Niedługo mój syn urządza urodziny. „Impreza domowa”. Męska – zaprasza samych
kolegów. Tak zresztą czyni większość klasy – dziewczynki bawią się z
dziewczynkami, chłopaki z chłopakami

).
Ale są wyjątki - i tu pojawia się problem. Niedawno syn był na takich
właśnie „mieszanych” urodzinach koleżanki z klasy (mało tego, załapał się
jeszcze jego brat!

.
I teraz absolutnie nie chce zaprosić owej koleżanki!!! Mają być same chłopaki
i już.
Czy ja się mogę powołać na jakieś kardynalne zasady SV, żeby przekonać go o
niestosowności takiego zachowania?? Czy też Kodeks milczy w tej kwestii?
I czy ja w ogóle słusznie oburzam się wewnętrznie na „męski szowinizm”
swojego syna, czy też np. „czepiam się”?
Dodam jeszcze, że w grę wchodzą tu pewne subtelne zawiłości. Wzmiankowana
koleżanka darzy mojego syna...hmmm, że tak powiem – preferencją uczuciową
(nieodwzajemnioną, jak widać).
I jak to ugryźć? Czy w ogóle jest CO gryźć?
Czy moje wewnętrzne przekonanie, że wypada zaprosić osoby, u których było się
urodzinowym gościem jest li tylko wewnętrznym przekonaiem, czy sawuarwiwrowym
warunkiem sine qua non?
Zmusić szowinisty do rozszerzenia grona gości nie mogę, ale może jakoś
inaczej uhonorować tę dziewczynkę?

)
Help!
<jeżeli ten post nadaje się raczej na forum „problemy wychowawcze z
szowinistycznymi ośmiolatkami”, proszę mnie tam kulturalnie odesłać>