zbyfauch
27.04.16, 16:05
W nawiązaniu do wątku o uniformizacji chciałbym podzielić się wrażeniem dotyczącym owych z bożej łaski "Napoleonów". Pracuję w dość sporej firmie, w której urzęduje kilku bardzo ważnych i kilku nieco mniej ważnych szefów. Zauważyłem, że wokół ich osób tworzona jest atmosfera czci nabożnej i trwogi, szczególnie przez sekretarki, ale nie chce mi się wierzyć, że nie dzieje się tak bez udziału samych kacyków, a w każdym razie nie bez ich przyzwolenia. Wynika to zapewne z przekonania, że tylko groźny wódz jest skuteczny, jakby alternatywą było jedynie spoufalenie się do bezwolnego narzędzia podwładnych.