Dodaj do ulubionych

Rozpaczliwa prosba o porade....

11.10.05, 07:59
Witam smile
Dawno nie pisalam na forum,choc codziennie zagladam. Od czasu powrotu z
wakacji bylam wlasciwie ciagle "w biegu", bez szans na dluzsze posiedzenie
przed ekranem sad
Nie wiem, czy pamietacie, ale Zurek polecial z nami do Polski. Relacje z
podrozy napisze pozniej, grunt, ze dolecielismy cali i zdrowi, .... choc
emocje ( z samolotu ) byly godne najlepszego thrillera....
Zurek cudownie zaaklimatyzowal sie w moim warszawskim mieszkaniu, oswajanie
sie z nowym miejscem trwalo moze kwadrans. Nigdy nie widzialam go takiego
szczesliwego i spokojnego. Mimo iz przed wyjazdem zamykalismy sie przed nim
na noc w sypialni, zdecydowalismy,ze o ile nie sie za bardzo nie rozbryka -
bedzie sypial z nami.
Niestety, ta idylla skoczyl
Obserwuj wątek
    • umfana Re: Rozpaczliwa prosba o porade.... 11.10.05, 09:25
      I co się stało ... hej??? sad((
    • lidia1001 Re: Rozpaczliwa prosba o porade.... 11.10.05, 09:40
      Napisz coś więcej, bo na razie problemu nie widać
    • angieblue26 Ouups...! 11.10.05, 14:38
      Ojej, strasznie przepraszam.... Czy moge prosic moderatorke o usuniecie tego
      postu ? Nie zauwazylam, ze wyslal sie w polowie pisania sad((
      Jutro napisze cala historie w calosci, niestety dzisiaj jestem za bardzo
      zmeczona, zeby sklecic choc jedno porzadne zdanie.
      Powiem tylko, ze od tygodnia spie po godzine, wlasnie przez Zura sad(
      Z gory dziekuje,
      Ola
    • marta.kunc Re: Rozpaczliwa prosba o porade.... 11.10.05, 15:04
      angie, napisz tez o podrozy samolotem plizzzzz
      bo ja lece z tigerem 2 grudniauncertain
      juz trzese sie na sama myslsad
      • angieblue26 Tym razem - prosba "w jednym kawalku". 11.10.05, 15:26
        Witam smile
        Dawno nie pisalam na forum,chociaz codziennie tu zagladam. Od czasu powrotu z
        wakacji bylam wlasciwie ciagle "w biegu", bez szans na dluzsze posiedzenie
        przed ekranem sad
        Nie wiem, czy pamietacie, ale Zurek polecial z nami do Polski. Relacje z
        podrozy napisze pozniej, grunt, ze dolecielismy cali i zdrowi, ... choc emocje
        (z samolotu ) byly godne najlepszego thrillera....
        Zurek cudownie zaaklimatyzowal sie w moim warszawskim mieszkaniu, oswajanie sie
        z nowym miejscem trwalo moze kwadrans. Nigdy nie widzialam go takiego
        szczesliwego i spokojnego. Mimo, iz przed wyjazdem zamykalismy sie przed nim
        na noc w sypialni, zdecydowalismy, ze o ile nie sie za bardzo nie rozbryka,
        bedzie sypial z nami. Przez cale trzy tygodnie kocio niczym aniol ukladal sie
        wieczorem na poduszce pomiedzy nami, co rano znajdowalismy go w tej samej
        pozycji, rozciagnietego na pleckach, rozmruczanego niczym dieslowski silnik.
