Zostalismy kolegami, ułozył sobie zycie z kimś innym i do tej pory mozemy na siebie liczyć. Tak w sprawach spontan kawy, jak i powazniejszych.


                    Bo skoro piszesz, że pan
                    > się u niej w pracy pojawia to to raczej nie inicjuje a jedynie powstrzymuje go
                    > od rozmów o pani-która-go- nie- chciała oraz nie rozwija tematu czyli robi dokł
                    > adnie to, co robi i to towarzystwo. Ma się chować w ubikacji czy może w schowku
                    > na szczotki?


                    Claro, nikt od pani nie wymaga nieodzywania się do pana - podkreślam raz kolejny smile Ale gwoli sprawiedliwosci, nie, nie zachowuje sie jak reszta towarzystwa w adekwatnych sytuacjach. Tu też podkreslę - NIKT od niej takiego samego zachowanie NIE WYMAGA.
                    ale NIE UDAWAJMY, ZE TAKIE SAMO JEST.
                    Jasne, gdy pan zajdzie np,. do apteki, gdzie pracuje ktos z tego towarzystwa, to trudnoi by ten ktos nawet chęc na to mając usiadł z nim np. na zapleczu, gdy kolejka czeka i gadał. ALE podałam tu konkretny przyklad: pan zachodzi do pubu bedącego własnoscią znajomej pani. Czasem tam włascicielka stoi za barem. Pan przychodzi, to przeciez klient. Włascicielka poda o co poprosi, odpowiada na pozdrowienie, ale na próby zagajenia przez pana dowolnego tematu odpowiada, ze ma robote i czesc. Zatem da się i tu też by się dalo. Ale ok, ta kolezanka chce gadać z typem, niech gada ...

                    > Co więcej pani nie mówiąc koleżance o owym zachowaniu pana robi dokładnie to co
                    > napisałaś- cyt. "gdybym ja miała adekwatną do tej pani sytuacje i wobec mnie t
                    > ak zachowałby się jakiś odrzucony adorator oraz rzecz miałaby miejsce pare mies
                    > ięcy temu i gość nadal by nie odpuszczał tylko usiłował o mnie wypytywać moich
                    > znajomych, to wolałabym o tym wiedziec. "


                    Wrecz przeciwnie Clarosmile wszak napisała wyraźnie, ja wołałabym WIEDZIEĆ w takiej sytuacji, ze namolny wariat nadal nie odpuszcza i nadal chce się o mnie dowiadywać.
                    Jak dla mnie i jak wynina z relacji mi przekazanej takze tej pani, problemem nie jest utrzymywanie kontaktów z panem przez kolezankę, tylko brak o tym informacji od kolezanki do czasu, gdy już wiedziała, ze ssię moze wydac.

                    W zrozumieniu
                    > uczuć, urojeń (z grubszeralnie to nie w czytaniu ze zrozumieniem jest problem.a to samo) jest problem. Bo tego zrozumieć się nie da, n
                    > ie da się głową ocenić syt., w której ktoś inny "stracił głowę dla kogoś".


                    Wybacz Claro, ale mnie to wyglada na usprawiedliwianie wariactwa, chamstwa i obsesji. KAZDY z nas był na pewno zaangazowany emocjonalnie jakoś szczególnie Claro. Ale takze w takiej sytuacji sa pewne NORMY - społeczne i kulturalne. Jestem w stanie usprawiedliwic osobę upokorzoną np. zdradzoną, gdy ignoruje zdradacza/czke, nie odpowie nawet na pozdrowienie, gdy sprawa swieża. Nie jest to kulturalne, ale do zrozumienia po ludzku. Natomiast kogoś, kto spotkawszy taka osobę zrobi chamską scenę nie usprawiedliwie po luzdku. Jak ktoś ma problem z głową, to nalezy to leczyć, a nie obardzac tym resztę i stawiac ja w niezrecznej sytuacji wymagajacej czasem nawet czynnej reakcji. Wszystko ma granice Claro.
                • aqua48 Re: Claro 21.01.16, 18:09
                  kora3 napisała:

                  > Pani prosiła jedynie by z nim na JEJ
                  > temat nie rozmawiać

                  No ale, z tego co piszesz Koro wynika niezbicie, że koleżanka, która pan odwiedza stosuje się do tej prośby. Nie zobowiązywała się natomiast do opowiadania kto do niej do pracy przychodzi.

                  a towarzystwo SAMO uznało, że kogoś takiego za znajomka m
                  > iec nie chce. Ale z tego co wiem nie przejawia sie to w udawaniu, ze go nie zna
                  > ja, tylko w nieinicjowaniu spotkań z nim oraz nierozwijaniu tematu z nim. Nie d
                  > ziwię się tym ludziom, bo ja osoboscie nei chciałabym kontaktu z taka osobą - w
                  > sensie taką, która tak sie wobec KOGOKOLWIEK zachowała.
                  > Wg mnie nie tłumaczą takiej osoby żadne uczucia. Publiczne zmieszanie kogoś z b
                  > łotem w moim odczuciu nie swiadczy o żadnych wzniosłych uczuciach. Podobnie opo
                  > wiadanie komu popadnie o tym jaka to ona zła, że go nie chce.
                  > Owszem, dopuszczam rozmowę na taki temat z PRZYJACIELEM (swoim), bliską inną so
                  > bie osobą, a nie obmawianei kogoś do jego znajomych.
                  >
                  > Co do flirtowania - też się nie zgodzę. Dorosli ludzie odrózniają flirt od czeg
                  > os poważniejszego. We flirtowaniu nie ma niczego złego. to, ze ktoś sobie cos w
                  > zwiazku z tym UROI to jest tylko i wyłacznie JEGO problem.
                  • kora3 Re: Claro 22.01.16, 07:54
                    No wiesz, tak po ludzku, to nie wiemy na dobra sprawę, czy się stosuje. Przecież nikogo nie ma przy tych rozmowach, więc ... Ale owszem tak deklaruje. Dla mnie dziwne tylko, ze wiedząc czego narobił pan owej pani (bedac tego swiadkiem) chce przestawać z takim typem (owszem , ma prawo - uprzedzając), tym bardziej, ze wczesniej ledwie się znali. tak czy owak - nie wyobrazam sobie, że mojej bliskiej kolezance ktos robi takie coś jak publiczne zmieszanie z błotem, a ja z nim potem gadam normalnie. Jeszcze bardziej sobie nie wyobrazam, że przychodzi do mnie do pracy - też mozliwe, jak u tej kolezanki i zzgaduje o nią, a ja mając z nia normalne, regularne, czeste kontakty nie mówie jej o tym fakcie, a rzecz ma miejsce kilkanascie razy. Po prostu uwazam, że w bliskich relacjach obowiazuje jakaś lojalność.
                    Jasne, gdy np. spotkam starego znajomego i pyta zwyczajnie co tam u mego eksa, to mówię że ok, zmienił prace (zadna tajemnica) itd. i moze wspomnę eksio9wi, jak nie zapomnę, zem chłopa widziała i pytał o niego kurtuazyjnie. ALE gdyby to był człowiek, który go nekał, to raz nie gadałabym z nuim, a gdyby jakims cudem - powiedziałabym eksowi, że o niego wypytuje. Tak byłoby z kazda bliska mi osobą i nie wyobrazam sobie inaczej.
    • vilez Re: Sytuacja towarzyska 21.01.16, 16:11
      Wiecie co? Mnie naprawdę zdumiewa, że dajecie przyzwolenie czy aprobujecie takie postępowanie, jak faceta z wątku- tego nachodzącego "bo zakochany". Nachodzi bezpośrednio kobietę lub jej otoczenie, nie odpuszcza, nawiązuje do jej osoby. Claratrueba pisze o empatii wobec nieszczęśliwie zakochanego...taka "empatia" skończyła się już wieloma nieszczęściami. Bo takie coś ma tendencję do eskalacji, właśnie m. in. dlatego, że otoczenie pozwala na to.
      To są zachowania osoby zaburzonej. Osoby, która nie rozumie czyjegoś "nie". Która nie zna granic.
      Nie należy takim osobom użyczać paliwa do ich chorych działań.
      Niech pisze wiersze, płacze w rękaw przyjaciela. Ale niech nie katuje innych ludzi- w pracy czy w grupie.

      Ps. Ja miałam takiego "adoratora". Boginie, uchrońcie inne kobiety ( i i ich grupę towarzyską) przed kimś takim.
      • claratrueba Re: Sytuacja towarzyska 21.01.16, 16:25
        Wiesz, gdybym tego mojego znajomego nieszczęśliwie zakochanego nie znała od dzieciństwa i nie darzyła sympatią z wielu powodów niezwiązanych z jego zakochaniem, to empatii raczej by u mnie nie znalazł. Wiele osób, które go zna, lubi i ceni pewnie nigdy nie uwierzyłoby, że taka go dopadła przypadłość. Ani, że takie słowa o tej pannie powiedział.
        Miałam go skreślić, wyrzucić z domu czy grona znajomych z powodu kilku słów wynikających z bólu? Mimo mojego głębokiego przekonania, że żadnej krzywdy nie zrobi?
        A może po prostu byłam tym "przyjacielem" tylko, że nie płakał. Albo już nie pamiętam.

        • vilez Re: Sytuacja towarzyska 21.01.16, 17:30
          > Mimo mojego głębokiego przekonania, że żadnej krzywdy nie zrobi?

          A skąd wiesz, że by nie zrobił? Skoro sobie pozwalał na niesprawiedliwe/złe słowa pod kątem pani, która go odrzuciła? Dlaczego godziłaś się, by w Twojej obecności wygadywał na nią bzdury?
          • claratrueba Re: Sytuacja towarzyska 22.01.16, 05:51
            Żeby nie miał czasu robić bzdur. Żeby nie miał czasu myśleć jaką by tu bzdurę zrobić.
            Zresztą, vilez, nie wygadywał. To co powiedział złego, powiedział raz. I akurat nie w naszych rozmowach, które jak napisałam nie dot. pani. Bo rozmawianie o problemie, którego nie da się rozwiązać to nakręcanie emocji, nie rozwiązanie. Rozwiązaniem jest zajęcie głowy czym innym, szczególnie tym, w czym człowiek, którego poczucie wartości bardzo cierpi z powodu odrzucenia, może poczuć się wartościowy.
            A czy "ktoś by coś zrobił" to nigdy nie "wiemy", chyba, ze ktoś wierzy w zdolności jasnowidzenia. Możemy wiedzieć, że ktoś "coś robi" albo "zrobił". Więc wiem, że nic niewłaściwego "nie zrobił" natomiast czy "zrobiłby" gdyby miał czas na myślenie, analizowanie, przezywanie, nakręcanie się- tego nie wiem i nikt nigdy wiedzieć nie będzie.
            • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 22.01.16, 08:15
              Claro - przede wszystkim,to Twoja historia bardzo rózni sie od tej przedstawionej przeze mnie w tym wątku. U Ciebie szło o PRZYJACIELA, osobę znaną Ci od dzieciństwa, obdarzaną szczególna sympatią, zaufaniem i dobrze znaną. Tu idzie o pana, który tej kolezance znany jest, a raczej był bardzo słabo. Jak i reszcie towarzystwa. Powiem Ci, ze na miejscu tej kolezanki już sam fakt, że dotychczas ledwie mi znany chlop, ktory gdy swobodnie występował ze tak owiem w moim towarzystwie zamienial ze mną kilka zdawkowych słow, nagle dostawszy kosza od mej bliskiej znajomej non stop usiłuje ze mną pogadać wzbudziłoby podejrzenia, a do podejrzliwych osob bynajmniej nie nalezę. Kiedyś dawno, pewna pani, która nijak do mnie pasowała usiłowala się ze mną zaprzyjaźnić, dziwiło mnie to, ale nie niepokoiło. A powinno, jak się przekonałamsmile
              W każdym razie relacja z przyjacielem to cos zupełnie innego Claro.
        • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 22.01.16, 08:07
          Claro, ale nikt pewnie nie dziwi się temu, ze WSPIERA się przyjaciela w nieszczęściu w postaci nieodwzajemnionego uczucia. TEŻ bym wspierała! Też bym wysłuchała itd. Tylko nie usprawiedliwiała złego zachowania. Okazywałabym , ze rozumiem zal, ale NIE GODZE SIĘ na lżenie kogoś, obrazanie, obmawianei z zemsty za odrzucenie. Przyjaźń nie polega na potakiwaniu, polega na POMOCY. A pomoc w takiej sytuacji, to postawienie kogoś w pion: wiem, ze cierpisz, wiem, ze kochasz, ale szanuj siebie i te osobę, nie krzywdź, nie mscij się, bo zemsta nie przynosi ulgi, przynosi wstyd i wieksze upokorzenie.
        • bene_gesserit Re: Sytuacja towarzyska 23.01.16, 11:07
          Samo nękanie jest krzywdą.
          • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 23.01.16, 11:56
            Dokładnie. poza tym takie zachowanie świadczy o problemach natury co najmniej emocjonalnej, jesli nie psychicznej.
            I zupełnie nie pojmuję, ja mozna to bagatelizowac, czy wrecz nie dostrzegać tego.
            I tu wracamy do naszej dyskusji z innego watku Bene - na temat zachowań nieadekwatnych, poza normą.
            Urojenie sobie przez mezczyzne 30+, ze niezobowiązujący flirt to wielka miłość i związek jest zachowaniem anormalnym. Uczuciem/odczuciem nieadekwatnym do sytuacji faktycznej. Pokłosoem tegoz jest zachowanie dalsze polegające na nękaniu obiektu uczuć, zniewazaniu itd. w poczuciu ciezkiej krzywdy. Tymczasem fakty sa inne...
            Paradoksalne, ale takie "pochylanie się"nad taką osobą, jakie prezentuje Clara jest dla takiej osoby niedobre. Dlatego, że utwierdza taka osobę w przekonaniu, że ... ma rację: miała prawo się zakochać, ma prawo do swoich uczuć itd. Prawda - ma. Osoba chora psychicznie, czy zaburzona też ma prawo do swoich uczuć/odczuć, ale to nie znaczy, że one sa właściwe.
            takiemu nekaczowi takze dla JEGO dobra należy wprost pokazać, ze jego zachowania są poza norma i ich nie akceptujemy.
            • bene_gesserit Re: Sytuacja towarzyska 23.01.16, 15:03
              No własnie.

              Z tego, co wiem o stalkingu, zainteresowanie obsesją żywi stalkera . Nie jest źródłem satysfakcji takiej, jaką ma podczas nękania, ale dostarcza mu społecznego wsparcia. Zwłaszcza, jeśli mówimy o stalkerze, który szuka zemsty (tu chyba właśnie o tym). Poza tym, zainteresowanie kogoś życzliwego utwierdzać go może w przekonaniu, że jego zachownie jest nie tylko usprawiedliwione, ale i normalne.

              Dobre ciocie / emocjonalne pielęgniarki/etatowe pocieszycielki mogą więc przyczynić się do czegoś złego, a w skrajnych przypadkach - bardzo tragicznego. Zwłaszcza, że stalkerzy są świetni w racjonalizowaniu, usprawiedliwianiu i umoralnianiu swojego zachowania. Okazywanie im współczucia podsyca ich psychotyczne stany.
              • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 23.01.16, 15:55
                Pełna zgoda. Niestety sporo ludzi widzi to inaczej, szczególnie gdy "poszkodowany sercowo" jest pan.
      • kora3 Re: Sytuacja towarzyska 22.01.16, 08:01
        Dokładnie Vi-lez. Też tego nie pojmuje. Przypomne tylko, że takimi "zakochanymi" byli jedni z pierwszych skazanych za staling w PL - pacjent dentystki pani K. oraz pacjentka doktora S.! Ci ludzie uczynili piekło z życia swych rzekomych obiektów uczuć! Nikomu nie życzyłabym tego, co ci lekarze akurat przeszli przez nich sad
        Kiedy jeszcze przed powstaniem paragrafu za stalking lekarka zgłaszała to policji, to pare razy usłyszała, że "pozazdrościć tak wytrwałego adoratora". Sama padłam ofiarą kogoś takiego sad, ale na szczescie nie w tej skali i zamilkł po 1 rozmowie z policją. To nie jest zabawne, ani miłe, to jest bardzo męczące. I człowiek się takiego typa zwyczajnie boi, tym bardziej człowiek, który mial okazję pisać o tym, jak taki adorator okaleczył, a nawet zabił wielką "miłość".
        • claratrueba koro, zbiorczo 22.01.16, 09:48
          Pan, o którym piszę przyjacielem NIE BYŁ. Stał się nim dzięki temu czasowi, który spędziliśmy razem TYLKO dlatego, że dostrzegł we mnie szansę na bliższy kontakt ze swoim obiektem uczuć. Wcześniej był takim znajomym od dzieciństwa jakich było dobre kilkadziesiąt osób.
          Miał kilka osób znacznie mu bliższych tylko nie potrafiły mu zaoferować pomocy, ze szczególnym uwzględnieniem koleżanek stanu wolnego, które oferowały mu coś innego, a zainteresowany nie był. Więc fakt, ze byłam szczęśliwą mężatką i matką miał tu pewne znaczenie. Oraz fakt, ze z moim mężem też się zaprzyjaźnił.
          Koro, rzecz, której ani Ty ani vilez nie rozumiecie lub nie chcecie zrozumieć to to, że ten człowiek nie był stalkerem. Mógł się nim stać i tego, że zacznie się narzucać jeśli zostanie pozostawiony sam byłam pewna. Że kiedy wróci do pustego domu i będzie miał od cholery czasu by myśleć "co by tu zrobić" to w końcu wymyśli. Bo to jest problem osób, które popadają w stany obsesyjne- że jakieś pragnienie zdominuje ich całe życie, że oprócz tego nie ma nic.
          Być może taką przysługę wyświadcza ta pani z Twojego wpisu, być może nie. Ani Ty, jak piszesz nie znasz tych ludzi osobiście, ani tym bardziej ja.
          To są rozważania o problemie, który może być tylko jakoś podobny do tych, które znamy. Mniej lub bardziej podobny.
          • kora3 Re: koro, zbiorczo 22.01.16, 10:09
            Claro, znajomy od dziecinstwa toi jednak dla mnie inny znajomy, niz osoba znana pare miesiecy. Ale nie w tym rzecz zupelnie. Piszę o tym do Aquy w tym watku - kolezanka ma prawo, takze ze tak powiem moralne z panem się spotykać na dowolnych zasadach - z jego inicjatywy, z jej inicjatywy, przypadkiem nie przypadkiem itd. Nikt od niej nie wymagał, by się nie spotykala, kolezanka tylko PROSILA ją jak i innych znajomych, zeby O NIEJ nie rozmawiać. Czy kolezanka rozmawia, czy nie i w jakim kontekscie - nikt naprawde nie wie, bo nikt tych rozmów nie slyszy. Twierdzi, ze nie i nie ma powodu jej nie wierzyć.
            Natomiast - ja wspomnialam, mnie jako te koelzankę zaniepokoilby i zdziwil fakt, że gośc, ktory dotychczas ze mna , przez kilka miesiecy znajomosci zamienial kilka zdawkowych zdń przy okazji spotkań w szerszym gronie, teraz po koszu od mej bliskiej kumpeli systematycznie mnie nawiedza w pracy i próbuje o nią wypytać.
            Juz pomijajac fakt, że nie zadawalabym sie prywatnie z kimś, kto wobec kookolwiek tak się zachował jak ten pan wobec pani, to gdyby takiego zachowanie nie było, a pan mnie o pania wypytywal, na pwno bym jej o tym powiedziała bedąc jej bliską kolezanką. A powiedzialabym, bo skoro wypytuje mnie, rto pewnie i innych i to znaczy, ze mu nie przeszło .
            Byla kiedyś w podobnej sytuacj,tylko nie szło o pana, a pania, ktora mnie obsesyjnie nienawidzila - uwazala, ze przeze mnie nie chce jej ukochany. To nie byla prawda ale do niej to nie docierało. Z racji wykonywanych obowiązków moja wspólpracownica i jednoczesnie bliska kolezanka miała z tą kobietą czesty kontakt. Nie musiala z nią współpracowac, ale musiała ja widywać. Gdy ta kobieta, która z nią byla wczesniej na "czesc, cześć" zaczęla dążyć do zblizenia ich relacji BY wypytac o mnie, ucinala takie próby a mnie onich na bieżąco informowala. Uwazam, ze postępowała lojaknie wobec mnie
            • claratrueba Re: koro, zbiorczo 22.01.16, 11:08
              Koro, zaczynamy się powtarzać i lać wodę.
              Jesli pani nie rozmawia o niechcianej koleżance -to jest w porządku i tyle.
              Co do "niepokoju"- widać mamy inne podejście. Mnie nie niepokoiło, że ten mój znajomy, z którym wcześniej miałam bardzo przelotne kontakty przychodzi do mnie dzień w dzień przez 3 lata. W sumie to się przyzwyczaiłam. Bo przecież znałam powód. Zaniepokoiło mnie jak nie przyszedł.Bo przecież powód wizyt nie zniknął, to co się stało? Wymyślił coś? Bogu dzięki- grypa.
              A teraz załóżmy, że jestem osobą nieco bardziej emocjonalnie reagującą i po np. miesiącu kiedy pan przychodzi i zaczyna od wynurzeń na temat swojego uczucia i pomysłu jak ja mam mu zaaranżować jakąś syt. zbliżającą do "obiektu" ja zamiast zgasić te jego pomysły (co czyniłam) robię coś innego. Tzn. co? Zgłaszam na policję, że pan RAZ o pani coś paskudnego powiedział? Czy, że panią komplementował, że ją chciał zaprosić na kawę, do teatru na super spektakl (dzięki, że nie poszła, świetnie się bawiłam)? I co wsadzą go czy wyśmieją histeryczkę, która zgłasza zachowania mieszczące się w normie? Wiesz co, gdybym to zrobiła i podała dane pana to wyśmieliby tę panią. Dokładnie tak samo jak jej koleżanki uważały ją za idiotkę, że mając takiego adoratora zadaje się z nieco, powiedzmy, innymi panami.
              Cały czas drążysz, Koro, to, że "pan coś o pani powiedział". Rozumiem, też jestem i zawziętą i ważącą słowa osobą. Ale nie każdy jest. I dla tej pani, której wizyty pana albo nie przeszkadzają albo nie ma jak się od nich uwolnić te straszne słowa mogą straszne nie być. Mogą być zrozumiałe.

              • kora3 Re: koro, zbiorczo 22.01.16, 11:52
                Claro, na litośc, a gdzie ja wspomniałam, że należy iśc na policję?smile
                Pisząc o tym, ze mnie na miejscu tej kolezanki ZANIEPOKOIŁABYM się, nie miałam bynajmniej na mysli zglaszania sprawy na policjęsmile Raczej to, że wiedzac jak się pan zdolał zachować wobec pani PUBLICZNIE i także za jej plecami, próby wypytywania mnie o nią wskazuja, ze nie przeszło u nadal i coś knuje. I nie tylko nie utrzymywałabym z nim konkatku, ale także ostrzegła bliska mi osobę, ze nadal ma odpał na jej punkcie.

                Jesli chodzo o Twe wywody dotyczące zgłąszania na policję i nijak mające się do rzeczywistosci - sorry. To TY nic nie moglabyś zgłaszac, bo tego rodzaju sprawy sa scigane na wniosek, a nie z urzedu. Więc sprawę do prokuratury, albo ewentualnie prywatny akt oskarżenia do sadu (zaleznie od paragrafu) moglaby skeirowac tylko sama zainteresowana.
                Jesli chodzi o te konkretna sprawę to pani owszem mogła pana skarżyc. Np. z 212 kk par. 1, 216 par.1, czy z 190a kk - nie wiem. Pan pani się narzucał, ale nie wiem jak dlugo, a to ma istotne znaczenie.

                Nie chodzi Claro o to, że "pan coś pani powiedział" . Pan publicznie panią znieważył, a także zneisławiał podając na jej temat nieprawdziwe informacje mogące narazić ją na utratę szacunku w oczach innych itd, do tego czas jakis śledził i naprzykrzał się. Dla mnie takie zachowanie jest nie tylko chamskie, ale takze świadczy o odchyle i z taką osobą mogłabym rozmawiać TYLKO w zakresie porady, by skorzystała z pomocy specjalisty. Ja takowym nie jestem i nie podejmowałabym się kroków terapeutycznych, bo wychodze z załozenia, ze jesli się na czymś nie znam, to mogę próbując pomóc narobić wiecej szkody, niż pożytku.
                • claratrueba Re: koro, zbiorczo 22.01.16, 12:56
                  O policji nie wspomniałaś, to tylko przykład jak łatwo zrobić z igły widły kiedy nie za wiele się wie a wyobraźnia podpowiada jakieś wyolbrzymione scenariusze.
                  Natomiast jeśli pan pojechał tak grubo z panią, która go nie chciała, to czy wykluczasz, że owa pani, która z nim rozmawia robi to wyłącznie ze strachu przed jego możliwym atakiem na nią? Wydaje mi się to bardzo prawdopodobne.
                  Wiesz, to jest łatwo mówić "nie powinna" ale w praktyce jeśli to człowiek niezrównoważony to te rozmowy mogą być mniejszym złem i jakieś jego wyczyny w miejscu pracy tej pani lub szkalowanie jej.
                  Gościu dobrze wie co robi przychodząc do pracy gdzie na sceny pani sobie nie pozwoli by nie wylecieć z roboty.

                  • kora3 Re: koro, zbiorczo 22.01.16, 13:41
                    Claro...Nie uwazam, by ta kolezanka bała się typa. W końcu ona jak wspomniałam jest współwłaścicielką tej restauracji, wiec jak moze "z roboty wylecieć"? Zresztą może wzorem innych osob, którym jakoś typ nic złego nie zrobił z tego powodu, ze z nim nie przestają, wymowić się pracą własnie. Owszem, w jej interesie nie leży wyprosić np. typa z lokalu, bo to wszak jest klient, ale wcale nie musi z nim siedzieć i gadać, bo to jej obowiązków wszak nie należy.

                    Sama po sobie wiem, że chcąc z kimś rozluźnić kontakty, gdy ten ktos załózmy zachodzi do miejsca pracy dośc prosto się to robi. "Nie mam teraz czssu/ mam pilną pracę" .
                    A poza tym - nawet strach kolezanki przed typem nie wyjaśnia, dlaczego swej bliskiej osobie o tych jego "odwiedzinach" w jej pracy powiedziała dopiero, gdy była z nim widziana przypadkiem przez inną osobę znajomą. gdyby załozmy bała się typa i uznała, ze MUSI z nim posiedzieć i pogadać, to co stało na przeszkodzie powiedzieć pani "Wiesz, ten X chyba coś knuje, bo przychodzi co i rusz do mnie do pracy. Wypytuje o Ciebie,ale nic na Twoj temat mu nie gadam. Ale tak w ogóle to muszę z nim gadac, bo boje się, ze jak go spławię, to zacznie się zachowywac do mnie, tak jak do Ciebie"
                    • aqua48 Re: koro, zbiorczo 22.01.16, 19:50
                      kora3 napisała:

                      > wcale nie musi z nim siedzieć i gadać, bo to jej obowiązków wszak nie należy.

                      Ale może chce i lubi sobie z nim pogadać. Może wcale nie uważa że ten pan coś knuje. Ma do tego prawo.
                      I nie jest to żadna nielojalność wobec koleżanki.
                      • vilez Re: koro, zbiorczo 23.01.16, 08:54
                        Każdy ma prawo zachować się źle. Ale o tym m.in. dlatego rozmawiamy, żeby jednak nie zachowywać się źle... I ja np. uważam, że wspieranie nękaczy jest postępowaniem złym.
                        • kora3 Re: koro, zbiorczo 23.01.16, 09:09
                          owszem - reż tak uwazam.
                      • kora3 Aquo 23.01.16, 11:23
                        aqua48 napisała:

                        > Ale może chce i lubi sobie z nim pogadać. Może wcale nie uważa że ten pan coś k
                        > nuje. Ma do tego prawo.


                        A jużci, ma - przecież sama to pisałam. Myśmy się tylko z Clarą zastanawiały, do czego tez mamy prawosmile dlaczego bliska kolezanka kobiety zelzonej publicznie i czas jakiś nekanej przez tego typa chce i lubi sobie z nim pogadać.
                        Tym bardziej, że wczesniej nie byli bliskimi znajomymi. MOIM zdaniem takei nagle zainteresowanie pana znajomoscia z tą koleżanką, powinno dac owej koleżance do myslenia.

                        > I nie jest to żadna nielojalność wobec koleżanki.


                        A moim zdaniem Aquo - jest. Bo jednak o ile przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi, jak mawia maksyma, nie zawsze prawdziwie, to wrogowie naszych przyjaciół rzadko naszymi przyjaciółmi bywają.
                        Uprzedzajac- mowa o prawdziwej wrogosci i naprawde bardzo, ale to bardzo niewłasciwym zachowaniu. Bo jesli dwoje moich znajomych najzwyczajniej w swiecie sie nie lubi/nie polubilo, ale zadne drugiemu krzywdy nie robi, to ja mam wobec tej sytuacji postawę neutralną
                        • aqua48 Re: Aquo 24.01.16, 14:26
                          kora3 napisała:

                          > o ile przyjaciele naszych przyjaciół są n
                          > aszymi przyjaciółmi, jak mawia maksyma, nie zawsze prawdziwie, to wrogowie nasz
                          > ych przyjaciół rzadko naszymi przyjaciółmi bywają.

                          Wiesz Koro ja żadnemu dorosłemu człowiekowi przyjaciół dobierać nie zamierzam. I s-v tego też nie zaleca.
                          A owszem miałam podobny przypadek w życiu, że wspólny znajomy zachował się wobec mnie nie fair, nie płacąc za pracę, którą dlań wykonałam. Moja bliska przyjaciółka mimo, że była przez niego traktowana przez dłuższy czas równie nieuczciwie jakoś przeszła nad tym do porządku dziennego (być może jakoś się w końcu rozliczyli) i kontakty towarzyskie z nim utrzymuje, podczas gdy ja zerwałam znajomość całkowicie. Ale jest ona osobą dorosłą i to nie mój problem jeśli chce się nadal kolegować z człowiekiem postępującym nieuczciwie. Nie rzutuje to na naszą przyjaźń.
                          • kora3 Re: Aquo 24.01.16, 15:00
                            Twoj wybor, u mnie by rzutowało, bo wg mnie przyjaciel to osoba lojalna. Tyle
                            • aqua48 Re: Aquo 24.01.16, 15:38
                              kora3 napisała:

                              > Twoj wybor, u mnie by rzutowało, bo wg mnie przyjaciel to osoba lojalna. Tyle
                              >
                              Dla mnie lojalność nie polega na narzucaniu innym swoich wyborów.
                              • kora3 Re: Aquo 25.01.16, 10:00
                                Heh no i widzisz, tu się mocno rozmijamy w rozumieniu słowa "lojalnośc". Dla MNIE ono oznacza, że AUTOMATYCZNIE skreślam człowieka, który skrzywdził mego przyjaciela. Nikt mi tego nie narzuca, dla mnie to jest oczywiste.
                                Mowa oczywiscie o prawdziwym skrzywdzeniu, a nie o sytuacji, gdy np. dwoje ludzi się nie lubi itp.
    • ada.lovelace Re: Sytuacja towarzyska 25.01.16, 10:22
      Pani femme fatale to taki trochę pies ogrodnika chyba, co? Pana nie chce, ale nie chce też, żeby on chciał inne. Gdyby tak totalnie go nie chciała to by ją zupełnie nic nie obchodziło dokąd pan chodzi ani z kim się spotyka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka