Ale tym razem bez królików
Są dwa małżeństwa w średnim wieku. Przyjaźnią się od wielu lat - dzwonią do siebie raz na tydzień-dwa, często wpadają na kawę, nawet bez uprzedzenia, pomagają sobie w potrzebie, ze dwa razy do roku wychodzą razem do restauracji itd.
Jakis czas temu jedna z par postanowiła przejść na weganizm - ze względów zdrowotnych, bo oboje otrzymali kiepskie wyniki badań lekarskich, a także pod wpływem córki. Postanowili też ograniczyć alkohol do minimum.
Niedawno w czasie rozmowy przez telefon, pani z tej drugiej pary, zagadnięta ot, tak, o plany na weekend, powiedziała, że organizują grilla dla grona przyjaciół. Jest to bowiem ich kolej. Państwo weganie nie wiedzieli, że ich znajomi chodzą na jakies rotacyjne grille, ale nikt nie drążył tematu.
Kilka dni później obie pary spotkały się na żywo, w domu jednej z nich. Jeden pan musiał pokazać drugiemu jakis elektroniczny gadżecik czy cos takiego. W czasie tego spotkania pani organizatorka grilla opowiedziała pani wegance, jak to się namęczyła robiąc zakupy na grilla, jak to jutro zacznie wszystko szykować. Oraz jakiego wstydu się najadła, wpadła bowiem w supermarkecie na pewnego zadeklarowanego wroga alkoholu - a miała wózek wyładowany rozmaitymi trunkami - na grilla.
Nie padło żadne zaproszenie typu: A może mielibyscie ochotę wpaść?
Teraz pytanie - czy to było grzeczne? Czy pani organizatorka nie powinna tak dla formalnosci zaprosić państwa wegan na to przyjęcie - mając prawie stuprocentową pewność, że zaproszenie spotka się z odmową?
Wiadomo - nie sposób jednocześnie gościć wszystkich przyjaciół (chyba że na weselu), ale czy w takim razie wypadało tak rozwlekle opowiadać o planowanym przyjęciu ludziom, którzy nie zostali zaproszeni?
Poza tym nawet gdyby zaprosiła, a państwo weganie wykazali się totalnym brakiem taktu i rozsądku i z zaproszenia skorzystali - to chyba by jakiejs wielkiej katastrofy nie było?