kochani, mam problem z moją dwuletnią kotką. znajda, długo leczona z kk,
odratowana, dotąd zdrowa, radosna, regularnie odrobaczana itp. itd.
kilka dni temu zauważyłam, że w dolnej szczęce ostał się jej tylko jeden
siekacz! przyznam, zaniedbałam, nie wyrwałam się od razu do weta, bo czas jest
dziwny, myśli się o innych sprawach, pracy dużo, zresztą tłumaczę sobie że te
kilka dni nie mogłoby tu być decydujące. kiedy porównałam z uzębienie z drugim
kocięciem nie mogłam uwierzyć. prawda jest taka, że kota od samego początku
miała nieznośny zapach w pysku, i kilku zębów jej brakowało (znaleziona w ok.6
miesiącu życia, już po wyrżnięciu się zębów stałych), ma też lekką wadę
zgryzu, jednak weterynarz, do którego zawsze chodzimy (i do którego mam
zaufanie, bo wyprowadził ją z nieciekawego stanu) stwierdził, że ten smrodek i
zgryz to taka jej uroda, nie ma żadnych paskudztw, wyniki były ok.
no ale teraz sprawy się nieco pozmieniały. co więcej, dziś 'zbadałam' jej
paszczękę i okazało się, że rusza jej się siekacz w górnej szczęce
na
zębach nie ma osadu, kamienia, nie widzę żadnych ropniów, nic się nie sączy,
zęby są bieluteńkie. naturalnie, wizyta u weta to mus, ale najbliższy
możliwy termin to poniedziałek. chciałam zapytać, czy spotkaliście się kiedyś
z czymś takim? bo przeraźliwie się martwię. u koty nie ma żadnych zmian w
zachowaniu, jest ruchliwa, ale chyba faktycznie je jakby mniej... jestem
przerażona, tym bardziej, że naczytałam się o jakichś rakach i innych
przeczytałam też gdzieś, że kotu powinno się czyścić zęby szczoteczką (???).
no... nigdy tego nie robiłam. koty jedzą dobrą karmę, od czasu do czasu
specjalne kosteczki do czyszczenia zębów, ale szczoteczka?! mój kocur jest
olbrzymi - 7 kg - i zęby ma maleńkie, jemu nie dałoby się wyczyścić, a co
dopiero 3kg kotce. zresztą, próba włożenia im czegokolwiek do pyska (vide:
tabletka), graniczy z niemożliwością.
poratujcie, czy mieliście z czymś takim do czynienia? czy bardzo mam się bać?