aniakiwas
31.03.16, 15:40
Jestem grafikiem komputerowym - freelancerem. Wbrew pozorom nawet w tak "nowoczesnym" zawodzenie z pracą, czy ze zleceniami, różnie bywa, dlatego szczególnie ceni się klientów instytucjonalnych, którzy dają regularne zlecenia. I takiego klienta udało mi się znaleźć dzięki poleceniu koleżanki. Duże stowarzyszenie hobbystyczne przyjaźni między Polską a jednym z krajów azjatyckich. Dostałam zlecenie na profesjonalną obróbkę 150 zdjęć. Byłam zachwycona, bo akurat w tym się specjalizuję, poza tym, jak powiedział mi prezes tego stowarzyszenia i co zauważyłam na ich stronie internetowej, takie zlecenia mają przynajmniej raz w miesiącu, z licznych podróży ich członków oraz oficjalnych i prywatnych spotkań. Podczas spotkania w siedzibie stowarzyszenia prezes zapytał mnie ile sobie życzę za taką obróbkę. Powiedziałam, że 4 zł za zdjęcie, co jest ceną śmiesznie niską, ale chciałam bardzo tego zlecenia, więc doszłam do wniosku, że zawalczę ceną a jednocześnie pokażę im jakość swojej pracy i złapię cenny kontakt. Prezes się zgodził, podpisaliśmy umowę. Nad zdjęciami pracowałam 4 dni bez przerwy. Po 14 godzin dziennie, dosłownie. Chciałam, żeby były dopieszczone i takie wyszły. Prezes był bardzo zadowolony, zdjęcia niemal natychmiast trafiły na oficjalną stronę stowarzyszenia a po 48 godzinach na moje konto trafiły pieniądze ze zlecenia. Dla mnie to też ważne, że instytucja płaci tak szybko... Wszystko dobrze, aż do następnego zlecenia. Po 3 tygodniach dostałam maila od prezesa, że jest nowe zlecenie. Tym razem 210 zdjęć. Prezes pytał czy jestem zainteresowowana i że jestem pierwszą osobą, do której napisał w tej sprawie. Ja oczywiście zachwycona odpowiedziałam, że tak i że biorę to zlecenia. Następnego dnia przyszłam do siedziby stowarzyszenia podpisać umowę i widzę w umowie wpisaną stawkę 4 zł za zdjęcie. Powiedziałam prezesowi, że oczekuję wyższej stawki, przynajmniej 6 zł za zdjęcie. Prezes bardzo zdziwiony pyta dlaczego. Odpowiadam, że nie zdawałam sobie sprawy wcześniej jak dużo pracy jest przy każdym zdjęciu, jak bardzo je trzeba poprawiać i że wcześniej dałam promocyjną stawkę, żeby mogli się przekonać o moich umiejętnościach. Prezes na to odpowiedział, że nie stać ich na stawkę o 50% wyższą i albo podpisuję tę umowę teraz albo biorą kogoś innego do tego zlecenia. Powiedziałam, że w takim razie podpiszę... I podpisałam. Wszystko było w miłej i grzecznej atmosferze. Potrzebowałam mimo wszystko pieniędzy, naiwnie też liczyłam, że może następnym razem uda mi się coś wynegocjować. Zrobiłam te 210 zdjęć, znowu umęczyłam się, znowu pieniądze bez zarzutu po dwóch dobach znalazły się na moim koncie. Prezes jak poprzednio wysłał mi maila z podziękowaniami za świetnie wykonane zlecenie. Przygotowałam sobie list po tym zleceniu do prezesa z prośbą o rozważenie zwiększenia stawki przy następnych zleceniach i miałam go wysłać, gdy przyjdzie do mnie list z informacją o kolejnym zleceniu. Ale list nie przyszedł. Czekałam półtora miesiąca. W końcu zapytałam koleżankę, która współpracuje z tym stowarzyszeniem i która dała mi do nich kontakt, o co chodzi. Powiedziała mi, że prezes wpisał mnie na "czarną listę" po naszej ostatniej rozmowie, ponieważ ocenił mnie jako osobę problemową. Opowiedziałam jej całą historię. Ona na to, że doskonale mnie rozumie, ale prezes jest bardzo czuły na swoim punkcie i nie znosi jak mu podwykonawcy nawet w najmniejszy sposób "podskakują" zamiast okazywać wdzięczność, że ich wybrał. I dlatego bardzo dużo film i freelancerów jest na jego czarnej liście, co oznacza, że nikt w ramach stowarzyszenia nie ma prawa ich zatrudniać do wykonania jakichkolwiek usług. Poczułam się fatalnie, bo nie obraziłam w żaden sposób prezesa, zapytałam tylko kulturalnie, czy mogę dostać więcej pieniędzy za pracę, a gdy on powiedział, że nie, zgodziłam się na jego warunki. Nie rozumiem też, bo z jego zachowania wynikało, że jest zadowolony z mojej pracy i osobiście mnie polubił. Czy on postąpił kulturalnie wpisując mnie na czarną listą? Jak ja powinnam zachować się w zgodzie z zasadami sv? Napisać do niego list? Co w nim zawrzeć?
Anna