Były już watki o wizytach duszpasterskich i o tym, jak powinni księdza podejmować wierni. Teraz będzie o czymś innym. W pewnym bloku na dużym osiedlu kolęda miała być od godz. 16.00 do godz. 20.00 - jak co roku poniekąd. Większość mieszkańców tam kolędę przyjmuje. o 16. ksiądz się nie pojawił, no czekają ludzie...Przyszedł do pierwszego mieszkania o 17.30, do ostatniego "jak po ogień" wpadł o 22.30. Na tę hmmm wizytę czekali ludzie starsi, ale też dzieci.
Opisaliśmy się tu wielokrotnie na temat tego, jak należy podejmować księdza na wizycie duszpasterskiej - przy odpowiednio przygotowanych akcesoriach, w odświętnym stroju i ładzie w mieszkaniu, w skupieniu nie w pośpiechu, bez dodatkowych gosci "na kawie" - wszystko prawda. Teraz rodzi się pytanie: jakie obowiązki ma ksiądz? Pojawić się punktualnie, porozmawiać z wiernymi, gdy wykazują chęć na to, przyjśc o przyzwoitej godzinie? Wg mnie - tak.
Tu ksiądz narzucił takie tempo, że niektóre mieszkania "świecił" w przedpokoju niechętnie rzucając okiem na prezentowane przez dzieciaki zeszyty od religii, których to przygotowanie na kolędę przykazywano im na katechezie.
Nie, nie chodzi o mnie

Ja wizyt duszpasterskich nie przyjmuję. Ale wiem, że ludzie z różnych przyczyn przyjmują. Niektórzy dlatego, że mają szkolne dzieci uczęszczające na religię i trzeba. Taka wizyta to całe popołudnie z życiorysu, tu nawet spory kawał wieczoru

Ale są osoby starsze, samotne, które na tę kolędę zwyczajnie naprawdę czekają! I czekają też na te kilka zdań które mogą zamienić z duszpasterzem inaczej niż w konfesjonale. Czy na serio wypada się spóźniac i wpadać "jak po ogień"?
Jak myslicie?