        Cud, miod, prawdziwy « Zurek na slodko » 
        Niestety, ta idylla skoczyla sie wraz z powrotem do domu. Wlasciwie kazdego
        dnia Zur robi sie coraz bardziej nieznosny... O ile do tej pory po
        kilkugodzinnym "malpieniu sie" nastepywaly blogie chwile snu, teraz na prozno
        oczekiwac chociaz paru minut spokoju. Kiedy jestem w domu Zur wlasciwie non
        stop "atakuje" – zebiskami i pazurami – moje lydki, rece, kulkakrotnie
        zdarzylo mu sie wpic, az do krwi w moj dekolt i szyje. Z natury nerwus, staram
        sie, jak moge, zachowac zimna krew i na powyzsze zaczepki reagowac cieplym
        tonem, glaskiem, przytuleniem, czesto jednoczesnie opatrujac wlasne "rany". W
        najgorszym wypadku fukam, albo leje mu po pupsku woda ze spryskiwacza. I prosby
        i grozby odnosza skutek jednakowy – czyli zaden. Conajwyzej kocik rozkreca sie
        jeszcze bardziej, tak, ze jedynym rozwiazaniem jest zamkniecie sie przed nim w
        pokoju « komputerowym », jedynym, do ktorego kot nie dobija sie z wrzaskiem
        rzucajac sie na klamke…
        W przerwach pomiedzy kolejnymi zakusami na poszczegolne czesci mojego cialai,
        Zur skupia sie na atakach na wszelaki sprzet domowego uzytku, od suszarki
        poczawszy, a na panelach podlogowych konczac. Blogoslawione chwile snu (mojego
        i kota) sa coraz bardziej sporadyczne, a nawet jesli nadchodza, jest to raczej
        krotka drzemka sluzaca regeneracji sil niezbednych kotu do dalszej walki. Nawet
        podawanie jedzenia do miski konczy sie skakaniem mi na reke, gryzieniem moich
        palcow, lub w najlepszym razie lyzki, ktora nakladam mu puszke….Co jakis czas
        daje mi znac, ze papu jest ble – pracowicie i z zacieciem wysypujac je na
        podloge z jednej i zalewajac obficie woda z sasiedniej miski.
        Jednak wszystkie powyzsze kocie dewiacje sa niczym w porownaniu do rozrywek,
        ktore kot prezentuje w godzinach wieczorno-nocnych ( po powrocie meza z biura).
        Oszczedze Wam szczegolow tego przedstawienia, bo i tak straszliwie sie dzisiaj
        rozpisalam , powiem tylko, ze przesypiam maksymalnie godzine na dobe, a i to z
        przerwami.
        Bylam za wychowaniem bezstresowym kota. Skutek taki, ze kot ma sie wspaniale,
        za to ja jestem klebkiem nerwow. Jeszcze trzymam sie, ostatkiem sil, ale powoli
        kapituluje...
        Czy macie jakikolwiek sposob na uspokojenie kota ?
        • lidia1001 Re: Tym razem - prosba "w jednym kawalku". 11.10.05, 15:31
          Moze przechodzi okres buntu związany z dojrzewaniem? Tak jak to jest u dzieci.
          Nie wiem, czy koty też coś takiego mająsmile
          • angieblue26 Re: Tym razem - prosba "w jednym kawalku". 11.10.05, 16:30
            Lidia, niestety nie mamy dziecka, wiec niewiele wiem o buncie dojrzewania, ale
            moze faktycznie masz racje ? W kazdym razie mam nadzieje, ze wszystko wroci
            wkrotce do (jakiejs) normy, bo doslownie zasypiam na stojaco sad
            • foxie777 Re: Tym razem - prosba "w jednym kawalku". 11.10.05, 17:32


              Jaki On sliczny. Czy jego oczki sa niebieskie czy zielone.
              Jest bardzo podobny do mojego rudzielca, z tym ze Ona jest
              dorosla.
              Co do wybrykow, jest to po prostu kocie baby.Gwarantuje, ze z tego
              wyrosnie.
              Moja syjamska kotka jak byla malutka, to takie cuda wyprawiala, ze
              dom sie trzasl w posadach. Teraz ma prawie dwa latka, ale
              jak jej przyjdzie ochota to tak rozrabia, ze juz nie wspomne
              jakie ma "gadane".
              Dzisiaj rano obudzila nas 5:30am.

              pozdrawiam
              • angieblue26 Foxie :-) 12.10.05, 05:56
                smile Zurek ma oczka zielono-zlote, kolor zalezy od oswietlenia.
                Wczoraj wieczorem uwiazalam na kiju od miotly (ma z jednej strony taka
                plastikowa nakladka, coby miotle mozna bylo zawiesic) sznurek z mysza. Powyzsza
                zabawka operowalam przez 2,5 godziny jednoczesnie obdzwaniajac mame, babcie i
                siostre (inaczej pewnie padlabym z nudow smile). Zurek wyskakal sie i wyhasal,
                tak, ze ze okolo pierwszej zaczely mu sie kleic oczka ze zmeczenia smile
                Przespal praktycznie .... cala noc smile)), az do piatej.
                Moze jemu po prostu brakuje towarzystwa do zabawy i stad ta zlosc i zaczepki ?
                • beali Re: Foxie :-) 12.10.05, 07:16
                  Bardzo możliwe,że się nudzi i szuka sobie rozrywek,a że odkrył pazurki
                  i całą fajową zabawę nimi,wkurzanie Ciebie,to ich używa.Po moich milusich zauważyłam,że czasem koty maja takie napady złośliwości,a im bardziej ja się wkurzam,tym mocniej dokuczają.Moja siedmio,ośmiomiesięczna diablica dla nas przekochana,milutka,przytulna i nigdy nawet jednego pazura nie wyciągnie, wyżywa się na starszych kotach,atakuje,wskakuje zninacka na plecy niczego nie spodziewającej się,wygodnie ułożonej koty,urządza niby bójki,gonitwy,no szał choć bez rozlewu krwi.Efekt-my mamy spokój,żadna kota nie lubi Majuśki,a Majuśka wpada w dół,kiedy 'siostry' znikają jej z pola widzeniawink
                  Nie pozwól się mu atakować,bo się jeszcze przyzwyczai.Spróbuj metody dźwiękowego odstraszania-jakaś puszka z czymś tam pod reką/w ręce/i kazdy atak nagradzaj nieprzyjemnym dźwiękiem.Czytałam takze o struminiu sprężonego powietrza w pysio-ponoć działa na wszystkie koty odstraszająco.W momencie próby ataku,aplikuje się kotu niespodziankę w pysio,czyli ubiega się atak,a kotek z czasem pojmuje,że nie warto atakować,bo pani jest i tak pierwsza.Napisali w "Moim kocie i ja",że śierściuchy rezygnują z ataku.
                  • annskr Re: Foxie :-) 12.10.05, 12:02
                    A może faktycznie brakuje mu towarzystwa? W jakim wieku jest kocio? Może się
                    dokoćcie kocurkiem równolatkiem - zajmą się sobą i Wam dadzą trochę spokoju?
                    Tylko najpierw sprawdźcie, jaki charakterek ma ew.nowe kocio ?))
                    • angieblue26 Re: Foxie :-) 12.10.05, 12:41
                      Kocio ma 6 m-cy (konczy w niedziele).
                      Mysle, bardzo powaznie, nad towarzyszem (-szka). Moj pomysl zostal juz
                      przedstawiony drugiej polowie, jest w fazie oczekiwania na akceptacje smile
    • groha Re: Rozpaczliwa prosba o porade.... 12.10.05, 12:42
      Angie, trafił Ci się facecik z ikrą, tak ja namsmile Ta pozorna agresja, to nic
      innego, jak nadmiar zmagazynowanej energii, która u niektórych młodych samców
      przybiera postać wulkanu. Piszesz, że w końcu udało Ci się go zmęczyć, czyli to
      jest chyba to - potrzeba uwolnienia tego nadmiaru. Przepraszam, chyba mi
      umknęło, więc zapytam - czy on jest już wysterylizowany? Bo w przypadku takich
      żywotnych samców, to paląca potrzeba. Nasz Frycek, w wieku 4 miesięcy stał się
      kompletnie nie do wytrzymania; latał po mieszkaniu niemal rozbijając się o
      ściany, rzucał się na wszystko z zębiskami i nakręcał się tak strasznie, że
      padał z wywieszonym jęzorem, "robiąc bokami", a oczy wciąż szukały nowego
      obiektu do ataku. Zdecydowaliśmy się na natychmiastowy zabieg, przed którym ja
      trzymałam go, niemal na nim leżąc, a w nim była siła lwa oraz zęby i pazury
      wszędzie, nawet na ogoniesmile Wet usiłował go uśpić trzema kolejnymi zastrzykami,
      mamrocząc pod nosem, że takiej bestii, to już dawno nie widziałsmile A na pierwszy
      rzut oka, to było chodzące niewiniątko, jak każdy malutki, 4 miesięczny
      kociaczek.
      Wraz z usunięciem hormonu walki, agresja minęła niemal natychmiast. Ale energia
      została. Na tyle jej dużo, że mieszkanie jest dla niego ewidentnie zbyt ciasne.
      To ponoć cecha wielu żywotnych i silnych samców-europejczyków, więc przy
      adopcji drugiego kota trzeba ją uwzględnić. Bo może być tak, jak u nas: Frycek
      tak straszliwie i bezpardonowo zdominował biedną, starszą kocicę, że mam
      wrażenie, jakby czasem żyć jej się odechciewało... Wet powiedział krótko: nie
      ma wyjścia, trzeba czekać, aż się postarzeje i trochę uspokoi. No wiec czekamy
      już 2 lata i mam wrażenie, że faktycznie - jakby trochę więcej teraz śpi, czyli
      może wreszcie robi się z niego normalny, stateczny kot? smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka