Pani ok. 40+ miała imieniny. Zaprosiła grono bliższych znajomych w tym także pana, z którym spotyka się od kilku tygodni. Pan zapytał jakiego prezentu by oczekiwała, pani odpowiedziała, że czegoś co by jej ofiarodawcę przypominało osobiście albo w domu. Zatem na logikę - coś z biżuterii, galanterii skórzanej, czy książka - ewentualnie pasująca do wystroju mieszkania grafika, wazon. O ubraniach nie piszę, bo jednak nie każdy w tym nie każdy facet umie dobrze rozpoznać rozmiar innej osoby.
Pan pani ofiarował słodycze (drogie), kawę (z górnej półki) i kwiaty (nietanie). O tym, że ofiarowane prezenty były drogie wspominam, żeby nie było komentarza, że pana nie stać było na coś tam, albo, że wykpił się taniocha - bo to nieprawda.
Nic się nie stało zatem, pani i słodycze zje i kawy się napije i kwiaty przyjmuje. O co zatem pytam?
No o to, czy tak wypada: zapytać jaki prezent ucieszyłby obdarowanego, dostać odpowiedź jasną i klarowną i ...dać prezent uniwersalny?
Zawsze byłam przekonana, że prezenty uniwersalne daje sie gdy nie wie się co mogłoby przypaść do gustu obdarowywanemu. A jak Wy sądzicie?
PS. Pani nie am zamiaru rozstawać się z panem, a ja też nie mam problemu z jego prezentem