Pozytywne coś

01.07.12, 05:45
TVP Info doniosło wczoraj, że następuje odwrót od tendencji nadawania przez rodziców swoim latoroślom imion, jak to określono, "pretensjonalnych".
Pretensjonalnych? Dla mnie to zawsze był szczyt wieśniactwa.
Chodzi o słynne Andżeliki i innych Olivierów i Fabieno-Oskarów.
Ale jednakowoż jedna z mam łkała wczoraj przed kamerą, że synek nie będzie Christiano, urzędnicy zgadzali się na Krystian, ale mama nie chciała, to nie to samo co CR7 sad
    • kapitan_marchewa Re: Pozytywne coś 01.07.12, 05:48
      Zapomniałem o ważnym słowie "wszak".
      Poprawiam: ".. wszak to nie to samo co CR7".
      A ja osobiście mówię na CR7 Krystyna smile
    • tygrysgreen Re: Pozytywne coś 01.07.12, 09:36
      > Pretensjonalnych? Dla mnie to zawsze był szczyt wieśniactwa.

      się zgadzam w całej rozciągłości
      • kapitan_marchewa Re: Pozytywne coś 01.07.12, 10:37
        Osiecka się kłania, kojarzysz co konkretnie?
        • tetika Re: Pozytywne coś 01.07.12, 12:32
          Nada taka idiotka dziecku durne imie a potem dzieciak cierpi cale zycie.
          Ja rozumiem ze nie mozna wszystkich dieci nazywac piotrus i andrzej , ale mamy naprawde sporo niezlych imion.chociaz za nic bym syna nie nazwala Rysiu smile
          • kapitan_marchewa Re: Pozytywne coś 01.07.12, 14:16
            A gdyby prawnie zainstalować imię "Rysiozklanu"?? wink
            • tetika Re: Pozytywne coś 01.07.12, 21:25
              brrrrrr uncertain
              nawet tego jakos sensownie zdrobnic sie nie da
              ostatnio spotkalam sie z takim jednym ryskiem wlasnie, po roku od przejscia na ty mu po imieniu powiedzialam az zauwazyl bo mi przez gardlo nie chcilo przejsc jego wiesniackie imie....
              • old.bear Re: Pozytywne coś 01.07.12, 21:41
                Teti, człowiek nie ma wpływu na wybór imienia przez rodziców.
                • kapitan_marchewa Re: Pozytywne coś 02.07.12, 13:05
                  A poza tym, jak klasyka uczy, wszystkie Ryśki to porządne chłopy smile
                  • tetika Re: Pozytywne coś 02.07.12, 14:17
                    no nie, ten z ktorym sie spotkalam ( pierwszy i ostatni raz) byl beznadziejny......
                    • skuter44 Re: Pozytywne coś 07.07.12, 06:49
                      A więc imię nie było powodem beznadziei . To dobrze.
                      • kapitan_marchewa Re: Pozytywne coś 07.07.12, 16:45
                        Ciekawą rzeczą jest stosunek innych do pewnych imion.
                        Pod niedawnym artykułem w necie na temat imion ktoś napisał komentarz, że Andżeliki/Angeliki to hmm "głupawe kurwy", i o dziwo miał ze 150 plusów, zero minusów.
                        Stereotypy rządzą?
                        Mnie trzęsie, odnośnie męskich imion, jak słyszę: Patryk i Dawidek (nie mówię już o różnych Dżoszuach i innych Fabienach)
                        • balamuk Re: Pozytywne coś 07.07.12, 17:28
                          A stereotypy, stereotypy, panie!
                          Mieszkam w kraju, w którym na każdym kroku można spotkać Kleopatrę, Owidiusza, Horacego, Arystotelesa, wręcz Arystydesa. A w pewnej grupie etnicznej nawet Amerykę albo Argentynę. USC ma to w poważaniu, ludzie sie przyzwyczaili, nikomu nie wadzi... Tylko ja się czasem dziwię.wink))
                          • balamuk Re: Pozytywne coś 09.07.12, 16:53
                            evacska.republika.pl/materialy/teoria/zasady_nadawania_imion.htm
                            Zasady są całkiem sensowne.
                            Zapomniałam, w moim kraju tymczasowym można używac także zdrobnień. Potem człowiek widzi w wiadomościach TV tzw. news o nieestetycznym i niemłodym menelu, któremu na imię Lilijka (bo lilia jest akurat rodzaju męskiego) albo Piotruś. A jeden z moich lektorów, który wszędzie przedstawiał sie jako Jan i na okładkach poważnych książkek, których napisał fafnaście, też jako Jan występował, przyznał sie nam w ataku szczerosci, że w dowodzie figuruje Jasio, tylko on sie nie przyznaje...
                            • kapitan_marchewa Re: Pozytywne coś 09.07.12, 16:58
                              Czyżby Brazylia? smile
                              • balamuk Re: Pozytywne coś 09.07.12, 17:06
                                Jezusicku, to w Brazylii też takie idiotyzmy chodzą? smile
        • tygrysgreen Re: Pozytywne coś 09.07.12, 20:23
          > Osiecka się kłania, kojarzysz co konkretnie?
          nie kojarzę
          przypomnisz?
          • kapitan_marchewa Re: Pozytywne coś 10.07.12, 16:43
            "Szpetni czterdziestoletni"

            Skopiuję ten fragment:

            Imiona
            Prawobrzeżna Warszawa jest dziwadłem urbanistycznym. Olbrzymia jej częśd, ojczyzna rzeźni i bazarów,
            ludowa i lumpowska - Praga - trąci jeszcze wciąż Kongresówką. Przypomina gwarne przedmieście
            jakiegoś Mioska czy Siemiatycz. Zamożne mieszczaostwo praskie, producenci lśniących kołder i beretów
            ze sztucznego futra, nosi się ciepło, niewiasty w pelisach; mężczyźni nierzadko w płaskich półkaloszach.
            Prezent ślubny dla pracowitego zięcia - fiat ,,combi”, a niegdyś pękata warszawa.
            Na jednym obrzeżu Pragi - Targówek i Annopol („rok nie wyrok”wink, na drugim - rzewna i liliowa od bzów -
            Saska Kępa. Kilka imponujących willi, z lat trzydziestych, wdzięcznie stulone „bliźniaki” z połowy lat
            dwudziestych, mnogośd ogródków, inteligenckie zaludnienie - wszystko to stwarza klimat jakiegoś
            zapoznanego londyniątka.
            Między tymi dwiema dzielnicami - Pragą i Kępą - upływało moje dzieciostwo. Do zrujnowanego centrum
            Warszawy nie jeździło się prawie nigdy - oczywiście, jeśli było się dzieckiem: - „Może wybuchnąd mina i
            wtedy co zrobisz?” - mówił mój dziadek.
            Kępa, to była codziennośd, a Praga, to były zakupy, książki, ruch i wielki świat. Nigdy nie zapomnę jak w
            czterdziestym szóstym kupowało się książki: oto wzdłuż ulicy Targowej, niziutko przy ziemi, młodzi
            sprzedawcy pobudowali koślawe straganiki i lady. „Lady” te zrobione były z kamieni i z cegieł
            pochodzących z poburzonych domów. Na ladach leżały pogięte i pomięte, nieraz z nadpalonymi
            brzegami - przedwojenne podręczniki i zwykłe bajki. „Dwadzieścia cztery obrazki”, kupione na takiej
            właśnie ladzie, przechowuję do dziś.
            Praga i Kępa, nie naruszone przez bomby, zachowały, jak stare wino - zapach i klimat dawnych struktur.
            Tu, jeśli wozak, to na imię miał Felek, jeśli dozorczyni - Aniela lub Agnieszka, jeśli hrabia, to Hubert lub
            Heweliusz.
            Inaczej rzecz się miała z „Warszawą właściwą”. Tu, kanionami wyżłobionymi w gruzach, do śródmieścia
            wkroczyło Mazowsze. Energiczni chłopcy i dziewczęta z Leszna i Grodziska podjęli pracę, pobudowali
            domy, wykształcili się. Niektórzy zaczęli robid szybkie kariery. Ukuto nowy termin: „Ludzie z awansu”.
            Dzieci tego pokolenia, dzieci, które przyszły na świat już we własnym „mieszkanku na Mariensztacie”,
            narażone były od razu w powijakach na ciężką próbę. Oto ich rodzice, przejęci hasłami współczesności,
            zaczęli zwracad się do odpowiednich urzędów z pytaniami: - „Czy mogę synowi pierworodnemu dad na
            chrzcie imię Bierut? Czy mogę córeczkę nazwad Cegiełką?”... Nie pamiętam już, jaka była reakcja
            oficjalna, natomiast wszyscy wiemy, że samo życie jakoś ukróciło tę tendencję i po jakimś czasie - po
            prostu znikła. W okolicy Października powstała za to inna tendencja, tendencja, która trwa do dziś:
            obdarowywanie dzieci imionami znanymi ze starych książek, filmów i herbarzy. Przez jakiś czas
            4 „Ferajna taoczy i Ja taoczę” to przekręcony cytat z ulubionej piosenki Marka Hłaski pt. „Ballada o
            Gnojnej”. W istocie fragment ten brzmiał: „Ferajna taoczy, ja nie taoczę”. Marek potrafił śpiewad to bez
            kooca, do upojenia. Śpiewając o nie taoczeniu w ferajnie, w gromadzie, w kupie - miał oczywiście na
            myśli siebie. Ja zaś umieszczając ów passus w wierszu .Taoce polskie”, miałam oczywiście aa myśli -
            siebie; siebie i tych wszystkich, którzy wzięli udział w zbiorowym taocu.
            nieszczęsne „odpowiednie instancje” zasypywane też były prośbami o zmianę nazwisk, ale ten szał
            ukrócono w roku 1956 dekretem o ochronie nazwisk historycznych: Braniccy, Poniatowscy i Dzierżyoscy
            mogli odtąd spad spokojnie.
            Tylko biednych Krasioskich namnożyło się co niemiara, i do dziś nie mogą połapad się w rodzinie.
            ...Do zabawy pozostały tedy tylko imiona. Jak z rękawa posypały się nam Patrycje, Klaudie i Dominiki, zaś
            po stronie męskiej - Rafały i Cezarowie. Lista obecności w przedszkolu wyglądała jak wymyślona przez
            Witkacego: Paloma Pęczak, Rafał Kapusta, Czaruś Nochal.
            Inteligencja starej daty - krakowska szlachta i zabiedzone wrocławskie ziemiaostwo spod Lwowa lekko
            się za to wszystko pogniewało i rzuciło swoje przekorne: „Nie!” Jak koniom wyścigowym drżą chrapy na
            widok słynnej „bomby”, tak bezbronnym bezetom5 ugięły się kolana i zwiędły uszy na wieśd o pierwszej
            ludowej Beacie i odtąd wszystkie profesorskie dzieci, dzieci ziemiaoskie i w ogóle - niemowlęta z
            towarzystwa otrzymują imiona tradycyjnie plebejskie.
            Królują Doroty, Jaśki i Staśki, Franki i Julki.
            Tak więc Julka Potocka, ale Patrycja Kłosek.
            Tak więc Sebastian Kłys, ale Felek Sapieha.
            Nie na odwrót!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja