minerwamcg
19.09.08, 13:30
Święta prawda, że to nie my wybieramy koty, tylko one nas... Mój
brat jadąc wczoraj do domu znalazł przy drodze rozpaczliwie drące
się miauleństwo. Podejrzewa, że ktoś (cholera mu w bok!) wyrzucił
kotka z samochodu. Oczywiście zabrał do domu, ma wielki dom na wsi
pełen zwierząt wszelakich, ale tylko z jednym kotem.
I teraz problem, jak oswoić dużego (rok i dwa miesiące) kocurka z
małym jeszczeniewiadomoczym? Duży jest kotem wychodzącym, małe
chwilowo siedzi w pudełku i pomiaukuje. Duży na widok małego zrobił
na ogonie szczotkę do butelek, ale nawet nie naprychał - poszedł w
drugi kąt domu i walnął się spać.
Problem poruszyła bratowa. Nie wiem, czy zna przypadek z autopsji
czy tylko słyszała, ale podobno zdarzało się, że w domu, gdzie do
starego kota dokooptowano młodego, stary wziął ogon w troki i
wyniósł się na znak protestu w niewiadomym kierunku. Jak sądzicie,
czy takie coś jest możliwe? Bo trochę się boją o kota-rezydenta...