Przyznaję, że wypadłam nieco z obiegu "randkowego" i mam dylemat.
Potrzebuję porady od osób, bardziej doświadczonych ode mnie

dotyczących tego, jak zachować się zgodnie z zasadami SV, jednocześnie minimalizując ryzyko ewentualnej kompromitacji.
Zarys problemu:
ojciec poprosił abym towarzyszyła mu podczas jego służbowego spotkania i właśnie podczas tego spotkania, poznałam bardzo interesującego mężczyznę.
Myślę, że jesteśmy w podobnym wieku tzn. po 30-tce, ale przed 40-tką.
Mężczyzna nie miał na palcu obrączki, oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że to o niczym nie świadczy. Podczas spotkania mężczyzna zachowywał się profesjonalnie, w żaden sposób rozmowa nie wybiegała poza sferę zawodową. Ja również zachowywałam się profesjonalnie, w żaden sposób nie dałam odczuć, że mnie zainteresował. Oczywiście zwracaliśmy się do siebie per pani/pan.
Liczę na to, że ojciec poprosi abym towarzyszyła mu podczas kolejnego spotkania. Jeśli tak się stanie, chciałabym podczas tego spotkania, jeśli nadarzy się okazja, że przez chwilę będziemy sami (bez mojego ojca) dać mu do zrozumienia, że byłabym zainteresowana przeniesieniem znajomości na grunt prywatny...... Oczywiście chciałabym to zrobić jakoś tak..... dyplomatycznie, zgodnie z SV, nienachalnie...
Nie wiem przecież nawet, czy on jest stanu wolnego... Nie umawiam się z żonatymi/zajętymi.... ale on przecież tego nie wie. Nie chciałabym również, by on opacznie zrozumiał moje intencje. Prośba o podpowiedź, sugestię jak się zachować?
Jakich słów użyć? Nic sensownego nie przychodzi mi do głowy.
Jednocześnie z uwagi na jego relacje zawodowe z moim ojcem, chciałabym uniknąć kompromitacji... tzn. oczywiście odmowę przyjmę z godnością, ale chciałabym tak się wyrazić, żeby w przypadku odmowy nie czuć się jak ostatnia kretynka
PS dziękuję z góry za sugestię podesłania mu linka do tego postu