stephen_s
26.10.21, 17:37
OKO.Press rozmawiało z Kongijką, która spędziła na polsko-białoruskiej granicy parę tygodni, przepychane w obie strony przez funkcjonariuszy białoruskich i polskich. Ostatecznie, po tym, jak polscy pogranicznicy przerzucili ją przez granicę jak worek, poroniła:
bialystok.wyborcza.pl/bialystok/7,35241,27733218,oko-press-29-letnia-kongijka-poronila-na-granicy-zolnierze.html
"- Maszerowaliśmy w kółko, nawet po 30 km dziennie. Bez jedzenia, czystej wody. Piliśmy brudną. Byłam potwornie zmęczona. Koszmar. Białorusini nas wypychali z powrotem, a Polacy z kolei wykręcali nam ręce, jeśli nas złapali. W sumie spędziłam tak w lesie trzy tygodnie - opowiada Judith.
Polscy pogranicznicy mieli zwodzić jej dwunastoosobową grupę osób, z którą podróżowała, obietnicami przetransportowania do obozu dla uchodźców, gdzie przyznana im zostanie możliwość złożenia wniosku o azyl. Migranci maszerowali z polskimi żołnierzami cały dzień po lesie, po czym zostali wypchnięci z powrotem na Białoruś. W grupie miało być aż sześcioro bardzo małych dzieci - w wieku od 2 do 4 lat.
(...)
Po kolejnej próbie wypchnięcia przez granicę (według cytowanej w artykule aktywistki niektórzy byli wypychani już nawet kilkunasty raz) Judith poroniła. Polscy mundurowi mieli ją wziąć za nogi i ręce, a następnie przerzucić przez druty. Tuż po tym kobieta zaczęła krwawić. Otrzymała pomoc wolontariuszy, ale nie trafiła do lekarza. Dwa dni później, 10 października, poroniła."
Astra, Azerka, wciąż dobre samopoczucie?