Dodaj do ulubionych

Wersja polska em kej prodakszyns, tekst...

    • Gość: Bart Jak rozpoznawać drzewa z dużej odległości IP: *.mnc.pl 08.05.03, 01:13
      Jak rozpoznawać drzewa z dużej odległości.

      Nr 1.
      Modrzew.

      A teraz:

      Nr 1.
      Modrzew.

      A teraz:

      Nr 1.
      Modrzew.

      A teraz:

      Nr 12b.
      Kasztanowiec zwyczajny
      • uerbe Pamietam - świetne!! :-) (n/t) 12.11.03, 11:54
        Gość portalu: Bart napisał(a):

        > Jak rozpoznawać drzewa z dużej odległości.
        [cut]
    • aard Wydział kłótni :-)))) 19.05.03, 08:55
      SEKRETARKA : Slucham pana?
      CHETNY DO KLoTNI : Chcialbym sie poklocic.
      SEKRETARKA : Doskonale. Byl pan juz u nas?
      CHETNY DO KLoTNI : Nie, jestem tu pierwszy raz.
      SEKRETARKA : Interesuje pana jedna pelna klotnia, czy caly kurs?
      CHETNY DO KLoTNI : A ile by to kosztowalo?
      SEKRETARKA : Pieciominutowa klotnia kosztuje jednego funta, a kurs
      dziesieciu klotni - tylko 8 funtow.
      CHETNY DO KLoTNI : Na poczatek sprobuje i zobacze co z tego wyniknie.
      SEKRETARKA : Swietnie. Zobacze kto jest wolny. Na przyklad pan Bakey,
      ale on bywa zbyt pojednawczy. Prosze sprobowac z panem Barnardem - pokoj 12.
      (Chetny do klotni idzie pod wskazany pokoj i wchodzi. W srodku za
      biurkiem siedzi Urzednik 1)
      URZEDNIK 1 : Czego pan chce?!
      CHETNY DO KLoTNI : (Nieco zdezorientowany.) Powiedziano mi...
      URZEDNIK 1 : Nie pieprz glupot ty zasmarkana kupo papuzich odchodow!
      CHETNY DO KLoTNI : Co?!
      URZEDNIK 1 : Zamknij ten swinski ryj cwoku jeden. Rzygam na twoj widok
      ty tepy, parchaty, zasyfiony pedale!
      CHETNY DO KLoTNI : Przyszedlem tu na klotnie!
      URZEDNIK 1 : Przepraszam! Tu Wydzial Obrazy.
      CHETNY DO KLoTNI : (Uspokaja sie.) Rozumiem, to wszystko tlumaczy.
      URZEDNIK 1 : Pan do pokoju 12A, tuz obok.
      CHETNY DO KLoTNI : Rozumiem, dziekuje.
      URZEDNIK 1 : Nie ma za co. (Chetny do klotni wychodzi.) Glupi buc...
      CHETNY DO KLoTNI : (Wchodzi do pokoju 12A.) Czy to wlasciwy pokoj na klotnie?
      URZEDNIK 2 : Juz panu mowilem.
      CHETNY DO KLoTNI : Wcale nie.
      URZEDNIK 2 : Alez tak.
      CHETNY DO KLoTNI : Kiedy?
      URZEDNIK 2 : Wlasnie teraz.
      CHETNY DO KLoTNI : Wcale nie!
      URZEDNIK 2 : Alez tak. (Chwilke jeszcze trwa taka wymiana zdan.) Chce
      sie pan klocic przez piec minut, czy pol godziny?
      CHETNY DO KLoTNI : (Uspokojony.) Tylko przez piec minut.
      URZEDNIK 2 : Swietnie. (Chetny do klotni siada.) Jednak mowilem.
      CHETNY DO KLoTNI : Na pewno nie.
      URZEDNIK 2 : Wyjasnijmy to sobie. Absolutnie na pewno mowilem.
      CHETNY DO KLoTNI : Nie.
      URZEDNIK 2 : Alez tak.
      CHETNY DO KLoTNI : Alez to zadna klotnia!
      URZEDNIK 2 : Wlasnie ze tak.
      CHETNY DO KLoTNI : Nie! To tylko zaprzeczanie!
      URZEDNIK 2 : Wcale nie.
      CHETNY DO KLoTNI : Alez tak! Pan mi wlasnie zaprzeczyl!
      URZEDNIK 2 : Wcale nie.
      CHETNY DO KLoTNI : Zaprzeczyl pan! Zrobil pan to!
      URZEDNIK 2 : Nonsens.
      CHETNY DO KLoTNI : Bez sensu.
      URZEDNIK 2 : Wcale nie.
      CHETNY DO KLoTNI : Przyszedlem tu na klotnie!
      URZEDNIK 2 : Otoz nie. Przyszedl sie pan klocic.
      CHETNY DO KLoTNI : Klotnia to nie tylko zaprzeczanie.
      URZEDNIK 2 : Ale moze byc.
      CHETNY DO KLoTNI : Wcale nie. Klotnia to powiazana sekwencja
      stwierdzen prowadzaca do konkretnej propozycji.
      URZEDNIK 2 : Wcale nie.
      CHETNY DO KLoTNI : Alez tak! A nie samo zaprzeczanie.
      URZEDNIK 2 : Jesli sie z panem kloce, musze zajac przeciwne stanowisko.
      CHETNY DO KLoTNI : Nie moze pan tylko powtarzac "wcale nie".
      URZEDNIK 2 : Alez tak.
      CHETNY DO KLoTNI : (Nieco juz podekscytowany.) Klotnia to proces
      intelektualny, a zaprzeczanie to automatyczne przeciwstawianie sie
      temu, co powie druga osoba.
      URZEDNIK 2 : Otoz nie.
      CHETNY DO KLoTNI : Wlasnie, ze tak.
      URZEDNIK 2 : (Dzwoni dzwonkiem lezacym na biurku.) Dziekuje, do widzenia.
      CHETNY DO KLoTNI : Co?
      URZEDNIK 2 : To wszystko, do widzenia.
      CHETNY DO KLoTNI : Wlasnie zaczelo byc interesujaco!
      URZEDNIK 2 : Czas minal.
      CHETNY DO KLoTNI : Nie uplynelo jeszcze piec minut!
      URZEDNIK 2 : Niestety.
      CHETNY DO KLoTNI : (Tchniety nagla mysla i dziwna nadzieja.) Wcale nie!
      URZEDNIK 2 : Przykro mi, ale nie moge sie dalej klocic.
      CHETNY DO KLoTNI : Co?
      URZEDNIK 2 : Jesli chce sie pan dalej klocic, musi pan zaplacic za
      nastepne piec minut.
      CHETNY DO KLoTNI : Nie uplynelo jeszcze piec minut.
      (Urzednik 2 milczy.)
      CHETNY DO KLoTNI : To absurdalne.
      URZEDNIK 2 : Przykro mi, ale nie bede sie klocil, poki pan nie zaplaci.
      CHETNY DO KLoTNI : No dobra. (Daje funta.) No wiec?
      URZEDNIK 2 : Co "no wiec?".
      CHETNY DO KLoTNI : Nie uplynelo jeszcze piec minut.
      URZEDNIK 2 : Nie bede sie klocil, poki pan nie zaplaci.
      CHETNY DO KLoTNI : Wlasnie zaplacilem!
      URZEDNIK 2 : Wcale nie.
      CHETNY DO KLoTNI : Alez tak, nie bedziemy sie o to klocic!
      URZEDNIK 2 : Przykro, ale nie zaplacil pan.
      CHETNY DO KLoTNI : Skoro nie zaplacilem, czemu sie pan kloci? Mam pana!
      URZEDNIK 2 : Wcale nie.
      CHETNY DO KLoTNI : Alez tak, skoro sie pan kloci, musialem zaplacic.
      URZEDNIK 2 : Niekoniecznie. Moge sie klocic w wolnych chwilach.
      CHETNY DO KLoTNI : Mam juz tego dosyc. (Wstaje i idzie w kierunku drzwi.)
      URZEDNIK 2 : Jeszcze nie.
      CHETNY DO KLoTNI : Zamknij sie. (Wychodzi i wchodzi do kolejnego pokoju.)

      Z podziękowaniami dla Kowcia :-)
    • aard Z teściem w łóżku - tego nie widziałem!(dlaczego?) 19.05.03, 11:52
      Akcja dzieje sie w sypialni pewnej mlodej pary


      CAROL : Robercie, powiedz, ze jestem piekna!
      ROBERT : Jestes taka piekna...
      CAROL : Mowisz powaznie?
      ROBERT : Oczywiscie!
      CAROL : Powiedziales tak tylko dlatego, ze cie poprosilam?
      ROBERT : Oczywiscie, ze nie!
      CAROL : Robercie! Robercie! Czy ty aby mnie nie oszukujesz?
      ROBERT : Skad ci to przyszlo do glowy?
      CAROL : Moj ojciec chce zamieszkac z nami. Czy masz cos przeciwko?
      ROBERT : Nie, oczywiscie, ze nie mam...
      CAROL : ... ale on nie bedzie tylko z nami mieszkal!
      ROBERT : Co masz na mysli?
      CAROL : Zawsze mial klopoty z zasypianiem samemu. Dlatego powiedzialam
      mu, ze moze spac z nami.
      ROBERT : Czyzby chcial wstawic lozko do naszej sypialni?
      CAROL : Nie. Oczywiscie, ze nie.
      ROBERT : ... a juz myslalem...
      CAROL : Nasze lozko starczy dla trzech.
      ROBERT : Co?!
      CAROL : On zasypia zaraz po wejsciu na lozko.
      ROBERT : W porzadku, ale...
      CAROL : Oh Robercie, myslalam, ze mnie kochasz!
      ROBERT : Kocham, ale...
      CAROL : Nie bedzie patrzal...
      ROBERT : Na pewno?
      CAROL : Nie bedzie na pewno!
      ROBERT : Nie, nie, nie!
      (Nastepna scena. W lozku lezy ich troje. Robert jest w srodku.)
      TESC : Nie zwracajcie na mnie uwagi... Nie przeszkadzajcie sobie.
      CAROL : Oh tato, wcale nam nie przeszkadzasz...
      ROBERT : Wcale nie...
      CAROL : Ide spac.
      TESC : Jestes tego pewna?
      ROBERT : Tak. Jestem bardzo zmeczona po naszym slubie.
      TESC : Robert, a ty?
      ROBERT : Tez usypiam.
      TESC : W porzadku. W takim razie zgasze swiatlo.
      CAROL : (do Robeta) Dobranoc kochanie.
      ROBERT : Dobranoc.
      TESC : Dobranoc. (Gasi swiatlo. Cisza. Slychac dziwne odglosy.)
      CAROL : Tato, co robisz?
      TESC : Sklejam lodz.
      CAROL : Co?
      TESC : To model: "Cutty Sark". Kleje go po nocach juz od kilku lat.
      CAROL : A nie mozesz go sklejac w dzien?
      TESC : Robie go tylko w nocy przy zgaszonym swietle, na tym to polega.
      (Wlacza swiatlo. Jest wyraznie zawiedziony. W rekach ma kawalki
      drewna.) Myslalem, ze wyglada troche inaczej...
      ROBERT : To ma byc "Cutty Sark"?
      TESC : Jeszcze go nie dokonczylem.... Moze bedzie wygladal inaczej nad
      ranem, przy zaslonietych zaslonkach....Dobranoc.


      KONIEC
      • szprota1 Lol! 19.05.03, 12:10
        To co, pójdziemy do mnie?
    • aard Zebranie mafijne - całość :-) 20.05.03, 08:42
      Pokoj na pietrze. Na stole lezy mapa okolicy. Szef mafii wyklada kolegom swoj
      plan.
      Wszyscy ubrani w klasyczny wlosko-mafijny sposob.


      SZEF MAFII : Teren czysty?
      KEN : Czysty.
      SZEF MAFII : Doskonale. Oto Plan. Za kwadrans jedenasta Redge
      podwiezie mnie i Kena furgonetka do jubilera przy High Street.
      Bedziemy tam za dziesiec jeden i nasta. Wysiade z
      samochodu, a Redge zaparkuje go tutaj, przy Denver Street.
      O 10:51 wkrocze do jubilera, gdzie Rick, przebrany za klienta wreczy
      mi 5 funtow 18.
      O 10:52 podejde do lady i zakupie zegarek za 5 funtow 18. Zegarek
      przekaze Rickowi,
      ktory uda sie prosto do garazu Normana przy East Street.
      O 10:56 wycofacie sie i spotkamy sie kwadrans po po
      jedenastej na zapleczu u Cougha & Sickle'a. Sa pytania?
      LARRY : Nie ma w tym niczego nielegalnego!
      SZEF MAFII : Jak to?
      LARRY : Przeciez placimy za zegarek!
      SZEF MAFII : Tak.
      LARRY : Czemu za niego placimy.
      SZEF MAFII : (Zaskoczony glupota kolegi.) Przeciez inaczej by nam go nie dali!
      LARRY : To mi sie nie podoba!
      SZEF MAFII : Bo co?
      LARRY : Bo nigdy jeszcze nie zlamalismy prawa!
      SZEF MAFII : O co ci chodzi?
      LARRY : Chocby o ten bank przed tygodniem. Musialem tam wejsc w masce
      i wybrac 15 funtow z mojego konta.
      SZEF MAFII : Co chcesz przez to powiedziec Larry?
      LARRY : Moze bysmy tak ukradli ten zegarek szefie?
      SZEF MAFII : Ty cymbale! Szykujemy to od tygodni! Redge wynajal pokoj
      na przeciwko jubilera i calymi dniami filmowal klientow.
      Rick przez trzy tygodnie przegladal katalogi zegarkow az
      nauczyl sie wymawiac ich ceny od tylu!
      Nie naraze na szwank calej operacji tylko po to, zeby zlamac prawo!
      LARRY : Zaparkujmy na podwojnej linii ciaglej. Wezmy psa dla zmylenia!
      (Zglasza sie Redge.)
      SZEF MAFII : A ty czego chcesz?
      REDGE : Zaparkowalem woz na ulicy... Oplacony czas...
      SZEF MAFII : Juz minal?
      REDGE : Tak szefie.
      SZEF MAFII : Kiedy?
      REDGE : No nie wiem. Jakies dwie, moze piec minut temu.
      SZEF MAFII : Piec minut! Ty kretynie, ty durniu! Nie mamy czasu do
      stracenia! Ken, zgol wlosy i bierz paszport.
      Spotkamy sie pod tym adresem w Rio de Janeiro we wtorek.
      Rick, zasuwaj do Afryki Wschodniej i zmien twarz.
      Redge, wiej do Kanady, stamtad przedostaniesz sie do
      Nikaragui. Larry, zostaniesz tu i po kwadransie wysadzisz caly
      budynek.
      Do dziela!
      LARRY : Nie moge wysadzic budynku!
      SZEF MAFII : Bo co?
      LARRY : Bo to przestepstwo!
      SZEF MAFII : Cholera jasna! No to... poddajemy sie. (Podnosza rece do gory.)
      LARRY : Nie mozemy.
      SZEF MAFII : Czemu?
      LARRY : Nie popelnilismy przestepstwa!
    • aard Tako rzeczy Gazeta Wyborcza 21.05.03, 15:16
      Robię wyłom w zasadzie wątku, ale artykuł (jeszcze nie czytałem) robi wrażenie
      interesującego i na temat. Ciekawe jak sama książka...
      www1.gazeta.pl/kultura/1,34169,1488745.html
    • aard A teraz skecz o archeologii zatytułowany "Skecz o. 05.06.03, 13:33
      PIERWSZA CZESC SKECZU
      Studio telewizyjne
      REDAKTOR : Witam panstwa, naszym gosciem w programie "Wspolczesna archeologia"
      jest dzis profesor Witson Casner z uniwersytetu w Oslo. Ile pan ma wzrostu,
      panie profesorze?
      WITSON CASNER : Slucham?
      REDAKTOR : Ile pan ma wzrostu, panie profesorze?
      WITSON CASNER : Mniej wiecej 1,70m.
      REDAKTOR : Naszym drugim gosciem jest znawca egipskiego malarstwa grobowego...
      Naprawde 1,70m? Nie wyglada pan na tyle! Rozwalil sie pan na krzesle?!
      WITSON CASNER : Nie!
      REDAKTOR : Sir Robert Everlie, ktory wlasnie wrocil z wykopalisk w El Ara... i
      na pewno ma z 1,80m! Zgadza sie?
      SIR ROBERT EVERLIE : Tak.
      REDAKTOR : Powiedzialbym ze ma pana nawet 1,90m.
      SIR ROBERT EVERLIE : No tak.
      REDAKTOR : Cudownie, jest pan zupelnie innym okazem, niz profesor Casner.
      Chodzi pan prosto, dumnie, pewnie.
      WITSON CASNER : Zdawalo mi sie, ze mielismy mowic o archeologii.
      REDAKTOR : Tak, oczywiscie, swieta racja... ale ma pan jasny umysl. Ciebie nie
      bylo by stac na taka uwage, ty krzywy krasnalu! Sir Robert Everlit, co pan
      odkryl w El Ara?
      SIR ROBERT EVERLIE : Przede wszystkim odkrylismy kilka grobowcow.
      REDAKTOR : (do publicznosci) Doskonaly glos.
      SIR ROBERT EVERLIE : Sa one waznym dowodem wplywow polinezyjskich na kulture
      Egiptu w czasie panowania III dynastii.
      REDAKTOR : Jakiego wzrostu byli Polinezyjczycy?
      WITSON CASNER : Byli...
      REDAKTOR : Cicho!
      SIR ROBERT EVERLIE : Byli raczej niscy.
      REDAKTOR : Kurduple.
      SIR ROBERT EVERLIE : Nie znam sie na...
      REDAKTOR : Pokrecone pokurcze. Kto byl wysoki?
      SIR ROBERT EVERLIE : Niestety nie wiem!
      REDAKTOR : Jak sie nazywa to wysokie plemie w Afryce?
      SIR ROBERT EVERLIE : Tym sie nie zajmuje archeologia.
      REDAKTOR : Batutsi. Wspaniale plemie. Niektorzy maja tam 2,40m. Wyobraza pan to
      sobie, ponad 2 metry. Nie jeden na barkach drugiego, ale ponad 2 metry czystego
      Batutsi. To sie nazywa wzrost.
      SIR ROBERT EVERLIE : ... ale to nie ma nic wspolnego z archeologia!
      REDAKTOR : Do diabla z archeologia. (rozbija zabytkowa waze)
      WITSON CASNER : Dajcie mi cos powiedziec! Przyjechalem az z Oslo zeby wystapic
      w tym programie. Jestem profesorem archeologii. Ekspertem od starozytnej
      cywilizacji. Fakt, mam tylko 1,70m! Tak, mam zla sylwetka! Tak, rozwalilem sie
      na krzesle!... ale mialem wiecej kobiet niz wy obaj razem!!! Przelecialem pol
      Norwegii. Wiec wypchaj sie pan tym swoim sir Robertem i tymi cholernymi
      Batutsi! Mnie wystarcza moje cialo, moje skromne, male cialo! (placze i kladzie
      sie na podlodze)
      SIR ROBERT EVERLIE : Cos ty mu zrobil, ty cholerny kretynie?!!!
      REDAKTOR : Wypraszam sobie!
      SIR ROBERT EVERLIE : Bede mowil, co zechce, bo mam 1,90m! ...a takich
      gowniarzy, jak ty zjadam na sniadanie! (daje w morde redaktorowi, jest z tego
      dumny)
      REDAKTOR : Aaaaaaau! Zaplacisz mi za to Everlie. Dopadne cie chocbym mial cie
      scigac az na kraniec swiata!
      Koniec pierwszej czesci skeczu.

      DRUGA CZESC SKECZU
      (Napis: "Plonaca Gwiazda" - Historia czlowieka, ktory szukal sprawiedliwosci w
      bezwzglednym, brutalnym swiecie miedzynarodowej archeologii. Drugi napis -
      Egipt 1920)
      Teren wykopalisk
      DANIEL : Wykopaliska szly dobrze w tym roku. Odkrylismy kilka naczyn
      zaroodpornych z okresu ostatniej dynastii. Sir Robert byl szczesliwszy niz
      kiedykolwiek.
      SIR ROBERT EVERLIE : (Chyba jest szczesliwszy niz kiedykolwiek, bo zaczal
      spiewac ze szczescia. Spiewa jak w jakis tandetnych musicalach. Pod nogami
      znalazl kielich sumeryjski. Konczy spiewac.) No nie, sumeryjski kielich z IV
      Dynastii. Opisz to znalezisko, Daniel. To IV Dynastia.
      DANIEL : Czy to...?
      SIR ROBERT EVERLIE : Tak, to kielich sumeryjski.
      DANIEL : Cudownie. Tak sie ciesze.
      SIR ROBERT EVERLIE : Ja tez sie ciesze. Nareszcie wiemy, ze wplywy sumeryjskie
      siegaly az tu, do Abu Simbel. We wczesnym okresie przedynastycznym, 2000 lat
      przed era Tutenchamona. (znow spiewa, tym razem z Daniel)
      (Pojawia sie redaktor programu)
      REDAKTOR : Dobra Everlie, wylaz z tego dolka.
      SIR ROBERT EVERLIE : Nie zapominaj, ze mam 1,90m!!!!
      REDAKTOR : To mi nie przeszkadza. Casner - na gore! (Casner wskakuje na plecy
      redaktorowi programu)
      WITSON CASNER : ...ale jestem wysoki. Jestem wysoki!!!!
      SIR ROBERT EVERLIE : 3,40m? Daniel! ( Daniel wskakuje mu na plecy)
      REDAKTOR : 3,45m? Abdul! (Abdul wskakuje Casnerowi na plecy)
      SIR ROBERT EVERLIE : 4,60m? Mustffa!!!! ( Mustffa wskakuje na plecy Daniel)
      REDAKTOR : 5,80m? Niech cie diabli!
      (Redaktor i Sir Robert podchodza do siebie i zaczyna sie jatka. Wszyscy sie
      bija. W trakcie bijatyki zostaje potluczonych kilka zabytkowych przedmiotow)
      REDAKTOR : Na tym konczymy dzisiejsze wydanie wspolczesnej archeologii. Za
      tydzien nowe wielkie odkrycie: "Zlota era rock & rolla". Johny Rocken zagra
      Elvisa Presleya.
      (Redaktor programu umiera)
      KONIEC
    • angolia Pratchett 05.06.03, 14:32
      (Ponawiam pytanie tutaj, bo pewnie tego wyżej nitk nie zauważy)

      Keltoi napisał(a):

      >"Posłuchaj mnie, chłopcze...Znam się trochę na tych sprawach. Podejdź
      tu...Pozwolisz? Dobrze. Lewa ręka tutaj, na głowicy, prawa tutaj... dobrze,
      własnie tutaj...a klinga prosto w Twoją nogę.[..]- Robi się wesoło -
      oświadczył - Dlaczego się na mnie nie rzucicie?
      -Właśnie - zabrzmiał jakiś głos u jego pasa. Jubiler wydobył skądś bardzo
      wielki i brudny topór, który do wszystkich okropności wojny dodawał jeszcze
      groźbę tężca."
      Kto to byli??? ;)))))

      No właśnie??
      I z którego to tomu??
    • aard Chcę odejść z armii 06.06.03, 12:06
      Dorwałem 55 skeczy, będę codziennie wrzucał po jednym :-)
      --

      PULKOWNIK : Wejsc. Czego chcecie?
      SZEREGOWY : Chcialbym odejsc z armii panie pulkowniku.
      PULKOWNIK : Wielkie nieba! A czemuz to?
      SZEREGOWY : Bo to niebezpieczne!
      PULKOWNIK : Co?
      SZEREGOWY : Pelno tu uzbrojonych ludzi! Maja prawdziwa bron, a nie zadne
      zabawki panie pulkowniku. Wszyscy ja maja! A niektorzy nawet czolgi!
      PULKOWNIK : Watkins! Oni sa po naszej stronie!
      SZEREGOWY : Maja granaty i karabiny maszynowe! Chce odejsc zanim mnie zabija.
      PULKOWNIK : Jestescie w armii dopiero od rana!
      SZEREGOWY : Wiem, ale ludzie gina tu naprawde, a nie na niby. Taki jeden
      powiedzial mi..., ze gdyby wybuchla wojna, kazali by mi isc na front!
      PULKOWNIK : To prawda.
      SZEREGOWY : Pomyslalem sobie, kurcze, gdyby tak wybuchla wielka wojna, komus
      moglaby sie stac krzywda!
      PULKOWNIK : Dlaczego wstapiliscie do armii?
      SZEREGOWY : Ze wzgledu na narty wodne i podroze, ale nie dla zabijania. W
      podaniu wyraznie napisalem "zadnego zabijania".
      PULKOWNIK : Jestescie pacyfista Watkins?
      SZEREGOWY : Nie panie pulkowniku, jestem tchorzem.
      PULKOWNIK : Kretynska kwestia. Siadac!
      SZEREGOWY : Tak jest.
      PULKOWNIK : Fatalnie napisany skecz...
      KONIEC
    • aard Człowiek o trzech pośladkach :-))))))))))))) 06.06.03, 16:13
      Gospodarz programu niezbyt dyskretnie spoglada na tyl fotela swego goscia
      GOSPODARZ : Dobry wieczor. W studiu jest ze mna Arthur Thrampton, ktory ma...
      (Poprawia sie w fotelu.) Panie Thrampton, rozumiem, ze pan podobno ma... Zaczne
      inaczej. Panie Thrampton, podczas, gdy wiekszosc ludzi ma dwa,... pan...
      ARTHUR THRAMPTON : Slucham?
      GOSPODARZ : Rozumiem... (Spoglada w tyl.) Wygodnie panu?
      ARTHUR THRAMPTON : Tak, dziekuje.
      GOSPODARZ : Vis a vis panski zadek...
      ARTHUR THRAMPTON : Co prosze?
      GOSPODARZ : ...zadek.
      ARTHUR THRAMPTON : Co?
      GOSPODARZ : Panski tyl... derriere... siedzenie...
      ARTHUR THRAMPTON : Co takiego?
      GOSPODARZ : ...posladki.
      ARTHUR THRAMPTON : A! moja dupa! (Gospodarz podskakuje w fotelu.)
      GOSPODARZ : A wiec panie Thrampton, podobno ma pan... 50 procentowy dodatek w
      miejscu, ktore pan wlasnie wymienil
      (Z tylu widac podjezdzajaca kamere.)
      ARTHUR THRAMPTON : Mam trzy posladki.
      GOSPODARZ : Swietnie... Pomyslelismy, ze moze zechcialby pan... troszke...
      ARTHUR THRAMPTON : (Patrzy w tyl.) Co ta kamera tu robi?!
      GOSPODARZ : Nic takiego. Pomyslelismy, ze moze pozwoli nam pan... szybciutko...
      zerknac... Panie Thrampton, zechcialby pan zdjac spodnie?
      (Zza kadru widac przysuwajaca sie w kierunku spodni goscia reke.)
      ARTHUR THRAMPTON : Co? Nie bede zdejmowal spodni w telewizji, za kogo wy mnie
      macie?!
      GOSPODARZ : Prosze je zdjac.
      ARTHUR THRAMPTON : Nie.
      GOSPODARZ : Tylko troszke...
      ARTHUR THRAMPTON : Nie!
      GOSPODARZ : No to,... Niech pan poslucha, wlasciwie kazdy moze sobie przyjsc
      tutaj do BBC twierdzac, ze ma rozne rewelacje od spodu, ale nasi widzowie chca
      miec dowod!
      ARTHUR THRAMPTON : Bylem w Perskim Radiu! (Znow reka zza kadru.) Odwal sie!
      Arthur Figgis wie, ze mam trzy posladki.
      GOSPODARZ : Skad wie?
      ARTHUR THRAMPTON : Jezdzimy na wspolne przejazdzki rowerowe.
      (Scena na drodze, dwoch mezczyzn na tandemie, z przodu gosc naszego programu.
      Mezczyzna z tylu wykrzykuje "Dziwne!")
      PREZENTER TELEWIZYJNY : A teraz cos z zupelnie innej beczki. Czlowiek o trzech
      posladkach.
      (Scena jak na poczatku, gospodarz programu niedyskretnie spoglada na tyl fotela
      swego goscia.)
      GOSPODARZ : Dobry wieczor. W studiu jest ze mna Arthur Thrampton, ktory...
      Panie Thrampton, rozumiem, ze pan podobno ma... Zaczne inaczej... Panie
      Thrampton, podczas, gdy wiekszosc ludzi... (Zdziwiony patrzy na swego goscia.)
      Chyba juz o tym rozmawialismy?
      ARTHUR THRAMPTON : Tak.
      GOSPODARZ : Wiec czemu pan mi nie przerwal?
      ARTHUR THRAMPTON : Myslalem, ze to wersja na kontynent?
      KONIEC
    • aard Martwy biskup :-) 10.06.03, 09:40
      ZONA : Klaus! Czego chcesz do duszonej ryby?
      MAZ : Halibuta.
      ZONA : Duszona ryba to wlasnie halibut!
      MAZ : A masz jakas rybe nie duszona?
      ZONA : Krolika.
      MAZ : Krolicza ryba?
      ZONA : Tak, ma pletwy.
      MAZ : A nie zyje?
      ZONA : Wczoraj w nocy kaszlala krwia.
      MAZ : Dobra. Zjem nie duszona, krolicza rybe. (Po zjedzeniu nie duszonej,
      kroliczej ryby.) Obrzydliwosc.
      ZONA : Wiecznie narzekasz.
      MAZ : Co masz na deser?
      ZONA : Jest placek ze szczura, koktajl ze szczura, pudding ze szczura, albo
      ciasto truskawkowe.
      MAZ : Ciasto truskawkowe?
      ZONA : No... jest w nim tez troche szczura.
      MAZ : Ile?
      ZONA : Trzy. To raczej sporo.
      MAZ : Zjem kawalek z niewielka zawartoscia szczura. (Po zjedzeniu kawalka
      ciasta z niewielka zawartoscia szczura.) Ohyda.
      ZONA : Ales ty marudny.
      SYN : Czesc mamo, czesc tato. Na polpietrze lezy martwy biskup.
      ZONA : Skad sie tam wzial?
      SYN : Nie rozumiem.
      ZONA : Z jakiej diecezji?
      SYN : Moim zdaniem z Biskupca, albo z Biskupina.
      MAZ : Pojde sprawdzic.
      ZONA : Ciekawe kto ich tam znosi?
      SYN : Ja nie!
      ZONA : Juz trzech wyrzucilam do pojemnika, smieciarze nie chca ich wywozic.
      MAZ : To biskup z Lester.
      ZONA : Skad wiesz?
      MAZ : Ma to wytatuowane z tylu na karku. Zadzwonie na policje.
      ZONA : Nie lepiej do kosciola?
      SYN : Wezwij policje koscielna.
      MAZ : Dobra. Policja koscielna!! (Wchodzi Funkcjonariusz policji koscielnej)
      ZONA : Na schodach znow lezy martwy biskup!
      FUNKCJONARIUSZ : Z Biskupca, czy z Biskupina?
      ZONA : A skad mam wiedziec?
      FUNKCJONARIUSZ : Maja tatuaz z tylu na karku. (Spoglada na stol.) Czy to ciasto
      ze szczura?
      ZONA : Tak.
      FUNKCJONARIUSZ : Obrzydliwosc! Zaczynamy sledztwo. (Kleka.) O Panie, my Cie
      blagamy, wskaz nam kto kropnal kolege z Lester. (Po chwili z gory wysuwa sie
      wielka dlon z wyciagnietym palcem wskazujacym skierowanym na Meza.)
      MAZ : Wszystko to prawda, ale wine ponosi spoleczenstwo.
      FUNKCJONARIUSZ : Zgoda. (Zaklada kajdanki.)
      MAZ : Wezcie pod uwage tych trzech przy smietnikach.
      FUNKCJONARIUSZ : Zgoda. A teraz zakonczymy to aresztowanie odspiewujac psalm.
      (Wszyscy spiewaja.)
      KONIEC
    • aard Człowiek-mysz 11.06.03, 10:17
      Zaciemnione studio, czlowiek-mysz siedzi w cieniu
      GOSPODARZ : Co sprawia, ze czlowiek chce zostac mysza?
      CZLOWIEK - MYSZ : Czlowiek wcale nie pragnie zostac mysza,... to staje sie
      samo,... nagle zdajesz sobie sprawe, ze to jest to, czym chcesz byc.
      GOSPODARZ : Kiedy zauwazyl pan u siebie te tendencje?
      CZLOWIEK - MYSZ : Mialem wtedy jakies 17 lat. Poszedlem z kumplami na impreze,
      sporo wypilismy, a potem... kilku chlopakow... zaczelo nas... czestowac serem.
      Z czystej ciekawosci sprobowalem kawalek i... stalo sie.
      GOSPODARZ : Co jeszcze robili ci chlopcy?
      CZLOWIEK - MYSZ : Kilku z nich... przebralo sie troszke za myszy i gdy juz byli
      w kostiumach,... zaczeli popiskiwac.
      GOSPODARZ : To wszystko?
      CZLOWIEK - MYSZ : Wszystko.
      GOSPODARZ : Jak pan na to zareagowal?
      CZLOWIEK - MYSZ : Bylem zaszokowany! Ale potem zaczalem czuc sie... na pelnym
      luzie wsrod innych myszy.
    • aard Dezorientacja kota 12.06.03, 12:30
      Salon podmiejskiego domku w okolicach Esher, kot siedzi bez ruchu na trawniku
      przed domem, slychac pukanie do drzwi
      MAZ : To chyba weterynarz Kochanie.
      ZONA : Pojde otworzyc. (Wchodzi weterynarz) Weterynarz Kochanie! Swietnie, ze
      pan przyszedl.
      WETERYNARZ : Drobiazg. W czym problem? Mnie moga panstwo powiedziec, jestem
      weterynarzem.
      ZONA : Powiedz mu kochanie.
      MAZ : ... Chodzi o naszego kota. Nic nie robi, tylko siedzi na trawniku.
      WETERYNARZ : Czy jest... martwy?
      MAZ : Skadze!
      WETERYNARZ : Dzieki Bogu! Juz sie przerazilem, ze przybylem... za pozno. Gdyby
      ludzie zawsze dzwonili na czas...
      ZONA : On tak siedzi calymi dniami!
      MAZ : ...w nocy takze. Prawie sie nie rusza. Musimy mu zanosic jedzenie. ...i
      mleko. Nic nie robi, tylko tak siedzi.
      WETERYNARZ : Sa panstwo... w kropce?
      MAZ : Alez... tak.
      WETERYNARZ : Rozumiem. chyba bede mogl panstwu pomoc. Otoz...
      (Weterynarz siada i gestem zacheca do tego samego)
      WETERYNARZ : Kot panstwa cierpi na cos, na co my weterynarze nie mamy jeszcze
      okreslenia. Jego stan charakteryzuje calkowita, fizyczna inercja, brak
      zainteresowania otoczeniem, ktore my, weterynarze nazywamy srodowiskiem
      naturalnym, niezdolnosc reakcji na konwencjonalne bodzce zewnetrzne jak: klebek
      wloczki, soczysta mysz, czy ptaszek. Mowiac otwarcie kot panstwa znalazl sie w
      dolku. (W oczach wlascicieli kota maluje sie wyraznie przerazenie) To syndrom
      maklera gieldowego, malomiesteczkowa dekadencja, zobojetnienie, weltschmerz,
      jak panstwo wola.
      MAZ : Chandra?
      WETERYNARZ : W pewnym sensie... "chandra"... Musze to zapamietac. Co mozna na
      to poradzic? Czy ostatnio dezorientowali panstwo swojego kota?
      MAZ : Nie.
      WETERYNARZ : W takim razie kota nalezy zdezorientowac.
      MAZ : Co?
      WETERYNARZ : Zdezorientowac, wyrwac z blogiego samozadowolenia. Niestety nie
      mam kwalifikacji do dezorientowania kotow, moge jednak polecic swietna firme
      uslugowa. Oto jej wizytowka. Dezorientacja Kotow Sp. z o.o.
      (Teraz nastepuje scena dezorientacji. Przed domek podjezdza wielka ciezarowka z
      napisem "Dezorientacja Kotow Sp. z o.o." Za chwile czarna limuzyna przyjezdza
      general dowodzacy cala akcja dezorientacji. Z ciezarowki wyladowywane sa
      ogromne ilosci sprzetu i materialow. Z ich pomoca, na trawniku przed wciaz nie
      poruszajacym sie kotem powstaje scena. Na niej pojawiaja sie aktorzy grajacy
      rozne dziwne role (np. Dlugiego Johna Silvera, czy Czlowieka w Reczniku).
      Wreszcie przedstawienie dobiega konca.)
      GENERAL : Oby to podzialalo. Za chwile sie przekonamy.
      (Kot wstaje i wbiega do domu)
      ZONA : Nie wierze wlasnym, oczom!
      MAZ : Ani ja! Kot jest jak nowy! Zostal uleczony, dziekujemy generale! Czy
      kiedykolwiek zdolamy sie zrewanzowac?
      GENERAL : Nie trzeba. Dezorientacja kotow nalezy do naszych obowiazkow.


      Firma oferuje rowniez inne specjalnosci:
      - "Zadziwianie Norek"
      - "Otumanianie Gronostajow"
      - "Zabijanie Klina Pumom"
      - "Straszenie Gazeli"
      - "Oszalamianie Bestii"
      - "Rozpraszanie Pszczol"
    • aard Domokrążca 13.06.03, 14:03
      PRACOWNIK TV : Dzien dobry. Pan mnie nie zna, jestem z telewizji. Nie
      zechcialby pan wpasc na chwilke i otworzyc drzwi w nastepnym skeczu? Nic
      wiecej, tylko otworzy pan drzwi.
      ZAPROSZONY DO SKECZU : Zgoda.
      PRACOWNIK TV : Kapitalnie, prosze tedy. (Wychodza.) Juz teraz jestesmy na
      filmie.
      ZAPROSZONY DO SKECZU : Cos w rodzaju przejscia?
      PRACOWNIK TV : Tak, przejscie. To wszystko jest troche bez glowy i oleju,
      niewiele z tego rozumiem, ale dzieciakom sie podoba. Ja tam wole Dessa
      O'Connora, Rolpha Collissa i Toma Jonesa. (Wchodza do ciezarowki.)
      ZAPROSZONY DO SKECZU : Wiele ma pan pracy?
      PRACOWNIK TV : Tak, pracuje glownie w komedii. Chcialbym ukladac program, ale
      niestety jestem po studiach. (Docieraja na miejsce.)
      (Czlowiek zaproszony do skeczu wchodzi do mieszkania, za chwile do drzwi
      podchodzi Domokrazca i puka. Czlowiek zaproszony do skeczu wychodzi.)
      DOMOKRAZCA : Zyczy pan sobie kawal? Ubaw gwarantowany, koronowane glowy Europy
      umieraly ze smiechu. W scenie napisali: "W panstwie dunskim dawno nie bylo tak
      wesolo." Oto nowosc - nieprzyzwoity Humphrey - pomaga przelamac lody na
      prywatkach. Stawiamy go na stole, naciskamy guzik, a on rzyga. Z gwarancja i
      wymiennymi wkladami. Czarne mydelko - zostawiamy je w lazience, goscie myja
      raczki i grzyb im wyrasta na palcach. Nie do usuniecia przez wiele godzin.
      Rewelacja do odstraszania rodzicow - prawdziwe weze. Przepuklina na wesolo.
      Plastikowe rany - przyjaciele cali w szwach - cos w sam raz na intymna
      prywatke. A to cos dla nowozencow - prawdziwa wydzielina skunksa - wlewamy im
      ja do lozka, gwarantowana niezapomniana noc poslubna. Mam tez wodoszczelne
      nalepki na skore i cos dla rozweselenia przyjaciol - pojemniki z gazem
      chemicznym. Smierdzi i dziala jak prawdziwy, to jest oslepia, rani lub
      zabija.Masz pragnienie? Kup Fikusnego Jasia! Ma fiuta naturalnej wielkosci i
      polewa cieple piwko, robi tez koktajle - radocha bez konca. Mam tez nowa
      pierdziuszke - wydaje naturalny dzwiek - w sam raz do zenowania gosci. I
      jeszcze jedna propozycja - zberezna haleczka - panienka ja wklada, haleczka sie
      rozplywa - cos w sam raz na zberezne prywatki... No juz, juz!
      ZAPROSZONY DO SKECZU : Co?
      DOMOKRAZCA : Powiedz pointe.
      ZAPROSZONY DO SKECZU : Jaka pointe?
      DOMOKRAZCA : Podsumowanie skeczu!
      ZAPROSZONY DO SKECZU : Nie znam pointy, nic o niej nie mowili!
      DOMOKRAZCA : No to w takim razie powiem... Do widzenia panu, do widzenia.
      ZAPROSZONY DO SKECZU : (Podchodzi do Pracownika telewizji wciaz czekajacego w
      ciezarowce.) Jaka jest pointa?
      PRACOWNIK TV : Slucham? Nic nie wiem o zadnej poincie! Gdzie jestesmy? (Oglada
      scenariusz.) tydzien 39.4 to piatek... 39.7... mam... (Czyta scenariusz.) Ha ha
      ha! Dobre! Bardzo dobre! Kapitalna pointa! Szkoda, ze ja opuscilismy. Ale
      zawsze mozemy wrocic do tego skeczu, nawet zrobic z niego serial. Prosze tu
      podpisac. Przesle to do ksiegowosci. Odezwa sie za rok lub dwa.
      ZAPROSZONY DO SKECZU : Moze pan podrzucic mnie Z powrotem?
      PRACOWNIK TV : Moge, ale tego nie zrobie. Chcemy bowiem pozyczyc panska glowe
      do sekwencji animowanej.
      ZAPROSZONY DO SKECZU : Co?!
      PRACOWNIK TV : Cudownie. Pieknie dziekujemy. Zwracamy koszty operacji.
      (Czlowiek zaproszony do skeczu zostaje zabrany przez dwoch osilkow, ktorzy za
      chwile odpilowuja mu na ulicy glowe.)


      KONIEC
    • aard Dwie szopy - qrwa, ile można??!! 23.06.03, 11:56
      Przepraszam jeszcze raz...

      DWIE SZOPY

      Studio telewizyjne, dwa krzesla, na ktorych siedza Redaktor i Artur.
      REDAKTOR : W zeszlym tygodniu w Royal Festival Hall po raz pierwszy wykonano
      nowa symfonie jednego z najwiekszych wspolczesnych kompozytorow, Artura "Dwie
      Szopy" Jacksona.
      ARTUR : Dobry wieczor.
      REDAKTOR : Pozwoli pan, ze na chwile zbocze z tematu. Intryguje mnie ten panski
      przydomek. "Dwie Szopy". Skad on sie wzial?
      ARTUR : To zaden pseudonim, po prostu kilku moich przyjaciol tak mnie nazywa.
      REDAKTOR : Rozumiem. Czy ma pan dwie szopy?
      ARTUR : Nie, mam tylko jedna i to od dawna, jednak kilka lat temu powiedzialem,
      ze rozwazam mozliwosc postawienia drugiej i od tamtej chwili niektorzy nazywaja
      mnie "Dwie Szopy"...
      REDAKTOR : Mimo, ze ma pan tylko jedna?
      ARTUR : (widocznie zniecierpliwiony) Tak.
      REDAKTOR : Rozumiem. Ma pan moze zamiar kupic druga?
      ARTUR : Nie.
      REDAKTOR : ...zeby przydomek pasowal...
      ARTUR : Nie!
      REDAKTOR : Rozumiem. Wracajac do panskiej symfonii... czy skomponowal ja pan...
      w szopie?
      ARTUR : (oburzony) Nie!
      REDAKTOR : A skomponowal pan cokolwiek w tej swojej szopie?
      ARTUR : Nie! To najzwyklejsza w swiecie ogrodowa szopa!
      (za plecami rozmawiajacych pojawia sie powiekszone zdjecie ogrodowej szopy)
      REDAKTOR : Rozumiem. Wiec chce pan postawic druga, zeby w niej komponowac...
      ARTUR : (unosi sie) Skad! Dajmy juz spokoj tym szopom, one nie maja zadnego
      znaczenia. Kilku przyjaciol nazywa mnie "Dwie Szopy" i na tym koniec! Prosze
      mnie zapytac o muzyke. Jestem kompozytorem! (rozpaczliwie) Ludzie nieustannie
      nagabuja mnie o te szopy. To juz przesada! Mam juz dosc tego tematu! Wolalbym
      wcale nie miec tej szopy!
      REDAKTOR : Podejrzewam, ze ma pan zamiar ja sprzedac.
      ARTUR : Sprzedam, a owszem!
      REDAKTOR : To bedzie pan Artur "Bez Szopy"...
      ARTUR : Skoncz pan z tymi szopami!!!
      REDAKTOR : Z calym szacunkiem panie Jackson, mielismy mowic o panskiej symfonii.
      ARTUR : (zdezorientowany) Co?
      REDAKTOR : To symfonia na organy i bebenki...
      Artur obraca sie i zauwaza zdjecie szopy.
      ARTUR : Co to takiego? To szopa! Zdejmijcie to zdjecie!
      REDAKTOR znaczaco kiwa glowa w strone kamerzysty. Zdjecie znika, pojawia sie
      wizerunek Artura.
      ARTUR : W porzadku.
      REDAKTOR : A teraz panie Jackson, przejdzmy do symfonii...
      Na ekranie pojawia sie duzy napis: ARTUR "DWIE SZOPY" JACKSON.
      REDAKTOR : Zdaje sie, ze interesowal sie pan rozpoznawaniem pociagow...
      ARTUR : (calkowicie oglupialy) Co?
      REDAKTOR : Slyszalem, ze jakies 30 lat temu bardzo pana interesowalo
      rozpoznawanie pociagow.
      ARTUR : Co to ma do cholery wspolnego z moja muzyka?!
      Wchodzi drugi Redaktor.
      REDAKTOR 2 : Masz z nim klopoty?
      REDAKTOR : Niewielkie.
      REDAKTOR 2 : (biorac Artura za fraki i podnoszac go z krzesla) My redaktorzy
      jestesmy o wiele lepsi od takich jak ty, "Dwie Szopy".
      REDAKTOR : Wlasnie, zmiataj stad "Dwie Szopy"! To studio jest za male dla nas
      trzech!
      Wykopuja Artura z kadru.
      REDAKTOR 2 : Wymysl swoj wlasny program, cwoku jeden!
      REDAKTOR : (z usmiechem w strone kamery) Artur "Dwie Szopy" Jackson.

      KONIEC
    • aard Ewan McTiggle - Poeta 24.06.03, 11:26
      "EWAN MCTIGGLE - POETA"

      NARRATOR : Wsrod tych gor i urwisk rozbrzmiewa spiew whisky i pardwy. Dzika
      natura wciaz ma we wladaniu te skaly i turnie. Szum gorskich strumieni,
      beczenie owiec i rozlegle, bezchmurne, szkockie niebiosa odbijajace sie w
      bezdennych stawach i jeziorach. W tym nieskazonym cywilizacja otoczeniu, Ewan
      McTiggle tworzy swoje wiersze takie jak "Pozycz funciaka do konca tygodnia".
      McTiggle zaczynal jednak od prostych wersow, z ktorych rozkwitla pozniej jego
      poezja.
      EWAN McTIGGLE : "Gdybys tak pozyczyl mi 6 pensow, to bym se gazete chociaz
      kupil. To chyba skromna prosba?".
      Przyjaciolka McTiggle'a z mlodosci - LESSIE O'SHEILA : Pan McTiggle napisal dla
      mnie dwa wiersze miedzy styczniem i kwietniem 69-tego.
      NARRATOR : Moglaby pani przeczytac choc jeden?
      LESSIE O'SHEILA : Nie powinnam, byly raczej osobiste, ale przeczytam. "Do mojej
      kochanej Lessie, liryk na siedemnaste urodziny. Pozycz mi kilka drobnych do
      czwartku, jestem calkiem goly, ale oczekuje przekazu i jak tylko nadejdzie,
      wszystko Ci oddam. Kochajacy Ewan". Cos pieknego!
      ZNAWCA POEZJI : Od tamtej chwili McTiggle znacznie rozszerzyl swa literacka
      wizje. Przed trzema laty interesowaly go male sumy: pensy, szylingi. Ostatnio
      skierowal poetycka percepcje ku wiekszym kwotom - 15 szylingow, 4 funty 14
      szylingow, a nawet 9 gwinei. Nic to jednak w porownaniu z majestatycznym
      rozmachem jego najwiekszego dziela "Czy moge dostac 50 funtow na naprawe
      szopy?".
      AKTOR TEATRALNY : "Czy moge dostac 50 funtow na naprawe szopy? Juz robie
      bokami. Zwroce wszystko, kiedy nadejdzie przekaz pieniezny z Australii.
      Przysiegam. Ufam, ze nie masz juz klopotow z pecherzem. Kochajacy Ewan."
      NARRATOR : Poetycka inwencja McTiggle'a jest niewyczerpana. Po "Nie otrzymalem
      nowej ksiazeczki czekowej", stworzyl genialna alegorie "Czym jest 20 funciakow
      dla pieprzonego banku?". A ostatnio wiersz nagrodzony przez zwiazek
      poetow "Moze pozyczysz mi tysiac funciakow?"
      BARDZO DOBRY DRAMATURG : Moim zdaniem McTiggle w swojej posesji... poezji,
      odrzuca wszystkie tradycyjne utarte szablony nowoczesnej posesji. Nie musimy
      juz zadowalac sie wierszami Keatsa "Pory mgiel i dojrzewania",
      Worthswortha "Szedlem sam, oblok wolnym lotem", czy Miltona "Moze pozyczysz mi
      dwa szylingi do wtorku?"
      EWAN McTIGGLE : "O daj mi szylinga na fajki. Oddam ci w czwartek. Ale jesli
      mozesz zaczekac do soboty, spodziewam sie zwrotu nadplaty od towarzystwa
      budowlanego w Houthampton."


      KONIEC
    • aard Psychopata z garścią malin 10.07.03, 13:25
      INSTRUKTOR : Dobry wieczor uczniowie. Gdzie reszta?
      KURSANT 5 : Nie ma ich!
      INSTRUKTOR : Wlasnie widze. Co z nimi?
      KURSANT 1 : Moze maja grupe.
      INSTRUKTOR : Grype? Nazarli sie za duzo swiezych owocow ! ... a teraz
      samoobrona. Dzis kontynuujemy temat z przez tygodnia, kiedy demonstrowalem wam
      jak bronic sie przed napastnikiem atakujacym swiezymi owocami.
      KURSANCI : (Wyraznie znudzeni) Ohhhhh...
      KURSANT 3 : Obiecal pan, ze nie bedziemy juz przerabiac owocow!
      INSTRUKTOR : Co to ma znaczyc?
      KURSANT 4 : Zajmowalismy sie owocami przez dziewiec tygodni!
      INSTRUKTOR : Wydaje sie wam, ze wiecie juz o nich wszystko?
      KURSANT 2 : Moze przerobimy cos innego np.: jak bronic sie przed napastnikiem z
      kijem...
      INSTRUKTOR : Z kijem?!!!! No prosze, chca sie bronic przed napastnikiem z
      kijem... woda sodowa uderzyla ci do glowki?! Swieze owoce sa dla ciebie za
      glupie?! Cos ci powiem chlopcze... gdy bedziesz wracal dzis do domu, a jakis
      psychopata rzuci sie na ciebie z garscia malin, nie przylaz mi tutaj skomlec! A
      teraz jezyny! Co zrobic, gdy napastnik sie rzuci na was z jezynami...
      KURSANT 2 : Przerabialismy jezyny!
      INSTRUKTOR : Co?!
      KURSANT 1 : Przerabialismy jezyny.
      KURSANT 3 : Pomarancze, jablka, grejpfruty
      KURSANT 2 : ... w calosci i w kawalkach
      KURSANT 3 : ... renklody... granaty
      KURSANT 4 : ... winogrona, cytrusy...
      KURSANT 3 : ... cytryny, sliwki...
      KURSANT 4 : ... oraz mango w syropie.
      INSTRUKTOR : Wisnie?
      KURSANCI : Przerabialismy...
      INSTRUKTOR : Czerwone i czarne?
      KURSANCI : Tak!
      INSTRUKTOR : No dobra... banany! Bananow nie przerabialismy, prawda?
      KURSANCI : Nie...
      INSTRUKTOR : Doskonale! (Podskakuje z zadowoleniem) Jak bronic sie przed
      czlowiekiem uzbrojonym w banana? Trzymaj! (rzuca banana Kursantowi 1) To
      calkiem proste! Najpierw zmuszamy go, zeby wyrzucil banana! A potem zjadamy
      banana, rozbrajajac napastnika. Jest zdany na nasza laske.
      KURSANT 3 : A jesli ma cala kisc?
      INSTRUKTOR : Zamknij sie!
      KURSANT 2 : A jesli ma kij?
      INSTRUKTOR : Zamknij sie! ... panie Morela!
      KURSANT 1 : Harrison...
      INSTRUKTOR : Przepraszam, Harrison zaatakuj mnie bananem! No juz! Z nienawiscia
      i zloscia! Atakuj! Nie tak, bardziej z zyciem. Trzymaj tego banana przyzwoicie.
      Tak lepiej, krzycz!
      KURSANT 1 : Aaaaaaaaaaaah!!! ( krzyczy)
      INSTRUKTOR : Doskonale, teraz atakuj! No juz czlowieku!
      KURSANT 1 : Aaaaaaaaaaaah!!! (atakuje)
      INSTRUKTOR : (strzela do niego) A teraz zjadam banana.
    • aard Hiszpańska inkwizycja - moja ulubiona :-) 15.07.03, 10:57
      Carol Cleveland : (Slyszy pukanie do drzwi.) Prosze.
      Graham Chapman : (Wchodzi.) Mlyn sie popsul.
      Carol Cleveland : Co sie stalo?
      Graham Chapman : Edno zzardlo srodu.
      Carol Cleveland : Co prosze?
      Graham Chapman : Edno zzardlo srodu.
      Carol Cleveland : Nie rozumiem ani slowa.
      Graham Chapman : Jedno z zaren wypadlo z mimosrodu!
      Carol Cleveland : Ale co to znaczy?
      Graham Chapman : Nie wiem! Pan Whenwerdth kazal mi tu przyjsc i powiedziec, ze
      mlyn sie popsul. Nie spodziewalem sie takiej hiszpanskiej inkwizycji!
      (Otoczona przez zlowroga muzyke wpada Hiszpanska Inkwizycja.)
      Michael Palin : Nikt nie spodziewa sie Hiszpanskiej Inkwizycji! Nasza glowna
      metoda to zaskoczenie. Zaskoczenie i strach. To dwie metody. Strach,
      zaskoczenie i bezwzgledna skutecznosc - trzy metody. Strach, zaskoczenie,
      bezwzgledna skutecznosc i niemalze fanatyczne oddanie papiezowi. Cztery.. Nie!
      Wsrod naszych metod... Wsrod naszych metod sa takie elementy jak strach,
      zaskoczenie... Wejdziemy jeszcze raz.
      Graham Chapman : (Z pewnym znudzeniem.) Nie spodziewalem sie hiszpanskiej
      inkwizycji.
      (Znow wpada Hiszpanska Inkwizycja.)
      Michael Palin : Nikt nie spodziewa sie Hiszpanskiej Inkwizycji! Wsrod naszych
      metod sa tak rozne elementy jak strach, zaskoczenie, bezwzgledna skutecznosc i
      niemalze fanatyczne oddanie papiezowi oraz piekne czerwone mundurki. Psiakrew!
      Nie umiem tego powiedziec, ty sprobuj.
      Terry Jones : Co?
      Michael Palin : Masz powiedziec ten kawalek "Nasze glowne metody to..."
      Terry Jones : Nie potrafie!
      (Wychodza.)
      Graham Chapman : (Zupelnie znudzonym tonem.) Nie spodziewalem sie hiszpanskiej
      inkwizycji.
      (Wpada Hiszpanska Inkwizycja.)
      Terry Jones : ...Nikt nie...ee...
      Michael Palin : "Spodziewa"!
      Terry Jones : ..spodziewa... Nikt nie spodziewa sie... ee... Hiszpanskiej...
      Michael Palin : "Inkwizycji"!
      Terry Jones : Wiem, wiem! Nikt nie spodziewa sie Hiszpanskiej Inkwizycji! A ci,
      ktorzy sie spodziewaja...
      Michael Palin : "Nasze glowne metody to"!
      Terry Jones : Nasze glowne metody to... ee...
      Michael Palin : "Zaskoczenie"
      Terry Jones : ...zaskoczenie,...
      Michael Palin : Dosc! Zaczekaj. Nasza glowna metoda, to zaskoczenie! Kardynale?
      Odczytajcie akt oskarzenia!
      Terry Gilliam : Jestes oskarzona o to, ze w rozne dni dopuszczalas sie aktow
      herezji przeciw kosciolowi. Moj stary mawial...
      Michael Palin : Starczy! Przyznajesz sie?
      Carol Cleveland : Jestesmy niewinni!
      Michael Palin : Ha ha! (Diaboliczny smiech, a po chwili diaboliczne gesty.)
      Zaraz zmienisz zdanie! Strach, zaskoczenie i niemalze fanatyczne... Kardynale?
      Na krate z nia!
      Terry Jones : (Wyciaga krate z suszarki do naczyn spod szat.)
      Michael Palin : Ty...! Dobra! Przywiaz ja!
      (Przywiazuje krate do Carol.)
      Michael Palin : Przyznajesz sie?
      Carol Cleveland : Jestem niewinna!
      Michael Palin : Ha! Sama tego chcialas! Kardynale? Rozciagnij krate!... O rany!
      Rozciagnij odrobinke krate.
      Terry Jones : (Wyraza swe zdziwienie.)
      Michael Palin : Wiem, ze to niemozliwe. Nic nie mowilem, chcialem tylko
      odwrocic ich uwage od twojej gafy. Przez ciebie wszystko wyglada idiotycznie!
      Terry Jones : No to moze...
      Michael Palin : Udawaj na litosc boska!
      Terry Jones : Ha ha! (Pokreca wyimaginowana korba.)
      Babcia : (Pokazuje zdjecia wnuczce. Wnuczka kolejno oglada je, przedziera na
      pol i wyrzuca do kosza.) To wujek Ted przed domem. To wujek Ted na tylach domu.
      To wujek Ted obok domu, a to wujek Ted znowu przed domem, ale widac tez boczna
      sciane domu. Zas tu wujek Ted stoi blizej domu, ale wejscie frontowe zmiescilo
      sie w kadrze. To tyl domu - wujek Ted idzie przed dom. A tutaj widac Hiszpanska
      Inkwizycje ukrywajaca sie za komorka na wegiel.
      Carol Cleveland : Nie spodziewalam sie Hiszpanskiej Inkwizyjcji!
      Michael Palin : (Wbiega ze swymi kompanami.) Nikt nie spodziewa sie
      Hiszpanskiej Inkwizycji!
      Akcja przenosi sie do podziemi - Hiszpanska Inkwizycja prowadzi babcie.)
      Michael Palin : Sluchaj stara kobieto! Jestes oskarzona o potrojna herezje.
      Dopuscilas sie herezji mysla, slowem, czynem i dzialaniem. To poczworna
      herezja. Przyznajesz sie?
      Babcia : Nie rozumiem o co jestem oskarzona!
      Michael Palin : Zaraz sprawimy, ze zrozumiesz! Biggles? Przynies... poduszeczki!
      Terry Jones : Oto one panie!
      Michael Palin : Stara kobieto, to twoja ostatnia szansa. Przyznaj sie do
      ohydnego grzechu herezji, wyrzeknij sie zlego, to twoje dwie szanse, a bedziesz
      wolna. Trzy szanse. Masz trzy ostatnie szanse, o ktorych przed chwila mowilem.
      Babcia : Nie wiem o czym pan gada!
      Michael Palin : Dobrze! Sama tego chcialas! Kardynale? Popiesc ja... mieciutka
      poduszeczka! Przyznaj sie, przyznaj sie!
      Terry Jones : Jej to nie sprawia bolu panie!
      Michael Palin : Napelniles poduszeczke wlasciwie?
      Terry Jones : Tak panie.
      Michael Palin : Twarda z niej sztuka. Kardynale Kiel? Przynies... wygodny fotel!
      Terry Gilliam : (Z przerazeniem w oczach.) Wygodny fotel?!
      Michael Palin : Uwazasz pewno, ze jestes silna, bo przezylas pieszczoty
      poduszeczkami? Zaraz sie przekonamy! Biggles? Posadz ja wygodnie w fotelu! A
      teraz posiedzisz sobie wygodnie w tym fotelu az do obiadu. Dostaniesz tylko
      filizanke kawy o jedenastej. To wszystko?
      Terry Jones : Tak panie.
      Michael Palin : Rozumiem. Pogarszamy efekt wrzeszczac, nie uwazasz? Przyznaj
      sie kobieto, przyznaj sie! Przyznaj sie!!
      Terry Jones : Przyznaje sie!
      Michael Palin : Nie ty!!!

      KONIEC
    • aard Inspektor Tygrys 16.07.03, 15:24
      (Napis: tymczasem w srodku)
      INSPEKTOR TYGRYS : Dom jest otoczony, niestety nie musze prosic, zeby nikt
      opuszczal pokoju! NIE! Musze prosic nikogo. Nie! Musze prosic wszystkich. Nie!
      Musze nie prosic, zeby nikt opuszczal pokoju! Nikogo nie musze prosic, zeby nie
      opuszczal pokoju! Nie! Nikt nie musi prosic, zeby pokoj nie wychodzil. Nie! Ja!
      Ja prosze pokoj, zeby ktos nie wyszedl! Nie! Prosze nikogo w pokoju, ktos moze
      wyjsc. Powinienem ja! Powinienem wyjsc z pokoju? Kazdy musi opuscic pokoj! Jak
      jest teraz, gdy oni sa w srodku? Jasne?
      SIR GERARD : Nie chce pan, zeby ktokolwiek opuszczal pokoj?!
      INSPEKTOR TYGRYS : Panstwo podstawie, ze sie pozwola. Przepraszam. Panstawie
      poprzez zezwole sie. Panzwole sie przed po... prze zezwole sie przeze przed ...
      przepraszam.
      (Szybkim i zdecydowanym ruchem uderza sie kilka razy w glowe)
      INSPEKTOR TYGRYS : Panstwo pozwola, ze sie przedstawie. Niestety musze prosic,
      o to zeby nikt nie opuszczal pokoju. Panstwo pozwola, ze sie przedstawie.
      Inspektor Tygrys.
      SIR GERARD : Tygrys?
      INSPEKTOR TYGRYS : (wystraszyl sie) Tygrys! Gdzie?
      INSPEKTOR TYGRYS (do Kobiety) : Ja Tygrys, ty Jane. Przepraszam. Panstwo
      pozwola, ze sie przedstawie. Niestety musze prosic, o to zeby nikt nie
      opuszczal pokoju.
      KOBIETA : Dlaczego?
      INSPEKTOR TYGRYS : To proste, skoro zwloki znaleziono w tym pokoju... a nikt go
      nie opuscil, zatem morderca musi byc ktos w tym pokoju.
      SIR GERARD : Jakie zwloki?
      INSPEKTOR TYGRYS : Zwloki... w tym pokoju, musi byc morderca. Morderca zostawil
      zwloki, a ja przybylem bez zwloki do tego pokoju, ktorego nikt nie moze
      opuscic. Opuscic pokoju bez zwloki nikt nie moze. Zwloki w tym pokoju, bez
      zwloki przybylem po zwloki. Zwloki nie moga opuszcza mordercy w tym pokoju. Bez
      zwloki lyknij tabletki Tygrysie. Ktokolwiek zostawil zwloki bez zwloki wyjsc
      nie moze. Nikt nie moze opuscic zwlok.
      (wchodza lekarze z lozkiem operacyjnym na kolkach)
      INSPEKTOR TYGRYS : ...pan zwloki, po zwloki, przed sie zwloki...
      (opada na lozko. Lekarz odcina mu pila kawalek glowy!... Napis: Ten sam pokoj
      chwile po lobotomii. Inspektor ma zabandazowana glowe)
      INSPEKTOR TYGRYS : A teraz Sir Gerardzie...tak lepiej... panstwo pozwola, ze
      sie przedstawie. Jestem Inspektor Tygrys i musze prosic, zeby nikt nie
      opuszczal pokoju.
      (Zadowolony mruga do lekarza. Lekarze wychodza)
      INSPEKTOR TYGRYS : Ktos tu popelnil morderstwo, a morderca jest ktos w tym
      pokoju, pytanie brzmi kto?
      SIR GERARD : Tu nie bylo zadnego morderstwa.
      INSPEKTOR TYGRYS : Nie bylo morderstwa?
      SIR GERARD : Nie!
      INSPEKTOR TYGRYS : To mi sie nie podoba, zbyt proste, zbyt jasne. Zaczekam.
      (siada) Zbyt proste, zbyt jasne.
      (gasnie swiatlo)
      INSPEKTOR TYGRYS : Aaaaaaaaaaaaah
      (Slychac odglos wystrzalu. Zapala sie swiatlo, Inspektor Tygrys ma wbita w
      szyje strzale)
      SIR GERARD : Na Jowisza, mial racje.
      (wchodzi glowny Inspektor Uwaga)
      INSPEKTOR UWAGA : Dom jest otoczony. Musze prosic zeby nikt nie wychodzil z
      pokoju. Jestem glowny Inspektor Uwaga.
      KOBIETA : Uwaga?
      INSPEKTOR UWAGA : Co gdzie? (z zadowoleniem) Ja jestem Uwaga. Uwaga Scotland
      Yard.
      KOBIETA : Dlaczego mamy uwazac?
      (Inspektor Uwaga dlugo sie zastanawia, nie bardzo rozumie)
      INSPEKTOR UWAGA : Nie rozumiem.
      KOBIETA : Dlaczego mamy uwazac na Scotland Yard?
      (Inspektor Uwaga nadal nie rozumie)
      INSPEKTOR UWAGA : Niestety nie rozumiem... zwloki, czyli morderca musi byc ktos
      z tego pokoju! Chyba, ze mial bardzo dlugie rece. Jakies 30 - 40 stop, ale taka
      ewentualnosc mozemy wykluczyc. (smieje sie, nienaturalnie) Uwaga na Scotland
      Yard, dobry dowcip. (ciagle sie smieje)
      INSPEKTOR UWAGA : Dobra, a teraz czas na rekonstrukcje zdarzen. Ja usiade
      tutaj, a wy konstablu zgascie swiatlo.
      (siada)
      INSPEKTOR UWAGA : Doskonale. Najpierw rozlegl sie krzyk...
      (krzyczy)
      INSPEKTOR UWAGA : Aaaaaaaaaaaah.....a tuz przed zapaleniem swiatla, rozlegl sie
      strzal...
      (rozlega sie strzal... konstabl zapala swiatlo. Inspektor Uwaga nie zyje, na
      czole ma slad po kuli, a w szyje ma wbita strzale!!! ... Wchodzi zastepca
      glownego posterunkowego, Ktos Stoi Za Panem)
      Ktos Stoi Za Panem : Dom jest otoczony, a nikomu nie wolno wychodzic z pokoju,
      ani z reszty domu. Panstwo pozwola, ze sie przedstawie, zastepca glownego
      posterunkowego: Ktos Stoi Za Panem.
      KOBIETA : Ktos Stoi Za Panem?
      (Konstabl sie rozglada)
      Ktos Stoi Za Panem : Stary numer. Nie dam sie na to nabrac. Czas na
      rekonstrukcje zbrodni. Konstablu, bedziecie inspektorem Tygrysem.
      KONSTABL : Tak. Tak jest! Nikt nie opusci pokoju prosic powinienem. Ktos
      zostawil zwloki nikogo w pokoju bez zwloki...(wali sie po glowie jak Inspektor
      Tygrys) ... musisz lyknac tabletki Tygrysie bez zwloki... panzwole sie stawic
      po...
      Ktos Stoi Za Panem : (klaszcze) Bardzo dobrze, siadajcie.
      Ktos Stoi Za Panem : W porzadku. Teraz udamy, ze swiatlo zgaslo. Konstablu,
      krzyczcie!
      KONSTABL : Aaaaaaaaah
      Ktos Stoi Za Panem : Teraz ktos was zastrzeli... (strzela do Konstabla)
      Ktos Stoi Za Panem : ... drzwi sie otworza
      (Otwieraja sie drzwi. Wchodzi glowny posterunkowy Pozar)
      POZAR : Nie ruszac sie! Jestem glowny posterunkowy Pozar!
      WSZYSCY : Pozar?
      POZAR : Gdzie? (rozglada sie)
      KONIEC SKECZU

      DALSZA CZESC SKECZU
      NASTEPNY INSPEKTOR : Osiagle, ze przezwole moje zwloki.
      (Pojawia sie napis: funkcjonariusze 13, inspektorzy 9)
      KONIEC
    • bieski_toperz Ale super wątek! 16.07.03, 15:41
      Uwielbiam Pythonów! Trochę mi pewnie zejdzie, zanim cały przeczytam, ale nie
      poddam się :-)
      Aardzie, masz tego więcej?
    • aard Interesujący ludzie :-DDD 17.07.03, 14:27
      Akcja skeczu rozgrywa sie w studio
      REDAKTOR : dobry wieczor. Zapraszam na kolejne wydanie programu "Interesujacy
      ludzi". Moim pierwszym gosciem jest dzis nadzwyczajnie interesujacy czlowiek
      pan Howard Stuls z Kensdal w Westmount. (Otwiera pudelko od zapalek, w ktorym
      jest Howard Stuls. Wlacza aplauz)
      (do pana Stulsa) Dobry wieczor panu.
      HOWARD STULS : Czesc Davidzie.
      REDAKTOR : Panie Stuls, co czyni pana szczegolnie interesujacym?
      HOWARD STULS : Mam tylko pol cala dlugosci.
      REDAKTOR : To strasznie interesujace. Dzieki za udzial w programie.
      HOWARD STULS : Myslalem, ze uznasz to za interesujace, ze...
      REDAKTOR : (zamyka pudelko) Howard Stuls z Kensdal, dlugi na pol cala.
      ( wlacza aplauz) Nasz kolejny gosc przybyl az z Egiptu. Wczoraj przylecial do
      Londynu. Ali Bayan jest z nami w studiu i ma kompletnego zajoba...
      (Ali Bayan trzyma tabliczke ze swoim nazwiskiem, pokazujac kompletnego zajoba!)
      REDAKTOR : (wlacza aplauz) Pan Ali Bayan z kompletnym zajobem... Czas na
      muzyczny przerywnik. Dzis wystapi chor rowerowy Raheli Tulln. (wlacza aplauz)
      Wykonaja "Memo Harlet" we wlasnej aranzacji na dzwonki rowerowe.
      (Szesciu facetow ubranych w zolte plaszcze przeciwdeszczowe. Stoja oparci o
      rowery i spiewaja jakas smetna piosenke, po czym dzwonia na dzwonkach
      rowerowych..)
      REDAKTOR : (wlacza aplauz) Dziekuje, dziekuje... Chor rowerowy Raheli Tulln to
      naprawde interesujace. Jesli ktos z panstwa jest interesujacy i pragnie
      wystapic w naszym programie, prosimy nazwisko, adres i numer telefonu przeslac
      pod ten adres.
      (pojawia sie adres: B.B.C. c/o E.F Lutt, 18 Rupee Buildings, London. W. 12)
      REDAKTOR : ...a oto ktos interesujacy, procz tego, ze pracuje na pelnym etacie
      jako spinacz od papieru zaraza tez koty grypa.
      (Ktos interesujacy chrzaka z niesmialoscia, po czym kaszle do koszyka z kotem,
      kot zaczyna kichac!!!)
      REDAKTOR : Nie mozna chyba byc bardziej interesujacym, choc moze jednak... Jest
      teraz ze mna pan Thomas Walters West Haltempool, ktory jest calkiem
      niewidzialny.
      THOMAS WALTERS : Dobry wieczor Davidzie.
      REDAKTOR : Czy aby na pewno jest pan niewidzialny?
      THOMAS WALTERS : Z pewnoscia.
      REDAKTOR : Jakie to uczucie jest byc niewidzialnym?
      THOMAS WALTERS : Zaczne od tego, ze w biurze w ktorym pracuje, moge caly dzien
      przesiedziec przy biurku, a koledzy zupelnie nie zwracaja na mnie uwagi. W
      domu, choc jestesmy w jednym pokoju, moja zona sie do mnie nie odzywa calymi
      godzinami. (mowi coraz wolniej) Ludzie mijaja mnie na ulicy, nawet na mnie nie
      spojrzawszy, a gdy wchodze do pokoju nikt... (ciagle mowi)
      REDAKTOR : Wsrod interesujacych gosci jest dzis pan Oliver Kawendysz!
      THOMAS WALTERS : Nawet w tej chwili nie zwraca pan na mnie uwagi.
      REDAKTOR : Pan Kawendysz z Lester twierdzil, ze potrafi wyrecytowac cala Biblie
      w ciagu jednej sekundy, jednoczesnie otrzymujac cios siekiera w glowe. Okazalo
      sie jednak, ze byl oszustem. Tak. Nie wyrecytowal calej Biblii tylko pierwsze
      dwa slowa: " Na poczatku"...
      (wlacza aplauz) Czas na inny interesujacy sport. Dzis pokazemy panstwu krykiet
      transmitowany na zywo z lazni miejskiej w Kronem.
      (Ringu bokserski. Dwaj faceci pokladaja sie kijami krykietowymi)
      REDAKTOR : Wspaniale. Siedzi przy mnie pan Ken Dave, dwukrotnie wybrany
      najbardziej interesujace czlowiekiem w Dorkie. Ken, podobno interesujesz sie
      wrzaskiem?
      KEN DAVE : (krzyczy) Jasne, interesuje sie wrzaskiem, zaiste w samo sedno pan
      trafiles!!!
      REDAKTOR : Co na to twoja zona?
      ZONA KENA : Zgadzam sie z nim!
      KEN DAVE : Zamknij sie!!!
      THOMAS WALTERS : ... podczas imprez nikt nigdy ze mna nie rozmawia, siedze
      tylko a wszyscy zupelnie...
      REDAKTOR : (Wstaje z fotela, bierze ze soba wiadro!). To "Pchelka" - prawda?
      DON BESTIA : Tak, to prawda.
      REDAKTOR : Co potrafi?
      DON BESTIA : (Na rekach ma kota) Przelatuje przez studio i wpada do wiadra z
      woda!
      REDAKTOR : Sama ?
      DON BESTIA : Nie, ja wpuszczam ja w ruch!
      REDAKTOR : To bardzo interesujace. Panie i panowie przed panstwem Don Bestia i
      Pchelka!
      ( Don Bestia wprawia w ruch Pchelke, ktora miauczy ze strachu. Rzuca ja. Po
      chwili kot wpada do wiadra)
      KEN DAVE : Jestem bardziej interesujacy od mokrego kota!!!!
      THOMAS WALTERS : (zniknal!) ... i tak calymi godzinami...
      REDAKTOR : Po raz pierwszy w telewizji, w naszym programie zobacza panstwo
      czlowieka, ktory usypia cegly za pomoca hipnozy. Oto Kid Maniak z Gwatemali.
      (Maniak jest ubrany jak prestidigitator, w ustach ma fajke)
      REDAKTOR : Podobno umiesz usypiac cegly?
      KID MANIAK : Zgadza sie.
      REDAKTOR : Wylacznie za pomaca hipnozy?
      KID MANIAK : Tak, nie stosuje zadnych sztucznych srodkow.
      (Zapala fajke, uzywajac do tego pudelka od zapalek, w ktorym jest pan Stuls)
      KEN DAVE : Zraniles pana Stulsa!!!!
      KID MANIAK : Zerkam tylko na cegle, a ona usypia.
      REDAKTOR : Mamy tu cegle... Czy moglbys ja uspic?
      KID MANIAK : Niestety, ta juz spi.
      REDAKTOR : Skad wiesz?
      KID MANIAK : Nie rusza sie!
      REDAKTOR : Rozumiem. Mamy druga cegle?
      (Facet w bialym fartuchu przynosi cegle i rzuca ja na biurko w celu pokazania
      ruchliwosci cegly)
      REDAKTOR : Prosze bardzo Kid, oto "ruchoma" cegla!
      (Kid hipnotyzuje cegle, po czym sprawdza czy spi pstrykajac palcami)
      KID MANIAK : Prosze bardzo, spi jak susel... uzywam tylko oczu.
      KEN DAVE : Panie Stuls!!! Odezwij sie Howard!!!
      REDAKTOR : Pan Kid Maniak z Gwatemali... A teraz czterech zmeczonych
      trumniarzy...
      KONIEC
    • aard Jak uwolnić świat od chorób 25.07.03, 08:22
      ALAN : W ubieglym tygodniu demonstrowalismy panstwu jak zostac ginekologiem.
      Dzis w naszym programie pokazemy jak grac na flecie, jak rozbijac atom, jak
      montowac glowne przeslo w moscie i jak nawodnic Sahare i uzyskac wiele hektarow
      gruntow uprawnych. Lecz najpierw Jacky opowie panstwu jak uwolnic swiat od
      wszystkich chorob.
      JACKY : Wpierw trzeba zostac doktorem i odkryc jakies wspaniale lekarstwo.
      Kiedy juz swiat medyczny zacznie sie toba interesowac, po prostu powiesz im co
      maja robic i dopilnujesz, zeby zrobili to dobrze, a wowczas swiat na zawsze
      zostanie uwolniony od chorob.
      ALAN : Dzieki Jacky, genialny pomysl! A teraz gra na flecie. (Pokazuje flet.)
      Prosze bardzo. Tu sie dmucha, a tu porusza sie palcami w gore i w dol.
      PREZENTER : Jestes niesamowity Alanie. W przyszlym tygodniu pokazemy panstwu
      jak biali i czarni moga zyc w pokoju i harmonii, zas Alan uda sie do Moskwy,
      zeby przedstawic nam jak pogodzic Rosjan z Chinczykami. Do zobaczenia, pa, pa!
      KONIEC
    • barracuda7110 Re: Wersja polska em kej prodakszyns, tekst... 29.08.03, 00:43
      ogladalem niedawno cos co niektorzy nazywaja nowym monty pythonem. nazywa sie
      toto League of gentlemen.... ratunkuuuuuuu jaka tandeta!!!
    • barracuda7110 Re: Wersja polska em kej prodakszyns, tekst... 29.08.03, 01:03
      always look on the bright side of death
    • dwoch_mezczyzn Skecz o alpinistach - specjalnie dla Mothqueen 29.08.03, 09:07
      Zdecydowanie nasz ulubiony :-)))


      ORGANIZATOR : Nastepny! (wchodzi facet) Prosze wchodzic pojedynczo!
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem tu sam.
      ORGANIZATOR : (zaslania oko) Rzeczywiscie... Niech pan...
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Siada?
      ORGANIZATOR : (patrzy obok Artura) Tak. Niech pan siada. Chce pan wziac udzial
      we wspinaczce?
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Ja?
      ORGANIZATOR : Tak.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Bardzo
      ORGANIZATOR : Doskonale. (zapisuje) A pan?
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem tu sam.
      ORGANIZATOR : (zaslania oko) Wiec jego podanie trafi do kosza. Oto szczegoly:
      poprowadze te wyprawe. Zamierzamy sie wspiac na oba szczyty Kilimandzaro.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Zdawalo mi sie, ze Kilimandzaro ma tylko jeden szczyt.
      ORGANIZATOR : (podchodzi do mapy Afryki, sprawdza ile szczytow ma Kilimandzaro)
      No to zaoszczedzimy troche czasu. Celem wyprawy jest odnalezienie sladu po
      ubieglorocznej wyprawie. (Wraca na miejsce)
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Ubieglorocznej?
      ORGANIZATOR : Prowadzil ja moj brat, mieli zbudowac most laczacy oba szczyty.
      (znow spoglada na mape) Chyba ja wpadlem na ten pomysl. Skompletowalem juz cala
      grupe. Niech mi pan opowie o swoich kwalifikacjach. (patrzy obok Artura)
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Yy.
      ORGANIZATOR : Tak, najpierw pan.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem tu sam.
      ORGANIZATOR : Nie do pana mowie.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem wykwalifikowanym alpinista.
      ORGANIZATOR : Alpinista? (sprawdza w slowniku) Alkohol, alpaga, alpinista -
      dwoch mezczyzn wycwiczonych w spinacze po gorach. Kogos takiego wlasnie
      potrzebujemy. Biore was. Gratuluje wam obu. (podaje Arturowi obie rece)
      Nazwiska panow?
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Artur Willson.
      ORGANIZATOR : Zrobimy tak. Pana nazwe Artur Willson Pierwszy, a pana Artur
      Willson Drugi, zeby uniknac nieporozumien.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Pan naprawde prowadzi te wyprawe?
      ORGANIZATOR : Tak, prowadzimy wyprawe do Afryki.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Jakim szlakiem pojdziecie?
      ORGANIZATOR : Dobre pytania. Wyruszymy jednego lub drugiego 22 stycznia i
      pojdziemy z Manchesterow do Oxfordow, drogami M1 przez Londyny do Perleyow. A
      potem A25 z Perleyow do Doverow. Nastepnie przez Afryki do Nairobiich. Wreszcie
      poludniowymi drogami jakies 12 mil za Nairobie i tam zasiegniemy jezykow.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Czy ktos zna Suahili?
      ORGANIZATOR : Tam prawie wszyscy.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : A ktos z nas mowi Suahili?
      ORGANIZATOR : Pielegniarka trochę.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : A procz dwoch pielegniarek?
      ORGANIZATOR : O rany zapomnialem o drugiej.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Procz nich kto idzie z nami?
      ORGANIZATOR : Blizniaki Arturowie Brownowie. Dwoch botanikow o nazwisku Machin.
      Bracia Williamowie Johnsonowie.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Dwoch?
      ORGANIZATOR : Czterech. Dwie pary identycznych blizniakow. Dwoch z czworaczkow
      Peggow i wy dwaj.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : I nikt nie umie sie wspinac?
      ORGANIZATOR : Wy dwaj. Mamy tez pare przewodnikow. Nazywaja sie Jimmi
      Benkinson. Kilimandzaro to niebezpieczna wspinaczka, glownie do gory, na sam
      szczyt, ktory nagle sie konczy, ale panowie Jimmowie opracowali plan. (Otwiera
      drzwi. Wchodzi Jimmi Benkinson. Na glowie ma kask, w rekach ma czekan i w ogole
      jest ubrany jak alpinista.) Jimmi Benkinson, to Artur Wilson. Jimmi Benkinson
      Drugi. A to Artur Wilson Drugi. A to Jimmi Benkinson Pierwszy.
      JIMMI BENKINSON : Bez obaw, wyleczymy go z tego.
      (Organizator wyprawy zanim usiadl przy biurku zaslonil sobie oko)
      JIMMI BENKINSON : Opisze panu szlak. Zaczniemy od zwyklego wejscia na
      Kilimandzaro. (Potraca stolik) To calkiem proste, zadnych problemow. (Wchodzi
      na biurko. Kaskiem potraca zyrandol) A potem skierujemy sie na lewa sciane.
      (Wchodzi na kominek i zrzuca jakies srebrne naczynia) To nieco trudniejsze,
      biorac pod uwage te przeszkody. Potem dotrzemy do krawedzi tutaj. (Dochodzi do
      krawedzi) Bedzie to jeden z bardziej skomplikowanych momentow, gdyz balansowac
      bedziemy na krawedzi. Az trafimy na ten stolik. (Schodzi na maly stolik) Z
      niego wejdziemy na gzyms tutaj. To trudny odcinek. (Potraca kinkiet) Dalej
      cholernie proste przejscie po podlodze na krzeslo. (Przechodzi na krzeslo)
      Nastepnie szafa.... (Zrzuca szafe z ksiazkami) i schodzimy na dol, co jest juz
      bardzo proste. (Schodzi na dol i przechodzi przez zamkniete drzwi.)
      ORGANIZATOR : Poprowadzi pierwsze podejscie.
      PIERWSZY ARTUR WILSON : Niestety nie wezme udzialu w panskiej wyprawie, bo nie
      ufam zadnemu z jej czlonkow. (Wychodzi przez dziure w drzwiach, ktora zrobil
      Jimmi Benkinson)
      ORGANIZATOR : O rany! A pan?
      DRUGI ARTUR WILSON : Ja jestem gotow!
      ORGANIZATOR : Doskonale.
      KONIEC
      • szprota1 Nigdy nie przestanie mnie śmieszyć ten skecz!/nt 29.08.03, 14:46

    • aard Jim Myszołów 05.09.03, 15:08
      GOSPODARZ : Od sztuk plastycznych przechodzimy do pilki noznej. Wczorajszego
      wieczoru w Jarrow na Stadionie Swiatla bylismy swiadkami powrotu najlepszych
      pilkarskich tradycji, kiedy druzyna Jarrow United dojrzala do europejskiego
      poziomu dajac niemalze proustowski pokaz egzystencjalnego futbolu. Za pomoca
      moralnych argumentow ze srodpola praktycznie zniszczyla calkowicie juz
      przestarzala filozofie obronna Alberta Thumphrina. Bolonia zostala
      intelektualnie pokonana przez druzyne z Jarrow smialo atakujaca za pomoca
      agresywnego kantowskiego pozytywizmu, a wyroznial sie w niej prawdziwy bohater
      tego meczu, arcymysliciel, genialny strateg, nie dajacy sie zaskoczyc, srodkowy
      rozgrywajacy Jimmy Myszolow.
      JIMMY MYSZOLoW : Dobry wieczor Brianie.
      GOSPODARZ : Jimmy, przynajmniej jeden starzejacy sie komentator sportowy
      radowal sie wczoraj widzac, jak angielski pilkarz wyrwal sie niewidzialnym
      mackom srodziemnomorskiej obrony.
      JIMMY MYSZOLoW : (Dluga chwile tepo wpatruje sie w odlegly punkt.) Dobry
      wieczor Brianie.
      GOSPODARZ : Nie zaskoczylo cie to, ze Wlosi utracili dominacje na przedpolu w
      tak wczesnej fazie meczu?
      JIMMY MYSZOLoW : Czesc Brian. ... Otwieram butik!
      GOSPODARZ : To oczywiscie symptomatyczna cecha nowej rasy pilkarzy, jak rowniez
      cala sztuka bycia pilkarzem, nieprawdaz?
      JIMMY MYSZOLoW : Dobry wieczor Brianie.
      GOSPODARZ : Chodzi mi o to, ze najwyrazniej odkryles wczoraj nowa metode gry,
      za pomoca ktorej rozlozyles na czynniki pierwsze wloska obrone.
      JIMMY MYSZOLoW : (Chwila zamyslenia...) Od razu kopnalem pilke, a ona znalazla
      sie w siatce!
      GOSPODARZ : Czy twoim zdaniem druzyna Jarrow przyjmie bardziej defensywna
      postawe podczas pierwszych rozgrywek w Turcji?
      JIMMY MYSZOLoW : (Bardzo z siebie zadowolony.) Od razu kopnalem pilke, a ona
      znalazla sie w siatce!
      GOSPODARZ : Tak, ale czy masz juz jakis plan pokonania tureckiego ataku?
      JIMMY MYSZOLoW : Czesc Brian.... Otwieram butik!
      Redaktor nie wytrzymuje, rzuca notatkami
      KONIEC SKECZU
      NARRATOR : ...a teraz wracamy do skeczu z Brianem, wlasnie wydarzylo sie cos
      interesujacego...
      JIMMY MYSZOLoW : Chyba spadlem z krzesla, Brianie.
      KONIEC
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka