Dodaj do ulubionych

podjadanie w restauracji (i nie tylko)

02.03.09, 12:12
czasem wychodzimy z narzeczonym do restauracji. z reguły zamawiamy różne
potrawy i napoje i on zawsze musi sprawdzić jak smakuje moje danie czy drink i
tak sobie podjada od czasu do czasu. wiele razy prosiłam go, żeby tak nie
robił, ale mnie nie słucha; uważa, że jestem małostkowa i przeszkadzają mi
pierdoły. wg mnie takie zachowanie może i jest jakoś-tam zrozumiałe między
przyjaciółmi, ale przede wszystkim jest to niehigieniczne i megażulerskie.
podobnie z papierosami, zawsze słyszę to nieszczęsne "daj macha". nie wiem co
robić, szczególnie że podczas ostatniego wyjścia mój luby zaproponował, że
dokończy moje danie! co robić?
Obserwuj wątek
    • bene_gesserit Sorry, ot 02.03.09, 12:48
      'Niehigieniczne'? Przepraszam, bo ja nie na temat, ale:
      Znaczy, ze co - jedzac swoim widelcem z twojego talerza zostawi ci
      w jedzeniu sladowa ilosc swojej sliny? Wiem, ze to ot, ale nie moge
      sie powstrzymac przed pytaniem, jak sie calujecie. Jak?
    • margot_may Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 02.03.09, 12:49
      Argument, ze to niehigieniczne odpada, bo z narzeczonym i tak podzieliłaś się
      już wszystkimi szczepami bakterii itp.
      • zegnajlaleczko Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 02.03.09, 13:12
        generalnie jest niehigieniczne, ale ok, zgoda, argument w tym przypadku może i
        nietrafiony. jednak i tak mimo wszystko chodzi o to, że tak się po prostu nie
        robi. jak to wygląda w ogóle? każdy ma swoją porcję. ciśnienie mi skacze, gdy
        mam tolerować podobne zachowanie. szczególnie po ostatniej propozycji
        dokończenia mojego obiadu (gdy już nie mogłam więcej zjeść z talerza). żenada.
        • nm.buba011 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 02.03.09, 14:06
          wszyscy jesteśmy wrażliwi, moralni itd, ale mamy różne progi
          graniczne. Wasze są dość poważnie... rozbieżne. Oboje ignorujecie
          uczucia drugiej osoby.
        • quba Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 02.03.09, 16:45
          On z jakiejs biednej rodziny moze pochodzi? moze odczuwa glod po
          prostu? a moze jest zarlokiem ?
          no nie wiem, mnie by tez cos podobnego przeszkadzalo, gdyby mi ktos
          wyjadal z mojego talerza, to nie chodzi o to ze niehigieniczne, to
          jest brak kultury po prostu.
          • nsc23 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 03.03.09, 00:29
            Ale brakiem kultury to chyba jest niestosowanie sie do prosb kobiety, a nie sam
            fakt probowania potraw? Mi osobiscie takie zachowanie nie przeszkadza. W
            restauracji zazwyczaj po prostu zamieniamy sie talerzami w pewnym momencie, w
            domu i tak najczesciej jemy rekoma (taka kultura, patrz sygnaturka) wiec nikomu
            nie przeszkadza, ze sobie nawzajem podjemy wink
    • phlora Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 02.03.09, 18:15
      Napisałaś, że takie zachowanie jest jakoś tam zrozumiałe między przyjaciółmi.
      Argument niehigieniczności pomogli ci rozbić w puch szanowni współforumowicze.
      Ostała się megażulia - ale ja jakoś nie rozumiem, albo raczej nie widzę związku
      opisanej sytuacji z żulami.
      Czyli co, narzeczony nie jest ci przyjacielem??
      Co robić w takich sytuacjach? Hm?
      Najłatwiej z papierosami - rzuć palenie, problem zniknie, z korzyścią dla
      zdrowia dodatkowo smile
      Może na początek umówcie się, że poczeka z częstowaniem się z twojego talerza do
      czasu, aż mu coś takiego zaproponujesz. U nas się czasem zdarza, że mąż je coś,
      co uważa za odlotowe i wtedy proponuje żebym spróbowała. Ja korzystam z tego
      albo nie. A jak nie to on się nie obraża smile
      Ale wtedy musisz go zapewnić, ze czasem mu coś takiego zaproponujesz.
      Myślę, że taki jednorazowy wyskok w postaci wyżerania z cudzego talerza jest
      sympatyczny, jest miernikiem stopnia zażyłości(może o to narzeczonemu chodzi-
      jesteś jego, do tego stopnia, że nie musi cię o nic pytać. Ale to już jest mało
      sympatyczne). Ale jeśli to sie powtarza za każdym wyjściem do knajpki, to może
      być drażniące...
    • nsc23 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 03.03.09, 00:32
      Jezeli chodzi o papierosy to pewnie by mnie trafilo, ale jezeli chodzi o
      jedzenie, to sama lubie sprobowac wiecej niz jednego dania, wiec jak zamawiamy,
      to czesto razem i w polowie posilku sie zamieniamy talerzami. Nie bede zamawiac
      dwoch dan, bo po prostu szkoda zmarnowac tyle jedzenia. Nie widze problemu w
      tym, ze probojemy swoich dan. Gorzej, gdy jedna ze stron sie nie zgadza. Wtedy
      nalezy stanowczo acz kulturalnie zaoponowac. Jezeli nie dziala, to zawsze mozna
      zamowic cos, czego druga osoba bardzo nie lubi smile
      • baba67 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 06.03.09, 19:45
        Wiesz co ? Uwazaj zeby luby nie zacytowal Ci Twojego wlasnego nicka...
        W niektorych kultutrach po prostu zamawia sie kilka dan i wszyscy sie nimi
        dziela. W Polace mozna to zrobic dyskretnie. To nie on jest zul tylko Ty hrabina
        Depocalujmiewdupe.
        • remez2 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 06.03.09, 22:03
          Powinnaś przestrzegać VI Przykazania.
    • adamjarczynski Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 03.03.09, 01:11
      Jeżeli problem występuje mimo kilkukrotnego zwrócenia uwagi, może zasugeruj, iż
      nie chcesz chodzić do punktów gastronomicznych, gdyż nie czujesz się w nich
      komfortowo. W sytuacji gdy Twój partner obieca zmianę zachowania,a następnie
      postąpi w sposób przez Ciebie niepożądany, możesz przypuszczać, iż jest to jedna
      z odmian złośliwości - co też jest dla Ciebie sygnałem. W takim wypadku, nie
      pozostaje Ci nic innego jak zastosować się do starej maksymy, którą kierują się
      Dżentelmeni... "Dama cierpi w milczeniu".

      Co do "sztachania", to znajomy zawsze mówił, iż z przyjemnością, ale ma
      opryszczkę. W wielu przypadka działało, chroniąc tym samym znajomych palacza od
      negatywnych skutków zażywania nikotyny. Czy było to ładne? Tak samo jak można
      nie tolerować wyjadania z talerza, tak samo nie każdy musi być stworzony do
      filantropii, niemniej powinno się to uszanować.

      aha..konsumowanie całego posiłku, może być jednym ze strategicznych działań w
      dobie dzisiejszych wahań giełdowych - ew. jeżeli nie sprawia nam przyjemności
      obserwowanie bliskiej osoby dojadającej naszą nieskończoną potrawę, możemy
      poprosić o "na wynos" - "doggy bag" i dokończyć sami w domu. Bez stresu i co
      najważniejsze oszczędnie.
    • prochottka1 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 03.03.09, 19:15
      zmien faceta
      jeszcze czas slubu nie bylo
      • remez2 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 06.03.09, 22:03
        prochottka1 napisała:

        > zmien faceta
        > jeszcze czas slubu nie bylo
        Święte słowa.
    • kora3 ludzie, czy Wy zartujecie? 08.03.09, 16:11
      mam na mysli osoby, które uwazają,z e wyjadanie z cudzego talerza
      jest ok - błagam: powoedzcie, ze zartujecie...

      W przypadku narzeczonych wątek niehigieniczny mozna rzeczywiscie
      zostawic, ale no jakos sobie nie wyobrazam, ze w rstauracji ( w domu
      tez resztą) ktokolwiek mi wyjada z talezra, albo proponje
      dokończenie mego dania. Brrrrr - mam znajoma, która miała zwyczaj na
      wyjazdach ( w domu nie wiem) "dojadać" po swoich dzieciach i po
      prostu miałam odruch wymotny na ten widok. Przepraszam, ale dla mnie
      to nie tylko poza nawiasem wszelkiej kultury, ale po prostu ohyda.

      Mozna komus odac swoje danie, porcję np. na wyjeździe jakims, gdzie
      porcje sa juz przygotowane, a my czegos nie lubimy, albo nie jadamy,
      ale na litosc boską - nienaruszoną.


      Z narzeczonym radziłabym tak: zapytac wprost DLACZEGO tak robi. Czy
      zal mu pozostawioego jedzenia? ma ochote spróbowac? Porcja jest dla
      niego za mała?

      Niezaleznie od wszyskiego powiedz mu, ze Ciebie takie coś krepuje i
      prosisz, by przestał.
      • nsc23 Re: ludzie, czy Wy zartujecie? 09.03.09, 12:00
        Kora,
        bardzo mi przykro, ze jestes taka delikatna, ze zjedzenie czyjegos jedzenie
        napawa Cie obrzydzeniem. Jednak jezeli sa to np. pierogi, to przeciez jezeli w
        porcji jest ich 6, ktos zje 3, to 3 pozostaja nienaruszone, prawda? Zreszta nie
        zawsze chodzi o dokanaczanie po kims porcji, mozna po prostu odkroic sobie
        kawalek steka, ryby, warzywa, czy czego tam jeszcze i sprobowac. W koncu jak
        idziemy do restauracji, to zazwyczaj zjesc cos, czego w domu nie gotujemy,
        sprobowac czegos nowego. Naprawde skosztowanie kesa jedzenia od kogos z talerza
        napawa Cie obrzydzeniem i powoduje odruchy wymiotne? Dobrze, ze nie jestes moja
        znajoma, u nas w domu je sie rekoma - to dopiero oblecha.
        • remez2 Re: ludzie, czy Wy zartujecie? 09.03.09, 13:42
          > Naprawde skosztowanie kesa jedzenia od kogos z talerza
          Przecież nie o to chodzi. Przeczytaj jeszcze raz post otwierający wątek.
          > u nas w domu je sie rekoma - to dopiero oblecha.
          Bigos też?
          • nsc23 Re: ludzie, czy Wy zartujecie? 09.03.09, 14:57
            Remez,
            Kora mowila o wyjadaniu innym z talerza - troche to zboczylo z tematu od
            pierwszego postu, wiec odpowiadam na post kory a nie na pierwszy post.
            Bigosu sie u nas w domu w ogole nie je. Rekoma je sie te dania, ktore sa do tego
            przeznaczone ze wzgledu na kulture mojego partnera - czyli gulasz i kasze
            kukurydziana, ktore jemy na obiad dosc czesto.
            • remez2 Re: ludzie, czy Wy zartujecie? 09.03.09, 16:07
              Ok - jeszcze raz. Post <laleczki> mówi o c z ę s t y m "pojadaniu",
              "podpijaniu", paleniu cudzego papierosa zwłaszcza w miejscach publicznych. Dla
              mnie jest to nie do przyjęcia tak, jak użyczanie komuś szczoteczki do mycia
              zębów. Natomiast argument, że w innych krajach, inni ludzie robią to i owo, nic
              nie wnosi do sprawy. Nie mówimy o obyczajach dotyczących jedzenia tylko o
              zachowaniu jednego osobnika. pozdrawiam
              • aiczka Re: ludzie, czy Wy zartujecie? 09.03.09, 16:51
                Zgadzam się, że jedzenie z cudzego talerza, przerzucanie jedzenia, zamienianie
                się talerzami itp. jest nieeleganckie i zdecydowanie nie należy tego robić w
                sytuacjach oficjalnych, uroczystych.
                Jeśli chodzi o sytuacje nieoficjalne to sprawa jest inna - każdy ma własne
                zwyczaje, preferencje, ewentualnie zahamowania. Zdecydowanie nie należy tego
                robić, gdy ktoś protestuje - to wymaga jednak pewnego zżycia.
                • remez2 Re: ludzie, czy Wy zartujecie? 09.03.09, 16:57
                  To właśnie miałem na myśli. smile
                  • nsc23 Re: ludzie, czy Wy zartujecie? 09.03.09, 20:26
                    Remez, ale ja nie odpowiadalam na post laleczki, a wypowiadalam sie w watku
                    obocznym. Poniewaz zadziwiona jestem, ze jedzenie z cudzego talerza moze
                    powodowac u kogos odruch wymiotny. Moze jestem siermiezna i prosta, ale az tak
                    na to nie reaguje.
                    Co do watku glownego juz sie wypowiedzialam - ale moja opinia jest taka:
                    Jezeli idziemy na kolacje we dwoje, to jezeli obojgu nam to pasuje, nie widze
                    problemu, zeby probowac nawzajem swoich potraw. Oczywiscie na kolacji z wlasnym
                    szefem nie zapytalabym go, czy moge sprobowac co tam sobie zamowil. Wszystko
                    zalezy od sytuacji IMHO, natomiast nie widze czemu obiektywnie rzecz biorac
                    mialoby to byc niehigieniczne czy obrzydliwe.
                    • aiczka Re: ludzie, czy Wy zartujecie? 10.03.09, 10:34
                      Myślę, że to trochę jak sytuacja, w której Europejczyk uzna za obrzydliwe
                      jedzenie ręką potrawy ociekającej sosem a Araba wzburzy widok Europejczyka
                      trzymającego loda w lewej ręce, chociaż ani jedno ani drugie logiczne podstawy
                      ma w dzisiejszych czasach słabe.
                      Podobnie jednych oburzy, gdy w miejscu publicznym zakochani pocałują się lekko,
                      innego dopiero pocałunek długi i namiętny a jeszcze innego pocałunek z
                      ugniataniem stref krągłych części ciała.
                • phlora Re: ludzie, czy Wy zartujecie? 09.03.09, 17:39
                  Aiczka, ładnie to napisałaś!
        • kora3 Miła Ncs 10.03.09, 05:51
          zwyczaje panujące w innych krajach to jest odrebna sprawa. Zdarzyło
          mi się bywać tu i tam i tego i owego koztowac, tak by nie urazać
          gospodarzy (w granicach mej normy) i nie umarłam, wiec jak widać
          umiem to zniescsmile

          Rozumiem też przemozna cheć spróbowania tego, co ktos zamówił,
          zwłaszcza już w jakieś egzotycznej restauracji z takąz kuchnią.
          Niemniej wg mnie estetyczne i lepsze jest "domówienie" dodatkowych
          talerzy i sztućców i podzielenie porcji PRZED rozpoczeciem
          jedzenia.

          Powiadasz, ze w domu jadacie rekoma, bo tak jest przyjete w
          kulturze, w której wychował się Twój maż iw której sami teraz
          zyjecie. Ok, ale domyślam się, ze jesli odwiedzasz ojczyzne to nie
          jesz w restauracji rekoma, zwazając na to, ze ten rodzaj jedzenia
          posiłku, przyjety w kraju Twego meza jako norma norma w Polsce np.
          nie jest i moze przez współbiesiadników być niekoniecznie dobrze
          odebrany.

          Zreszta, jak tu juz ktos wspomniał - nie mówiy o ludziach z róznych
          obszarów kulturowych - mówimy o Laleczce i jej narzeczonym, o którym
          nic nie wspomina, by
          podjadanie było norma tam, skad on pochodzi, wiec pomniemuje, ze
          pochodzi z Polski i takie zachowanie nie ma nic wspólnego z
          egzotyczną kulturą, tylko z "kulturą" wyniesiona z domu.

          Naturalnie, we własnym domu kazdy moze sobie zajadać, jak chce -
          jego sprawa. Problem się pojawia wówczas, gdy własnie z tego domu
          się wychodzi i natrafia na ludzi zdumionych i zniesmaczonych ntakim
          postepowaniem przy jedzeniu.

          Zwyczaj "podpijania" z cudzych filizanek i szklanek miał, a moze i
          ma nadal, mój eksszwagier. Własnie próbował cudze herbaty, soki, a
          takze brał sobie "łyki" kawy, czy piwa. Póki to nie otyczyło MOJEJ
          szklanki, to jakos to znosiłam, ale kiedy mojej to nie.
          I mzesz mi mówic, ze jestem taka, czy siaka - no jestem, ale za to
          nie stawiam innych w głupiej sytuacji, nie?smile

          Nie chcę,zeby ktos pił z mojej szklanki, "upijał". Jasne, w jakiejs
          ekstremalnej sytuacji jeszcze bym zrozumiała, ale w taiej gdzie ktos
          moze dostac swoj napitek , taki sam i ak robi to dla mnie jest
          niezrozumiałe.

          Tego rodzaju zachowaniem obieram chyba jakoś pdswiadomie, jako
          naruszanie mej strefy prywatnosci i dalibóg nie przypominam sobie,
          by tak robiły bardzo bliskie mi osoby, a cóz dopiero mąz siostry
          meza.

          A zwłaszcza już nie rozumiem zacowania narzeczonego Laleczki w tym
          sensie, ze wyraźnie mu powiedziała, ze tego nie chce, a on to robi
          dalej. W ten sposób próbuje, swiadomie, czy nie , narzucac jej swój
          styl jedzenia pochodzacy Bóg wie skąd, mimo iz wie, ze jej to nie
          odpowiada.

          Tak całkiem na marginesie, a propos takze innych wypowiedzi.Nie
          odbierajcie tego źle, ale poza sytuacjami egzotyki pewnej, jak u
          NSC - wynikajacej z odmiennosci kulturowej, przyjmowanie zasady: w
          domu jak kto chce, w "gosciach" kultualnie jest bardzo ryzykowne,
          zwłaszcza stosowane wobec dzieci.

          Chodzi mi o to, że osobie, która nauczy się niepoprawnego
          zachowawania przy stole od dziecka, w domu bywa trudno potem
          na "wychodnym" zmienic to zachowanie. Moze tak jest z narzeczonym
          Laleczki?
          • nsc23 Re: Miła Ncs 10.03.09, 10:09
            Kora,
            zaczne od konca wink
            Zgadzam sie w 100%, ze 'w domu jak kto chce, byle w gosciach kulturalnie' jest
            ryzykowne. Zreszta moim zdaniem bycie u siebie w domu nie zwalnia z zachowania
            manier - pewnie, rozluznia troche atmosfere (chociaz to tez nie zawsze, bo na
            przyklad przy pierwszej wizycie tesciow, czy w czasie romantycznej kolacji w
            domu to nie), ale nie powoduje, ze mozemy sobie na przyklad trzymac nogi na
            stole czy pobekiwac przy jedzeniu.

            Jezeli chodzi o zachowanie narzeczonego laleczki to tez tego nie rozumiem -
            rozumiem, ze lalczeczce przeszkadza, wiec jej partner powinien to uszanowac i
            przestac. Natomiast jezeli chodzi obiektywnie o zachowanie jako takie - czyli o
            probowanie cudzej potrawy przy stole to nie widze w tym nic nagannego -
            szczegolnie jezeli jest sie z kims, przy kim czlowiek czuje sie komfortowo. Jak
            to technicznie rozwiazac, to juz inna sprawa - ten dodatkowy talerz to nie glupi
            pomysl, wyjadanie prosto z cudzego talerza moze byc klopotliwe i narobic
            balaganu, to fakt.

            Jezeli chodzi o popijanie to sprawa jest o tyle prostsza, ze zamowienie
            kolejnego napoju zazwyczaj jest tansze i ewentualne pozostawienie np. pol
            szklanki soku jest mniejszym marnotrawstwem niz polowa kotleta. Wiec tu tez sie
            zgadzam - popijac nie nalezy z cudzej szklanki.

            Co do roznych obszarow kulturowych - byl to tylko przyklad, ze mozna jeszcze
            'obrzydliwiej' i ze z takimi sytuacjami mozna sie w zyciu spotkac - ostatecznie
            nie tylko w Zimbabwe je sie rekoma.
            Jezeli chodzi o Laleczke i jej mezczyzne, to jak widac czesciowo sa z roznych
            klimatow kulturowych - dla niego jest to normalne, ze je sie z cudzego talerza,
            czy konczy za kogos porcje, dla niej jest to niedopuszczalne i meczace - nie
            pozostaje wiec chyba nic innego jak albo zastosowanie kompromisu w postaci
            dodatkowego talerza, lub rozmowa na ten temat i proba kompromisu/zmiany
            siebie/zmiany partnera.

            No i biorac pod uwage, ze bywalas i tu i tam, dziwi mnie fakt, ze dojadanie po
            kims moze az tak zniesmaczyc, ze robi Ci sie niedobrze - po prostu i zwyczajnie
            chyba jestem mastodontem i mnie takie rzeczy nie ruszaja - pewnie, jakby ktos
            odstawial szopki z 'zakochanego kundla' typu jedzenie tej samej nitki makaronu
            to bym sie odwrocila, ale dojadanie kotleta po wlasnym dziecku? Nie wzbudza to
            we mnie az takich reakcji.
            • kora3 Re: Miła Ncs 10.03.09, 13:53
              hmmm no i wyszło na to, ze w dużej mierze zgodneśmy kobitki, z sobą
              wzajemnie w każdym razie smile

              Nie odbieraj tego tak, ze ja zaraz pedze do wc wymiotować jak takie
              coś widzę, bo to nie taksmile

              po prostu jak patrzylam na to, że ta kobieta dojada jedzenie z
              rozgrzebanego do wiwatu talerza (wiadomo, że małe dziecko nie je tak
              samo, jak dorosly) to faktycznie było mi , no jakoś niesmacznosmile

              u mnie w domu nikt po nikim nie dojadał, takż ewówczas, gdy byłyśmy
              z siostrą dziećmi. Ja z reguły bylam niejadkiem smile i owszem zdarzało
              się np. na wyjazdach, ze nim zaczęlam jesc od razu wiedziałam, ze
              nie zdołam tego zmiescić i było, a jakże przekładanie czesci, z
              odkrawaniem nawet włącznie.
              Ale jak wspomniałam NIM się zabralam do jedzenia. No po prostu jakoś
              sobie nie wyobrazam, ze dojadam czyjąś porcję, albo ktoś moją -
              natomiast oddanie czesci przed jedzeniem - jasne, ze sobie
              wyobrazam, choć niekoniecznie podczas b. uroczystych spotkań.
              • nm.buba011 Re: Miła Ncs 10.03.09, 14:22

                -kora3 napisała:

                > natomiast oddanie czesci przed jedzeniem - jasne, ze sobie
                > wyobrazam, choć niekoniecznie podczas b. uroczystych spotkań.

                w takich okolcznościach potrawy są w ekspozycji na stole na
                oddzielnych pólmiskach, wtedy coś nałożonego a niedojedzonego o
                czymś mówi.
                -
                pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

                so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                • kora3 :) 11.03.09, 05:48
                  Bubo - pisząc o uroczystych okolicznosciach miałam na mysli raczej
                  niekoniecznie wielka galę i oczywistosc o jakiej piszesz, a
                  uroczystą okolicznosc np. u cioci na imieninach smile
                  Czyli okazja uroczysta, imreza niekoniecznie wielkogalowa
                  • quba Re: :) 14.03.09, 13:09
                    Popieram Cie Koro z całego serca, to ze ludzie jedza z jednej miski
                    wywodzi sie z kultury czwraków- wtedy chlopi panszczyzniani jedli z
                    jednej miski, ich potomkom tak widac zostalo.
                    Tylko na miłośc boska dlaczego dorabiaja do tego zasady sv?
                    Po co wmawiaja innym, ze tak wlasnie jest kulturalnie? Tak wlasnie
                    nie jest kulturalnie.
                    Nieszczesie bierze sie stad, ze nasi odwieczni wrogowie, chcac
                    zniszczyc POlske wymordowali niemal cala inteligencje i widzimy
                    teraz jakie to ma dalsze skutki, po latach...
                    Ludzie, ktorzy nie umieja sie nigdzie zachowac zachowuja sie jak
                    chca i dorabiiaja do tego ideologie...
                    Wstyd po prostu.
                    Uczestniczylam kiedys w przyjeciu w pewnym ministerstiw, gdzie jeden
                    z wysokich urzednikow nabil kotlet na widelec i obgryzal go dookola,
                    a widzac w moich oczach zdumienie wyjasnil swobodnie:

                    -"nie dlatego tak jem, ze nie umiem widelcem i nozem, ale nie
                    lubie...

                    Ot, tyle - nie lubi jesc widelcem i nozem, to co sie bedzie zmuszal?

                    Ale w ogóle - co to za wysilek, prawda?
                    W latach 50 panujacy w POlsce, nie umieli posługiwac sie sztućcami
                    np.przy jedzeniu drobiu, to wmówili spoleczeństwu, ze wypada drób
                    jeśc rękoma.
                    Owszem wypada, ale tylko na pikniku, a nie przy stole.
                    Teraz widzisz, wmawiaja ludziom, ze jedzenie z cudzego talerza jest
                    przyjęte, jest w dobrym tonie.
                    Pewno, mozemy sobie ustalic zasady, ze publicznie dlubiemy w nosie,
                    w zębach i moze zaczniemy klaśc na stole chusteczki do nosa/?
                    Ludzie chodzą na wesela w czarnych sukniach, w białych, w czerwonh,
                    a spróbuj im powiedzieć, ze to absolutnie nie wypada, to się
                    dowiesz, ze ... teraz juz wypada...
                    I tak to wlasnie jest.
                    Zamiast stosowac sie do zsad sv, wymyslaja wlasne zasady, nie
                    wiadomo czy po to, zeby były, czy żeby przykryc braki we własnym
                    wychowaniu...
                    Pozdrawiam Cię Koro bardzo serdecznie
                    • remez2 Re: :) 14.03.09, 13:42
                      > Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że
                      > trzeba pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
                      Bez urazy ale powyższa treść nie przystaje do części ideologicznej Twojego
                      wpisu. Co do meritum - pełna zgoda. pozdrawiam
                      • future_phd Re: :) 15.03.09, 04:39
                        Tak tylko dla informacji.
                        Jedzenie z jednej miski bylo powszechne i na dworach panujacych w X/XI wieku.
                        Nie wszystko wiec z "czworakow".
                        A co do cudzego talerza...Forma "przepijania" do goscia (z TEGO SAMEGO naczynia)
                        byla OBOWIAZKOWA, gosc wtedy wiedzial, ze nie podaje sie mu trucizny (coz, takie
                        czasy byly). Jakos nikt sie nie brzydzil. Mowie o okresie sredniowiecza, rzecz
                        jasna.
                        • nm.buba011 Re: :) 15.03.09, 07:44
                          future_phd napisał:

                          > Tak tylko dla informacji.

                          c.d.
                          a Gandhi i Jerzy VI opili się wody do mycia rąk, a wynikało to
                          tylko z kontekstu.
                          Prawdziwych okoliczności tego wątku nie poznamy, ponieważ sama jego
                          autorka poszukuje jedynie potwierdzenia(megażulstwo), dla poniżenia
                          kogoś o kim mówi... mój narzeczony.
                    • baba67 Re: :) 15.03.09, 15:21
                      Absolutnie sie z Toba zgadzam. Dlatego nazwalam autorke watku hrabina de
                      POcalujmiewdupe. Mnie tam odpowiadaja praktyczne obyczaje z
                      czworakow.Oszczednosc, mniej zmywania, same plusy. Gdzie jest napisane, ze sv ma
                      byc z palacow rodem?
                  • nm.buba011 Re: :) 15.03.09, 07:26
                    kora3 napisała:

                    > Bubo - pisząc o uroczystych okolicznosciach miałam na mysli raczej
                    > niekoniecznie wielka galę i oczywistosc o jakiej piszesz, a
                    > uroczystą okolicznosc np. u cioci na imieninach smile
                    > Czyli okazja uroczysta, imreza niekoniecznie wielkogalowa

                    - użyłaś Koro, nawet wzmocnienia <b>, czyli <bardzo>.
                    Myślałem, że coś bardzo uroczystego, nie determinuje sama nazwa ale
                    poparte to musi być wysiłkiem. Niuanse.
                    Poprzedni mój wpis był poparciem Twojego poglądu, ale możesz
                    oczywiście się nie zgadzać.
                    Dzięki, że dostrzegasz w moim poście... oczywistość.
                    • kora3 Bubo moz ja spróbuje wyjasnić :) 15.03.09, 15:29
                      Otóż jestem zdania, że np. w restauracji, zwłaszcza juz jakies
                      egzotycznej, kiedy chcemy dosłownie spróbowac jakiegos dania, a ie
                      znamy go wypada poprosic o dodatkowy talerz i sztucce i w ten sposób
                      np. spróbowac zachwalanej przez współbiesiadnika - znawce JEGO
                      potrawy, by móc sobie po uznaniu, ze pyszna takze ja zamówic
                      przykladowo.

                      Natomiast u cioci Fredzi na imieninach najczescie nie ma takiej
                      egzotykismile
                      • nm.buba011 Re: Bubo moz ja spróbuje wyjasnić :) 15.03.09, 16:16

                        kora3 napisała:

                        > Otóż jestem zdania, że np. w restauracji, zwłaszcza juz jakies
                        > egzotycznej, kiedy chcemy dosłownie spróbowac jakiegos dania, a ie
                        > znamy go wypada poprosic o dodatkowy talerz i sztucce i w ten
                        > sposób(...)

                        - podobnie napisałem, tydzień temu, co poniżej wkleiłem:

                        cyt.

                        nm.buba011 09.03.09, 17:50 Odpowiedz

                        chyba trochę przesadzacie(Ty i recenzenci), w nominalnej
                        restauracji można zamówić pół lub po pół(względnie asymetrycznie)
                        porcji, drugi pusty talerz i sztućce, a gdy zaś "przeszacujemy"
                        nasze możliwości, to zapakują w specjalne do tego(na wynos)
                        kontenerki.

                        koniec cyt.

                        oczywiście się z Tobą Korciu zgadzam.
                        W większości przypadków wszyscy jako uczestnicy tego forum, mamy
                        zbieżne poglądy, skoro mamy potrzebę tu pisać i rozszyfrowaliśmy
                        nazwę... savoir vivre.
                        • kora3 :) nt 15.03.09, 17:32

              • nsc23 Re: Miła Ncs 10.03.09, 15:02
                Ano zgadzamy sie smile OK, pol-przezutego kotleta tez bym nie dojadala wink
    • magdalaena1977 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 09.03.09, 09:47
      IMHO podjadanie z innego talerza jest jak najbardziej OK - zwłaszcza w
      restauracji, gdy każdy je co innego i są to fajne ciekawe dania. Wszyscy
      recenzenci kulinarni mówią o tym jako o normalnej praktyce dopuszczalnej przez sv.
      • remez2 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 09.03.09, 09:55
        > Wszyscy recenzenci kulinarni mówią o tym jako o normalnej praktyce >
        dopuszczalnej przez sv.
        W takim razie znawcy sv muszą pilnie zająć się oceną smaku i jakości potraw. W
        ramach teorii konwergencji.
      • nm.buba011 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 09.03.09, 17:50
        magdalaena1977 napisała:

        > IMHO podjadanie z innego talerza jest jak najbardziej OK - (...)
        > recenzenci kulinarni mówią o tym jako o normalnej praktyce
        > dopuszczalnej przez sv.

        chyba trochę przesadzacie(Ty i recenzenci), w nominalnej
        restauracji można zamówić pół lub po pół(względnie asymetrycznie)
        porcji, drugi pusty talerz i sztućce, a gdy zaś "przeszacujemy"
        nasze możliwości, to zapakują w specjalne do tego(na wynos)
        kontenerki.
        • baba67 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 09.03.09, 20:38
          No wlasnie, swiete slowa panie dobrodzieju. Nie mowimy oczywiscie o BARDZO
          uroczystych okazjach w BARDZO eleganckiej restauracji.
          laleczka oczywiscie nie pasuje do swego mena lub odwrotnie, mentalnie rzecz jasna.
          • nm.buba011 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 09.03.09, 22:08
            baba67 napisała:

            > No wlasnie, swiete slowa panie dobrodzieju.

            - dzięki, za docenienie.

            > laleczka oczywiscie nie pasuje do swego mena lub odwrotnie,
            > mentalnie rzecz jasna.

            - aż tak się nie odważyłem, smile,
            choć zauważyłem,
            że:
            cytat...
            wszyscy jesteśmy wrażliwi, moralni itd, ale mamy różne progi
            graniczne. Wasze są dość poważnie... rozbieżne.
            koniec cyt.
          • remez2 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 09.03.09, 22:42
            Bez obrazy - kolejny tragiczny komentarz w tym wątku. Mówimy o zwykłym życiu i
            zachowaniu wobec drugiej osoby.
            • baba67 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 10.03.09, 14:22
              Tragiczny ??? Ktos umarl ? Zamierza? Nie mamy zadnych praw do posiadania
              wlasnego zdania a rozniacego sie od Twojego, tchnacego gleboka madroscia
              niewatpliwie osadu?
              • remez2 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 10.03.09, 16:59
                Powiem Ci coś w zaufaniu. Twoje komentarze (to jest oczywiście jedynie mój
                odbiór) są na coraz niższym poziomie. Na przykładzie tego wątku - najpierw
                wchodzisz z wprawdzie bezsensownym ale za to obraźliwym tekstem:
                ""To nie on jest zul tylko Ty hrabina Depocalujmiewdupe."" a następnie piszesz:
                > Tragiczny ??? Ktos umarl ? Zamierza?
                To oczywiście miało być szyderczo-dowcipne. A tak na marginesie - słowo
                <tragiczny> kojarzy Ci się jedynie ze śmiercią?
                A następne zdanie do już prawdziwa perełka:
                > Nie mamy zadnych praw do posiadania
                > wlasnego zdania a rozniacego sie od Twojego, tchnacego gleboka madroscia
                > niewatpliwie osadu?
                Po pierwsze - skąd liczba mnoga? Z tytułu liczby w nicku? Po drugie - dla mnie
                możesz był członkinią Towarzystwa Miłośników Płaskiej Ziemi. Ale jeżeli podajesz
                coś do publicznej wiadomości, licz się z odzewem. Po trzecie - to zdanie nie ma
                sensu. I po czwarte - uwierz, że subtelna ironia to nie Twoja liga. pozdrawiam
                • baba67 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 17.03.09, 14:31
                  Uroczy , jak zwykle cudowny. Dzejm Bond buty moze Ci czyscic. Dzentelmen w
                  kazdym calu.Ozdobo naszej krainy(phu naszego forum). Jednym slowem
                  REMEZ.Niegodnam czytac Twych postow. I nie bede.
                  • remez2 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 18.03.09, 10:31
                    > Uroczy , jak zwykle cudowny.
                    Dziękuję. Zawsze miło coś takiego przeczytać.
                    > Dzejm Bond buty moze Ci czyscic.
                    Nie może, ponieważ w odróżnieniu od niektórych polityków robię to sam.
                    > Dzentelmen w kazdym calu.
                    Nie przesadzajmy - jedynie wobec dam.
                    > Ozdobo naszej krainy
                    też ładnie brzmi.
                    > (phu naszego forum)
                    ????
                    > Jednym slowem REMEZ.
                    Ciekawy zestaw - remez i baba. Nie, to kiepski zestaw.
                    > Niegodnam czytac Twych postow
                    Wybaczam Ci, siostro.
                    > I nie bede.
                    Szkoda. Mogłabyś się sporo nauczyć.
                • baba67 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 17.03.09, 14:41
                  1 Tragiczny kojarzy mi sie tragicznie. Jestem niedouczona i nie znam ojczystego
                  jezyka
                  2 pisalam w imieniu swoim i buby (przepraszam Cie bubo jesli Cie zle zrozumialam)
                  3 niewapliwie ironia nie jest moja mocna strona. Twoim zdaniem.Nie jestesmy
                  jednak na kolku polonistycznym z Toba w roli prowadzacego.
                  4 rada w zaufaniu-jest mnostwo sposobow podbudowywania swojego ego poza forum.
                  • remez2 Re: podjadanie w restauracji (i nie tylko) 18.03.09, 10:41
                    > Jestem niedouczona i nie znam ojczystego jezyka
                    Fakt. Ale samokrytyka godna uznania.
                    > niewapliwie ironia nie jest moja mocna strona. Twoim zdaniem.
                    Nie jest.
                    > Nie jestesmy jednak na kolku polonistycznym z Toba w roli prowadzacego.
                    Potwierdzasz nieznajomość języka. Można być na wykładzie ale nie na kółku. A ironia nie wiąże się z konkretnym językiem.
                    > rada w zaufaniu-jest mnostwo sposobow podbudowywania swojego ego > poza forum.
                    Wierzę, że z nich korzystasz a mnie radzisz z dobrego serca. To ładne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka