kawainka1980
23.07.19, 14:06
20 lat stażu małżeńskiego i nic się nie zmienia...
Mąż stale mnie rani swoja postawą.
Dwa przykłady z ostatniego tygodnia: kolega mówi, że moja poprzednia fryzura była lepsza i długo rozwodzi się nad tym faktem, moja odpowiedź: podoba mi się w tej chwili taka i jest odpowiednia do mego wieku. Do rozmowy wtrąca się mój mąż i mówi: w sumie to racja poprzednia fryzura była lepsza i lepiej wtedy wyglądałaś. Kurtyna. Przełknęłam to.
Ten sam kolega, innego dnia w tym tygodniu: pyta mnie o rodzeństwo, mówię, że część rodzeństwa żyje a część nie a on na to a co zginęli na wojnie. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą że brat popełnił samobójstwo. Kolega nawet się nie speszył. Mój mąż milczy.
Kolega to prosty człowiek nie mam żalu, ale boli mnie pozostawianie mnie samej w niewygodnej rozmowie i jego milczenie albo dla odmiany przyłączenie się do opinii kolegi.
Takie sytuacje maja miejsce regularnie.
Nie wymagam cudów, romantyzmu, kwiatów i czekoladek codziennie. Ale miło by było w takie sytuacji mieć wsparcie.... Rozmowy nie dają efektów - żadnych. Mąż jest wykształcony i niby obyty, ale może to tylko moja opinia, a prawda jest zupełnie inna. Jest mi niesamowicie smutno.