21.02.05, 09:02
Mam w domu dwie 4-letnie kotki, jakoś sią dogodały, choć trwałao to dwa
miesiące. Tą drugą mam od sierpnia. Teraz wygląda na to, że powinnam na kilka
dni (tydzień - dwa) zająć się parą kotów wychodzących. Z moimi trochę się
znają, ale nie jest to przyjaźń. Dopóki wytrzymam, będę dojeżdżać (rano, po
pracy + wieczór), wypuszczać i czekać dwie godziny aż się wybiegają i wrócą.
Potem pewnie zabiorę do siebie - i co dalej? Nie zjedzą się nawzajem? Czy
macie doświadzenia z tworzeniem takiego stadka? Jak koty wychodzące
zaaklimatyzują się do bloków i balkonu?
Obserwuj wątek
    • aniabe13 Re: nowe koty 21.02.05, 09:45
      Ja bym wytrzymała dojeżdżając, z tego zabrania do ciebie może być więcej szkody
      niż pożytku.Dla tych wychodzących to i tak stres że państwa nie ma i jakaś obca
      baba im łazi. A jeszcze zabrane z domu...i może być wojna, twoje kotki będą
      bronić swojego przed obcymi.Wiem że to czarny scenariusz ale może tak być.
      W końcu dwa tygodnie to nie tak dużo.
      • annskr Re: nowe koty 21.02.05, 10:18
        Tak, ale ja pracuję ok.10godz dziennie, koty 6godz, jeszcze bym pospała, a na
        życie już czasu mi chyba nie starczy...
    • beali Re: nowe koty 21.02.05, 10:34
      Hej! Sądzę,że czego byś nie zrobiła,to i tak łatwo nie będzie. Dobrze,że to tylko najwyżej dwa tyg. Problem dogadania się kotów może nie być największym/u mnie ,gdy do Bąbla i Kacpra doszła Sylwia, specjalnych problemów nie było/,gorzej ze zmianą miejsca pobytu tamtych kociaków i braku wychodzenia na polko... Ja, by tak nie latać,spróbowałabym je wziąć,jak będzie żle to je odwieziesz po prostu do domu i nie pozostanie Ci nic innego,jak dwoić się i troićsmile Ponoć wprowadzając nowe koty,trzeba dać wszystkim czas na poznanie przez zapach,czyli przez zamknięte drzwi-ja od razu wpuszczam do stada i pilnuję,czy aby coś się nie dzieje i to zarówno koty,jak i psy.Jak na razie prócz fukania i warków nic się nie stało. Życzę powodzenia i przetrwania !smile beali
      • annskr Re: nowe koty 21.02.05, 10:46
        Moja pierwsza kotka ma charakterek (kruszynka 3,15kg), tej z sierpnia (4,5kg)
        przez 2 miesiące nie pozwalała zejść z parapetu, karmienie i kuwetka tylko pod
        moją opieką. Teraz też Pusia rządzi. Ew. nowe to Gavroche (kastrat, 6kg, bardzo
        spokojny i o niego mało się boję) i bardzo płochliwa i delkatna Laleczka -
        moja Pusią może ją po prostu zjeść. Pocieszam się, że jak wytrzymałam tampte
        dwa miesiące, to teraż też przeżyją. Może kupie kocimiętkę i je wszystkie
        wysmaruję?
        • aniabe13 Re: nowe koty 21.02.05, 13:36
          A masz możliwość trzymania ich w osobnych pomieszczeniach? Każdej parze
          przydzielić kuwetę i michy?
          • annskr Re: nowe koty 21.02.05, 15:13
            Mam dwa pokoje, w jednym śpię, w drugim żyję i pracuję, będę musiała je
            przenosić rano i wieczorem, + blokada drzwi, bo kochana Pusiunia wiesza się na
            klamkach i otwiera.
        • beali Re: nowe koty 21.02.05, 17:14
          Twoja Pusia to taka moja Bambiśkasmile Z moich obserwacji wynika,że sporo zależy od charakteru wprowadzanego kota,tak też z Laleczką mogą byc faktycznie problemy... Aczkolwiek nie muszą,może zaszyje się w jakimś kącie/co jest normalne u kotów i nie powinno przerazać/ i będziesz musiała tylko zapewnić poczucie bezpieczenstwa podczas Twojej obecności obok/tak robiłam wprowadzając Kacpra-pierwsza kotkę do mojego zazdrosnego psiura/.Z Sylwkiem problemów nie było,podrzucona pod nasz dom,marzła przez dobę i jej celem było dostać się do środka,kiedy tam się znalazła,to się po prostu nie dawała,ani Bąblowi,ani Kacprowi i spokojnie robiła swoje,wylegując się na naszym łóżkusmile Myślisz,że wysmarowanie kocimietką pomogłoby?Byłoby supersmileMoże faktycznie pachnąc dla siebie zachęcająco... A co do tego,że przezyjesz nie mam najmniejszych wątpliwosci-kociarze wiele zniosąsmile)) beali
          • annskr Re: nowe koty 09.03.05, 10:36
            No i mam 4 koty. Gwoli wyjaśnienia te dwa nowe to koty mojej mamy,
            półwychodzące, biegałam do nich, bo mama miała zapalenie gardła. Po 10-ciu
            dniach leczenia przeszło w zapalenie oskrzeli, zabrałam ją do siebie (bańki, a
            mieszka sama), a następnego dania koty. Stwierdziłam, że moja doba nie zmieści
            pracy, opieki nad mamą (zakupy, gotowanie) i codziennego dojeżdzania do kotów
            zamkniętych w mamy mieszkaniu. Pierwszy wieczór Lalunia spraliżowana ze strachu
            spędziła na kolanach mamy, w nocy spała z nią, zjadła tylko odrobinkę mięska,
            niesiona do kuwetki strasznie płakała. Gavroche po namyśle sam wylazł z
            koszyka, popatrzył z góry na syczacą i warczącą Pusiunię i zrobił obchód
            mieszkania. Szarotka z szeroko otwartymi oczami przyglądała się z bezpiecznego
            parapetu. To było w piątek. Do tej pory Lalka śpi w szafie, karmiona i noszona
            do kuwetki, ale głaskana mruczy, w nocy idzie do drugiego pokoju do Gavroszka i
            trochę buszuje. Gavroche właśnie przeniósł się ze spaniem z kocyka na podłodze
            na sofkę, a odobrażona Pusiunia przespała ze mną pierwszą noc. Szarotka zeszła
            z parapetu i z ciekawością łazi za Gavrochem - w bezpiecznej odległości. W nocy
            budzi nas miauczenie Gavroszka, który chce się pogłaskać. W zasadzie obeszło
            się bez większych awantur, aczkolwiek nadal nie jest ustalone, czy rządzi Pusia
            (3kg + charakterek), czy Gavroche (6kg i "siła spokoju"), dyskusja odbywają się
            wieczorami w drziach sypialni. W sumie uważam, że przeszło mi bardzo ulgowo,
            porównując to do wprowadzenia Szarotki do Pusiuni.
            • annskr Re: nowe koty 24.03.05, 12:21
              Niestety, łudziłam się ,że ulgowo. Po tygodniu wspólnego życia w nocy Gavroche
              chyba nie wytrzymał zaczepek Pusiuni, obudziły nas wściekłe wrzaski. Koty się
              pobiły. Rezultat - Gavroche podrapane w środku uszko, rysa na nosku, Pusiunia -
              ranka na łapce i rozerwana w dwóch miejscach skórka na boku na dł.kilku cm,
              więc narkoza, szycie. W dzień koty chodzą wolno, a raczej śpią, mama je
              nadzoruje ze spryskiwaczem, w nocy zamykamy je w pokoju. Pusiunia po
              przebudzeniu się z narkozy, w kloszu, warczy i psyka na Gavroche'a, nie
              ustępuje mu z drogi, no chyba że za blisko podejdzie, wtedy z głośym krzykiem
              ucieka. A towarzyski i poczciwy Gavroche nadal ma wyraźnie przyjacielskie
              zamiary, z Szarotką trącają się noskami, do Pusiuni w bardzo uprzejmy sposób
              pomiaukuje. Lalunia ośmieliła sie i chodzi po mieszkaniu, nawet do kuwetek w
              łazience, przedtem korzystała z dużej donicy koło swojego legowiska (biedna
              kliwia, nie wiem, czy przeżyje), czasem posykuje na Szarotkę i Pusiunię, ale
              zdecydowanie obronnie. Wczoraj Pusi zdjęto szwy, ostrożnie powąchała się z
              Gavroszkiem, ale potem chciała mu dać łapką po pusiu, wrzasnęła i uciekła.
              Czyli jak po trzech tygodniach koty zaczynają się docierać, to mama
              stwierdziła, że czuje się zdrowa i wraca do swojego domu.
    • wiesia.and.company Re: nowe koty 24.03.05, 16:00
      Czytałam wiadomości od Ciebie jak powieść obyczajową z wątkami sensacyjnymi.
      Oczywiście, przypominały mi się moje koty. Siódemka jest zbieraniną, z tym, że
      poza czterema, trzy były młodziutkie kiedy je wprowadzałam do "towarzystwa".
      Cztery - to były dorosłe i różnie bywało. Ale się zawsze wcześniej lub później
      docierały. Moja koleżanka też ma teraz siódemkę, przy czym trzy koty
      zdecydowanie się nie lubią, pofukują na siebie przechodząc, czasem machną łapą
      odstraszająco, czasem przestraszone,wychodząc na siebie zza rogu, wydrą się
      głośniej, ale bitew z wczepianiem w sierść, wygryzaniem i turlaniem nie
      ma.Tworzą stado, jak grupę "koleżeństwa", raz pogodzoną, raz trochę skłóconą.
      Dobrze jednak, że te różne atrakcje już za Tobą, ale teraz już wiesz, że
      tragedii nie musi być. Fajnie jest jednak być tylko ze swoimi "najbliższymi".
      Pozdrawiam.Wiesia
      • annskr Re: nowe koty 25.03.05, 09:09
        Masz rację, sympatycznie w takim składzie, tyle że kiedy koty zaczęły się z
        lekka dogadywać mama poczuła się zdrowa, wczoraj odwiozłam ją do jej domu, a
        koty jeszcze zostawiłam, bo to przeziębienie może (odpukać) wrócić. Wczoraj po
        południu Gavroszki (koty mamy) łaziły smutne, oglądały jej łóżko i pomiaukiwały
        pytająco, spały oczywiście w zamkniętym pokoju. Dziś rano nie zjadły śniadanka,
        tylko przybiegły do mamy łóżka i położyły sie obok. Pusiunia warczała dość
        umiarkowanie. Wyraźnie tęsknią - a mówi się, że koty przywiązują się do
        miejsca, a nie do ludzi. Podobnie zachowywały sie, jak mama jakiś czas temu
        była w szpitalu. Wieczorem przyjeżdziałam na jej podwórko wpuśić je na noc do
        mieszkania, koty siedziały przy furtce i czekały, potem nie zwracając uwagi na
        miski obiegały całe mieszkanie i wyrażnie szukały swojej pani.
        A w ogóle to kiedy Pusiunia wystraszona przez Gwvroche'a wydawała głośnie
        wrzaski, w ich kierunku rzucała się normalnie spokojna i cały czas śpiąca
        Szarotka. Jakby na pomoc - bo za bardzo ciekawska nie jest. Czy wasze koty też
        przejawiają jakby solidarnośc domową?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka