Dodaj do ulubionych

savoir-vivre reklamacji

01.01.17, 23:04
Jakiś czas temu reklamowałam rzecz zakupioną w pewnej sieciówce. Reklamacja została przyjęta profesjonalnie, bez piętrzenia trudności i szukania dziury w całym. Zapewniono mnie też, że po ustawowych 14 dniach otrzymam info telefonicznie, czy moja reklamacja została uznana.
Minęło nieco ponad dwa tygodnie, sklep milczał, a że akurat byłam w okolicy, zajrzałam tam, żeby dowiedzieć się, co i jak. Okazało się, że reklamacja została uznana i po odbyciu wszystkich biurokratycznych formalności pani zza lady zwróciła mi gotówkę - sprawnie, bezproblemowo... i z pełną obojętnością, jakby mi bilet na tramwaj sprzedawała. W mojej naiwności wydawało mi się, że jakieś "przepraszam" usłyszę, albo coś. Tymczasem odniosłam wrażenie, że się mnie niejako zbywa - masz, kobito, swoją kasę i nie zawracaj nam już głowy, bo nie generujesz dochodu, tylko straty.
Zastanawiam się, czy był to jednorazowy taki przypadek, czy też rzeczywiście personel w sklepach szkoli się teraz głównie pod kątem obsługi "klientów, którzy nabywają (oby jak najwięcej)", zapominając o "klientach, którzy reklamują". Wystarczyłoby jedno proste "Przepraszamy, mamy nadzieję, że jednak będzie pani odwiedzać nasz sklep, niedługo wejdzie nowa kolekcja." i jakoś bardziej miałabym ochotę tam wracać. A tak to mi się nie chce.
PS. Pomijam kwestię braku obiecanej informacji telefonicznej. Może zarobieni byli i zapomnieli... wink
Obserwuj wątek
    • makinetka82 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 07:30
      Spróbuj zareklamować w CCC, nie będziesz musiała sobie wymyślać problemów ... big_grin
    • tola1990 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 08:29
      a co ta babka jest winna, że miała mówić przepraszam? Dostałaś kasę, reklamacja załatwiona, trafiło się, że dostałaś wadliwy produkt ale wszystko zostało grzecznie wyjaśnione w czym problem?
      • madzioreck Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 13:16
        Bo takie są, że tak powiem, standardy obsługi klienta. Żadna to wina tej pani, ale ta pani tam nie reprezentuje siebie, tylko firmę, w której pracuje.
      • agulha Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 00:02
        Zasadniczo to sprzedawca/dyżurny/przedstawiciel firmy rzadko kiedy jest winny, a jednak, jeżeli coś jest przez daną firmę zawinione, to powinien poczuwać się do przeproszenia. Jeżeli z powodu awarii nie będziesz miał Internetu przez 2 dni i będziesz dzwonił na infolinię, to nie oczekujesz, żeby pracownik powiedział coś w rodzaju "w imieniu firmy przepraszam za ten problem i zapewniam, że dołożymy starań...". Nawet na lotniskach i dworcach, jak jest opóźnienie, to przepraszają za niedogodności - a przecież osoba czytająca też nie jest winna, że w Gdańsku mgła albo przed Gliwicami pociąg człowieka potrącił, stoi i czeka na prokuratora?
        "Trafiło się, że dostałaś wadliwy produkt" - może się trafiło, jak w totolotka, a może sklep wybrał złego dostawcę, kupił towar II gatunku, personel nie zauważył wady, choć mógł, może źle przechowywali i np. buty się nadmiernie zeschły? Sklepy teraz nie dostają towaru z rozdzielnika, tylko same szukają towaru na rynku. Mogą szukać dobrego towaru, a mogą np. szukać taniego towaru. To nie jest zależne wyłącznie od czynników losowych.
    • akle2 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 09:11
      Gdyby sprzedawczyni była jednocześnie właścicielką sklepu, to z pewnością ukłoniłaby Ci się w pas i pewnie dała jakieś "upominki" na otarcie łez, ale nie spodziewaj się, że będzie się utożsamiała z jakimś koncernem, dla którego pracuje. Zrobiła to, co musiała i w granicach dostępnych procedur, myślami będąc pewnie przy tym, co ugotuje mężowi na obiad. Jasne, że powinny być jakieś szkolenia na ten temat, bo menagement pewnie sobie nie uświadamia, że w ten sposób traci klientów.
    • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 10:16
      Oczywiście, że pracownica tego sklepu powinna była w IMIENIU FIRMY przeprosić i zachęcić cię do kontynuowania tam zakupów. To nic nie kosztuje, a pozostawia miłe wrażenie i każdy, kto rozumie na czym polega dobra obsługa klienta, wie, że to jest właściwa praktyka.
      Napiszę jeszcze coś – te komentarze pod twoim zapytaniem to potwierdzają – Polacy to naród, któremu bycie miłym przynosi ujmę. Dobrze jest być cwanym, chamskim, złośliwym – takie zachowania są premiowane. Bycie miłym, pomocnym, ludzkim, jest odczytywane jako słabość i dlatego niepożądane.

      Przez wiele lat mieszkałam poza granicami Polski i tam czy załatwiałam sprawę w dziekanacie uniwersytetu czy jadłam w restauracji, czy coś kupowałam, czy reklamowałam, czy szłam do urzędu skarbowego – obsługujące mnie osoby były miłe, pomocne, zainteresowane i nie poczytywały sobie tego za dyshonor. Oni są tam dla klientów i bycie miłym jest dla nich naturalne. Nie twierdzę, że nie zdarzają się wyjątki, ale jednak generalna praktyka jest taka – osoba pracująca w branży usługowej musi czerpać przyjemność z kontaktu z ludźmi. I to naprawdę robi różnicę. Na tyle zresztą dużą, że nie kłamiąc zupełnie – bałam się wracać do kraju, bo człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do dobrego, do tego że jest traktowany z empatią i sympatią. W Polsce na załatwianie całej rzeszy spraw drobnych trzeba ogromu energii, a są kraje, gdzie takie sprawy 'same się' załatwiają.

      Dlatego też nie dziwiło mnie, że odwiedzający mnie w kraju znajomi bali się korzystać z polskich sklepów i wyśmiewali te cierpiętnicze miny polskich pracowników branży usługowej, bo czy szli coś załatwić na lotnisku, czy do restauracji czy nawet sklepu – prawie wszędzie napotykali na mur i byli zniesmaczeni a czasem nawet przestraszeni.
      Dlatego jak czytam, bądź słyszę o polskiej gościnności, to śmieję się w kułak. Takie czerstwe teksty mogą sprzedawać tylko ci, którzy nigdy nie mieszkali w cywilizowanych krajach. To się powoli zmienia, ale jak sama widzisz – niedostatecznie szybko.

      Tak na marginesie – jeśli sklep w ustawowo wyznaczonym czasie nie poinformuje cię o wyniku rozpatrzenia reklamacji, to uznaje się ją za rozpatrzoną pozytywnie (nawet gdyby bylo inaczej).
      • tola1990 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 10:34
        Polacy nie mają problemów z życzliwością (w większości) ale wymagając czegoś od innych należy też wymagać od siebie - zwykle ludzie odpowiadają tym samym zachowaniem na to samo (rozszczepieniowość i naburmurszenie za to ostatnio w modzie wśród osób załatwiających różne sprawy na rynku usług, bo myślą, że są najważniejsi na świecie i każdy będzie im się kładł do kolan)
        • aqua48 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 10:45
          Oczywiście, że należała Ci się miła obsługa i przeprosiny za nieudany zakup. Jednak załatwianie reklamacji w Polskich firmach to..osobna kategoria, z którą miałam ku memu zdumieniu (nie)przyjemność zetknięcia się od drugiej strony, czyli firmy produkcyjnej. Krótko mówiąc - klient awanturujący się i nawet grożący sądem jest załatwiany dość szybko i w miarę sprawnie, potulnie czekającego na rozpatrzenie reklamacji zsyła się na sam koniec kolejki w nadziei że "jakoś to będzie" i znudzi mu się reklamowanie, bo generuje jedynie koszty i pochłania masę czasu.
          • soffia75 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 23:41
            aqua48 napisała:
            Krótko mówiąc - klient awanturujący się i nawet grożący sądem jest załatwiany dość szybko i w miarę sprawnie (...)
            Mam wrażenie, że działa to też w drugą stronę - klient, chcący załatwić niezbyt przyjemną sprawę (np. reklamację), od razu wytacza największe działa i robi karczemną awanturę, nie czekając na reakcję drugiej strony, bo wychodzi z założenia, że "trzeba na nich nawrzeszczeć, żeby zrobili, co do nich należy".
            • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 09:22
              Soffio, bo jesteśmy niestety nauczeni, że u nas reklamacje są bardzo trudne, często niemożliwe do wygrania. Pamiętam, jak kilka lat temu mojej koleżance rozkleiły się buty na zimę i odpowiedź serwisu brzmiała: 'buty nie nadają się do chodzenia po rozmokniętym śniegu'. To byla bodajże Venezia – dwie koleżanki z biura kupiły ich buty i obie musiały je reklamować. Obie natrafiły na identyczne trudności a walka ze sklepem trwała długie miesiące. Podejrzewam, że po jakimś czasie taki klient rozpoczyna kolejną reklamację od awantury. Ja sama miałam podobny problem z torebką od Gino Rossi – samoistnie się otwierała i kilkukrotne poprawianie zapięcia nic nie dało. Żądalam wymiany zapięcia, bądź wymiany torebki i okazało się, że samoistnie otwierający się zamek nie jest w torebce, która przecież służy do noszenia portfela, telefonu, itp., problemem.
              U nas w ogóle klienta do reklamacji stara się zniechęcić, odwieść go od dochodzenia swoich praw. Klienci wiedząc o tym często zaczynają kolejną reklamację z tzw. 'grubej rury'.
        • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 10:51
          Oczywiście, można tak uważać, szczególnie jeśli za 'życzliwość' uważa się na przykład wrzucanie komuś petardy do lokalu.
          Powtórzę – w tym kraju ciężko się cokolwiek załatwia czy organizuje, ponieważ ludzie z reguły są mało życzliwi i raczej nieuprzejmi. I jak pokazują badania – nie ufają współobywatelom. Wystarczy pomieszkać w USA, Irlandii, Danii czy UK, żeby zrozumieć różnicę. Widać to na każdym kroku.

          Pracując w sektorze usług należy być miłym i uprzejmym bez względu na to, jak zachowuje się klient. Tak, 'klient – nasz pan' znakomicie to oddaje. To, że niemili Polacy są rownie niemiłymi klientami, nie powinno chyba nikogo dziwić, bo zarówno ci pierwsi jak i ci drudzy rekrutują się z tego samego narodu.
          Niejednokrotnie spotkałam się z oburzeniem na to, jak Polacy zachowują się wobec cudzoziemców. Wiele osób otwarcie mówiło mi, że Polacy są sztywni, zachowują, się, excuse my language, jakby mieli z częściach tylnych pięciometrowe kije, itd. No skądś to się bierze... A my tutaj na naszym grajdołku wmawiajmy sobie, że jesteśmy gościnni i życzliwi. Pewnie równie gościnni i życzliwi są w Korei Północnej big_grin.
          • tola1990 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 11:25
            spróbuj załatwić coś z uśmiechem na twarzy i własną życzliwością, a nikt nie będzie Ci z życzliwości wrzucał petard do lokalu wink
            Chamy się zdarzają wszędzie ale w sumie to nie wiem, skąd macie te wszystkie problemy z życzliwością i załatwianiem spraw.
            Jeden cham, to nie wszystkie chamy, jeden życzliwy, to nie wszyscy życzliwi, nie ma co uogólniać.
            • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 11:48
              Nie masz racji. Piszę o tym ze smutkiem, bo wolalabym, żeby w tym kraju żyło się łatwiej.
              Nad wycieczkami osobistymi typu – sama zapewne jesteś nieżyczliwa i posępna, nie będę się nawet zatrzymywała. Powtórzę – po ponad 8 latach mieszkania poza Polską widzę różnicę i wiem, jak to wpływa na ludzi, bo to taka samonakręcająca się spirala agresji i nieżyczliwości. W Polsce żyje się trudno wlaśnie z tego powodu, że czy idzie się do urzędu, czy do szkoły, czy do szpitala, lekarza, czy gdziekolwiek indziej – bardzo rzadko trafia się na empatię i chęć pomocy. To zjada ogromne ilości energii, bo człowiek musi walczyć, żeby go nie zadeptano.
              Nie jest to jedynie moja opinia. Polacy na ogół są podejrzliwi, skrzywieni, zakompleksieni. Z reguły odbiera się nas jako grubiańskich, niemiłych, niegrzecznych. I dotyczy to osób z różnych klas społecznych.
              Przed świętami byłam świadkiem niemiłego zachowania klienta wobec sprzedawczyni w Blikle. Stałam w kolejce za nim, byłam świadkiem całego zajścia i aż mnie stopy swędziały, aby po prostu ochrzanić go za to, jak traktuje tę młodą kobietę. Doprowadził ją prawie do płaczu, był bardzo opryskliwy, nie wulgarny, to byla raczej przemoc w białych rękawiczkach. Dobrze ubrany, widać, że taki typ 'na stanowisku'. I to kolejna różnica, bo wprawdzie mnie uczono, że mam tak samo traktować wszystkich, czy ktoś jest dyrektorem szkoły czy woźnym, ale w Polsce na dobre traktowanie trzeba sobie zasłużyć, najczęściej zasobnością portfela lub stanowiskiem. A pamiętam jak w irlandzkich pubach widziałam milionerów, właścicieli wielkich firm, którzy z robotnikami i z rolnikami siadali przy barze i sączyli piwo. Śmiali się, żartowali. U nas takie obrazki są wlaściwie nie do pomyślenia.
              • tola1990 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 12:22
                tylko, że samo to, że uważasz, że musisz walczyć, żeby Cię nie zdeptano, już sprawia, że masz postawę obronną. Ja nie walczę żeby mnie nie zdeptano, a nie zauważam, jakiejś nieprzychylności. Tacy ludzie buraki się zdarzają, tak samo jak ten w przytoczonym przykładzie przez Ciebie w sklepie ale na takiego buraka uważam, że znajdzie się 5 normalnych ludzi (takie jest akurat moje doświadczenie smile ) Jeden burak wioski nie czyni wink
                • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 12:42
                  Napisałam wyraźnie – człowiek napotyka na brak zainteresowania, chęci pomocy, dlatego musi walczyć. Myślę, że ta kolejność jest tutaj bardzo istotna. Z natury jestem uśmiechniętą, miłą osobą, co nie oznacza, że nie jestem w stanie egzekwować swoich praw, kiedy zachodzi taka konieczność. Na dodatek naprawdę mam porównanie i niestety wypada ono na niekorzyść Polaków. Na szczęście to się powoli zmienia, ale Polacy nadal znacznie odbiegają od europejskiej średniej.

                  Oczywiście, że w każdym społeczeństwie zdarzają się dobrzy i źli ludzie, ale pamiętam, kiedy wprowadziłam się do pięknego, sennego miasteczka w pewnym kraju – kurierzy zostawiali tam paczki przed drzwiami – nigdy nic nie ginęło. Kiedy do miasteczka zaczęli przybywać Polacy, nagle paczki zaczęły ginąć. Masowo. W końcu zaczęto je zostawiać w magazynie i pamiętam niezadowolenie lokalnej społeczności, kiedy nagle musieli ganiać na koniec miasteczka, aby móc je w określonych godzinach odebrać. Pamiętam też jak u znajomej pracującej w lokalnej piekarni musiano zmienić zasady traktowania pracowników. Otóż przez wiele lat pracownicy mieli prawo po zakończeniu pracy wziąć do domu dowolną ilość chleba, bułek i ciastek. I korzystano z tego z wdzięcznością, ale też w ramach rozsądku. Wkrótce Polacy zaczęli pieczywo wynosić w workach na śmieci i sprzedawać na boku, stąd pracodawca musiał wprowadzić ograniczenia, typu: 1 bochenek chleba, itd. Naprawdę nie pomnę, ile razy byłam świadkiem takich sytuacji, albo słyszałam o nich ze sprawdzonych źródeł.

                  Tak, jesteśmy solą tej ziemi, jesteśmy naprawdę wspaniali, Polacy nie mają sobie równych, a inni po prostu nas nie doceniają.
                  • tola1990 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 13:14
                    No niestety atmosferę tworzą ludzie, jak się zbierze banda buraków, to już po ptakach. Najbliższy przykład to banda na ostatniej promocji z lidla przynosząca zużyte opakowania uncertain
          • kolpik124 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 11:40
            ach, ten Zachód gdzie trawa bardziej zielona, a wszyscy szczerzą wybielone zęby big_grin

            kolejna zachłyśnięta wielkim światem po wyjeździe z rodzinnego powiatu big_grin
            • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 11:53
              Hahaha, oczywiście to wszystko oszczerstwa powielane przez niemieckie kondominium.
              https://img.washingtonpost.com/wp-apps/imrs.php?src=https://img.washingtonpost.com/blogs/worldviews/files/2013/03/openness4.jpg&w=1484
              • kolpik124 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 20:19
                szczęśliwi Niemcy witają zagranicznych gości z Syrii smile)))
                • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 08.01.17, 14:43
                  Wiesz, podejrzewam, że te statystyki się zmienią w tym roku, także w Niemczech.
                  Zaufanie będzie, ale tylko do osób o niewątpliwym europejskim wyglądzie. Dostanie się i świeżym emigrantom, i Niemcom pochodzenia tureckiego.
      • mallard Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 15:56
        renn.ie77 napisała:

        > załatwianie całej rzeszy spraw

        masy spraw, nie rzeszy. Rzesza to ludzi jest.
        • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 16:08
          Mallard, masz oczywiście rację, dziękuję za zwrócenie uwagi!
      • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 12:39
        renn.ie77 napisała:

        > Napiszę jeszcze coś – te komentarze pod twoim zapytaniem to potwierdzają – Pola
        > cy to naród, któremu bycie miłym przynosi ujmę. Dobrze jest być cwanym, chamski
        > m, złośliwym – takie zachowania są premiowane. Bycie miłym, pomocnym, ludzkim,
        > jest odczytywane jako słabość i dlatego niepożądane.

        Po pierwsze, mam zupełnie inne doświadczenia. Po drugie - jesteś Polką i duża część twojej rodziny zapewne też - poważnie 'bycie miłym przynosi wam ujmę'? Współczuję. Po trzecie - protestuję przeciwko obrażaniu mnie i moich bliskich.
        • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 13:01
          Mi samej nie, ale niektóre osoby z mojej rodziny mają z tym trudność, bo jak pisałam, jest to niestety cecha narodowa Polaków i niewielu jej uniknęło w puli genów, a rodziny się sobie nie wybiera.
          Protest odnotowany. Cóż, takie są moje doświadczenia, tak o Polakach mówi wielu moich znajomych cudzoziemców. Myślę, że warto się zastanowić dlaczego, zamiast obrażać się na to, jak jesteśmy odbierani. Podobno zachowujemy się, jakbyśmy mieli kilkumetrowe kije umieszczone w częściach tylnych, jesteśmy sztywni, zakompleksieni, nadwrażliwi, niemili i niegrzeczni. Skądś się takie opinie biorą?
          • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 15:05
            Brak uprzejmości to kwestia genów? Teoria osobliwa i chętnie o tym poczytam, bo interesuję się tematem. Jakbyś mogła coś więcej na ten temat. Moje wątpliwości budzi fakt, że genetycznie jesteśmy, mimo pozorów, dość mocno pomieszani - przetoczyło się przez tereny Polski wiele wojen, najazdów itd i genetycznie jesteśmy dość różnorodni - od Sasa do Lasa, od krwi żydowskiej, przez niemiecką, cały komplet ze wschodniego pogranicza, a nawet azjatycką. Poważnie to daje taki dziki efekt?

            Masz pewien stereotyp, rozumiem. Stereotypy to oszczędność czasu, to też rozumiem. Ale mylenia stereotypów z prawdą nie rozumiem. To bardzo ogranicza, i gdzieś tam w efekcie krzywdzi, zwłaszcza jeśli z zapałem głosisz swoje stereotypy nie tylko na polskim forum, ale wśród swoich cudzoziemskich znajomych. Co, nawiasem mówiąc, sprawia dość fatalne wrażenie, więc gdzieś tam uderzyć może i w ciebie.

            Ja się nie czuje obrażona. Mnie po prostu wpienia dziwaczny zapał niektórych Polaków w opluwaniu wszystkiego, co polskie (wyjąwszy oczywiście ich samych i, powiedzmy, ich rodziców, bo to oczywiście chlubne wyjątki). Mieszkałam w paru krajach europejskich - mieszkańcy każdego mają cały zestaw cech, jest coś w rodzaju kultury miejsca (w życiu nie szukałabym przyczyn odmienności narodów w genach, moim zdaniem to absurd). Wśród tych cech są i wady, i zalety - dlaczego z takim upodobaniem skupiasz się na tych pierwszych, nie dostrzegając drugich? Węszę tu gorliwość neofitki. Parę razy miałam okazję obserwować coś takiego u 'nowych' Włochów czy Anglików, pochodzących z innych krajów. Moim zdaniem dość smutne to i niepotrzebne.
            • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 22:07
              Geny to oczywiście żart. Nie jestem specjalistką, nię będę nawet usiłowała określić co jest tego przyczyną, być może to kwestia różnic kulturowych, tradycji, uwarunkowań politycznych, historii, itp. Faktem jest, że np. polscy przedsiębiorcy narzekają, że prowadzenie małej działalności jest u nas trudniejsze niż na zachodzie, bo są zwyczajowo traktowani w urzędach jak krętacze i przestępcy. Podobno rozwiązania prawne mamy właściwie identyczne, a chodzi tu o podejście urzędników i interpretację przepisów. Dlaczego są takie a nie inne? Czy nie chodzi o czynnik ludzki? Dlaczego na przykład w Irlandii można działać przez pół roku nie rejestrując działalności, sprawdzić swój pomysł i możliwości zarobkowania i państwo nie widzi w tym problemu, potrafi zaufać obywatelowi, a w Polsce nie ma takiej możliwości? Dlaczego te kilkanaście lat temu wskaźnik zaufania do współobywateli był u nas alarmująco niski w porówniu do zachodniej Europy? Dlaczego firmy, nawet te działające także w Polsce, mają łatwiejsze i bardziej przyjazne zasady zwrotów i obsługi za granicą niż w Polsce? Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi o podobnym zestawie cech i niczym się nie różnimy? Dlaczego na przykład angielski sklep Brastop wprowadził przez jakiś czas jako jedyny dostępny sposób wysyłki do Polski przesyłkę rejestrowaną, bo paczki do Polski były zwyczajowo okradane albo znikały w niebycie? Dlaczego w piekarni, w której pracowała w Irlandii moja koleżanka do chwili, kiedy Polacy zaczęli nadużywać tego zwyczaju, pracownicy mogli brać dla siebie każdy rodzaj pieczywa? Dlaczego Irlandczycy brali chleb i kilka sconesów, a Polacy wynosili pieczywo w workach na śmieci i sprzedawali je na boku? Dlaczego w Anglii organizowały się gangi Polaków wymuszające haracze na osobah, którym 'załatwiali' pracę?
              Nie wiem. Nie chce mi się nawet odpowiadać na pytania, po prostu zauważam różnice i nie będę kłamała, że ich nie widzę. Mieszkałam w Niemczech, Irlandii, Anglii i USA, i tak, widziałam zasadnicze różnice w zachowaniu Polakow i tubylców oraz w traktowaniu mnie w szpitalach, urzędach, szkołach, sklepach, restauracjach tam i w Polsce.
              Od prawie 9 lat mieszkam z powrotem w Polsce i do tej pory zauważałam zmiany na lepsze, teraz ze względu na zmiany polityczne obawiam się, że te zmiany zostaną zastopowane, a może nawet będzie gorzej. Jestem Polką, czuję się Polką i dlatego myślę, że mogę otwarcie mówić o wadach Polaków. I tyle. Mogę być gorliwą neofitką.
              • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 15:05
                Jeśli chodzi o urzędy - to, niestety, kłania się tu tradycja PRLu, czyli pieczątkologia i spychologia. Ale ja od co najmniej 10 lat tego nie widzę i mam, w swoich dość licznych i rożnorodnych kontaktach z urzędami w ciągu ostatniej dekady tylko jeden (jeden!) przykład nieżyczliwego postępowania. Mam wrażenie, że bardzo, bardzo dużo się zmieniło i to na lepsze. Skrzywiona pani z zapieczoną trwałą, kawą-plujką w szklance z obowiązkową łyżeczką w środku, traktująca petenta jak problem to obraz, który dla mnie jest historią z czasów załatwiania swojego pierwszego dowodu. Autentycznie - po kontakcie z paroma urzędniczkami w paru miejscach miałam ochotę je wyściskać, tak były miłe i kochane. Wliczając w to Urząd Skarbowy.

                Mam wrażenie, że nie widzisz tego, że niski wskaźnik zaufania społecznego w naszym kraju to również wina takiego - sorry - głupiego gadania, jacy to jesteśmy beznadziejni, nieuczciwi i wyjątkowo chamscy. Zazwyczaj takie rytualne gadanie jest nasycone specyficzną satysfakcją - rozmówcy wręcz prześcigają się w opowiadaniu o tym, że jesteśmy narodem do niczego, że niszczymy wszystko i wszystkich, a szczególnie tych, którym się powiodło, ta polska zawiść to koszmarna rzecz, ja tego nienawidzę, tych ludzi potwornych, wiecznie ponurych, nieuprzejmych, pani zobaczy, kierowca na łódzkiej rejestracji mnie dziś ochlapał, o tu mam plamę....

                Udowodnione naukowo jest, że jeśli się o czymś mówi, to się w to zaczyna wierzyć. A jeśli się to z przekonaniem powtórzy i dołączy do tego stosunek emocjonalny (negatywny) i osobliwą przyjemność (satysfakcję z rozprawiania o tym, żeśmy - pardon: że oni są beznadziejni) to to się utrwala. W postaci stereotypu. I nie widzi się tego, co jemu przeczy, bo taka jest natura stereotypu. Życzliwości, chęci pomocy, nawet jeśli jest związana z dużym wysiłkiem, solidarności i empatii. Ja tego doświadczam na codzień. Widzę to, bo staram się przetwarzać świadomie i widzieć stereotypy tam, gdzie one są, i prawdę tam, gdzie jest. I nie bardzo rozumiem, czemu, mówiąc o Polsce i Polakach, mnóstwo ludzi tak uporczywie zasysa się z zachwytu, kiedy może popluć jadem. Jak ktoś musi, bo się udusi, to proszę bardzo, ale może chociaż nadać pozory obiektywizmu wypowiedzi i nieśmiało wspomnieć, że nie wszyscy obywatele tego kraju nadają sie do kryminału? Dziękuję z góry.
                • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 15:57
                  No więc ten fenomen nie dotyczył jedynie urzędów i wiele z tej mentalności niestety nam zostało. Nie jestem socjolożką, ale mówi się przecież o tej skłonności Polaków do kombinowania, do działania raczej przeciw władzy niż według ustalonych reguł, itd. Skąd te wyłudzenia VAT czy ubezpieczeń komunikacyjnych i inne tego typu problemy?
                  Oczywiście, że to się powoli zmienia, ale jako osoba żyjąca tu i teraz, chciałabym aby zmieniało się to... szybciej. Nie odczuwam satysfakcji z tego, że tak się u nas dzieje. I jak pisałam w poprzednich postach – zauważam i pielęgnuję wzajemną życzliwość, zaufanie, empatię i solidarność. Aktywnie działam w organizacjach obywatelskich, działam charytatywnie, ale przede wszystkim staram się być miłą, życzliwą, pogodną, pomocną. Ale w taki dzień jak dzisiaj idę kupić chleb i proszę panią w piekarni, u której kupuję codziennie, żeby po drugiej dostawie odłożyła mi chleb i słyszę: ja tam nic pani nic nie będę odkładała... I wszystko mi w środku opada. I mogłabym tak wymieniać bez końca, bo w pobliskim kiosku Ruchu sprzedaje bardzo niemiły pan, w administracji mojego budynku pracuje odrażająco niemiła pani, w pobliskiej piekarni – obrzydliwie niemiła ekspedientka, panie w sekretariacie szkoły mojego dziecka – role Meduz mogłyby zagrać bez pudła i bez charakteryzacji, dwie z czterech pań bibliotekarek w pobliskiej bibliotece publicznej są tak niemiłe, że włosy dęba stają i co z tego, że w Żabce jest fajna obsługa? Albo na pobliskim basenie? Albo, że te 2 na 4 bibliotekarki są miłe? Ja muszę też kupować chleb, gazety i wypożyczać książki bez dostosowywania się do grafików dwóch miłych pań plus raz w miesiącu odwiedzić panie w sekretariacie i zapłacić za obiady dziecka. A na koniec biegnę do sklepu plastycznego i pani na 10 minut przed 18 mówi mi, że sorry, ale ona już musi wychodzić, bo wyjeżdża na weekend i jeśli ja chcę się zastanawiać, to niestety będę musiała dokończyć te zakupy jutro. Serio. W taki właśnie sposób mi to oświadcza i mam do wyboru albo zrobić awanturę, albo stulić uszy po sobie, bo drugi sklep jest na końcu miasta i tam już na pewno nie zdążę zrobić zakupów. A żeby było lepiej, to sprzedaje tam tak niemiły pan, że przypomina mi najgorsze doświadczenia z okropnymi ekspedientkami ze sklepu plastycznego, w którym musiałam kupować jako studentka. Wszyscy się ich baliśmy. Pan z obrzydzeniem graniczącym z agresją traktuje każdego klienta, ale sklep jest świetnie wyposażony, więc ludzie kupują. Wprawdzie, kiedy go o coś zapytać, to on naprawdę wygląda, jakby za chwilę miał puścić pawia na ladę, ale na całe miasto są 2 sklepy, to jakie są możliwości? Nie interesują mnie więc stereotypy, interesuje mnie moje własne prywatne doświadczenie, bo jest dla mnie reprezentatywne, bo to moje życie. Dlatego pamiętam, że panie w US ostatnio były miłe, a pani w biurze konserwatora z kolei tak absolutnie i obrzydliwie niegrzeczna wobec mnie, że chcąc czy nie chcąc – jej zachowanie pamiętam świetnie a nawet lepiej. I skoro złe pamięta się lepiej, to ci którzy to złe czynią powinni się bardziej starać. Tak – oni a nie ja. I pamiętam, że po latach spędzonych za granicą, naprawdę trudno mi było przestawić się na życie w Polsce, właśnie dlatego, że sprawy, które gdzieś indziej były normą u nas trzeba było sobie wywalczyć, wyszarpać, wydrapać. I ponieważ mam tyle lat, ile mam i na kontakt ze współobywatelami jestem narażona na tak zwane okrągło, to cóż, będzie mnie to nadal wkurzało.
                  • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 16:55
                    Z własnym doświadczeniem to jest właśnie tak, że jego wpływ na nasze sądy jest zawyżony - niewspółmierny, nie ma nic wspólnego ze średnią statystyczną smile
                    To też mechanizm znany psychologii - dwa razy o pięc minut w ciągu ostatnich pięciu lat spóźni się kolejka i 'ofiara' spóźnionej kolejki do końca życia będzie z zapałem opowiadać o koszmarnej niepunktualności kolei i straconym do niej zaufaniu.

                    Właśnie tak tworzą sie stereotypy. Polecam jakąś podstawową lekturę, serio i życzliwie, może rozdzialik z grubego Aronsona np.

                    I nie wiem, naprawdę - może jestem uprzedzona pozytywnie i zwyczajnie ślepa, ale chyba żyjemy w innych Polskach - ja w swojej naprawdę rzadko spotykam się z brakiem życzliwości. Skupiłam się teraz i przypomniałam sobie, jak to było w minionym roku i naprawdę mogę sobie przypomnieć tylko jedną naburmuszoną kelnerkę. I nic więcej.
                    • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 18:13
                      Ja to doskonale rozumiem, ale mnie nie interesuje średnia statystyczna, natomiast interesuje mnie to, żebym mogła bez stresu wypożyczyć książki czy załatwić coś w sekretariacie szkoły mojego dziecka.
                      Statystycznie to moja ulica jest bezpieczna, a pierwszej nocy po przeprowadzce włamano mi się do samochodu i ukradziono mi radio oraz kabel USB. I co mi, przepraszam, po statystyce?
                      Ja jak najbardziej spotykam miłych, wspaniałych ludzi, ale całkiem często w różnych instytucjach publicznych i firmach prywatnych spotykam się z osobami niemiłymi i nieprofesjonalnymi. I w tym kontekście statystyki mnie nie interesują, o ile nie mają przełożenia na moje doświadczenie. Mnie jako obywatelce tego kraju, która żyje uczciwie, płaci podatki, wychowuje dziecko, zależy na tym, abym mogła pewne sprawy załatwić szybko, bezpiecznie i w fajnej atmosferze. Ponieważ moich znajomych i rodzinę spotyka to samo, a do tego informacje o podobnych sprawach pojawiają się w mediach, to trudno abym nie budowała sobie na podstawie tego pewnego wyobrażenia na temat poziomu przyjazności Polski dla szarego obywatela. I obraz, jaki mi się buduje jest taki a nie inny. Lepszy niż ta kilkanaście lat temu, ale nadal daleki od ideału.
                      • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 23:00
                        Myślę - znowu, bez obrazy - że ten obraz, który przestawiłaś, tzn rodzinnego narzekania i wywlekania przykładów Polskiego Zła, jest dość jaskrawym przykładem tego, co ja nazywam 'rytualnym narzekaniem na Polskę i Polaków', o czym pisałam wyżej. Tak się spotykacie i potakujecie sobie nawzajem i umacniacie w twierdzy stereotypów.

                        Co, jak też już napisałam, raczej nie podwyższa zaufania społecznego. Nie sądzisz?
                        • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 00:17
                          bene_gesserit napisała:
                          jest dość jaskrawym przykładem tego, co ja nazywam 'rytualnym narzekaniem na Polskę i Polaków', o czym pisałam wyżej. Tak się spotykacie i potakujecie sobie nawzajem i umacniacie w twierdzy stereotypów.

                          jakbys wyjechala, robilas to samo, zapewniam cie. sek w tym iz kontrast pomiedzy pewnymi 'zawodowymi' zachowaniami ( w ogole miedzyludzkimi) staje sie coraz ostrzejszy w miare uplywu spedzonych lat na obczyznie. wiec kiedy przyjedzie sie do 'maderlandu' czy jak kto woli 'faterlandu' to te kontrasty namietnie pchaja sie pod oczy. a potem no jasne, bo narzekanie to druga ludzka natura, ze sie z emocja opowiada o strasznych przezyciach w sklepie czy w tramwaju itp po powrocie do drugiej ojczyzny przy BBQ, steku i Labatt Blue albo Budweiser wink smile big_grin

                          Wracajac do rzeczy - Bene, nie 'stereotypy' tylko tak po prostu jeszcze jest, a to wynika z blisko wieku bardzo zlych nawykow komunistycznej roszczeniowej epoki ktora w spadku dala nam zbyt wielkie poczucie wladzy u kazdego rodzaju urzedasa, handlowca, uslugodawcy itd itp polaczone z nieraz zupelnie nieproporcjonalnym wymaganiom ze strony dzisiejszego klienta, ktoremu sie wydaje ze teraz poniewaz ma prawa konsumenta za soba moze wszystko (tymczasem, spokojnie, moze duzo wiecej niz za komuny, ale lol bogiem jeszcze nie jest). to zderzenie powoduje rozne niezdrowe sytuacje. ale, wracajac, to chcialam powiedziec iz jezdzac do PL na wakacje co kilka lat widze ogromna poprawe ze strony ludzi pracujacych w, ze tak powiem - serwisach, czyli handlu, uslugach, transporcie itd - ale sa to glownie mlodzi ludzie jak wiadomo najszybciej idacy z duchem czasu. im starsi tym bardziej sa przekonani ze ja, klientka, przychodze do sklepu oddawac jej, sklepowej/emu, holdy lololol
                          I choc to zanika, niemniej wciaz niestety widac te gleboko wszczepiona wiare we wszechpotezna moc " ludzi za lada" oraz jakies takie przekonanie ze oddawanie towaru to diabelskie machinacje i nalezy sie od takiego klienta krzyzem i swiecona woda odzegnywac.
                          Tutaj naprawde nikt nie robi z tego problemu, do tego stopnia ze nawet calkiem podejrzane zwroty (np bluzka czy sukienka z widocznymi sladami noszenia) moze zostac przyjeta.

                          Gdy czlowiek po takich doswiadczeniach ma problemy z oddaniem towaru w oryginalnym opakowaniu - rozumiesz chyba ze sie dziwi i krzywi na to co widzi w PL?
                          I takie tam.

                          Ale masz racje z drugiej strony, co takie wytykanie palcem daje? nic w sumie, poza moze wlasna satysfakcja wink


                          Jest coraz lepiej, fakt, ale moze byc jeszcze lepiej : )

                          Minnie
                          • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 12:29
                            Jak pisałam, mieszkałam za granicą. W paru krajach.

                            I to nadal nie zmienia mojego zdania - jeśli człowiek jest fatalnie opłacany, źle traktowany i brak mu wsparcia, to nie będzie dobrze pracował. Jeśli ktoś w Polsce źle pracuje, to - wyjąwszy patentowanych leni i skończonych głupców - jest zazwyczaj właśnie w takiej pozycji. I to nie komuna tu ma cokolwiek do rzeczy, bo komuna skończyła się _pokolenie_ temu, ale raczej kapitalizm w wersji januszowo-wilczej.
                            • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 23:50
                              bene_gesserit napisała:
                              I to nie komuna tu ma cokolwiek do rzeczy, bo komuna skończyła się _pokolenie_ temu, ale raczej kapitalizm w wersji januszowo-wilczej.

                              ale my nie mowimy Bene o "zle pracujacych" tylko o niekulturalnych, a to jednak roznica.

                              Minnie
                              • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 07.01.17, 00:02
                                W zawodzie, związanym ze służeniem (kasjerki, sprzedawczynie, kelnerki itp) to to samo.
                                • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 07.01.17, 23:29
                                  bene_gesserit napisała:
                                  > W zawodzie, związanym ze służeniem (kasjerki, sprzedawczynie, kelnerki itp) to
                                  > to samo.


                                  Alez nie. mozna swietnie robic manikiur i niesmowite sztuczne paznokcie ale przy tym byc niemila. a mozna masakrowac skorki i krzywo kleic paznokcie bedac przy tym niesamowcie milutkim.
                                  Mozna w ekspressowym tempie kasowac i pakowac towar w kasie ale przy tym byc gburowatym. a mozna w slimaczym, mylac sie co chwila i wesolo przy tym gawedzac z klientami.
                                  mozna miec genialna pamiec i z magiczna zrecznoscia podawac blyskawicznie do stolika ale miec przy tym mine jak szesc kilo gwozdzi. lub mozna w zolwim tempie podawac z mina aniola i zapomniec polowy, donoszac X razy coraz to kolejna zapomniana rzecz.

                                  Minnie
                                  • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 08.01.17, 13:53
                                    W zawodach, związanych ze służeniem forma to również treść.
                                    • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 03:47
                                      bene_gesserit napisała:
                                      > W zawodach, związanych ze służeniem forma to również treść.


                                      LOL

                                      Minnie
                                      • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 14.01.17, 22:41
                                        minniemouse napisała:

                                        > LOL

                                        Polecam Arystotelesa i Kanta.
                                        • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 15.01.17, 23:33
                                          bene_gesserit napisała:
                                          Polecam Arystotelesa i Kanta.

                                          Dziekuje, ale ja Bene nie potrzebuje Arystotelesa i Kanta zeby umiec rozroznic dobra kelnerke od zlej, nawet gdy ta pierwsza miewa faux pas dni.

                                          Minnie
                                          • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 16.01.17, 18:54
                                            Ależ nie w tym celu polecałam ci tę pouczającą lekturę. Oczywiście - twoja wola.
                                            • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 16.01.17, 22:56
                                              bene_gesserit napisała:
                                              > Ależ nie w tym celu polecałam ci tę pouczającą lekturę. Oczywiście - twoja wola

                                              Coz, nie umiem czytac w twoich myslach. skoro rozmowa byla o tym jakie powinny byc kelnerki, itd..

                                              Minnie
                        • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 23:47
                          Przede wszystkim – nie wiem, skąd wnosisz, że spotykamy się i narzekamy. Sorry, ale to bez sensu.
                          Równie mocno cieszę się z dobrych zmian i skukcesów Polaków, co wkurzają mnie pewne rzeczy, które u naszych rodaków zauważam. I nie mówienie o tym, że dzieje sie w tej czy w tamtej dziedzinie źle obniża zaufanie społeczne, ale to że dzieje się źle. Tak jak na społeczeństwo nie działa źle fakt mówienia o przemocy domowej, ale fakt, że ta przemoc się wydarza.
                          • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 07.01.17, 00:01
                            renn.ie77 napisała:

                            > Przede wszystkim – nie wiem, skąd wnosisz, że spotykamy się i narzekamy. Sorry,
                            > ale to bez sensu.

                            Napisałaś powyżej: Ponieważ moich znajomych i rodzinę spotyka to samo, w, jak zrozumiałam, kontekście Złej Polski i Polaków.
                            Ja obserwuję ten mechanizm od kilkunastu lat: takie rodzinne lub w gronie znajomych narzekanie na ten podły kraj. A jeszcze jeśli ktoś na tym samym oddechu pod koniec narzekania doda coś o niskim wskaźniku społecznego zaufania to mnie ogarnia stan dziwny, coś między śmiechem a totalnym zdumieniem. Bo niski wskaźnik społecznego zaufania w naszym kraju łączy się z silnym zaufaniem do kręgu rodziny i bliskich. Mi się to kojarzy z myśleniem sekciarskim: zła jest mnóstwo, ale nie ma go w nas, więc jest na zewnątrz. Członkowie sekty, co nie dziwne, mają bardzo wysoki współczynnik zaufania społecznego do członków sekty, a bardzo niski (często wrogi i pogardliwy) do osób spoza sekty.

                            Widzę tu pewne podobieństwa. I chciałabym - bo wyglądasz na fajną i wartościową, do tego inteligentną kobietę - żebyś ty też widziała te mechanizmy. Dodam, że dyskusja - co było pierwsze: chałowy kraj i jego obywatele czy smakowite narzekactwo nie ma IMO sensu. Dlatego właśnie podskakuję tak wysoko, kiedy ktoś tak jedzie po tym nieszczęsnym kraju: bo to perpetuum mobile: narzekamy na innych i zwracamy się ku własnej rodzinie, zwracamy się ku własnej rodzinie, bo świat zaludniony innymi jest taki wrogi i zły... Mam ambicje wkładać kij w szprychy tej maszynie.

                            Poza tym polskie marudzenie uważam za cechę narodową wartościową i potrzebną, byle nie to autotematyczne smile
                            • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 07.01.17, 21:55
                              Bene, mój znajomy, który niedawno wrócił do kraju przez lata prowadził restauracje poza granicami Polski. Ostatnio zaskoczył nas taką oto opowieścią: otóż musiał zwolnić wszystkich pracownikow restauracji, ponieważ okazało się, że okradali firmę. Co robili? Wykorzystywali Happy Hours. Podczas wykonywania bilansów okazało się, że poza godzinami zniżek sprzedawało się coraz mniej dań. Klienci byli, a jedzenia jakby nie było. Co się stało? Obsługa nie wydawała paragonów z kasy niektórym klientom, nabijając ich zamówienia w czasie obowiązujących zniżek. Różnicę w tym co klient zapłacił, a co zapłaciłby po zniżce, zachowywali i dzielili pomiędzy sobą. Uprzedzę przeróżne dywagacje – obsługa w tej restauracji zarabia całkiem nieźle. Znajomy jest fajnym, uczciwym szefem. Jest osobą empatyczną, o wysokiej kulturze. Wymaga od pracowników, ale i wymaga od siebie, tzn. w czasie nawału pracy zobaczyłabyś go tam i na zmywaku, i na sali, i sprzątającego brudne naczynia ze stołów. Tego akurat nauczyła go praca na Zachodzie, bo tam jest to dość często praktykowane, tzn. szef nie siedzi w swoim biurze, tylko czynnie współpracuje i jeśli jest taka potrzeba, to wszystkie ręce na pokład, bo najważniejsze jest zadowolenie klienta.
                              Kto według ciebie obniża w tej sytuacji statystyki zaufania społecznego – znajomy, który dzieli się z nami taką opowieścią czy pracownicy, którzy w tak perfidny sposób okradali firmę, która płaciła ich pensje?

                              Nie uważam świata za wrogi, defaultowo obdarzam ludzi zaufaniem. Jeśli okaże się to mądrą decyzją – tym lepiej dla mnie, jeśli okaże się to błędną decyzją – ich strata. Temat jest taki a nie inny, dlatego pozwoliłam sobie wyrazić opinię, która w tym konkretnym aspekcie jest dla nas niezbyt pochlebna.
                              To nie znaczy, że nie zdarza mi się rodaków komplementować. Czynię to jeśli nie bardziej, to na pewno równie hojnie, jak narzekam na ich gburowatość. I osobiście uważam, że jest to jakaś pozostałość PRL, ponieważ nikt w nas nie żyje w próżni. Dlatego część młodych ludzi niesie dalej ze sobą to smutne dziedzictwo wynosząc je chociażby z domu. Poza tym ci młodzi ludzie trafiają często do pracy, do instytucji, jak małe trybiki w maszynie, która ich zmieli, jeśli ośmielą się być inni. Dlatego te zmiany następują tak wolno, bo mam wrażenie, że w przypadku publicznych instytucji w sektorze edukacyjnym czy medycznym, to te zmiany następują wolno.
                              Oczywiście nie odważę się stwierdzić, że niektóre z tych zachowań nie są pokłosiem ogólnego niezadowolenia, biedy, braku perspektyw, poczucia, że jest się nienależycie wymagradzanym, oszukiwanym, nieszczęśliwym. I oby było tego coraz mniej. Ale nawet jak się jest taką ekspedientką w Tesco, niemiłą dla klientów, bo nieszczęśliwą, to skąd pewność, że ten obsługiwany człowiek nie dowiedział się wczoraj, że ma nowotwór w terminalnym stadium? A może umarła mu ukochana osoba? A może jest nieszczęśliwy z innego powodu? Jest samotny? Nikomu na nim nie zależy? Może ma na karku komornika? Przecież tego się nie wie. Można więc uznać, że wszyscy mamy prawo być niemili i można by się licytować dniami i nocami, kto ma ku temu większe prawo i czyje negatywne zachowanie można by lepiej wytłumaczyć i usprawiedliwić. A najlepiej jest być po prostu miłym. Sama to chyba gdzieś napisałaś – uśmiechać się, bo uśmiech jest zaraźliwy. Pewnie, że nie zawsze się da, co nie znaczy, że nie trzeba próbować.
                              • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 07.01.17, 22:41
                                Z tego, co mi wiadomo, najwięcej seryjnych morderców mieszka w USA, gwałciciele działają nawet na Grenlandii, a złodzieje - w każdym kraju świata, nawet w skandynawskich rajach. To naprawdę nie jest tak, że za granicą twojego znajomego nie oszuka cały zespół. Albo nie zacznie kraść towaru. Albo rżnąć na benzynie. Albo olewać obowiązki, pozorując działania. To, poważnie, może się zdarzyć w każdym kraju świata. Są nawet całe doku-soupy dokumentujące ten stan rzeczy - widziałam takie z USA i GB.

                                Ale tylko my, Polacy, uwielbiamy się nurzać, i to publicznie, w tym jacy jesteśmy leniwi, nieuczciwi, skrzywieni i zawistni. Wydaje mi się to głupie i idiotyczne, bo, jak pisałam, to samonapędzająca się maszyna.

                                Co do twoich przeżyć - też nie zyję zawieszona w społecznej pustce, przeciwnie - ale jakoś nie doświadczam jednej dziesiątej ludzkiej podłości/niekompetencji/braku życzliwości, co ty. Trudno mi to wytłumaczyć. Może po prostu rozważ przeprowadzkę do stolicy.
                                ;P
                                • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 07.01.17, 23:57
                                  To jest tak, że za granicą mojego znajomego nigdy nie oszukał cały zespół, na dodatek to jest już druga restauracja, w której wystąpił problem kradzieży wśród pracowników. I jest to druga restauracja na 2, w których zdążył od powrotu pracować. I na dodatek obie znajdują się w stolicy.
                                  Dlatego nie mogę się zastanawiać nad tym, co by było gdyby, bo nie było, a wydarzyło się właśnie tutaj. I podobnych opowieści wśród znajomych pracodawców mam setki. Bo kradzież papieru ksero z firmy, to nie kradzież, tak samo jak używanie służbowego samochodu w celach prywatnych, itd. Problemem więc nie jest nawet sam fakt występowania czegoś, ale powszechność i przyzwolenie społeczne. Bo z tym, że to występuje pod każdą długością i szerokością geograficzną nie mam zamiaru dyskutować. I śmiem twierdzić, że mamy z tym pewien problem i tak, to są popłuczyny PRL-u. Kombinowanie (że tak eufemistycznie się wyrażę) i gburowatość. Dla niektórych może to być wyrównywanie niesprawiedliwości społecznych, bo w ich mniemaniu zapewne to i owo sobie wyrównują.
                                  I ponieważ nie piszę pracy naukowej na ten temat, a jedynie rozmawiam sobie niezobowiązująco na forum, starając się przy tym wieść żywot obywatela zaangażowanego, uczciwego, ufnego i prawego, to będę nadal twierdziła, że mamy z tym problem.
                                  • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 08.01.17, 13:52
                                    Myślę, że powinnaś zapoznać się ze statystykami. Jeśli wysłuchujesz setek takich sytuacji, to one ci się przydadzą. Złodziejstwo i inne podobne procedery w Polsce i w innych krajach.

                                    Znowu - mam wrażenie, że piszesz z innej Polski.
                                    • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 08.01.17, 14:25
                                      Możliwe, że z innej. Przez lata mieszkałam w Warszawie i zauważałam różnice pomiędzy stolicą, a miastem w Polsce wschodniej, skąd pochodzę. Na plus Warszawy oczywiście. Teraz mieszkam w Łodzi.

                                      Ale wiesz, otwieram pierwsze lepsze dostępne materiały z Kongresu Obywatelskiego z 2011 r. Artykuł dr Jana Szomburga i na wstępie pojawia się: 'Co jest podstawą naszych sukcesów i słabości? Jest nim fundament kulturowo-mentalny, który odziedziczyliśmy z przeszłości lub, inaczej mówiąc, zasób naszych metakompetencji jako utrwalonych wzorców myślenia i działania. W tym zasobie mieści się zarówno indywidualna zaradność, elastyczność, odwaga, chęć uczenia się itd., jak i niskie poczucie własnej wartości, niechęć do inności, brak zaufania, nieumiejętność myślenia i działania zbiorowego, skłonność do ciągłego kombinowania itd.'

                                      I dalej w materiałach z tego samego kongresu, w artykule o znamiennym tytule 'Współpraca i zespołowość':

                                      'Niski poziom zaufania, wraz z pozostałymi wskaźnikami kapitału społecznego (kwestia angażowania się w działania na rzecz społeczności lokalnej, dobrowolne uczestnictwo w organizacjach itd.), jest wskazywany jako realne zagrożenie dla dalszego rozwoju naszego kraju. Według Czapińskiego skok cywilizacyjny ostatnich 20 lat zawdzięczamy przede wszystkim wzrostowi poziomu wykształcenia. Jednak co istotne, „dla przedsięwzięć wspólnotowych, wymagających efektywnej współpracy władz centralnych i samorządowych oraz lokalnych społeczności i poszczególnych mieszkańców, niezbędny wydaje się jednak kapitał społeczny; wiedza i zdrowie przestają wystarczać dla skutecznych przedsięwzięć w wymiarze publicznym. [...] Żyjemy w kraju coraz bardziej efektywnych jednostek i niezmiennie nieefektywnej wspólnoty”.'

                                      Do tego proszę: tenże prof. Czapiński – 'Żyjemy ciągle w kulturze zawiści i nieufności. Nie wyruszyliśmy jeszcze w drogę ku społeczeństwu obywatelskiemu' w ocenie wyników Diagnozy Społecznej również z 2011 roku.
                                      Co wynikło z badań przeprowadzonych w 2011 roku? Otóż według przeprowadzonych badań niemal połowa Polaków jest obojętna na naruszanie dobra wspólnego. Pytania dotyczyły między innymi płacenia za transport publiczny oraz wywiązywania się z uiszczania podatków. Większość respondentów wskazała, że to ich 'nie obchodzi' bądź 'mało obchodzi'.

                                      Ale oczywiście można utrzymywać, że ci którzy wskazują problemy i nazywają je po imieniu ponoszą całość winy. W takim razie znajduję się w szeregu razem z prof. Czapińskim i chyba mi to pasuje.
                                      Gdyby Polacy byli inni i gdyby naruszanie wspólnego dobra, zasad oraz prawa ich bulwersowało, to myślę, że nie dochodziłoby w naszym kraju do tego, co widzimy obecnie. A to co widzę mnie osobiście przeraża i bulwersuje, i myślę, że jest to konsekwencja właśnie tego, że Polacy nie wierzą w państwo ani w instytucje, ani w prawo, ani w to że kimkolwiek się jest, na jakimkolwiek stanowisku i w jakimkolwiek momencie, to obowiązuje nas przestrzeganie prawa i uczciwość.
                                      • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 08.01.17, 14:41
                                        Czyli tak:
                                        *ty i twoi znajomi macie - i opowiadacie sobie wzajemnie - setki przykładów na polską podłość, nieuczciwość itd
                                        *bolejesz nad niskim poziomem zaufania społecznego
                                        *które, zgodzisz się z tym chyba, bierze się między innymi z ekspozycji na polską podłość, nieuczciwość itd.
                                        *na co składają się doświadczenia osobiste oraz potakujące im setki opowieści znajomych.

                                        Widzisz tu pewien wzór?
                                        Bo ja od pierwszego twojego postu. Dlatego pisałam o stereotypach i prymacie osobistego doświadczenia w postrzeganiu. Bolejesz nad niskim poziomem zaufania społecznego, jednocześnie kultywując (osobiście i grupowo) taki wizerunek Polaka, który ten niski poziom utrzymuje. Twoja - i twoich bliskich - cegiełka, a może nawet grubawy mur.

                                        I dlatego radzę, żebyś zapoznała się ze statystykami, dotyczącymi złodziejstwa itd Polaków i innych krajów.
                                        • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 08.01.17, 15:21
                                          Powtórzę jeszcze raz – osoba zauważająca problem i mówiąca o nim otwarcie nie przyczynia się do powstawania problemu. Do powstawania problemu przyczyniają się sprawcy: złodzieje, kombinatorzy, osoby nienależycie wykonujące swoją pracę, nauczycielki kneblujące w szkołach sześciolatki, osoby unikające płacenia podatków, jeżdżące na gapę, kieszonkowcy, oszuści, pielęgniarze w ośrodkach opieki społecznej zaniedbujący pacjentów, biorący łapówki lekarze, taksówkarze oszukujący pasażerów i inni. Z upodobaniem ujadasz pod złym drzewem. Masz prawo oczywiście, ale pytanie brzmi: po co?
                                          Twoje oskarżenia są śmieszne, żeby nie napisać – chamskie. Problem jest, jest przedmiotem badań socjologów i psychologów, ale dla ciebie źrodłem problemu jest jakaś tam pani R., której znajomy opowiedział o okradających go pracownikach. Problemu nie tworzą więc złodzieje, ale osoby nazywające kradzież kradzieżą. Nie lubię kopać się z koniem, a ta wymiana zdań właśnie zaczyna to przypominać.
                                          Dlatego – bez odbioru.
                                          • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 08.01.17, 16:01
                                            > Powtórzę jeszcze raz – osoba zauważająca problem i mówiąca o nim
                                            > otwarcie nie przyczynia się do powstawania problemu. Do powstawania
                                            > problemu przyczyniają się sprawcy: złodzieje, kombinatorzy, osoby
                                            > nienależycie

                                            Ależ nie twierdzę, że nie masz racji!

                                            Po prostu wskazuje, gdzie w twoim rozumowaniu i postawie tkwi błąd, który prowadzi cię na manowce i przyczynia się do czołgająco niskiego poziomu zaufania społecznego.

                                            Stereotypy może wyprostować obiektywizacja informacji. Z tego, co mi wiadomo, nie jesteśmy narodem opryszków wśród nacji, w których są same anioły. A z twoich słów wynika, że ty tak właśnie uważasz. To i nieprawdziwe, i szkodliwe. Mam wrażenie, że tego nie chcesz zrozumieć. Podejrzewam, że to właśnie to sekciarskie myślenie - 'zło jest na zewnątrz, jeśli jakaś chamka chrzani o tym, ze ja buduje mur, to głupio ujada'.

                                            Jakbyś miała chwilę czasu - wystarczy 5 minut, poguglaj sobie coś w stylu 'przestępczość w Polsce i Europie'. Dla mnie to nie było żadne zaskoczenie, dla ciebie zdaje się, będzie ono spore.

                                            O ile w te dane statystyczne uwierzysz, oczywiście. Bo ty i twoi znajomi....

                                            ;P
                                          • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 09.01.17, 11:53
                                            Renn.ie - oczywiście masz rację, ze nie ten kto problem zauwaza jest jego źródłem, a ten kto go generuje - proste.
                                            Ale wg mnie za bardzo posługujesz się stereotypami. Tak, bywają polscy pracownicy okradający pracodawców. Rzecz w tym, że nie tylko polscy - i uprzedzając - nie, to nie usprawiedliwia polskich złodziei, tylko nie przyjmujmy zasady, że Polak = złodziej.
                                            Ja genezę tego znam i to od dawna...Jeszcze za czasów Berlina Zachodniego bywało tam dużo Polaków tzw. jumaków. Jeździli tam na jumę, czyli po polsku smile - kraść. Jak się weszło do Aldika i odezwało po polsku, to miałaś na bank pewne, że ochrona będzie za Tobą chodziła - bo ta ochrona kasą swoją odpowiadała za wynikające z kradzieży braki w towarze. Od tego była, by kradzieże eliminować, a ze jumacy z Polski w nich celowali ...Tylko, że nie wszyscy Polacy wówczas kradli w niemieckich sklepach ...
                                            Nie chodzi o to, by nie dostrzegać problemu, a o to, by nie gloryfikować ani Polaków, ani innych nacji. Weźmy choćby taką Holandię - znam wielu ludzi, którzy tam wyjechali do pracy. Sporo z nich pracuje tam i pracowało wcześniej - na czarno. Wydawałoby się, że jak to możliwe - niewielki kraj o jasnych przepisach egzekwowanych przez państwo, społeczeństwo stosujące się do prawa niemal idealnie i ...Jacyś Holendrzy zatrudniają tam Polaków na czarno, jacyś korzystają z usług tych działających na własną rękę na czarno. Mój dobry znajomy ma firmę zajmującą się tzw. wykończeniówką. Utrzymuje się na polskim rynku płacąc normalnie podatki i zatrudniając ludzi na umowy o pracę tylko dlatego, że ma bardzo dobrą opinię w branży. Bo inaczej już dawno poszedłby z torbami - ludzie wola zapłacić mniej a "czarni" zawsze będą brać mniej, bo podatku nie placą, składek itd. Ze firma jak sobie coś remontuje potrzebuje zwykle fakturę? Nie problem załatwić lewą i małe firemki na to idą. Kolega próbował dostać się na rynki m.in. holenderski i niemiecki. Potencjalni kontrahenci chwalili pracę polskich fachowców. ale jak podkreślali, jego firma byłą droga, "jak na Polaków" - potrafił to wyjaśnić - podatki, składki, pobory. No, ale inni Polacy sa znacznie tańsi - no jasne, bo robią na czarno. Zatrudniający takich ludzi Holendrzy czy Niemcy to wiedzą, a pomimo to - zatrudniają. Czyli mają świadomość łamania prawa, ale jak widać nie przeszkadza im to, a rzekomo sa to tak zdyscyplinowane społeczeństwa brzydzące się bezprawiem smile
                                          • kora3 Jeszcze jedno Renn.ie 09.01.17, 12:18
                                            Jeśli pozwolisz ....Mówisz o pracownikach okradających pracodawców, ok, są tacy ... a co powiesz na takie coś... Syn mojej koleżanki tuz po studiach poszedł na staż absolwencki do sporej jak na własność jednoosobową lokalnej prywatnej firmy. Ja całe swoje życie zawodowe (no poza tym ułamkiem etatu na uczelni) przepracowałam w prywatnych firmach - tak podaję, żeby nie było, ze doświadczenia nie mam.
                                            Już pierwszego dnia chłopak mocno się zdziwił, gdy ochrona sprawdziła mu dokładnie przy wychodzeniu kieszenie ...Nie jest to (bo nadal istnieje) firma skąd można byłoby wynieść coś cennego w kieszeniach. Ochrona poszukiwała ....kawy, herbaty, długopisów ...Nic u chłopaka oczywiście nie znaleźli, ale u innych - też niesmile Z czystej ciekawości chłopak wypytywał, czy zdarzało się, że ktoś takie cos ukradł - otóż nie zdarzało się, ze raz ze szef o tym czytał, ze gdzie indziej wynoszą, a dwa, ze jego zdaniem za dużo kawy i herbaty idzie.
                                            Pan szef kazał też pracownikom zwracać za nadwyżki na rachunkach służbowych komórek. Nie chciał albo nie umiał załatwić abonamentów no limit łatwo dostępnych wówczas już dla firm, pracownicy mieli takie do 100 złotych. Jak przekroczyli, to różnicę dopłacali, choć potrafili wykazać, że prowadzili tylko służbowe rozmowy prowadzenia których szef od nich wymagał. Musieli "wypisywać" w systemie każde swe wyjście, także te do ...WC. Jeśli przekroczyli jakiś tam limit wyjść do WC - potrącał im z premii. Nie istniało w tej firmie takie cosik, jak nadgodziny smile - pracować ludzie mieli ile potrzeba, płacone mieli za tyle, co mieli na umowie czyli etat + czasem jakaś premia. Nie uznawano też diet za delegacje - zwracano tylko koszty przejazdu i ewentualnie hotelu. Jak się komuś nie podobało, mógł się zwolnić. szef miał obsesję na punkcie bycia rzekomo okradanym, ale tak naprawdę to on okradał sad
                                            • renn.ie77 Re: Jeszcze jedno Renn.ie 09.01.17, 13:08
                                              Sorry, ale napisałam już wszystko na ten temat. Takie jest moje zdanie o nas jako nacji – po trudnej historii zaborów i PRL pozostała nam skłonność do działania raczej przeciwko niż wspólnie oraz do kombinowania. Potwierdzają to socjologowie i psychologowie. Nie jest to mój prywatny wymysł. Niestety. Jeśli więc profesor Sztompka może mówić o typowo polskim drygu do kombinowania czy kulcie cwaniactwa, to ja tym bardziej.
                                              Tyle w temacie. Wybaczcie, ale zdania nie zmienię i dalszą rozmowę uważam po prostu za bezcelową.
                                              • kora3 Re: Jeszcze jedno Renn.ie 09.01.17, 14:28
                                                Rennie smile porzekadło mówi, ze tylko krowa nie zmienia zdania - nic obraźliwego - zawsze woli cudza koniczynę niż własną smile
                                                Możesz swoje zdane mieć i ja w jakiejś części je podzielam. Polacy potrafią kombinować, bo ...musieli smile Potrafią też działać wspólnie w sprawach wielkich i bywa, ze nie potrafią w sprawach mniejszej wagi, ale też ważnych. Do tego dochodzi to, że przez lata PRL-u postrzegali państwo, jako jego aparat, jako wroga. Walka, także bierna z tym aparatem była elementem patriotycznym. W III RP niestety państwo tez nie jest przyjazne obywatelom dlatego społeczeństwo, czy spora jego czesc postrzega go jako wrogi. Rozmawiając o jakims zjawisku warto poznać jego genezę, zastanowić się nad nią, a nie tylko potępiać w czambuł o lecieć stereotypem.
                                                Kiedyś dawno już temu stosunkowo bawiłam we Lwowie. Nie mówie po ukraińsku, więc na logikę - wybrałam język, który ludzie mogą znać w większości - rosyjski, w którym jako dziecko PRL-usmile w miare składnie się posługuję. Ludzie byli dla mnie niesympatyczni sad Sądziłam, że to dlatego, że jestem Polką (no nie w całości, ale w większości). Wkrótce okazało się, że nie dlatego - Rosjanie, zwani tam Moskalami sa dalece bardziej nielubiani niż Polacy smile Już lepiej do Ukraińca we Lwowie na migi "mówić" niż po rosyjsku. Z kolei na wschodniej Ukrainie nie było to źle widziane. Tak wiec sama widzisz, ze nie zawsze to, co nam się wydaje jest prawdą, albo to co jest prawdą wynika tylko z gburowatości przypisywanej jakiejś nacji
                                                • renn.ie77 Re: Jeszcze jedno Renn.ie 09.01.17, 14:57
                                                  Koro, nie potępiam w czambuł, nie lecę stereotypem – przypominam, że te zjawiska znajdują swoje potwierdzenie w badaniach nad polskim społeczeństwem.
                                                  Brałam udział w Czarnych Protestach, ba, częściowo je współtworzyłam, działam, pomagam, angażuję się i popieram taką postawę u innych. Także w myśl tej zasady wychowuję dziecko i uczę, że tak należy. Pomagam sąsiadom, angażuję się w życie lokalnej społeczności. Płacę podatki, kupuję z pewnego źródła, biorę paragony, itd. Staram się żyć uczciwie, świadomie, ekologicznie. Myślę, że w zakresie tego, co mogę, robię bardzo dużo. Nie potrzebuję wykładów o historii. Nie potrzebuję też niezwiązanych z tematem wrzutek o złych pracodawcach, Lwowiakach, krowach czy złudnych prawdach.
                                                  • kora3 Re: Jeszcze jedno Renn.ie 09.01.17, 15:12
                                                    Ale dlaczego temat okradających Twego kolegę pracowników jest lepiej tu pasujący niż temat pracodawcy okradającego swych pracowników? Jeśli mowa o uczciwości to chyba nie ma znaczenia pracodawca czy pracownik?

                                                    Poza tym - jako osoba często zajmująca się od kilkunastu lat sytuacjami dramatycznymi, np. skrajnej biedy nieco zweryfikowałam swoje poglądy na pewne sprawy. Nie zawsze człowiek postępuje niezgodnie z prawem bo tak lubi, czasem nie ma wyboru. weź choćby ludzi pracujących na czarno - mają wybór, albo pracować na czarno,. albo nie pracować wcale. Pracując na czarno są w stanie utrzymać rodzinę, nie pracując wcale z tego co dostaną zasiłku - nie. Więc pracują - pytanie co my byśmy zrobiły będąc w takiej sytuacji? No właśnie ...
                                                  • renn.ie77 Re: Jeszcze jedno Renn.ie 09.01.17, 15:57
                                                    No właśnie o to chodzi, że nie ma znaczenia, natomiast z twojej wypowiedzi zrozumiałam, że przytaczasz to jako kontrę. Nie ma znaczenia, a nawet powiedziałabym więcej – to dowodzi kolejnej polskiej bolączki – niskiej kultury pracy. Prawdą jest, że szczególnie w firmach prywatnych pracownicy często nie mają żadnych praw, wyzyskuje się ich, okrada, mobbinguje, itd. O tym pisała Bene. Dlatego nie ma sensu rozpatrywać tego, kto ma gorzej i kto jest bardziej usprawiedliwiony – w miarę możliwości wszyscy powinniśmy być uczciwi, uprzejmi i godni zaufania. Po prostu.
                                                    Oczywiście, że gdybym nie miała wyboru, to robilabym wszystko albo prawie wszystko, czego akurat wymagałaby ode mnie sytuacja, ale to są naprawdę dziwne przykłady. Nawet wśród znajomych i znajomych znajomych mam ludzi kręcących wałki na VAT, itp. I nawet nie wstydzą się, relatywnie obcej osobie, zaproponować aby im pomogła z taką czy inną fakturą. I nie są to ludzie, którzy zginęliby bez tych pieniędzy, chodzi tylko i wyłącznie o to, że zawsze lepiej jest mieć więcej niż mniej. I według nich to nie jest kradzież a jedynie optymalizacja klosztów i bycie zaradnym.
                                                    Tak samo z osobami, które zalegają z alimentami. Nawet nie wiem, ile razy zdarzyło mi się w sytuacjach czysto towarzyskich oburzyć się o to. Bo znajomy opowiada strasznie się zresztą dziwiąc, że była żona wścieka się, kiedy on opóźnia przelew, no bo akurat chciał sobie kupić nowy aparat foto albo jechał na wakacje.
                                                    Tak, w naszym społeczeństwie takie rzeczy nie spotykają się z ostracyzmem społecznym. Jeździ na gapę? – Oj, to nic takiego, nikogo nie okrada. Nie płaci na dzieci? – W sumie to nie moja sprawa. Oszukuje na VAT? – O, ambitny, zaradny. I naprawdę tu niewiele zmienia się od lat.
                                                  • kora3 Re: Jeszcze jedno Renn.ie 09.01.17, 16:36
                                                    Może zatem po prostu mamy inne doświadczenia i być może różne kręgi znajomych. Świadczy o tym chociażby moje "święte' oburzenie na pana, który akurat nie na alimentach, ale w innej sytuacji chciał oszukać swoją jeszcze formalnie zonę na kase - owo nie świadczy o tym ze o takich sprawach nie słyszałam, tylko o tym, że absolutnie się po tym panu tego nie spodziewałam. Bi właśnie nie ejst to w towarzystwie gdzie się obracam prywatnie (bo zawodowo to nawet w kregach tzw. półświatka) standard.
                                                    Owszem, takie postawy jak opisałaś spotykają się z ostracyzmem otoczenia, tylko że określonego otoczenia. Jezdzący na gapę nikogo nie okrada? Okrada - przewoźnika, nie płaci za usługę, z której korzysta. Niepłacenie na woje dzieci to chyba największe draństwo w kwestii niepłacenia za cokolwiek i na cokolwiek i taka osoba jest dla mnie skreślona! Oszukiwanie na VAT? Przestępstwo karne skarbowe - chyba nie podlega to dyskusji jaka jest moja ocena.
                                                  • renn.ie77 Re: Jeszcze jedno Renn.ie 10.01.17, 09:18
                                                    No to faktycznie obracamy się w innych towarzystwach, bo pomimo tego, że nie wystaję pod budką z piwem, to wśród moich znajomych – wykształconych, na stanowiskach, zarabiających duże kwoty – te postawy się pojawiają i absolutnie nie spotykają się z ostracyzmem. I naprawdę nie spotkałam się z wykluczaniem takich osób z towarzystwa, bo jeśli już komuś się to nie podoba i przez skórę czuje, że to złe zachowanie, to broni się przed reakcją tłumaczeniem: bo to nie jest w sumie moja sprawa; jeśli państwo nie jest w stanie od niego tych konkretnych zachowań wyegzekwować, to nie moja wina.
                                                    Inną sprawą jest, że powszechność takich zjawisk jak niepłacenie alimentów jest tak wielka, że człowiek musiałby się przestać ze wszystkimi przyjaźnić wink. Taki mały żarcik big_grin.
                                                    Ze znajomych mężczyzn, którzy się rozwiedli znam 2, słownie: dwóch, którzy zawsze płacą na czas i bez kombinowania, bo ich żony są byłe a dzieci zawsze obecne, i oni to rozumieją. Dwóch. I nawet na zajęciach dodatkowych ucięłam sobie ostatnio, czekając na dziecko, pogawędkę z pewnym miłym, inteligentnym i po ubraniach, samochodzie i innych takich drobiazgach wnosząc, bardzo dobrze sytuowanym panem, który rozmawiając ze mną na temat Mateusza Kijowskiego sam stwierdził, że on też jest w drugim małżeństwie i wydaje mu się, że alimentów płaci za dużo, że była żona chce się 'nachapać'. Zna mnie z widzenia i jakoś tak nie przeszkadzało mu to, aby się z tego zwierzyć właściwie obcej osobie, bo była zona to zawsze harpia, która chce za dużo. I trafił akurat na taką z tym zwierzeniem, która alimentów nie dostaje od jakichś dwóch lat. I zapewne mi nie uwierzył, bo wieść gminna niesie, że to zawsze mężczyzna jest pokrzywdzony.
                                                    I spotkałam się z tym, że o jednych wiadomo więcej, bo się nie kryją, o innych mniej, bo zachowują pewną ostrożność i wstrzemięźliwość w dzieleniu się tym z otoczeniem, ale jest to jednak powszechne. Zresztą piszesz, że nie jeździsz komunikacją publiczną, ja akurat do niedawna jeździłam ciągle, a a Warszawie bylam świadkiem kontroli codziennie, jeśli nie dwa razy dziennie. Sytuacje, w których nikt nie został złapany zdarzały się bardzo, bardzo rzadko. Wiem, obracam się w innych towarzystwach, to i może jeżdżę na innych trasach niż wszyscy. Nawet mieszkanie kupiłam po takim panu, co z upodobaniem jeździł bez biletów koleją i autobusami także. Do dzisiaj nawiedzają mnie komornicy i listonosze z przesyłkami z sądu. A kiedy kupiłam sobie samochód, to po trzech latach jeżdzenia nim mogę śmiało napisać, że obito mi go z każdej strony i nigdy, nigdy nie czekała na mnie kartka ze zwykłym 'Przepraszam' i danymi szkodnika. Ba, nawet pan, który pracował ze mną w jednym biurowcu i wjechał mi w bok samochodu swoim wielkim, nowym BMW x6, nie uznał za stosowne się skontaktować, choć budynek z monitoringiem jest. A jego żona, cała odziana w Chanel, pytała później dzielnicowego: 'Ale my nie będziemy musieli płacić za nic z własnej kieszeni, prawda, prawda?!'
                                                    Dlatego zdanie o znakomitej większości Polaków mam takie a nie inne. I dopóki oni sami nie przekonają mnie, żebym je zmieniła, to pozostanę przy swoim.
                                                  • kora3 Re: Jeszcze jedno Renn.ie 10.01.17, 09:34
                                                    No faktycznie masz bardzo złe doświadczenia - ja mam takie bardziej dramatyczne, ale mnie nie dotyczą - dzieci w DD nie odwiedzane latami, znęcanie się nad rodziną, rozboje, zorganizowane grupy przestępcze - ale to jest przecież margines społeczny ...
                                                    Jak samochodem jeżdżę już prawie 30 lat smile dużo, po wielu miastach stosunkowo nigdy mi się nie zdarzyła taka sytuacja jak tobie, że ktoś mi stuknął auto i pojechał sobie. Ale owszem takie sytuacje się zdarzają, słyszę o nich, tylko ze Tobie jakoś nagminnie, innym ludziom zwykle raz, dwa w życiu
                                                  • renn.ie77 Re: Jeszcze jedno Renn.ie 10.01.17, 10:06
                                                    Możliwe, że faktycznie mam, bo takimi opowieściami mogę sypać jak z rękawa. Kilka miesięcy przed chamem z BMW, zawiozłam mamę na targ i jakiś starszy pan tak uderzył mi drzwiami w bok samochodu, że zniszczył mi klamkę (wbił ją do środka) i mocno je zarysował. I uciekł. Na moich oczach uciekł. Starszy człowiek. Zamiast wysiąść z samochodu, przeprosić i zaoferować pokrycie szkody. Miał tego pecha, że zapamiętałam jego rejestrację i od razu pognałam z tym na policję. Ale ile było z mojej strony zachodu, ile nerwów, nachodzenia policjantow, itd., to naprawdę już nie wspomnę. A to tylko jedno z wielu zniszczeń, bo nagminnie znajduję na drzwiach nowe obicia od drzwi innych samochodów czy kolejne zarysowanie na zderzaku, nie mówiąc już nic o tym, że ostatnio ktoś mi zarysował samochód kluczem – prawidłowo zaparkowany i z umieszczonym na desce aktualnym abonamentem za parkowanie. Nie, żebym uważała, że te nieprawidłowo zaparkowane i nieopłacone można rysować. Od tamtego czasu zwracam uwagę na samochody zarysowane kluczem i może to przypadłość miasta meneli, ale jest ich tu całkiem sporo. Dzisiaj już się z tego śmieję, zachodzę tylko w głowę, jak w tym dzikim kraju ktoś może kupić sobie fajny samochód i się o niego nie trząść. Ja już nie kupię wink. Więc może faktycznie jestem magnesem na takie historie, bo naprawdę mam ich w repertuarze tysiące.
                                                  • kora3 Re: Jeszcze jedno Renn.ie 10.01.17, 10:58
                                                    No to faktycznie - zgroza ...
                    • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 20:50
                      Ja zas podejrzewam ze Ty masz troche inna definicje i tolerancje do tego co nazywamy "zyczliwoscia"
                      • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 23:03
                        sjp.pwn.pl/slowniki/%C5%BCyczliwo%C5%9B%C4%87.html
                        sjp.pwn.pl/sjp/przyjazny;2512091.html
                        sjp.pwn.pl/szukaj/sprzyjaj%C4%85cy.html
                        sjp.pwn.pl/szukaj/przychylny.html
    • chris1970 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 11:00
      Zachowanie sprzedawczyni wynika nie z tego, że tak są szkoleni, a raczej z tego, że nie są szkoleni przez właścicieli / centralę / jednostkę nadrzędną jak należy się zachować w przypadku reklamacji. Choć i z tą klasyfikacją bywa różnie.
      Niedawno reklamowałem towar kupiony na znanym, dużym portalu aukcyjnym. Towar został przysłany z usterką. Zgłosiłem usterkę. Reakcja sklepu była szybka, ale sposób maila był dziwny. Zaczęto od typowego witam, a po witam był cytat z kodeksu cywilnego na temat odpowiedzialności firmy transportowej. Po cytacie ktoś się wysilił na napisanie kilku zdań co mam poczynić z reklamowanym towarem. Forma listu była poniżej krytyki, bez podpisu osoby obsługującej moją reklamację. Przysłano część zamienną nie tą co trzeba. Ponowny kontakt, tym razem odpowiedzi były na poziomie czatu. Przysłano ponownie część. Uznałem, że osoba zajmująca się reklamacją zupełnie nie zwraca uwagi na formę listu oraz jak to zostanie odebrane przed odbiorcę, ale skupia się na załatwieniu sprawy. W omawianym przypadku przez Ciebie jest podobnie. Kasjerka czy sprzedawczyni robi swoje, czyli wypłaca pieniądze i na tym jej rola się kończy.
      Sprzedawcy nie doszli jeszcze do tego etapu, że sposób reklamacji może z klienta obrażonego, zawiedzionego zmienić w klienta ambasadora. Na konwenanse kupieckie z epoki Rzeckiego przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.
      Natomiast duże instytucje jak banki czy firmy ubezpieczeniowe mają taką politykę, że na przeprosiny przy ich celowym działaniu nie ma co liczyć.
      W poprzednim kwartale miałem taką sprawę z ubezpieczycielami. Miałem dwa ubezpieczenia podróżne wykupione na jeden wyjazd. Podczas wyjazdu miałem opóźniony bagaż, więc skorzystałem i kupiłem kosmetyki, bieliznę. Rachunki podzieliłem więc na dwa ubezpieczenia i wysłałem wniosek o wypłatę do dwóch ubezpieczycieli. Każdy z nich toczył własne postępowanie nakierowanie na przeciąganie sprawy do 30 dni. Po czym odmówiono mi wypłaty zasłaniając się drugim ubezpieczeniem. W odpowiedzi, wystosowałem pismo reklamacyjne gdzie wypunktowałem ich błędy i ewidentnie działanie na przeciągnięcie sprawy. Jedno towarzystwo odpowiedziało natychmiast na moją reklamację i wypłaciło pieniądze, ale nie przeprosili w żadnym słowie.. Drugie towarzystwo również wypłaciło pieniądze, ale czekając do końca terminu. W obu przypadkach nie otrzymałem żadnych przeprosin. Listy były napisane w zimnym, urzędniczym tonie.
      Dwa lata temu nękała mnie firma windykacyjna za długi osoby o takich samych personaliach jak ja, ale mieszkająca pod innym adresem. Sprawę musiałem wyjaśnić osobiście. Pracownicy firmy windykacyjnej nie potrafili się zachować w sytuacji, kiedy zjawia się "dłużnik", ale okazuje się, że numer pesel się nie zgadza i jest to inna osoba. Wręcz sugerowano, że skoro to mnie nie dotyczy, to sobie mogę iść. Nie było istotne to, że może trzeba mnie przeprosić za kilkumiesięczne nękanie nieprzyjemnymi telefonami, mojej rodziny, a po tym, jak wysłałem do nich sprzeciw pisemnie, nękano mnie listownie. Wymogłem na nich jedynie zwrot kosztów podróży, co chętnie uczynili, bo zdawali sobie sprawę, że w sądzie dostałbym rekompensatę. Ale przeprosin na pomyłkę nie było z ich strony.
      • aqua48 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 12:42
        Tak, to prawda niestety polscy sprzedawcy bywają nadęci, niesympatyczni. Co gzie indziej zdarza się baardzo rzadko o ile w ogóle. Ale równie często spotykam w Polsce ludzi miłych, pomocnych, kompetentnych. W urzędach również. Wystarczy własne początkowe dobre nastawienie. Natomiast załatwianie reklamacji to wciąż jakiś horror.
        • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 12:58
          Wiesz, to działa w obie strony, o ile.
          Kasjerki w supermarketach np obwiniane są o wszystko - zdarzało mi się obserwować (i uczestniczyć, spontanicznie, po stronie kasjerki) konflikty o złe informacje o cenach, drożyznę, kiepski towar. Klient ma gorszy dzień i korzysta z relacji władzy, bo kasjerka musi spuścić głowę i wysłuchać litanii nie swoich przewin. Które, jak przypuszczam, wynikają z tego, ze 'gora' oszczędza na etatach i pracę czwórki ludzi wykonuje dwoje, z wszystkimi tego konsekwencjami, czyli pomyłkami i niedoróbkami.

          Generalnie z tego, co wiem, to coraz więcej osób wykorzystuje takie sytuacje, żeby sobie ulżyć. Kasjerki, sprzedawczynie, urzędniczki, kelnerki i inne kobiety (co też nie jest przypadkowe, mężczyzn 'opierdala się' z jakąś taką nieśmiałością, o ile), wykonujące zawody o niskim prestiżu są wykorzystywane do wylania wiadra frustracji, często bez powodu lub z powodu błahego. Towarzyszą temu teksty typu 'pani nie wie, kim ja jestem', 'płacę i mam prawo być perfekcyjnie obsłużona', 'z moich pieniędzy ci płacą, piiii... więc rób, co do ciebie należy' . Nic dziwnego, że się jeżą, jak tylko widzą gniewny błysk w oku. Zwłaszcza że szkolenia z, nazwijmy to ogólnie 'zarządzania emocjami' to dla oszczędnego kierownictwa pomysł z księżyca.

          Moim zdaniem to wina ciężkich czasów i jest chwilowe - w tej chwili to perpetuum mobile, ale wystarczy nieduży kij w szprychach, żeby wróciła normalność. Noi - prawda jest taka, że doświadczam wielu przejawów bezinteresownej życzliwości, nadal, co zachęca do robienia tego samego. To działa w obie strony smile
          • aqua48 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 15:04
            bene_gesserit napisała:

            > Kasjerki w supermarketach np obwiniane są o wszystko

            No ja akurat mam bardzo dobre doświadczenia z kasjerkami w supermarketach, wystarczy zażartować, albo rzucić jakąś miłą uwagę i atmosfera robi się przyjemna.
            >
            >Towarzyszą temu teks
            > ty typu 'pani nie wie, kim ja jestem',

            Kiedyś ktoś do mnie rzucił takim teksem, powiedziałam patrząc na niego - wystarczy, że WIDZĘ jak pan się zachowuje. Jakby tak się lekko speszył...

            > doświadczam wielu przejawów bezinteresownej życzliwości,
            > nadal, co zachęca do robienia tego samego. To działa w obie strony smile

            Tak ja też aż jestem zdziwiona jak bardzo poprawiła się obsługa klienta w rozmaitych urzędach, wiele razy byłam prowadzona krok po kroku przez zawiłości, czy ostatnio pan (nieproszony) podał mi swój numer telefonu i powiedział, że w przypadku, gdyby jeszcze ktoś z innego biura robił mi jakiekolwiek kłopoty to ma zadzwonić do niego a on wyjaśni całą sprawę i moją rację. Na szczęście nie było to potrzebne, ale byłam bardzo, bardzo pozytywnie zaskoczona.

      • soffia75 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 23:19
        chris1970 napisał:
        > Sprzedawcy nie doszli jeszcze do tego etapu, że sposób reklamacji może z klienta obrażonego, zawiedzionego zmienić w klienta ambasadora. Na konwenanse kupieckie z epoki Rzeckiego przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.
        Otóż to, aczkolwiek za kupiectwem a la Rzecki raczej bym nie tęskniła, bo mogłoby się to skończyć "zagłaskaniem klienta na śmierć". Trafiłam kiedyś na sprzedawczynię, która tak bardzo usiłowała być uprzejma i pomocna, że klient niemal czuł się przez nią osaczony.

        Jeśli chodzi o Twoje spostrzeżenia co do korespondencji ze sprzedawcami na portalach aukcyjnych, to mam podobne, na szczęście nieliczne. Fakt, handel w Internecie rządzi się nieco swobodniejszymi prawami, ale odpowiedź sprzedawcy do klienta w formie skrótów i półsłówków, zakończona jakimś "Pozdr." zamiast podpisu, to chyba lekka przesada. wink
    • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 12:49
      No tak, sprzedawczyni powinna przeprosić tj. wygłosić formułkę pt. "Bardzo mi przykro z powodu tej sytuacji. Mam nadzieję, że mimo wszystko będzie pani o nas pamiętać planując zakupy". Ale nie czarujmy się - to tylko grzecznościowa formułka. Nie oczekiwałabym opisywanej tu czołobitności i kłaniania się w pas. Dla mnie ważniejsze byłoby, że do reklamacji sklep podszedł profesjonalnie i pieniądze zostały mi terminowo zwrócone.
      • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 12:59
        Koro, no właśnie. Tu mowa o byciu miłym i próbie empatycznego podejścia do klienta, a ty piszesz o czołobitności i kłanianiu się w pas. Zwykłe: 'przepraszam' czy 'jest mi przykro, że panią to spotkało' to żadna czołobitność. Strasznie to smutne. W tym kraju bycie miłym jest naprawdę uważane za poniżanie się sad.
        • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 13:13
          Renn.ie - to nie ja napisałam o kłanianiu się w pas, a ktoś inny, że pani powinna tak zrobić. Wg mnie - nie. Powinna właśnie wygłosić te formułkę, ale bez poniżania się, bo i dlaczego miałaby się ponizać. No zdarza się wadliwy towar i tyle. Ważne, by sklep wziął za to odpowiedzialność i szybko załatwił sprawę.
          Uprzejmość a czołobitność to sa dwie różne rzeczy.
      • aqua48 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 13:32
        kora3 napisała:

        > No tak, sprzedawczyni powinna przeprosić tj. wygłosić formułkę pt. "Bardzo mi p
        > rzykro z powodu tej sytuacji. Mam nadzieję, że mimo wszystko będzie pani o nas
        > pamiętać planując zakupy". Ale nie czarujmy się - to tylko grzecznościowa formu
        > łka.

        Ale i taka grzecznościowa formułka dużo robi. Pamiętam moje wrażenia z pobytu we Francji gdzie w pobliskiej piekarni dziewczyna witała wszystkich pięknym uśmiechem, miała kilka miłych słów nawet dla nowych klientów i życzyła każdemu dobrego dnia - człowiek wracał z tą bagietką do domu jak na skrzydłach, nawet wiedząc doskonale że to pewnego rodzaju forma. I mój szok kiedy wróciłam do kraju, do mojej piekarni, gdzie sprzedawczyni witała każdego klienta skwaszoną miną i informacją o tym jak wcześnie musiała wstać, jak boli ją głowa i westchnieniem że nie może się doczekać kiedy już będzie koniec pracy. No czarna rozpacz w kropki bordo.

        • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 13:43
          Oczywiście, ze taka formułka wiele robi i przecież napisałam, że powinna paść - to są oczywistości.
          Natomiast nieodmiennie mnie dziwi, że Wy wszyscy macie takich skrzywionych sklepikarzy wokół smile Bo ja często spotykam się z uprzejmością i uśmiechem takich właśnie zupełnie przypadkowych ludzi. Pewnie zdarzają się też osoby nieuprzejme, a mnie jakoś nie tak często. A jak się taka osoba zdarzy, ze nie ma banana na buzi, ale jest grzeczna, to jakoś nie przezywam strasznie - ot może ma zły dzień, kłopoty jakieś - bywa różnie.
          • tola1990 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 13:57
            też się zastanawiam, gdzie ci wszyscy wredni, smutni, beznadziejni sklepikarze się podziewają w mojej okolicy smile
            • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 14:03
              heh ....Ja sobie przypominam jedną taką panią kasjerkę w moim osiedlowym markecie. Faktycznie bardzo nieprzyjemna osoba to była, faktycznie z wiecznie niezadowolona mina, ale o to mniejsza, bo ludzie tam chodzą na zakupy, a nie miny sprzedawców oglądaćsmile Pani była jednak zwyczajnie nieuprzejma. Np. klientce, która nie zważyla owocow wygarnęła "A pani nie wie, ze u nas sameu się waży czy nie umie pani zważyć?" W ten deseń. Długo tam nie pracowała smile
            • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 19:57
              Rzecz w tym ze 100 pozytywnych zachowań uważamy za normalkę a jedno nie za bardzo natychmiast nas denerwuje i drażni długo...
              Odwiedzam Kraj co pare lat i widzę ze generalnie w ostatnich 20 latach w Polsce zmiany są OGROMNE pod tym względem i praktycznie wszędzie obsługa jest mila albo bardzo mila ale od czasu do czasu znajdzie się osoba która to wszytko rujnuje ...
              • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 15:13
                ...i tę pamiętamy najlepiej. I jak mi się wydaje, nie pamiętamy, ile razy to my byliśmy skrzywieni, nieuprzejmi, burkliwi itd, poniekąd prowokując niechętną reakcję. Rzadko kiedy w handlu czy usługach, związanych ze służeniem ludziom (choćby kelnerowaniu np.) są zatrudniane osoby 'naturalnie niemile' i niewychowane. Tyle, że często w ocenie zachowania innych bierzemy pod uwagę ich cechy wewnętrzne, a nie niesprzyjające okoliczności (czyli, no właśnie, np niedawną awanturę z chamskim klientem, migrenę albo ból stawów, problemy osobiste czy po prostu gorszy dzień, który zdarza się każdemu).
                • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 00:07
                  Tu jest fajne powiedzenie i musze przyznac ze to sie sprawdza

                  "Jesli osoba ktora spotykasz nie ma usmiechu na twarzy - podaruje jej swoj"

                  Jesli jako klienci zwracamy sie grzecznie do obslugi i nie traktujemy ich z gory to i im sie to zwykle udziela.. nie jest wina pracownika ze cos sie zepsulo i obie strony zwykle maja wspolny interes aby problem rozwiazac..
                  • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 12:57
                    Otoż to. W relacji klient-usługodawca ważna jest dobra wola obu stron. I _nawet_ kelnerka czy sprzedawczyni może bronić swoich granic.
                    • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 20:56
                      Otoz znow nie masz racji.

                      Klient bedac mily ma szanse na to ze obsuga bedzie rowniez mila dla niego ale to nie pracuje tak samo w druga strone.
                      W relacji klient-usługodawca (ważna jest dobra wola obu stron) uslugodawca ma obowiazek byc milym a klient jedynie powinien i jesli nie jest tak to wcale nie zwalnia tego pierwszego z jego obowiazkow.

                      • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 22:55
                        engine8 napisał(a):

                        > Otoz znow nie masz racji.
                        >
                        > Klient bedac mily ma szanse na to ze obsuga bedzie rowniez mila dla niego ale
                        > to nie pracuje tak samo w druga strone.

                        Wybacz OT, ale: nie 'nie pracuje' a 'nie działa'.

                        > W relacji klient-usługodawca (ważna jest dobra wola obu stron) uslugodawca ma
                        > obowiazek byc milym a klient jedynie powinien i jesli nie jest tak to wcale nie
                        > zwalnia tego pierwszego z jego obowiazkow.

                        Moim zdaniem to podejście typu 'jeśli zechcesz, będę twoim podnóżkiem/wycieraczką, bo jestem tylko kasjerką/kelnerką, a ty Klientem'. Obrzydliwe i chore. Do pewnego stopnia chamstwa klienta osoby zatrudnione przy obsłudze powinny być miłe i trzymać nerwy na wodzy. Od pewnego stopnia powinny nadal trzymać nerwy na wodzy i wezwać ochronę, żeby usunęła świra/chama/furiata z lokalu. To naprawdę nie jest tak, że jak się płaci, to wszystko wolno.
                        • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 02:35
                          Nie mowimy o ekstremalnych sytaucjach...
                          A co z tym polskim "Klient nasz Pan"?
                          W Japoni to sie nawet mowi "Klient to Bog"
                          • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 16:08
                            W Japonii stworzono pojęcie 'karoshi'. Zgadnij czemu.
                            • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 20:42
                              Dlatego ze za duzo pracuje a nie dlatego ze sa niegrzeczni - czyzbys nie widziala roznicy?
                              • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 23:24
                                Dlatego, że nie mają żadnego dystansu i nie bronią swoich granic. Właśnie tu jest pies pogrzebany.
                                • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 23:59
                                  A ty czerpiesz wiadomosci o Japoni?
                                  Spedzilem tak kilka lat a pracowalem z nimi na codzien ponad 30 lat i mam pojecie o tym srodowisku.
                                  • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 07.01.17, 00:04
                                    Czerpię. No i?
                                    • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 08.01.17, 00:14
                                      Czerpiesz z próżnego pojemnika...
                                      • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 08.01.17, 16:03
                                        Jeden dziennik, dwa portale i dwa tygodniki. Jakbyś tak bardziej merytorycznie zapodał jednak.
        • tola1990 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 13:54
          ale to jest właśnie ta roszczeniowość, sprzedawca też ma prawo źle się czuć (tak może choć w świecie korpo to może wydawać się nieprawdopodobne big_grin ) i nie jest robotem aby ciągle szczerzyć kły z uśmiechem od ucha do ucha, jest tylko człowiekiem - tak wiem, w świecie korpo każdy ma być jak robocik pod igłę, bez prawa do słabości, urlopu zdrowotnego ani wolnego wink

          do takiej babki fajnie wystarczy zwykle zagadać i już atmosfera jest inna
          • aqua48 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 14:09
            tola1990 napisała:

            > sprzedawca też ma prawo źle się czuć

            Nikt mu nie odmawia prawa do złego samopoczucia. ale nie powinien go okazywać klientom. Jego PRACA polega m.in. na tym, ze zachowuje się miło i grzecznie. Nie musi cały czas być nawet uśmiechnięty, wystarczy aby nie był naburmuszony i skrzywiony.

            • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 14:51
              aqua48 napisała:
              Nie
              > musi cały czas być nawet uśmiechnięty, wystarczy aby nie był naburmuszony i sk
              > rzywiony.


              Ależ to jest Aquo kolejna oczywistość - tylko, że jak zauważam wcale nie ma tak wielu naburmuszonych i skrzywionych sprzedawców ...Większość jest uprzejma.
              Tyle tylko, ze jeśli ktoś lubi obsługę wiecznie uśmiechniętą od ucha do ucha, to najpewniej będzie zwyczajną uprzejmą ale bez wiecznego "banana" odbierał jako naburmuszoną.
              Dla mnie sprzedawca czy ktokolwiek inny nie musi być wulkanem usmiechow - ma być owszem uprzejmy i najważniejsze - kompetentny.

              Miałam kiedyś ogromną nieprzyjemność współpracować z taka panią całą w uśmiechach słodkich, urzędniczką. Pani była na serio taka milusia, że hej, tylko, że wszystko zawałała... A jak się słodko tłumaczyła "Zapomniałam kochaniutka, wybacz mi słonko" + piękny uśmiech - tylko, że co mi po tym, jak sprawa nie załatwiona. Pani potem zmienila wydział i zastąpił ja pan. Nie był taki słodki, był normalny, grzeczny, ale nie taki słodziak smile Za to terminowy, sumienny i dalece fajniej się z nim współpracowało niż z tamtą panią
            • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 15:16
              Wiesz, z dwojga złego wolę neutralną minę niż taki 'uśmiech przez łzy' - grymas z koszmarnie smutnymi oczami. Nie znoszę takiej plastikowej uprzejmości - recytowania formułek na uśmiechu z takim nieszczerym posmakiem. Ktoś się szczerzy i mówi 'dziękuję serdecznie, życzę pani miłego dnia' a widać, że jest potwornie zmęczony i marzy o tym, żeby ten dzień się już skończył i nikt od niego nic nie chciał.
              • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 00:09
                Dlaczego od razu wpadamy w skrajnosci?
                Nie musi to byc usmiech przez lzy ale usmiech ktory pokazuje ze klient nie jest zlem koniecznym.
              • aqua48 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 09:15
                bene_gesserit napisała:

                > Wiesz, z dwojga złego wolę neutralną minę niż taki 'uśmiech przez łzy' - grymas
                > z koszmarnie smutnymi oczami. Nie znoszę takiej plastikowej uprzejmości - recy
                > towania formułek

                No cóż, ja tam wolę aby ktoś mi automatycznie życzył miłego dnia, niż aby z cierpiętniczą miną mówił na mój widok: jeszcze jeden klient..
                • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 13:00
                  No własnie - to kwestia gustu: jeden woli plastik, drugiemu ta plastikowa nakładka na twarzy przeszkadza. Ja jestem, poniekąd z powodu zawodu, skupiona na wglądzie w głąb i raczej to czytam. Dlatego formułki klepane nieszczerze, z przymusowym uśmiechem mnie przygnębiają.
                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 13:16
                    Bene, ale właśnie chodzi o to, aby sprzedawca czy inna osoba nie musiała ich klepać, tylko mówiąc, że chce pomóc – chciała pomóc. Ja pracowałam kiedyś w firmie, gdzie takie formułki wprowadzono, i to był faktycznie jakiś kosmos. Ja rozumiem, że chodziło o ujednolicenie obsługi, o to aby w stolicy czy w Pcimiu Dolnym klient dostał identyczny poziom obsługi, ale wyszła z tego figa. Pamiętam, że testowano to, ludzie czuli się koszmarnie klepiąc takie idiotyzmy i jakoś się z nich wycofano. Brzmiało to sztucznie, pracownik zamaist się skupić na kliencie, skupiał się na wyrecytowaniu tego jak pacierza.
                    U nas na szczęście szefowie byli rozsądni, wiedziano, że nic na siłę, że pracownicy muszą czuć się z tym dobrze.
                    Ja osobiście nie znoszę takich formułek wypowiedzianych słowo w słowo jak w skrypcie. Od razu to słychać i na mnie jako na klientkę to działa deprymująco. Szczególnie nie znoszę, kiedy ktoś załatwia moją sprawe minutę i co kilka sekund dziękuje mi za cierpliwość, bo tak mu każą. Gryzę się w język, bo mam ochotę powiedzieć – minęło kilka sekund i przecież pan/pani mi pomaga, więc jasne że zaczekam i proszę mi co kilka sekund za to nie dziękować, bo czuję się jak idiotka!
                    Czyli przegięcie w każdą stronę jest niedobre. Olać – źle, upupić, udusić nadmierną grzecznością, słodyczą i troską – też źle.
            • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 02:44
              dokladnie tak - moze sie czuc zle, oczywscie, ale nie wyladowywac tego na kliencie.

              M
          • majaa Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 14:44
            No właśniesmile Klient oczekuje, że sprzedawca czy urzędniczka winni go witać uśmiechem, kłaniać się w pas, życzliwie, z ochotą i w podskokach niemal spełniać życzenia, a on sam natomiast nierzadko już od progu naburmuszony i niezadowolony, że w ogóle musi coś kupić czy załatwić, a wolałby poleżeć na kanapie np. Powiedzenie "klient - nasz pan" traktuje tak dosłownie, że chyba bardziej już nie możnawink
            Jak czytam te narzekania o braku życzliwości i pomocy, to tak sobie myślę, że chyba jednak musimy żyć w jakichś innych rzeczywistościach, bo niezwykle rzadko trafiam na kogoś takiego. A jeśli już, to naprawdę zadziwiająco łatwo jest go "rozbroić" zwykłym uśmiechem i miłym słowem. Tylko trzeba po prostu pamiętać, że to też człowiek, a nie maszyna zaprogramowana do obsługi interesantówsmile
            • aqua48 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 14:49
              majaa napisała:

              > Klient oczekuje, że sprzedawca czy urzędniczka winni go witać uśmi
              > echem, kłaniać się w pas, życzliwie, z ochotą i w podskokach niemal spełniać ży
              > czenia

              Nie, nikt z piszących tu nie oczekuje ani kłaniania się w pas, ani spełniania życzeń w podskokach. Natomiast powitanie z uśmiechem oraz życzliwość tak, to jest mile widziane.
            • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 14:57
              Mam podobne odczucia Maju - że mnie się nader rzadko taka nieuprzejma obsługa trafia smile
              A już szczególnie w handlu czy usługach, gdzie jest konkurencja, bo niektórzy podkreślę niektórzy urzędnicy mają jeszcze zakodowane, że są panem i wladcą, bo konkurencji niet. Na szczęście to też się zmienia szybko na lepsze.
              Warto też zauważać, że są klienci i interesanci, którzy zwyczajnie nie lubią zbytniej wylewności ze strony obsługi. Albo wcale - sa takie osoby, albo też drażni ich to, gdy są w złym humorze.
              • majaa Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 15:15
                Otóż tosmile Uśmiech, owszem, jest mile widziany, ale niekonieczny, jeśli obsługa jest sprawna i kompetentna.
                A co do życzliwości... cóż, no jesteśmy tylko ludźmi i czy to się komuś podoba czy nie trochę inne jest nastawienie do kogoś uprzejmego, pozytywnie usposobionego niż do nadętego, roszczeniowego "księcia" czy "księżnej udzielnej". Kto pracował kiedykolwiek w branży usługowej, ten wie, jak to wygląda - niby zrobi się, co trzeba, ale bez szczególnej przychylnościwink
              • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 15:32
                Bycie uśmiechniętą nie wyklucza bycia kompetentną, a pomiędzy czołobitnością i byciem nieprzyjemnym jest trylion różnych możliwości zachowania się wobec klienta. Nie chodzi też o wylewność czy uczepienie się klienta. Ludzi w obsłudze klienta uczy się zresztą, że powinni być wyczuleni na postawę klienta i że powinni umieć rozpoznać czy dana osoba życzy sobie większej poufałości czy nie, i swoje zachowanie zawsze dopasowywać do konkretnego klienta. Ba, nawet język, słownictwo, którym się posługuje.

                Bawią mnie te rozważania, czy ktoś ma suszyć zęby, robić banana, uczepiać się klienta, padać na kolana, itd. Tylko w kraju, w którym bycie miłym i uprzejmym jest tak skomplikowaną sprawą, takie rzeczy mogą być przedmiotem debaty smile. W takiej Irlandii sprzedawczyni będzie po prostu naturalna i miła, i nie poświęci na rozmyślania nad tym nawet minuty. Tak samo miła będzie położna w szpitalu. Po prostu, bo bycie miłą dla kobiety podczas porodu jest przecież najnaturalniejszą rzeczą na świecie, tak jak to że zęby myje się dwa razy dziennie. A w Polsce w takiej sytuacji musi dojść do debaty.

                Bez sensu jest to tak wykoślawiać (jak, mam wrażenie, to robicie) i nie chodzi tu jedynie o sprzedawców, bo to samo dzieje się w urzędach, w służbie zdrowia, w placówkach edukacyjnych.
                I powtórzę, jestem w kraju od kilku lat i widzę różnicę, bo te 15-20 lat temu było okropnie.
                Zresztą jakość obsługi mierzę nie tym, jak traktuje mnie pani w osiedlowym sklepie, bo ekspedientki w osiedlowych sklepach mnie znają i choćby dlatego traktują inaczej, ale jak traktuje mnie zupełnie obca mi osoba, kiedy idę do niej załatwić właśnie coś kłopotliwego – reklamację, skargę, itd.
                • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 15:59
                  Renn.ie - powtórzę jeszcze raz - mam kontakt z bardzo wieloma ludźmi z racji pracy i naprawdę rzadko zdarza mi się nieuprzejmy sprzedawca czy usługodawca. Jak tu czytam to dość dziwne, bo tabunami w PL się ich liczbę mierzy ...smile
                  Być może kluczowym jest tu różne pojmowanie "nieuprzejmości" - bo ludzie często jako nieuprzejme odbierają osoby rzadziej się uśmiechające czy małomówne - nie Ty - nie bierz do siebie zaraz - tylko bywa, że niektórzy tak odbierają. Tymczasem tak nie jest - nieuprzejmość a brak wylewności do dwie różne rzeczy.
                  Tak sobie myślę teraz - u mnie na osiedlu w jednym budynku są usługi szewskie i krawieckie. Zarówno o jakości pracy pań krawcowych, jak i pana szewca mam bardzo dobre zdanie i z ich usług korzystam od kiedy tu mieszkam. Z usług krawieckich na pewno rzadziej niż z szewskich. Panie krawcowe to mama, na oko nieco starsza ode mnie pani i córka ok. 25 lat. Obie są zawsze uśmiechnięte, zagadują na tematy także poza usługą, sama jestem osobą otwartą i lubię te panie i te rzadkie p[pogawędki z nimi. Pan szewc to około 40- latek, małomówna osoba. Przychodzę witam się, pan odpowiada pokazuję buty pan mówi na kiedy będą zrobione4, dostaję karteczkę, żegnam się - wychodzę. Pan szewc nie jest tak otwarty jak panie krawcowe, na pewno, ale nie jest przecież nieuprzejmy. Jest zwyczajnie innego niż te panie usposobienia
                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 18:25
                    Koro, tak jak pisałam – uprzejmość obsługujących mierzę, kiedy sprzedawcy nie znam i mam problem wink. Na przykład ostatnio u Sowy chciałam kupić chleb i kiedy pani ekspedientka podeszła do półki zapytałam jeszcze czy mogą go pokroić. Pani odpowiedziała, że nie, na co ja odparlam, że w takim razie za chleb dziękuję i wezmę jedynie drożdżówki. Musialabym być ślepa, aby nie zauważyć tego, że podniosła oczy do nieba w wyrazie niemego sprzeciwu wobec idiotki, którą obsługiwała. Zważywszy na to, że chleb leżał niedaleko kasy i, że nie musiała po niego biec za siedem gór i lasów oraz na to, że powiedziałam: 'przepraszam' i 'dziękuję', wznoszenie oczu ku niebu uznałam za bezzasadną a nawet niegrzeczną ostentację, ale trzeba wybierać sobie bitwy, więc odpuściłam. Z kolei kiedy ostatnio w sekretariacie szkoły przy okazji uiszczania opłaty za obiady dziecka wspomniałam, że dziecko skarży się, że drugie dania są wydawane zimne, usłyszałam, że to mój problem i nikt nie będzie go za mnie rozwiązywał. Żadnego tam: dziękujemy za zwrócenie uwagi na ten problem, przyjrzymy się temu, spróbujemy temu zaradzić, bla, bla, bla. Publiczna szkoła podstawowa. Nie mogę udawać, że kiedy kupiłam kanapkę od Pana Kanapki sprzedającego je w naszym biurze i w trakcie jedzenia natknęłam się na włos, to oczekiwałam przeprosin i zwrotu pieniędzy. Albo, że kiedy ostatnio kupiłam w indyjskiej restauracji wegetariańską kormę, która okazała się mieć w sobie kurczaka, to oczekuję solennych przeprosin a nawet zadośćuczynienia, a z ledwością usłyszałam: 'przepraszamy'.


                    Nie wiem, może testuję ludzi, którzy mają ze mną kontakt ponad miarę, a może po prostu moje żądania są bezzasadne, ale ja lubię, kiedy obsługująca mnie osoba jest miła, przyjazna, empatyczna i zainteresowana moją osobą i problemem, z jakim do niej przychodzę. I czasem jestem nawet w stanie przełknąć, że czegoś nie da się rozwiązać, jeśli wiem, że ktoś mnie zrozumiał i że próbował mi pomóc.
                    Nie oczekuję, że ktoś będzie mi kadził, padał do stop czy opowiadał mi historii swojego życia, wystarczy aby był ludzki. Nie usatysfakcjonuje mnie, jeśli odklepie formułkę, dla mnie ważny jest ten kontakt, prawdziwy kontakt. Jestem przy tym wyrozumiała, sama miewam gorsze dni i wiem, że z natury jestem gadułą, a nie każdy musi być taki. Nauczono mnie szacunku do ludzi i zawsze bezwględnie tego ode mnie wymagano, a poza tym ja ludzi zwyczajnie lubię, więc zawsze jestem grzeczna i miła, nawet jeśli przychodzę z problemem, reklamacją, skargą. Natomiast nie mogę udawać, że nie widzę oczu wzniesionych ku niebu, czy pokrzykiwania na staruszkę, czy rzucania porozumiewawczych spojrzeń na osoby z kolejki, kiedy obsługuje się Wietnamczyka, który nie zrozumiał karcącego tonu kasjerki. Mieszkałam w kilku miastach w Polsce i wszędzie się na to natykałam. I nadal jest tego sporo. Coraz mniej ale nadal sporo. Ja zresztą dużo kupuję, często różne rzeczy załatwiam, dużo jem na mieście, może więc częściej też takie rzeczy mnie spotykają. Jeśli włos w kanapce, to zawsze w mojej, jeśli robak w sałatce, to zawsze u mnie na talerzu, Znajomi czują się ze mną bezpieczni, bo jestem magnesem na kłopoty wink.
                    • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 21:55
                      Wiesz, ale ja też często jadam na mieście, sporo kupuję i jakoś tak takie rzeczy mnie omijają. Nie powiem ze każda moja rozmowa "w interesach" jest mila, bo byloby to raczej dziwne - załatwiam wiele spraw innych, które są trudne, kontrowersyjne i wiadomo, ze jak interweniuje u kogos kto zawalił, to nie jest mu miło. Ale to normalnesmile
                      W opisanej przez Ciebie sytuacji - na pewno miny pani nie były grzeczne - to bez dwóch zdań. Wg mnie powinna być widoczna informacja "Przykro nam, nie kroimy chleba" i byłoby po temacie, bo byś już wiedziała smile Inna sprawa, że ja bym wstępnie zapytała najpierw, czy mogę liczyć na pokrojenie chleba żeby siebie i pani zwyczajnie niepotrzebnie nie fatygować.
                      Czasem też ludzie bywają irytujący też, bo uważają się za pępek swiata. Ostatnio przed świętami zjawił się u nas w pracy pan, który zaczął od progu wyłuszczać do naszej koleżanki, że chciałby dac ogłoszenie, jakie i ile będzie kosztwalo smile Kolezanka mu przerwała "Wybaczy pan, ale ..." "Proszę mi nie przerywać! Powiem o co mi chodzi!" "Ależ ..." "To mają być zyczenia ..." Koleżanka skapitulowała i z uprzejmą obojętnością wysłuchała pana po czym ..."Przykro mi, ale nie umiem panu pomóc, bo nie zajmuję się ogłoszeniami. Zechce pan spocząć i zaczekać na koleżankę, która się tym zajmuje, będzie za moment" Pan spoczął, ale był niezadowolony, że musi jeszcze raz opowiadac to samo wlasciwej osobie. A wystarczyło po powitaniu powiedzieć "Chciałem dać ogłoszenie, kto z państwa może mi pomoc", albo już dać dojść do słowa koleżance i nie tracić swego i jej czasu.
                      • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 22:32
                        Ty byś wstępnie zapytała, a ja w tym całym rozgardiaszu zapytałam dopiero, kiedy ekspedientka po niego sięgnęła, bo po raz pierwszy zauważyłam u Sowy chleb. Nawet gdyby musiała po niego przejść kilka kroków trudno mówić o 'fatygowaniu' jej, w końcu płacą jej za obsługiwanie klientów. Natomiast chleb był dosłownie za nią, wystarczyło więc się odwrócić. Tym bardziej trudno mówić tu o fatygowaniu kogokolwiek. Trudno też mówić o fatygowaniu mnie samej. Zobaczyłam chleb, to dla mnie nowość, jeśli chodzi o tę cukiernię, wiec zapytałam czy mają razowy, a kiedy pani po niego sięgnęła zapytałam czy mogą go także pokroić. Proste.
                        Dla porównania – ostatnio nie mogłam czegoś znaleźć w Biedronce i zaangażowałam do tego pana z obsługi. Zagapiłam się, nie zauważyłam. Pan rzeczony produkt znalazł, a ja przeprosiłam i podziękowałam. Można oczywiście czepić się, że go fatygowałam, ale skoro nie musiał robić dla mnie pompek, a jedynie poszukać czegoś w mrożonkach, to nie uważam, że go fatygowałam. Oczywiście podziękowałam i jednocześnie przeprosiłam – zagapiłam się i szukałam w złym miejscu. Pan zapewnił mnie, że nic się nie stało i widać było po nim, że faktycznie nic się nie stało, wymieniliśmy kilka zdań. To się nazywa dobra obsługa klienta.

                        W przypadku koleżanki – ona może się tym nie zajmować, co nie znaczy, że nie mogłaby osobie zajmującej się ogłoszeniami naświetlić sprawy, skoro klient jej to już wyłuszczył. Tu chyba chodzi o standardy obsługi – mnie uczono, że klienta trzeba kochać, dopieścić, pomóc mu, itd. I na wszystkich stanowiskach pracy przestrzegałam zawsze tej prostej zasady, a klienci mnie kochali. I tak, zdarzają mi się czasem klienci z piekła rodem i takich też muszę kochać, bo w końcu to oni opłacają moją pensję.
                        W mojej firmie za 'przykro mi, nie umiem panu pomóc' skierowane do klienta pokazano by mi drzwi.
                        • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 23:08
                          Wiesz, ja staram się sobie i innym życie ułatwiać, a nie utrudniać. Dlatego zainteresowana jakaś niekoniecznie standardową wszędzie (jak to krojenie chleba) usługą zwyczajnie o nią pytam nim dokonam zakupu. Jak wspomniałam - zachowanie pani było bardzo złe, powinna powiedzieć uprzejmie , ze niestety nie kroją chleba i cześć. Bez żadnych głupich min.
                          W różnych sklepach zdarza mi się czasem pytać obsługi o coś tam i zwykle nie okazuje mi niechęci, nawet gdy raz zapytałam o cos przed czym dosłownie stałam smile oczywiście podziękowałam i przeprosiłam. Ale nie mam zwyczaju pytać ochrony czy kogoś z kompletnie innego działu niż to czego szukam. I tu płynnie przechodzimy do historii z panem i koleżanką. Zapewne sa firmy, gdzie każdy może ze tak powiem każdego z dowolna sprawą "obsłużyć" i wierzę, ze w takowej pracowałaś ...Zwykle jednak tak nie jest, bo serwis np. to serwis i człowiek z działu marketingu tyle ci pomoże, że odeśle do właściwej osoby, dokładnie tak jak moja koleżanka. Nie zajmujemy się ogłoszeniami, nikt z nas nie ma pojęcia jak się je wycenia i nikt by też nie wchodził w dzialke koleżanki od reklamy, bo się zwyczajnie na tym nie znamy. Ona też by nie "naświetlała" zadnej sprawy z naszej działki komuś, kogo nie zastał poszukujący go. Nie ma to bowiem kompletnie sensu - dużo wygodniej jest taka osobę skierować do nas, zamiast wysłuchiwać bezproduktywnie jej sprawy, w której i tak ta koleżanka nie pomoże smile I jest to dużo wygodniejsze dla tej właśnie osoby. To jest normalna praktyka w bardzo wielu branżach, gdzie obowiązki ludzi pracujących w jednym miejscu się nie zazębiają. i nikt nikogo nie wywala za grzeczne powiedzenie komuś, że się czymś ktoś nie zajmuje i prosi okontakt z kims, kto się zajmuje.
                          • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 09:10
                            Wiesz Koro pisanie o 'fatygowaniu' czy 'utrudnianiu życia' w kontekście obrotu ciała sprzedawczyni jest tak dużym nadużyciem i uważam, że tak dużą z twojej strony niegrzecznością, że jestem naprawdę zdumiona i chyba pozostawię to dalej bez komentarza.

                            Co do obsługi klienta w firmach, w których pracowałam... Uczono mnie, że nigdy, przenigdy nie można klientowi powiedzieć 'nie mogę panu/pani pomóc'. Można powiedzieć wiele rzeczy, ale nigdy tych konkretnych słów. Można odpowiedzieć, że znajdzie się osobę odpowiedzialną, zajmującą się daną usługą czy produktem, przekaże się informację, sprawdzi i oddzwoni, ale absolutnie nie – 'nie mogę panu pomóc'. I nie były to firmy, w których każdy i wszystko mógł 'obsłużyć'. Wygoda sprzedawcy i jego poczucie sensu, produktywności czy logiki jest zresztą w konktekście potrzeb klienta rzeczą zupełnie niestotną, a każdy myślący pracownik działu obsługi klienta powinien być w stanie streścić słowa klienta koledze/koleżance, którzy zajmują się danym tematem. Ale mnie uczono, że to ja mam obowiązek dostosować się do klienta, odczytać jego potrzeby i zupełnie nieistotne jest czy klient zachowuje się należycie, bo ciężar właściwego zachowania leży po mojej stronie.
                            • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 09:51
                              renn.ie77 napisała:

                              > Wiesz Koro pisanie o 'fatygowaniu' czy 'utrudnianiu życia' w kontekście obrotu
                              > ciała sprzedawczyni jest tak dużym nadużyciem i uważam, że tak dużą z twojej st
                              > rony niegrzecznością, że jestem naprawdę zdumiona i chyba pozostawię to dalej b
                              > ez komentarza.


                              ASle ja napisałam to Renn.ie OGÓLNIE - że ogólnie lepiej jest szukając nietypowej usługi zapytać o nia zawczasu. W tym przypadki - owszem, pani to wiele fatygi nie kosztowało i jak napisałam wyraźnie parę razy - powinna uprzejmie poinformować, ze niestety nie kroja, a w tej sytuacji Twoja rezygnację z zakupów przyjąć normlanie bez koment i głupich min.

                              >
                              > Co do obsługi klienta w firmach, w których pracowałam... Uczono mnie, że nigdy,
                              > przenigdy nie można klientowi powiedzieć 'nie mogę panu/pani pomóc'. Można pow
                              > iedzieć wiele rzeczy, ale nigdy tych konkretnych słów


                              Wiesz, możliwe, ja bardzo epizodycznie kiedyś pracowałam króciutko w salonie samochodowym. Dość dobrze mi szło smile Ale nie podejmowałam się serwisować samochodów. Jak ktoś poszukiwał kogos z serwisu to mu uprzejmie wskazywałam drogę, jeśli "zabłądził" do salonu. Poza tym epizodem nigdy nie obsługiwałam klientów. Moja praca z ludxmi polega na czyms innym i owszem, mogę powiedzieć komus normalnie, ze niestety nie zajme, jeśli się nie zajmę.


                              . Można odpowiedzieć, że z
                              > najdzie się osobę odpowiedzialną, zajmującą się daną usługą czy produktem, prze
                              > każe się informację, sprawdzi i oddzwoni, ale absolutnie nie – 'nie mogę panu p
                              > omóc'. I nie były to firmy, w których każdy i wszystko mógł 'obsłużyć'


                              Alez kolezanka panu wszak pomogłasmile powiedziała mu, żeby zaczekał na osobę w interesującym go temacie kompetentną. Kolezanka nie jest nijakim sprzedawcą - dodamsmile. gdyby koleżanki od reklamy miało nie być dlużej pewnie dalaby mu jej komórkę służbową (numer znaczy), albo wzięła namiar na niego, ale to wszystko - rozkminianie tematu w szczegółach czego sobie pan zyczy nie miało zupełnie sensu, gdyż ona się tym nie zajmuje i nie zna na tym, wiec nawet w przybliżeniu nie moglaby panu powiedzieć np. ile takaie coś bedzoie kosztowało.

                              . Wygoda
                              > sprzedawcy i jego poczucie sensu, produktywności czy logiki jest zresztą w konk
                              > tekście potrzeb klienta rzeczą zupełnie niestotną, a każdy myślący pracownik dz
                              > iału obsługi klienta powinien być w stanie streścić słowa klienta koledze/koleż
                              > ance, którzy zajmują się danym tematem.


                              ale moja kolezanka nie jest pracownikiem działu obsługi klienta. Jest osobą, która zwyczajnie pracuje w pierwszym pokoju zajmowanym przez nas. smile

                              Ale mnie uczono, że to ja mam obowiązek
                              > dostosować się do klienta, odczytać jego potrzeby i zupełnie nieistotne jest c
                              > zy klient zachowuje się należycie, bo ciężar właściwego zachowania leży po moje
                              > j stronie.


                              Pewnie dobrze Cię uczono, tylko ze nie widzę niczego niewłaściwego w powiedzeniu komuś, że zwraca się ze swoja sprawą do niewłaściwej osoby i wskazanie właściwej/namiarów na nią. Koleżanka byłaby nieuprzejma, gdyby powiedziała "Ale ja się tym nie zajmuję, proszę mi nie zawracać głowy" - ale tak nie powiedziała. Trudno, żeby dyskutowała z gościem w temacie, który jest jej bardzo odlegly.
                              • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 12:29
                                Koro, krojenie chleba nie jest nietypową usługą w miejscu, gdzie ten chleb się sprzedaje big_grin. Ja nie poprosiłam pani o odśpiewanie mi szlagieru Abby. OK, zakończmy to. Sposób w jaki się na ten temat wypowiadałaś, mnie osobiście dziwi. Nie sądzę, że to czepialstwo, bo ciągle sugerujesz, że postąpiłam niewłaściwie prosząc o chleb i następnie pytając o możliwość pokrojenia go. No więc, nie zapytałam pół godziny później, nie zapytałam po tym, kiedy ten chleb już kupiłam, ale w czasie kupowania go. I nie, nie uważam, że postąpiłam w jakikolwiek sposób niewłaściwie, dodałam komuś niepotrzebnej pracy, sfatygowałam go i popełniłam jakieś faux-pas, co jak mi się wydaje, ciągle sugerujesz. Podkreślasz oczywiście to, że sprzedawczyni nie powinna była się tak zachować, ale... no właśnie,nzaraz pojawia się 'ale' – ale ja najpierw bym zapytała, bla, bla, bla. Ja najpierw zapytałam czy jest jakiś chleb, który by mnie interesował, a kiedy sprzedawczyni się po niego odwróciła, dopytałam, czy istnieje możliwość pokrojenia go i tak, postąpiłam jak najbardziej właściwie. Dlatego nie ma tu żadnych 'ale'. Oburzenie i złość sprzedawczyni były całkowicie nie na miejscu. Kropka. Drożdżówki podała mi kładąc je na ladzie bez słowa i to także było niegrzeczne. I ponieważ rozmawiamy o standardach obsługi w Polsce – to tak, takie sytuacje się niestety zdarzają, a dobrze byłoby, gdyby się nie zdarzały. Mnie osobiście, jako wierną klientkę takie zachowania bolą i Sowy zapewne już nie odwiedzę, a swoje zakupy przeniosę do innej cukierni.

                                Co do twojej koleżanki, to odnosiłam się do konkretnych słów – 'nie mogę panu/pani pomóc' i wydaje mi się, że już wyczerpałam ten temat. Jeśli klient może wejść do biura i mieć kontakt z którymkolwiek z pracowników, to dobrze jest nauczyć ich jak się do niego odnosić, choćby tych podstaw. Do tych podstaw należy też to, że nawet jeśli klient trafi na niewłaściwą osobę, to ten kto ma pierwszy kontakt z klientem zobowiązany jest wziąć na siebie załatwienie sprawy klienta, a więc choćby sporządzić notatkę, wziąć od klienta namiary, itd. I nie chodzi tu o rozkminianie tematu w szczegółach jak to piszesz, chodzi o ograniczenie odbijania klienta jak piłeczki, i odsyłania go od Annasza do Kafasza. Tak samo jak uczono mnie, że nawet jeśli to nie mój zakres kompetencji, powinnam zapisać dane takiego klienta i po jakimś czasie oddzwonić do niego, aby upewnić się, że sprawa zostala rozwiązana, bo pozostawia to miłe wrażenie, klient czuje się zaopiekowany i związany z fimą, czuje, że jest dla niej ważny. Tak, w Polsce standardy obsługi klienta są bardzo niskie i wie to każdy kto choć chwilę pracował za granicą. Tam kierowcy autobusów wiedzą na ten temat więcej niż u nas pracownicy banków, którzy obsługują nasze finanse.
                                • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 12:45
                                  Matko, co ty z tym chlebem? smile Rozumiesz takie pojęcie jak - OGÓLNIE? OGOLNIE lepiej jest zapytać o coś wcześniej niż później, nie dla sprzedawcy zaraz koniecznie, tylko dla siebie. Bo np. można jak pan opisany tu w innym poście nabrać towaru i chcieć płacic karta, gdy nie ma możliwości. W Twoim przypadku były to sekundy, wiec ani ty się nie "fatygowałaś" tym, ze zapytałaś później, ani nie fatygowałaś tym sprzedawczyni. Co jest niejasne?

                                  Co do sprawy z koleżanką. Widzisz, nie każdy człowiek siedzący za biurkiem jest od obsługiwania klientów. Natomiast niezależnie od tego z jaką sprawą ktoś przyszedł, zgadzam się, że powinno się być uprzejmym, życzliwym i pomocnym. to jednak nie obejmuje często wchodzenia w cudze kompetencje czy sprawdzenia załatwienia sprawy, która nas nijak nie dotyczy. U mojego kolegi w biurze siedzą sobie dwie panie. Jedna zajmuje się księgowością, a druga dysponowaniem personelem pracującym w terenie. Jeśli pani od personelu odbierze telefon dotyczący spraw księgowych, to przecież nie dyskutuje z kimś dzwoniącym tylko:- Przykro mi, koleżanki chwilowo nie ma. Mogę podać numer na jej komórkę lub jeśli pan woli proszę zostawić swój, jak przekażę. To samo w druga stronę, bo skąd księgowa ma coś wiedzieć o rozdysponowanym w terenie personelu?
                                  Tu jest sytuacja jeśli chodzi o zakres kompetencji podobna. Doprawdy nierzadko zdarzało się, ze kolezanka od reklamy zostawiała nam na biurkach namiary na kogoś kto był i kogos nie zastał - to owszem i vice versa, ale żeby dzwoniła do kogoś takiego pytać jak sprawa została załatwiona to kosmos smile
                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 13:12
                                    Hahaha, podejrzewam, że zaraz wszyscy będą mieli niezłą polewkę z tego, ale proszę, ja dlatego tak z tym chlebem:

                                    kora3 02.01.17, 23:08
                                    Wiesz, ja staram się sobie i innym życie ułatwiać, a nie utrudniać. Dlatego zainteresowana jakaś niekoniecznie standardową wszędzie (jak to krojenie chleba) usługą zwyczajnie o nią pytam nim dokonam zakupu.

                                    No sorry, czytam to i czytam, zaraz zacznę od prawej do lewej wink i jak byk widzę, że utrudniłam komuś życie, konkretnie pani sprzedawczyni. Sobie, jak wynika z twojej wypowiedzi, chyba też.

                                    I jeszcze tutaj:

                                    kora3 02.01.17, 21:55
                                    Inna sprawa, że ja bym wstępnie zapytała najpierw, czy mogę liczyć na pokrojenie chleba żeby siebie i pani zwyczajnie niepotrzebnie nie fatygować.

                                    No przepraszam cię bardzo, możliwe że po prostu utykam na jedną półkulę mózgową, ale według mnie napisalaś, co napisałaś i kropka.
                                    • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 13:50
                                      Ależ napisałam i podtrzymuję, ja nie wiedząc czy to dostępne - zapytałabym. ale to nie znaczy ze Ty zrobiłaś cos zlego - trwało to krótko i pani jak pisałaś nie musiała ganiać gdzie po ten chleb którego nie kupiłaś, wiec sprawy nie ma
                                      • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 13:58
                                        Mam wrażenie, że próbujesz udowodnić, że jesteś doskonała i wprawdzie trudno nawet zapytanie się o krojenie chleba w trakcie sięgania po bochenek przez ekspedientkę uznać za błąd, ale ty piszesz o tym w taki sposób, że jasno wynika – ty zrobiłabyś lepiej, ja zrobiłam źle. OK, nieważne.
                                        • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 14:08
                                          Wybacz, ale mam wrażenie, ze może jesteś trochę przewrażliwiona.
                                          Zwyczajnie z mego doświadczenia wynika, ze lepiej się upewnić i tyle. Nie zawsze to ma jak u Ciebie jakieś znaczenie, ale czasem ma i brak tego upewnienia się powoduje kłopoty dla tego, kto o to nie zadbał, to wszystko.
                                          • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 14:15
                                            Mam wrażenie, że nie jestem. To jak rozważania o krótkiej spódniczce i gwałcie, dlatego odpuszczam. Te 'kłopoty' rozłożyły mnie na obie łopatki.
                                            • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 14:34
                                              Może masz po prostu mało doświadczenia. Ja wychodzę z założenia, że lepiej się upewniać. dzięki temu unika się np. popularnej obecnie opcji zawierania niepotrzebnych umów. Bo właśnie przychodzi taki miły pan pomocny i potem sa kłopoty
                                              • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 14:58
                                                Jeśli nadal rozmawiamy o chlebie, to ja po prostu nie jestem tak doskonała jak ty i zdarza się, że najpierw poproszę o chleb a następnie zapytam czy mogą go pokroić. We wszystkich miejscach, gdzie chleb kupuję, mają krajalnice, stąd przed 'poproszę jeden razowy' nie pytam 'a czy możecie panie chleb pokroić?'.
                                                A jeśli chodzi o niepotrzebne umowy, to nie mam pojęcia o co chodzi. Nie postuluję także, aby napotkana przez pacjenta recepcjonistka wykonywala mu operację na otwartym sercu. Serio. Wszystko z głową. Przypominam, że wyszłyśmy od słów: 'nie mogę panu pomóc' i tylko o to mi chodziło. To słowa, których nie należy kierować do klienta, nigdy, bezwzględnie.
                                                • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 10:02
                                                  To nie kieruj, ciekawe co zrobiłabyś pracując w formie zajmującej się np. meblami, do której pomyłkowo trafiłby gośc poszukujący muszli kometowej:- Tak oczywiście, zrobimy panu muszle z dębowego drewna?smile smile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 10:20
                                                    No widzisz, właśnie to staje się surrealistyczne. Po pierwsze to w jaki sposób przytoczyłaś słowa koleżanki pokazywało, że potraktowałyście tę sytuację jak okazję do utarcia nosa klientowi, a to samo w sobie jest podejściem niewłaściwym, nieprofesjonalnym. Jesteś inteligentną, jak sądzę, dojrzałą kobietą, więc sama sobie odpowiedz dlaczego.
                                                    Po drugie, sprowadzasz tę dyskusję do absurdu, co już samo w sobie jest niegrzeczne, ponieważ okazujesz mi tym samym lekceważenie. Kilkakrotnie już napisałam – wszystko w granicach rozsądku. Jeśli do redakcji czasopisma/radia/programu tv, itd. trafia mężczyzna, który chce zamieścić ogłoszenie i trafia na przypadkowego pracownika, to nadal jest klientem tej konkretnej firmy, we własciwym miejscu, pod właściwym adresem, stąd sprowadzanie tego do problemu meblarsko-muzycznego jest po prostu śmieszne, niekoniecznie zabawne. Przypominam też, że kilka postów wcześniej napisalam jasno, że nie postuluję, aby recepcjonistka przeprowadzała operację na otwartym sercu, więc twój żart już choćby z tego powodu jest kulą w płot.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 10:53
                                                    renn.ie77 napisała:

                                                    > No widzisz, właśnie to staje się surrealistyczne. Po pierwsze to w jaki sposób
                                                    > przytoczyłaś słowa koleżanki pokazywało, że potraktowałyście tę sytuację jak ok
                                                    > azję do utarcia nosa klientowi, a to samo w sobie jest podejściem niewłaściwym,
                                                    > nieprofesjonalnym.


                                                    Alez o jakie utarcie nosa miałoby chodzić? Kolezanka chciała panu przerwać, by poprosić go, aby zaczekał na kompetentna osobe! Pan nie dał sobie przerwać, wiec wysłuchała, ale na jego końcowe pytania nie była w stanie odpowiedzieć zwyczajnie. Więc uprzejmie mu powiedziała, że nie może się tym zając i prosi o poczekanie na koleżankę. Co w tym złego?

                                                    Jeśli do redakcji czasopisma/radia/programu tv
                                                    > , itd. trafia mężczyzna, który chce zamieścić ogłoszenie i trafia na przypadkow
                                                    > ego pracownika, to nadal jest klientem tej konkretnej firmy, we własciwym miejs
                                                    > cu, pod właściwym adresem, stąd sprowadzanie tego do problemu meblarsko-muzyczn
                                                    > ego jest po prostu śmieszne, niekoniecznie zabawne.


                                                    Ale ta kolezanka tak zna się na ogłoszeniach, jak ja na produkcji mebli - na przykład. Czyli zupełnie się nie zna.

                                                    Przypominam też, że kilka p
                                                    > ostów wcześniej napisalam jasno, że nie postuluję, aby recepcjonistka przeprowa
                                                    > dzała operację na otwartym sercu, więc twój żart już choćby z tego powodu jest
                                                    > kulą w płot.


                                                    no to może się pracownik formy nie zajmować w końcu czymś z czym przyszedł klient, czy nie może ? Może! W takich sytuacjach GRZECZNIE, MIŁO i UPRZEJMIE mówi się, że niestety w tym momencie nie ma osoby zajmującej się tym, co go interesuje, wskazać rozwiązania jak się z ta osobą skontaktować - poczekać, gdy wiemy, ze zaraz wróci, dać numer służbowej komórki, zapisać namiar na klienta i zostawić koleżance na biurku, ale TO wszystko. Wszelkie wysłuchiwanie czego sobie klient zyczy, zapisywanie tego itd. są po piewsze bezsensowne, a po drugie mogą wprowadzać w błąd, bo jeśli się nie wie czy takie rozwiązanie jest możliwe, to się nie powinno sprawiać wrazenia, ze jest - proste.
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 11:39
                                                    Dobra, bo to będzie najdłuższy wątek świata. Wszystko w granicach rozsądku przy jednoczesnym pamiętaniu, że to klient opłaca nasze pensje. Nie Dziadek Mróz, nie Święty Mikołaj i prawdopodobnie nawet nie George Soros wink, tylko ten klient, który nie zawsze jest, jaki chielibyśmy, aby był i czasem jest nawet upierdliwy, nieznośny i nie daje nam dojść do głosu. Więc oczywiście, że może się nie zajmować, natomiast nie może dopuścić do sytuacji, w której klient poczuje się olany, upokorzony, nieważny, niezadowolony, itd. W miarę możliwości więc powinien klientowi pomóc, nawet jeśli nie zna się na ogłoszeniach i nie jest pracownikiem obsługi klienta. Wszystko to przy jednoczesnym ograniczeniu negatywnych przekazów i ukazywaniu własnych niemożności, czyli bez 'nie mogę', 'nie umiem', 'nie da się'. Bo nieważne na jakim stanowisku pracuje i czym się zajmuje, to jest negatywny i nieprofesjonalny przekaz. Dlatego lepiej powiedzieć: 'wprawdzie zajmuję się czym innym, ale... postaram się panu pomóc, za chwilę będzie koleżanka, wezmę od pana dane kontaktowe i oddzwoni do pana odpowiednia osoba', itd. Możliwości jest na pewno co najmniej kilka.
                                                    Polacy często podchodzą do tego zerojedynkowo z takim sarmackim zadęciem. Co mi tu będzie jakiś gbur... I zapominają, że jednak ważna jest ta 'służebność', bo tak jak nauczyciele są w szkole dla dzieci a nie odwrotnie, jak lekarze są w szpitalu dla pacjenta a nie odwrotnie, tak pracownicy firmy są dla klienta a nie odwrotnie. Dlatego tak, tak, tak i jeszcze raz tak: klient – nasz pan. I nie przynosi to żadnej ujmy. Pracownik firmy powinien zawsze i bezwzględnie chcieć pomóc, ułatwić, rozwiązać problem, itd., i tak to jest jego obowiązek czy jest dyrektorem, czy magazynierem, pracownikiem recepcji czy kimkolwiek innym.
                                                    I jeszcze kilka luźnych refleksji na temat wchodzenia w kompetencje innym.
                                                    W Polsce zdarzyło mi się to tylko kilka razy w Medicoverze, że dyżurująca pielęgniarka nawet po przekazaniu dalej sprawy mojej czy dziecka, dzwoniła i upewniała się, że udało się wszystko pozytywnie rozwiązać i uważam, że to jest bardzo miły akcent, który sprawia, że jako klientka i pacjentka od razu czuję się bardziej związana z firmą. Nie szkodzi, że ona nie mogła tego rozwiązać, mogła natomiast upewnić się, że ja sobie z tym dałam radę, że osoba, do której przekazała moją sprawę, pomogła mi ją rozwiązać, że nie potrzebuję już pomocy. W USA i Irlandii zdarzało mi się to nagminnie. Jeśli coś załatwiałam, na przykład na uczelni, pracownik dziekanatu oddzwaniał, aby jeszcze upewnić się, że wszystko jest w porządku. Podobnie było z innymi sprawami urzędowymi i w przypadku załatwiania reklamacji. W Polsce pracowałam tylko w jednej firmie z kapitałem amerykańskim, gdzie stosowano taką samą praktykę. Powszechnie wiadomo było, że minimum pół godziny dziennie przeznaczamy na sprawdzenie czy sprawy klientów, którzy na przykład trafili do nas omyłkowo, zostały przez innych rozwiązane i czy klient jest zadowolony. Klienci zawsze reagowali bardzo pozytywnie. Zdarzało się nawet, że za jakiś czas taki klient stawał w drzwiach z kwiatami, czekoladkami czy winem. Ludzie uwielbiają być zaopiekowani i bardzo fajnie jest dawać im tę świadomość, że są ważni, bo nic nie wiąże ich z firmą tak bardzo jak świadomość, że coś dla tej firmy znaczą i że w przypadku problemów czy komplikacji, nie zostaną na lodzie.

                                                    Porównanie nadal uważam za przegięte.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 13:33
                                                    Jakoś ten pan nie poczuł się olany, poczekał, koleżanka zaraz przyszła i załatwił swoja sprawę smile
                                                    Co do reszty - nie wyobrażam sobie, ze JA mam kontrolować jak pani od reklamy załatwiła sprawę osoby, która ze mną skontaktowała się przypadkiem i dostała ode mnie namiary do niej, albo ja zanotowałam namiary do tej osoby. To byłoby jawne wchodzenie w kompetencje przełożonego tej pani i robienie za jej szefa, a to akurat uważam za bardzo nieprofesjonalne.

                                                    Dość często słyszę telefonując np. gdzieś "Przepraszam, niestety ja nie mogę pomóc, uprawniony do kontaktów z mediami jest tylko rzecznik. Nie mogę się wypowiadać" i wcale nie odbieram tego negatywnie. Przecież to ani nie nieuprzejmość, ani brak życzliwości - to zwyczajnie PRAWDA. W większości firm i instytucji jeśli rzecznik jest to on może udzielać informacji mediom. Inna osoba nie może, chyba, ze rzecznik lub szef ja wyznaczą. Miałabym mieć pretensje do osoby, która trzyma się ustaleń firmy za to, ze się trzyma?
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 13:44
                                                    To świetnie, że pan nie poczuł się olany. I nie chodzi o kontrolowanie, ale o trzymanie ręki na pulsie – sprawdzenie czy sprawa została załatwiona, bla, bla, bla.
                                                    Myślę, że co do zasady się zgadzamy, ty po prostu usilnie próbujesz to w jakiś sposób wykoślawić. Wszystko w ramach zdrowego rozsądku i podejścia, że każdy pracownik jest w pewien sposób ambasadorem firmy.
                                                    Na kolejne wynaturzone przykłady spuszczam już zasłonę milczenia. Ponurą . ;P
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 14:53
                                                    renn.ie77 napisała:

                                                    > To świetnie, że pan nie poczuł się olany


                                                    a dlaczego miałby się poczuć? Przecież został potraktowany życzliwie i normalnie.

                                                    . I nie chodzi o kontrolowanie, ale o t
                                                    > rzymanie ręki na pulsie – sprawdzenie czy sprawa została załatwiona, bla, bla,
                                                    > bla.


                                                    Nie, nie ma żadnego bla bla bla. Nie mam uprawnień do tego, by sprawdzać czy koleżanka z innego działu załatwiła sprawę. Mam obowiązek sprawdzić jak i czy załatwiły osoby mnie podległe. Ona mi nie podlega. Wywaliłabym oczy ze zdumienia, gdyby owa koleżanka sprawdzała, jak ja zaltwiłam jakąś sprawę lezącą w moich kompetencjach.

                                                    > Myślę, że co do zasady się zgadzamy, ty po prostu usilnie próbujesz to w jakiś
                                                    > sposób wykoślawić. Wszystko w ramach zdrowego rozsądku i podejścia, że każdy pr
                                                    > acownik jest w pewien sposób ambasadorem firmy.
                                                    > Na kolejne wynaturzone przykłady spuszczam już zasłonę milczenia. Ponurą . ;P


                                                    Owszem, ale bycie tym amasadorem nie obejmuje wg mnie wchodzenia w czyjeś kompetencje. Grzeczność, uprzejmość, życzliwość - tak, jak najbardziej. Ale wchodzenie w kompetencje - nie
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 15:03
                                                    No coż, musimy się zgodzić na to, że nie we wszystkim się zgadzamy, inaczej będziemy tu dyskutowały do końca świata i jeszcze dzień dłużej.
                                                    O panu zresztą pisałaś, że był niezadowolony, potem że nie poczuł się olany, itd. Sama pierwsza użyłaś sformułowania 'olany', więc piszę – to świetnie. Podobno był niezadowolony, więc może nawet trochę mniej świetnie, ale naprawdę nie chce mi się już w to wnikać smile.
                                                    Uprawnienia do tego daje oczywiście polityka firmy. Jeśli w twojej firmie polityka jest inna, to jest inna i tyle. I nie chodziło o sprawdzanie JAK ktoś coś załatwił, tylko CZY to zostało załatwione, bez obrażania się na kolegów i koleżanki, bo w końcu dobro klienta to nasze wspólne dobro. Mówienie komuś jak coś ma załatwić, to faktycznie wchodzenie w kompetencje, a powtórny kontakt z klientem, aby sprawdzić czy udało mu się sprawę załatwić i czy można mu jeszcze w czymś pomóc, to coś zupełnie innego.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 15:27
                                                    renn.ie77 napisała:

                                                    > O panu zresztą pisałaś, że był niezadowolony, potem że nie poczuł się olany, it
                                                    > d. Sama pierwsza użyłaś sformułowania 'olany', więc piszę – to świetnie. Podobn
                                                    > o był niezadowolony, więc może nawet trochę mniej świetnie, ale naprawdę nie ch
                                                    > ce mi się już w to wnikać smile.


                                                    Owszem, był początkowo niezadowoliny, że nagadał się po próżnicy. Inna sprawa, że nagadał się na swoje własne życzenie, bo gdyby dał szanse komuś z nas zadać mu pytanie z czym się do nas wybrał - to na dzień dobry dowiedziałby się, że może poczekać 5 minut, albo zostwic namiar. Gdyby pozwolił koleżance do której bezsensownie zaczął gadac dojść do słowa, to jak wyżej.
                                                    Potem jednak wydawał się zadowolony, bo kupił te reklamę, wszystko wiedział, załatwił i gitara.

                                                    > Uprawnienia do tego daje oczywiście polityka firmy. Jeśli w twojej firmie polit
                                                    > yka jest inna, to jest inna i tyle. I nie chodziło o sprawdzanie JAK ktoś coś z
                                                    > ałatwił, tylko CZY to zostało załatwione, bez obrażania się na kolegów i koleża
                                                    > nki, bo w końcu dobro klienta to nasze wspólne dobro



                                                    No wiesz, w większości form polityka jest taka, że jak ktoś przypadkiem zadzwoni do księgowości, a chciał rozmawiać z serwisem, to ktoś kto odebrał odsyła do serwisu, a nie wypytuje o szczegóły awarii sprzętu. To jest poniekąd bardzo dobra polityka. smile


                                                    . Mówienie komuś jak coś ma
                                                    > załatwić, to faktycznie wchodzenie w kompetencje, a powtórny kontakt z kliente
                                                    > m, aby sprawdzić czy udało mu się sprawę załatwić i czy można mu jeszcze w czym
                                                    > ś pomóc, to coś zupełnie innego.


                                                    Może w innych branżach. Wyobraźmy sobie to....Przychodzi "klient" do mnie i mnie nie zastaje, ale zastaje koleżankę z reklamy. Mówi w jakiej sprawie, koleżanka wyjaśnia, że dziennikarza nie zastał i może: poczekać (jeśli ma to sens), zadzwonić do mnie na komórkę (koleżanka służy numerem na słuzbowkę), zadzwonić na stacjonarny (jak wyżej), wysłać mail do mnie (jak wyżej) lub zostawić namiary na siebie, które koleżanka mi przekaże. Zalożmy, ze nie czeka i wychodzi. No i co dalej? Jeśli kolezanka zostawiła mi namiary zgodnie z życzeniem "klienta", to jasne, może zapytać "Korciu, zostawiłam ci wczoraj namiar na gościa co cie szukał, znalazłaś na biurku?" - normalnie. Może wspomnieć "Był gośc do ciebie, ma zadzwonić albo wysłać mail" - też normalka. Ale żeby wypytywała z jaka sprawą gość się zwraca, czy i jak się nia zajęła, yo jakiś kosmos. A tym bardzkiej, żeby dzwoniła doń i jego o to pytała!
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 16:14
                                                    Koro, kręci mi się w głowie, nie wiem czy to ten Zyguś czy Axel, ale kapituluję.
                                                    O recepcjonistce co to nie ma prawa otwierać klatki piersiowej pacjenta już było smile.
                                                    Peace.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 16:47
                                                    Ale wg twej teorii owa recepcjonistka powinna zadzwonić do pacjenta i zapytać cz lekarz go przyjął i co z nim robił smile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 21:39
                                                    Kiedy urodziłam dziecko zwyczajowo pielęgniarka dzwoniła do mnie po wizycie u lekarza i dopytywała czy wszystko OK, czy wszystko było jasne, czy mam jeszcze jakieś pytania, czy czegoś jeszcze nie potrzebuję, itd. Czulam się przez to bezpieczna i zaopiekowana, dlatego jak pisałam, wszystko w granicach rozsądku.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 08:14
                                                    Dzwoniła, bo najpewniej to należało do jej obowiązków - a nie było kontrolowaniem lekarza Renn.ie.
                                                    Słusznie zauważasz, ze chodzi o granice rozsądku smile
                                                    Normalne są takie akcje przy położnicy, a teraz wyobraź sobie, ze dzwoni do ciebie pielęgniarka z przychodni, gdzie odwiedziłaś lekarza z katarem i pyta czy wszystko zrozumiałaś ...smile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 08:53
                                                    Oczywiście, ja także, kiedy trafiał do mnie klient z zawikłaną sprawą, oddzwaniałam do niego, aby zapytać czy coś się zmieniło w sprawie i czy w czymś jeszcze mogę pomóc, dlatego że to LEŻAŁO w mojej gestii, należało do moich obowiązków, choć rozwiązanie jego problemu nie leżało w moich kompetencjach. Taka była polityka firmy, że klient ma czuć się zaopiekowany i że pomimo tego, iż nie mogę osobiście klientowi pomóc, to mam być jego 'aniołem stróżem'. Dzwoniłam też do osób, którym sprawę przekazałam, aby dowiedzieć się na jakim jest etapie, itd. I taka była polityka firmy a nie moja własna inwencja.

                                                    Naprawdę normalne są takie 'akcje' przy położnicy? W państwowej służbie zdrowia? Moja siostra urodziła niedawno, była w zagrożonej ciąży – nie zdarzyło się, aby pielęgniarka do niej oddzwoniła, czy lekarz, ani w ciąży ani po rozwiązaniu. Tam też była to publiczna służba zdrowia, ale to nie była Polska. W tamtym kraju to jest po prostu normalne, tak samo jak wiele rozwiązań jest takich, aby pacjentowi życie ułatwić. Lekarz pierwszego kontaktu zna pacjenta, faktycznie opiekuje się pacjentem, dlatego oddzwania, upewnia się, że wszystko jest jasne, że nastąpiła poprawa, itd., albo oddzwania pracownik jego praktyki. Podobną, choć nie na tym poziomie opiekę uzyskuję w Polsce w przypadku prywatnej służby zdrowia, gdzie miesięcznie płacę określony abonament. I to jest właśnie ta różnica.
                                                    Ba, pamiętam, że tam urzędnicy przychodzili do szpitala, aby zarejestrować nowego obywatela, bo co się ma kobieta po porodzie fatygować do urzędu?

                                                    Liczę na to, że wraz ze zmianą podejścia do obywatela, pacjenta, ucznia, pewne rzeczy będą też za jakiś czas standardem w Polsce, że państwo będzie stawiało sobie za cel, aby pewne sprawy ułatwiać, upraszczać, itd. I myślę, że przez te ostatnie kilka lat tak właśnie było – Poska w tym zakresie normalniała, ale obawiam się, że to się może skończyć i w stosunku do obywatela będzie znowu królował zamordyzm.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 09:29
                                                    Nie wiem czy w publicznej, wiem, że kiedyś do położnicy przychodziła polozna sprawdzić jak sobie radzi. O tym dzwonieniu to wiem jak było z moją siostrą po porodzie, ale ona rodziła w prywatnej klinice.

                                                    Służba zdrowia - publiczna to osobny temat - ale powtórzę, nie zauważam, by ogólnie obsługa klienta w PL była jakaś zła. Szczególnie zaś w sektorze prywatnym, gdzie jest duza konkurencja. W sektorze budżetowym jest nieco gorzej, ale lepiej niż było i widzę stalą poprawę smile
                                                    Doskonale rozumiem Twoją ideę, że ma być uprzejmie, milo, zyczliwie - sama takiej hołduję. Zaprotestowałam tylko przeciw wchodzeniu w czyjeś kompetencje smile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 10:26
                                                    Położna nadal przychodzi, tam także przychodziła. Moje dziecko miało kolkę, pamiętam, że byłam wyczerpana. Położna wysyłała mnie na górę, żebym się umyła i zdrzemnęła. Była kochana, pamiętam, że jej pomoc była dla mnie naprawdę nieoceniona. Tu w Polsce położna wpadła do mojej siostry na pięć minut i cześć. Odbębniła i miała z głowy.

                                                    To nie jest tylko kwestia służby zdrowia, bo podobnie jest na przykład z transportem publicznym, szkolami, przedszkolami, itd.
                                                    Pamiętam jakim zdziwieniem było dla mnie, że kierowcę można zapytać, gdzie należy wysiąść i on naprawdę zapamięta i w odpowiedniej chwili upewni się, że się na danym przystanku wysiadło. W moim rodzinnym mieście kierowca MPK na jakiekolwiek pytania czy próbę zakupienia biletu – szczekał, bo inaczej nie da się tego określić. Już po powrocie i było to parę ładnych lat temu, znajoma opowiedziała mi, że któregoś dnia jechali z wyjątkowo agresywnym kierowcą. Zatrzymywał się bardzo gwałtownie, tak że pasażerowie byli miotani po autobusie jak worki z ziemniakami. W końcu jakiś starszy pan upadł i zranił się w czoło. Parę osób przeszło do przodu i zaczęło protestować. Wsród nich była moja znajoma, kulturalna starsza pani. Kierowca wyszedł z szoferki, otworzył pomiędzy przystankami drzwi i w nieparlamentarnych słowach nakazał wszystkim opuścić autobus. Ludzie się zdenerwowali, nie wszyscy chcieli wysiąść. Były tam też jakieś dzieci, zestresowane – płakały.
                                                    I tak się stało, że kto nie wysiadł sam, został wywleczony bądź wypochnięty z autobusu (!). Kierowca zamknął drzwi i odjechał, zostawiając ludzi samym sobie, poza przystankiem. Nie został za to zwolniony, udzielono mu chyba jedynie upomnienia, nawet nie nagany, choć parę osób wymieniło się numerami telefonów i złożyło wspólnie skargę.
                                                    Kiedy moje dziecko poszło w Polsce do publicznego przedszkola zdarzyło mi się wejść z dzieckiem do szatni i usłyszeć potworne, wylgarne krzyki którejś z przedszkolanek. Do tego płacz dzieci. Byłam zszokowana. Wbiegłam na salę i zapytałam, która z pań tak odezwała się do dzieci? Obie zaprzeczyły, a ja przecież słyszałam to bardzo wyraźnie i uwierz mi – to były potworności. Zgłosiłam sprawę do dyrektorki, ale pozostała nierozwiązana, bo żadna z pań się nie przyznała. Moje dziecko, na wszelki wypadek zostało przeniesione do innej grupy, a cała sprawa została zamieciona pod dywan. Tak mnie przywitało publiczne polskie przedszkole wink.
                                                    To boli, bo takie sprawy powinny znajdować swój finał w pozbyciu się pracownika, który zachował się tak nagannie. I to pozbyciu z wilczym biletem, bo najwyraźńiej nie nadaje się do kontaktu z ludźmi. Nie może dziwić, że mamy później nauczycieli zalepiających dzieciom usta taśmą klejącą. Ja wiem, to są sporadyczne przypadki, ale w ogóle nie powinny się wydarzać. Poza tym na pewno nie o wszystkich się dowiadujemy.
                                                    Prawdą jest też, że mamy coraz większą świadomość, że należy nam się dobre, ludzkie traktowanie i to jest super, bo to także napędza te pozytywne zmiany.
                                                    Ale naprawdę wydaje mi się, że zależy do kogo/czego się porównujemy smile. Jest na pewno dużo lepiej niż te 15-20 lat temu, ale myślę, że nadal mamy nad czym pracować.
                                                    I nie chodzi tu o umniejszanie kogokolwiek, o złośliwości, po prostu naprawdę łatwiej się żyje, kiedy ludzie są nastawieni do siebie pozytywnie, z empatią, zaufaniem, itd. I bardzo cieszy, że powoli to się zmienia, że urzędnik rozumie, że jest w urzędzie dla petenta, itd. To są bardzo fajne zmiany i oby następowały szybciej i było ich więcej, czego WAM i sobie życzę.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 10:46
                                                    Opisywany przez Ciebie przypadek kierowcy - wierzę, ale jako osoba, która sama zajmuje się skargami na kierowców MZk czasem też smile uważam, że naprawdę sytuacja ekstremalna zarówno pod względem zachowania pana, jak i załatwienia sprawy - serio.

                                                    A propos tychże kierowców - raz przyszła do mnie pani ze skarga na takowegosmile że nie chciał jej sprzedać biletu i że za ów bilet żadał większej kwoty, niż powinien.
                                                    Dokładnie wypytałam panią - kierowca nie tak nie chciał sprzedać, jak pani miała setkę, a bilet kosztował 3 zlote. Prawda - drożej niż w kiosku (biletomatów wówczas nie było), za to zgodnie z uchwałą rady miasta, która głosiła, że kierowca ma obowiązek sprzedać bilet w takiej cenie (kupowane u kierowców bilety miały tę cenę - inną niż normalna - wypisaną na tym bilecie) za odliczoną gotówkę. O ile wiem, to kierowcy przemykają oko, gdy ktoś zamiast 3 zeta dawał piątkę, ale z setki kierowca mógł nie mieć wydac, a nawet nie powinien wydawać, bpo to trwa, a on jeśli rozliczany z trzymania się rozkładu jazdy.
                                                    Rzadko jezdzę transpo0rtem publicznym, przyznaję. Ale w większości polskich miast w autobusach/tramwajach działa już głosowe powiadamianie o następnym przystanku, więc ...

                                                    Miałam kiedyś wszelako okazje jechac heh PKS-em. W miejsce którego nie znalam wcale. Najzwyczajniej w świecie zapytałam pana, który obok mnie siedział, czy wie gdzie to i wskaze mi kiedy wysiąść, pan ów nie wiedział, ale wiedziała pani za mną i wskazała. Jakbym kierowcę poprosiła - głowe dam, ze też by mi wskazał.
                                                    W ogóle często spotykam się z ludzką życzliwościąsmile Wczoraj np. idę sobie z kolezanką wieczorkiem. ale nie tak późno i podszedł do nas podchmielony pan z pytaniem czy mamy może ogień - miałam zapałki, dałam mu. Przechodzący obok młody człowiek zapytał, czy ów pan nas może zaczepia...A nie, tylko o ogień prosił, ale dziękujemy bardzo za czujnośc i fajną postawe. No tak nie ma sprawy smile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 12:00
                                                    No pewnie, że zdarzają się upierdliwcy, których oczekiwania są od czapy, nierealne. Ale to niczego nie udowadnia, bo zawsze znajdą się takie osoby, które nie mają racji, ale jeśli tylko istnieje możliwość, to chętnie się przyczepią i pokłócą. W autobusach wisiały wtedy, o ile pamiętam, informacje, że kierowcy przyjmują tylko odliczone kwoty. Wymaganie zdroworozsądkowego i empatycznego zachowania pojawia się po obu stronach, bo jak już wcześniej ustaliłyśmy – wszystko w granicach rozsądku i można by dodać – dobrego smaku.
                                                    Co do zachowania kierowców – to czytałam o wyrzucaniu kobiet z wózkami z autobusów, o przycinaniu ludzi, o odjeżdzaniu z przystanku, kiedy ktoś już dobiegł do drzwi autobusu, itp. Może tamten kejs był faktycznie wyjątkowo odrażający, ale skarg na kierowców MPK było swego czasu naprawdę wiele, ale tu też doczekaliśmy się zmiany obyczajowej... na szczęście wink.
                                                    Pytania o to, gdzie należy wysiąść były oczywiście zasadne lata świetlne temu w UK i w USA, kiedy ani tam ani u nas nie było jeszcze autobusów z tablicami o przystankach. A kierowców pytałam, bo właśnie to mi sugerowano, jako że najlepiej znali trasy, którymi jeździli, a były to czasy bez internetu w komórkach, ba, nawet komórki mieli nieliczni.

                                                    I nigdzie nie napisałam, że nie spotykam się z ludzką życzliwością, ja nawet sama hojnie tę życzliwość rozdaję. Ostatnio w sklepie grupka staruszków poprosiła mnie o zważenie czegoś, bo nie mogli dostrzec nazwy artykułu. Zważyłam każdej osobie po jednej pietruszce, marcheweczce, po dwa ogórki, itd., bo skoro zważyłam jednej, to zaproponowałam też kolejnej, itd. Śmiechu było co niemiara, bardzo przyjemnie nam się rozmawiało, staliśmy tam naprawdę długo. A następnego dnia pod innym sklepem zaczepiło mnie 3 młodych ludzi z zapytaniem, czy nie mogłabym im kupić czegoś do jedzenia. No pewnie, że mogłam i kupiłam. I jeszcze poprosiłam, żeby o siebie dbali i na siebie uważali. Podpytałam ich skąd są, chwilę porozmawialiśmy, pożartowaliśmy. Ja bardzo chętnie jestem wobec ludzi miła i w ogóle często zdarza mi się pomagać, ucinać sobie miłe pogawędki i nawiązywać takie niezobowiązujące znajomości. I nawet pomagam, o ile mogę. Lubię w ogóle zwracać na ludzi uwagę. Niedawno w kolejce stała przede mną matka z małym dzieckiem. Widziałam, że bardzo skrupulatnie liczą drobne, dziecko pytało czy mama ma pieniądze, żeby coś mu kupić, chodziło o jakiś drobiazg. Nie miała, ledwie uzbierali na paczkę parówek i bułki. Więc dyskretnie złapałam parę rzeczy, zapłaciłam za nie i dogoniłam ich na zewnątrz, aby im te rzeczy dać, bo rozczuliło mnie to dziecko i otwarcie powiedziałam, że usłyszałam niechcący ich rozmowę i bardzo podobało mi się, że ono tak grzecznie i dojrzale z mamą na ten temat rozmawia i, że sprawiłoby mi to ogromną przyjemność, gdyby to ode mnie przyjęli. Przyjęli i podziękowali. Było mi bardzo miło. Tak samo zajęłam się ostatnio starszą panią chorą na Alzheimera, która zagubiła się niedaleko mojego domu. Wyszłam z psem na parę minut, nie wzięłam ze sobą nawet komórki. Pani przeprowadziła mnie przez pół miasta, a mieszkam tu od niedawna. Nie chciała ani zaczekać na mnie (chciałam wrócić do domu po komórkę i kluczyki do samochodu), ani zajść na posterunek policji czy straży miejskiej. Myliła fakty, była otępiała, czasami nawet agresywna, podawała różne adresy. W trakcie bardzo długiego spaceru poprosiłam o pomoc kilka osób – chodziło o pożyczenie komórki, albo zadzwonienie na numer alarmowy. Sytuacja byla dziwna, próbowałam wyjaśnić to możliwie przystępnie, ale ludzie wyraźnie się bali i odmawiali. Nikt też nie był zainteresowany tym, aby ją ode mnie przejąć i doprowadzić do miejsca zamieszkania. Udało mi się w końcu doholować panią do jej mieszkania i skontaktować się z jej wnuczką. To było bardzo stresujące i wyczerpujące. Odmawiające mi osoby nie były niemiłe, ale wyraźnie nie chciały przyjmować na siebie odpowiedzialności za obcą, starszą osobę. W międzyczasie mój partner w domu odchodził od zmysłów. Wyszłam na pięć minut a nie było mnie kilka godzin. I nie było ze mną kontaktu. Ale ja ciągle zbieram ludzi z ulicy – jakiś czas temu w czasie zimy spotkałam staruszkę, którą ktoś nocą, po zabiegu chirurgicznym, otępiałą, wypuścił ze szpitala. Siedziała w autobusie i jeździła w kółko i nikt się nią nie zainteresował, w końcu zapadła noc. Też odholowałam ją do jej mieszkania i tam akurat przekazałam sąsiadce. Także tak, ja mam szczęście do takich historii.

                                                    A co do mojego własnego, prywatnego pecha. Zamówiłam w banku kartę MasterCard, przyszła mi Visa – błąd pracownika. Kilka tygodni później bank znowu się ze mną kontaktuje – pracownik założył mi kartę w jakimś programie dla pracowników, inne zasady, inne oprocentowanie, musiałam znowu coś odkręcać. Przeprosiny były zdawkowe. Ostatnio na festiwalu jedzenia okazało się, że w mojej sałatce siedzi robak. Kilka tygodni później, na innym festiwalu okazalo się, że kupiłam źle opisaną potrawę. Restauracja zapomniała w opisie wspomnieć o szynce – ja jestem wege. Kelner zachował się mega ładnie, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Kilka dni temu byłam ze znajomą na burgerach. Odebrałam swoją kanapkę i już miałam ją jeść, kiedy koleżanka z krzykiem złapała mnie za rękę. Na moim wege kotlecie leżał piękny, dlugi blond włos – ja jestem brunetką. A dzisiaj przyszły do mnie zamówione online dżinsy. Odpakowałam je i patrzę, a linia talii przy zapięciu uciapana jest jedzeniem, jakimś sosem pomidorowym? Założę się, że to się odpierze, ale sama widzisz – ja naprawdę działam jak magnes na takie sytuacje i moja cierpliwość jest testowana na wiele różnych sposobów big_grin. Wszyscy moi znajomi to wiedzą, dlatego każdy czuje się ze mną bezpieczny, bo jeśli wydarzy się coś dziwnego, to na pewno ja będę tego ofiarą wink.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 12:56
                                                    Bardzo podoba mi się Twoja postawa - z tym sklepem mielismy z moim poartnerem bardzo poobną sytuację z dziećmi i lodami, gdzieś nawet o niej wspomniałam na forum gazetowym, ale nie tym ...

                                                    Z Twoim pechem - no mnie też się czasem zdarza coś tam smile ale nie często i nie tak strasznie - choć raz miałam odcięty prąd smile - jeszcze z moim mezem bylam wówczas. Akcja była taka, że miałam w banku polecenie przelewu na rachunki m.in. za prąd - to było w czasach, gdy jeszcze wysyłało się kasę na ogólne kontro elektrowni w poleceniu wpisując numer klienta. Potem elektrownia wprowadziła sobie subkonta. Poszłam do banku to zgłosić, zrobiłam to pisemnie i dostałam potwierdzenie tego zgłoszenia na kopii. No gitara ...Mija sobie może z 4 miechy i u mych drzwi stają panowie którzy mają pismo z decyzją o zdjęciu mi licznikasmile Dzwonię do elektrowni, panowie czekają - tam mi mówią, ze nie było płacone od kiedy jest subkonto. Dzwonię do banku - oni wysyłają - podają konto - na stare sad Mówię, ze zgłaszałam zmianę - niemożliwe! Mówie, ze szczęśliwie mam potwierdzenie na kopii pisma, z datą, pieczatka i podpisem pani, która przyjmowała pismo. Mam przynieść. Ok - panom powiedziałam, żeby czynili swą powinność smile i pojechałam do tego banku - aaaaaa bardzo sedecznie przepraszamy, no tak nasz błąd ...Mówię, ze przeprosiny przeprosinami, ale panowie z elektrowni właśnie mi zdjęli licznik a powtórne podłączenie kosztuje, a jedzcze będę mieć nieprzyjemności jako niedobry klient elektrowni. Muszę powiedzieć, że się spisali - praktycznie natychmiast podjechał ze mną do elektrowni pracownik banku wyjasniac sprawę. Za ponowny przyłącz i odsetki zapłacił bank, dosyałam jeszcze od nich premię i pisemne przeprosiny listownie - więc sprawa była załatwiona ok, choć miałam na nich wnerw porządnysmile a było to wiele lat temu tak ok. 20smile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 13:33
                                                    Pracownik banku podjechał do elektrowni? Jestem pełna podziwu. Do tego premia i przeprosiny? Co to za bank? Powinnam chyba zostać ich klientką smile.

                                                    Ta historia z elektrownią przypomina mi jedyne 2 okropności, które spotkały mnie podczas mojej emigracji wink. Właściwie jedyne. Pierwsza dotyczyła internetu. Zamówiłam usługę i okazało się, że błędnie poinformowano mnie o kosztach. Wycofałam zlecenie, a już kilka dni później odebrałam w pracy telefon – o! jesteśmy u pani i zakładamy internet! Ja w tym czasie zamówiłam już usługę netu gdzie indziej. Mówię – panowie, to pomyłka, odwołałam, proszę nic nie zakładać. Ale czy na pewno? Na pewno? Ale serio? Serio. Pan słyszał, że jestem cudzoziemką, więc kilkanaście razy się upewnił, że moja znajomość języka pozwala mi wyrazić moje oczekiwania akuratnie. No dobrze, to nie zakładamy. Uff.
                                                    Kilka tygodni później zaczęłam dostawać faktury i ponad cztery miesiące trwało zanim zdołałam udowodnić im, że usługi nawet mi nie założyli, a więc straszą mnie konsekwencjami i wysyłają faktury z żądaniem zapłaty za nic. Za nic. To bylo lata świetlne temu, internet był potwornie drogi i to były naprawdę spore kwoty. I ta sytruacja napsuła mi sporo krwi, bo w tym czasie starałam się o kredyt na dom i wszelkie takie historie źle wpływały na moją wiarygodność w banku. A przed tym zamówiłam jeszcze komputer Della. Przez telefon u jakiegoś miłego pana w call center gdzieś w Indiach. I nagle okazało się, że na ten komputer będę musiała czekać 8 tygodni dłużej niż mi obiecywano i też zrezygnowałam z zamówienia oraz poprosiłam o zwrot kwoty za komputer. Oddzwaniano do mnie po kilka razy dziennie próbując mnie przekonać do zmiany decyzji. Potem obiecywano, że OK, to tym razem już przekierowywują to do działu finansowego i dostanę swoje pieniądze z powrotem. I tak w kółko. Po kilku tygodniach wcześnie rano obudził mnie sms z info, że gratulują mi zmiany decyzji i mój komputer właśnie będzie się dla mnie składał!
                                                    W obu przypadkach pomógł mi bardzo prężnie działający urząd ds. konsumentów. Nie wiem, jak to dzisiaj wygląda u nas, mam nadzieję, że podobnie, ale tam urząd kontaktował się z firmą i groził konsekwencjami prawnymi, przygotowywał dokumenty, itd. W przypadku Della pomógł mi jeszcze bank, bo cofnął pieniądze pobrane z mojej karty kredytowej, kiedy przedstawiłam im dowód, że transakcja nie doszła do skutku.

                                                    Ale w to, że 20 lat temu w Polsce bank był w stanie przyznać się do winy, to chyba jednak nie uwierzę smile.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 13:56
                                                    Możesz nie wierzyćsmile Ja miałam na to dokument - to raz. A dwa - jestem osobą świadomą swoich praw - nie groziłam bynajmniej, ale dałam do zrozumienia, że jeśli sprawa nie zostanie pilnei zalatwiona a ja będę bez prądu, konsekwencje będą znacznie bardziej przykre. Nie wkluczam tez, ze w banku zobaczyli skad mam pobory, a pracowałam wówczas w jednej z dużych lokalnych gazet oraz w wojewódzkim oddziale TVP. Przykre to ,ale nadal bywa tak, ze inaczej człowieka traktują, bo pracuje w mediach sad

                                                    Z tymi transakcjami - wiesz, to jest właśnie taka nachalność tylko drastyczna.
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 14:41
                                                    No tak, media, czwarta władza wink.

                                                    A odnośnie obsługi. Wyszłam właśnie na przerwie w pracy do pobliskiej piekarni. Robię tam zakupy codziennie i dzisiaj oczywiście się spóźniłam. Sprzedają tam 2 panie: miła i niemiła. Dlaczego trzymają tę niemiłą? Nie wiem, ale mają smaczny chleb, więc kupuję. Chleba już nie ma, będzie kolejna dostawa za godzinę. Pytam panią, niestety tę niemiłą, czy mogłaby mi odłożyć jeden chleb? Pytam mile, bo z natury jestem osobą grzeczną i miłą. Ja tam nie będę pani nic odkładała. – odparła pani. Przypominam – jestem stałą klientką. W pobliżu mam inną piekarnię, gdzie obsługa jest miła, ale produkt niestety kiepski. Także i u prywaciarzy zdarzają się takie kwiatki. Obsługa jest ważna, ale ważniejszy jest jednak produkt... Dlatego podejrzewam, że wiele osób pójdzie jednak tam, gdzie chleb jest dobry, nawet jeśli mają tę wątpliwą przyjemność kontaktu z taką niefajną panią.
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 14:44
                                                    Ach i nawet już nie chodzi o to, że tego chleba nie odłoży, ale wystarczyłoby powiedzieć: przepraszam, ale nie mogę, byłoby mi trudno, obawiam się, że bym zapomniała, cokolwiek, ale nie 'ja tam nie będę pani nic odkładala'.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 14:51
                                                    W istocie - bardzo niemiłe.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 14:49
                                                    Dlaczego trzymają tę panią? Może to bratowa wlascicelki, np. ...
                                                    Owszem, tak - w takiej sytuacji wybierzesz lepszy chleb i niemiłą obsługę, ALE weź pod uwagę to, ze u Ciebei na pewno też decyduje tu bliskość sklepu i twej pracy...
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 14:59
                                                    Oczywiście, że to też decyduje. To zresztą samo centrum miasta, więc i dobra lokalizacja. Produkt mają bardzo dobry, więc się sprzedaje POMIMO zachowania ekspedientki. Dlatego 'prywaciarz' wcale nie gwarantuje dobrej obsługi, bo mówimy 'prywaciarz' i myślimy – konkurencja, a więc i większa dbałość o produkt, obsługę, itd. A jak widać – niekoniecznie.
                                                    W budynku naszego poprzedniego biura panie pracujące w piekarni były tak niemiłe, że na temat ich zachowania krążyły legendy. No i co? No i nic – byli jedyną piekarnią, którą tysiące osób miały pod nosem. Ludzie żymali się, denerwowali, czasem nawet wynikały awantury, ale panie trwały tam jak trwały, bo produkt się sprzedawał i basta smile.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 15:14
                                                    Wiesz, abstrahując od tego, że takie zachowanie jest niemiłe i nieprofesjonalne też. Ale tak między Bogiem a prawdę - nie ma sensu przejmować się tym, że pani w piekarni niemila. i większość pewnie ma to właśnie gdzieś, bo chleb - dobry i blisko jest. Duzo gorzej jest gdy czyjaś nieżyczliwość i opieszałość powoduje stratę czasu i pieniędzy, przedłuza załatwienie sprawy itd. Dlatego napisałam do wątkodawczyni, że owszem - ekspedientka powinna formułkę wygłosic
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 16:10
                                                    No, ale ma to ma mnie wpływ choćby taki, że będę musiała biec po ten chleb później, bez gwarancji, że go dostanę, a jutro jest święto. A w sumie niewiele trzeba było, aby mi to ułatwić, prawda?
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 16:03
                                                    Ano prawda - tu się zgadzam, jednak gdyby ekspedientka powiedziała "Przykro mi, że szefostwo tego zabrania " np. - to inaczej byś ją odebrała, a sytuacja technicznie wyglądałaby tak samo
                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 13:29
                                    A co do obsługi klienta, to każdy pracownik, który ma kontakt z klientem, bądź może mieć kontakt z klientem powinien to i owo o standardach obsługi wiedzieć.
                                    Oczywiste jest dla mnie, że zasady załatwienia czy pilotowania sprawy klienta przez jedną osobę nie można bezwzględnie stosować w każdej sytuacji, za wszelką cenę i w przypadku każdego biznesu.
                                    • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 13:52
                                      No to chyba oczywiste, jak się ktoś tym NIE ZAJMUJE, prawda? Gdyby pan nie zaczał ciurkiem zaraz po "dzień dobry" pierwszej z brzegu osobie wyłuszczać o co mu chodzi, to wcześniej zwyczajnie usłyszałby, że tej pani nie ma, ale zaraz przyjdzie i prosi się go spocząć i poczekać. Proste.
                                      • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 14:07
                                        Nie jest to tak jasne, jak chciałabyś, aby było. Po pierwsze klient niczego nie musi. Nie musi się orientować, że rozmawia z niewłaściwą osobą i nie może ponosić konsekwencji tego, że trafił na niewłaściwą osobę. Oczywiście, że sensowniej byłoby, gdyby się dopytał, zanim to wyłuszczył niewłaściwej osobie, ale klient wchodzi do firmy i dla niego pracownik firmy to pracownik firmy.
                                        Właściwa odpowiedź w tej sytuacji brzmiałaby: 'wprawdzie nie zajmuję się ogłoszeniami, ale mogę zanotować pana zamówienie i przekazać je właściwej osobie, która do pana oddzwoni z potwierdzeniem szczegółów, albo jeśli wolałby pan przekazać je osobiście, może pan zaczekać na koleżankę, która powinna tu być za...' bla bla bla. W kontakcie z klientem unika sie w ogóle negatywnych konstrukcji, podkreśla, co można zrobić a nie to czego nie da się czy nie można zrobić i absolutnie, nigdy, przenigdy nie używa się zwrotu: nie mogę panu pomóc.
                                        Naprawdę pomaga, kiedy w kontakcie z klientem przyjmuje się postawę: ja tu jestem dla niego a nie odwrotnie. Wtedy wszystko staje się prostsze.
                                        • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 14:22
                                          renn.ie77 napisała:

                                          > Nie jest to tak jasne, jak chciałabyś, aby było. Po pierwsze klient niczego nie
                                          > musi. Nie musi się orientować, że rozmawia z niewłaściwą osobą i nie może pono
                                          > sić konsekwencji tego, że trafił na niewłaściwą osobę. Oczywiście, że sensownie
                                          > j byłoby, gdyby się dopytał, zanim to wyłuszczył niewłaściwej osobie, ale klien
                                          > t wchodzi do firmy i dla niego pracownik firmy to pracownik firmy.


                                          No i co ze pracownik firmy? Ma się wobec tego zajmować jego sprawą o której nie ma zielonego pojęcia?smile Może Cię to zaskakuje, ale z reguły na określonych stanowiskach pracy sa określone kompetencje.

                                          > Właściwa odpowiedź w tej sytuacji brzmiałaby: 'wprawdzie nie zajmuję się ogłosz
                                          > eniami, ale mogę zanotować pana zamówienie i przekazać je właściwej osobie, któ
                                          > ra do pana oddzwoni z potwierdzeniem szczegółów, albo jeśli wolałby pan przekaz
                                          > ać je osobiście, może pan zaczekać na koleżankę, która powinna tu być za...' bl
                                          > a bla bla


                                          No widzisz, już na dzień dobry widać, ze się w tym temacie nie orientujesz. Po pierwsze - są konkretne standardy ogłoszeń, np. dotyczące wielości tychże. Cóż będzie kobieta notować, jak nie ma jak zaproponować gościowi czegoś, bo się - powtarzam - nie zajmuje tym i na tym nie zna. Na większość jak nie na wszystkie pytania gościa musiałaby odpowiadać "nie wiem" - no super obsługa.

                                          . W kontakcie z klientem unika sie w ogóle negatywnych konstrukcji, po
                                          > dkreśla, co można zrobić a nie to czego nie da się czy nie można zrobić i absol
                                          > utnie, nigdy, przenigdy nie używa się zwrotu: nie mogę panu pomóc.


                                          Ja się nie zajmuje obsługa klientów i nie muszę związku z tym unikaćsmile jak wspomniałam - mogę powiedzieć, że tym czy owym się nie zajmę z podaniem przyczyn lub bez ich podawania.

                                          > Naprawdę pomaga, kiedy w kontakcie z klientem przyjmuje się postawę: ja tu jest
                                          > em dla niego a nie odwrotnie. Wtedy wszystko staje się prostsze.


                                          Możliwe, nie mam doświadczenia i mieć nie chcę, bo nie widze się w obsłudze klienta. To jednak o czym piszesz miałam okazję słyszeć i czytać, tyle, że nie mam do tego bałwochwalczego stosunku. Powiem więcej, nie przepadam za obsługą, która mi się "narzuca". Ostatnio dzwoniłam do pewnej firny gdzie pracuje moja znajoma. cciałam na potrzeby innej osoby zapytać ja o pewną rzecz, ot po znajomosci smile Dzwonię, proszę panią "No niestety nie ma, jest na urlopie no nowego roku, ale...""a to przepraszam i dziękuję bardzo i wesołych swiat" a pani "Ale ja ja zastępuję, może mogę jakos pomóc?" "dziękuję, ale zależy mi na kontakcie z pania X" "Ale czy koniecznie?" - TAK KONIECZNIE chyba wiem co mowie, prawda? Nie wiem czy pani tej znajomej chciała "podkupić" klientke, czy dbala o doibry wizerunek firmy ale ja to odebrałam jako dość nachalne i nieprzyjemne zachowanie.
                                          • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 14:37
                                            Przepraszam, ale staje się to coraz bardziej surrealistyczne... Przeczytaj, co napisałam, wszystko tam zawarłam. Nadużywasz różnych pojęć: bałwochwalczy, fatygować, kłopot, w sytuacjach zupełnie dla tych pojęć nieadekwatnych. Dobra obsługa nie powinan być nachalna, ale o tym pisałam w tym wątku już wiele razy. Bycie pomocnym, uprzejmym, ograniczenie konieczności wielokrotnego kontaktu klienta z firmą, wzięcie na siebie niedogodności, tak aby nie obarczać nimi klienta – to są te złote standardy. Pomiędzy głupim klepaniem formułek, nachalnością a chamstwem, olewactwem, udowadnianiem klientowi, że coś musi, że coś powinien, itd., jest jeszcze cała feria akceptowalnych, właściwych zachowań. Wszystko z głową.
                                            • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 10:04
                                              Co jest takie surrealistyczne? To, ze osoba, która nie zajmuje się dana dzialką nie chce w nią wchodzić? To zupełnie normalne
                        • kora3 Klient nasz pan - dla Renn.ie 02.01.17, 23:25
                          Byłam kiedyś świadkiem takiej scenki w małym osiedlowym sklepie. Przyszedł tam pan i zrobił dość duże jak na taki mały sklepik zakupy po czym radośnie wyjął kartę by zapłacić. Tyle, ze w sklepie nie było terminalu. Pan mógł się tego spodziewać, bo zwykle gdy jest- jest o tym informacja na drzwiach sklepu, a tam nie było. Pani ekspedientka grzecznie powiedziała, że niestety płatność kartą nie jest u nich możliwa. Pan zatem oburzony zrezygnował z zakupów i zamiast przeprosić i sobie pojśc, bo i tak naraził innych na czekanie, aż jego zakupy zostaną wycofane z kasy komentował, że jego nikt o braku tej usługi nie uprzedził! Nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, także za granicą, by kogoś wchodzącego do sklepu informowano, ze nie można tam płacic kartą. Skoro nie ma znaczka - nie można i finał. Inaczej jest, gdy terminal jest, ale chwilowo uszkodzony, czasem pomimo karteczki z ta informacją kasjer informuje, bo ma świadomość, ze ludzie wiedza, ze tam się płaci kartą, a karteczke mogą przeoczyć i niepotrzebne zamieszanie jest. Przyznaje, ze mnie się tak zdarzyło, wziąć towar i nie zauważyć, ze nie można płacić kartą - przeprosiłam serdecznie i tyle. Ale ten pan uważał, ze to jemu się przeprosimy należą sad
                          • engine8 Re: Klient nasz pan - dla Renn.ie 03.01.17, 18:47
                            +1
                          • minniemouse Re: Klient nasz pan - dla Renn.ie 05.01.17, 04:10
                            kora3 napisała:
                            Ale ten pan uważał, ze to jemu się przeprosimy należą

                            I nalezaly mu sie bo od jakis 20 lat terminalow nie ma chyba tylko w dalekim, dzikim buszu.

                            Minnie
                            • kora3 Re: Klient nasz pan - dla Renn.ie 05.01.17, 08:10
                              No popatrz smile na;lewżały mu się przeprosiny za to, że chciał kupować w buszu hehe
                              • minniemouse Re: Klient nasz pan - dla Renn.ie 05.01.17, 23:37
                                kora3 napisała:

                                > No popatrz smile na;lewżały mu się przeprosiny za to, że chciał kupować w buszu he

                                Kiedy widzisz Koro, rzecz w tym ze on wlasnie nie kupowal w buszu tylko w Polsce.
                                I naprawde ze od dawna mozna sie nie spodziewac iz gdziekolwiek w dobie komorek (znaczy bezprzewodowej) moze byc sklep bez terminalu.
                                Oczywscie, ze klient powinien byl byc przeproszony w takiej sytuacji "bardzo przepraszamy za utrudnienie", a na drzwiach i witrynie powinien byc napis widoczny juz z daleka "NIE MA PLATNOSCI KARTA".

                                Bo nawet Koro, mimo twojego skadinad slusznego uzasadnienia "nie ma znaczka nie ma platnosci" sek w tym iz klient to czlowiek = human = errare humanum est.
                                mozna po prostu nie zauwazyc braku znaczka, tym bardziej jesli od xxxx lat placi sie karta wszedzie bez problemu. zawsze zwracasz uwage na w koncu niewielkie znaczki naklejone gdziebadz, bo zaloze sie ze tak naprawde to nawet ich nie zauwazasz. taki white noise (choc tu bardziej pasuje, hmmmm, chyba 'white image')

                                Niezaleznie od wyjasnien co moglo sie stac, summa summarum sprawa ma sie tak:
                                - obsluga sklepu nie ma terminala dla klienta chcacego zrobic zakupy w tym sklepie.
                                Klient potrzebuje pewne produkty ktore ma sklep, ale nie moze ich kupic - a sklep ow towar ma ale go klientowi nie sprzeda bo nie sprawil sobie terminala aby klient mogl zaplacic. uwazasz ze to w porzadku wobec klienta? ze za sam brak mozliwosci zaplacenia karta nie naleza sie klientowi przeprosiny?

                                btw prosze pisz staranniej Koro. znowu ostatnio sadzisz za duzo bykow smile

                                Minnie
                                • kora3 Re: Klient nasz pan - dla Renn.ie 07.01.17, 09:48
                                  Minnie. mylisz się ...Po pierwsze - w Pl jest jeszcze wiele miejsc, gdzie nie można płacić kartą - głownie chodzi o małe osiedlowe sklepiki, pubiki, czy kioski. Jasne, że płatność kartą jest od dawna bardzo popularna i coraz więcej sprzedawców daje klientom tę możliwość. Niemniej nie jest to wymóg. Zanim zaczniesz o buszu smile - w moim osiedlowym warzywniaku nie zapłacisz kartą, podobnie w piekarni. Nie jestem jednak aż tak bardzo buszowa smile - bo ... w kiosku na osiedlu u mojej mamy też nie zapłacisz, a tu już mowa o wielkim wojewódzkim miescie i o w zasadzie ścisłym centrumsmile
                                  Co do twego pytania: owszem, jeśli ide do nieznanego mi małego sklepiku, czy pubu nie mając gotówki, a tylko kartę, wypatruję czy na drzwiach jest informacja o możliwości płatności kartą. Bo szanuję swój i czyjś czas.
                                  Nie, nie uważam, ze powinni mnie przeprosić za to, że z góry założyłam, iż mają usługę, której nie mają, skoro nie informowali, ze ja mają. To ja powinnam przeprosić za to, że narobiłam zamieszania i takoz wówczas zrobiłam. smile
                                  • minniemouse Re: Klient nasz pan - dla Renn.ie 07.01.17, 23:51
                                    kora3 napisała:
                                    Nie, nie uważam, ze powinni mnie przeprosić za to, że z góry założyłam, iż mają usługę, której nie mają, skoro nie informowali, ze ja mają. To ja powinnam przeprosić za to, że narobiłam zamieszania i takoz wówczas zrobiłam

                                    To mnie nie rozumiesz. ja nie uwazam ze sklep ma mnie przepraszac za moje zalozenie,
                                    sklep ma mnie przepraszac za brak mozliwosci zaplacenia karta.

                                    Poza tym, jesli mocno przewazajaca ilosc sklepow MA mozliwosc placenia karta
                                    to NA sklepiku, pubiku czy kiosku lezy obowiazek wolami napisac ze u nich nie placi sie kartami.
                                    napisac, wyraznie i widocznie poinformowac klienta.

                                    Bo to nie klient ma wychodzic naprzeciw sklepowi tylko sklep klientowi.
                                    i na tym wlasnie malym przykladzie "nie ma znaczka, nie ma ... " wylazi staro-komunistyczne myslenie "to klient niech sie glowi"
                                    A to nie tak ma byc - bo to "klient nasz pan", i to biznes ma obowiazek zadbac o klienta i wyjsc naprzeciw jego potrzebom - jak w tym przypadku, powtorze jak papuga, zadbac aby napis o braku platnosci kartami pchal sie pod oczy.
                                    Ale nawet gdyby taki ogromny wyrazisty napis byl - jeden duzy powinien wisiec na drzwiach przy klamce tak zeby widac bylo jak sie otwiera drzwi, a drugi wolami na kasie - zawsze to dla klienta uniedogodnienie, brak platnosci karta. i nie zrozum mnie zle, nie pochwalam pana zachowania. awantur sie nie robi.
                                    ale za ten brak udogodnienia sklep powinien klienta przeprosic.
                                    Nie za to ze nie wiedzial, nie za to ze sobie zalozyl ze moze zaplacic - za niewygode.

                                    Bo tak naprawde, sklepiki i pubiki i kioski doskonale moglyby te terminale miec.
                                    jak maja prad i kasy, to drugie mniemam ze nie na abakus, to i terminale moga podlaczyc.
                                    jestem pewna ze skoro ten pan chcial zaplaci karta to i wiecej by sie takich osob chetnych ta metoda placenia znalazlo. i koszta posiadania terminala by sie zwrocily.

                                    Minnie
                                    • kora3 Re: Klient nasz pan - dla Renn.ie 08.01.17, 10:49
                                      minniemouse napisała:

                                      >
                                      > To mnie nie rozumiesz. ja nie uwazam ze sklep ma mnie przepraszac za moje z
                                      > alozenie,

                                      > sklep ma mnie przepraszac za brak mozliwosci zaplacenia karta.


                                      Minie, aaaaa masz na myśli stosowną formułkę?smile - Można u państwa płacić kartą? - Przykro mi, nie można. Owszem, no powinno się "przeprosić" smile

                                      >
                                      > Poza tym, jesli mocno przewazajaca ilosc sklepow MA mozliwosc placenia karta
                                      > to NA sklepiku, pubiku czy kiosku lezy obowiazek wolami napisac ze u nich nie
                                      > placi sie kartami.
                                      > napisac, wyraznie i widocznie poinformowac klienta


                                      No nie Minnie - standard jest taki, że informuje się o możliwości płacenia kartą, a nie o jej braku smile
                                      >
                                      > Bo to nie klient ma wychodzic naprzeciw sklepowi tylko sklep klientowi.
                                      > i na tym wlasnie malym przykladzie "nie ma znaczka, nie ma ... " wylazi star
                                      > o-komunistyczne myslenie "to klient niech sie glowi"


                                      Nad czym ma się niby głowić? Nie ma znaczków, nie można płacić kartą czy telefonem - nad czym się tu zastanawiać?

                                      > A to nie tak ma byc - bo to "klient nasz pan", i to biznes ma obowiazek zadb
                                      > ac o klienta i wyjsc naprzeciw jego potrzebom - jak w tym przypadku, pow
                                      > torze jak papuga, zadbac aby napis o braku platnosci kartami pchal sie pod oc
                                      > zy.


                                      Wystarczy ze w oczy PCHA się informacja, ze można - tam gdzie można.

                                      zawsze to dla klienta uniedogodnienie, brak platnosci karta. i nie
                                      > zrozum mnie zle, nie pochwalam pana zachowania. awantur sie nie robi.
                                      > ale za ten brak udogodnienia sklep powinien klienta przeprosic.
                                      > Nie za to ze nie wiedzial, nie za to ze sobie zalozyl ze moze zaplacic - za
                                      > niewygode.


                                      Minnie, swego czasu polityka taniej sieci sklepowej - popularnej dodam w PL, na literkę B była taka, że nie było u nich możliwości płacenia kartą - z założenia smile Chodziło o to, że sieć miała z założenia trafiać w pewien konkretny target - do ludzi niezamożnych, starszych, którzy nie korzystają z dobrodziejstw techniki. smile Dla tych, co jednak nie lubią nosić gotówki w każdym sklepie tej sieci byly ze dwa bankomaty.smile Pomimo tej z punktu widzenie wielu ludzi niedogodności sieć miała wcale niezłe obroty, bo miała towary w konkurencyjnych cenach, fajne i ktoś kto chciał tam kupować poświęcał się heh i wypłacał w bankomacie. Siec obecnie już od paru lat zrezygnowała z tamtej polityki i można tam płacić kartą, a także telefonem smile
                                      Nigdy jednak gdy obowiązywała nie widziałam w żadnym z tych sklepow ogłoszeń, ze nie można płacić u nich kartąsmile

                                      > Bo tak naprawde, sklepiki i pubiki i kioski doskonale moglyby te terminale miec
                                      > .
                                      > jak maja prad i kasy, to drugie mniemam ze nie na abakus, to i terminale moga
                                      > podlaczyc.


                                      Pewnie mogą, tyle, że terminal też kosztuje i jeśli ktoś ma naprawdę niewielki punkt i niewielkie obroty to raczej się nie opłaca.

                                      > jestem pewna ze skoro ten pan chcial zaplaci karta to i wiecej by sie takich o
                                      > sob chetnych ta metoda placenia znalazlo. i koszta posiadania terminala by sie
                                      > zwrocily.


                                      No to jest mniej bliska perspektywa - bo mowa o miejscach, gdzie ludzie robią drobne zakupy czy idą na drobną konsumpcję.
                                      To jest wybór właściciela czy chce mieć ten terminal i mu się to opłaca, czy nie chce. Nie uważam, by musiał o braku takiej możliwości "trąbić", powinien o możliwości poinformować. Tak samo informuje się znaczkiem, że jest w lokalu Wi- Fi.
                                      Na tej zasadzie którą proponujesz każdy punkt powinien mieć różne ogłoszenia na okoliczność tego czego nie oferuje: Przepraszamy - nie dysponujmy terminalem, wi - fi, możliwością wchodzenia ze zwierzętami itd.

                                      W pubie mojej koleżanki - takim malutkim, osiedlowym nie ma terminala - pub istnieje od czasów przed terminalowychsmile nikt nigdy o możliwość płacenia kartą nie pytal smile Pytano natomiast o wi- fi i jest, choć teraz większości to niepotrzebne, bo każdy ma swój pakiet intrernetowy w telefonie, no, ale jest. Jest tez możliwość wejścia tam z psem na ogródek smile i piesek może liczyć na miseczkę wody. Wszyscy to wiedzą i nikt nie psioczy na obecność takiego pieska i nikt się nie dziwi. Na drzwiach jest nieprzekreślone psisko i napis "Chętnie cię tu wpuścimy, jeśli jesteś grzecznym psem" smile Jest też możliwość konsumowania swego jedzenia oraz zamawiania sobie go z innych lokali, kontaktem do których chętnie służy barman. W tym pubie w godzinach popołudniowych jest zawsze kupa ludzi pomimo rej niedogodności w postacie niemożności płacenia kartą.
                    • mayta Re: savoir-vivre reklamacji 08.01.17, 00:07
                      Tak na marginesie: obsługa u Sowy jest poniżej średniej krajowej. Dwa razy zdarzyło mi się, że wyszłam stamtąd rezygnując z zakupów (mimo że czekoladki są tam pyszne). Właśnie za sprawą obsługi.

                      A w ogóle to moje "ulubione" zachowanie sprzedawczyń w polskich sklepach jest takie (siedzą obowiązkowo po dwie-trzy):
                      - "Ha, ha, ha, ha, no bez kitu.... SŁUCHAM?"
                      - "poproszę dwie bułki z makiem, cztery banany, mleko, biały ser i dwa rogale"
                      - "i wiesz co, ta Jolka bezczelnie się na niego gapiła, jak...no mówię ci, normalnie!!!....YYY....dwa banany... COŚ jeszcze?"
                      - „no tak, dwie bułki z makiem, dwa dodatkowe banany, mleko, biały ser i dwa rogale"
                      - "A potem ten rudy, ten chudy, wiesz, co ci mówiłam" - "No nie gadaj, on też?" - "no, mówię ci...YYY... cztery bułki z serem?
                      -"Nie, nieustająco dwie bułki z makiem, dwa dodatkowe banany, mleko, biały ser i dwa rogale"
                      - Spojrzenie: "TROCHĘ KULTURY!!!" Z SEREM NIE MA!
                      - Ale mi chodzi o biały ser, tam chyba leży...
                      - I CO JESZCZE?!!
                      -To ja już dziękuję.
                      • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 09.01.17, 15:00
                        Większość lokali marki Sowa to franczyza, to może tłumaczy to i owo.

                        Ja się do jednego z lokali zniechęciłam, kiedy widziałam, jak niewątpliwy kierownik (koszula rozpięta niemal do pępka, na włochatej piersi gruby łańcuch) obściskiwał kelnerkę, żeby potem zająć się równie obleśnie kasjerką. Obecność klientki go nie krępowała sad
                      • aqua48 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 10:27
                        mayta napisała:

                        > A w ogóle to moje "ulubione" zachowanie sprzedawczyń w polskich sklepach jest t
                        > akie

                        Ooo tak, też parę razy zrezygnowałam z kupowania w sklepie w którym klienci mocno przeszkadzali w prywatnych rozmowach ekspedientek. Ale gorzej jeszcze kiedy po wyjściu jakiegoś klienta przy innych obecnych w sklepie panie zaczynają mocno nieprzyjemnie obgadywać nieobecnego na cały głos. A to też wcale nie sporadycznie się zdarza.
                        • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 11:09
                          Ha! Przypomniałam sobie pewną historię, ta nie dotyczy Sowy a Wedla.
                          Wedel w Blue City w stolicy. Któregoś dnia przyszłam tam z dzieckiem dość wcześnie w sobotę. Zajęty był 1 stolik, siedliśmy przy drugim. Za barem 5-6 osób, naprawdę walne zgromadzenie i wszyscy zawzięcie rozmawiali i śmiali się, przy okazji składając serwetki. Naprawdę ledwo się tam mieścili. Można by zapytać ilu pracowników Wedla potrzeba do składania serwetek? No właśnie 5-6 wink. Do naszego stolika nie podszedł nikt, choć widać nas było jak na dłoni (puste centrum handlowe). Kiedy płacili klienci siędzący przy stoliku obok nas, kelner odebrał od nich zapłatę a na moją próbę zaczepienia go, kiwnął tylko głową, że zaraz, zaraz. Zaraz nigdy nie nadeszło. Ponieważ młody rozłożył się z rysowaniem, to zaczekałam dobre ponad 20 minut, po czym podeszłam do baru i podziękowałam za kompletne olanie nas. Dziewczyna, która pełniła obowiązki kierowniczki, odpowiedziała mi, uwaga, uwaga, że przecież mogłam sama podejść do baru, bo nas po prostu NIKT nie zauważył. I zaczęła się śmiać, serio. Żadnego przepraszam. Już wściekła zapytałam, czy uważa, że daje dobry przykład stojącym obok pracownikom, na co pani odparła, że śmieje się, żebym nie oskarżyła jej o to, że jest niemiła. Wróciłam do stolika i zaczęłam ubierać dziecko (to był bodajże początek marca), na co od baru oderwała się kelnerka i podpłynęła do nas, aby zapytać czy w takim razie ja jednak zostaję czy wychodzę ( dokładnie w ten sposób). To bylo więcej niż surrealistyczne.
                          Byli tak chamscy, że zbulwersowana znalazłam adres e-mail do nich (dokopałam się teraz do niego!) i opisałam całą sytuację – nigdy nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Byłam do tamtego wydarzenia stała klientką, bardzo często przychodziłam na kawę i desery, ale to była moja ostatnia wizyta u Wedla w ogóle. Ta obsługa nigdy nie byla świetna, np. bardzo często widziałam swoją gotową, stygnącą kawę na barze, która czekała na Supermena, bo obsługa łazila w te i wewte, ignorując ją. Zdarzyło mi się prosić o podgrzanie kawy, bo trafiała do mnie zimna, ale jestem mocno słodkolubna i ten Wedel wypadał jakoś tak na mojej trasie, więc wpadałam tam wielokrotnie. Wedla nienawidzę do dziś wink).
                          • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 12:09
                            Podziwiam Twoją czepliwość - serio. Takie sytuacje i mnie się zdarzyły, nie powiem, że nie smile Też w jednej z kawiarni siadłam, czekam na mego rozmówcę, a panie kelnerki rozmawiają zawzięcie sobie ignorując salę. Posiedziałam 2 minuty o podeszłami udawanie powiedziałam, że: - Przepraszam, nie wiedziałam, ze u państwa jest samoobsługa, chciałabym prosić o kawę. Panie się speszyły, kawa w ruch, a ja stałam przy kontuarze. - Proszę zająć miejsce, ja zaraz przyniosę. - ochhhhhh bardzo serdecznie dziękuję + miły uśmiech. Podczas mej rozmowy z moim rozmówcą pani pochodziła jeszcze trzy razy - zapytać co jemu podać, zapytać czy mnie cos jeszcze podać oraz zapytać czy muzyka nie jest za głosna. Po raz czwarty z rachunkiem ... Jak na hehe samoobsługę w lokalu, sporo, nieprawdaż? smile
                            • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 12:34
                              To podziwiaj. Byłam z małym dzieckiem. Widać było, że się rozbieraliśmy, siadaliśmy.... I siedzieliśmy dosłownie 3 metry od baru. Małe, kilkuletnie dziecko nie tylko widać ale i słychać. Jak na dłoni. Na dodatek próbowałam zaczepić przechodzącego obok mnie kelnera i mnie zbył. A kiedy podeszłam w końcu do baru, można było mnie przeprosić, zamiast zbywać mnie śmiechem i mówić, że to ja mogłam podejść. Może i mogłam, ale takie słowa nie powinny były paść z ust kierowniczki, bo to był szczyt braku profesjonalizmu i chamstwa. Pewnie, że mogłam do tego baru odbyć pokutną pielgrzymkę na kolanach, ale bez przesady.
                              • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 13:15
                                A dlaczego miałaś odbywać jakąś pokutę? Zachowałas się normalnie - ja tylko podziwiałam, ze tak długo to znosiłaś...
                                • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 13:21
                                  Hmmm, napisałaś 'czepliwość'. Freudowska pomyłka? big_grin
                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 13:30
                                    Nie, słownikowa - napisałam tż, przed chwilą, ze pani się zachlusnęła a miało być zachłysnęła smile
                                    Podziwiam Twa cierpliwość, bo ja bym tyle nie czekała. Prawdę mówiąc, to gdybym wówczas nie czekała tam na osobę umówioną zawodowo, to sobie poszłabym smile Ale ze musiałam poczekać, to się zabawiłam w "nieświadomą panienkę" smile
                                    • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 13:50
                                      smile Czekałam, bo jak pisałam – młody rozłożył się już ze swoimi rysunkami i po prostu nie chciało mi się go odrywać. Rysunek zaczęty musi zostać skończony smile. Poza tym tam jest to jedyne miejsce ze względnie dobrą kawą i całkiem dobrymi deserami smile.
                                      • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 14:13
                                        No skoro tak, to...tez bym nie czekala, az raczą mnie obsłużyć, tylko grzecznie ale stanowczo złożyla zamówienie przy kontuarze. Uprzedzając
                                        • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 15:12
                                          Pewnie gdyby nie to zbycie przez kelnera, to tak bym zrobiła. Ale po tym, jak odebrał należność od stolika, ktory stykał się z nami fotelami i mnie zignorował, choć powiedziałam do niego 'przepraszam', aby zwrócić na siebie jego uwagę, nie było już mowy, żebym podeszła do kontuaru i zamówiła cokolwiek. Pomimo wszystko postanowiłam pozwolić dziecku dokończyć rysunek, bo nie ma nic gorszego niż brak kawy i deseru doprawiony płaczem i krzykiem małego dziecka.

                                          Osbługujące mnie osoby bywają niemiłe czy niezbyt miłe, ale to jeszcze nie zbrodnia, natomiast taki poziom chamstwa jest bardzo rzadki, ale nie będę ukrywała – też się zdarza: ostatnio zamówiłam nadruk na koszulce. Powinno było mnie tknąć, kiedy zamawiałam, że coś jest nie halo. Są tam 2 kontuary, myślałam, że 2 różnych firm. Stałam przy jednym, przy drugim stała pani, wypełniała jakieś papierki. Widziała mnie, ale zawzięcie pisała, przekładala coś, układała. Wystałam się tam z 10 minut i nagle patrzę, pani się stamtąd odkleja i okazuje się, że to 1 firma i 1 osoba obsługująca. Po prostu mnie ignorowała, bo papierki były ważniejsze. Mnie zawsze uczono, że najważniejszy jest klient. Trudno. Pani przyjęła zamówienie i powiedziała, że trzeba zaczekać godzinę. Nie mogłam czekać, zapytałam więc czy można ją odebrać następnego dnia rano, zaznaczyłam też, że kolejnego dnia mam różne sprawy do załatwienia i będę miała tylko małe okienko na odbiór, a koszulki potrzebuję tego dnia. Nie ma problemu. O 9 rano, punkt, będzie gotowe, bo ona zrobi teraz. Byłam na 9, ale ponieważ o 9 otwierają sklep, to dałam pani te parę minut i pooglądalam sobie inne wystawy sklepowe. Przy ladzie byłam o 9:07. Nie ma, nie jest gotowe. Dlaczego? Dlatego, że nie było pani o czasie. Zdębiałam. Ale jakie to ma znaczenie? Miało być gotowe wczoraj, a zresztą jestem parę minut później a nie wcześniej, więc chyba tym bardziej powinno być gotowe? No nie, bo nie działa jej komputer, a o 9 działał przez chwilę, a mnie nie było (!!!!!!!). I wczoraj też były jakieś przejściowe problemy, więc zostawila to na dzisiaj. Nie rozumiem i nadal dopytuję. Wczoraj uiściłam zapłatę, miało być gotowe na dzisiaj rano, to nie ja włączam guzik do druku i naprawdę nic nie rozumiem. No trudno, że nie rozumiem, to i tak moja wina. Tak, ona dokładnie to powiedziała: to pani wina. Myślałam, że dostanę tam apopleksji. Tak się wkurzyłam, że poważnie mało mi żyłka w mózgu nie pękła. Mówię: obiecywała mi pani, że to będzie gotowe i nie mogę czekać, bo potrzebuję tej koszulki na już, teraz. A ona na to: tak to jest, jak się coś zostawia na ostatnią chwilę.
                                          Naprawdę napiszcie mi, że nie padłybyście na podłogę martwe... Czekam big_grin. Ja mało jej nie wyciągnęłam zza tej lady. Mówię, że w takim razie poproszę o zwrot pieniędzy i koszulki, bo usługa nie została wykonana, a pani odpowiada, że muszę złożyć reklamację, a komputer nie działa i ona nie ma druków. Mówię, że napiszę to na zwykłej białej kartce papieru, potrafię. Nie, ona musi to przyjąć na druku, a szefowa rozpatrzyć. Matko Święta! W takim razie proszę o kontakt z szefem/szefową. A ona: 'No proszę pani! Szefowa też chce mieć sobotę wolną, co pani sobie wyobraża?' Powiedziałam jej, że wyniesie mnie stamtąd ochrona, ale dostanę zwrot pieniędzy. I dostałam. Pod farbą na pewno trochę bardziej tylko posiwiałam. Czeski film, nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Myślałam, że biorę udział w programie typu ukryta kamera, że ktoś mnie wkręca. Dzisiaj rozumiem, co znaczy afekt, bo ja w tamtym momencie na pewno działałam w afekcie i chyba przeskoczylabym przez tę ladę, a potem pewnie wylądowała w więzieniu. I pomimo tego, że od lat pracuję na komputerze, dowiedziałam się też tego dnia, że nic nie wiem o komputerach. Wychodząc stamtąd miałam wrażenie, że o ludziach wiem jeszcze mniej.

                                          Alternatywny scenariusz brzmiałby tak: Bardzo przepraszam, ale z powodu problemów z komputerem nie udało nam się nadrukować koszulki. Jeszcze raz bardzo przepraszam za kłopot. Możemy ją nadrukować na:.... Rozumiem, że nie pasuje pani ten termin czy w związku z tym życzyłaby sobie pani zwrot gotówki? Niestety nie mam pod ręką wolnych druków reklamacji, prosiłabym o zapisanie krótkiej informacji na kartce o odstąpieniu od wykonania usługi i otrzymanym zwrocie zapłaty za niewykonaną usługę. Bardzo pani dziękuję i mam nadzieję, że pomimo tej sytuacji będzie pani w przyszłości korzystała z naszych usług, zapraszamy.
                                          • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 15:27
                                            Alez oczywiście masz rację ...No za awarie sprzętu ta pani pewnie nie odpowiada, ale była bardzo nieuprzejma. Powinna przeprosić. Czy ja bym trupem padła - no nie. Po prostu dla mnie to sprawa niewielkiego kalibru byłaby w porównaniu z tymi, które załatwiam, a dotycza poważnych problemów innych ludzi. Nie psułabym sobie nerwów taką panią - zapytałabym jej jak się nazywa i stanowczo poprosiłabym o kontakt do wlascicielki. Gdyby mi odmawiała, poprosiłabym to na pismie. A sprawę reklamacji i rozmowy z właścicielka zostawiłabym sobie na termin, któty by mi pasował. Szkoda się denerwować - naprawdę
                                            • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 15:40
                                              Nie, ta pani była więcej niż nieuprzejma. Nie mam pięciu lat, od razu poprosiłam o kontakt do właścicielki – nie jest upoważniona do przekazywania prywatnego numeru. Służbowy? Nie ma służbowego. Czy może zadzwonić – nie może, bo patrz niżej/wyżej, jest sobota, itd. Ja mogę sobie dzwonić i próbować właścicielkę złapać w firmie od poniedziałku do piątku. Kiedy jest? Nie ma konkretnych godzin, bo jest właścicielką. Kiedy będzie? Nie wiadomo – bywa. To było naprawdę długie starcie.
                                              Chodziło o wielobarwny nadruk, dość drogi. To była spora kwota i chodziło o prezent. Po tym terminie już bym jej nie potrzebowała i naprawdę po kontakcie z panią, miałam już poważne wątpliwości co do poziomu właścicielki. Chciałam więc sprawę załatwić na cito. Ja bym takiej osoby nie zatrudniła, a ktoś ja tam jednak zatrudnił i trzymał. W tak zwanym międzyczasie od kontuaru odeszła też niezadowolona starsza para, która również próbowala coś zamówić na prezent. Poziom rozmowy z nimi... Nie, no już nie będę się nad tym rozwodziła.
                                              • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 08:27
                                                wobec takiej sytuacji - no cóż - potrzebowałaś tego na prezent, ale pociąg już przecież pojechał - nie miałaś i tyle. W związku z ta sytuacja, skoro nie mogłaś od pani wyegzekwować ani zwrotu pieniędzy natychmiast, ani możliwości złożenia reklamacji, ani kontaktu do właścicielki ...ja bym sprawę zgłosiła do miejscowego rzecznika praw konsumenta - przy większości urzędów miast jest takowy.

                                                Całkowicie zgadzam się z Tobą ze pani była bardziej niż nieuprzejma, a sama obsługa gorzej niż nieprofesjonalna. Tylko - co da w takim momencie denerwowanie się i użalanie? No nic nie da i o tym właśnie mówię caly czas.
                                                • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 09:16
                                                  Nie miałam, ale chciałam zwrotu moich pieniędzy. Nie kiedyś tam, ale natychmiast i go otrzymałam. Z doświadczenia wiem, że jeśli pewnych rzeczy się nie wyegzekwuje od razu, to później jest o to trudniej. Jestem pracującą na pełny etat matką małego dziecka, która ma po kokardkę zapełniony terminarz i nie chciałam się bujać w te i wewte, wracając tam i prosząc o moje pieniądze za niewykonaną usługę.
                                                  Jeśli chodzi o pomoc rzecznika, to ja pisałam uzyskałam kiedyś taką pomoc od rzecznika praw konsumentów w Irlandii. Wystarczyły e-maile, opis sprawy i przesyłane PDFy. Pomoc prawnika uzyskałam właściwie natychmiast i cały proces nawet dla mnie, cudzoziemki, był banalnie prosty i mega szybki. No i najważniejsze – skuteczny! Działa tam Small Claims Court, skargę można złożyć nawet online i to też może zrobić w imieniu obywatela prawnik. Cała procedura jest naprawdę maksymalnie bezbolesna. I to jest naprawdę bicz na niesolidne firmy, także na niesolidnych pracodawców. W Polsce rok temu chciałam złożyć skargę na niezgodny z prawem zapis w umowie z providerem internetu, ale musiałam zebrać dokumenty, jechać do urzędu w godzinach, które wymagały ode mnie zwolnienia się z pracy, itd. Rozmowa z panią przez telefon nie nastroiła mnie optymistycznie i odpuściłam.
                                                  Wiem, jestem z tym już nudna smile, ale to też jest ważne – Polska się zmienia, ale naprawdę ułatwianie czegokolwiek obywatelowi jest chyba na ostatniej pozycji listy priotytetów. Takie jest moje zdanie, kiedy porównam to, jak bezproblemowe było życie w Irlandii. U nas jednak ciągle jeszcze liczy się męczeństwo. Człowiek musi się umęczyć, żeby cokolwiek załatwić i znacznie mniej można załatwić telefonicznie czy online nie ruszając się z domu.
                                                  I nie opowiadam tego, żeby się nad sobą użalać – pokazuję tylko, że nadal w Polsce funkcjonują małe biznesy, w których coś takiego jak 'obsługa klienta' to kosmos. Dla tych ludzi jesteś tylko jakąś tam frajerką. Twoje zadowolenie, dobrze wykonana usługa, to dla nich nic nie znaczy. Nic. Czy boją się rzecznika praw konsumentów? Nie wiem.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 09:29
                                                    Ależ to co piszesz o obsłudze rzecznika w Irlandii to naprawdę żadne dziwo w PL. Obecny miejski rzecznik praw konsumenta jest mi znany osobiście od kiedy tu mieszkam, czyli od ...13 latsmile Zatem nie jest to jakaś nowość smile Jest prawnikiem, więc ...smile Obsluga on -line też nie jest żadna nowością. Z tym że wiele oso starszych np. slabo obeznanych z siecia woli jednak pójść doń osobiście - no mają takie prawo przecież. Tu rzecznik także nierzadko zwraca się do danej firmy. Tylko, ze w PL taki rzecznik nie jest o ile mi wiadomo stroną w sporze. Konsument musiałby mu udzielić pełnomocnictwa w danej sprawie - nie jest to trudne, ale chcąca się wykpić firma może próbować je kwestionować (znam taką sprawę), więc lepiej i wygodniej jest, gdy konsument działa osobiście, a rzecznik po prostu go obsługuje - pisze pisma, wskazuje przepisy w nich itd.
                                                    Jak wspomniałam nie jest to żadne dziwo ani nowoścsmile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 10:11
                                                    To bardzo mnie dziwi, że dzwoniąc do urzędu w trzecim największym mieście w kraju wymagano ode mnie, abym stawiła się osobiście ze wszystkimi dokumentami i kseropopiami tychże. Nie jestem starsza, komputer obsługuję całkiem nieźle i zależało mi na szybkim zalatwieniu sprawy, najchętniej online, bo termin naglił. I prawdę mówiąc, kiedy kupowałam mieszkanie, z innego miejsca w kraju, to też niewiele mogłam załatwić telefonicznie czy online i było to bardzo męczące. Nawet uzyskanie najprostszych papierków przesłanych na e-mail było drogą przez mękę. Wielu urzędników mówiło mi wprost, że na e-mail absolutnie nie, bo się boją. Bo niby nie jest zabronione, ale też nie jest powiedziane, że można, więc ktoś kiedyś może ich za to udu...ć.
                                                    A ponieważ ostatnio załatwiałam też różne, różniaste pozwolenia na demonstracje na przykład i akcje edukacyjne, to z przykrością stwierdzę, że było tak samo. Wśród wielu urzędników, którzy utrudniali, znalazły się tylko pojedyncze perły, które były życzliwe, pomocne, itd. Pojedyncze. I to samo słyszałam od pracowników różnych fundacji w naszym mieście, że idąc do urzędów napotykają na beton. Zero pomocy, zero wsparcia.
                                                    Możliwe, że wybrałam złe miasto do życia wink.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 10:33
                                                    Wiesz ... w PL obowiązuje Ustawa o ochronie danych osobowych. Wielu urzędników jej zwyczajnie nie zna, więc boi się zrobić cos, co byłoby z nią sprzeczne. Czasem bywa tez, że to czego interesant wymagałby - w istocie byłoby z nią sprzeczne.
                                                    Jest to poniekąd wina także systemu - nie przyjął się u nas podpis elektroniczny, nie ma weryfikacji takiej jak w bankach/sieciach komórkowych w urzędach. Dlatego urzędnik nie jest zwyczajnie pewien kto tak naprawdę zwraca się doń telefonicznie czy mailowo. A zwraca się przecież o np. przesłanie dokumentacji dotyczącej siebie - tylko, ze urzędnik nie ma jak tego sprawdzić.
                                                    Równie dobrze teraz ty znając moje nazwisko i imię mogłabyś założyć sobie mail z ich użyciem i zwrocic się do jakiegoś urzędu w moim imieniu. No jasne, jest jeszcze dowód, ale dowód mogłam zgubic, mogł zostać mi skradziony ...Jak wspomniałam - czasem urzędnicy nadinterpretują zapisy wspomnianej ustawy, ale czasem - nie. Przekazanie komus nieuprawnionemu tzw. wrażliwych informacji może owocować kłopotami tak dla tego kogo te informacje dotyczył, jak i dla tego kto je przekazał.
                                                  • chris1970 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 11:08
                                                    Korzystam z ePUAP, ale ten system jest tak fatalny, że nie dziwię się, że jest w mało powszechnym użyciu. Załatwiłem wniosek na dowód osobisty, kartę EKUZ. Próbowałem pokorespondować z GIODO, ale jak zobaczyłem odpowiedź kwalifikującą się do komentarza: "proszę zostawić podanie i zgłosić się za 14 dni po odmowną odpowiedź" to już więcej nie napiszę w ten sposób do urzędu. GIODO na moje zgłoszenie zareagowało dopiero po 6 tygodniach żądając ode mnie wpłaty 10 PLN i praktycznie sformułowania skargi za nich. To co napisałem w sprawie wykorzystania moich danych im nie wystarczyło. To taka moja uwaga na marginesie.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 12:26
                                                    Widzisz, a ja mam bardzo dobre doświadczenia z GIODO smile
                                                    Kiedyś opisałam taką sytuacje, gdzie urzedniczka z całą pewnoscia wadliwie i nadgorliwie powoływała się na U o ochronie danych osobowych odmawiając wydania dokumentu obywatelowi. Nie kontaktowałam się z GIODO, bo bez niego wiedziałam, że owo powoływanie się było wadliwe, nawet pani urzędniczce podalam artykuł stosowny. Materiał poszedł i na drugi dzień napisała do mnie przefajna rzeczniczka GIODO potwierdzając, ze oczywiście ja o obywatel mamy racje i oferując swą pomoc na przyszłość. Przez dość długi czas funkcjonowała dzięki temu u nas rubryka dla czytelników "Wszystko o ustawie o ochronie danych osobowych" gdzie na łamach czytelnicy pytali, a pani rzecznik odpowiadała - ustało to, bo ... już nie było pytań. smile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 11:25
                                                    Ale jest to kolejny dowód na niemoc państwa. Mnie nie interesują detale i szczegóły. Cyfryzacja postępuje i państwo powinno tak się zmieniać, aby zgodnie z potrzebami, obsługa takich rzeczy była dla obywatela możliwie jak najprostsza i najwygodniejsza.
                                                    W Polsce w ogóle podchodzi się do petenta z nastawieniem – w czym próbuje mnie oszukać? Kilka lat temu musiałam stoczyć walkę z urzędem, aby zarejestrować samochód tam, gdzie faktycznie mieszkałam, bo zameldowana byłam kilkaset kilometrów dalej. Co z tego, że zameldowana, skoro miałam umowę na wynajem mieszkania i płaciłam na miejscu podatki? Dla urzędu to było za mało i trwało to kilka tygodni. Bujałam się w tą i z powrotem, i donosiłam kolejne papierki. W końcu oświadczenie od właścicielki mieszkania przeważyło szalę. Plus oświadczenie ode mnie, że nie oszukuję i faktycznie mieszkam, gdzie mieszkam. Plus awantura i groźba, że pójdę z tym wyżej i złożę skargę na urząd. I naprawdę nie wiem nawet, dlaczego miałabym oszukiwać i starać się o tę konkretną rejestrację mieszkając gdzie indziej. I niektórzy znajomi przekonywali mnie – po co ci to? Weź te dwa dni urlopu, jedź tam, gdzie jesteś zameldowana, załatw to tam, ale to byłoby bez sensu. Dlaczego mam tracić dwa dni urlopu na jeżdżenie po rejestrację, skoro mieszkam gdzie indziej?
                                                    I tak jest nadal niestety, bo tego typu nastawienie trudno jest wykorzenić. Z jednej strony Polacy faktycznie kombinują i oszukują, z drugiej urzędy nie mają zaufania do obywatela. I tak trwamy w impasie. A najwięcej tracą ci uczciwi.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 11:40
                                                    Renn.ie - ale nie możemy za wadliwe, czy zbyt restrykcyjne przepisy obwiniać tych, którzy maja je tylko egzekwować. Mogą cie nie interesować detale i szczegóły - jasne. Ale obwinianie kogoś za to, że trzyma się przepisu, jest niegrzeczne, nawet jeśli ten przepis jest głupi. To nie ta osoba ten przepis wprowadziła, ona jest tylko jego wykonawcą. Wylewanie na kogoś takiego swej frustracji czy złości nie jest madre ani grzeczne. Takie uwagi należałoby kierowac do tych, którzy takie przepisy stanowią - do parlamentarzystów (ustawy), do rządu (rozporządzenia), a nie do szarych ludzi, którzy mają je tylko wykonywać ...
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 11:56
                                                    Ale nie chodzi o przepisy, bo te podobno w większości są dobre? Sorry, ale takie odnoszę wrażenie słuchając ekspertów w EKG chociażby. Większość prawa jest super, ale czynnik ludzki zawodzi. To dlatego uciekają od nas inwestorzy zagraniczni, bo mówią: oj, tu nie ma atmosfery zrozumienia, życzliwości, itd.

                                                    Zresztą samochód został zarejestrowany, bo nie ma przepisu, który by mówił, że należy go rejestrować w miejscu zameldowania, wręcz przeciwnie bo zgodnie z Art. 73.1 PORD: 'Rejestracji pojazdu dokonuje, na wniosek właściciela, starosta właściwy ze względu na miejsce jego zamieszkania (...)'
                                                    Problem polega na tym, że ustawowo nie jest chyba określone, co jest honorowanym poświadczeniem zamieszkania. Stąd dla jednego urzędnika będzie wystarczające oświadczenie od petenta, inny zarząda rachunków na jego imię i adres, kolejny zaświadczenia o odprowadzaniu w miejscu zamieszkania podatków, a znajdzie się i taki dla którego nic nie będzie wystarczającym poświadczeniem zamieszkania w danym miejscu.
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 12:05
                                                    Ach, odnośnie tych naszych przywar, nie do końca narodowych, bo właściwych kilku narodom z tej części Europy... Oczywiście to wszystko ściema i zielone ludziki, bo wszyscy wiedzą, że jesteśmy narodem przestrzegającym prawa, miłym i gościnnym, ale, ale... Dame Louise Casey zauważyła ostatnio, że przybysze ze Wschodniej Eurropy powinni być nauczani o wartościach wyznawanych przez Brytyjczyków w tym o konieczności bycia 'MIŁYM' i jak należy stać w kolejkach...
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 12:13
                                                    Wiesz, powiem tak - Polacy po mojemu jak i przedstawiciele wszelkich innych nacji sa zwyczajnie różni smile
                                                    Co do grzeczności Brytyjczyków - no wiesz trudno ja tak dobrze czuć widząc angielskich hmmm gentelmanów "bawiących" się wieczorami w Krakowie smile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 13:43
                                                    Brytyjczycy chleją na umór, to fakt znany w całym świecie i nikt nie może z tym dyskutować, ale to brytyjski kierowca tira zaczął zbiórkę dla rodziny tragicznie zmarłego polskiego kierowcy. Nie Polak. Podobnie piją Irlandczycy, nigdzie jednak nie spotkałam się z taką życzliwością jak tam.
                                                    Zamiast dowodzić niemożliwego, lepiej przyjąć do wiadomości, że na świecie, nie tylko w UK, jesteśmy odbierani jako osoby niegrzeczne, nadmiernie pewne siebie, chamskie. Skądś się to bierze. Tak samo jak to, że tak chętnie przyjmujemy narrację o wstawaniu z kolan i tak chę†nie słuchamy, że jako naród jesteśmy wszędzie upokarzani.
                                                    I skoro rządowa ekspertka ds. integracji w UK mówi, to co mówi, to nie wyciąga tego z .... hmmm, wiadomo skąd.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 14:12
                                                    renn.ie77 napisała:

                                                    > Brytyjczycy chleją na umór, to fakt znany w całym świecie i nikt nie może z tym
                                                    > dyskutować


                                                    Mowa nie o samum piciu, a o zachowaniu Renn.ie smile

                                                    , ale to brytyjski kierowca tira zaczął zbiórkę dla rodziny tragiczn
                                                    > ie zmarłego polskiego kierowcy. Nie Polak.


                                                    No a Polacy mają WOŚP, a Brytyjczycy - nie smile O i tak możemy sobie pogadać smile

                                                    Podobnie piją Irlandczycy, nigdzie j
                                                    > ednak nie spotkałam się z taką życzliwością jak tam.


                                                    Ale mowa nie o piciu jako takim, tylko o zachowaniu - trudno poczytać demolki w wykonaniu pijanych Anglików w kRaku za przejaw życzliwości , nie?smile

                                                    > Zamiast dowodzić niemożliwego, lepiej przyjąć do wiadomości, że na świecie, nie
                                                    > tylko w UK, jesteśmy odbierani jako osoby niegrzeczne, nadmiernie pewne siebie
                                                    > , chamskie. Skądś się to bierze


                                                    alez wiadomo skad się bierze - ze stereotypu ukutego z pewnością na obserwacji PEWNEJ GRUPY POLAKÓW.

                                                    To jest tak, jak 25 lat temu z Turkami w Niemczech Renn.ie. Tak się złożylo, że choć jako dziecko podróżowałam po wielu dość egzotycznych krajach, to akurat w Turcji bylam stosunkowo późno, znacznie wcześniej i wiele razy byłam w Niemczech. I tam Turek kojarzył się z przestępcą ...Z obserwacji - niespecjalnie mnie to dziwiło. Kiedy więc wybierałam się do Turcji miałam obraz tej nacji taki, jaki widziałam w Niemczech, czyli mocno nieciekawy.
                                                    A tymczasem spotkało mnie bardzo miłe rozczarowanie smile A jako, ze ja nie byłam tam na wczasach i mogłam sobie pozwiedzać tej kraj wzdłuż i wszerz mieszkając tam pół roku i będąc osobą dorosłą smile to wiem co widziałam i nie był to obraz fałszywy. Skąd zatem taki dysonans pomiędzy Turkami w Niemczech, a Turkami w ojczyźnie ...Ano stad, że gdy Niemcy pozwolili Turkom swobodnie na przyjazdy, to ruszyła do Niemiec turecka hołota ...A ruszyla bo w Turcji obowiązywało bardzo restrykcyjne prawo m. in. bezzawiasowe. Kto wiec miał perspektywę posiedzieć w tureckim pudle, czy pojechać do Niemiec - wiadomo co wybrał.

                                                    Podobnie jest z Polakami na emigracji. Nie zrozum mnie teraz źle jakoś - bo sama mam wielu fajnych znajomych poza Polską z różnych czasów ich wyjazdów, a synowie mego partnera są obywatelami brytyjskimi smile - no, ale z Polski z reguły do pracy za granice tez nierzadko wyjeżdżały osoby mające konflikty z prawem, kombinujace . Podkreślam - NIE TYLKO, ale no niestety te wlasnie narobiły nam opinii. Pamiętam taka anegdotke w sumiesmutną, którą opowiedział mi młodszy syn mego partnera. Otóż od zawsze mowi on płynnie po angielsku (wymóg zawodu w zasadzie w każdym kraju smile), ale no na pewno z jakims tam akcentem. No i razu pewnego na spotkaniu z pewnym gronem angielskim odmówił alkoholu. Panów to zainteresowało i pytają skad jest, bo podejrzewają, ze jednak cudzoziemiec. No proszę zgadywaćsmile Belg? Francuz? A może Austriak? No nie...Polak smile Polak i nie pije???? No szok. No wlasnie sad


                                                    . Tak samo jak to, że tak chętnie przyjmujemy na
                                                    > rrację o wstawaniu z kolan i tak chę†nie słuchamy, że jako naród jesteśmy wszęd
                                                    > zie upokarzani.


                                                    To jest gadka dla ciemnego ludu smile Nie wszyscy Polacy sa ciemni smile

                                                    > I skoro rządowa ekspertka ds. integracji w UK mówi, to co mówi, to nie wyciąga
                                                    > tego z .... hmmm, wiadomo skąd.


                                                    Obecnie mamy rząd jaki mamy , pani minister edukacji mówi "ogladnac" - no i co ja mam na to poradzić? No ja tak nie mówię smile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 14:30
                                                    Ta grupa, całkiem spora, podróżuje po całym świecie i nieźle miesza nam w wizerunku uncertain. No i nie, Brytyjczycy nie mają WOŚP, oni mają Save the Children na przykład. Zresztą tam dobroczynność ma się absolutnie dobrze, a ilość prężnie działających fundacji jest ogromna.
                                                    Nie chcę też nawet wspominać, że Polacy to topowa nacja wśród imigrantów w UK dokonująca najcięższych przestępstw. Przy nich angielscy kibice w Kraku to chyba pikuś.

                                                    Niestety prawdą jest, że osoby z byłego bloku ZSRR są odbierane jako nieuprzejme, niemiłe i nie bierze się to znikąd. Ale spokojnie, wszyscy jesteśmy mili, to tylko ta grupa najchętniej podrożujących jest be smile. To pewnie ci złodzieje i komuniści, o których ciągle krzyczy prezes smile.
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 14:35
                                                    I żeby nie było, że tylko źle nas widzą i piszą – jesteśmy przecież właściwie powszechnie uważani za ambitnych, dobrze wykształconych, ciężko pracujących ludzi. I z tym też się zgadzam smile.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 14:44
                                                    Renn.ie - usiłowałam Ci wytłumaczyć skad się biora takie stereotypy. Nie biora się znikad właśnie, ale z obserwacji pewnych grup danej nacji. Skoro uważasz, że Polacy sa najgorsza możliwą nacja na swiecie, no to uważaj. Ja uważam, że są rózni - dokładnie tak, jak przedstawiciele innych nacji smile
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 12:10
                                                    Zatem przepis jest zły, bo jest nieprecyzyjny - zwyczajnie. Przepis powinien być taki, by nie pozwalał na dowolną interpretację - proste.
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 13:33
                                                    Przepis jest nieprecyzyjny, ale urzędnik powinien posiadać zdrowy rozsądek i być nastawionym (pro)obywatelsko. Obywatel bowiem przychodzi w dobrej wierze, wywiązać się z obowiązku nałożonego na niego przez ustawodawcę i przerejestrować pojazd, który zakupił, od czego również w miejscu swojego zamieszkania odprowadził podatek, itd. Przedstawia umowę najmu, przedstawia dokumenty z US z danym adresem, itd. Zamiast więc piętrzyć trudności, powinien pojazd zarejestrować. Skoro przepis nie precyzuje, to na zdrowy rozum każdy dokument powinien być dobry. Po cóż obywatel miałby się upierać i jechać do urzędu w mieście, w którym nie mieszka, aby tam płacić za nowe tablice rejestracyjne?
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 13:51
                                                    Renn.ie - nie wiem po cóż ...Chodzi tu o to, że najprawdopodobniej piszesz o czasach kiedy był obowiązek meldunkowy. No i w przepisach mowa o "miejscu zamieszkania" - co de facto można było interpretować jako miejsce zameldowania - stałego lub czasowego. Bo w zasadzie nie wolno było zamieszkiwać gdzie bez meldunku smile To, że w zasadzie nie egzekwowano tego przepisu nakładając kare grzywny nie ma znaczenia, urzędnik nie powinien sankcjonować łamania prawa. Nie wiem oczywiście jak było w tym konkretnym przypadku - dałam teraz przykład.

                                                    Teraz też nie brak przepisów nieostrych, które można dowolnie interpretować. Np. przepisy dotyczące automatów niskich wygranych do nich należą ...
                                                  • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 23:01
                                                    renn.ie77 napisała:
                                                    . W Polsce rok temu chciałam złożyć skargę na niezgodny z prawem zapis w umowie z providerem internetu, ale musiałam zebrać dokumenty, jechać do urzędu w godzinach, które wymagały ode mnie zwolnienia się z pracy, itd. Rozmowa z panią przez telefon nie nastroiła mnie optymistycznie i odpuściłam.
                                                    Polska się zmienia, ale naprawdę ułatwianie czegokolwiek obywatelowi jest chyba na ostatniej pozycji listy priotytetów.

                                                    Bo tam ciagle dziala gleboko wszczepione komunistyczne myslenie (teraz to juz chyba w genach jest) "nie my dla klienta a klient dla nas". a do tego "oni" nie sa od tego aby 'sluzyc' klientom tylko aby klienci im holdy skladali. czolobitnie.
                                                    czego myslenia dowodem jest na przyklad Kora, ktora swoimi wywodami w dyskusji ze mna wyraznie pokazuje iz to klient ma wyjsc naprzeciw handlowi nie handel klientowi, jak w przypadku owego sklepiczku, pubiku itp co nie potrafia lepiej informowac wlasnych klientow o swoich brakach bo uwazaja (lacznie z nieswiadoma jak powinno byc Kora) iz skoro "nie ma znaczka" to nie oni a klient ma obowiazek pamietac i doszukiwac sie potrzebnych - ba, istotnych! informacji.
                                                    Co jest, oczywscie, bzdura. klient moze, ale nie musi pamietac o znaczkach. szczegolnie jesli gremialnie przewaza obecnosc terminali wszem i wobec. mozna automatycznie juz nie zwracac uwagi na znaczki, po prostu.
                                                    ale nie to jest najgorsze, najgorsze to jest to iz mozna ludziom tlumaczyc ze jak sa zle traktowani a i tak nie widza tego. ba, nie wierza..

                                                    Polska się zmienia, ale naprawdę ułatwianie czegokolwiek obywatelowi jest chyba na ostatniej pozycji listy priotytetów.

                                                    powtarzam ten cytat, bo ja tez nie moge pojac dlaczego skadinad inteligentni Polacy nie rozumieja tej prostej rzeczy. mozna im wyjasniac, wytykac, pokazywac przyklady a oni i tak powiedza ci ze sklep ktory wywiesi dobrze widoczna tabliczke z napisem " brak terminala" lub "oplata przyjmujemy wylacznie w gotowce" na drzwiach lokalu i na kasie - robi zle (lolol)
                                                    no bo przeciez jak "nie ma znaczka" to juz wszystko jasne i gitara smile
                                                    Niewazne ze o znaczku mozna zapomniec, nie zauwazyc braku lub po prostu nie wiedziec (np jak ktos przyjechal z 'zagranicy') - to i tak bedzie wina glupiego zamyslonego, zagapionego, zaaferowanego klienta nie sklepu ktory przeciez robil "wszystko co mogl" aby wyjsc naprzeciw potrzebom owego klienta, prawda? brak znaczka i juz, juz lepiej ulatwic zycia klientom sie nie da, i tyle. sami sobie winni ze glupi.
                                                    Ja tez to widze i dobrze ciebie rozumiem Rennie. czytalas moze Cejrowskiego "Wyspa na Prerii"? nawet Cejrowski w tej ksiazce wiele razy opisujac cos 'zyciowego, np robiac zakupy albo zalatwiajac sprawy urzedowe podczas owego pobytu stwierdza "jakie to proste!..., od razu chce sie leciec do wlasnego kraju naprawiac to".
                                                    jak ja to rozumiem.... ehhh.

                                                    Minne
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 12.01.17, 07:02
                                                    Minniesmile Niektórzy chyba lubią "czuć się źle traktowani" smile I nie mówię teraz o Renn.ie i przytoczonych przez nią przykładach - żeby jasności była. Mówię o Tobie m.in. - bo nie przyjmujesz do wiadomości, że w PL jest wiele miejsc, gdzie nie ma terminali i czesc. Jasne, idzie o małe punkty gastronomii czy sprzedaży, ale wcale wśród tych nie brak takich i musisz to przyjąć do wiadomości. Nie ma tez na ogół terminali na zielonych ryneczkach - a ludzie jakoś robią tam zakupy, więc ...
                                                    Nie mam to nie ma - teraz zaraz nikt Ci terminala nie dorobismile chcesz płacić karta, nie zwracasz uwago na znaczki (to po jakie licho one są???) to się ZAPYTAJ. Nie zapytałaś - miej pretensje do siebie.
                                                    Ja nie mam żadnego komunistycznego podejścia - ja mam podejście normalne. smile Zamiast biadolić potrafię egzekwować prawa swoje i innych, gdy ktoś im bezczelnie je ogranicza. A.le wzorem nowobogackich (no tak smile) nie oczekuję, że ktoś przede mną rozścieli czerwony dywan w podzięce, ze raczyłam przyjść do sklepu. Sklep jest dla ludzi, ale w sklepie tez pracują ludzie - maja być uprzejmi, mili, pomocni, ale druga strona też.

                                                    A propos tych znaczków tak dla Ciebie dziwnych ...W Pl generalnie nie wolno palic w większości miejsc Ale np. w pubach, czy restairacjach są sale dla palących i palarnie. Są oznaczone takimi znaczkami, ze tam wolno palic. Weź sobie zapal w innym miejscu smile - zobaczysz co się stanie. Chciałąbym być przy tym , jak będziesz się tłumaczyć, że przecież TY MINNIE nie musisz zważać na znaczki smile
                                                    Każdy się może pmylic, być roztargniony, nieuważany, ale to nie ktoś ma za to taką osobe przeprosić, tylko ONA. Nawet jeśli jest tym wielkim klientem co to kupuje chleb i masło smile
                                                  • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 02:15
                                                    kora3 napisała:
                                                    Niektórzy chyba lubią "czuć się źle traktowani"
                                                    Mówię o Tobie m.in. - bo nie przyjmujesz do wiadomości, że w PL jest wiele miejsc, gdzie nie ma terminali i czesc

                                                    Nie, Koro, jest dokladnie odwrotnie : )
                                                    TY lubisz byc zle traktowana, to wlasnie ja sie na to nie godze. i wbrew temu co napisalas - ja doskonale rozumiem ze tu czy tam nie ma terminali.
                                                    Tak, Korciu, rozumiem - w malutkich sklepiczkach, pubikach itp czyli w wielu miejscach terminali NIE MA, nie mozna wiec placic karta - rozumiem, rozumiem, alez rozumiem : )

                                                    Tlumacze tylko, ze owe lokale powinny dla przede wszystkim wlasnego dobra i dobra klientow lepiej informowac o braku tychze (terminali, zeby nie bylo watpliwosci).

                                                    A.le wzorem nowobogackich (no tak : )) nie oczekuję, że ktoś przede mną rozścieli czerwony dywan w podzięce, ze raczyłam przyjść do sklepu.

                                                    Ty dobrze widoczna po prostu informacje, dzieki ktorej i klient i SKLEP unika awantur, uwazasz za "rozscielanie czerwonego dywanu"? dziwne...
                                                    No i wytlumacz mi, Korciu, jak to nie jest podejscie bylego biedaka z komuny, nie przyzwyczajonego do normalnego traktowania jakie sie stosuje wszedzie w cywilizowanym swiecie? skoro dla ciebie zwyczajne, logiczne wyjscie jest "rozscielaniem czerwonego dywanu" czyli - luksusem? uncertain

                                                    Chciałąbym być przy tym , jak będziesz się tłumaczyć, że przecież TY MINNIE nie musisz zważać na znaczki

                                                    Korciu, manipulujesz. na kilku plaszczyznach : )
                                                    Jest rzecza raczej oczywista iz proporcjonalnie palenie w lokalach ma sie zupelnie, ale to zupelnie inaczej do braku terminali, nawet w malych miastach - mianowicie, wszedzie przewazaja jednak terminale, zeby nie wiem jak sie krecic. mozna wiec miec automatycznie zakodowane ze sklep = terminal i nie zwazac na znaczki, no sorry. normalna ludzka reakcja.

                                                    natomiast palarnie.. hmmm, palarnie.
                                                    wszyscy wiemy jaka ognista poruta byla z tym zakazem palenia w lokalach, a zwlaszcza typu rozrywkowe. w przeciwienstwie do "oczywistosci" obecnosci terminala w prawie kazdym lokalu, gdzie brak tego urzadzenia moze powodowac spore zaskoczenie, malo kto nie slyszal o calkowitym badz czesciowym wyrugowaniu palenia z publicznych lokali, takich jak szpitale, przychodnie, urzedy, restauracje, puby, hotele, obiekty sportowe, zaklady pracy, uczelnie itd itp. a nawet ze srodkow transportu.
                                                    W przeciwienstwie wiec do drobnego niezauwazenia braku (tez raczej drobnego) znaczka w sklepie, o zakazie palenia nie sposob nie pamietac - w zwiazku z czym raczej trudno tez nie rozgladac sie za stosownym oznakowaniem badz nie zapytac gdzie wolno palic.
                                                    To jedno, drugie, Korciu, gdybym mimo sprawdzania nie zauwazyla sposobnego znaczka lub mimo poszukiwan nie znalazlabym kogos odpowiedzialnego za informacje gdzie wolno palic - i zapalilabym w niestosownym miejscu, no i przylecialby mnie ktos ochrzaniac za zlamanie przepisow - to owszem, papierosa czym predzej bym zgasila (wprawdzie nie pale) i przeprosila.
                                                    ale tez, uwierz mi, nie omieszkalabym uprzejmie, lecz w nie majacych watpliwosci slowach wyrazic co mysle o ich oznakowaniu tudziez obsludze majacej zajmowac sie klientami i pilnowaniem porzadku sad

                                                    Jak sama widzisz, Korciu, masz kolejny dowod ze i jak bardzo klarowna informacja jest potrzebna przede wszystkim po to, aby unikac nieporozumien i konfliktow.
                                                    I jest przydatna zarowno biznesowi jak i klientowi.
                                                    a im lepsze informowanie ze strony biznesu tym lepsze uklady na linii klient - biznes.
                                                    Wywieszenie istotnej informacji ze strony wlasciciela badz biznesu nic nie kosztuje badz niewiele, a korzysci dla obu stron - niewspółmiernie wielkie.
                                                    Jak nadal nie widzisz i nie pojmujesz tego, to juz nie wiem jak ci wytlumaczyc.

                                                    Każdy się może pmylic, być roztargniony, nieuważany, ale to nie ktoś ma za to taką osobe przeprosić, tylko ONA.

                                                    Wydawalo mi sie ze juz omawialysmy te sprawe:

                                                    Minnie
                                                    Oczywscie, ze klient powinien byl byc przeproszony w takiej sytuacji "bardzo przepraszamy za utrudnienie", a na drzwiach i witrynie powinien byc napis widoczny juz z daleka "NIE MA PLATNOSCI KARTA".

                                                    Kora:
                                                    Nie, nie uważam, ze powinni mnie przeprosić za to, że z góry założyłam, iż mają usługę, której nie mają, skoro nie informowali, ze ja mają. To ja powinnam przeprosić za to, że narobiłam zamieszania i takoz wówczas zrobiłam.

                                                    Minnie:
                                                    To mnie nie rozumiesz. ja nie uwazam ze sklep ma mnie przepraszac za moje zalozenie,
                                                    sklep ma mnie przepraszac za brak mozliwosci zaplacenia karta
                                                    .

                                                    Kora:
                                                    Minie, aaaaa masz na myśli stosowną formułkę?smile - Można u państwa płacić kartą? - Przykro mi, nie można. Owszem, no powinno się "przeprosić"


                                                    jeszcze raz podkresle - zachowanie pana w sklepie bylo niegrzeczne. Nie oburza sie, a zwlaszcza nie robi sie awantury w kasie za brak mozliwosci placenia karta.
                                                    nie robi sie tez awantury za brak klarownej informacji.
                                                    niemniej za brak takiej a nie innej formy platnosci pan istotnie powinien byl byc przeproszony "ogromnie przepraszamy, ale nie mamy terminala". jak rowniez pan mial racje iz brakowalo WYRAZNEJ informacji:
                                                    . Pani ekspedientka grzecznie powiedziała, że niestety płatność kartą nie jest u nich możliwa. Pan [.....] komentował, że jego nikt o braku tej usługi nie uprzedził!

                                                    - uwazam ze za to tez powinien byl zostac przeproszony:
                                                    "bardzo przepraszamy, na drzwiach brak znaczka informuje o braku terminala ale rzeczywiscie moze przydaloby sie lepsze ogloszenie, postaramy sie na przyszlosc wywiesic cos w bardziej widocznym miejscu. bardzo przepraszamy".

                                                    Sek w tym Koro, - o ile chce sie rozwiazac sprawe w kulturalny sposob i madry dla sklepu (tak, aby nie stracic klienta) to sie zauwaza jego skadinad sluszny punkt widzenia.
                                                    no i grzecznie przeprasza, dokladnie za tyle ile sie zaiwinilo. a zawinilo brakiem dostatecznej informacji.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 11:44
                                                    Miła Minnie - chyba się nie rozumiemy. Oczywiście, że jeśli terminala nie ma , a ktoś pyra o możliwość płacenia kartą, to jasne, że odpowiedź powinna zawierać te kurtuazyjna formułkę "Przykro nam, niestety nie mamy terminala". Tak samo, gdy ktoś nie zapytał i nabrał towaru - "Przykro nam itd." - ale to nie jest przepraszanie. Kiedyś o ile pamiętam już o tym rozmawiałyśmy tu w innym kontekście słowa "przepraszam" czy "przykro mi" tak po polsku, jak i po angielsku nie zawsze oznaczają wprost przeprosiny. "Przykro mi, niestety pan nie zdał tym razem" - czy egzaminujący naprawdę tu przeprasza egzaminowanego? "Przepraszam, tu nie wolno palić!" - ktoś z obsługi zwraca uwagę klientowi lokalu, który zapalił w niedozwolonym miejscu- czy naprawdę go przeprasza?
                                                    No właśnie.

                                                    W temacie informowania natomiast. Zostańmy przy tym paleniu (pewnie mi się dostanie,. a palę naprawdę bardzo bardzo okazjonalnie smile). Otóż tak, masz rację - o zakazie palenia wprowadzonym w lokalach dobrych pare lat temu było głosno. ALE o czym być może niekoniecznie wiesz, ustawodawca przewidział możliwości wyjścia na przeciw palącym klientom i stworzenia w lokalu salo dla palących lub palarni po spełnieniu pewnych technicznych wymogów. I cześć lokali takowe stworzyła, a cześć nie. Tu gdzie mieszkam można powiedzieć, że miejsca z palarnią/salą dla palących nie są standardem, ale miejsca gdzie takowych nie ma - też nie są standardem. No bo tak mniej więcej jest pół na pół. smile W miejscach które oferują salę dla palących czy palarnię jest to zaznaczone na drzwiach. Po prostu obok znaczka Wi-Fi free, raty płatniczej (gdy jest terminal) jest adnotacja "palarnia" lub "sala dla palących". Tam gdzie tego nie oferują zwyczajnie adnotacji nie ma - skoro nie ma - nie ma palarni czy sali dla palących - proste.

                                                    Inaczej rzecz ma się z ogródkami w sezonie ogródkowym. W większości z nich wolno palić, ale znam parę miejsc, gdzie zakaz palenia właściciele wprowadzili także w ogródkach. I w tych ogródkach jest wyraźnie wyeksponowany zakaz palenia. Kiedyś byłam świadkiem, gdy w takim ogródku zapalił sobie pan - zwyczajnie pewnie przeoczył te znaczki i uznał, ze skoro wszędzie w ogródkach na ogół palić wolno, to tam też. Pani kelnerka grzecznie zwróciła mu uwagę pokazując znaczki. Ano tak, nie zauważył, przeprasza ...

                                                    Jeszcze jeden taki przykład Minnie ...Otóż w sieci gdzie najczęściej kupuję istnieje opcja bankomatu w kasie. Jest to niegłupie i przydatne, ale nie działa tak, jak normalny bankomat - jeśli chcesz wypłacić gotówkę ze swej karty musisz dokonać jakiegoś, może być bardzo drobnego zakupu.
                                                    Tymczasem na drzwiach sklepów tej sieci jest napisane "bankomat" . Nie raz i nie dwa bylam świadkiem, kiedy ktoś poszukiwał tego bankomatu smile - fizycznie skrzynki, albo okienka - a tam takich nie ma. Bankomatem jest po prostu kasa. smile No, ale trudno byłoby umieścić informację o tym na drzwiach w formie: 'Szanowni Klienci, jeśli chcecie skorzystać z bankomatu musicie dokonać jakiegokolwiek zakupu w naszym sklepie i przy kasie przed płaceniem kartą zgłosić kasjerowi chęć wypłaty gotówki" - taka informacja jest natomiast na tablicy informacyjnej, ale i tak wielu klientów zwyczajnie pytasmile Parę razy słyszałam osoby wylewające swą złość na pracowników sklepu: ze dlaczego jest napisane, że bankomat, jak nie ma bankomatu, żeby wypłacić kasę trzeba coś kupić. No można te informację uznać za nieścisłą - fakt, ale też trudno byłoby opis skorzystania z tej opcji umieścić dużymi literami na drzwiach. Wg mojej opinii ta opcja jest bardzo fajna, szczególnie dla tych osób, które w obcym bankomacie płacą prowizję za skorzystanie z niego. Ale może się komuś ta opcja nie podobać i nie chce z niej skorzystać - jasne, tylko po co zaraz się złościć? Jakieś 20 metrów dalej jest normalny bankomat bankowy jednego z banków. Od pracowników tej sieci absolutnie nie zależą zasady ani korzystania z opcji bankomatowej, ani informowania o niej na drzwiach sklepu - to są założenia sieci i wszędzie w tej siebie tak jest - dyskusja z pracownikami dlaczego tak, a nie inaczej i pieklenie się niczemu konstruktywnemu nie służy. Jeśli komuś aż tak przeszkadza ta sieciowa zasada, to wunien napisać do tej sieci, a nie wydzierać się na pracowników, którzy nie mają na te zasady żadnego wpływu.
                                                  • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 22:34
                                                    kora3 napisała:
                                                    > Miła Minnie - chyba się nie rozumiemy. Oczywiście, że jeśli terminala nie ma ,
                                                    a ktoś pyra o możliwość płacenia kartą, to jasne, że odpowiedź powinna zawierać
                                                    te kurtuazyjna formułkę "Przykro nam, niestety nie mamy terminala". Tak samo,
                                                    gdy ktoś nie zapytał i nabrał towaru - "Przykro nam itd." - ale to nie jest przepraszanie.


                                                    Po fakcie nie powinno sie mowic "przykro nam, ale ... " tylko "przepraszamy, ale ...".
                                                    Klient powinien przeproszony za uniedogodnienie.
                                                    Pewnie dlatego ten pan sie tak pieklil w kasie bo go wkurzyla ta bezmyslna formulka, i calkiem slusznie. Ty sie oburzasz ze on "zmarnowal czas stojacym w kolejce i kasjerce" - a pomyslalas o ile czasu zmarnowal on sam wyszukujac swoj wlasny towar, ile sie nachodzil po sklepie szukajac tego i jak musial sie czuc przy placeniu bo okazalo sie ze to wszystko poszlo na marne?
                                                    A wystarczyloby, gdyby obsluga wysilila sie na lepsze powiadomienie klientow w czym rzecz.

                                                    Caly sek w tym, aby umiec przeprosic - i przeprosic, nie 'przykrowacnam' - w momencie krytycznym. Przykro nam moze byc faktycznie gdy ktos pyta przed, chociaz i przeprosic mozna, ale po fakcie, powtorze, nalezy zdecydowanie przeprosic.

                                                    ALE o czym być może niekoniecznie wiesz, ustawodawca przewidział możliwości wyjścia na przeciw palącym klientom i stworzenia w lokalu salo dla palących lub palarni po spełnieniu pewnych technicznych wymogów.

                                                    Korciu, wlasnie o tym mowie - ze na tle ogolnie wiadomego zakazu palenia latwo pytac i kazdy najpierw pyta o te wyznaczone miejsca do palenia. jest to tak oczywste jak dla dzieci slonce jest zolte, niebo niebieskie, chmurki biale.
                                                    I czy te miejsca gdzies sa standardem czy nie - kazdy najpierw pyta/szuka gdzie one sa. na wszelki wypadek. bo jest zakaz palenia. wszedzie. ogrodek nie ogrodek.
                                                    i dlatego gdy ktos nie zauwazy zakazu palenia to oczywscie papierocha gasi i przeprasza.
                                                    bo zlamal prawo. ale to sie nijak ma do braku terminala - bral terminala to nie jest zadne zlamanie prawa. to calkiem inny wymiar sprawy. to jest wielka niewygoda dla klienta, ktory jak widac z twojego wlasnego opisu traci czas i nerwy na zakupy (takze i moze sie zmeczyc przy lataniu od stoiska do stoiska, koszyk tez moze byc ciezki) przez, owszem, takze wlasna nieuwage, ale glownie bo sklep nie informuje wystarczajaco jasno iz nie oferuje tej mozliwosci platniczej. i tyle. klient nie lamie prawa jesli nie zauwazy znaczka.
                                                    porownywalnie z paleniem, jesli koniecznie tego chcesz,to tak jak wszedzie obowiazuje zakaz palenia tak wszedzie sa terminale. reszta to odchyly od normy. brak terminala to odchyl od normy. palarnia to odchyl od normy.

                                                    No ale trudno byłoby umieścić informację o tym na drzwiach w formie: 'Szanowni Klienci, jeśli chcecie skorzystać z bankomatu musicie dokonać jakiegokolwiek zakupu w naszym sklepie i przy kasie przed płaceniem kartą zgłosić kasjerowi chęć wypłaty gotówki"

                                                    Nie, ale calkiem latwo napisac np "bankomat w kasie" - i juz wiadomo o co chodzi, prawda? a jakze inaczej.
                                                    i klienci wsciekli nie lataja po sklepie marnujac czas, i sklep nie naraza sie na awantury - po prostu zaraz inaczej, spokojniej, normalniej. dlaczego ty tego nie chcesz przyjac do wiadomosci ze zwyczajnie pewne obowiazki naleza do biznesu = sklepu, w tym przypadku takie jak - wyrazne, klarowne informowanie kienta?
                                                    a najbardziej Koro to to, ze epoka "klient nasz pan - radzi sobie sam" minela bezpowrotnie?

                                                    . Ale może się komuś ta opcja nie podobać i nie chce z niej skorzystać - jasne, tylko po co zaraz się złościć?

                                                    bo zwyczajnie opcja jest nieprawdziwa i wprowadza w blad - dlatego.
                                                    'bankomat' oznacza bankomat czyli wolnostojaca maszyne do wydawania pieniedzy, Koro.
                                                    i najlepszy dowod na to ze podobnie mysla tamtejsi klienci ktorzy tego bankomatu SZUKAJA W SKLEPIE. jeszcze lepszy dowod tego to to, ze sie wsciekaja ma wprowadzenie w blad i pretensje:
                                                    - twoje wlasne slowo Koro:
                                                    Parę razy słyszałam osoby wylewające swą złość na pracowników sklepu: ze dlaczego jest napisane, że bankomat, jak nie ma bankomatu, żeby wypłacić kasę trzeba coś kupić.

                                                    moim zdaniem napisalas nielogicznie Koro, tymze podrzynajac wlasna argumentacyjna galaz. w tym powyzszym zdaniu bowiem od razu zawarlas argument przeciwko sobie samej, nie widzisz tego?
                                                    Zalozmy ze ktos sie bardzo spieszy, wyskoczyl na 5 minut z pracy szybciutko wyplacic sobie gotowke, biegl do banku (moze tego 20 metrow dalej?) ale zobaczyl ow sklepik z napisem "bankomat". i zamiast biec dalej do tego banku ( w ogole do miejsca o ktorym wiedzial ze dobry bankomat na pewno tam jest) pomyslal "o, tu bedzie blizej i szybciej" - LOL
                                                    wpada wiec do sklepu, szuka, szuka, a tu bankomatu ni widu ni slychu, czas leci, w koncu wkur..zony dowiaduje sie ze owszem jakis bankomat jest ale w kasie zatem najpierw musi cos kupic. a jeszcze jak do tego jest kolejka, babiny kupuja po 8 drobiazgow i przeliczaja swoj drobny bilon, przy tym plotkujac "moja pani, do czego to podobne, jakie wszystko dzisiaj drogie, za taka cienka marchewke dzisiaj chcieli xxx za kilogram slyszal to kto.." ..
                                                    - a tu gosciu tylko wyskoczyl na szybkiego do bankomatu.
                                                    no i masz ten caly sklepowy 'bankomat', i jeszcze sie pytasz "po co sie zloscic"... : D

                                                    Jeśli komuś aż tak przeszkadza ta sieciowa zasada, to wunien napisać do tej sieci, a nie wydzierać się na pracowników, którzy nie mają na te zasady żadnego wpływu.

                                                    alez maja, i to bardzo. nazywa sie to dobra wola:

                                                    "BANKOMAT W KASIE" - i dziala, i wystarczajaco grzecznie, i wcale nie trzeba pisac elaboratu na dwie strony aby wystarczajaco poinfomowac.

                                                    Dodam, ze dobry wlasiciel takiej francyzy (zakladam ze jak sieciowka to francyza)
                                                    a nawet tylko pracownik takiej sieci w trosce o klienta sam by napisal o problemie do swoich zwierzchnikow. to sie nazywa dbanie o dobro klienta i przede wszystkim biznes = siebie samego. czyli zdrowy rozsadek po prostu. Klient tez moze, nawet powinien, oczywscie - ale naprawde sklep nie powinien na klienta ani sie ogladac, ani czekac.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 22:55
                                                    Rennie - w PL wcale nie ma zakazu palenia w ogródkach kawiarnianych/piwnych obligatoryjnie.

                                                    Co do reszty - miałam kiedyś okazję jechać sobie pociągiem skądś tam do Wrocka przez Kraków. Do mego przedziału wsiadł pan, powiedział "dzień dobry" usiadł i zaczął drzemać. Za czas jakiś wszedł konduktor i okazało się, że pan wybiera się i bilet ma do Tarnowa, czyli dokładnie w przeciwnym kierunkusmile Pan się tłumaczył, że on często jeździ o tej porze ta trasą o pociąg z tego peronu i toru zawsze jechał na wschód, a nie na zachód. Chodziło o pośpieszny pociąg, tak samo wyglądał smile na tablicy wszelako, na czele pociągu oraz przy każdych drzwiach było wyraźnie napisane, gdzie ów pociąg jedzie, ale pan nie sprawdzał, bo był pewien, że jedzie w oczekiwanym przezen kierunku. Nie zapytal też nikogo ze współpasażerów, bo był pewien... Teraz pytanie: wina pana, kolei, konduktora? No pana smile

                                                    Co do bankomatu, sklep nie jest największym z tej sieci, ale nie jest tez malutkim i nie jest to francyza, zwyczajnie supermarket tej sieci. Pracownicy nie mają wpływu na oznaczenia, sa one standardowe dla wszystkich tych sklepów. Nie ma w pobliżu zakładów pracy, z których ludzie mogliby urywac się do bankomatu smile ale nawet jeśli byłyby - nikt nie musi biegać po sklepie wystarczy na tablicy informacyjnej poczytać pod hasłem "bankomat" albo zapytać w informacji zaraz koło wejścia. A skoro się już wie, ze można tylko korzystając za kasy wypłacać pieniądze, to wcale więcej czasu nie zajmie wzięcie batonika z półkii koło kasy i załatwienie sprawy. Gdyby taki klient mógł wypłacać w kazie nie kupując nic to TEZ musiałby poczekać na swą kolej, prawda?
                                                  • kora3 Anegdotki Minnie :) 13.01.17, 23:23
                                                    Mam nadzieje, że zrozumiesz smile
                                                    Otóż lata temu mój kolega jeden rozpocząwszy studia i zająwszy z innym studentem pokój w dużym akademiku miał pewien problem. Polegał on na tym, że każdej niemal nocy był parokrotnie budzony dobijaniem się do drzwi pokoju. Gdy zaspany wychodził i pytał w czym rzecz słyszał "10 piw" alboi "3 wina" rzadziej, ale bywało, że padały pytania o wódkę.
                                                    Jak się dowiedział w pokoju który zajął wcześniej mieszkali studenci dorabiający sobie prowadząc tzw. metę, czyli sprzedaż alkoholu smile W istocie - ponieważ go to drażniło wywiesili z kolegą na drzwiach kartkę "Tu już nie ma mety" - ale jakoś tak bez "przepraszamy" i dla wygody własnej, a nie klienteli. smile

                                                    Całkiem podobna sprawa zdarzyła się mojej koleżance, która po innej osobie przejęła pub. Co i rusz ktoś z klientów i poza ich grona prosił o czekoladki z porozumiewawczy uśmiechem. W stylu "Proszę 5 pudełek czekoladek" - nie miała tego w sprzedaży, dziwiła się. Wkrótce wyszło szydło z wora - poprzedni właściciel handlował w pubie fajkami z przemytu smile prosilo się czekoladki, wiadomo było, ze chodzi o paczki fajek smile Wywiesiła napis "Czekoladek brak" smile - ale też be przeprosin ... smile

                                                  • minniemouse Re: Anegdotki Minnie :) 14.01.17, 01:23
                                                    kora3 napisała:
                                                    Mam nadzieje, że zrozumiesz

                                                    "Tu już nie ma mety" - ale jakoś tak bez "przepraszamy" i dla wygody własnej, a nie klienteli.
                                                    Wywiesiła napis "Czekoladek brak" smile - ale też be przeprosin

                                                    Korciu, coz, powtorze - nawet czepie sie - moja uwage o twoim braku spostrzegawczosci.
                                                    Jakby nie bylo, probujesz znowu przypiac brak zawiadomienia klienta sklepu na rozne inne plaszczyzny, ktore z pzrepraszaniem i odpowiedzialnsoci sklepu/klienta nie maja nic wlasciwie wspolnego.
                                                    Np, wszedzie obowiazuje zakaz palenia, ALE jesli ja nie zauwaze zakazu to ja i tylko ja bezwzglednie zlamie prawo - a klient ktory nie wie o braku terminala zadnego prawa nie lamie. to sklep przez brak informacji sciaga na siebie problem i to sklep musi a w kazdym razie powinien klienta przepraszac - bo takie sa wymogi handlu i obslugi/uslugi, po prostu.

                                                    Tak samo tutaj - wymyslasz historie w ktorych jakby nie bylo lamane jest prawo - studenci lub pracownik sklepu postepuje nielegalnie, jak rowniez ich klienci. za lamanie prawa Korciu sie nie przeprasza, za lamanie prawa zglasza sie fakt policji i sie za to karze. owe anegdtoki maja zatem jeszcze inny wymiar niz historyjka z palarnia.

                                                    Ale to jeszcze nie wszystko, przeoczylas bowiem Koro i to, ze nawet ja nie zalecam koniecznie wywieszac kartki z napisem "PRZEPRASZAMY, bankomat jest w kasie" a po prostu, cytuje sama siebie:
                                                    calkiem latwo napisac np "bankomat w kasie"
                                                    - tak samo jak wczesniej sugerowalam forme informacji o terminalu tez bez "przepraszam":
                                                    sklep ktory wywiesi dobrze widoczna tabliczke z napisem " brak terminala" lub "oplata przyjmujemy wylacznie w gotowce" na drzwiach lokalu i na kasie ....
                                                    - no nie zauwazylas Koro, iz informacje na drzwiach i na kasie zalecam wywiesic jak najbardziej zwiezla, bez 'przykrowania' i przepraszania. co nie znaczy ze nie mozna i z "przepraszam', bo jasne ze mozna, a nawet grzeczniej i milej tak. ale nie trzeba. konieczne nie jest.

                                                    Tak samo jakos nie zauwazylas ze podkreslilam:
                                                    Po fakcie nie powinno sie mowic "przykro nam, ale ... " tylko "przepraszamy, ale ...".
                                                    Klient powinien przeproszony za uniedogodnienie.


                                                    a specjalnie dla ciebie italikuje i wytluszczam aby nie umknelo twojej uwagi (wzdych).
                                                    PO FAKCIE, Korciu, mowie nalezy klienta przeprosic za brak uslugi jaka normalnie jest.
                                                    Ponadto, madry przedsiebiorca wie, iz dla dobra interesu lepiej jest pacyfikowac zdenerwowanego klienta niz dochodzic swoich racji. rozsadniej i madrzej jest wiec przeprosic nawet chamskiego klienta i go w ten sposob uspokoic, po prostu.
                                                    Z tym ze, gwoli ścisłości, jeszcze raz powtarzam - tutaj klienta przepraszamy autentycznie za BRAK USLUGI jaka powinna w sklepie byc - czyli za brak terminala. nie za to ze on sobie zalozyl ze on tam jest, nie za to ze on nie wiedzial ze go tam nie ma, itd tylko za to ze sklep moglby miec terminal - a nie ma. a brak mozliwosci zaplacenia karta to jest utrudnienie jakby nie bylo.

                                                    Minnie
                                                    --
                                                    Etykieta to umiejętność ziewania z zamkniętymi ustami.
                                                    Brigitte Bardot
                                                  • kora3 Re: Anegdotki Minnie :) 14.01.17, 11:22
                                                    Minnie - jakby Ci tu - w PL nie ma przepisu, który nakazuje posiadanie przez sklep terminala (jest nakazujący posiadanie kasy fiskalnej - np.) Więc to nie jest tak, że "normalnie jest" - nie, często jest, czasem nie ma. Jeśli jest informują o tym stosowne piktogramy, tak samo, jak np. informują o wi-fi w lokalu - jeśli ich nie ma, to nie ma terminala czy wi- fi - nie wiem czego tu nie rozumieć.
                                                    Zawsze, ale to zawsze w miejscach gdzie jest terminal i był chwilo nieczynny widywałam duże napisy: TERMINAL NIECZYNNY- PRZEPRASZAMY! i tu się w pełni zgadzam - należy przeprosić w takiej sytuacji i powiadomić, ze nie ma właśnie usługi, która w tym miejscu NORMALNIE - JEST. I klient jest informowany piktogramami u wejścia, ze jest - a tu zonk - nie ma.

                                                    Wspomniana opcja bankomatu w kasie jest dostępna nie tylko w tej sieci, ale także w innych miejscach i lubiana przez klientów. Ale wiele sieci i sklepów pozasieciowych jej zwyczajnie nie ma i też o tym nie informuje - nie ma informacji, ze cos jest, to znaczy ze tego czegoś nie ma - chyba proste.
                                                  • bene_gesserit Re: Anegdotki Minnie :) 14.01.17, 11:51
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Minnie - jakby Ci tu - w PL nie ma przepisu, który nakazuje posiadanie przez sk
                                                    > lep terminala (jest nakazujący posiadanie kasy fiskalnej - np.) Więc to nie jes
                                                    > t tak, że "normalnie jest" - nie, często jest, czasem nie ma. Jeśli jest inform


                                                    Opłaty, narzucane przez operatorów terminali płatniczych, są w Polsce jednymi z najwyższych w Europie. Przy średniej dochodów, oczywiście, jednej z najniższych. Brak terminala płatniczego oznacza, że detalicznej jednostki po prostu na ich paskarskie ceny nie stać. Firmy, obsługujące terminale płatnicze negocjują swoje wzięte z sufitu ceny dopiero z firmami o dużych dochodach. Co nie zmienia faktu, że nawet dużym firmom żal tej forsy, bo jest rzeczywiście duża - wielka sieć supermarketów Biedronka zdecydowała się na możliwość płacenia kartami dopiero parę lat temu, wcześniej po prostu montowali w każdym sklepie bankomaty.

                                                    Dodam jeszcze, bo to istotne, że firmy obsługujące płatności kartami w Polsce to olbrzymie korporacje. Z tego dobrego Zachodu albo jeszcze lepszego USA, gdzie wszyscy są tacy mili i dbają o klienta, do tego z uśmiechem i uczciwie.

                                                    Mieszkałam za granicą. Wiem, jak to jest. Ale tego specyficznego typu 'cargo kult', który jest w tym wątku u niektórych (wszystko, co zagraniczne jest lepsze, trawa zieleńsza, ludzie uczciwsi) nie rozumiem. Po co ludziom ta pogarda i uprzedzenia?
                                                  • kora3 Re: Anegdotki Minnie :) 14.01.17, 12:02
                                                    A pamiętasz, jak Biedra wyjaśniała brak terminali? Że są nastawieni na klienta skromniejszego, mniej obeznanego z technologią smile Zaiste dziwne tłumaczenie, bo ...terminal nie przeszkadza przecież tym, którzy chcą płacić gotówka w płaceniu nią smile A potem jakoś uczynili heh skok technolo0giczny i od razu można było płacic i karta i telefonem smile

                                                    To o czym napisałaś - to oczywista prawda, czego Minnei zdaje się nie pojmować - w małym sklepiku osiedlowym, gdzie w pobliżu sa dwa sieciowe supermarkety, tak jak u mnie - pod nosem smile ludzie na ogół robią bardzo małe zakupy - kupują to czego im w danym momencie brakło i ten sklepik maja jednak bliżej niż te dwa markety, albo coś tam czego w tych marketach nie ma, a w tym sklepie jest (w przypadku tego sklepu są to wędliny z miejscowej masarni np.) oraz warzywa. Wszystko inne ludzie kupują w marketach, bo tam jest to tańsze zwyczajnie, taka prawda. Tu każdy wie, że w tym sklepiku kartą czy telefonem nie zapłacisz i tyle. Wbrew temu, co napisała wcześniej Minnie taka możliwość nie przyciągnęłaby zaraz rzeszy klientów robiących tam duże zakupy, bo - jak wyżej. I ten terminal wcale by się nie zwrócił jak się Minnie wydaje, z powodów, jakie podałaś.
                                                  • minniemouse Re: Anegdotki Minnie :) 14.01.17, 22:35
                                                    kora3 napisała:
                                                    To o czym napisałaś - to oczywista prawda, czego Minnei zdaje się nie pojmować - w małym sklepiku osiedlowym, gdzie w pobliżu sa dwa sieciowe supermarkety, tak jak u mnie - pod nosem smile ludzie na ogół robią bardzo małe zakupy

                                                    To tez nie ma nic do rzeczy. terminal jest po to aby mozna bylo placic nie-gotowka.
                                                    nie ma znaczenia czy robisz duze zakupy, jak czesto, czy kupujesz papierosy czy gume do zucia. mozliwosc palecnia karta nie ma przyciagac klientow do robienia "wielkich zakupow" tylko ma przyciagac klientow do placenia KARTA.
                                                    jest bowiem rzecza oczywsta iz ludzie widzac ze tam w razie naglej potrzeby karta nie zaplaca - ida gdzie indziej. zasada handlu prosta jak w ryj strzelil - jest, to i klienci sie znajda. nie ma, nie ma klientow. i tyle.

                                                    I ten terminal wcale by się nie zwrócił jak się Minnie wydaje, z powodów, jakie podałaś.

                                                    Bo tez ja wcale takich jak ty powodow NIE podawalam. przewidzialam zwiekszenie samej wpadajacej klienteli, nie robienia tam "wielkich zakupow". jak zwykle dospiewalas sobie cos czego nie wcale nie bylo.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: Anegdotki Minnie :) 15.01.17, 10:30
                                                    Mój post by odpowiedzią na post Bebe, ona te powody podała Minnie.
                                                  • kora3 Minnie - czytaj uwaznie 15.01.17, 11:47
                                                    Przeczytaj co napisałam ja i co potem na to Bene - dyskusja polega na odnoszeniu się do tego co ktoś napisał, a nie do swoich hmm fantazji.
                                                    Napisałam wyraźnie - w tym konkretnym sklepiku ludzie robią małe i doraźne ze tak powiem zakupy. Są to zwykle ludzie z tego osiedla. Na tym osiedlu są dwa duże supermarkety, gdzie robią większe zakupy. Dzieje się tak dlatego, że po pierwsze w marketach jest taniej, po drugie jest szerszy wybór - proste.
                                                    Tak więc siła rzeczy te zakupy w tym sklepie są drobne. Wprowadzenie terminala w nim nie powiększy wcale liczby klientów, ponieważ korzystają z niego głownie mieszkańcy osiedla - a ci wiedza, ze tam terminala nie ma - też proste.

                                                    Teraz to, o czym pisała Bene - duże koszty korzystania z terminali dla sklepów/innych punktów w PL. Dużym sklepom najzwyczajniej w świecie opłaca się mieć terminal, bo korzystanie z niego bilansuje się liczba klientów i wartością robionych przez nich zakupów.
                                                    Te dwie rzeczy nigdy nie będą porównywalne do adekwatnym w tym sklepiku, choćby liczba tych ostatnich wzrosła o 200 proc. dziennie po wprowadzeniu terminala.
                                                    Bo ludzie i tak większe zakupy będą robić w marketach gdzie jest taniej i większy wybór, a sklepik nie pomieściłby nawet tylu klientów ile 15 razy większy odeń pobliski market - pojmijże to.
                                                  • minniemouse Re: Anegdotki Minnie :) 14.01.17, 22:55
                                                    bene_gesserit napisała:
                                                    Ale tego specyficznego typu 'cargo kult', który jest w tym wątku u niektórych (wszystko, co zagraniczne jest lepsze, trawa zieleńsza, ludzie uczciwsi) nie rozumiem. Po co ludziom ta pogarda i uprzedzenia?

                                                    Hmm, a ja widze normalna wymiane opin i idei jaka bywa w dyskusjach, po prostu. kazdy ma doswiadczenia jakie ma. no ale skoro zes pojechala w ten desen to powiem i swoje zdanie - z mojego doswiadczenia wynika iz zazwyczaj pewne motywacje zarzucaja komus ci, co sami takie maja.
                                                    i dlatego ja np nie widze tu zadnego ani "cargo kultu" ani pogardy, ani uprzedzenia. Pewnie dlatego ze sama nikim nie gardze ani nie mam do nikogo uprzedzen.... hmmm..

                                                    Minnie
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 12.01.17, 10:18
                                                    Minnie, bo tu chodzi chyba o tę zasadę 'go the extra mile for your customer'. Można z tego kpić, ale ja mieszkając na tym mitycznym Zachodzie naprawdę to lubiłam, że byłam właśnie zaopiekowana, bo mi ułatwiano, bo nie musiałam się użerać, martwić. I to naprawdę jest takie samonapędzające się koło, bo kiedy człowiekowi trudno się żyje, kiedy musi się użerać, grozić, pilnować, udawać do wyższych instancji, to nie ma siły być miłym i to się tak niesie.

                                                    W opisanej przez ciebie historii, racja była chyba gdzieś pośrodku – to prawda, że dzisiaj można się spodziewać możliwości płatności kartą, to prawda, że klient może też rozejrzeć się i dopytać, ale prawdą też jest, że sklep, który nie chce takich sytuacji, powinien się możliwie dobrze zabezpieczyć, czyli w widocznym miejscu, najlepiej w kilku, taką informację, że nie ma sposobu płatności, który dzisiaj jest w znakomitej większości miejsc standardem, umieścić. I w tej konkretnej sytuacji sklep powinien był powiedzieć: przykro nam, nie mamy takiej możliwości, a klient: przykro mi, w takim razie nie kupię u państwa. Bo klient przyzwyczajony, że kartą można płacić dzisiaj nawet za bilety w komunikacji miejskiej, mógł się nie zorientować i to jest jak najbardziej ludzkie, normalne.

                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 12.01.17, 13:13
                                                    Przepraszam Renn.ie ale macie chyba z Minnie (i nie tylko) jakieś dziwne przeświadczenie, że TYLKO Wy bywacie za granicą. Tak się ułożyło moje życie akurat, że ja za granicą bywałam już jako dziecko i to nie tylko w krajach typu Czechosłowacja, Węgry czy Bułgaria, ale dalece bardziej egzotycznych, a także w Europie Zachodnuej, która wtedy w porównaniu z Polską naprawdę była innym swiatem smile
                                                    Dlatego śmieszy mnie to Wasze okazywanie skrywanej wyższości, jakie o z Was swiatowe kobiety, bywałe w niesamowitym swiecie smile - bez urazy.
                                                    Teraz każdy może sobie wyjechać naprawdę bez problemu gdzie chce i ludzie wyjeżdżają. Turystycznie, w interesach no i za chlebem. Najdziwniejsze jest to, że to ci ostatni zachowują się tak, jakby ich wyjazd był czyms nadzwyczajnym, a najczęściej jest podyktowany koniecznością ekonomiczną - uprzedzając, nic w tym zlego, ze pojadą za granicę, jeśli tylko tam uczciwie pracują, ale niechże nie zachowują się jak jacyś biali wśród dziczy, co nie wyjechała nigdzie poza swój powiat nigdy smile Wybacz, ale z niektórych Waszych postow taka postawa wyziera i jest zacawna, dopóki człowiek sobie nie uzmysłowi, że piszą to inteligentne kobitki. Bo jak tak się zachpowuje taka pani, ja ta opisana ze sklepu z odzieżą, to w sumie jest do przewidzenia sad Kobieta pochodzi z biedy i ze środowiska, gdzie jak komuś starcza do 1- go i nie zalega z czynszem, to jest "bogaty"sad Więc teraz, gdy zarobiwszy trochę grosza ciężko pracując jest w stanie pozwolić sobie na nieci więcej, to się naprawdę czuje panią świata. Ale to jest prosta osoba, która wcześniej żyła w nedzy czy na jej granicy. sad
                                                    Jeśli już to teraz nie są "modne" turystycznie kraje gdzie Polacy wyjeżdżają do pracy. Modne są Mongolia, Chiny, Gruzja smile Ale tonie znaczy, że ludzie normalni nigdy w takiej Holandii czy w UK nie byli smile - byli tyle, ze nie jechali tam pracować, więc na serio - odpuscie już smile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 12.01.17, 15:32
                                                    Koro, rzecz nie w bywaniu ale w życiu. Bywałam za granicą, zwiedziłam prawie całą Europę, byłam na stypendium w USA, ale nie da się tego porównać z mieszkaniem gdzieś przez lata, życiem, takim zwykłym życiem: nauką, pracą, płaceniem podatków, rodzeniem dziecka i radzeniem sobie z tzw. codziennym, szarym życiem. Wyjechałam jako młoda ale już dorosła kobieta, zaraz po studiach (mieszkałam w 3 różnych krajach) i wróciłam po latach jako dojrzała osoba po trzydziestce. Od kilku lat mieszkam w Polsce. Tu żyję, pracuję, wychowuję dziecko, płacę podatki, itd. Dlatego uważam, że mam porównanie, jak wygląda życie tam i tu. I pewnie, że nie odważyłabym się tego napisać po wyjeździe turystycznym. To ma być zarzut? Miałabym porównywać życie tu i na przykład w Holandii po tygodniowym wyjeździe turystycznym?
                                                    Twoje przytyki odnośnie motywacji osób emigrujących z Polski mnie nie ruszają. Ludzie zawsze jadą gdzieś, bo chcą żyć inaczej. Czasem startują z poziomu biedy, czasem z poziomu klasy średniej a nawet lepiej. Największy szacunek mam do tych, którzy nie wahają się ruszyć w nieznane, bez wsparcia, bez zabezpieczenia finansowego, często bez znajomości języka i tylko z nadzieją na lepsze. Bo muszą, bo muszą to zrobić dla rodziny, bo chcą przerwać zaklęte koło biedy. Spotykałam ich tam, pomagałam, tłumaczyłam dokumenty, pomagałam w urzędach. To dla mnie prawdziwi bohaterowie. Czy zamiatają ulice czy pracują na zmywaku – są wielcy.
                                                    Wróciłam, kiedy w Polsce wydawało się to wszystko zmieniać na lepsze, dzisiaj gdyby nic mnie tu nie trzymało, spakowałabym z powrotem walizki. Możliwe, że jeszcze to zrobię.

                                                    Prawdę mówiąc z twoich postów wyziera jakaś taka pogarda dla ludzi gorzej sytuowanych, ciężko pracujących, niewykształconych. I z nadwagą... Hmmm.
                                                  • asia.sthm Re: savoir-vivre reklamacji 12.01.17, 17:22
                                                    Tak jest, Kora nigdy nie zrozumie gdyz po prostu nigdy nie zaznala innego zycia, innych warunkow. Juz po roku zamieszkania w innym kraju trudno byloby jej nie zauwazyc tych "dziwnosci" w Polsce.
                                                    Znow samo mi sie nawiazuje do artykulu "Pany czy chamy"? Tak jakby na kazdym kroku wylazi z ludzi chec bycia panem, oddawac z nawiazka na swoje krzywdy kiedy byl chamem.
                                                    Ja nie wiem jak mozna tego nie widziec.
                                                  • aqua48 Re: savoir-vivre reklamacji 12.01.17, 17:36
                                                    asia.sthm napisała:

                                                    > Tak jest, Kora nigdy nie zrozumie gdyz po prostu nigdy nie zaznala innego zycia
                                                    > , innych warunkow.

                                                    A przede wszystkim tego komfortu życia w kraju gdzie wszyscy są życzliwie nastawieni i gdzie urzędy starają się obywatelowi UŁATWIĆ życie, w najbardziej przystępny sposób objaśnić wymogi, a nie oddzielić się barierą niezrozumienia i fochów, ze ktoś przyszedł i zawraca głowę. Choć jak pisałam wyżej, zdecydowanie widzę w Polsce duużą poprawę w tej dziedzinie.
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 10:52
                                                    aqua48 12.01.17, 17:36
                                                    A przede wszystkim tego komfortu życia w kraju gdzie wszyscy są życzliwie nastawieni i gdzie urzędy starają się obywatelowi UŁATWIĆ życie, w najbardziej przystępny sposób objaśnić wymogi, a nie oddzielić się barierą niezrozumienia i fochów, ze ktoś przyszedł i zawraca głowę. Choć jak pisałam wyżej, zdecydowanie widzę w Polsce duużą poprawę w tej dziedzinie.

                                                    I możemy to powtarzać jak mantrę. Możemy i pewnie powinnyśmy. Bo w kraju, w którym nie trzeba się ze wszystkim użerać po prostu żyje się łatwiej. Oczywiście, że można się uzbrajać w grubą skórę, cierpliwość, pewność siebie, ale państwo ma być dla każdego obywatela – także tego niewykształconego, gorzej zorientowanego, mniej pewnego siebie, o delikatniejszej konstrukcji psychicznej, ba, o takiego powinno dbać z nawet większą troską. Dlatego ja – zdrowa, w kwiecie wieku kobieta – dziwię się czasem i zastanawiam się, jak u nas żyją ci, którzy nie mają siły się wykłócić, zażądać, wyegzekwować. No część z nich ląduje później w takich programach jak 'Państwo w państwie' czy u Jaworowicz zapewne...
                                                    I oczywiście, że jest lepiej, bo jak sobie przypomnę, jak to wszystko wyglądało przed moim wyjazdem, to faktycznie wypada tylko złapać się za głowę. Do US w moim rodzinnym mieście wchodziło się jak do jaskini lwa. Na pół godziny przed końcem urzędowania można było co najwyżej szybkę pocałować. Ludzie stali, tu kłania się artykuł o panach i chamach, jak ci chłopi pańszczyźniani z czapką w ręku, przestępując z nogi na nogę.
                                                    Powiedzmy to sobie szczerze – startowaliśmy z bardzo niskiego poziomu i choć to zmienia się na lepsze, to w porównaniu do zachodnich krajów nadal mamy przed sobą dużo pracy.
                                                    I chodzi oczywiście o pierdylion różnych rzeczy, nawet takich bardzo drobnych jak załatwienie kopii aktu urodzenia dziecka czy imiennej karty na transport publiczny. Te rzeczy, ogółem, tworzą jakość naszego życia. Bo jak człowiek pracuje, płaci podatki, kupuje, sprzedaje, jeździ samochodem, korzysta z transporu publicznego, posyła dziecko do szkoły, korzysta z opieki medycznej. itd., to ten kontakt z wszelakimi urzędami jest ciągły, codzienny.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 11:05
                                                    Rennie - to absolutnie nie były żadne przytyki - jeśli tak odebrałaś to przepraszam. Taki po prostu jest fakt, ze wielu ludzi wybiera życie za granicą, bo w PL nie ma pracy i perspektyw. Inie ma w tym nic złego przecież, że korzystają z takiej możliwości!
                                                    Mnie chodzi tylko o pewien mechanizm - takie osoby nierzadko odwiedzając PL czuja się krezusami, bo nimi w porównaniu z samymi sobą sprzed tego wyjazdu - są. Czy też w porównaniu z ludźmi w ich dawnym położeniu. Natomiast w porównaniu z innymi - już wcale niekoniecznie.
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 11:16
                                                    Koro, ja w ogóle unikam decydowania za innych czy są krezusami czy nie. Znam takich, którzy ledwo spinając domowy budżet są bogaci i niechże będą, świat potrzebuje takich krezusów. Natomiast inną sprawą jest chamskie zachowanie wobec sprzedawcy, bo to nie powinno mieć miejsca NIEZALEŻNIE od możliwości finansowych wszystkich zainteresowanych. Tyle że to jest całkiem odrębna bajka i niejako potwierdzenie, że lubimy być chamscy, wywyższać się, itd. Kulturalny człowiek, czy jest właścicielem zamku w Szkocji czy mieszka w przyczepie, będzie zachowywał się godnie i z szacunkiem dla innych.
                                                    Ja się nie wywyższam, jestem Polką, mieszkam i pracuję w Polsce, natomiast mieszkając poza granicami w kraju przekonałam się, że urzędnicy/sprzedawcy mogą być milsi i bardziej pomocni, państwo bardziej frontem ustawione do obywatela, przepisy prostsze i bardziej zrozumiałe, itd., itd. I tylko o tym tu piszę. Wyjechałam i to jest fakt, ani się tego nie wstydzę, ani nie jestem z tego dumna. Wielu ludzi wyjeżdża, niektórzy wracają. Wśród znajomych i dalszej rodziny mam takie osoby, które wróciły, pomieszkały w Polsce kilka lat i spakowały się z powrotem. To też o czymś świadczy. Niektórzy sprzedali cały swój majątek i już tu nie wrócą, i to też jest następstwem tego, o czym pisałam.
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 11:38
                                                    Ach, i naprawdę nie chodziło tu tylko o różnice w zarobkach. Pamiętam rodzinę człowieka, który przez ponad rok pracował z moim partnerem. Wyprzedali wszystko, do ostatniego garnka, wszystko. I powiedzieli: mamy dziecko i nie wyobrażamy sobie życia tutaj, po tym jak żyliśmy w UK. Nie odnajdujemy się tu juz, jest za ciężko, za trudno. Byłam zdziwiona, zaraz po powrocie wydawało się, że właśnie świetnie się tu odnaleźli (niesieni entuzjazmem i radością z powrotu), ale z dnia na dzień było tylko gorzej. Pokonało ich życie w Polsce, takie codzienne, zwykłe życie.
                                                    I naprawdę miałam w tym bliższym i dalszym otoczeniu wiele takich osób: wykształconych, młodych, energicznych ludzi, którzy mówili w pewnym momenie – o nie, nie, takiego życia nie chcemy. Niektórzy wracali i zaraz zawijali się z powrotem, a innym odwiedziny w urodziny w Polsce przypominały dlaczego stąd wyjechali. Osoby, które wróciły i zostały mogę policzyć na palcach jednej ręki.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 12:05
                                                    Ależ ja Rennie też znam takie osoby. chyba nie wyjaśniłam dokładnie w czym rzecz. Mnie chodzi właśnie o to żałosne "u NAS w UK" gdzie taka osoba w tym UK zasuwa na zmywaku czy sprząta i mieszka w słabych warunkach, a przyjeżdżając tu zachowuje się, jakby tam była dyrektorem koncernu. smile Podkreślam - nie uważam, że wszyscy tak robia, no ale generalnie protekcjonalne zachowanie i popisy świadczą o kompleksach i braku obycia.

                                                    Jeśli natomiast idzie o reszte - to już o tym pisałyśmy - uprzejmość i życzliwość zalezą od człowieka nas obsługującego i mamy prawo ich oczekiwać. Natomiast PRZEPISY od tego człowieka nie zależą. To jest sprawa stanowionego prawa, a nie tego człowieka. Nawet jeśli jakiś przepis jest głupi to nie jest wina urzędnika! Jasne, powinien być uprzejmy :- Bardzo mi przykro, pan przekroczył termin składania wniosku i teraz nie mogę z tym nic zrobić, bo system jest już zamknięty sad W przyszłym miesiącu bardzo proszę pamiętać, że termin jest do 10 - tego. Żałuje ze tak wyszło, ale ... Zapraszam w przyszłym miesiącu. a nie - Sam pan jest sobie winien! Termin jest do 10- tego, a pan przychodzi 15 - tego! Trzeba czytać co jest napisane! Na przyszły raz do 10- tego, wtedy pan będzie mógł złożyć wniosek.
                                                    Zatem - sposób poinformowania ze nic z tego smile zależy od urzędnika - i pewnie, ze ma być uprzejmy. Ale przepis nie i od strony czysto technicznej sprawa wygląda tak samo - wniosku interesant już nie złożysad
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 12:49
                                                    Koro, bardzo często i bardzo wiele zależy od urzędnika, i oczywiście nie postuluję tu aby urzędnicy przekraczali swoje kompetencje czy działali wbrew prawu. Prawo samo się nie stanowi, o ile mi wiadomo. Ludzie stanawiający prawo to też tylko ludzie, Polacy. I piszą dla nas prawo takie a nie inne, bo są tacy a nie inni i mają takie a nie inne priorytety.
                                                    Przykład urzędnika, który przytaczałam nie dotyczył tego, że jakiś obiektywny termin został przekroczony i system się zamknął. Ten przykład dotyczył przepisu, który być może jest nieprecyzyjny i jeden urzędnik poprosi o jeden papier, a dla drugiego kilkanaście papierków to za mało i będzie mnożył trudności, bo choć chodzi o błahostkę, to zakłada, że nie ma do czynienia ze zwykłym obywatelem, ale z krętaczem, złodziejem, itd. Albo po prostu sprzyja mu przyjemność to, że podnosi poziom trudności, a obywatel skacze przez te płonące kółka i skacze. Bo może. I nawet jeśli ministerwto mówi, że w takiej sytuacji urzędnik może bazować na oświadczeniu obywatela, to i tak jeden zrobi tak a inny siak. To też są te popłuczyny systemu, w którym każdy urzędnik był niczym bożek, którego wola bądź jej brak był wszystkim.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 12:56
                                                    Rennie - jeśli jakiś przepis mówi, że urzędnik może opierać się na oświadczeniu obywatela, to tak mówi i jeśli urzędnik nie umie podac powodów, dla których wg jego oceny wobec tego obywatela należy stosować szczególną ostroznosc - to ma się oprzec na oświadczeniu, a jeśli tego nie chce robic, to ma przecież przełożonych szczebli różnych. Swoje prawa należy egzekwować - bez nerwów i spokojniesmile Miałam kiedyś taka sytuację osobiście, że urzędnik uważał sobie tak, a przepis mówił o dużo mniej restrykcyjnym podejściu. Przytoczylam temu urzędnikowi ten przepis, ale nie dotarło. Odwiedziłam więc jego szefa i już dotarło. smile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 14:04
                                                    No widzisz, różnica tkwi chyba w podstawach. Ty chcesz, abym ja egzekwowała. Ja chcę nie musieć egzekwować. Chcę wyrwać się z pracy na pół godziny i zarejestrować legalnie kupiony samochód w mieście, w którym mieszkam i płacę podatki. Tylko tyle.
                                                    I powtórzę jak mantrę – przepis mówi tylko, że mam się udać do urzędu właściwego mojemu miejscu zamieszkania. Na stronie rządowej zero informacji, że muszę składać oświadczenia o czymkolwiek. Idę tam, gdzie mieszkam i kropka.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 14:19
                                                    No jeśli ktoś nie wykonuje swoich obowiązków zgodnie z prawem, to trzeba wyegzekwować - niestety.
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 14:59
                                                    Tak, ale ty piszesz o tym, jakby to miała być normalność, a nie powinna być. Ekspedienci powinni być mili i pomocni, urzędnicy powinni być mili i pomocni. Państwo powinno być frontem do obywatela i ułatwiać zamiast utrudniać. I tyle.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 15:40
                                                    Rennie - krecimy się w kołko sad Napisałam n razy - tak, zarówno sprzedawcy/usługodawcy, jak i urzędnicy powinni być uprzejmi i kompetentni!
                                                    Przepisy - tak, powinny być przyjazne obywatelom i klarowne dla urzędników - to też jasna sprawa.
                                                    A ze czasem jednak bywa, nie tylko w Pl ze ktoś jest nieuprzejmy, czy niekompetentny to należy potrafić spokojnie i rzeczowo egzekwować swoje prawa.

                                                    A propos jeszcze obsługi klienta ...Zgodnie z wcześniejszym zamysłem jakiś miesiąc temu zdecydowałam się przenieść swój dot6ychczasowy numer z jednej sieci do innej. w tej innej odbyło się bez problemu, podpisałam co trzeba i tyle. Nadal jednak mam jeszcze numer w starej sieci, do czasu wygaśnięcia z nią umowy co stanie się początkiem przyszlego miesiąca. Od nowego operatora dostałam już sms- że stary operator wyznaczył przeniesienie numeru na dany dzień - czyli wszystko jasne.
                                                    Od czasu podpisania umowy z nowym operatorem już pare razy odebrałam telefony od pracowników starej sieci. Dzwonią z ofertą przedłużenia dotychczasowej umowy ...ROZWIAZANEJ umowy smile Skoro potwierdzili nowemu operatorowi przeniesienie numeru i jego dzień, to przecież maja swiadomość, że ja ten numer przeniosłam! Nie powiem, irytują mnie te telefony, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że to nie jest wina tych telefonujących. Ktoś kto powinien zaznaczyć w bazie, ze numer przeniosłam - nie zrobił tego i tym osobom mój numer wyświetla się w systemie jako taki , na którym można przedłużyć umowę - proste. Spokojnie i grzecznie mówię, że nieaktualne i numer przeniosłam i dostaje przeprosiny i kończymy rozmowę. Mogłabym oczywiście pokrzyczeć sobie, ale mam świadomość, ze ta osoba która dzwoni nie jest winna brakowi zapisu w bazie.
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 15:50
                                                    Koro, chyba tak, bo ja z twoich postow ciągle wyczytuję, że większa odpowiedzialność spoczywa po stronie petenta/obywatela/klienta. Tak je rozumiałam, tak rozumiałam twoje wywody. Bo zawsze tam pojawia się jakieś 'ale'. No on powinien, ale klient... Ja więc powtórzę z naciskiem – powinność jest po stronie tych, którzy są usługodawcami, po stronie urzędu, po stronie państwa, bo są na uprzywilejowanej pozycji. To oni powinni więcej. Nie wiem też czy 'należy potrafić'. Nie każdy będzie potrafił i takich ludzi nie można olać. Takie tłumaczenie daje bowiem pole do dywagacji: a czy on nie mógł wyegzekwować, wymusić, bla bla bla? Nie powinien musieć. I na tym poprzestańmy. To jest jedyne prawidłowe stanowisko.

                                                    Przepraszam, ale ten podany przyklad o przeniesieniu numeru nie wiem nawet po co podpiąć. Jestem inteligentną osobą i kiedy osoba, z którą mam kontakt nie jest winna sytuacji, to nie mam do niej pretensji. Mam pretensję do firmy, którą reprezentuje, do urzędu, państwa, ustawodawcy, ale nie do tej osoby personalnie.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 15:56
                                                    Rennie, oczywiście - prosto mówiąc - sklep, usługa, czy urząd jest dla ludzi, a nie odwrotnie. To jest oczywiste.
                                                    A a propos czego przykład - a propos tego, ze niestety klienci/interesanci też bywają bardzo nieuprzejmi czasem i wówczas obrywa się wcale nie tym, którzy na opier papiersmile zasługują.
                                                    Nie chce wlasciciel sklepu założyć terminala, nie uważa za konieczne poinformować o jego braku - obrywa się za to nie jemu, a pracownikowi.
                                                  • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 23:01
                                                    kora3 napisała:
                                                    Nie chce wlasciciel sklepu założyć terminala, nie uważa za konieczne poinformować o jego braku - obrywa się za to nie jemu, a pracownikowi.

                                                    Ale pracownik moze sie bronic przed tym wywieszajac stosowna informacje tak, aby klient jej nie przegapil. np kolo klamki duzymi literami lub po prostu wywieszajac przekreslone zdjecie terminala platniczego.
                                                    na pewno lepiej podziala niz niespodzianki i awantury.

                                                    M
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 23:04
                                                    Wiesz co? Nigdy nie widziałam takiego znaczka o jakim piszesz ...specjalnie dziś rzuciłam okiem w pewnym miejscu gdzie akurat terminal jest i były znaczki różnych kart płatniczych, którymi u nich można płacic - znaczki te dostarcza dostarczający terminal smile
                                                  • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 14.01.17, 00:53
                                                    kora3 napisała:
                                                    Nigdy nie widziałam takiego znaczka o jakim piszesz

                                                    JEZU!! no to co? mozna samemu ZROBIC!!! naprawde mozna!

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 14.01.17, 09:48
                                                    Moc można, ale prawda jest taka, że skoro klient nie zwraca uwagi na to, ze nie ma znaczka informującego, ze OZNA płacić karta - sa to piktogramy kart płatniczych - oznaczenie od dawna znane w PL smile to nie zauważy znaczka informującego i braku terminala. smile
                                                  • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 14.01.17, 22:18
                                                    kora3 napisała:
                                                    skoro klient nie zwraca uwagi na to, ze nie ma znaczka informującego, ze OZNA płacić karta - sa to piktogramy kart płatniczych - oznaczenie od dawna znane w PL smile to nie zauważy znaczka informującego i braku terminala

                                                    Koro, ty to naprawde - moge ci napisac na czole "brak terminala, WIELKIMI LITERAMI, KOLO KLAMKI NA DRZWIACH WEJSCIOWYCH i NA KASIE" i czytac to za kadzym razem w lustrze,
                                                    i dalej nie pojmowac ze piktogram a niemalze filmowy plakat to jednak pewna roznica.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Minnie - heh 15.01.17, 13:51
                                                    Jet taki o sobie dowcip:
                                                    "Przychodzi zajac do sklepu z artykułami żelaznymi.
                                                    - Dzień dobry, czy sa rogaliki?
                                                    - Nie ma, tu jest sklep żelazny.
                                                    Na drugi dzień zajac jest znów w sklepie.
                                                    - Czy sa rogaliki?
                                                    - Mówiłem już, tu jest sklep żelazny...
                                                    Na trzeci dzień.
                                                    - Czy wreszcie przywieźli te rogaliki?
                                                    - Słuchaj zajac, jeżeli jeszcze raz przyjdziesz tu i spytasz o rogaliki, to ci uszy do lady gwoździami poprzybijam!
                                                    Na czwarty dzień przychodzi zajac i pyta się:
                                                    - Dzień dobry, czy sa gwoździe?
                                                    - Nie ma.
                                                    - A rogaliki?"

                                                    smile jak możesz zauwazyc do zajączka słabo docierało, że szuka rogalików w sklepie żelaznymsmile

                                                    Idąc Twoim tikiem myślenia należałoby wymienić wszystko czego nie mamy w asortymencie towarów i usług, bo klient może nie wiedzieć: nie mamy terminala, nie ma wi-fi, nie można konsumować na kredyt, nie ma pizzy, nie ma jajecznicy itd. Wszędzie, na całym świecie Minnie przyjęte jest informowanie o tym co się oferuje, a nie o tym czego się nie oferuje smile

                                                    W pobliskim pubie jest około 100 gatunków piw regionalnych - zagranicznych i polskich. Są one wszystkie wymienione - ale ONE a nie wszystkie pozostałe ze swiata, których nie oferują tam. Owszem, gdy któregos z tych oferowanych brakuje to wywieszają informację "Piwa X chwilowo brak, przepraszamy!" - na tym to polega i tak jest NORMALNIE.

                                                    Jasne, zdarzają się ludzie gapowaci - pewnie. Moja znajoma prowadzi SKLEP z artykułami fryzjerskimi. Kupuja tam salony fryzjerskie, ale może też kupić sobie coś ktoś całkiem "z ulicy". Klika razy była sytuacja, że ktoś zachodził pytać o strzyżenie, farbowanie czy czesaniesmile
                                                    Wg Ciebie powinna napisać na drzwiach "nie wykonujemy usług fryzjerskich! serdecznie przepraszamy" - bo przecież ktoś widząc sklep z art. fryzjerskimi może pomyśleć, ze można w nim no kupić nowy fryz... smile No i może też u licha widzac logo tak pomyśleć, może nie umieć czytac, może nie umiec po polsku czytac - i tak w ogóle to może pomyśleć, ze to agencja towarzyska bo taka ładna pani w tym logo, wiec należy zaznaczyć, z przeproszeniem, ze nie agencja smile Tymczasem na 10 lat może pare osob się trafilo gapowatych, reszta ludzi wie, ze sklep to sklep, a fryzjer to fryzjersmile
                                                    Pomyśleć sobie każdy może w zasadzie wszystko, PO TO są informacje, żeby weryfikował to co pomyśli, a także zwyczajnie można zapytać - jak widać smile
                                                  • minniemouse Re: Minnie - heh 16.01.17, 00:06
                                                    kora3 napisała:

                                                    Koro, i Rennie, i ja, i pare innych osob bezskutecznie probujemy ci wyjasnic iz to producenci i biznesmeni powinni wychodzic naprzeciwko konsumentom, nie odwrotnie.

                                                    Ze to tak gleboko, gleboko osadzony w mysleniu nawyk jeszcze z komuny ze az podswiadomy to asekurowanie sie ze strony klienta "musze sie zabezpieczyc, dowiedziec, sprawdzic, upewnic, miec wszelkie papierki, dowody, dokumenty, a czy bylo napisane, a czy byla informacja, a czy byl piktogram, bo jak bylo to gwozdz i trumna, itd itp' - bo tak KIEDYS faktycznie bylo, bez tego kiedys faktycznie uslugodawca nie chcial nawet gadac z klientem czy petentem. ba, ja pamietam czasy kiedy zadnego zwracania towaru do sklepu nie bylo i juz.
                                                    I odruchem Pawlowa do dzisiaj jak mam cos zwrocic mimo iz wiem ze nikt mi nie bedzie robic problemu - denerwuje sie przy kasie. moja corka, tutaj urodzona, w ogole tego nie moze zrozumiec. bo to moze zrozumiec tylko ktos kto wychowal sie w komunie. cos na wzor podobnego strachu przed dentysta u tych co leczyli zeby bez znieczulenia. btw tez to mam, mimo iz od 30 lat nidgy przenigdy juz nie mialam zebow leczonych bez znieczulenia. nawet czyszczenie ostatnio robiono mi z zamrozeniem bo dostalam jakiejs wrazliwosci a'la zęby po cytrynie. a strach jak jest tak jest : (

                                                    W rzeczywistosci tak nie powinno byc (i zauwaz, w UK, Kanada, USA, Francja itd - nie jest. to tez powinno dac ci do myslenia ) jako konsument masz prawa wieksze niz ci sie wydaje a wynika to z po prostu konkurencji rynkowej. bo klient zwyczajnie woli isc tam gdzie mu latwiej, milej, szybciej.
                                                    I wlasnie dlatego to o ciebie - klienta powinno sie zabiegac, nie odwrotnie.
                                                    I jak najlepiej ujela to Rennie - to biznes powinien starac sie extra -mile dla ciebie nie ty pilnowac zeby nie przegapic piktogramu badz jego braku.
                                                    Zastanow sie nad tym.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: Minnie - heh 16.01.17, 07:45
                                                    PMinnie, pisałam Ci już - porzuc ten protekcjonalny ton , nie jesteś białym wśród dziczy. Tak, ja chce znać p0rawo, przepisy, swoje i czyjeś obowiązki - bo funkcjonuje w społeczeństwie. Podejście takie jak Twoje powoduje to co mamy "nie wiem, ma być" "nie interesuje mnie" - po prostu kompromitacja. Jestem pełnosprawna intelektualnie i nie oczekuje, ze ktoś będzie mnie traktował jak niepełnosprawną - proste.
                                                  • minniemouse Re: Minnie - heh 16.01.17, 10:42
                                                    kora3 napisała:
                                                    PMinnie, pisałam Ci już - porzuc ten protekcjonalny ton

                                                    Nie mam protekcjonalnego tonu Koro, to ty mi takowy nieslusznie przypisujesz.
                                                    jezeli powtarzam sie to tylko dlatego iz musze po raz enty wyjasniac i wyprostowywac rzeczy co rusz zle zrozumiane i przez to sprowadzone na zle tory albo cos mi zarzucane, albo wytoczyc kontrargumenty. proste.


                                                    Tak, ja chce znać p0rawo, przepisy, swoje i czyjeś obowiązki - bo funkcjonuje w społeczeństwie.

                                                    Alez bardzo slusznie, ja tez uwazam ze powinno sie znac, i popieram takie stanowisko.

                                                    Podejście takie jak Twoje powoduje to co mamy "nie wiem, ma być" "nie interesuje mnie" - po prostu kompromitacja.

                                                    Korciu, najpierw wyjasnijmy sobie co kto uwaza za "nie wiem", "ma byc", "nie interesuje mnie" - bo z tego co ostatnio napisalas wynika iz ty myslisz ze jak ja wchodze do sklepiczku na przedmiesciu to nie mam nawet zamiaru sprawdzac piktogramow bo dla mnie terminal "ma tam byc". wiec wchodzac "nie wiem" czy moge placic karta czy nie a jak okaze sie ze nie to robie awanture bo mnie "mnie nie interesuje" dlaczego nie ma terminala - on tam "ma byc" i tyle.

                                                    LOL
                                                    To nie tak Korciu. Od poczatku dyskusji mowa byla o tym ze brak terminala zostal przegapiony. i to z tego tytulu wolno klientowi nie wiedziec (nie musi bo nie zauwazyl) ze w sklepie brak terminala. W ogole to JEST OKAY jak nie ma terminala, i w calej tej historii chodzi tylko o lepsze oznakowanie ze go nie ma dla dobra potencjalnych gapowiczow - jak i samego sklepu tez.
                                                    na tym ma polegac to "wyjscie do klienta".
                                                    I tyle.

                                                    Naprawde, w zdumieniu drapie sie i zachodze w glowe i jakim cudem PRZEGAPIENIE terminala zalicza sie do:
                                                    - nieznania prawa,
                                                    - przepisow,
                                                    - obowiazkow,
                                                    - swoich i moich obowiazkow,
                                                    - bog jeden wie jeszcze czego.

                                                    Litosci! tak czy siak znajomosc prawa, przepisow, obowiazkow, swoich i moich ... (ufff, zmeczylam sie) ze strony klienta nijak sie ma ani nie stoi na przeszkodzie aby w dalszym ciagu to biznes wychodzil naprzeciw owemu klientowi nie odwrotnie.

                                                    Minnie

                                                    ---
                                                    Etykieta to umiejętność ziewania z zamkniętymi ustami.
                                                    Brigitte Bardot
                                                  • kora3 Re: Minnie - heh 17.01.17, 10:07
                                                    Minie, MOŻE o to dany biznes zadbać - nie musi. Nie masz pewności czy jest terminal - zaputaj - nie pojmuję o w tym jest trudnego
                                                  • renn.ie77 Re: Minnie - heh 17.01.17, 10:29
                                                    No to musi się liczyć z tym, że ktoś się zagapi, zatoruje kolejkę z tego powodu, a potem jeszcze wkurzy się, itd. Krótka piłka.

                                                    Minnie stara się wyjaśnić, że człowiek może się zagapić, także z tego powodu, że terminale są już prawie wszędzie. Ponad rok temu to było ponad PÓŁ MILIONA terminali na Polskę. Dlatego przyzwyczajony do tego klient, może założyć, że terminal jest. Tym łatwiej, jeśli się spieszy, znaczki są małe, przy drzwiach mija się z kimś, wiszą tam jeszcze inne informacje, itd., itd. Może się zapytać, ale w dziesięciu sklepach powiedzą mu: ależ oczywiście, że można płacić kartą i w jedenastym się już nie zapyta. I to jest normalne, ludzkie.
                                                    Pamiętam, że kiedy terminale były rzadkością zwyczajowo się pytało, dzisiaj są prawie wszędzie, nawet w komunikacji miejskiej i ja też już nie pytam. Czasem, bardzo, bardzo rzadko w małych punktach, jeśli akurat skupię się na tyle, że się nad tym zastanowię. Zazwyczaj płacę z automatu, sięgam po kartę, przykładam i cześć.
                                                    Jeśli jestem na wakacjach, jadam bądź kupuję w jakichś foodtruckach, to pytam. Idę na festiwal jedzenia czy mody – pytam. Bo w tych miejscach zwyczajowo terminali nie ma. Ale idąc na zakupy zakładam z automatu, że będzie tam terminal.

                                                  • kora3 Re: Minnie - heh 17.01.17, 10:44
                                                    Zakładasz, nie zwracasz uwagi - Twoja sprawa - licz się z tym, że możesz się pomylić. I nie miej pretensji do innych, ze błędnie założyłaś, zagapiłaś się. Pan z mego przykładu z pociągiem - także założył, ze jedzie od z Krakowa na wschód kraju, a jechał na zachód smile Pociąg był oznakowany, informacja dokąd jedzie byłą na tablicy świetlnej - wiem to, bo przecież sama doń wsiadałam. smile No, ale pan założył, ze jedzie tam gdzie go interesuje - nie czytał, nie pytał, no to sobie pojechał w przeciwnym kierunku. Czy to wina kolei?

                                                    Że są czasem potrzebne sensowne oznakowania - to racja. Ale właśnie w sytuacjach, gdy obsługa nie jest typowa. Ostatnio byłam na poczcie, by odebrać przesyłkę poleconą. Rzadko tam bywam. Okienek czynnych dużo, a ludzie stoją jakos tak bez ładu i składu. Zapytałam pana przede mną. - A bo tu jest tak, że jest jedna kolejka do wszystkich okienek, które wolne już podchodzi oczekująca osoba. A to dziękuję. Nie jest to rozwiązanie standardowe i uważałam, że powinna być o tym informacja. Jak się potem okazało, była - wychodząc już dostrzegłam na niewielkiej tabliczce ogłoszeń przy drzwiach takowąsmile Tyle, ze w tym miejscu psu ona na budę, bo wchodzącemu nie rzuca się nijak w oczy...
                                                  • renn.ie77 Re: Minnie - heh 17.01.17, 22:14
                                                    Znowu anegdotka, która ma się tu... nijak. Żenujące to się staje. Terminale są już prawie wszędzie, to po prostu standard jeśli chodzi o płatności, stąd klienci mogą ich oczekiwać i mają prawo zakładać, że są. Jeśli więc sklep z jakieś powodu nie dopełnia tego standardu, powinien o tym informować super czytelnie. Co ma do tego kolej? Bzdura goni u ciebie bzdurę.
                                                  • kora3 Re: Minnie - heh 18.01.17, 07:50
                                                    Pojmij wreszcie, ze właśnie terminal NIE jest standardem wszędzie - jest na stacji benzynowej, w makiecie, sklepie w galerii, a w kiosku na osiedlu, czy w sklepiku NIE JEST! I nie wmawiaj, ze jest, bo to nieprawda. Już nie wspomnę o wiejskich prywatnych sklepikach, ale właśnie o kioskach czy małych osiedlowych sklepach w wielkich miastach.
                                                  • renn.ie77 Re: Minnie - heh 18.01.17, 10:43
                                                    Bez sensu jest powtarzanie tego, co inni już napisali. Oczywiście, że terminale nie są wszędzie i jak pisałam – są miejsca, gdzie klient jest nastawiony na to, że płatności bezgotówkowej może nie być, choć to też się zmienia. Dla większości klientów płatność przy pomocy karty debetowej to codzienność. Podobno 87% wynagrodzeń w Polsce jest już wypłacanych w formie bezgotówkowej. Do tego banki wprowadzają prowizje za wypłaty z bankomatów i premiują transakcje bezgotówkowe, dlatego ludzie coraz rzadziej noszą przy sobie gotówkę.

                                                    Mieszkam w centrum trzeciego pod względem wielkości miasta w Polsce i jedyne miejsce, które przychodzi mi do głowy na setki sklepów i punktów usługowych w pobliżu (a mieszkam jakieś 300m od głównej ulicy) to mały sklep firmowy pewnej piekarni, bo nawet u fryzjera i kosmetyczki (chodzi o małe prywatne punkty) można płacić kartą. W pobliskich kioskach też można płacić kartą. Nawet na targu poszczególne punkty (coraz więcej) mają już taką możliwość. Także w małych punktach gastronomicznych (kebaby, zapiekanki, lodziarnie), a nawet w pobliskim barze mlecznym, jest terminal. Ba, nawet 2 malusieńkie pasmanterie niedaleko mnie mają możliwość płatności kartą.
                                                    I na przykład nawet w starych tramwajach zaczęto u nas wymieniać automaty biletowe na takie z terminalami. Czyli wsiadając do rozklekotanego gruchota, bez klimatyzacji i elektronicznej tablicy z rozkładem, będzie można skorzystać z terminala, aby kupić bilet.
                                                    A jeśli chodzi o wiejskie prywatne sklepiki, to wracając ostatnio z Mazur wszystkie sklepy spożywcze, do których zajechaliśmy, miały terminale, więc i tam się to zmienia. W miejscu, gdzie jeżdżę wypoczywać także wszystkie punkty, oprócz wystawianych czasowo przyczep, mają terminale. I nawet zwykłe prywatne wiejskie sklepy (całe 2) też je mają.

                                                    I ja wcale nie dowodzę, że kartą można zapłacić wszędzie, ale że tych miejsc, gdzie nie można jest coraz mniej i że są dzisiaj w zdecydowanej mniejszości. A skoro stały się mniejszością, to powinny zadbać o to, aby odwiedzający je klient wiedział, że z płatności bezgotowkowej nie będzie mógł skorzystać, bo klient który dzień w dzień a nawet kilka razy dziennie sięga do portfela po kartę, może odruchowo chcieć zapłacić nią także w miejscu bez terminala. Bo zwyczajowo wchodzimy dzisiaj do sklepu zakładając, że będzie można posłużyć się w nim kartą.
                                                    I wiem – ty jesteś doskonała, zawsze uważna i zorientowana, a ja na przykład jestem zawsze w pośpiechu, często z psem i z dzieckiem, i nie rozglądam się za znaczkami na drzwiach właśnie dlatego, że praktycznie wszędzie używam karty. I wyraźnie to napisałam, że te kilka lat temu, kiedy takich punktów było mniej, zdarzało mi się patrzeć na znaczki czy pytać, ale ponieważ dzisiaj tak rzadko spotyka się punkty, gdzie terminali nie ma, nie zaprzątam sobie tym głowy. Dlatego punkt, który dba o wygodę klienta a także o wygodę własną, zadba o tym, aby klient miał możliwość zorientować się co do braku terminala. I tylko tyle. Dlatego Minnie pisala o tym, że same znaczki na drzwiach to mało i dobrze jest, kiedy także w sklepie taka informacja jest dla wchodzącego klienta widoczna i czytelna.
                                                  • kora3 Re: Minnie - heh 18.01.17, 11:09
                                                    Doskonały nikt nie jest i jak już wspomniałam - zdarzyło mi się założyć, ze można płacić kartą i nie mieć gotówki, w sklepie, gdzie nie było terminala smile - tylko, że nie miałąm pretensji do całego swiata o to, przeprosiłam za zamieszanie i tyle.

                                                    Obecnie mieszkam w stosunkowo niewielkim miescie (ok. 100 tys. mieszkańców), ale pochodzę z Katowic, gdzie mieszkałam większość swego zycia i nadal mieszka tam moja rodzina. W tym roku bawiliśmy na święta u mojej mamy. Mieszka ona na osiedlu bardzo nieodległym od centrum. W warzywniaku - nie zapłacisz karta, w kiosku - też nie, w piekarni - też nie. Bardzo blisko miejsca zamieszkania mej mamy jest galeria handlowa, gdzie w każdym punkcie można płacić karta. A w tych osiedlowych punkcikach - nie można. Nikogo na osiedlu to nie dziwi ...Moja siostra mieszka w nieodległym Sosnowcu. Na dużym osiedlu, gdzie są chyba ze 4 duże supermarkety. W nich wszystkich można płacić kartami. Można tez w osiedlowej pizzerii - sieciówce. A w pubiku tuz obok - nie i w kiosku - nie. Też nikogo to nie zdumiewa.
                                                    Mój dobry kolega mieszka w peryferyjnej dzielnicy Tarnowskich Gór. Praktycznie jest tu jeden prywatny sklepik i też nie można w nim płacić kartą. 3 kilometry dalej jest sieciowy market - oczywiście - można.
                                                    Zważ, ze mowa o największej w PL aglomeracji, a nie o wiosce w Bieszczadach. smile Tak, w oraz większej liczbie miejsc można płacić kartą- to prawda. Ale nadal nie jest to wymóg i można raczej spodziewać się, że w małym osiedlowym kiosku, sklepiku, pubie - może takiej możliwości nie być. Dla swojej - podkreślam - swojej wygody jeśli już się nie zwraca uwagi na żadne znaczki można i trzeba zwyczajnie ZAPYTAĆ.
                                                    Ja również z reguły płace kartą, bo tak mi jest wygodnie, także u mojego fryzjera czy kosmetyczki. Ale no mam na tyle wyobraźni, że domyślam się, że w kiosku może nie być terminala, albo u szewca - przykładowo.
                                                  • renn.ie77 Re: Minnie - heh 18.01.17, 12:03
                                                    Z twojego opisu nadal wynika, że w większości miejsc można już płacić kartą. Piszesz, że u ciebie gdzieś tam w kiosku czy w osiedlowym sklepie nie można, a u mnie można nawet na miejskim targu i w rozklekotanym tramwaju. Czyli ja jestem przyzwyczajona, że prawie wszędzie mogę zapłacić kartą, bo do tego mnie przyzwyczajono. I dlatego nie patrzę na znaczki przy drzwiach.
                                                    Sklep osiedlowy bez terminala może oczywiście założyć, że trafią do niego tylko stali klienci, ale mogę też trafić tam ja, przejazdem. I tu znowu wracamy do tego, że nie spotkałam już od dawna osiedlowego sklepu bez terminala. Dlatego dla własnego spokoju wolałabym, żeby taki punkt był odpowiednio oznaczony. Bo mogę zapytać, a może się nie zapytam, bo będę akurat skupiona na czymś innym, będę się spieszyła, itd. Wolno mi. I nie zrobię wprawdzie nikomu awantury, ale jeśli okaże się, że są tylko małe znaczki przy drzwiach albo ich brak, a ja już poświęciłam swój czas na wyszukanie produktów, to będę niezadowolona. I ponieważ jestem klientką, to chciałabym aby to sklep wyszedł mi naprzeciw i możliwie jak najpełniej informował o braku terminala. To wszystko.
                                                    Nikt nie pisze też, że posiadanie terminala to wymóg i było to wałkowane pięćset komentarzy wcześniej. Ja rozumiem też, że nielicznym punktom to się zwyczajnie nie opłaca i o tym też już była mowa. Ponieważ jednak punktów z terminalami przybywa i wszędzie, choćby nawet w urzędach, możemy już płacić kartą, to miejsca które bardzo szybko zaczynają być w mniejszości, powinny zadbać o odpowiednią komunikację braku terminala. To po prostu zdrowy rozsądek, nic więcej.
                                                  • asia.sthm Re: Minnie - heh 18.01.17, 12:15
                                                    Rennie, prosze cie, zajrzyj do watku o parze u ginekologa - tam znajdziesz rozczulajacy rekord sztuki umieszczania "anegdotki" z cyklu horror.
                                                  • renn.ie77 Re: Minnie - heh 18.01.17, 12:23
                                                    Widziałam. Niestety.
                                                  • asia.sthm Re: Minnie - heh 18.01.17, 12:35
                                                    Czyli jestesmy juz z tej samej frakcji doswiadczonych.
                                                    Podziwiam cie za wytrwalosc i konskie wrecz sily w sztuce argumentowania. Szacunek.
                                                  • renn.ie77 Re: Minnie - heh 18.01.17, 12:47
                                                    Dziękuję. Z natury jestem uparta i drażni mnie protekcjonalizm. Taka konstrukcja psychiczna.
                                                    big_grin
                                                  • renn.ie77 Re: Minnie - heh 16.01.17, 10:28
                                                    Koro, naprawdę dochodzisz już do absurdu w mnożeniu przykładów. Terminale są jednak powszechne (ponad pół miliona w 2015 roku), więc jeśli sklep stacjonarny, z powodów jakichkolwiek, choćby i finansowych, ich nie ma, to powinien zadbać o to, aby ta informacja była dla klientów czytelna.
                                                    Bardzo rzadko zdarza mi się patrzeć na znaczki na drzwiach (właśnie dlatego, że terminale są tak powszechne), najczęsciej patrzę na oznakowanie przy kasach, bo i w większych sklepach zdarzają się pojedyncze kasy, gdzie można płacić tylko gotówką. Im bardziej powszechne są terminale, tym bardziej biznes, który ich nie ma, powinien się starać, aby oznakowanie mówiące o ich braku było dla klienta super widoczne.
                                                    Sprowadzanie tego do zajączka szukającego rogalików w sklepie żelaznym jest naprawdę absurdem wysokiej klasy.
                                                  • minniemouse Re: Korciu... 14.01.17, 22:26
                                                    ps

                                                    moze to ci pomoze:
                                                    zauwaz roznice pomiedzy:
                                                    takim znaczkiem
                                                    a takim
                                                    i jeszcze takim

                                                    teraz sprobuj sobie wyobrazic te trzy kolo klamki, kolo nog, gdzies na witrynie na koncu sklepu... ano wlasnie.

                                                    Minnie
                                                    Etykieta to umiejętność ziewania z zamkniętymi ustami.
                                                    Brigitte Bardot
                                                  • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 14.01.17, 06:46
                                                    renn.ie77 napisała:
                                                    > Koro, chyba tak, bo ja z twoich postow ciągle wyczytuję, że większa odpowiedzialność spoczywa po stronie petenta/obywatela/klienta. Tak je rozumiałam, tak rozumiałam twoje wywody. Bo zawsze tam pojawia się jakieś 'ale'. No on powinien, ale klient... Ja więc powtórzę z naciskiem – powinność jest po stronie tych, którzy są usługodawcami, po stronie urzędu, po stronie państwa, bo są na uprzywilejowanej pozycji. To oni powinni więcej. Nie wiem też czy 'należy potrafić'. Nie każdy będzie potrafił i takich ludzi nie można olać. Takie tłumaczenie daje bowiem pole do dywagacji: a czy on nie mógł wyegzekwować, wymusić, bla bla bla? Nie powinien musieć. I na tym poprzestańmy. To jest jedyne prawidłowe stanowisko.

                                                    mam dokladnie to samo wrazenie. Niby Kora sie z nami zgadza ze tak, niby to sklep, niby to pracodawca.. a tak naprawde to cala wine ponosi w/g niej klient jak i obowiazek dbania o swoje interesy leza u klienta.
                                                    No hola hola, to nie tak ma byc. Klient ma byc kulturalny i jakas podstawowa wiedze konsumenta miec, ale tak naprawde wcale nie musi nic wiedziec nic tym bardziej nie jest niczemu winien.

                                                    tak jak w Kanadzie i Stanach - jesli tylko cos jest nie tak, poza oczywistym bledem klienta jak np celowe wypranie telefonu komorkowego w pralce lub zmywarce - to zawsze i wszedzie idzie sie klientowi z pomoca. i jeszcze przeprasza.
                                                    "nie ma terminala? ogromnie przepraszamy, wiemy jakie to utrudnienie, ale naprawde nie mamy mozliwosci. polecamy za to ..... " klient nie zauwazyl terminala? "no problem, bardzo przepraszamy, na rogu/ na stacji/ w sklepie jest bankomat - przytrzymamy zakupy, wroci pan i zaplaci. nie ma w poblizu? ogromnie, ogromnie przepraszamy..."

                                                    Minnie
                                                  • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 00:45
                                                    renn.ie77 napisała:
                                                    klient może też rozejrzeć się i dopytać, ale prawdą też jest, że sklep, który nie chce takich sytuacji, powinien się możliwie dobrze zabezpieczyć, czyli w widocznym miejscu, najlepiej w kilku, taką informację, że nie ma sposobu płatności, który dzisiaj jest w znakomitej większości miejsc standardem, umieścić.

                                                    Dokladnie o to mi chodzi.
                                                    Poniewaz klient nie wielblad, nie jest w stanie zapamietac o kazdej jednej drobnej rzeczy jaka go moze w dzisiejszym zyciu spotkac - w tym sklepie nie ma platnosci karta w ogole, w tym nie przyjmuja Visy, w tym Master Card, w tym banku nie maja takich kont, w tym owakich, w tym bankomacie z Royal Banku jest tak a w tym z Citi Bank owak, na tej stacji nie ma diesla na tym nie ma prądu, na tym maja takie karty na punkty a w tym tych nie przyjmują, w tych sklepach przyjmują Airmiles a w tym Airplane, na tym parkingu można płacić tylko bilonem na tym tylko karta kredytowa itd itp -luuudzie jak to spamiętać!!

                                                    Jeszcze jak człowiek np mieszka lub pracuje blisko, lub chociaż tylko często uczęszcza w okolicy to się zorientuje z czasem co, gdzie i jak jest. ale jak sie wybierze gdzies po raz pierwszy to jest zielony jak szczypiorek na wiosne - niby skad ma miec pojecie lub pamietac o 19375937639307643 ...-entej kolejnej zasadzie panujacej w owym pubiku lub sklepiczku na Pipidowku?? szczegolnie jesli w identycznym lokaliczku, tyle ze na drugim krancu tego samego miasta, bez problemu karta zaplacil?

                                                    Nie twierdze tymze wcale ze klient jest calkowicie zwolniony z obowiazku uwazania na informacje typu znaczki, napisy i 'samemu sie zapytac' - wcale nie.
                                                    Uwazam tylko, iz niezaleznie od obowiazkow klienta, sklep ma swoje jako DOSTAWCA
                                                    i te sa wazniejsze.
                                                    Ze to dla dostawcy klient ma byc priorytetem, a nie odwrotnie (dla klienta sklep)
                                                    czyli to sklepowi - dostawcy, producentowi, ma bardziej zalezec na dbaniu o klienta, nie odwrotnie.
                                                    Co jest zreszta prosta zasada konkurencji w handlu. Klient wybierze sobie taki biznes w ktorym lepiej o niego dbaja - czyli tam, gdzie jest mu łatwiej, milej i wygodniej. czyli tam, gdzie nie musi sie dopytywac, doszukiwac, dowiadywać, tam, gdzie np. jest z gory jasna, wyrazna, konkretna informacja.

                                                    O ile lepiej jedzie sie na stacje gdzie z daleka widac wielki napis "PRAD" badz "DIESEL" niz zajechac na stacje, tam dopiero szukac znaczka na dystrybutorze i wtedy dowiedziec sie ze zaden nie ma diesla, ani nigdzie pradu na stacji.
                                                    niby mala rzecz, a jaka wazna. zwlaszcza w konkurencji. to samo z placeniem karta.
                                                    Jest jednak wielka roznica widziec z gory wyrazisty napis "BRAK PLATNOSCI KARTA" niz juz PO zrobieniu zakupow stac z glupia mina w kasie bo sie nie sprawdzilo, nawet jesli powinno sie bylo wpierw o owa platnosc karta spytac.

                                                    a ktos kiedys powiedzial- madrze- iz z malych kamyczkow usypana jest wielka gora...

                                                    Minnie
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 13.01.17, 11:06
                                                    Minnie, mogę tylko się zgodzić. Można się przerzucać odpowiedzialnością – 'klient powinien', a można jak piszesz, wyjść z założenia, że jako biznes mamy jednak większe obowiązki i tez większe możliwości. I zamiast utyskiwać na klienta, należy przyjąć, że mogliśmy zrobić więcej, aby klient był świadomym klientem.
                                                  • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 14.01.17, 12:43
                                                    renn.ie77 napisała:

                                                    > Minnie, bo tu chodzi chyba o tę zasadę 'go the extra mile for your customer'

                                                    Święte słowa.
                                                    Aż żal ściska, że zachodnie korporacje, które zajmują się w Polsce terminalami do płacenia kartami, tego nie rozumieją. Czemuż ach czemuż.
                                                  • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 14.01.17, 22:14
                                                    bene_gesserit napisała:
                                                    > Aż żal ściska, że zachodnie korporacje, które zajmują się w Polsce terminalami
                                                    > do płacenia kartami, tego nie rozumieją. Czemuż ach czemuż.


                                                    Moze temuz, ze to nie "zachodnie korpo" ustala owe stawki tylko twoje wlasne polskie banki, na przyklad.
                                                    zachodnie korpo, w przeciwienstwie do polskiego balaganu, umie dobrze liczyc i wie, iz 0 zero terminala = zero dochodu, minimum prowizji = minimum dochodu, minimu dochodu = zawsze to wiecej niz 0 dochodu. proste.

                                                    to twojego wlasnego rodaka bankiera nie obchodzi, ze jakis maly sklepik czy pubik nie ma na tyle obrotow aby mu placic konskie stawki od terminala, nie zgadza sie tez aby ustalic i wynegocjowac z odpowiednim kontrahentem minimalna stawke platna np minimum 10zl.
                                                    nie i koniec bo to "niedemokratyczne".
                                                    tu masz liste agentow rozliczeniowych ktorzy ustalaja prowizje od terminali w Polsce:
                                                    Bank Pekao SA
                                                    Centrum Elektronicznych Usług Płatniczych eService Sp. z o.o.
                                                    Polskie ePłatności SA (Bank BPH SA)

                                                    IT CARD Centrum Technologii Płatniczych SA (Bank Polskiej Spółdzielczości SA)

                                                    jak widzisz, nie zawsze diabel jest 'zzagranicy', hmmm.

                                                    lista agentow rozliczeniowych karty Visa

                                                    Minnie
                                                  • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 14.01.17, 22:31
                                                    Bez żartów, słyszałaś kiedyś takie pojęcie, jak 'zmowa cenowa'?
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 15.01.17, 01:31
                                                    Bene, nie wiem po co ta ironia. W cytowanym tekście chodziło o to, że sklep może się oznakować, że nie posiada terminala, a inny będzie tłumaczył, że nie ma znaczka na drzwiach i to wystarczy.
                                      • kora3 Renn.ie 10.01.17, 14:34
                                        Przepraszam, ale mam wrażenie, ze ty jesteś wobec takich sytuacji jednocześnie zezłoszczona i bezradna. To nie jest dobra droga, acz tez na niej byłam, dawno już ...Teraz po latach koniecznej skuteczności pokonywania prawdziwych 'murów" braku życzliwości, obojętności i braku kompetencji okrzepłam i takie coś mnie nie rusza.

                                        Tak z mojej zawodowej działki - stażystka robiła na moje polecenie tekst o pewnym rozporządzeniu wydanym przez władze miasta. Rozporządzeniem dysponowala, ale jego interpretacją prawną nie, a z tego co mi powiedział na jego temat mój osobisty heh prawnik można je było róznie interpretować. Stąd poradziłam stażystce zapytać rzecznika prezydenta. Jest to osobnik opieszały i sprawiający wrażenie, że robi się mu wielką krzywdę pytając o cokolwiek z zakresu jego pracy smile Od statystki starszy będzie z 20 lat ...Oczywiście jak sadziłam, był bardzo ukrzywdzony pytaniem, wypyyuwał na kiedy jej to potrzebne, opowiedział też o trudnościach, bo trzeba zwrócić się do zespołu prawnego itd. Obiecał dziewczynie za TYDZIEŃ ową interpretację. Jak obiecał, tak mi przekazała - sumienna osoba. smile Zadzwoniłam sobie doń i mówię wprost: - Posłuchaj mnie dobry człowieku smile To rozporządzenie wydano 2 tygodnie temu. Mam rozumieć, że urząd nie wie jak interpretować własne rozporządzenie i dopiero teraz poniewczasie będzie się nad tym głowił zespół prawny? Skoro tak, ok - tak się napisze. smile - No nie, nie tak. -No a jak kochany. jak? smile - No chce jeszcze skonsultować z prawnikami...- Świetnie, w zespole prawnym jest 4 prawników za pieniądze podatników i oni potrzebują tygodnia na znane sobie rozporządzenie? To też warto opisac ....- No nie, tygodnia nie. - Dziwne, E mi przekazała, że mówiłeś ze za tydzień. - No tak, bo ten, no ..- Kochany smile mam nadzieję, ze koleżanka dziś dostanie tę interpretacje. - No dziś będzie trudno, za trzy dni...- Za trzy to jakby miało być po węgiersku tłumaczone przez tłumacza przysięgłego, my chcemy po polsku, więc dziś kochamy, dziś smile - No dobra ...- No widzisz, da się? Da smile To dzięki i pa kochany smile
                                        • renn.ie77 Re: Renn.ie 10.01.17, 15:19
                                          Widzisz, po pierwsze, jak już ustaliłyśmy masz tę przewagę, że reprezentujesz, o ile dobrze rozumiem, prasę. Po drugie – pewnie, że zawsze można okrzepnąć i nauczyć się o to i tamto wykłócić, zagrozić konsekwencjami, itd. A jakby tak każdy sumiennie i z pogodnym uśmiechem wykonywał swoje obowiązki? Co? Nie byłoby łatwiej? Bo to jak z gwałtem. Ja mogę chodzić i w burce, tylko w biały dzień i tylko trasami pełymi przechodniów, ale lepiej byłoby chyba, gdybym chodząc ulicami miasta mogła się po prostu czuć bezpiecznie, co?
                                          Bezradna powiadasz. No kiedy kierowniczka śmieje mi się prosto w twarz i odszczekuje przy pracownikach, to czuję się faktycznie bezradna. Jedyne co mogę zrobić, to zabrać stamtąd tyłek i nie wracać. Bo co jeszcze mogę zrobić? Opisac to w lokalnej prasie?
                                          • kora3 Re: Renn.ie 10.01.17, 15:33
                                            no nic nie możesz zrobić, dla lokalnej prasy to nie temat, choć w sprawach grubszych pisze o cztms takim, czasem. Po prostu się nie denerwować, bo szkoda nerwów na takie coś.
                                            Owszem, do rzecznika reprezentuję prase, ale przecież moja stażystka - też smile Tylko ona jeszcze młodziutka, niedoświadczona i przejeta, wiec dostała lekcję jak się postępuję z tym panem. Ale w sklepie, restauracji itd. no nie reprezentuje prasy, bo się przecież idąc prywatnie - nie przedstawiam. Po prostu należy być pewnym siebie i nie dawać ponieść się emocjom. Człowiek z grintu nieżyczliwy cieszy się z tego, ze Cię wyprowadzi z równowagi, zdenerwuje. Po co dawac mu taka satysfakcję?
                                            • kora3 Dla Renn.ie z serii "nie irytuj się" - anegdotka:) 11.01.17, 11:26
                                              ale z życia wzięta...
                                              Poniedziałek rano w naszej redakcji. Dzwoni stacjonarka...
                                              ja- Dzień dobry, "X" (nazwa gazety) oddział w Y (nazwa miasta) Kora Iksińska, słucham
                                              pan- Piotr Igrekowski! Wy tacy owacy (wulgaryzmy, nie nadają się do powtórkismile). Gdzie jest ten co napisał te bzdury w tym zas...nym szmatławcu, chcę z nim rozmawiać, teraz, TERAZ!!!!!\
                                              j- Hmmm a czy mógłby mi przybliżyć, który artykuł i czyjego autorstwa wywołał pana wzburzenie?
                                              p - Pani dobrze wie który! Tego gnoja co nas opisał wcale z nami nie rozmawiając! Oani nie jest lepsza, kryje go pani ...
                                              j- Trudno mi kryć skoro nie wiem o kogo chodzi ...
                                              p - Dobrze pani wie, jedna banda! Niech mu pani powie, że podam go do sadu!
                                              j- Niestety nie mogę spłenic pana prośby, bo nie wiem komu to przekazać (starałam się nie uzywac zgodnie z Twoją radą negatywnych zwrotów, ale tu już musiałam smile). Jeśli pan powie o kogo chodzi postaram się przekazać ...
                                              p - Pani udaje czy głupia jest?
                                              j- O kogo panu chodzi, o jaki artykuł, czyjego autorstwa?
                                              p. - O masz co za baba! O ten o naszej firmie! o MOJEJ firmie!
                                              j - Gdzie ta firma jest i jak się nazywa?
                                              p. - Jeszcze się pyta! W Y jest, gdzie ma być!!!! (Y - nazwa miasta gdzie pracujemy)
                                              j- Ten artykuł jest w dzisiejszym wydaniu? (jestem zdumiona, gazet jeszcze nie przejrzałam, ale nikt mi nie zgłaszał takiego tematu)
                                              p- Nie! W zeszłym toku, co za głupia kobieta ...
                                              j- Momencik, pozwoli pan że przejrzę dzisiejsze wydanie. (przeglądam, nie ma nic takiego...)
                                              j- Wybaczy pan, ale nie widzę materiału o którym pan mówi
                                              p. - To może pani jest ślepa?
                                              j- Nie, na pewno nie smile
                                              p - Jest proszę pani na 4 stronie, jak już pani sama nie umie sobie znaleźć
                                              j- Na stronie 4 widzę tylko jeden temat z Y, ale inny - pozostałe są z innych miast nie z naszego terenu
                                              p - To może pani ma inną gazetę buahahhahahaa
                                              j- No na to wygląda ...
                                              p. - A Adam Adamecki, to pani kolega nie? I pani go kryje i tak was podam doi sadu (teraz już nas hehesmile)
                                              j- Owszem, znam Adama Adameckiego, ale ...
                                              p. - To neich mu pani powie, że go zgnoje, z torbami puszcze dziada ...
                                              j. - Wybaczy pan, ale ja nie jestem pana sekretarką, na szczęście poniekąd. Ma pan coś do powiedzenia panu Adameckiemu, to niech pan zadzwoni do Q (nazwa lokalnego tygodnika) i mu to wyłuszczy. Ja nie mam na to czasu ani ochoty (wiem, negatywny przekaz, mój heh błąd)
                                              p - Aaaa aaa aaa to nie Q?
                                              j - Nie, X wspomniałam o tym przedstawiając się ...\
                                              p. - Aaaa aaa eeee to ja panią serdecznie przepraszam, bardzo serdecznie, myślałem, że to Q.
                                              j - Hmm no rozumiem, ze pan myśłał ...
                                              p. - Bardzo mi przykro ...
                                              j - A mnie nie, tyle miłych słow na początek dnia i tygodnia smile
                                              p - Naprawdę o matko przenajświętsza...
                                              j- No bez przesady. wybaczy pan, ale ja naprawdę muszę już kończyć. Zyczę miłego dnia ...

                                              Zapamiętałam sobie imię i nazwisko pana i nazwe jego firmy - omijac chamstwo z daleka, ostrzegę też znajomych smile


                                              • chris1970 Re: Dla Renn.ie z serii "nie irytuj się" - anegdo 12.01.17, 11:29
                                                Dobre. Ale trzeba przyznać, że pan się zorientował, że niesłusznie klątwy rzucał, przeprosił i jeszcze na koniec komplement rzucił, nie byle jaki komplement.
                        • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 12:27
                          No cóż klienci tez bywają "przezabawni" - tak, tak wiem klient nasz pan - niestety czasem także cham, któremu wydaje się, że jest sułtanem w składzie kupców zamorskich dawno temu a oni drżą przed jego sułtańskim gniewem smile
                          Ostatnio wchodzę do sklepu z ubraniami damskimi - oglądam, dziękuję pani sprzedawczyni oferującej pomoc...Obok mnie pan i pani. Panią kojarzę z widzenia, ekssąsiadka mej koleżanki.I słyszę co sobie mówią, bo mówią pełnym głosem. - Co? Tyle za takie badziewie? Chyba na głowę padli? - Daj spokój, takie g...o za x złotych, lepszymi to ty podłogi scierasz hehe. - No ba, stać mnie, ale takiego czegoś nie kupię za tyle...Co za g...ny sklep. U nas takich nie ma! Sklep mogł pani nie odpowiadać, rozumiem ja, bo preferuje ona styl bazarowo - discopolowy. Tam takich ubrań nie oferują. W takiej sytuacji pani powinna zapytać o cos co ja interesuje (np. leginsy z dermy z brokatem smile) i dowiedziawszy się, ze niestety nie ma czegos takiego bez komentarza z dowiedzenia na ustach wyjść. Z całym teraz szacunkiem dla wszystkich ciężko pracujących imigrantów z Polski i nie tylko, a także dla tych pracujących mniej ciężko - pani ta zgrywała wielką krezuske, a przed wyjazdem za granice była tu bezrobotna i ubierała się w lumpeksach (zachowując wszelako swój oryginalny styl), a obecnie zasuwa gdzieś w Holandii na produkcji czy zmywaku. Nie sądze, by w NL, czyli heh "u nas" nie było sklepów z ubraniami niekoniecznie w stylu gala disco polo. smile

                          inny "fajny" incydent, także w sklepie. Przychodzi pani gdzieś w rozmiarze mniejsze 44. Ogląda bluzeczki. - Jest taka w rozmiarze M? - do ekspedientki. - Tak, mamy. Ekspedientka podaje. Pani z tym do przymierzalni i stamtąd :- Co mi pani tu dala, to jest za małe! - Prosiła pani M-ke. No prosić mogła przecież - mogła chcieć kupić dla mniejszej osoby przecież. - Bo mam rozmiar M! A wy macie źle ponumerowane! Dziewczyna dała jej inną bluzkę tlumaczac się, ze no zdarzają im się serie z zaniżona numeracją. Z ciekawości spjrzałam na te bluzki, nijakiej zaniżonej numeracji nie miały, baba zwyczajnie potezna, M-ke nosiła może z 15 kg temu smile
                          • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 13:19
                            No widzisz, tu dowodzisz innej naszej cechy – Polak to musi udowadnić swoją wyższość i lepszość w wersji buraczanej. Musi, inaczej się udusi. Ja przecierałam oczy ze zdumienia, kiedy słyszałam, że szef firmy osiągającej milionowe zyski, z nieruchomościami od Portugalii po Grecję, stawał z Polakami przy jednym stole, aby lepić bułki i robić sconesy. Stawał, rozmawiał, pytał o rodziny, żartował i traktował ich jak równych sobie. A kiedy dowiedziałam się, że skromnie ubrany, niepozorny staruszek, sączący przy barze Murphys jest milionerem i ma dobrze prosperującą firmę cateringową, a do tego posiada z kilkanaście mieszkań w całej Europie, to już w ogóle opadła mi szczęka. Ludzie ci byli mili, grzeczni, szanowali wszystkich, zachodzili do lokalnego pubu jak zwykli śmiertelnicy, z każdym zamienili słowo czy dwa, zagadali, zaśmiali się, postawili piwo, przyjęli kolejkę od kogoś innego i nie czuli potrzeby, aby udowadniać innym, że ho ho i ile to oni posiadają. Bawili się razem z innymi, nie tworzyli żadnych barier, nie zachowywali się jak jaśniepaństwo. I takich przykładów też mam sporo. Amerykanów, Anglików i Irlandczyków bogatych po pachy, po których nigdy nie poznalabyś, że są jakimiś szefami Google, właścicielami całych sieci kawiarni, itp. Zwykli, normalni ludzie. I to też mnie od zawsze dziwi, bo nawet wśród znajomych widzę, że trzeba się pokazać, epatować dobrobytem, pozycją, itd.
                            • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 13:27
                              Masz mylne pojęcie Renn.ie ...Zacząc trzeba od tego, ze owa pani nie jest wcale bogata. Po prostu przestała zyc w nedzy i tak się tym zachlusnęła, iż wydaje się jej ze jest krezuska.
                              Pewnie Cię to zaskoczy, ale tez znam bogatych ludzi z kregów biznesowych. smile Mój nieżyjący już niestety przyjaciel który zbudował znaną na całym swiecie firme od zera, własnymi rękoma, mawiał o sobie ze jest dość zamożny. Jak na polskie warunki był niebotycznie bogaty smile ale był też skromnym człowiekiem ...
                              Taką postawe jak ta pani prezentują ludzie, których mój sp dziadek określam powiedzeniem :- Najgorzej jest, gdy się z dziada zrobi "pan". smile
                              • kora3 zachłysnęła - oczywiscie - ten słownik wrrr nt 10.01.17, 13:28

                              • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 14:27
                                To nie szkodzi, że ona fizycznie nie ma, chodzi o to, że w jej mniemaniu ma i jest LEPSZA. I myślę, że to z kolei jest to zachłyśnięcie się kulturą 'posiadania' raczej niż 'bycia'. Przez wiele lat wszyscy nie mieliśmy, teraz jak niektórzy mają, bądź myślą, że mają, to mało się nie zesr.... Ekhm, ekhm. Dlatego pani w Chanel uważała, że nowe BMW jej męża wlaściwie dodało coś do mojego VW. Ulepszyło go. Dlatego też zdarza mi się, że w niektórych sklepach jestem niewidzialna, bo biegam w dżinsach i trampkach. U nas ludzie często taksują cię wzrokiem. Ma kasę, nie ma kasy? Opłaca się podejść, być miłym i pomocnym czy niekoniecznie? To jest już coraz rzadsze, ale nadal się zdarza. Mam takie wrażenie, że w Polsce bardzo liczy się to czy masz, czy mieszkasz w odpowiedniej dzielnicy, na odpowiednim metrażu, jeździsz dostatecznie dobrym samochodem, itd. I kiedy ktoś ma mniej, jest ubrany gorzej, ma gorszy samochód, itd., to można go traktować z buta. To zapewne wynika z jakichś kompleksów, niestety.
                                • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 14:39
                                  Hmmm a po mojemu najważniejsza w człowieku jest osobowośćsmile Są ludzie emanujący pewnością siebie, luzem i wszystko jedno jak sa ubrani nie sa niewidzialni - serio smile
                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 15:20
                                    Jak to wynika z moich postów, ja jestem ogólnie kiepsko radzącą sobie, nieśmiałą, małomówną osobą. Stąd też zapewne niewidzialną. Serio smile.
                                    • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 15:35
                                      Nie wynika z twoich postów nic takiego - po prostu jak dla mnie za bardzo takie rzeczy przezywasz. Nie chodzi o to, że je dostrzegasz i postrzegasz jako złe, tylko o to, że bardzo emocjonalnie do nich podchodzisz.
                                      • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 10.01.17, 15:44
                                        Być może. Z natury jestem osobą emocjonalną i bardzo denerwuje mnie chamstwo. Bo to już nie jest nieuprzejmość. Na nieuprzejmości to ja przymykam oko, ale żeby tak rozmawiać z klientką, to naprawdę trzeba mieć jakieś 'kuku na muniu', jak mówią. Dla mnie to jest jakiś kosmos, że tak można się do kogoś odezwać, a że tak można się odezwać do KLIENTA, to już w ogóle.
                                        • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 08:54
                                          Ależ ja Cię rozumiem w pełni, tylko taka postawa nie służy raz Twoim nerwom, dwa spokojnemu załatwieniu sprawy.
                                          Tak, wiem, takie cos może wyprowadzić z równowagi i rozumiem, ale warto popracować nad sobą, by egzekwować swoje, a nie tracić energię na niepotrzebne nerwy.
                                          Inna sprawa, ze niektórzy potrafią także manipulować uprzejmością działając na szkodę klienta.

                                          Pierwszy taki przykład - ostatnio jesteśmy z przyjaciółką w sklepie z sukniami wieczorowymi. Obsługa - bardziej niż miła, bardzo chętna do pomocysmile, której nawiasem mówiąc nie potrzebowałyśmy. Za to potrzebowały inne klientki - mama i córka poszukujące sukienki na studniówkę dla tej ostatniej. Dziewczyna była z gatunku dużych, wysoka, może nie otyła, ale z wyraźną nadwagą. No zdarza się, każdy jest jakiś. Widać po niej było, że rzadko ma okazję ubierać się kobieco, może studniówka będzie jedną z pierwszych takich okazji. Panie sprzedawczynie zaproponowały kilka sukien, które niemiłosiernie podkreślały wady panny. Ale po każdym jej wyjściu zachwalały, że wygląda przepięknie, jak księżniczka ...Ja naprawdę rozumiem, ze chcą sprzedać, rozumiem, że w nawet w tym nie najtańszym sklepie ekspedientki nie muszą być zaraz stylistkami, ale qrczę pierwszy lepszy człowiek mający przeciętny zmysł estetyczny widziałby, że dziewczyna nie wygląda dobrze opięta jak baleron, albo odziana jak wędrowna kopa siana. Moja przyjaciółka zagrała nieźle. - O Korciu, patrz, może ta? - tak zapytała wyciągając sukienkę prześliczną ale całkowicie nie na mnie. - Oj, nieeee no to nie dla Ciebie...To raczej dla tej panienki idealna byłaby...W istocie, w tej sukni dziewczyna prezentowała się doskonale, ale i tak panie ekspedientki ja odradzały, bo model zeszłoroczny (przez co znacznie tańszy smile), kolor tez nie jest tegorocznym krzykiem mody (ładny kolor, pasujący do karnacji i włosow panny). Ostatecznie nie wiem czy panie ja kupiły, bo zachowanie - baaaaaardzo miłe, wręcz nadskakujące, ale zwyczajnie fałszywe ekspedientek tak mnie zniesmaczyło, ze ...odechciało mi się tam cos kupić.

                                          Drugi przykład: koleżanka kupiła w sklepie nowy laptop. Już po tygodniu coś tam się z nim podziało. Poszła do sklepu, no dobrze zostanie naprawiony w ramach gwarancji producenta(!). Został naprawiony, "pochodził" z 2 tygodnie i znów to samo. Ponowna naprawa i taka sama sytuacja. Koleżanka powiedziała, że wobec kolejnych awarii prosi o wymianę laptopa na inny, ten sam model. tylko inny egzemplarz - po prostu. No tak, oczywiście, przepraszamy bardzo, naturalnie zwrócimy się do producenta o takie załatwienie sprawy w ramach gwarancji, bo to przecież producenta działka, a nie sklepu, ale zrobimy wszystko, by załatwić to sprawnie....Koleżanka całkiem przypadkiem mi o tym opowiada chwaląc jaka tam miła obsługa, sami skontaktują się z producentem. A ja już wie, że miła to może, ale kłamliwa i oszukująca. Sklep jest zobowiązany sam rozpatrzyć i załatwić reklamację z tytułu rękojmi. Bardzo miła obsługa, bardzo to pięknie, tylko dlaczego działająca na szkodę klienta. Mówię to koleżance - niemożliwe, przecież są tacy mili! Zaprowadziłam ją do rzecznika praw konsumenta, napisał jej stosowne pismo z przytoczeniem przepisów i z nim poszła do sklepu ...Zapytała dlaczego ją zwyczajnie oszukiwali...konsternacja i oczywiście przepraszamy - fajnie, ale przez ich oszukiwanie stracila mase czasu ...
                                          • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 09:23
                                            Koro, taka, śmaka, obsługa ma być dobra i na poziomie. Po prostu. I oczywiście poinformować klienta o przysługujących mu prawach.
                                            Co do sukien – nie wiem, nie znam się, nie mogę się wypowiadać. Kwestia gustu jest, że się tak wyrażę, kwestią wrażliwą.
                                            • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 09:34
                                              renn.ie77 napisała:

                                              > Koro, taka, śmaka, obsługa ma być dobra i na poziomie. Po prostu. I oczywiście
                                              > poinformować klienta o przysługujących mu prawach.


                                              Ale mili byli smile

                                              > Co do sukien – nie wiem, nie znam się, nie mogę się wypowiadać. Kwestia gustu j
                                              > est, że się tak wyrażę, kwestią wrażliwą.


                                              wiesz, no nie trzeba się zaraz strasznie wink znac. No przecież widzisz, że w danej sukni widać komus niemiłosiernie wałki tłuszczu, czy też jakiś fason powieksza duza pania. Nie czarujmy się - tamte ekspedientki chciały pannie wcisnąć po prostu w miare najdroższy model i tyle.
                                              • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 09:59
                                                No wiesz, trochę mnie to obraża. Ten przykład z suknią... i z laptopem także. Nie wyważajmy otwartych drzwi – obsługa powinna być miła i kompetentna, i umieć działać w najlepszym interesie klienta, nie zapominając, a jakże, o interesie pracodawcy. Oszukiwanie klienta, działanie na jego szkodę, nawet z najszerszym i najbielszym uśmiechem, nie równa się byciu miłym. Oszukany klient, o ile się zorientuje, nie wróci na kolejne zakupy, nie poleci sklepu, itd. Nie chodzi więc o cmokanie klienta w policzek i jednoczesne wyciąganie portfela z kieszeni. To jest tak oczywiste, że pisanie o tym to właściwie strata czasu.
                                                • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 10:21
                                                  Jeśli się zorientuje, no właśnie ... A bywa, że się nie zorientuje i to to takim właśnie udawaczom chodzi sad
                                                  Teraz jest w PL "modne" oszustwo "na opiekę nad klientem". Polega ono na tym, że do drzwi puka przemiły pan lub przemiła pani. - Dzień dobry, jestem z elektrowni. Wydaje się nam, że pana/pani rachunki za prad są za wysokie. W trosce o naszych klientów odwiedzamy ich, bo teraz jest możliwość bezkolizyjnej zmiany taryfy...Pan/i pokazuje oczywiście identyfikator ze zdjęciem ...Ludzie oszołomienie az taką troską o ich rachunki zapraszają do środka. No i tam pan/i prosi o rachunki, notuje w lapku albo recznie pokazuje wykresy i wylicza, ze można mieć rachunki nizsze! Nawet o 20 proc. smile Tylko tu i tu trzeba podpisać. Warunki są podane, a jakże drobnym drukiem na dwóch stronach A4. Taki szczęśliwy klient dziękuje serdecznie za tak miłą obsługę, zapłaci mniej i jeszcze z domu nie musiał wychodzić. Po jakimś czasie okazuje się, że zapłaci więcej - bo niefrasobliwie zawarl umowę z innym "przesyłaczem" energii niż miał wcześniej, a tamtej wcale nie rozwiązał sad wtedy już nie da się nic zrobić sad - można było umowę zawartą poza firmą wypowiedzieć w ciągu 14 dni, ale klient nawet nie pomyślał, ze przez tak miłego pana został oszukany.
                                                  M. in. dlatego nie mam zaufania do za bardzo "słodkich" obsługujących mnie ludzi smile
                                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 11:06
                                                    Przepraszam, ale to jest bez sensu. Ludzie oszukują, to wiadomo. O tych sprawach słyszał chyba każdy, tu powinno się też włączyć państwo i więcej w tej kwestii edukować. Na BBC tłuką o tym minimum kilka razy w miesiącu, na dodatek państwo włącza się w walkę z takimi nieuczciwymi firmami. U nas temat pojawia się bardzo rzadko.
                                                    Ale po co w ogóle o tym tutaj pisać? Rozmawiamy o dobrej obsłudze klienta, a to jest zła obsługa. I naprawdę żenuje mnie rozmowa o tym. Obsługa ma być miła i uczciwa. Ten, kto oszukuje z uśmiechem na twarzy nie jest miły, jest nieuczciwy. Moja babcia też padla ofiarą takiego oszustwa, ale ci ludzie nie są mili, są źli, oszukują, okradają. To nie jest kwestia złej obsługi klienta, to jest kwestia dotycząca oszustwa.
                                                  • kora3 Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 11:35
                                                    Ale bardzo często szczególnie na osobach starszych taka udawana uprzejmość robi takie wrażenie, że zapominają zapytać o ważne szczegóły.
                                • asia.sthm Re: savoir-vivre reklamacji 11.01.17, 10:12
                                  renn.ie77 napisała:

                                  > a, bo biegam w dżinsach i trampkach. U nas ludzie często taksują cię wzrokiem.
                                  > Ma kasę, nie ma kasy? Opłaca się podejść, być miłym i pomocnym czy niekonieczni
                                  > e? To jest już coraz rzadsze, ale nadal się zdarza. Mam takie wrażenie, że w Po
                                  > lsce bardzo liczy się to czy masz, czy mieszkasz w odpowiedniej dzielnicy, na o
                                  > dpowiednim metrażu, jeździsz dostatecznie dobrym samochodem, itd. I kiedy ktoś
                                  > ma mniej, jest ubrany gorzej, ma gorszy samochód, itd., to można go traktować z
                                  > buta. To zapewne wynika z jakichś kompleksów, niestety.

                                  Rennie, polecam artykul niedawno polecony przez Milamala - znakomicie tlumaczy odziedziczony po przodkach mechanizm Pana i Chama.

                                  wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,19874795,pany-czy-chamy-szukamy-panszczyzny-2016.html
                                  • renn.ie77 Re: savoir-vivre reklamacji 12.01.17, 11:48
                                    Asiu, dzięŻi, już czytam.
                  • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 20:03
                    Wy w Kraju jestescie przyzwyczajeni to takie stylu i Was to nie drazni - grzeczna obsluga i usmiech - nie wazne czy szczere czy nie sa oczekiwane i cokolwiek innego drazni przyjezdnych.
                    smile
          • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 19:58
            Niestety w pracy jestes robotem i nawet jak sie zle czujesz to jest TWOJ problem a nie problem klienta. Nie jestes w stanie grzecznie obslugiwac? Zostan w domu.
            • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 04.01.17, 15:29
              Yhyyy. Tyle, że praca sprzedawcy to nie to samo, co praca, powiedzmy, kontrolera lotów, który w stanie zburzenia po prostu schodzi ze stanowiska. To praca związana i z niskim prestiżem społecznym, i bardzo niskimi dochodami, i dużym wysiłkiem fizycznym i nietypowymi godzinami pracy - źródeł frustracji jest aż nadto. Ludziom, którzy są tak obciążani trzeba dać do ręki konkretne narzędzia do radzenia sobie z tym (zamiast, bez obrazy, głupawych rad, żeby zostawali w domu). To kwestia szkoleń, motywacji i atmosfery w pracy.
              • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 00:14
                Nie zgadzam sie po raz drugi...Zadne wymowki i zganianie na kogos - Twoje zachowanie pokazuje Twoj charakter i Twoj stosunek do pracy i obowiazkow ktorych Ty sie podjelas..
                I to nie wazne czy to praca prezesa czy Babci klozetowej.
                Mysle ze wlasnie w tym jest problem ..
                • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 12:55
                  Heheh, powiedz to moim klientom i podwładnym, to cię wyśmieją big_grin

                  To twoje widzenie wyraźnie wskazuje na błędy poznawcze. Ale to oczywiście twoja sprawa, nic mi do tego.
                  • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 20:47
                    Potwierdza to jedynie ze wlasnie tu jest problem - uwazamy ze zachowanie nasze zalezy czy tez brak zachowania jest usprawiedliwion w zaleznosci od prestizu pozycji...?
                    Szokujace to ze uwazasz iz kontroler lotow jak sie zle czuje to powinien zostac w domu ale jak ekspedientka sie zle czuje to zostac nie tylko nie moze ale wrecz ma prawo byc chamska w pracy poniewaz ma za duzo pracy? Nie ona do pracy moze isc ale musi pamietac ze to jej problem a nie klienta i on sobie musi z tym radzic. No a jesli pracodawca toleruje takie zachowanie - z tego co piszesz tak wyglada, to nalezy wymienic personale nadzoru jako ze toleruje zle achowanie zamiast dawac przyklad i uczyc.
                    • bene_gesserit Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 12:26
                      engine8 napisał(a):

                      > Potwierdza to jedynie ze wlasnie tu jest problem - uwazamy ze zachowanie nasze
                      > zalezy czy tez brak zachowania jest usprawiedliwion w zaleznosci od prestizu p
                      > ozycji...?

                      Wybacz, ale nie rozumiem tego zdania ni w ząb. Jakby tak bardziej po polsku, proszę.

                      > Szokujace to ze uwazasz iz kontroler lotow jak sie zle czuje to powinien zostac
                      > w domu

                      Nie, to nie jest szokujące. Takie są reguły tego zawodu.

                      > ale jak ekspedientka sie zle czuje to zostac nie tylko nie moze ale wre
                      > cz ma prawo byc chamska w pracy poniewaz ma za duzo pracy?

                      Wskaż, gdzie coś takiego napisałąm. Bo nic takiego nie napisałam. Jeśli chcesz dyskutować z tym, czego nie napisałam, nie wpisuj się pod moimi postami, bo to bez sensu, nie uważasz?

                      > Nie ona do pracy moz
                      > e isc ale musi pamietac ze to jej problem a nie klienta i on sobie musi z tym r
                      > adzic.

                      Jest oczywiste, że życie prywatne, ze wszystkimi jego nieszczęściami i tragediami, nie powinno mieć wpływu na życie zawodowe. Ale czasem nawał drobnych nieszczęść jest za duży, żeby robić dobry uśmiech do złej gry. A czasem spada na ludzi takie nieszczęście, że trudno się nawet podnieść.

                      I warto to mieć na uwadze, kiedy się 'płaci i wymaga'. Warto w automacie z drugiej strony lady dostrzec człowieka. I nie myśleć, że to skończona chamka, bo się nie uśmiecha na widok Pana Klienta. Pomyśleć z empatią, że każdemu się zdarza taki dzień. Tydzień. Miesiąc.

                      No a jesli pracodawca toleruje takie zachowanie - z tego co piszesz tak
                      > wyglada, to nalezy wymienic personale nadzoru jako ze toleruje zle achowanie za
                      > miast dawac przyklad i uczyc.


                      Jeśli zespół pracuje źle, to najgłupszą rzeczą jaką można zrobić, to zwalniać na oślep.
                      Każdy, kto miał choć trochę do czynienia z zarządzaniem wie, że należy zacząć od zrozumienia przyczyny takiego stanu rzeczy. Niezadowoleni, skrzywieni, niechętni pracownicy najniższego szczebla to zazwyczaj skutek fatalnych warunków pracy, zerowego systemu motywacji (czasem wręcz rozbudowanego systemu demotywacji) i braku szkoleń.
      • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 19:50
        Ale jest wiadomym ze humory i nastroje w stosunkach międzyludzkich się udzielają i dlatego nawet "służbowy" uśmiech czy służbowa formułka są lepszym (tzn "budującym" w danym momencie) zachowaniem od naturalnego i szczerego grymasu.
        Z takiego służbowego zachowania wynikałoby ze to my narobiliśmy sklepowi problemow wiec oni nam zrobili przysługę i zwrócili pieniądze i to wszytko co są nam winni?
        I moze jeszcze za to my powinniśmy ich przepraszać?
        W końcu reklamacja jest dowodem ze towar który dany sklep nam sprzedał nie spełniał naszych oczekiwań a uznana reklamacja jest oczywistym przyznaniem sie do winy ze towar bl rzeczywiście poniżej oczekiwanych standardów. Nie ważne czy to wina sklepu czy producenta - sklep sprzedaje towar i tam płacimy wiec reprezentuje producenta a wiec jest winny tego ze nie my sklepowi ale sklep narobił NAM sporo kłopotów.
        Nic wiec dziwnego ze oczekujemy przeprosin.

        Tu gdzie mieszkam reklamacje załatwiane są duzo prościej dla klienta i panuje zasada ze to nie ja a sklep załatwia sobie swoje problemy z producentem. Ja kupiłem towar w tym sklepie i jak cos nie jest tak to go zwracam temu kto mi go sprzedał (chyba ze to jakiś sprzęt który został zainstalowany alba nawali długo po zakupie to ma sens zwrócenie sie do producenta) i zawsze sprzedający zachowuje się tak jak by to była ich wina ze ja nie jestem zadowolony.
        No i po zwrocie towaru do punktu sprzedaży pieniądze zostają zwrócone natychmiast.
        Oczywiście jeśli zwracam towar bo się rozmyśliłem czy tez po prostu mi się nie podoba i niczyjej winy tu nie ma - wręcz odwrotnie - sklep robi nam duza przysługę przyjmując towar z powrotem (i zwykle sprzedają go potem taniej jeśli widać ślady ze nie jest 100% nowy a wiec tracą na tej transakcji) to nie oczekujemy ze beda sue czuć winni i wtedy ja im dziękuje... a bardzo często oni również mówią "przykro nam ze Ci się nie podobało ale zapraszamy znowu" I do takiego sklepu zawsze wracamy.
    • rebelchicken Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 15:42
      Sklepowa oraz sieciówka zachowali się źle.
      Zamiast marnować czas i narzekać na tym forum, pisz groźny list do centrali sieciówki z opisem sytuacji i wielkim żalem jak zostałaś potraktowana, zaznacz, że rozważasz pójście z tym do mediów (w tym społecznościowych) i że oczekujesz formalnych przeprosin oraz rekompensaty. Z własnego doświadczenia, a robię tak zawsze, masz sporą szansę na list z przeprosinami - co zawsze mile łechta ego - oraz (co ważniejsze) bon na 50-100 zł smile
      Powodzenia.
      PS Nie zapomnij podać szczegółów, żeby zidentyfikowali sklepową (pewnie nie pamiętasz imienia i nazwiska, ale zawsze możesz podać dzień i dokładną godzinę wizyty, wtedy ją namierzą i ona dostanie reprymendę).
      Tak się załatwia sprawy.
      • makinetka82 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 16:26
        świetny trolling big_grin az przez chwilę się nabrałam big_grin
      • tola1990 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 16:28
        https://img.zszywka.pl/1/0613/thb_8094/lo-matko-o.png
    • viridiana73 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 20:27
      Przeczytałam całą dyskusję i też chciałabym dorzucić swój kamyczek. A czy ktoś zauważył, że w niektórych sklepach/ sieciach pracownik odpowiedzialny za kontakt z klientem wykonuje jednocześnie pracę kilku osób? Przykładowo: BOK w Kauflandzie- pani jednocześnie wystawia fakturę, przyjmuje siatki na przechowanie, woła przez mikrofon obsługę i robi sto innych rzeczy. I ja się jej nawet nie dziwię, że po kilku godzinach zaczyna traktować klientów jak dopust boży, albo jak intruzów, bo nawet świętemu skończyłaby się cierpliwość. W pewnym dyskoncie spocony pracownik odrywa się od rozkładania towaru i biegnie, bo wzywają go na kasę- a w międzyczasie zaczepiają go klienci z prośbami o pomoc. Jak on ma być miły, dyspozycyjny i kompetentny, skoro z jego miny wnioskuję, ze ma dość i chciałby się roztroić, aby sprostać wymaganiom...
      • soffia75 Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 23:25
        Moja mama miała (nie)przyjemność trafić na taką panią w BOK-u pewnego marketu. Rozumiem, że pani zarobiona była i miała urwanie głowy, ale wmawianie klientowi, że ten pojemnik, który przyniósł do reklamacji, pewnie sam w domu zepsuł i teraz próbuje wcisnąć sklepowi z powrotem, to gruba przesada. Pani spuściła z tonu dopiero wtedy, gdy okazało się, że inne pojemniki na tej samej półce miały identyczną wadę fabryczną.
      • engine8 Re: savoir-vivre reklamacji 03.01.17, 18:50
        Zadna wymowka - klienta to G obchodzi ze pracownik jest zapracowany albo sobie nie radzi z kilkoma zajeciami i dlatego ma prawo byc gburem..
      • agulha Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 00:24
        Wiesz, to, że ktoś robi wiele prostych czynności różnego rodzaju naraz to jeszcze nie znaczy, że jest przepracowany. Są osoby, które organicznie nie potrafią się w tego rodzaju pracy odnaleźć i odczuwają silną frustrację. Jest to zrozumiałe. Niezrozumiałe jest natomiast, dlaczego w takim razie nie znajdą sobie innej pracy. W dużych supermarketach są także osoby tylko od jednej czynności. Kuzynka zajmuje się na przykład tylko porcjowaniem kurczaków.
      • minniemouse Re: savoir-vivre reklamacji 05.01.17, 04:14
        viridiana73 napisał(a):
        Jak on ma być miły, dyspozycyjny i kompetentny, skoro z jego miny wnioskuję, ze ma dość i chciałby się roztroić, aby sprostać wymaganiom...

        takie sa wymogi pracy, o czym wiadomo z gory. myslac o przyjeciu sie do takiej pracy niech wpierw rozwaza/y z gory czy podola - to sie nazywa multitasking.
        niektorzy to potrafia.
        jak nie, to niech nawet nie probuje.
        • viridiana73 Re: savoir-vivre reklamacji 06.01.17, 10:03
          Nawet można to powiedzieć po polsku. Wielozadaniowość.
          Tak, wielu pracodawcom wydaje się, że pracownik jest w stanie robić kilka rzeczy naraz i każda z nich będzie wykonana perfekcyjnie. Nie, nie będzie. Może w siedemdziesięciu procentach, może na pół gwizdka. Ale da się, drogi pracowniku, da się, dlatego zredukujemy ze dwa etaty, a tobie przydzielimy kolejne zadania za te same pieniądze.
          A ludzie jeszcze są dumni, jak to wspaniale radzą sobie z tym nawałem obowiązków. Czytam i oczom nie wierzę, naprawdę.
    • milamala Re: savoir-vivre reklamacji 02.01.17, 23:50
      Mysle, ze to nie kwestia szkolenia zeby zajmowac sie tylko kupujacymi a nie reklamujacymi a po prost indywidualne zachowanie tej konkretnej pani.
    • kasake80 Re: savoir-vivre reklamacji 01.02.17, 23:28
      Ech sklepy czasami roznie podchodza do klienta, czesto nawet robia problemy z platnoscia karta, ekspedientka jest wielce obrazona, bo mowimy jej ze zaplacimy karta, a w niektorych knajpach, mimo tego ze stoi terminal to ciagle wymowki,ze nie ma zasiegu albo akurat cvos sie zepsulo nagle. Troche to smieszne. Moj znajomy podpisal umowe z Raiffeisen Polbank i dostal od nich terminale płatnicze i z tego co wiem, to ani razu nie mial problemu z zasiegami, wiec to co mowia ludzie to chyba zazwyczaj tylko sciema i tyle.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka