gacusia1
26.03.11, 14:57
Wczoraj maz zadzwonil do mnie z pracy(jak zawsze) no i gadka-szmatka,ze chlopak MUSI POZBYC SIE kotow i psa,bo jego dziewczyna jest w ciazy. Mnie jakby piorun strzelil. Wsiadlam na meza,ze taki spokojny,ze mowi mi to wiedzac,jaki mam stosunek do pozbywania sie zwierzat,bo cost-tam(blachostka). Maz na mnie,ze co on ma zrobic,ze to nie jego zycie tylko chlopaka z pracy,ze jemu to lekarz powiedzial i takie tam. Nie mialam sily nawet tlumaczyc,tylko powiedzialam,ze chociaz mogl sprobowac przekonac ze ciaza nie jest powodem do pozbycia sie kotow i psa. Swoja droga ten lekarz to jakis psychiczny (w to nie watpie-Kanada w koncu) . No i na tym stanelo. Ja tego chlopaka raz na oczy widzialam i raczej nie na miejscu byloby sie wpieprzac -jako obca osoba - w jego sprawy. Dlatego zla bylam na meza,ze tak sobie to lekko potraktowal,a koty i pies zapewne trafia do schroniska i do uspienia.