Gość: Bart Jak rozpoznawać drzewa z dużej odległości IP: *.mnc.pl 08.05.03, 01:13 Jak rozpoznawać drzewa z dużej odległości. Nr 1. Modrzew. A teraz: Nr 1. Modrzew. A teraz: Nr 1. Modrzew. A teraz: Nr 12b. Kasztanowiec zwyczajny Odpowiedz Link
uerbe Pamietam - świetne!! :-) (n/t) 12.11.03, 11:54 Gość portalu: Bart napisał(a): > Jak rozpoznawać drzewa z dużej odległości. [cut] Odpowiedz Link
aard Wydział kłótni :-)))) 19.05.03, 08:55 SEKRETARKA : Slucham pana? CHETNY DO KLoTNI : Chcialbym sie poklocic. SEKRETARKA : Doskonale. Byl pan juz u nas? CHETNY DO KLoTNI : Nie, jestem tu pierwszy raz. SEKRETARKA : Interesuje pana jedna pelna klotnia, czy caly kurs? CHETNY DO KLoTNI : A ile by to kosztowalo? SEKRETARKA : Pieciominutowa klotnia kosztuje jednego funta, a kurs dziesieciu klotni - tylko 8 funtow. CHETNY DO KLoTNI : Na poczatek sprobuje i zobacze co z tego wyniknie. SEKRETARKA : Swietnie. Zobacze kto jest wolny. Na przyklad pan Bakey, ale on bywa zbyt pojednawczy. Prosze sprobowac z panem Barnardem - pokoj 12. (Chetny do klotni idzie pod wskazany pokoj i wchodzi. W srodku za biurkiem siedzi Urzednik 1) URZEDNIK 1 : Czego pan chce?! CHETNY DO KLoTNI : (Nieco zdezorientowany.) Powiedziano mi... URZEDNIK 1 : Nie pieprz glupot ty zasmarkana kupo papuzich odchodow! CHETNY DO KLoTNI : Co?! URZEDNIK 1 : Zamknij ten swinski ryj cwoku jeden. Rzygam na twoj widok ty tepy, parchaty, zasyfiony pedale! CHETNY DO KLoTNI : Przyszedlem tu na klotnie! URZEDNIK 1 : Przepraszam! Tu Wydzial Obrazy. CHETNY DO KLoTNI : (Uspokaja sie.) Rozumiem, to wszystko tlumaczy. URZEDNIK 1 : Pan do pokoju 12A, tuz obok. CHETNY DO KLoTNI : Rozumiem, dziekuje. URZEDNIK 1 : Nie ma za co. (Chetny do klotni wychodzi.) Glupi buc... CHETNY DO KLoTNI : (Wchodzi do pokoju 12A.) Czy to wlasciwy pokoj na klotnie? URZEDNIK 2 : Juz panu mowilem. CHETNY DO KLoTNI : Wcale nie. URZEDNIK 2 : Alez tak. CHETNY DO KLoTNI : Kiedy? URZEDNIK 2 : Wlasnie teraz. CHETNY DO KLoTNI : Wcale nie! URZEDNIK 2 : Alez tak. (Chwilke jeszcze trwa taka wymiana zdan.) Chce sie pan klocic przez piec minut, czy pol godziny? CHETNY DO KLoTNI : (Uspokojony.) Tylko przez piec minut. URZEDNIK 2 : Swietnie. (Chetny do klotni siada.) Jednak mowilem. CHETNY DO KLoTNI : Na pewno nie. URZEDNIK 2 : Wyjasnijmy to sobie. Absolutnie na pewno mowilem. CHETNY DO KLoTNI : Nie. URZEDNIK 2 : Alez tak. CHETNY DO KLoTNI : Alez to zadna klotnia! URZEDNIK 2 : Wlasnie ze tak. CHETNY DO KLoTNI : Nie! To tylko zaprzeczanie! URZEDNIK 2 : Wcale nie. CHETNY DO KLoTNI : Alez tak! Pan mi wlasnie zaprzeczyl! URZEDNIK 2 : Wcale nie. CHETNY DO KLoTNI : Zaprzeczyl pan! Zrobil pan to! URZEDNIK 2 : Nonsens. CHETNY DO KLoTNI : Bez sensu. URZEDNIK 2 : Wcale nie. CHETNY DO KLoTNI : Przyszedlem tu na klotnie! URZEDNIK 2 : Otoz nie. Przyszedl sie pan klocic. CHETNY DO KLoTNI : Klotnia to nie tylko zaprzeczanie. URZEDNIK 2 : Ale moze byc. CHETNY DO KLoTNI : Wcale nie. Klotnia to powiazana sekwencja stwierdzen prowadzaca do konkretnej propozycji. URZEDNIK 2 : Wcale nie. CHETNY DO KLoTNI : Alez tak! A nie samo zaprzeczanie. URZEDNIK 2 : Jesli sie z panem kloce, musze zajac przeciwne stanowisko. CHETNY DO KLoTNI : Nie moze pan tylko powtarzac "wcale nie". URZEDNIK 2 : Alez tak. CHETNY DO KLoTNI : (Nieco juz podekscytowany.) Klotnia to proces intelektualny, a zaprzeczanie to automatyczne przeciwstawianie sie temu, co powie druga osoba. URZEDNIK 2 : Otoz nie. CHETNY DO KLoTNI : Wlasnie, ze tak. URZEDNIK 2 : (Dzwoni dzwonkiem lezacym na biurku.) Dziekuje, do widzenia. CHETNY DO KLoTNI : Co? URZEDNIK 2 : To wszystko, do widzenia. CHETNY DO KLoTNI : Wlasnie zaczelo byc interesujaco! URZEDNIK 2 : Czas minal. CHETNY DO KLoTNI : Nie uplynelo jeszcze piec minut! URZEDNIK 2 : Niestety. CHETNY DO KLoTNI : (Tchniety nagla mysla i dziwna nadzieja.) Wcale nie! URZEDNIK 2 : Przykro mi, ale nie moge sie dalej klocic. CHETNY DO KLoTNI : Co? URZEDNIK 2 : Jesli chce sie pan dalej klocic, musi pan zaplacic za nastepne piec minut. CHETNY DO KLoTNI : Nie uplynelo jeszcze piec minut. (Urzednik 2 milczy.) CHETNY DO KLoTNI : To absurdalne. URZEDNIK 2 : Przykro mi, ale nie bede sie klocil, poki pan nie zaplaci. CHETNY DO KLoTNI : No dobra. (Daje funta.) No wiec? URZEDNIK 2 : Co "no wiec?". CHETNY DO KLoTNI : Nie uplynelo jeszcze piec minut. URZEDNIK 2 : Nie bede sie klocil, poki pan nie zaplaci. CHETNY DO KLoTNI : Wlasnie zaplacilem! URZEDNIK 2 : Wcale nie. CHETNY DO KLoTNI : Alez tak, nie bedziemy sie o to klocic! URZEDNIK 2 : Przykro, ale nie zaplacil pan. CHETNY DO KLoTNI : Skoro nie zaplacilem, czemu sie pan kloci? Mam pana! URZEDNIK 2 : Wcale nie. CHETNY DO KLoTNI : Alez tak, skoro sie pan kloci, musialem zaplacic. URZEDNIK 2 : Niekoniecznie. Moge sie klocic w wolnych chwilach. CHETNY DO KLoTNI : Mam juz tego dosyc. (Wstaje i idzie w kierunku drzwi.) URZEDNIK 2 : Jeszcze nie. CHETNY DO KLoTNI : Zamknij sie. (Wychodzi i wchodzi do kolejnego pokoju.) Z podziękowaniami dla Kowcia :-) Odpowiedz Link
aard Z teściem w łóżku - tego nie widziałem!(dlaczego?) 19.05.03, 11:52 Akcja dzieje sie w sypialni pewnej mlodej pary CAROL : Robercie, powiedz, ze jestem piekna! ROBERT : Jestes taka piekna... CAROL : Mowisz powaznie? ROBERT : Oczywiscie! CAROL : Powiedziales tak tylko dlatego, ze cie poprosilam? ROBERT : Oczywiscie, ze nie! CAROL : Robercie! Robercie! Czy ty aby mnie nie oszukujesz? ROBERT : Skad ci to przyszlo do glowy? CAROL : Moj ojciec chce zamieszkac z nami. Czy masz cos przeciwko? ROBERT : Nie, oczywiscie, ze nie mam... CAROL : ... ale on nie bedzie tylko z nami mieszkal! ROBERT : Co masz na mysli? CAROL : Zawsze mial klopoty z zasypianiem samemu. Dlatego powiedzialam mu, ze moze spac z nami. ROBERT : Czyzby chcial wstawic lozko do naszej sypialni? CAROL : Nie. Oczywiscie, ze nie. ROBERT : ... a juz myslalem... CAROL : Nasze lozko starczy dla trzech. ROBERT : Co?! CAROL : On zasypia zaraz po wejsciu na lozko. ROBERT : W porzadku, ale... CAROL : Oh Robercie, myslalam, ze mnie kochasz! ROBERT : Kocham, ale... CAROL : Nie bedzie patrzal... ROBERT : Na pewno? CAROL : Nie bedzie na pewno! ROBERT : Nie, nie, nie! (Nastepna scena. W lozku lezy ich troje. Robert jest w srodku.) TESC : Nie zwracajcie na mnie uwagi... Nie przeszkadzajcie sobie. CAROL : Oh tato, wcale nam nie przeszkadzasz... ROBERT : Wcale nie... CAROL : Ide spac. TESC : Jestes tego pewna? ROBERT : Tak. Jestem bardzo zmeczona po naszym slubie. TESC : Robert, a ty? ROBERT : Tez usypiam. TESC : W porzadku. W takim razie zgasze swiatlo. CAROL : (do Robeta) Dobranoc kochanie. ROBERT : Dobranoc. TESC : Dobranoc. (Gasi swiatlo. Cisza. Slychac dziwne odglosy.) CAROL : Tato, co robisz? TESC : Sklejam lodz. CAROL : Co? TESC : To model: "Cutty Sark". Kleje go po nocach juz od kilku lat. CAROL : A nie mozesz go sklejac w dzien? TESC : Robie go tylko w nocy przy zgaszonym swietle, na tym to polega. (Wlacza swiatlo. Jest wyraznie zawiedziony. W rekach ma kawalki drewna.) Myslalem, ze wyglada troche inaczej... ROBERT : To ma byc "Cutty Sark"? TESC : Jeszcze go nie dokonczylem.... Moze bedzie wygladal inaczej nad ranem, przy zaslonietych zaslonkach....Dobranoc. KONIEC Odpowiedz Link
aard Zebranie mafijne - całość :-) 20.05.03, 08:42 Pokoj na pietrze. Na stole lezy mapa okolicy. Szef mafii wyklada kolegom swoj plan. Wszyscy ubrani w klasyczny wlosko-mafijny sposob. SZEF MAFII : Teren czysty? KEN : Czysty. SZEF MAFII : Doskonale. Oto Plan. Za kwadrans jedenasta Redge podwiezie mnie i Kena furgonetka do jubilera przy High Street. Bedziemy tam za dziesiec jeden i nasta. Wysiade z samochodu, a Redge zaparkuje go tutaj, przy Denver Street. O 10:51 wkrocze do jubilera, gdzie Rick, przebrany za klienta wreczy mi 5 funtow 18. O 10:52 podejde do lady i zakupie zegarek za 5 funtow 18. Zegarek przekaze Rickowi, ktory uda sie prosto do garazu Normana przy East Street. O 10:56 wycofacie sie i spotkamy sie kwadrans po po jedenastej na zapleczu u Cougha & Sickle'a. Sa pytania? LARRY : Nie ma w tym niczego nielegalnego! SZEF MAFII : Jak to? LARRY : Przeciez placimy za zegarek! SZEF MAFII : Tak. LARRY : Czemu za niego placimy. SZEF MAFII : (Zaskoczony glupota kolegi.) Przeciez inaczej by nam go nie dali! LARRY : To mi sie nie podoba! SZEF MAFII : Bo co? LARRY : Bo nigdy jeszcze nie zlamalismy prawa! SZEF MAFII : O co ci chodzi? LARRY : Chocby o ten bank przed tygodniem. Musialem tam wejsc w masce i wybrac 15 funtow z mojego konta. SZEF MAFII : Co chcesz przez to powiedziec Larry? LARRY : Moze bysmy tak ukradli ten zegarek szefie? SZEF MAFII : Ty cymbale! Szykujemy to od tygodni! Redge wynajal pokoj na przeciwko jubilera i calymi dniami filmowal klientow. Rick przez trzy tygodnie przegladal katalogi zegarkow az nauczyl sie wymawiac ich ceny od tylu! Nie naraze na szwank calej operacji tylko po to, zeby zlamac prawo! LARRY : Zaparkujmy na podwojnej linii ciaglej. Wezmy psa dla zmylenia! (Zglasza sie Redge.) SZEF MAFII : A ty czego chcesz? REDGE : Zaparkowalem woz na ulicy... Oplacony czas... SZEF MAFII : Juz minal? REDGE : Tak szefie. SZEF MAFII : Kiedy? REDGE : No nie wiem. Jakies dwie, moze piec minut temu. SZEF MAFII : Piec minut! Ty kretynie, ty durniu! Nie mamy czasu do stracenia! Ken, zgol wlosy i bierz paszport. Spotkamy sie pod tym adresem w Rio de Janeiro we wtorek. Rick, zasuwaj do Afryki Wschodniej i zmien twarz. Redge, wiej do Kanady, stamtad przedostaniesz sie do Nikaragui. Larry, zostaniesz tu i po kwadransie wysadzisz caly budynek. Do dziela! LARRY : Nie moge wysadzic budynku! SZEF MAFII : Bo co? LARRY : Bo to przestepstwo! SZEF MAFII : Cholera jasna! No to... poddajemy sie. (Podnosza rece do gory.) LARRY : Nie mozemy. SZEF MAFII : Czemu? LARRY : Nie popelnilismy przestepstwa! Odpowiedz Link
aard Tako rzeczy Gazeta Wyborcza 21.05.03, 15:16 Robię wyłom w zasadzie wątku, ale artykuł (jeszcze nie czytałem) robi wrażenie interesującego i na temat. Ciekawe jak sama książka... www1.gazeta.pl/kultura/1,34169,1488745.html Odpowiedz Link
aard A teraz skecz o archeologii zatytułowany "Skecz o. 05.06.03, 13:33 PIERWSZA CZESC SKECZU Studio telewizyjne REDAKTOR : Witam panstwa, naszym gosciem w programie "Wspolczesna archeologia" jest dzis profesor Witson Casner z uniwersytetu w Oslo. Ile pan ma wzrostu, panie profesorze? WITSON CASNER : Slucham? REDAKTOR : Ile pan ma wzrostu, panie profesorze? WITSON CASNER : Mniej wiecej 1,70m. REDAKTOR : Naszym drugim gosciem jest znawca egipskiego malarstwa grobowego... Naprawde 1,70m? Nie wyglada pan na tyle! Rozwalil sie pan na krzesle?! WITSON CASNER : Nie! REDAKTOR : Sir Robert Everlie, ktory wlasnie wrocil z wykopalisk w El Ara... i na pewno ma z 1,80m! Zgadza sie? SIR ROBERT EVERLIE : Tak. REDAKTOR : Powiedzialbym ze ma pana nawet 1,90m. SIR ROBERT EVERLIE : No tak. REDAKTOR : Cudownie, jest pan zupelnie innym okazem, niz profesor Casner. Chodzi pan prosto, dumnie, pewnie. WITSON CASNER : Zdawalo mi sie, ze mielismy mowic o archeologii. REDAKTOR : Tak, oczywiscie, swieta racja... ale ma pan jasny umysl. Ciebie nie bylo by stac na taka uwage, ty krzywy krasnalu! Sir Robert Everlit, co pan odkryl w El Ara? SIR ROBERT EVERLIE : Przede wszystkim odkrylismy kilka grobowcow. REDAKTOR : (do publicznosci) Doskonaly glos. SIR ROBERT EVERLIE : Sa one waznym dowodem wplywow polinezyjskich na kulture Egiptu w czasie panowania III dynastii. REDAKTOR : Jakiego wzrostu byli Polinezyjczycy? WITSON CASNER : Byli... REDAKTOR : Cicho! SIR ROBERT EVERLIE : Byli raczej niscy. REDAKTOR : Kurduple. SIR ROBERT EVERLIE : Nie znam sie na... REDAKTOR : Pokrecone pokurcze. Kto byl wysoki? SIR ROBERT EVERLIE : Niestety nie wiem! REDAKTOR : Jak sie nazywa to wysokie plemie w Afryce? SIR ROBERT EVERLIE : Tym sie nie zajmuje archeologia. REDAKTOR : Batutsi. Wspaniale plemie. Niektorzy maja tam 2,40m. Wyobraza pan to sobie, ponad 2 metry. Nie jeden na barkach drugiego, ale ponad 2 metry czystego Batutsi. To sie nazywa wzrost. SIR ROBERT EVERLIE : ... ale to nie ma nic wspolnego z archeologia! REDAKTOR : Do diabla z archeologia. (rozbija zabytkowa waze) WITSON CASNER : Dajcie mi cos powiedziec! Przyjechalem az z Oslo zeby wystapic w tym programie. Jestem profesorem archeologii. Ekspertem od starozytnej cywilizacji. Fakt, mam tylko 1,70m! Tak, mam zla sylwetka! Tak, rozwalilem sie na krzesle!... ale mialem wiecej kobiet niz wy obaj razem!!! Przelecialem pol Norwegii. Wiec wypchaj sie pan tym swoim sir Robertem i tymi cholernymi Batutsi! Mnie wystarcza moje cialo, moje skromne, male cialo! (placze i kladzie sie na podlodze) SIR ROBERT EVERLIE : Cos ty mu zrobil, ty cholerny kretynie?!!! REDAKTOR : Wypraszam sobie! SIR ROBERT EVERLIE : Bede mowil, co zechce, bo mam 1,90m! ...a takich gowniarzy, jak ty zjadam na sniadanie! (daje w morde redaktorowi, jest z tego dumny) REDAKTOR : Aaaaaaau! Zaplacisz mi za to Everlie. Dopadne cie chocbym mial cie scigac az na kraniec swiata! Koniec pierwszej czesci skeczu. DRUGA CZESC SKECZU (Napis: "Plonaca Gwiazda" - Historia czlowieka, ktory szukal sprawiedliwosci w bezwzglednym, brutalnym swiecie miedzynarodowej archeologii. Drugi napis - Egipt 1920) Teren wykopalisk DANIEL : Wykopaliska szly dobrze w tym roku. Odkrylismy kilka naczyn zaroodpornych z okresu ostatniej dynastii. Sir Robert byl szczesliwszy niz kiedykolwiek. SIR ROBERT EVERLIE : (Chyba jest szczesliwszy niz kiedykolwiek, bo zaczal spiewac ze szczescia. Spiewa jak w jakis tandetnych musicalach. Pod nogami znalazl kielich sumeryjski. Konczy spiewac.) No nie, sumeryjski kielich z IV Dynastii. Opisz to znalezisko, Daniel. To IV Dynastia. DANIEL : Czy to...? SIR ROBERT EVERLIE : Tak, to kielich sumeryjski. DANIEL : Cudownie. Tak sie ciesze. SIR ROBERT EVERLIE : Ja tez sie ciesze. Nareszcie wiemy, ze wplywy sumeryjskie siegaly az tu, do Abu Simbel. We wczesnym okresie przedynastycznym, 2000 lat przed era Tutenchamona. (znow spiewa, tym razem z Daniel) (Pojawia sie redaktor programu) REDAKTOR : Dobra Everlie, wylaz z tego dolka. SIR ROBERT EVERLIE : Nie zapominaj, ze mam 1,90m!!!! REDAKTOR : To mi nie przeszkadza. Casner - na gore! (Casner wskakuje na plecy redaktorowi programu) WITSON CASNER : ...ale jestem wysoki. Jestem wysoki!!!! SIR ROBERT EVERLIE : 3,40m? Daniel! ( Daniel wskakuje mu na plecy) REDAKTOR : 3,45m? Abdul! (Abdul wskakuje Casnerowi na plecy) SIR ROBERT EVERLIE : 4,60m? Mustffa!!!! ( Mustffa wskakuje na plecy Daniel) REDAKTOR : 5,80m? Niech cie diabli! (Redaktor i Sir Robert podchodza do siebie i zaczyna sie jatka. Wszyscy sie bija. W trakcie bijatyki zostaje potluczonych kilka zabytkowych przedmiotow) REDAKTOR : Na tym konczymy dzisiejsze wydanie wspolczesnej archeologii. Za tydzien nowe wielkie odkrycie: "Zlota era rock & rolla". Johny Rocken zagra Elvisa Presleya. (Redaktor programu umiera) KONIEC Odpowiedz Link
angolia Pratchett 05.06.03, 14:32 (Ponawiam pytanie tutaj, bo pewnie tego wyżej nitk nie zauważy) Keltoi napisał(a): >"Posłuchaj mnie, chłopcze...Znam się trochę na tych sprawach. Podejdź tu...Pozwolisz? Dobrze. Lewa ręka tutaj, na głowicy, prawa tutaj... dobrze, własnie tutaj...a klinga prosto w Twoją nogę.[..]- Robi się wesoło - oświadczył - Dlaczego się na mnie nie rzucicie? -Właśnie - zabrzmiał jakiś głos u jego pasa. Jubiler wydobył skądś bardzo wielki i brudny topór, który do wszystkich okropności wojny dodawał jeszcze groźbę tężca." Kto to byli??? ;))))) No właśnie?? I z którego to tomu?? Odpowiedz Link
aard Chcę odejść z armii 06.06.03, 12:06 Dorwałem 55 skeczy, będę codziennie wrzucał po jednym :-) -- PULKOWNIK : Wejsc. Czego chcecie? SZEREGOWY : Chcialbym odejsc z armii panie pulkowniku. PULKOWNIK : Wielkie nieba! A czemuz to? SZEREGOWY : Bo to niebezpieczne! PULKOWNIK : Co? SZEREGOWY : Pelno tu uzbrojonych ludzi! Maja prawdziwa bron, a nie zadne zabawki panie pulkowniku. Wszyscy ja maja! A niektorzy nawet czolgi! PULKOWNIK : Watkins! Oni sa po naszej stronie! SZEREGOWY : Maja granaty i karabiny maszynowe! Chce odejsc zanim mnie zabija. PULKOWNIK : Jestescie w armii dopiero od rana! SZEREGOWY : Wiem, ale ludzie gina tu naprawde, a nie na niby. Taki jeden powiedzial mi..., ze gdyby wybuchla wojna, kazali by mi isc na front! PULKOWNIK : To prawda. SZEREGOWY : Pomyslalem sobie, kurcze, gdyby tak wybuchla wielka wojna, komus moglaby sie stac krzywda! PULKOWNIK : Dlaczego wstapiliscie do armii? SZEREGOWY : Ze wzgledu na narty wodne i podroze, ale nie dla zabijania. W podaniu wyraznie napisalem "zadnego zabijania". PULKOWNIK : Jestescie pacyfista Watkins? SZEREGOWY : Nie panie pulkowniku, jestem tchorzem. PULKOWNIK : Kretynska kwestia. Siadac! SZEREGOWY : Tak jest. PULKOWNIK : Fatalnie napisany skecz... KONIEC Odpowiedz Link
aard Człowiek o trzech pośladkach :-))))))))))))) 06.06.03, 16:13 Gospodarz programu niezbyt dyskretnie spoglada na tyl fotela swego goscia GOSPODARZ : Dobry wieczor. W studiu jest ze mna Arthur Thrampton, ktory ma... (Poprawia sie w fotelu.) Panie Thrampton, rozumiem, ze pan podobno ma... Zaczne inaczej. Panie Thrampton, podczas, gdy wiekszosc ludzi ma dwa,... pan... ARTHUR THRAMPTON : Slucham? GOSPODARZ : Rozumiem... (Spoglada w tyl.) Wygodnie panu? ARTHUR THRAMPTON : Tak, dziekuje. GOSPODARZ : Vis a vis panski zadek... ARTHUR THRAMPTON : Co prosze? GOSPODARZ : ...zadek. ARTHUR THRAMPTON : Co? GOSPODARZ : Panski tyl... derriere... siedzenie... ARTHUR THRAMPTON : Co takiego? GOSPODARZ : ...posladki. ARTHUR THRAMPTON : A! moja dupa! (Gospodarz podskakuje w fotelu.) GOSPODARZ : A wiec panie Thrampton, podobno ma pan... 50 procentowy dodatek w miejscu, ktore pan wlasnie wymienil (Z tylu widac podjezdzajaca kamere.) ARTHUR THRAMPTON : Mam trzy posladki. GOSPODARZ : Swietnie... Pomyslelismy, ze moze zechcialby pan... troszke... ARTHUR THRAMPTON : (Patrzy w tyl.) Co ta kamera tu robi?! GOSPODARZ : Nic takiego. Pomyslelismy, ze moze pozwoli nam pan... szybciutko... zerknac... Panie Thrampton, zechcialby pan zdjac spodnie? (Zza kadru widac przysuwajaca sie w kierunku spodni goscia reke.) ARTHUR THRAMPTON : Co? Nie bede zdejmowal spodni w telewizji, za kogo wy mnie macie?! GOSPODARZ : Prosze je zdjac. ARTHUR THRAMPTON : Nie. GOSPODARZ : Tylko troszke... ARTHUR THRAMPTON : Nie! GOSPODARZ : No to,... Niech pan poslucha, wlasciwie kazdy moze sobie przyjsc tutaj do BBC twierdzac, ze ma rozne rewelacje od spodu, ale nasi widzowie chca miec dowod! ARTHUR THRAMPTON : Bylem w Perskim Radiu! (Znow reka zza kadru.) Odwal sie! Arthur Figgis wie, ze mam trzy posladki. GOSPODARZ : Skad wie? ARTHUR THRAMPTON : Jezdzimy na wspolne przejazdzki rowerowe. (Scena na drodze, dwoch mezczyzn na tandemie, z przodu gosc naszego programu. Mezczyzna z tylu wykrzykuje "Dziwne!") PREZENTER TELEWIZYJNY : A teraz cos z zupelnie innej beczki. Czlowiek o trzech posladkach. (Scena jak na poczatku, gospodarz programu niedyskretnie spoglada na tyl fotela swego goscia.) GOSPODARZ : Dobry wieczor. W studiu jest ze mna Arthur Thrampton, ktory... Panie Thrampton, rozumiem, ze pan podobno ma... Zaczne inaczej... Panie Thrampton, podczas, gdy wiekszosc ludzi... (Zdziwiony patrzy na swego goscia.) Chyba juz o tym rozmawialismy? ARTHUR THRAMPTON : Tak. GOSPODARZ : Wiec czemu pan mi nie przerwal? ARTHUR THRAMPTON : Myslalem, ze to wersja na kontynent? KONIEC Odpowiedz Link
aard Martwy biskup :-) 10.06.03, 09:40 ZONA : Klaus! Czego chcesz do duszonej ryby? MAZ : Halibuta. ZONA : Duszona ryba to wlasnie halibut! MAZ : A masz jakas rybe nie duszona? ZONA : Krolika. MAZ : Krolicza ryba? ZONA : Tak, ma pletwy. MAZ : A nie zyje? ZONA : Wczoraj w nocy kaszlala krwia. MAZ : Dobra. Zjem nie duszona, krolicza rybe. (Po zjedzeniu nie duszonej, kroliczej ryby.) Obrzydliwosc. ZONA : Wiecznie narzekasz. MAZ : Co masz na deser? ZONA : Jest placek ze szczura, koktajl ze szczura, pudding ze szczura, albo ciasto truskawkowe. MAZ : Ciasto truskawkowe? ZONA : No... jest w nim tez troche szczura. MAZ : Ile? ZONA : Trzy. To raczej sporo. MAZ : Zjem kawalek z niewielka zawartoscia szczura. (Po zjedzeniu kawalka ciasta z niewielka zawartoscia szczura.) Ohyda. ZONA : Ales ty marudny. SYN : Czesc mamo, czesc tato. Na polpietrze lezy martwy biskup. ZONA : Skad sie tam wzial? SYN : Nie rozumiem. ZONA : Z jakiej diecezji? SYN : Moim zdaniem z Biskupca, albo z Biskupina. MAZ : Pojde sprawdzic. ZONA : Ciekawe kto ich tam znosi? SYN : Ja nie! ZONA : Juz trzech wyrzucilam do pojemnika, smieciarze nie chca ich wywozic. MAZ : To biskup z Lester. ZONA : Skad wiesz? MAZ : Ma to wytatuowane z tylu na karku. Zadzwonie na policje. ZONA : Nie lepiej do kosciola? SYN : Wezwij policje koscielna. MAZ : Dobra. Policja koscielna!! (Wchodzi Funkcjonariusz policji koscielnej) ZONA : Na schodach znow lezy martwy biskup! FUNKCJONARIUSZ : Z Biskupca, czy z Biskupina? ZONA : A skad mam wiedziec? FUNKCJONARIUSZ : Maja tatuaz z tylu na karku. (Spoglada na stol.) Czy to ciasto ze szczura? ZONA : Tak. FUNKCJONARIUSZ : Obrzydliwosc! Zaczynamy sledztwo. (Kleka.) O Panie, my Cie blagamy, wskaz nam kto kropnal kolege z Lester. (Po chwili z gory wysuwa sie wielka dlon z wyciagnietym palcem wskazujacym skierowanym na Meza.) MAZ : Wszystko to prawda, ale wine ponosi spoleczenstwo. FUNKCJONARIUSZ : Zgoda. (Zaklada kajdanki.) MAZ : Wezcie pod uwage tych trzech przy smietnikach. FUNKCJONARIUSZ : Zgoda. A teraz zakonczymy to aresztowanie odspiewujac psalm. (Wszyscy spiewaja.) KONIEC Odpowiedz Link
aard Człowiek-mysz 11.06.03, 10:17 Zaciemnione studio, czlowiek-mysz siedzi w cieniu GOSPODARZ : Co sprawia, ze czlowiek chce zostac mysza? CZLOWIEK - MYSZ : Czlowiek wcale nie pragnie zostac mysza,... to staje sie samo,... nagle zdajesz sobie sprawe, ze to jest to, czym chcesz byc. GOSPODARZ : Kiedy zauwazyl pan u siebie te tendencje? CZLOWIEK - MYSZ : Mialem wtedy jakies 17 lat. Poszedlem z kumplami na impreze, sporo wypilismy, a potem... kilku chlopakow... zaczelo nas... czestowac serem. Z czystej ciekawosci sprobowalem kawalek i... stalo sie. GOSPODARZ : Co jeszcze robili ci chlopcy? CZLOWIEK - MYSZ : Kilku z nich... przebralo sie troszke za myszy i gdy juz byli w kostiumach,... zaczeli popiskiwac. GOSPODARZ : To wszystko? CZLOWIEK - MYSZ : Wszystko. GOSPODARZ : Jak pan na to zareagowal? CZLOWIEK - MYSZ : Bylem zaszokowany! Ale potem zaczalem czuc sie... na pelnym luzie wsrod innych myszy. Odpowiedz Link
aard Dezorientacja kota 12.06.03, 12:30 Salon podmiejskiego domku w okolicach Esher, kot siedzi bez ruchu na trawniku przed domem, slychac pukanie do drzwi MAZ : To chyba weterynarz Kochanie. ZONA : Pojde otworzyc. (Wchodzi weterynarz) Weterynarz Kochanie! Swietnie, ze pan przyszedl. WETERYNARZ : Drobiazg. W czym problem? Mnie moga panstwo powiedziec, jestem weterynarzem. ZONA : Powiedz mu kochanie. MAZ : ... Chodzi o naszego kota. Nic nie robi, tylko siedzi na trawniku. WETERYNARZ : Czy jest... martwy? MAZ : Skadze! WETERYNARZ : Dzieki Bogu! Juz sie przerazilem, ze przybylem... za pozno. Gdyby ludzie zawsze dzwonili na czas... ZONA : On tak siedzi calymi dniami! MAZ : ...w nocy takze. Prawie sie nie rusza. Musimy mu zanosic jedzenie. ...i mleko. Nic nie robi, tylko tak siedzi. WETERYNARZ : Sa panstwo... w kropce? MAZ : Alez... tak. WETERYNARZ : Rozumiem. chyba bede mogl panstwu pomoc. Otoz... (Weterynarz siada i gestem zacheca do tego samego) WETERYNARZ : Kot panstwa cierpi na cos, na co my weterynarze nie mamy jeszcze okreslenia. Jego stan charakteryzuje calkowita, fizyczna inercja, brak zainteresowania otoczeniem, ktore my, weterynarze nazywamy srodowiskiem naturalnym, niezdolnosc reakcji na konwencjonalne bodzce zewnetrzne jak: klebek wloczki, soczysta mysz, czy ptaszek. Mowiac otwarcie kot panstwa znalazl sie w dolku. (W oczach wlascicieli kota maluje sie wyraznie przerazenie) To syndrom maklera gieldowego, malomiesteczkowa dekadencja, zobojetnienie, weltschmerz, jak panstwo wola. MAZ : Chandra? WETERYNARZ : W pewnym sensie... "chandra"... Musze to zapamietac. Co mozna na to poradzic? Czy ostatnio dezorientowali panstwo swojego kota? MAZ : Nie. WETERYNARZ : W takim razie kota nalezy zdezorientowac. MAZ : Co? WETERYNARZ : Zdezorientowac, wyrwac z blogiego samozadowolenia. Niestety nie mam kwalifikacji do dezorientowania kotow, moge jednak polecic swietna firme uslugowa. Oto jej wizytowka. Dezorientacja Kotow Sp. z o.o. (Teraz nastepuje scena dezorientacji. Przed domek podjezdza wielka ciezarowka z napisem "Dezorientacja Kotow Sp. z o.o." Za chwile czarna limuzyna przyjezdza general dowodzacy cala akcja dezorientacji. Z ciezarowki wyladowywane sa ogromne ilosci sprzetu i materialow. Z ich pomoca, na trawniku przed wciaz nie poruszajacym sie kotem powstaje scena. Na niej pojawiaja sie aktorzy grajacy rozne dziwne role (np. Dlugiego Johna Silvera, czy Czlowieka w Reczniku). Wreszcie przedstawienie dobiega konca.) GENERAL : Oby to podzialalo. Za chwile sie przekonamy. (Kot wstaje i wbiega do domu) ZONA : Nie wierze wlasnym, oczom! MAZ : Ani ja! Kot jest jak nowy! Zostal uleczony, dziekujemy generale! Czy kiedykolwiek zdolamy sie zrewanzowac? GENERAL : Nie trzeba. Dezorientacja kotow nalezy do naszych obowiazkow. Firma oferuje rowniez inne specjalnosci: - "Zadziwianie Norek" - "Otumanianie Gronostajow" - "Zabijanie Klina Pumom" - "Straszenie Gazeli" - "Oszalamianie Bestii" - "Rozpraszanie Pszczol" Odpowiedz Link
aard Domokrążca 13.06.03, 14:03 PRACOWNIK TV : Dzien dobry. Pan mnie nie zna, jestem z telewizji. Nie zechcialby pan wpasc na chwilke i otworzyc drzwi w nastepnym skeczu? Nic wiecej, tylko otworzy pan drzwi. ZAPROSZONY DO SKECZU : Zgoda. PRACOWNIK TV : Kapitalnie, prosze tedy. (Wychodza.) Juz teraz jestesmy na filmie. ZAPROSZONY DO SKECZU : Cos w rodzaju przejscia? PRACOWNIK TV : Tak, przejscie. To wszystko jest troche bez glowy i oleju, niewiele z tego rozumiem, ale dzieciakom sie podoba. Ja tam wole Dessa O'Connora, Rolpha Collissa i Toma Jonesa. (Wchodza do ciezarowki.) ZAPROSZONY DO SKECZU : Wiele ma pan pracy? PRACOWNIK TV : Tak, pracuje glownie w komedii. Chcialbym ukladac program, ale niestety jestem po studiach. (Docieraja na miejsce.) (Czlowiek zaproszony do skeczu wchodzi do mieszkania, za chwile do drzwi podchodzi Domokrazca i puka. Czlowiek zaproszony do skeczu wychodzi.) DOMOKRAZCA : Zyczy pan sobie kawal? Ubaw gwarantowany, koronowane glowy Europy umieraly ze smiechu. W scenie napisali: "W panstwie dunskim dawno nie bylo tak wesolo." Oto nowosc - nieprzyzwoity Humphrey - pomaga przelamac lody na prywatkach. Stawiamy go na stole, naciskamy guzik, a on rzyga. Z gwarancja i wymiennymi wkladami. Czarne mydelko - zostawiamy je w lazience, goscie myja raczki i grzyb im wyrasta na palcach. Nie do usuniecia przez wiele godzin. Rewelacja do odstraszania rodzicow - prawdziwe weze. Przepuklina na wesolo. Plastikowe rany - przyjaciele cali w szwach - cos w sam raz na intymna prywatke. A to cos dla nowozencow - prawdziwa wydzielina skunksa - wlewamy im ja do lozka, gwarantowana niezapomniana noc poslubna. Mam tez wodoszczelne nalepki na skore i cos dla rozweselenia przyjaciol - pojemniki z gazem chemicznym. Smierdzi i dziala jak prawdziwy, to jest oslepia, rani lub zabija.Masz pragnienie? Kup Fikusnego Jasia! Ma fiuta naturalnej wielkosci i polewa cieple piwko, robi tez koktajle - radocha bez konca. Mam tez nowa pierdziuszke - wydaje naturalny dzwiek - w sam raz do zenowania gosci. I jeszcze jedna propozycja - zberezna haleczka - panienka ja wklada, haleczka sie rozplywa - cos w sam raz na zberezne prywatki... No juz, juz! ZAPROSZONY DO SKECZU : Co? DOMOKRAZCA : Powiedz pointe. ZAPROSZONY DO SKECZU : Jaka pointe? DOMOKRAZCA : Podsumowanie skeczu! ZAPROSZONY DO SKECZU : Nie znam pointy, nic o niej nie mowili! DOMOKRAZCA : No to w takim razie powiem... Do widzenia panu, do widzenia. ZAPROSZONY DO SKECZU : (Podchodzi do Pracownika telewizji wciaz czekajacego w ciezarowce.) Jaka jest pointa? PRACOWNIK TV : Slucham? Nic nie wiem o zadnej poincie! Gdzie jestesmy? (Oglada scenariusz.) tydzien 39.4 to piatek... 39.7... mam... (Czyta scenariusz.) Ha ha ha! Dobre! Bardzo dobre! Kapitalna pointa! Szkoda, ze ja opuscilismy. Ale zawsze mozemy wrocic do tego skeczu, nawet zrobic z niego serial. Prosze tu podpisac. Przesle to do ksiegowosci. Odezwa sie za rok lub dwa. ZAPROSZONY DO SKECZU : Moze pan podrzucic mnie Z powrotem? PRACOWNIK TV : Moge, ale tego nie zrobie. Chcemy bowiem pozyczyc panska glowe do sekwencji animowanej. ZAPROSZONY DO SKECZU : Co?! PRACOWNIK TV : Cudownie. Pieknie dziekujemy. Zwracamy koszty operacji. (Czlowiek zaproszony do skeczu zostaje zabrany przez dwoch osilkow, ktorzy za chwile odpilowuja mu na ulicy glowe.) KONIEC Odpowiedz Link
aard Dwie szopy - qrwa, ile można??!! 23.06.03, 11:56 Przepraszam jeszcze raz... DWIE SZOPY Studio telewizyjne, dwa krzesla, na ktorych siedza Redaktor i Artur. REDAKTOR : W zeszlym tygodniu w Royal Festival Hall po raz pierwszy wykonano nowa symfonie jednego z najwiekszych wspolczesnych kompozytorow, Artura "Dwie Szopy" Jacksona. ARTUR : Dobry wieczor. REDAKTOR : Pozwoli pan, ze na chwile zbocze z tematu. Intryguje mnie ten panski przydomek. "Dwie Szopy". Skad on sie wzial? ARTUR : To zaden pseudonim, po prostu kilku moich przyjaciol tak mnie nazywa. REDAKTOR : Rozumiem. Czy ma pan dwie szopy? ARTUR : Nie, mam tylko jedna i to od dawna, jednak kilka lat temu powiedzialem, ze rozwazam mozliwosc postawienia drugiej i od tamtej chwili niektorzy nazywaja mnie "Dwie Szopy"... REDAKTOR : Mimo, ze ma pan tylko jedna? ARTUR : (widocznie zniecierpliwiony) Tak. REDAKTOR : Rozumiem. Ma pan moze zamiar kupic druga? ARTUR : Nie. REDAKTOR : ...zeby przydomek pasowal... ARTUR : Nie! REDAKTOR : Rozumiem. Wracajac do panskiej symfonii... czy skomponowal ja pan... w szopie? ARTUR : (oburzony) Nie! REDAKTOR : A skomponowal pan cokolwiek w tej swojej szopie? ARTUR : Nie! To najzwyklejsza w swiecie ogrodowa szopa! (za plecami rozmawiajacych pojawia sie powiekszone zdjecie ogrodowej szopy) REDAKTOR : Rozumiem. Wiec chce pan postawic druga, zeby w niej komponowac... ARTUR : (unosi sie) Skad! Dajmy juz spokoj tym szopom, one nie maja zadnego znaczenia. Kilku przyjaciol nazywa mnie "Dwie Szopy" i na tym koniec! Prosze mnie zapytac o muzyke. Jestem kompozytorem! (rozpaczliwie) Ludzie nieustannie nagabuja mnie o te szopy. To juz przesada! Mam juz dosc tego tematu! Wolalbym wcale nie miec tej szopy! REDAKTOR : Podejrzewam, ze ma pan zamiar ja sprzedac. ARTUR : Sprzedam, a owszem! REDAKTOR : To bedzie pan Artur "Bez Szopy"... ARTUR : Skoncz pan z tymi szopami!!! REDAKTOR : Z calym szacunkiem panie Jackson, mielismy mowic o panskiej symfonii. ARTUR : (zdezorientowany) Co? REDAKTOR : To symfonia na organy i bebenki... Artur obraca sie i zauwaza zdjecie szopy. ARTUR : Co to takiego? To szopa! Zdejmijcie to zdjecie! REDAKTOR znaczaco kiwa glowa w strone kamerzysty. Zdjecie znika, pojawia sie wizerunek Artura. ARTUR : W porzadku. REDAKTOR : A teraz panie Jackson, przejdzmy do symfonii... Na ekranie pojawia sie duzy napis: ARTUR "DWIE SZOPY" JACKSON. REDAKTOR : Zdaje sie, ze interesowal sie pan rozpoznawaniem pociagow... ARTUR : (calkowicie oglupialy) Co? REDAKTOR : Slyszalem, ze jakies 30 lat temu bardzo pana interesowalo rozpoznawanie pociagow. ARTUR : Co to ma do cholery wspolnego z moja muzyka?! Wchodzi drugi Redaktor. REDAKTOR 2 : Masz z nim klopoty? REDAKTOR : Niewielkie. REDAKTOR 2 : (biorac Artura za fraki i podnoszac go z krzesla) My redaktorzy jestesmy o wiele lepsi od takich jak ty, "Dwie Szopy". REDAKTOR : Wlasnie, zmiataj stad "Dwie Szopy"! To studio jest za male dla nas trzech! Wykopuja Artura z kadru. REDAKTOR 2 : Wymysl swoj wlasny program, cwoku jeden! REDAKTOR : (z usmiechem w strone kamery) Artur "Dwie Szopy" Jackson. KONIEC Odpowiedz Link
aard Ewan McTiggle - Poeta 24.06.03, 11:26 "EWAN MCTIGGLE - POETA" NARRATOR : Wsrod tych gor i urwisk rozbrzmiewa spiew whisky i pardwy. Dzika natura wciaz ma we wladaniu te skaly i turnie. Szum gorskich strumieni, beczenie owiec i rozlegle, bezchmurne, szkockie niebiosa odbijajace sie w bezdennych stawach i jeziorach. W tym nieskazonym cywilizacja otoczeniu, Ewan McTiggle tworzy swoje wiersze takie jak "Pozycz funciaka do konca tygodnia". McTiggle zaczynal jednak od prostych wersow, z ktorych rozkwitla pozniej jego poezja. EWAN McTIGGLE : "Gdybys tak pozyczyl mi 6 pensow, to bym se gazete chociaz kupil. To chyba skromna prosba?". Przyjaciolka McTiggle'a z mlodosci - LESSIE O'SHEILA : Pan McTiggle napisal dla mnie dwa wiersze miedzy styczniem i kwietniem 69-tego. NARRATOR : Moglaby pani przeczytac choc jeden? LESSIE O'SHEILA : Nie powinnam, byly raczej osobiste, ale przeczytam. "Do mojej kochanej Lessie, liryk na siedemnaste urodziny. Pozycz mi kilka drobnych do czwartku, jestem calkiem goly, ale oczekuje przekazu i jak tylko nadejdzie, wszystko Ci oddam. Kochajacy Ewan". Cos pieknego! ZNAWCA POEZJI : Od tamtej chwili McTiggle znacznie rozszerzyl swa literacka wizje. Przed trzema laty interesowaly go male sumy: pensy, szylingi. Ostatnio skierowal poetycka percepcje ku wiekszym kwotom - 15 szylingow, 4 funty 14 szylingow, a nawet 9 gwinei. Nic to jednak w porownaniu z majestatycznym rozmachem jego najwiekszego dziela "Czy moge dostac 50 funtow na naprawe szopy?". AKTOR TEATRALNY : "Czy moge dostac 50 funtow na naprawe szopy? Juz robie bokami. Zwroce wszystko, kiedy nadejdzie przekaz pieniezny z Australii. Przysiegam. Ufam, ze nie masz juz klopotow z pecherzem. Kochajacy Ewan." NARRATOR : Poetycka inwencja McTiggle'a jest niewyczerpana. Po "Nie otrzymalem nowej ksiazeczki czekowej", stworzyl genialna alegorie "Czym jest 20 funciakow dla pieprzonego banku?". A ostatnio wiersz nagrodzony przez zwiazek poetow "Moze pozyczysz mi tysiac funciakow?" BARDZO DOBRY DRAMATURG : Moim zdaniem McTiggle w swojej posesji... poezji, odrzuca wszystkie tradycyjne utarte szablony nowoczesnej posesji. Nie musimy juz zadowalac sie wierszami Keatsa "Pory mgiel i dojrzewania", Worthswortha "Szedlem sam, oblok wolnym lotem", czy Miltona "Moze pozyczysz mi dwa szylingi do wtorku?" EWAN McTIGGLE : "O daj mi szylinga na fajki. Oddam ci w czwartek. Ale jesli mozesz zaczekac do soboty, spodziewam sie zwrotu nadplaty od towarzystwa budowlanego w Houthampton." KONIEC Odpowiedz Link
aard Psychopata z garścią malin 10.07.03, 13:25 INSTRUKTOR : Dobry wieczor uczniowie. Gdzie reszta? KURSANT 5 : Nie ma ich! INSTRUKTOR : Wlasnie widze. Co z nimi? KURSANT 1 : Moze maja grupe. INSTRUKTOR : Grype? Nazarli sie za duzo swiezych owocow ! ... a teraz samoobrona. Dzis kontynuujemy temat z przez tygodnia, kiedy demonstrowalem wam jak bronic sie przed napastnikiem atakujacym swiezymi owocami. KURSANCI : (Wyraznie znudzeni) Ohhhhh... KURSANT 3 : Obiecal pan, ze nie bedziemy juz przerabiac owocow! INSTRUKTOR : Co to ma znaczyc? KURSANT 4 : Zajmowalismy sie owocami przez dziewiec tygodni! INSTRUKTOR : Wydaje sie wam, ze wiecie juz o nich wszystko? KURSANT 2 : Moze przerobimy cos innego np.: jak bronic sie przed napastnikiem z kijem... INSTRUKTOR : Z kijem?!!!! No prosze, chca sie bronic przed napastnikiem z kijem... woda sodowa uderzyla ci do glowki?! Swieze owoce sa dla ciebie za glupie?! Cos ci powiem chlopcze... gdy bedziesz wracal dzis do domu, a jakis psychopata rzuci sie na ciebie z garscia malin, nie przylaz mi tutaj skomlec! A teraz jezyny! Co zrobic, gdy napastnik sie rzuci na was z jezynami... KURSANT 2 : Przerabialismy jezyny! INSTRUKTOR : Co?! KURSANT 1 : Przerabialismy jezyny. KURSANT 3 : Pomarancze, jablka, grejpfruty KURSANT 2 : ... w calosci i w kawalkach KURSANT 3 : ... renklody... granaty KURSANT 4 : ... winogrona, cytrusy... KURSANT 3 : ... cytryny, sliwki... KURSANT 4 : ... oraz mango w syropie. INSTRUKTOR : Wisnie? KURSANCI : Przerabialismy... INSTRUKTOR : Czerwone i czarne? KURSANCI : Tak! INSTRUKTOR : No dobra... banany! Bananow nie przerabialismy, prawda? KURSANCI : Nie... INSTRUKTOR : Doskonale! (Podskakuje z zadowoleniem) Jak bronic sie przed czlowiekiem uzbrojonym w banana? Trzymaj! (rzuca banana Kursantowi 1) To calkiem proste! Najpierw zmuszamy go, zeby wyrzucil banana! A potem zjadamy banana, rozbrajajac napastnika. Jest zdany na nasza laske. KURSANT 3 : A jesli ma cala kisc? INSTRUKTOR : Zamknij sie! KURSANT 2 : A jesli ma kij? INSTRUKTOR : Zamknij sie! ... panie Morela! KURSANT 1 : Harrison... INSTRUKTOR : Przepraszam, Harrison zaatakuj mnie bananem! No juz! Z nienawiscia i zloscia! Atakuj! Nie tak, bardziej z zyciem. Trzymaj tego banana przyzwoicie. Tak lepiej, krzycz! KURSANT 1 : Aaaaaaaaaaaah!!! ( krzyczy) INSTRUKTOR : Doskonale, teraz atakuj! No juz czlowieku! KURSANT 1 : Aaaaaaaaaaaah!!! (atakuje) INSTRUKTOR : (strzela do niego) A teraz zjadam banana. Odpowiedz Link
aard Hiszpańska inkwizycja - moja ulubiona :-) 15.07.03, 10:57 Carol Cleveland : (Slyszy pukanie do drzwi.) Prosze. Graham Chapman : (Wchodzi.) Mlyn sie popsul. Carol Cleveland : Co sie stalo? Graham Chapman : Edno zzardlo srodu. Carol Cleveland : Co prosze? Graham Chapman : Edno zzardlo srodu. Carol Cleveland : Nie rozumiem ani slowa. Graham Chapman : Jedno z zaren wypadlo z mimosrodu! Carol Cleveland : Ale co to znaczy? Graham Chapman : Nie wiem! Pan Whenwerdth kazal mi tu przyjsc i powiedziec, ze mlyn sie popsul. Nie spodziewalem sie takiej hiszpanskiej inkwizycji! (Otoczona przez zlowroga muzyke wpada Hiszpanska Inkwizycja.) Michael Palin : Nikt nie spodziewa sie Hiszpanskiej Inkwizycji! Nasza glowna metoda to zaskoczenie. Zaskoczenie i strach. To dwie metody. Strach, zaskoczenie i bezwzgledna skutecznosc - trzy metody. Strach, zaskoczenie, bezwzgledna skutecznosc i niemalze fanatyczne oddanie papiezowi. Cztery.. Nie! Wsrod naszych metod... Wsrod naszych metod sa takie elementy jak strach, zaskoczenie... Wejdziemy jeszcze raz. Graham Chapman : (Z pewnym znudzeniem.) Nie spodziewalem sie hiszpanskiej inkwizycji. (Znow wpada Hiszpanska Inkwizycja.) Michael Palin : Nikt nie spodziewa sie Hiszpanskiej Inkwizycji! Wsrod naszych metod sa tak rozne elementy jak strach, zaskoczenie, bezwzgledna skutecznosc i niemalze fanatyczne oddanie papiezowi oraz piekne czerwone mundurki. Psiakrew! Nie umiem tego powiedziec, ty sprobuj. Terry Jones : Co? Michael Palin : Masz powiedziec ten kawalek "Nasze glowne metody to..." Terry Jones : Nie potrafie! (Wychodza.) Graham Chapman : (Zupelnie znudzonym tonem.) Nie spodziewalem sie hiszpanskiej inkwizycji. (Wpada Hiszpanska Inkwizycja.) Terry Jones : ...Nikt nie...ee... Michael Palin : "Spodziewa"! Terry Jones : ..spodziewa... Nikt nie spodziewa sie... ee... Hiszpanskiej... Michael Palin : "Inkwizycji"! Terry Jones : Wiem, wiem! Nikt nie spodziewa sie Hiszpanskiej Inkwizycji! A ci, ktorzy sie spodziewaja... Michael Palin : "Nasze glowne metody to"! Terry Jones : Nasze glowne metody to... ee... Michael Palin : "Zaskoczenie" Terry Jones : ...zaskoczenie,... Michael Palin : Dosc! Zaczekaj. Nasza glowna metoda, to zaskoczenie! Kardynale? Odczytajcie akt oskarzenia! Terry Gilliam : Jestes oskarzona o to, ze w rozne dni dopuszczalas sie aktow herezji przeciw kosciolowi. Moj stary mawial... Michael Palin : Starczy! Przyznajesz sie? Carol Cleveland : Jestesmy niewinni! Michael Palin : Ha ha! (Diaboliczny smiech, a po chwili diaboliczne gesty.) Zaraz zmienisz zdanie! Strach, zaskoczenie i niemalze fanatyczne... Kardynale? Na krate z nia! Terry Jones : (Wyciaga krate z suszarki do naczyn spod szat.) Michael Palin : Ty...! Dobra! Przywiaz ja! (Przywiazuje krate do Carol.) Michael Palin : Przyznajesz sie? Carol Cleveland : Jestem niewinna! Michael Palin : Ha! Sama tego chcialas! Kardynale? Rozciagnij krate!... O rany! Rozciagnij odrobinke krate. Terry Jones : (Wyraza swe zdziwienie.) Michael Palin : Wiem, ze to niemozliwe. Nic nie mowilem, chcialem tylko odwrocic ich uwage od twojej gafy. Przez ciebie wszystko wyglada idiotycznie! Terry Jones : No to moze... Michael Palin : Udawaj na litosc boska! Terry Jones : Ha ha! (Pokreca wyimaginowana korba.) Babcia : (Pokazuje zdjecia wnuczce. Wnuczka kolejno oglada je, przedziera na pol i wyrzuca do kosza.) To wujek Ted przed domem. To wujek Ted na tylach domu. To wujek Ted obok domu, a to wujek Ted znowu przed domem, ale widac tez boczna sciane domu. Zas tu wujek Ted stoi blizej domu, ale wejscie frontowe zmiescilo sie w kadrze. To tyl domu - wujek Ted idzie przed dom. A tutaj widac Hiszpanska Inkwizycje ukrywajaca sie za komorka na wegiel. Carol Cleveland : Nie spodziewalam sie Hiszpanskiej Inkwizyjcji! Michael Palin : (Wbiega ze swymi kompanami.) Nikt nie spodziewa sie Hiszpanskiej Inkwizycji! Akcja przenosi sie do podziemi - Hiszpanska Inkwizycja prowadzi babcie.) Michael Palin : Sluchaj stara kobieto! Jestes oskarzona o potrojna herezje. Dopuscilas sie herezji mysla, slowem, czynem i dzialaniem. To poczworna herezja. Przyznajesz sie? Babcia : Nie rozumiem o co jestem oskarzona! Michael Palin : Zaraz sprawimy, ze zrozumiesz! Biggles? Przynies... poduszeczki! Terry Jones : Oto one panie! Michael Palin : Stara kobieto, to twoja ostatnia szansa. Przyznaj sie do ohydnego grzechu herezji, wyrzeknij sie zlego, to twoje dwie szanse, a bedziesz wolna. Trzy szanse. Masz trzy ostatnie szanse, o ktorych przed chwila mowilem. Babcia : Nie wiem o czym pan gada! Michael Palin : Dobrze! Sama tego chcialas! Kardynale? Popiesc ja... mieciutka poduszeczka! Przyznaj sie, przyznaj sie! Terry Jones : Jej to nie sprawia bolu panie! Michael Palin : Napelniles poduszeczke wlasciwie? Terry Jones : Tak panie. Michael Palin : Twarda z niej sztuka. Kardynale Kiel? Przynies... wygodny fotel! Terry Gilliam : (Z przerazeniem w oczach.) Wygodny fotel?! Michael Palin : Uwazasz pewno, ze jestes silna, bo przezylas pieszczoty poduszeczkami? Zaraz sie przekonamy! Biggles? Posadz ja wygodnie w fotelu! A teraz posiedzisz sobie wygodnie w tym fotelu az do obiadu. Dostaniesz tylko filizanke kawy o jedenastej. To wszystko? Terry Jones : Tak panie. Michael Palin : Rozumiem. Pogarszamy efekt wrzeszczac, nie uwazasz? Przyznaj sie kobieto, przyznaj sie! Przyznaj sie!! Terry Jones : Przyznaje sie! Michael Palin : Nie ty!!! KONIEC Odpowiedz Link
aard Inspektor Tygrys 16.07.03, 15:24 (Napis: tymczasem w srodku) INSPEKTOR TYGRYS : Dom jest otoczony, niestety nie musze prosic, zeby nikt opuszczal pokoju! NIE! Musze prosic nikogo. Nie! Musze prosic wszystkich. Nie! Musze nie prosic, zeby nikt opuszczal pokoju! Nikogo nie musze prosic, zeby nie opuszczal pokoju! Nie! Nikt nie musi prosic, zeby pokoj nie wychodzil. Nie! Ja! Ja prosze pokoj, zeby ktos nie wyszedl! Nie! Prosze nikogo w pokoju, ktos moze wyjsc. Powinienem ja! Powinienem wyjsc z pokoju? Kazdy musi opuscic pokoj! Jak jest teraz, gdy oni sa w srodku? Jasne? SIR GERARD : Nie chce pan, zeby ktokolwiek opuszczal pokoj?! INSPEKTOR TYGRYS : Panstwo podstawie, ze sie pozwola. Przepraszam. Panstawie poprzez zezwole sie. Panzwole sie przed po... prze zezwole sie przeze przed ... przepraszam. (Szybkim i zdecydowanym ruchem uderza sie kilka razy w glowe) INSPEKTOR TYGRYS : Panstwo pozwola, ze sie przedstawie. Niestety musze prosic, o to zeby nikt nie opuszczal pokoju. Panstwo pozwola, ze sie przedstawie. Inspektor Tygrys. SIR GERARD : Tygrys? INSPEKTOR TYGRYS : (wystraszyl sie) Tygrys! Gdzie? INSPEKTOR TYGRYS (do Kobiety) : Ja Tygrys, ty Jane. Przepraszam. Panstwo pozwola, ze sie przedstawie. Niestety musze prosic, o to zeby nikt nie opuszczal pokoju. KOBIETA : Dlaczego? INSPEKTOR TYGRYS : To proste, skoro zwloki znaleziono w tym pokoju... a nikt go nie opuscil, zatem morderca musi byc ktos w tym pokoju. SIR GERARD : Jakie zwloki? INSPEKTOR TYGRYS : Zwloki... w tym pokoju, musi byc morderca. Morderca zostawil zwloki, a ja przybylem bez zwloki do tego pokoju, ktorego nikt nie moze opuscic. Opuscic pokoju bez zwloki nikt nie moze. Zwloki w tym pokoju, bez zwloki przybylem po zwloki. Zwloki nie moga opuszcza mordercy w tym pokoju. Bez zwloki lyknij tabletki Tygrysie. Ktokolwiek zostawil zwloki bez zwloki wyjsc nie moze. Nikt nie moze opuscic zwlok. (wchodza lekarze z lozkiem operacyjnym na kolkach) INSPEKTOR TYGRYS : ...pan zwloki, po zwloki, przed sie zwloki... (opada na lozko. Lekarz odcina mu pila kawalek glowy!... Napis: Ten sam pokoj chwile po lobotomii. Inspektor ma zabandazowana glowe) INSPEKTOR TYGRYS : A teraz Sir Gerardzie...tak lepiej... panstwo pozwola, ze sie przedstawie. Jestem Inspektor Tygrys i musze prosic, zeby nikt nie opuszczal pokoju. (Zadowolony mruga do lekarza. Lekarze wychodza) INSPEKTOR TYGRYS : Ktos tu popelnil morderstwo, a morderca jest ktos w tym pokoju, pytanie brzmi kto? SIR GERARD : Tu nie bylo zadnego morderstwa. INSPEKTOR TYGRYS : Nie bylo morderstwa? SIR GERARD : Nie! INSPEKTOR TYGRYS : To mi sie nie podoba, zbyt proste, zbyt jasne. Zaczekam. (siada) Zbyt proste, zbyt jasne. (gasnie swiatlo) INSPEKTOR TYGRYS : Aaaaaaaaaaaaah (Slychac odglos wystrzalu. Zapala sie swiatlo, Inspektor Tygrys ma wbita w szyje strzale) SIR GERARD : Na Jowisza, mial racje. (wchodzi glowny Inspektor Uwaga) INSPEKTOR UWAGA : Dom jest otoczony. Musze prosic zeby nikt nie wychodzil z pokoju. Jestem glowny Inspektor Uwaga. KOBIETA : Uwaga? INSPEKTOR UWAGA : Co gdzie? (z zadowoleniem) Ja jestem Uwaga. Uwaga Scotland Yard. KOBIETA : Dlaczego mamy uwazac? (Inspektor Uwaga dlugo sie zastanawia, nie bardzo rozumie) INSPEKTOR UWAGA : Nie rozumiem. KOBIETA : Dlaczego mamy uwazac na Scotland Yard? (Inspektor Uwaga nadal nie rozumie) INSPEKTOR UWAGA : Niestety nie rozumiem... zwloki, czyli morderca musi byc ktos z tego pokoju! Chyba, ze mial bardzo dlugie rece. Jakies 30 - 40 stop, ale taka ewentualnosc mozemy wykluczyc. (smieje sie, nienaturalnie) Uwaga na Scotland Yard, dobry dowcip. (ciagle sie smieje) INSPEKTOR UWAGA : Dobra, a teraz czas na rekonstrukcje zdarzen. Ja usiade tutaj, a wy konstablu zgascie swiatlo. (siada) INSPEKTOR UWAGA : Doskonale. Najpierw rozlegl sie krzyk... (krzyczy) INSPEKTOR UWAGA : Aaaaaaaaaaaah.....a tuz przed zapaleniem swiatla, rozlegl sie strzal... (rozlega sie strzal... konstabl zapala swiatlo. Inspektor Uwaga nie zyje, na czole ma slad po kuli, a w szyje ma wbita strzale!!! ... Wchodzi zastepca glownego posterunkowego, Ktos Stoi Za Panem) Ktos Stoi Za Panem : Dom jest otoczony, a nikomu nie wolno wychodzic z pokoju, ani z reszty domu. Panstwo pozwola, ze sie przedstawie, zastepca glownego posterunkowego: Ktos Stoi Za Panem. KOBIETA : Ktos Stoi Za Panem? (Konstabl sie rozglada) Ktos Stoi Za Panem : Stary numer. Nie dam sie na to nabrac. Czas na rekonstrukcje zbrodni. Konstablu, bedziecie inspektorem Tygrysem. KONSTABL : Tak. Tak jest! Nikt nie opusci pokoju prosic powinienem. Ktos zostawil zwloki nikogo w pokoju bez zwloki...(wali sie po glowie jak Inspektor Tygrys) ... musisz lyknac tabletki Tygrysie bez zwloki... panzwole sie stawic po... Ktos Stoi Za Panem : (klaszcze) Bardzo dobrze, siadajcie. Ktos Stoi Za Panem : W porzadku. Teraz udamy, ze swiatlo zgaslo. Konstablu, krzyczcie! KONSTABL : Aaaaaaaaah Ktos Stoi Za Panem : Teraz ktos was zastrzeli... (strzela do Konstabla) Ktos Stoi Za Panem : ... drzwi sie otworza (Otwieraja sie drzwi. Wchodzi glowny posterunkowy Pozar) POZAR : Nie ruszac sie! Jestem glowny posterunkowy Pozar! WSZYSCY : Pozar? POZAR : Gdzie? (rozglada sie) KONIEC SKECZU DALSZA CZESC SKECZU NASTEPNY INSPEKTOR : Osiagle, ze przezwole moje zwloki. (Pojawia sie napis: funkcjonariusze 13, inspektorzy 9) KONIEC Odpowiedz Link
bieski_toperz Ale super wątek! 16.07.03, 15:41 Uwielbiam Pythonów! Trochę mi pewnie zejdzie, zanim cały przeczytam, ale nie poddam się :-) Aardzie, masz tego więcej? Odpowiedz Link
aard Interesujący ludzie :-DDD 17.07.03, 14:27 Akcja skeczu rozgrywa sie w studio REDAKTOR : dobry wieczor. Zapraszam na kolejne wydanie programu "Interesujacy ludzi". Moim pierwszym gosciem jest dzis nadzwyczajnie interesujacy czlowiek pan Howard Stuls z Kensdal w Westmount. (Otwiera pudelko od zapalek, w ktorym jest Howard Stuls. Wlacza aplauz) (do pana Stulsa) Dobry wieczor panu. HOWARD STULS : Czesc Davidzie. REDAKTOR : Panie Stuls, co czyni pana szczegolnie interesujacym? HOWARD STULS : Mam tylko pol cala dlugosci. REDAKTOR : To strasznie interesujace. Dzieki za udzial w programie. HOWARD STULS : Myslalem, ze uznasz to za interesujace, ze... REDAKTOR : (zamyka pudelko) Howard Stuls z Kensdal, dlugi na pol cala. ( wlacza aplauz) Nasz kolejny gosc przybyl az z Egiptu. Wczoraj przylecial do Londynu. Ali Bayan jest z nami w studiu i ma kompletnego zajoba... (Ali Bayan trzyma tabliczke ze swoim nazwiskiem, pokazujac kompletnego zajoba!) REDAKTOR : (wlacza aplauz) Pan Ali Bayan z kompletnym zajobem... Czas na muzyczny przerywnik. Dzis wystapi chor rowerowy Raheli Tulln. (wlacza aplauz) Wykonaja "Memo Harlet" we wlasnej aranzacji na dzwonki rowerowe. (Szesciu facetow ubranych w zolte plaszcze przeciwdeszczowe. Stoja oparci o rowery i spiewaja jakas smetna piosenke, po czym dzwonia na dzwonkach rowerowych..) REDAKTOR : (wlacza aplauz) Dziekuje, dziekuje... Chor rowerowy Raheli Tulln to naprawde interesujace. Jesli ktos z panstwa jest interesujacy i pragnie wystapic w naszym programie, prosimy nazwisko, adres i numer telefonu przeslac pod ten adres. (pojawia sie adres: B.B.C. c/o E.F Lutt, 18 Rupee Buildings, London. W. 12) REDAKTOR : ...a oto ktos interesujacy, procz tego, ze pracuje na pelnym etacie jako spinacz od papieru zaraza tez koty grypa. (Ktos interesujacy chrzaka z niesmialoscia, po czym kaszle do koszyka z kotem, kot zaczyna kichac!!!) REDAKTOR : Nie mozna chyba byc bardziej interesujacym, choc moze jednak... Jest teraz ze mna pan Thomas Walters West Haltempool, ktory jest calkiem niewidzialny. THOMAS WALTERS : Dobry wieczor Davidzie. REDAKTOR : Czy aby na pewno jest pan niewidzialny? THOMAS WALTERS : Z pewnoscia. REDAKTOR : Jakie to uczucie jest byc niewidzialnym? THOMAS WALTERS : Zaczne od tego, ze w biurze w ktorym pracuje, moge caly dzien przesiedziec przy biurku, a koledzy zupelnie nie zwracaja na mnie uwagi. W domu, choc jestesmy w jednym pokoju, moja zona sie do mnie nie odzywa calymi godzinami. (mowi coraz wolniej) Ludzie mijaja mnie na ulicy, nawet na mnie nie spojrzawszy, a gdy wchodze do pokoju nikt... (ciagle mowi) REDAKTOR : Wsrod interesujacych gosci jest dzis pan Oliver Kawendysz! THOMAS WALTERS : Nawet w tej chwili nie zwraca pan na mnie uwagi. REDAKTOR : Pan Kawendysz z Lester twierdzil, ze potrafi wyrecytowac cala Biblie w ciagu jednej sekundy, jednoczesnie otrzymujac cios siekiera w glowe. Okazalo sie jednak, ze byl oszustem. Tak. Nie wyrecytowal calej Biblii tylko pierwsze dwa slowa: " Na poczatku"... (wlacza aplauz) Czas na inny interesujacy sport. Dzis pokazemy panstwu krykiet transmitowany na zywo z lazni miejskiej w Kronem. (Ringu bokserski. Dwaj faceci pokladaja sie kijami krykietowymi) REDAKTOR : Wspaniale. Siedzi przy mnie pan Ken Dave, dwukrotnie wybrany najbardziej interesujace czlowiekiem w Dorkie. Ken, podobno interesujesz sie wrzaskiem? KEN DAVE : (krzyczy) Jasne, interesuje sie wrzaskiem, zaiste w samo sedno pan trafiles!!! REDAKTOR : Co na to twoja zona? ZONA KENA : Zgadzam sie z nim! KEN DAVE : Zamknij sie!!! THOMAS WALTERS : ... podczas imprez nikt nigdy ze mna nie rozmawia, siedze tylko a wszyscy zupelnie... REDAKTOR : (Wstaje z fotela, bierze ze soba wiadro!). To "Pchelka" - prawda? DON BESTIA : Tak, to prawda. REDAKTOR : Co potrafi? DON BESTIA : (Na rekach ma kota) Przelatuje przez studio i wpada do wiadra z woda! REDAKTOR : Sama ? DON BESTIA : Nie, ja wpuszczam ja w ruch! REDAKTOR : To bardzo interesujace. Panie i panowie przed panstwem Don Bestia i Pchelka! ( Don Bestia wprawia w ruch Pchelke, ktora miauczy ze strachu. Rzuca ja. Po chwili kot wpada do wiadra) KEN DAVE : Jestem bardziej interesujacy od mokrego kota!!!! THOMAS WALTERS : (zniknal!) ... i tak calymi godzinami... REDAKTOR : Po raz pierwszy w telewizji, w naszym programie zobacza panstwo czlowieka, ktory usypia cegly za pomoca hipnozy. Oto Kid Maniak z Gwatemali. (Maniak jest ubrany jak prestidigitator, w ustach ma fajke) REDAKTOR : Podobno umiesz usypiac cegly? KID MANIAK : Zgadza sie. REDAKTOR : Wylacznie za pomaca hipnozy? KID MANIAK : Tak, nie stosuje zadnych sztucznych srodkow. (Zapala fajke, uzywajac do tego pudelka od zapalek, w ktorym jest pan Stuls) KEN DAVE : Zraniles pana Stulsa!!!! KID MANIAK : Zerkam tylko na cegle, a ona usypia. REDAKTOR : Mamy tu cegle... Czy moglbys ja uspic? KID MANIAK : Niestety, ta juz spi. REDAKTOR : Skad wiesz? KID MANIAK : Nie rusza sie! REDAKTOR : Rozumiem. Mamy druga cegle? (Facet w bialym fartuchu przynosi cegle i rzuca ja na biurko w celu pokazania ruchliwosci cegly) REDAKTOR : Prosze bardzo Kid, oto "ruchoma" cegla! (Kid hipnotyzuje cegle, po czym sprawdza czy spi pstrykajac palcami) KID MANIAK : Prosze bardzo, spi jak susel... uzywam tylko oczu. KEN DAVE : Panie Stuls!!! Odezwij sie Howard!!! REDAKTOR : Pan Kid Maniak z Gwatemali... A teraz czterech zmeczonych trumniarzy... KONIEC Odpowiedz Link
aard Jak uwolnić świat od chorób 25.07.03, 08:22 ALAN : W ubieglym tygodniu demonstrowalismy panstwu jak zostac ginekologiem. Dzis w naszym programie pokazemy jak grac na flecie, jak rozbijac atom, jak montowac glowne przeslo w moscie i jak nawodnic Sahare i uzyskac wiele hektarow gruntow uprawnych. Lecz najpierw Jacky opowie panstwu jak uwolnic swiat od wszystkich chorob. JACKY : Wpierw trzeba zostac doktorem i odkryc jakies wspaniale lekarstwo. Kiedy juz swiat medyczny zacznie sie toba interesowac, po prostu powiesz im co maja robic i dopilnujesz, zeby zrobili to dobrze, a wowczas swiat na zawsze zostanie uwolniony od chorob. ALAN : Dzieki Jacky, genialny pomysl! A teraz gra na flecie. (Pokazuje flet.) Prosze bardzo. Tu sie dmucha, a tu porusza sie palcami w gore i w dol. PREZENTER : Jestes niesamowity Alanie. W przyszlym tygodniu pokazemy panstwu jak biali i czarni moga zyc w pokoju i harmonii, zas Alan uda sie do Moskwy, zeby przedstawic nam jak pogodzic Rosjan z Chinczykami. Do zobaczenia, pa, pa! KONIEC Odpowiedz Link
barracuda7110 Re: Wersja polska em kej prodakszyns, tekst... 29.08.03, 00:43 ogladalem niedawno cos co niektorzy nazywaja nowym monty pythonem. nazywa sie toto League of gentlemen.... ratunkuuuuuuu jaka tandeta!!! Odpowiedz Link
barracuda7110 Re: Wersja polska em kej prodakszyns, tekst... 29.08.03, 01:03 always look on the bright side of death Odpowiedz Link
dwoch_mezczyzn Skecz o alpinistach - specjalnie dla Mothqueen 29.08.03, 09:07 Zdecydowanie nasz ulubiony :-))) ORGANIZATOR : Nastepny! (wchodzi facet) Prosze wchodzic pojedynczo! PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem tu sam. ORGANIZATOR : (zaslania oko) Rzeczywiscie... Niech pan... PIERWSZY ARTUR WILSON : Siada? ORGANIZATOR : (patrzy obok Artura) Tak. Niech pan siada. Chce pan wziac udzial we wspinaczce? PIERWSZY ARTUR WILSON : Ja? ORGANIZATOR : Tak. PIERWSZY ARTUR WILSON : Bardzo ORGANIZATOR : Doskonale. (zapisuje) A pan? PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem tu sam. ORGANIZATOR : (zaslania oko) Wiec jego podanie trafi do kosza. Oto szczegoly: poprowadze te wyprawe. Zamierzamy sie wspiac na oba szczyty Kilimandzaro. PIERWSZY ARTUR WILSON : Zdawalo mi sie, ze Kilimandzaro ma tylko jeden szczyt. ORGANIZATOR : (podchodzi do mapy Afryki, sprawdza ile szczytow ma Kilimandzaro) No to zaoszczedzimy troche czasu. Celem wyprawy jest odnalezienie sladu po ubieglorocznej wyprawie. (Wraca na miejsce) PIERWSZY ARTUR WILSON : Ubieglorocznej? ORGANIZATOR : Prowadzil ja moj brat, mieli zbudowac most laczacy oba szczyty. (znow spoglada na mape) Chyba ja wpadlem na ten pomysl. Skompletowalem juz cala grupe. Niech mi pan opowie o swoich kwalifikacjach. (patrzy obok Artura) PIERWSZY ARTUR WILSON : Yy. ORGANIZATOR : Tak, najpierw pan. PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem tu sam. ORGANIZATOR : Nie do pana mowie. PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem wykwalifikowanym alpinista. ORGANIZATOR : Alpinista? (sprawdza w slowniku) Alkohol, alpaga, alpinista - dwoch mezczyzn wycwiczonych w spinacze po gorach. Kogos takiego wlasnie potrzebujemy. Biore was. Gratuluje wam obu. (podaje Arturowi obie rece) Nazwiska panow? PIERWSZY ARTUR WILSON : Artur Willson. ORGANIZATOR : Zrobimy tak. Pana nazwe Artur Willson Pierwszy, a pana Artur Willson Drugi, zeby uniknac nieporozumien. PIERWSZY ARTUR WILSON : Pan naprawde prowadzi te wyprawe? ORGANIZATOR : Tak, prowadzimy wyprawe do Afryki. PIERWSZY ARTUR WILSON : Jakim szlakiem pojdziecie? ORGANIZATOR : Dobre pytania. Wyruszymy jednego lub drugiego 22 stycznia i pojdziemy z Manchesterow do Oxfordow, drogami M1 przez Londyny do Perleyow. A potem A25 z Perleyow do Doverow. Nastepnie przez Afryki do Nairobiich. Wreszcie poludniowymi drogami jakies 12 mil za Nairobie i tam zasiegniemy jezykow. PIERWSZY ARTUR WILSON : Czy ktos zna Suahili? ORGANIZATOR : Tam prawie wszyscy. PIERWSZY ARTUR WILSON : A ktos z nas mowi Suahili? ORGANIZATOR : Pielegniarka trochę. PIERWSZY ARTUR WILSON : A procz dwoch pielegniarek? ORGANIZATOR : O rany zapomnialem o drugiej. PIERWSZY ARTUR WILSON : Procz nich kto idzie z nami? ORGANIZATOR : Blizniaki Arturowie Brownowie. Dwoch botanikow o nazwisku Machin. Bracia Williamowie Johnsonowie. PIERWSZY ARTUR WILSON : Dwoch? ORGANIZATOR : Czterech. Dwie pary identycznych blizniakow. Dwoch z czworaczkow Peggow i wy dwaj. PIERWSZY ARTUR WILSON : I nikt nie umie sie wspinac? ORGANIZATOR : Wy dwaj. Mamy tez pare przewodnikow. Nazywaja sie Jimmi Benkinson. Kilimandzaro to niebezpieczna wspinaczka, glownie do gory, na sam szczyt, ktory nagle sie konczy, ale panowie Jimmowie opracowali plan. (Otwiera drzwi. Wchodzi Jimmi Benkinson. Na glowie ma kask, w rekach ma czekan i w ogole jest ubrany jak alpinista.) Jimmi Benkinson, to Artur Wilson. Jimmi Benkinson Drugi. A to Artur Wilson Drugi. A to Jimmi Benkinson Pierwszy. JIMMI BENKINSON : Bez obaw, wyleczymy go z tego. (Organizator wyprawy zanim usiadl przy biurku zaslonil sobie oko) JIMMI BENKINSON : Opisze panu szlak. Zaczniemy od zwyklego wejscia na Kilimandzaro. (Potraca stolik) To calkiem proste, zadnych problemow. (Wchodzi na biurko. Kaskiem potraca zyrandol) A potem skierujemy sie na lewa sciane. (Wchodzi na kominek i zrzuca jakies srebrne naczynia) To nieco trudniejsze, biorac pod uwage te przeszkody. Potem dotrzemy do krawedzi tutaj. (Dochodzi do krawedzi) Bedzie to jeden z bardziej skomplikowanych momentow, gdyz balansowac bedziemy na krawedzi. Az trafimy na ten stolik. (Schodzi na maly stolik) Z niego wejdziemy na gzyms tutaj. To trudny odcinek. (Potraca kinkiet) Dalej cholernie proste przejscie po podlodze na krzeslo. (Przechodzi na krzeslo) Nastepnie szafa.... (Zrzuca szafe z ksiazkami) i schodzimy na dol, co jest juz bardzo proste. (Schodzi na dol i przechodzi przez zamkniete drzwi.) ORGANIZATOR : Poprowadzi pierwsze podejscie. PIERWSZY ARTUR WILSON : Niestety nie wezme udzialu w panskiej wyprawie, bo nie ufam zadnemu z jej czlonkow. (Wychodzi przez dziure w drzwiach, ktora zrobil Jimmi Benkinson) ORGANIZATOR : O rany! A pan? DRUGI ARTUR WILSON : Ja jestem gotow! ORGANIZATOR : Doskonale. KONIEC Odpowiedz Link
aard Jim Myszołów 05.09.03, 15:08 GOSPODARZ : Od sztuk plastycznych przechodzimy do pilki noznej. Wczorajszego wieczoru w Jarrow na Stadionie Swiatla bylismy swiadkami powrotu najlepszych pilkarskich tradycji, kiedy druzyna Jarrow United dojrzala do europejskiego poziomu dajac niemalze proustowski pokaz egzystencjalnego futbolu. Za pomoca moralnych argumentow ze srodpola praktycznie zniszczyla calkowicie juz przestarzala filozofie obronna Alberta Thumphrina. Bolonia zostala intelektualnie pokonana przez druzyne z Jarrow smialo atakujaca za pomoca agresywnego kantowskiego pozytywizmu, a wyroznial sie w niej prawdziwy bohater tego meczu, arcymysliciel, genialny strateg, nie dajacy sie zaskoczyc, srodkowy rozgrywajacy Jimmy Myszolow. JIMMY MYSZOLoW : Dobry wieczor Brianie. GOSPODARZ : Jimmy, przynajmniej jeden starzejacy sie komentator sportowy radowal sie wczoraj widzac, jak angielski pilkarz wyrwal sie niewidzialnym mackom srodziemnomorskiej obrony. JIMMY MYSZOLoW : (Dluga chwile tepo wpatruje sie w odlegly punkt.) Dobry wieczor Brianie. GOSPODARZ : Nie zaskoczylo cie to, ze Wlosi utracili dominacje na przedpolu w tak wczesnej fazie meczu? JIMMY MYSZOLoW : Czesc Brian. ... Otwieram butik! GOSPODARZ : To oczywiscie symptomatyczna cecha nowej rasy pilkarzy, jak rowniez cala sztuka bycia pilkarzem, nieprawdaz? JIMMY MYSZOLoW : Dobry wieczor Brianie. GOSPODARZ : Chodzi mi o to, ze najwyrazniej odkryles wczoraj nowa metode gry, za pomoca ktorej rozlozyles na czynniki pierwsze wloska obrone. JIMMY MYSZOLoW : (Chwila zamyslenia...) Od razu kopnalem pilke, a ona znalazla sie w siatce! GOSPODARZ : Czy twoim zdaniem druzyna Jarrow przyjmie bardziej defensywna postawe podczas pierwszych rozgrywek w Turcji? JIMMY MYSZOLoW : (Bardzo z siebie zadowolony.) Od razu kopnalem pilke, a ona znalazla sie w siatce! GOSPODARZ : Tak, ale czy masz juz jakis plan pokonania tureckiego ataku? JIMMY MYSZOLoW : Czesc Brian.... Otwieram butik! Redaktor nie wytrzymuje, rzuca notatkami KONIEC SKECZU NARRATOR : ...a teraz wracamy do skeczu z Brianem, wlasnie wydarzylo sie cos interesujacego... JIMMY MYSZOLoW : Chyba spadlem z krzesla, Brianie. KONIEC Odpowiedz Link