jolanta4447
14.02.18, 09:58
Związana z s-v i ogólnie z życiem. Problem jak najbardziej serio i ciężki. Może coś doradzicie.
Koleżanka rozwiodła się z mężem 20 lat temu. On był psychopatą i musiała, bo nie mogła z nim już dłużej żyć. Wytrzymałość już się wyczerpała, a nie była jeszcze stara. Syn był już dorosły.
Zostawiła mu mieszkanie (po rozwodzie nie było podziału majątku, w tym wspólnego mieszkania ) i też syna - alkoholika i narkomana, bo nie mogła z synem, nad którym nie panowała, wynajmować z nim pokojów w mieście i pracować, a ojciec miał większe szanse okiełznać syna.
Nie mogła dłużej tam żyć, bo sama też zwariowałaby w tym środowisku. Każdy ma tylko jedno życie i tu ją rozumiem.
Wyszła z niczym i zaczęła życie od nowa, ale nie zerwała stosunków z dzieckiem (dorosłym). Ułożyła sobie życie z kimś innym po rozwodzie.
Dużymi wyrzeczeniami, ciężką pracą i dodatkowymi zajęciami, po latach tułania się po wynajmowanych mieszkaniach, stanęła na nogi, zdobyła dla siebie mieszkanie własnościowe i nie może znaleźć sposobu, jak zabezpieczyć przyszłość chorego syna.
Przez cały czas miała kontakt z synem, pomagała mu, kupowała leki, odwiedzała w szpitalach, pilnowała wizyt lekarskich,kupowała telefony, ubrania, dawała pieniądze, karmiła u siebie i on ją chętnie odwiedzał. Koleżanka też załatwia mu wszystkie sprawy urzędowe z ZUS-em, karami za brak bitetu, kupuje bilety miesięczne na komunikację miejską itp., więc nie jest tak, że tylko jego ojciec ponosi wszystkie koszty utrzymania syna.
Nie zabrała go jednak do siebie, bo syn ma swój pokój w starym mieszkaniu z ojcem, a kiedy dostał klucze do mieszkania matki, to zaczął wracać pijany nad ranem, sprowadzał dziwnych znajomych, nie zdejmował butów, spał w ubraniu, wypalał wszędzie dziury papierosami i niszczył nowe mieszkanie. Po prostu nie szanował i nie potrafił dostosować się do zwykłych wymagań właściciela mieszkania. Jakoś ojciec jeszcze nad nim panował u siebie, ale u miękkiej matki liczył tylko na jej dobre serce i wyrozumiałość.
Były mąż nie chciał nawet odbierać od niej telefonów, kiedy chciała rozmawiać o synu - po prostu odkładał słuchawkę. Ona nie miała także możliwości odwiedzin w swoim starym mieszkaniu (zmienione zamki), sprawdzenia warunków, choć kupowała synowi telewizor, komputer, ciuchy czy buty.
Widać, że chory układ, bo były mąż zraniony na honorze, nie widzi możliwości rozmowy nawet o swoim dziecku. Prawdopodobnie ojciec też dba o syna (płaci rachunki, robi zakupy żywnościowe), ale nie daje mu ani złotówki, by nie wytracał pieniędzy na picie i głupoty.
Można to różnie oceniać - matka zostawiła dorosłe uzależnione dziecko i zaczęła nowe życie, ale też wyprowadzając się ze swojego mieszkania nie zrobiła podziału majątku i nie doprowadziła do sprzedaży mieszkania ze względu na możliwość mieszkania syna i zawsze mu pomagała.
Koleżanka chciałaby zrzec się notarialnie swojej połowy starego mieszkania na rzecz syna, a pewnie druga połowa (należąca do byłego męża i ojca syna) też przypadnie na syna, więc będzie miał zabezpieczone lokum, jeśli będzie w stanie je utrzymać i opłacić.
i teraz kolejny problem Nagle ojciec umiera (ma dziś 68 lat)
Jak powinna zachować się koleżanka? 20 lat po rozwodzie. Żadnych kontaktów od 20 lat. Kto powinien zająć się pogrzebem? Jej były mąż ma rodzinę w Polsce, ale nie w mieście. Syn zaburzony. Wiem, że nie jest to kwestia s-v, a bardziej życiowa, ale co powinnam jej doradzić? Czy powinna się włączyć w działania urzędowe czy tylko zawiadomić jego rodzinę w Polsce?
Syn na pewno nie będzie wiedział co zrobić i jakie podjąć kroki. Nie zna przepisów i zwyczajów. Były mąż koleżanki ma brata i siostrę w Polsce. Czy to oni powinni zająć się sprawami pogrzebu i dziedziczenia czy była żona????
Sprawa poważna i pilna. Koleżanka prawie codziennie dzwoni do mnie z płaczem i pytaniami, co robić w razie czego.
Pomóżcie jakimiś radami, proszę.