stephen_s
24.06.20, 19:53
Powyższe to refleksja po cotygodniowym wypadzie po zakupy.
Sklep średniej wielkości. Generalnie klienci w maseczkach i ostrożni, a tu nagle - bach! Wmeldowuje się do sklepu trzyosobowa rodzina: facet, babka i dziecko w wieku wczesnoprzedszkolnym. Żadnych maseczek, rękawiczek, nic. Wchodzą, bez krępacji zaczynają robić zakupy... i rozmawiać przez telefony. Bo po co się śpieszyć? Co z tego, że nie ma się żadnych środków bezpieczeństwa na sobie - to nie powód, by nie zacząć spacerować po sklepie, zamawiając zabawkę dla dziecka! Epidemia, jaka epidemia???
Przyznam, że trafił mnie szlag. Poszedłem do ochroniarza i pytam: czy państwo to jeszcze dbacie o nakazy sanitarne? Wpuściliście państwo do sklepu dwójkę dorosłych bez żadnych zabezpieczeń. Od kiedy niby wolno? Bardzo proszę jednak stosować się do obowiązkowych zasad i wyprosić tych państwa.
Pan ochroniarz poszedł grzecznie i zwrócił rodzince uwagę. A oni popyszczyli i... nic sobie nie zrobili z tego. Nadal robią zakupy, gadają przez telefon...
Jak wyszli, to poszedłem jeszcze raz do tego ochroniarza i pytam: co pan, nie umie pan swojej pracy wykonać? A on na to: a bo ta pani powiedziała, że choruje na astmę... a poza tym, mieli wyjść za pięć minut... a jakbym wezwał policję, to by godzina minęła... a przecież nikogo nie będę za rękę trzymał...
Kurna!
PS. Szanowne małżeństwo, poza kompletnym olewaniem higieni, zostawiło jeszcze przed wejściem do sklepu psa. Jednego z tych większych. Bez kagańca, nieuwiązanego. Kurna, też brawo...
Co za ludzie w tym kraju są!!!!!!!!!!!!!!!