maialina1
18.11.06, 10:30
Zastanawiam sie czy tacy ludzie jak Tom Cruise i jego przyszla zona, widuja
kiedys ludzkie twarze. Zaszyli sie w tym zamku, opancerzyli armią
bodyguard'ow i tam niby sa szczesliwi...
Po co brac slub we Wloszech, skoro nawet nie moga polazic wloskimi uliczkami,
pozwiedzac, pojsc na loda...
Przez caly swoj pobyt obejrza tylko tą twierdzę w ktorej sie zaszyli i
restaurację (zreszta gdyby mogli, to pewnie by poprosili zeby restauracja
przyszla do nich, hihihi). Na jedno by wyszlo gdyby sie pobrali w Austrii, w
Stanach, na Ukrainie...
Smutne musi byc zycie takich gwiazd, zupelnie pozbawione normalnosci.
Czy to przez nas - "Kowalskich" (lub raczej "Rossi'ch") ktorzy koniecznie
chca ich zobaczyc, czy oni sami sobie winni, ze sie tak opancerzają? Wiadomo
przeciez ze zakazany owoc smakuje lepiej.
Tak tylko chcialam sie podzielic refleksja na ten temat, bo widzialam wlasnie
w TV chmary paparazzich czających sie zewsząd, jakby tam sam pan Bog
przyjechal :)