Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    American Dream 2015

    IP: *.dynamic.chello.pl 31.08.15, 14:01
    Każdy szlem niesie morze nadziei i marzeń, nie tylko faworytów.
    Ten szlem kieruje wszystkie reflektory i uwagę głównie na Serenę, jej wielką szansę na zdobycie klasycznego szlema i wszystko wskazuje, że będziemy świadkami historycznego wydarzenia.
    USO to również niespodzianki, objawienia i odkrycia, pytanie tylko komu spełni się ten amerykański sen. Bo komuś się spełni niewątpliwie. Niewątpliwie będzie też ciekawie od samego początku do końca, bo losowanie nie było jałowe i od pierwszego dnia szykuje się sporo interesujących meczy.
    Trochę szkoda, że ten fascynujący turniej pozbawiony jest kompletnie jakichkolwiek polskich nadziei w grze indywidualnej, ale skoro naszym się nie śni wielka gra, niech się spełniają nadzieje tym, co śnią, marzą i wierzą.
    Wiara potrafi przenosić góry i czynić cuda, więc wszystkim niesionym wiarą, nadzieją i miłością do tenisa życzę odwagi i szczęścia.
    Obserwuj wątek
      • Gość: Luka Re: Szlem nadziei IP: *.dynamic.chello.pl 06.09.15, 15:42
        Daria Kasatkina, Johanna Konta, Anett Kontaveit, trzy panny K, wszystkie młode, zaczynające dopiero w zawodowym tenisie, już zaistniały w WS, a dwie powalczą o QF w NY. To wielkie szlemy i tylko wielkie szlemy dają takie wielkie szanse na wyjście z niebytu, na spełnienie marzeń wielkich i małych, które nie zawsze muszą sięgać najwyższego tytułu, ale często potrafią przerosnąć najśmielsze oczekiwania.
        Wiadomo, że największe oczekiwania mają faworyci, że dzisiaj oczy wszystkich skupią się na meczu Sereny z Madison Keys, tym bardziej że młoda Amerykanka wydaje się być najtrudniejszą przeszkodą do zdobycia historycznego Szlema.
        Kto będzie najpoważniejszą przeszkodą dla Lidera rankingu, to się dopiero okaże. Póki co, niekwestionowanym bohaterem męskich rozgrywek jest niesforny pogromca Rafy, ale ze swoim charakterkiem mimo tego, że potrafi grać wyśmienicie, to tytułu nie wywalczy.
        Przyznać trzeba że grać potrafi wybornie, lekkość i fantazję jego zagrań ogląda się wspaniale, tyle, że nie jest to format osobowości zasługującej na tytuł Mistrza WS.
        Nawiązując do polskich akcentów, na uwagę zasługują trzy, wszystkie żeńskiej płci.
        Magda Linette zaprezentowała się bardzo dobrze i godnie pod każdym względem.
        Brak wystarczającego doświadczenia jest do wybaczenia, bo nie miała wielu możliwości , by je nabyć. Nabyła już spore umiejętności, gra stylowo, odważnie, bardzo dobrze prezentuje się na korcie, niezły serwis i return, ładnie trzyma sylwetkę, nie gibie się, nie wygina, nie przegina, nie kopie po tyłku, prezentuje znamiona klasowej gry, dobry smak i styl.
        Taka gra i postawa napawa dumą.
        Znakomitą grę zaprezentowała Angee w chyba najlepszym meczu tego sezonu z Azarenką. To już jest klasa światowa.
        Sabina Lisicki jeszcze nie sięga klasy światowej, ale walczakiem jest iście polskim i podobnie jak wyżej wymienione rodaczki czuje ducha sportu, ma odwagę, wielkie serce do gry i za to wszystkim naszym trzem gracjom chwała.
        • andy_lt Re: Szlem nadziei 06.09.15, 22:36
          Gość portalu: Luka napisał(a):

          > Daria Kasatkina, Johanna Konta, Anett Kontaveit, trzy panny K, wszystkie młode,
          > zaczynające dopiero w zawodowym tenisie, już zaistniały w WS, a dwie powalczą
          > o QF w NY. To wielkie szlemy i tylko wielkie szlemy dają takie wielkie szanse n
          > a wyjście z niebytu, na spełnienie marzeń wielkich i małych, które nie zawsze m
          > uszą sięgać najwyższego tytułu, ale często potrafią przerosnąć najśmielsze ocze
          > kiwania.

          Takie same bajeczki pisałes w zeszłym sezonie i od samego poczatku obecnego,tylko
          wtedy wymieniałes nieco inne nazwiska.Czwarty szlem panny Gawriłowej w barwach
          Australii,a oczekiwań kangurów,którzy tak ostrzyli sobie zęby,jak nie było,tak nie ma.







        • Gość: Luka Re: Szlem nadziei IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.15, 17:17
          Całkiem prawdopodobne, że to nie młoda amerykańska Gwiazda, tylko starsza Siostra może okazać się najtrudniejszą do przejścia przeszkodą na drodze Królowej do wiecznej chwały.
          Lata lecą, kolejne pokolenia wchodzą do gry, a Wielkie Siostry jak za dawnych dobrych lat powalczą ze sobą w WS i tylko szkoda, ze nie w finale.
          Jest nadzieja, że będzie to rarytas, bo obie grają bardzo dojrzały tenis.
          Madison gra dużo lepiej, niż Serena grała będąc w jej wieku, ma większą lekkość i łatwość poruszania się po korcie, ma już dzisiaj lepiej ustawioną technikę, niż miała 20-letnia Serena i to rokuje obiecującą przyszłość. Na dzisiaj brak jej jeszcze dojrzałości mentalnej i doświadczenia, by móc skutecznie mierzyć się z Królową w meczu WS, jeszcze o taką stawkę, jak wczoraj. Jedno i drugie przyjdzie z czasem, ale to będzie inny czas, bo teraz jest czas Sereny i Ona zrobi wszystko, by go nie zmarnować.
          Swego czasu nie marnuje już Felicjano Lopez, który ongiś, gdy inni harowali, z Verdim się na dziewczynki wybierali. Oddech czasu czuje już Tsonga, także paru innych panów i pań, którym los dał szansę powalczyć o życiowy sukces. Więc niech walczą jak potrafią, byle to była piękna walka. U panów nie ma miejsca na mecz rytualny – nabożeństwo, jaki zagrały wczoraj Amerykanki, tam walczy się na miecze, zwycięża, albo ginie.
        • Gość: Luka Re: Szlem nadziei IP: *.dynamic.chello.pl 09.09.15, 11:43
          Walory Magdy Linette zostały dostrzeżone i docenione przez WTA. Została nominowana wraz iż dziesięcioma innymi tenisistkami do turnieju WTA Rising Stars, towarzyszącego Finałom WTA w Singapurze. O wyborze zadecydują internauci.
          Jest to niewątpliwie prestiżowe wyróżnienie i ogromna szansa dla naszej tenisistki. Konkurencja jest spora, bo w gronie nominowanych są dużo wyżej rankingowo usytuowane rywalki, ale sam fakt że poznanianka znalazła się w tak wyróżnionym gronie młodych i obiecujących tenisistek niewątpliwie umocni ją mentalnie i dodatkowo zmotywuje.

          Szlem nadziei natomiast wkracza w decydującą fazę. Generalnie poziom delikatnie mówiąc nie powala, meczy wykraczających ponad przeciętność, tyle co kot napłakał.
          Z grubsza ujmując wbijających się w pamięć, na poziomie wybitnym raptem cztery, dwa babskie i dwa męskie..
          Wczoraj na pewno nie rozczarowały Wielkie Siostry i mecz Cilica z Tsongą, oba z gatunku pojedynków w których na zwycięstwo zasługiwali nie tylko wygrani.
          Dzisiaj niespodzianek raczej nie będzie, bo przypuszczalnej wygranej Azy z Halep do takich nie zaliczam, a ciekawie jeszcze może być w meczu Wawrinki z Andersonem.
          Meczem hitowym i smakowitym powinien być dopiero pojedynek Serba z Chorwatem, jeśli wygra Cilic, to całkiem możliwe, że obroni tytuł.
          • andy_lt Re: Szlem nadziei 09.09.15, 20:58
            Gość portalu: Luka napisał(a):

            > Wczoraj na pewno nie rozczarowały Wielkie Siostry

            Szkoda,że taka trzysetowa pokazówka nie zakończyła się tie breakiem.
            • Gość: Luka Re: Szlem nadziei IP: *.dynamic.chello.pl 10.09.15, 13:23
              Poniekąd wisienką na torcie jest fakt, że w drodze po historyczny wyczyn, Serena musiała zmierzyć się ze starszą Siostrą, najtrudniejszą w całej karierze rywalką.
              To dzięki starszej Siostrze zbudowała swój tenis, zawsze chciała jej dorównać, pokonać, okazać się lepszą i to się udało.
              Serena w przeciwieństwie do Venus, zawsze była pazerna na wynik, miała dużo większą motywację do zwyciężania, niż jej subtelna Siostra, dama o nienagannych manierach, jakich teraz już nie ma. Właśnie dzięki siostrzanej rywalizacji na co dzień i od święta, wywindowały poziom tenisa może nie w najpiękniejszym stylu, ale w duchu nowej epoki.
              Stylem, ułożeniem techniki i elegancją ruchu, Venus przerasta młodszą Siostrę lata świetlne, ale gen zwycięzcy zakodowany jest w DNA Królowej i wielokrotnie właśnie ten gen przesądzał o ostatecznym sukcesie. Lubię oglądać obie, szczególnie teraz, kiedy ich tenis przeszedł pewną metamorfozę, kiedy potrafią rozsmakowywać się grą, rozwijać i ciągle jeszcze potrafią zaskoczyć.

              Póki co, mamy dwie Włoszki w półfinale WS i to jest zaskoczenie. Fantastyczny mecz zagrała Halep z Wiką, a w półfinale zweryfikuje nadspodziewanie skuteczną grę Flawii.
              Jak dobrze pójdzie w co trudno wątpić, zmierzy się z Sereną w historycznym finale.
              • jan_stereo Re: Szlem nadziei 10.09.15, 14:56
                Gość portalu: Luka napisał(a):


                > Stylem, ułożeniem techniki i elegancją ruchu, Venus przerasta młodszą Siostrę l
                > ata świetlne, ale gen zwycięzcy zakodowany jest w DNA Królowej i wielokrotnie w
                > łaśnie ten gen przesądzał o ostatecznym sukcesie.

                Ten gen zwyciezcy to byl w przeszlosci ich tatus, zarzadca potencjalu corek, ktory decydowal ktora siostra ma przegrac, wiec bez takich barwnych opowiesci prosze ;'))
      • Gość: Luka Re: Sensacje i frustracje IP: *.dynamic.chello.pl 12.09.15, 11:57
        Finał pań będzie historyczny ale głównie dla Włochów.
        Po amerykańskie marzenie sięgają Włoszki, obie lekko ponad trzydziestoletnie, jedna z trzeciej, druga z piątej dziesiątki rankingu. Tego nie przewidział nikt, ani nikt poważnie nie brał takiej możliwości pod uwagę, włoskie bohaterki pewnie też.
        Życie potrafi pisać nieprawdopodobnie zaskakujące scenariusze, a tego pewnie sam Hitchcock by nie wymyślił.
        Roberta Vinci w singlu jawiła się raczej jak szara mysza, gra tenis nie dzisiejszy, tak jak w swoim czasie Francesca, ale temperament i charakter ma włoski.
        Przystępując do tego szlema pewnie nawet o półfinale nie marzyła, w przeciwieństwie do bardzie błyszczącej na korcie i urodą, rodaczki z którą dzisiaj zawalczy o wielki tytuł, a której korty amerykańskie zawsze sprzyjały. Nie liczyła też na wygranie z Królową, ale liczyła na siebie. Już przeszła do historii, jako Ta, która zastopowała epokową szansę Królowej tenisa i nie ma żadnego znaczenia, że sukces osiągnęła z wymierną pomocą wielkiej Rywalki.
        Obie Włoszki są już wygrane, rodacy szaleją, nasi rodacy ziejący jadem do znienawidzonej za ogrom sukcesów Krolowej, też pławią się w rozkoszy z tej porażki, z komentatorami włącznie.

        Panowie wczoraj sobie tez pograli, formalnie, to były półfinały szlema, faktycznie żenada i poruta. Pograli dosłownie sobie, bo rywali nie mieli żadnych, a tak dziadowskich półfinałów męskich, w historii tenisa pewnie nie było i oby się więcej nie zdarzyły.
        Smutna prawda jest taka, że jak Rafa wypada, gra siada i poziom pada.
        Jest tylko nadzieja, że może w finale zawiąże się jakaś gra godna szlema, że zwycięzca będzie chociaż miał autentycznego rywala, a mecz potrwa dłużej niż dwie godziny.
        Pomarzyć zawsze można.
        • Gość: Ekspert Powiedział Re: Sensacje i frustracje IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.09.15, 17:27
          akurat półfinał szwajcarski był dobry, tylko jeden był lepszy w tym dniu od drugiego, na 4+ może być.

          Cilica na korcie nie było, za to żenująco zagrała Halep i poniżej oczekiwań Serena. Vinci mentalnie jest słaba bo tenis to jest na całkiem dobrym poziomie - takie coś między Schiavone a Stosur, tylko liga inna. niewątpliwie Włoszki późno dojrzewają ale sprawiedliwie sięgają na koniec kariery po swoje - zarówno Franka jak i przyszła żona największego gentlemana wśród tenisistów, to zawodniczki których poziom gry można porównać do np bo ja wiem na męskie, Robredo przykładowo, czy jeszcze gorzej typu Jużny, Lopez itp czyli talent i potencjał gry niewspółmierny do wyników. o ile Franka jeszcze utrafiła z peakiem formy na ten finał RG ale to był jej ostatni rok, o tyle Flavia jest mniej więcej na tym samym etapie kariery dziś co Venus Williams. no ale lepiej późno niż wcale

          Twój Rafa jest za cienki bolek techniczny jak na nawierzchni nie da się oprzeć wszystkiego na przebijaniu i bieganiu co mu już 100 razy pokazał Tsonga, Gonzalez, Del Potro czy Fognini.

          • Gość: Luka Re: Sensacje i frustracje IP: *.dynamic.chello.pl 12.09.15, 19:35
            Przy takich pokładach niechlujstwa, braku sensownej taktyki i ogólnego przygotowania do prestiżowego pojedynku w wydaniu młodszego Szwajcara, trudno nawet myśleć o dobrym meczu.
            Penetta zawsze potrafiła grać i to odważnie, tyle, że nigdy aż tak precyzyjnie i konsekwentnie jak z Halep, Vinci to już zupełnie inna, ale ładna i sympatyczna bajka, a Franka broniąc tytułu przymeldowała się wysoko, nie chce mi się sprawdzać, ale chyba bawet doszła do finału.
            Rafa mocno przystopował w rozwoju, ale z nim, nie da się łatwo wygrać, nawet jak jest bez formy, czy gra na stojąco, więc na trzech takich, czy innych byle jakich setach by się nie skończyło, a to robi różnicę w jakości.
            • Gość: Ekspert Powiedział Re: Sensacje i frustracje IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 13.09.15, 01:07
              nie wiem kiedy Ty widziałeś Wawrinkę bardziej chlujnego?

              ale Pennetty to Ty chyba za wiele meczów nie widziałeś?

              Wawrinka zagrał mecz w którym miał szanse z Federerem a podobno Federer gra wyśmienicie

              Rysiek to zagrał beznadziejnie ale Stasiek jak na siebie powyżej średniej, ja tam po nim się więcej nie spodziewam
              • Gość: Luka Re: Sensacje i frustracje IP: *.dynamic.chello.pl 13.09.15, 10:28
                Jakieś mecze Flavii wcześniej widziałem, bardziej chlujnego Wawrinkę w przeszłości też, przynajmniej w dwóch meczach, do których był dużo staranniej przygotowany i lepiej dysponowany. Rok temu widziałem nawet bardziej chlujnego Cilica w wydaniu mistrzowskim.

                Wczoraj we włoskim finale, kobieta Renesansu musiała uznać wyższość kobiety Oświecenia i tym akcentem można by zamknąć tenis zamierzchłej epoki, bo tak miękki finał, pewnie się nie zdarzy.
                Dzisiaj też zmierzą się różne style i różne osobowości, tytaniczna i elastyczna.
                Tylko Bóg raczy wiedzieć, która będzie bardziej skuteczna.
                • Gość: Ekspert Powiedział Re: Sensacje i frustracje IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 13.09.15, 14:35
                  Flavia grała bardzo dobry tenis zawsze a zaczynało się to gdzieś na początku lat 2000. potem dodała lepsze przygotowanie fizyczne a więc wytrzymałość i intensywność które gdzieś tam koło 2007 - 2008 osiągnęły maksimum. maksimum utrwaliło się w równe około 5 lat. meczów widziałem bardzo dużo więc jak powiedziałem wcześniej Pennetta dziś gra tak wobec najlepszych wystąpień jak Venus Williams. mimo wszystko to już jest zupełnie nie to samo. wczoraj chociażby udzieliła wywiadu w którym stwierdziła że nie już motywacji do tej gry i od roku zamierzała zakończyć karierę, więc jak ktoś z takim podejściem, bez specjalnego przygotowania może grać mecze życia w wieku 34 lat? trochę paradoksalne było to 10 - 20 miejsce Pennetty podczas gdy jej poziom gry praktycznie niczym nie ustępował Zvonarevej, Jankovic, Azarence, a Woźniacka nawet robiła nr.1 to taka tenisistka która zawsze przegrywała o kilka punktów - trochę jak Kirilenko, chociaż to to już w ogóle nic nie ugrała, kiedyś dawno temu też w stosunku do skali talentu podobnie było z Kurnikową, trochę Jo Fernandez a z mniej znanych np Spirleą, czy Dragomir z lat 90tych do których Pennetta w sumie chyba ma najbliżej.

                  no może i w 2 meczach Wawrinka zagrał lepiej ale z tego by wynikało że kiedy gra wszystkie mecze poza 2 gra niechlujnie i tego się po nim właśnie spodziewałem, i niczym się nie rozczarowałem. gdyby taki mecz zagrał Gonzalez to by powiedział że się nie wyspał, ale Wawrinka to tylko Wawrinka, źle nie było

                  coś mi się wydaje że próbujesz podnieść rangę zwycięstw Wawrinki nad baloniarzem, żeby umniejszyć skali jego porażek podczas gdy prawda jest taka że baloniarz jak i Djokovic słabo grali w tych meczach i Wawrinka wygrał z nimi przypadkowo
        • andy_lt Re: Sensacje i frustracje 12.09.15, 20:08
          Gość portalu: Luka napisał.

          > Obie Włoszki są już wygrane, rodacy szaleją, nasi rodacy ziejący jadem do znien
          > awidzonej za ogrom sukcesów Krolowej, też pławią się w rozkoszy z tej porażki,
          > z komentatorami włącznie.

          Widzisz,takie są scenariusze życiowe,że nie tylko Ty możesz ziać jadem do znienawidzonej
          ogromem sukcesów Radwańskiej i pławić się w rozkoszy z jej porażek.

          > Panowie wczoraj sobie tez pograli, formalnie, to były półfinały szlema, faktycz
          > nie żenada i poruta. Pograli dosłownie sobie, bo rywali nie mieli żadnych, a ta
          > k dziadowskich półfinałów męskich, w historii tenisa pewnie nie było i oby się
          > więcej nie zdarzyły.

          Nieco wyżej piszesz,że mecz Serba z Chorwatem miał być meczem hitowym.
          Może sprecyzujesz bardziej,dzięki komu w półfinale taka dziadowszczyzna.Czy Djokowic
          miał ograć mistrza z zeszłego roku do zera?Nie wiele brakowało,bo to żaden mistrz,
          ani żaden rywal,jak to ująłes








          • Gość: Luka Re: Demonstracje frustracji IP: *.dynamic.chello.pl 13.09.15, 10:48
            Nigdy nie komentowałem porażek Radwańskiej panie oszczerco, ale może to naprawię.
            Natomiast jak wygrywa dobry tenis z byle przebijactwem, to i owszem, cieszy, nawet bardzo.
            Radość ze zwycięstwa jest naturalna, natomiast upajanie się porażką, demonstracja radości z czyjegoś niepowodzenia cechuje ludzi marnej proweniencji, nędzników nieświadomych własnego ubóstwa.
            • Gość: Ekspert Powiedział Re: Demonstracje frustracji IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 13.09.15, 14:22

              nie rozmawiaj z kibolami

              oni nie umieją odróżnić fachowej merytorycznej krytyki odnoszącej się do jakości i sposobu gry za którą kryje się stosunek do zawodnika i radości z przegrywania ludzi którzy powinni obierać kartofle a nie grać w tenisa, od upajania się przegraną kogoś kto jest dobry ale się go po prostu nie lubi

              w ich przypadku moja merytoryczna krytyka Radwańskiej zawsze spotyka się z niezrozumieniem
      • Gość: Luka Re: Serce, czy rozum IP: *.dynamic.chello.pl 13.09.15, 19:20
        W dzisiejszej konfrontacji serce optuje za tenisem pięknym, urozmaiconym, jedynym w swoim rodzaju, jaki prezentuje Roger. Serce przemawia za człowiekiem, który nawet jak się kulom kłaniał i kule nosił, dążył do bycia lepszym, najlepszym i doskonałości.
        Dążył mądrze, dobierał właściwych ludzi, nauczył się pokory, a niebawem dowiemy się, czy również pokonywania własnych słabości, bo takie, jak każdy człowiek też ma.
        Dzisiaj o historyczny wyczyn Federer zmierzy się z rywalem grającym tenis zimny, laboratoryjny, rozpracowany, wyliczony, wyćwiczony, wykalkulowany, zaprogramowany niemal do perfekcji i bardzo skuteczny.
        Taki bardzo nowoczesny w odbiorze tenis może się podobać i imponować, jeśli wykonanie jest doskonałe. Miejscami też mi się podoba, czasem imponuje, czasem denerwuje, niemniej bliższy jest mi tenis w bardziej klasycznym wydaniu, z elementami kreacji, improwizacji, naznaczony wyrazistą osobowością.
        Tenis jaki prezentuje Serb, może konkurować z każdym i z każdym może górować, przy założeniu perfekcyjnego wykonania. Tyle, że o perfekcyjnym wykonaniu decyduje forma, głowa, rywala też, szczęście i detale. W tych płaszczyznach rywalizacji, przy założeniu optymalnej formy obu graczy, widzę lekką przewagę Serba.
        Roger walczyć będzie o dużo więcej niż Nole, będzie walczyć o swoją praktycznie ostatnią szlemową szansę, z Liderem, czasem, presją widowni i co najtrudniejsze, z presją oczekiwań swojego otoczenia i własnych.
        Jeśli będzie w stanie uwolnić głowę od tej ostatniej presji, Jego szanse wzrosną, ale to będzie trudne, matematyka, czas…..wartości dość bezwzględne.
        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Serce, czy rozum IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 13.09.15, 21:04
          kiedyś to były czasy jak wszyscy kibicowali żeby wreszcie Federer zaczął z kimś przegrywać bo tej monotonii już się nie da oglądać

          a tu 5 lat i nawet zagorzali przeciwnicy życzą mu żeby przynajmniej jednego szlemika jeszcze wygrał

          myślę że i na Us Open Federer może zrobić porządną kupę skoro przy takiej formie nawet na Wimbledonie mu się to udało

      • Gość: Luka Re: Szlem zawiedzionych nadziei IP: *.dynamic.chello.pl 14.09.15, 16:59
        Największy zawód sprawiła Serena, nieco mniejszy Roger, poległy nadzieje amerykańskiej widowni i kibiców liczących na wielkoszlemowe święto. Szlem był mierny, żeby nie powiedzieć marny. W pamięci zostanie z pewnością pojedynek Rafy z Foginim, porażka Królowej, świętujące Włoszki i znakomita grecka Sędzina Eva Asderaki.
        To niewiele, zważywszy apetyty i nadzieje. Włoszkom nadzieje na sukces nawet się nie śniły, zbyt trzeźwo osadzone są w realiach, a te uchyliły im nieba u schyłku kariery, taki dar losu i nagroda za serce, które przez lata wkładały do każdego meczu, piękna podzięka, którą obie potrafiły w szlachetnej formie docenić i odwzajemnić.
        Novak nie miał nadziei, On szedł po swoje, ze stoickim spokojem. Nie zaprezentował wielkiej formy, nie grał perfekcyjnie, może pewien wpływ na to miał fatalny upadek, który z kolei pozwolił się trochę pozbierać Rogerowi, bo w mecz wszedł katastrofalnie.
        Przed wejściem na kort, udzielił rytualnego wywiadu w którym mówił o upragnionej osiemnastce, sekundę potem na twarzy pojawił się strach, już wtedy było jasne, że nie wygra tego meczu. Przegrał bardziej pod ciężarem własnych myśli i oczekiwań, niż z rywalem, który pomagał, jak rzadko, ale z tej pomocy Wielki Mistrz też nie był w stanie skorzystać.
        Nie był to finał marzeń, nie było wielkiej gry, a nieliczne błyski, przypominały tylko odpryski nie tak dawnej świetności obu graczy.

        Zawiedli też nie po raz pierwszy komentatorzy Eurosportu. Wyścig na dno zdecydowanie wygrał Sikora pławiąc się tam w niekłamanej rozkoszy, a konkurencja była duża i z szefem na czele. No i nikogo nie obchodziło, że nie te zawody interesują widzów.
        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Szlem zawiedzionych nadziei IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 14.09.15, 18:52
          jednak najbardziej zawód w sensie jakości gry w ważnym meczu do czego kiedyś nas nie przyzwyczaili to Federer i Serena tym bardziej, że sami się zatrzymali a nie ustąpili jakiemuś runowi olśniewająco grającego zawodnika. to jak by nie było własne odpowiedniki w swojej klasie, i to gdzie jest Serena w tej formie jaką prezentuje w przeciągu całego roku jednak pokazuje jak marna jest dziś konkurencja. Djokovic cóż, gra normalny tenis ale gra co trzeba kiedy trzeba a Federer nie potrafi się rozluźnić w WS mając naprzeciwko przynajmniej 2 zawodników, zaś na formę życia jakiegoś bardzo agresywnie nastawionego zawodnika jest już raczej za wolny, a może po prostu dystans do piłki za bardzo się wydłuża. mimo wszystko dopóki nie ma tych meczów z D i N to jednak da się dostrzec wpływ Edberga na grę Rogera i to odbieram samo w sobie za plus. te dzisiaj niby Rogerowe SABR to nic innego jak wreszcie wcielenie oficjalnie całej taktyki jaka przyświecała Edbergowi przez 100% jego kariery, do pewnego stopnia stosowanej też przez kilku innych zawodników jak Bjorkmann, czy Becker z tych najbardziej znanych. tyle że 2 lata minęło żeby Federer zaczął ją stosować.

          pewnie że jak by nie było Fogniniego, Paira i paru jeszcze innych panów to by nie było czego w ogóle teraz oglądać

          • Gość: Luka Re: Szlem zawiedzionych nadziei IP: *.dynamic.chello.pl 17.09.15, 00:43
            Casus Rogera, Jego obecność, Jego czas w całej rozciągłości i teraz, znaczy więcej dla tenisa, niż wiele plusów razem wziętych. Porównywalną w wielu aspektach rolę pełni Serena i Venus, wielkie i wielce zasłużone postacie na tenisowej scenie, chociaż osobowości skrajnie różne. Można zrozumieć, że zdarzające się, niekiedy do przesady ekspresyjne i niekonwencjonalne zachowania Wielkiej Królowej mogą się nie podobać, razić, czy budzić kontrowersje, to kwestia estetyki, kultury i oczekiwań w szczególności do graczy ścisłego topu, tego pięknego i niegdyś bardzo elitarnego i eleganckiego sportu. Tylko ten sport dawno przestał być elitarny i elegancki, widownia kulturalna i wyrafinowana, a widz oczekuje głównie fascynującej gry, sukcesu, nadzwyczajności i wyjątkowości.
            Gdyby Serena nawet w marnym stylu i przy ekstremalnie ekscentrycznym zachowaniu, wygrała jak się spodziewano oba mecze, z całą pewnością komentatorzy ES nie mieliby okazji uraczyć nas upustem żółci, jaką wylali korzystając ze spektakularnej porażki Królowej.
            Leitmotiv, to Serena powinna być taka jak Federer /czyli uładzona na wynos, szczypiąca w rękawiczkach i warcząca po cichu/.
            Panom trudno pogodzić się z tak ekstremalną przewagą rankingową Królowej.
            Dawid Olejniczak jest zbulwersowany, że Królowa zdystansowała rywalki bardziej niż Roger w swoim najlepszym okresie, no, ale jemu nie można odmówić profesjonalizmu.
            Karol Stopa sugeruje, że Serena więcej przynosi szkody dla tenisa, niż pożytku, bo jej teatralne gesty, wrzaski i zachowanie stanowią zły wzór dla młodzieży, nadto w niebezpieczny sposób zostały zachwiane proporcje siły i wydolności, ze szkodą dla kobiecości. Tylko szaleńcy tego wszystkiego nie widzą , ale ich się nie przekona.
            Taką filozofią i przemyśleniami panowie dzielili się z widzami, w czasie wymian Gasqueta z Federerem, kiedy ten serwował w QF WS na wygranie pierwszego seta, oczywiście w trosce o dobro dzieci i młodzieży, oraz promowania godnych naśladowania wzorów, dla młodszych komentatorów.
            To raptem jeden skromny wyimek z morza ścieków i wypłuczyn aplikowanych w temacie, nie tylko przez tych panów, nauka nie idzie w las.

            Trochę w las poszedł natomiast cały ogromny wysiłek Rogera, chyba o tym myślał, siedząc na ławce, przed dekoracją.
            Miał odwagę podjąć bardzo trudne wyzwania, powalczył z biologią, sięgnął w niełatwych okolicznościach po najtrudniejszy, zarazem ryzykowny tenis, zagrał z Murrayem tenis życia, zrobił wszystko, by jeszcze raz wspiąć się na szczyt, który wydawało się, ma na wyciągnięcie ręki, a przeraziło go widmo możliwej klęski. Z Serbem nie da się wygrać bez ryzyka, na które trzeba odwagi i wolnej głowy, a tych zabrakło.
            Fognini ma jedno i drugie w nadmiarze, do tego nie zeżrą go własne ambicje, bo specjalnych nie ma, ale nie ma też cech, które rodzą wielkich mistrzów, takich jak Roger, Rafa, czy Serena. Oni są klasą dla siebie i dla świata, który będzie zupełnie innym, dużo uboższym, gdy zejdą ze sceny. Trochę, jak ten ostatni szlem, w którym nie odegrali do końca swoich ról z wymarzonym scenariuszem, ale jeszcze byli, jeszcze są i oby jak najdłużej.

            • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Szlem zawiedzionych nadziei IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 17.09.15, 15:03

              Stopa i Olejniczak powinni komentować dobranocki

              a nie sport dla prawdziwych mężczyzn i dojrzałych ludzi jakim powinien być tenis

              niestety od jakiegoś czasu WTA i ATP to też polityka a nie tylko sam tenis, zwłaszcza WTA - te wszystkie równouprawnienia, polityczna poprawność które powinny zastać odpór wśród w miarę rozsądnych i niezależnych dziennikarzy. dziwne że Stopa który chyba jako jedyny w Polsce zdaje się analizować te pozasportowe i organizacyjne kulisy krytykując to i owo, akurat tej poprawności politycznej nie widzi, nie krytykuje a wręcz jej się domaga i jej wtóruje. to że takie komentarze były na meczu Gasqueta z Federerem to też świadczy na jakim poziomie był to mecz. a to że ktoś nie lubi zachowań Amerykanki warte by było głębszego uzasadnienia bo teatralnych gestów Federera i wielu innych zawodników też nie lubię (zwłaszcza to ostentacyjne padanie po każdym wygranym szlemie przez Rafała i Rodżerka) natomiast u Sereny akurat rażącej sztuczności nigdy nie spotkałem, mam wręcz wrażenie że jest naturalna i jest sobą a brak zahamowań w pewnych gestach niektórych drażni. a tam gdzie jest teatr (ceremonia) to i jest z dystansem raczej zrobione. no ale nieważne
              Stopa już dawno powinien stracić pracę chociażby po stwierdzeniu że kwestionowanie zasadności sędziowania foot faultów jest niewychowawcze

              Federer trochę zawsze był za mało radykalny, i teraz mu ten atak tak nie idzie. a psychicznie nie był wystawiony na rywalizację o poważne cele bo nawet jak przegrywał to na mączce a jak już ktoś mu groził to miał tego Nadala i wtedy robiła się w spodenkach wielka kupa, jak Nadal zaczął przejmować do tej pory zajmowany teren czyli wszystko poza mączką. i ta kupa jest do dzisiaj tylko teraz jeszcze w stosunku do Djokovica. Serb umie jak trzeba zagrać ofensywnie chociaż raczej bezpiecznie, a resztę wydusi w kontrze i defensywie, Roger się spieszy, bekhend dziurawy bo to już kwestia nóg dzisiaj ale generalnie wszystkiego brakuje w psychice

              jak grał Federer swój najlepszy tenis wolałem innych tenisistów: Rios, Gonzalez, Agassi, Blake, Coria, Gasquet, Tsonga, a i tak bardziej kibicowałem powiedzmy Moyi, Volandriemu, któremu się udało raz nawet Federera pokonać, i kilku innym, np młodemu Robredo, Lopezowi, oczywiście Kendrickowi, Brownowi, Millottowi etc...

              problem się zrobił teraz taki że dzisiaj nikt z tamtych zawodników już tak nie gra - część grać przestała dawno temu, część co gra, gra już zupełnie na opak. ciągle wolę Lopeza czy Tsongę w dobrej formie, nawet jak np taki Lopez popełni kilka więcej błędów, czy popatrzeć na Ryśka jak gra z kimś z kim gra a nie białą flagę wywiesza. no ale Federer okazał się długotrwalszy od nawet wszystkich tych co stanowili następne pokolenie jak wspomniani Francuzi, i dlatego teraz jakoś bardziej go lubię bo mimo że gra słabiej to bardziej na tle konkurencji jak dla mnie błyszczy.

              co do sióstr Williams chyba ten sam kazus, tylko że akurat nigdy te siostry w Polsce nie miały statusu Federera więc i opozycji nie trzeba było budować bo nie było wobec czego. grały na przemian, zastępowały je Belgijki, Mauresmo, często wyprzedzały w rankingu nawet takie zawodniczki jak Schnyder, nie wspominając o Dementievach, Petrovych, Kuzniecowych, ich status był raczej w opisach i świadomości możliwości niż w permanentnie osiąganych wynikach, mniej regularne, bardziej liberalne. też zawsze wolałem Schnyder, czy chyba tenis Henin, Serena była gdzieś na około 2 miejscu, ale ona nigdy nie była tam gdzie Federer, nie było takiej hegemonii, i nie było tych 3/4 które albo kibicowały Federerowi, albo Nadalowi. więc raczej w tak pluralistycznym gronie zawsze widziałem ją na plus, i uznawałem że to taki egzequo nr.1 tenisa ale są też inne, niektóre bardziej lubię jak mają formę i to tyle.

              niestety całe lata - trwa to już o 2008 roku, a więc grubo ponad 5 lat mamy do czynienia ze zmierzchem generacji tej 3 tenisistów, i przemija już kolejna a w sensie czysto tenisowym nie ma kogoś kto mógłby ich zastąpić. o ile kiedyś byli nieco starsi i rówieśnicy, którzy stanowili jak dla mnie równy szereg a część z nich się wolało, tak upływ czasu pozostawił przy grze tylko ich i te właśnie kilka postaci, jak Lopez, Robredo, no nie mówmy o Ferrerze, czy Pennetta, czy Szarapowa... to towarzystwo gra już od ponad 10 lat i nie ma komu nowemu wygrywać

              • Gość: Luka Re: Szlem zawiedzionych nadziei IP: *.dynamic.chello.pl 19.09.15, 12:54
                Podzielam w większości, nie wiem czy do końca w kwestii dobranocek.
                Tak zadeklarowanemu orędownikowi kobiecości w tenisie, jak Karol Stopa, pewnie i czerwona torebka teletubisia by nie przeszkadzała, ale dzieci też, a może przede wszystkim zasługują na świat nie zakłamany i nie brudzony chorą wyobraźnią.
                Sympatie, czy antypatie osobiste komentatora nie powinny mieć miejsca i wpływu na zawartość merytoryczną profesjonalnego komentarza, opartego na wiedzy, pogłębionej analizie, w treściach i formie, nie urągających kanonom dziennikarstwa, nie wspominając już o elementarnej przyzwoitości. Krytyka jest wskazana jak najbardziej, zachowań też, tyle, że we właściwym czasie, miejscu, nie wybiórczo, nie tendencyjnie, nie tak prymitywnie i napastliwie, jak w wykonaniu panów z ES, pod pretekstem krzywdzonych dzieci, pragnienia kultury i dobrych wzorców, z których sami nigdy nie korzystali, nie tworzyli, bo nie chcą, nie potrafią, nie muszą. Wystarczy uprawiać swoją jazdę /może nie taką bez trzymanki, jak jazda Sikory, która zawiozła go na dno, od którego się już nie odklei/, przecież ciemny lud łyknie wszystko, a wielu się jeszcze obliże ze smakiem.

                Serena przed finałem Wimbledonu powiedziała, że cieszy się , że będzie grać z Muguruzą, bo „ona sprawia, że mogę grać lepszy tenis”. Tu tkwi sedno i klucz do ostatniej porażki, bo nie każdy rywal, jest w stanie mobilizować do dobrej gry i takiej mobilizacji zupełnie nie miała i nie potrafiła wykrzesać grając w półfinale z Vinci. Gdyby zagrała z nią w finale, ten mecz prawdopodobnie wyglądałby zupełnie inaczej i był do jednej bramki.
                Natomiast gdyby awansowała Venus, myślę, że z Vinci przeszłaby suchą stopą, byłby bardzo ciekawy finał, pewnie jeszcze jeden tytuł i amerykańskie marzenie w jakiejś mierze by się spełniło. Nie można wykluczyć, że jeszcze się spełni, nie z takiego miejsca Serena się wielokrotnie odbijała, a teraz może mieć dodatkową motywację by sięgnąć po więcej niż klasyczny szlem, może zawalczyć o szlem złoty.

                Federer, Serena , Venus, dojrzewali mierząc się z kilkoma pokoleniami i równie wybitnymi mistrzami w historii tenisa. Nadal ma w tym obszarze skromniejsze doświadczenia, silniej zakodowany styl na którym zbudował swoją karierę, ale Jego nie należy skreślać nigdy, nie powiedział ostatniego słowa, a można spodziewać się wszystkiego, nawet, że zagra prawą ręką.
                Zmierzch ich generacji, ogólnie tak, ale oni ciągle są w grze, w dużej grze, w której niewielu mają równych, ich tenis ewoluuje i na tym też, a może głównie polega fenomen wielkości.
                Niedosyt polega na tym, że kiedyś trzeba było wykazać się nadzwyczajnością, dać z siebie dużo więcej, by sięgnąć po tytuł WS, z czasem przychodzi to coraz łatwiej, prościej, bez magii i bez emocji.
      • Gość: Luka Re: Nadzieje i beznadzieje IP: *.dynamic.chello.pl 19.09.15, 22:41

        Szlem w NY zrodził też jakieś zalążki nadziei, póki co, na peryferiach wielkiego tenisa, ale to też jest coś. Panny K póki co wygrywają kolejne mecze, Magda Linette potwierdza, że zasłużyła na nominację o której wyżej, jutro zagra pierwszy raz w finale WTA rangi 250, do którego doszła pokonując wyżej notowane rywalki. W Nowym Yorku, w konfrontacji z Radwańską, w wymiarze czysto tenisowym zaprezentowała się znacznie lepiej od naszej czołowej tenisistki, trudno było tego nie zauważyć, a jeszcze trudniej okazuje się powiedzieć głośno, jak sądzę też w ramach poprawności politycznej na rodzimym podwórku.
        Linetka ma całkiem nieźle ułożony kalendarz startów, trenera z prawdziwego zdarzenia i wystarczającą ilość atutów, by walczyć z rywalkami wyższej półki i wie, ze walczy również o pozycję umożliwiającą olimpijski start w RIO. Szansa, że wywalczy taką pozycję jest spora, natomiast dużo mniejsza, że będzie mogła pojechać, jeśli przyszły trener kadry nie powoła jej na mecze Federacji. A z tym może być kłopot, nawet nie dlatego, że trenera nie ma, tylko dlatego, że każdy z dwóch chłoptasiów i potencjalnych kandydatów jest zakładnikiem Radwy, ta niewątpliwie będzie optowała w interesie młodszej siostry i swoim własnym.
        O interes kobiecej reprezentacji na IO, które odbędą się za nie cały rok, zupełnie nie dba i nie myśli szef PZT, nie spieszy się z powołaniem trenera, bo jak stwierdził ma dużo czasu do Fed Cupu, który odbędzie się w lutym.
        Inaczej myślą inne związki narodowe i ich prezesi, chociażby Niemiec, Francji, Hiszpanii…. W wielu krajach już od ponad roku zgrywane są pary, testowane różne zestawienia, trenerzy prowadzący kadrę jeżdżą, albo przynajmniej śledzą mecze potencjalnych kandydatek do występu w barwach narodowych, są z nimi w kontakcie, a te mogą liczyć na jego wsparcie i wymierne wsparcie Związku, który wie, jaką pracę trzeba wykonać, gdzie powinien zainwestować w drodze po zamierzony sukces.
        Lepiej wygląda to w naszej męskiej kadrze, nie z racji zasług działaczy związkowych, tylko za sprawą esprit de corps, bo ta kadra w przeciwieństwie do kobiecej, ma ducha i duszę, nawet jak niekiedy ułomną, to widać, słychać i czuć, że naszą, swojską, polską.
        Teraz walczą o wejście do elity raju, niech im więc Bogi i niebiosa sprzyjają.
        • Gość: Ekspert Powiedział Re: Nadzieje i beznadzieje IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 19.09.15, 22:55
          naszą polską to ma tylko Domachowska
          co się dziwisz że nie ma reprezentacji do fed cupu jak nie ma na razie zawodniczek które by jakoś grały na ustabilizowanym poziomie i mogły wyprzeć Radwańskie za którymi stoi potężne lobby. to znaczy że Radwańskie jeszcze nie są wpisane i to jest i tak biorąc pod uwagę sytuację w naszym kraju optymistyczne
          Linnette jak dla mnie marnie grała niedawno i problemem nie była ilość błędów ale brak potencjału jak na moje wrażenie, Kania ma jakiś potencjał tylko i Domachowska, reszta nie ma.

          zresztą fed cup jest nieistotny, dobrze że teraz się zaczyna sezon pod dachem i wreszcie zawodnicy będą mieli komfortowe warunki do gry
          • Gość: Luka Re: Nadzieje i beznadzieje IP: *.dynamic.chello.pl 20.09.15, 09:43
            DC to bardzo istotny turniej, ma wyjątkowy ciężar gatunkowy, tam walczy się w innych wymiarach niż na meczach zawodowych, walczy się o godności, nie pieniądze, o dumę z przynależności do kraju, o to, by Polska jeszcze nie zginęła.
            DC ma swoje tradycje, specyficzną aurę i wyzwala szczególną, jedyną w swoim rodzaju energię, która potrafi przenosić góry, by sięgać nieba, nie tylko swego małego, by zaznaczyć swoją i naszą obecność w większym świecie. Mężczyźni jak żołnierze, właśnie to mają silniej zakodowane, dlatego częściej potrafią w takich meczach pokonywać własne granice niemożności.
            Polska nie jest upośledzona brakiem posiadania talentów, tylko tych, którzy mogliby i potrafili te talenty wyłowić, oszlifować i wesprzeć. A Linetka, zresztą Kania też, mają potencjał wcale nie tak odległy od Domachowskiej, do tego ma najsilniejszy z nich charakter i gen zwycięzcy, a to znaczy bardzo dużo.
            Co ważniejsze, nie ma nic z natury gó...jada, a doświadczenia z dobrymi rywalkami dopiero zaczyna zdobywać. Jeszcze trochę poprzegrywa, ale rozwija się w dobrym kierunku, więc jest nadzieja, że jej czas nadejdzie
            • Gość: Ekspert Powiedział Re: Nadzieje i beznadzieje IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 20.09.15, 19:52
              z Linette zobaczymy, to co do tej pory widziałem nie napawało mnie entuzjazmem. a ona jest w ogóle z Polski? bo Domachowska to jest, a np Radwańskie to są tylko z małopolski - stąd ich poziom tenisa

              Kania jest jeszcze z Polski stąd też i może trochę posłużyć się dumą narodową

              mamy prowincjonalnych tenisistów poza Domachowską, tenisista to musi mieć charakter i osobowość, tak jak np taki Rios, albo Gonzalez, to byli prawdziwi mężczyźni, albo nawet taki Massu, oczy miał niesamowite. zresztą nazwisko Massu też do czegoś zobowiązuje. dobrze zagrał jeden sezon ale to tenis jakiś był z charakterem. albo taki Rui Machado, to jest jakiś konkret w nazwisku i gra od razu widzisz bardzo ładna. a Kubot - co to za nazwisko? to takie jakieś głupie jakby, nie? i od razu widzisz że masz człowieka któremu czegoś brakuje. a Ferrer byle jak wyszkolony, ale 3 R w nazwisku oznaczają od razu charakter, no i masz agresywnego tenisistę który tłucze ten swój prosty tenis ale idzie do przodu i próbuje swoje wyrwać. a w Polsce do jest tylko Domachowska, i zgodnie z nazwiskiem jak się zamachnie i do tego domachnie to efekt jest jak się patrzy. prawdziwych osobowości nikt nie musi wypatrywać, jeśli mieliśmy dobrych tenisistów to od razu było wiadomo że nie do tenisa - Nijaki to w tenisa miał być jaki?

              Fed Cup to mało jest istotny, czy Davis Cup, dużo błędów idzie, a chodzi przecież o wymiar sportowy a nie drużynowy, czyli pomiarami jak w laboratorium stwierdzić jak dokładnie i dobrze ktoś zagrał daną piłkę czy skonstruował akcję i jak grał w jakich momentach i z jakiego nastawienia to wynikało. a taki tenis drużynowy to taka biesiada jest przecież. ma znaczenie ewentualnie tam gdzie te drużyny coś osiągają np w Hiszpanii, czy w Czechach, a u nas to zobacz że nic nie masz.
              • Gość: Luka Re: Polish Dream IP: *.dynamic.chello.pl 20.09.15, 22:13
                Jest dokładnie odwrotnie, w DC chodzi właśnie o wymiar drużynowy, zbiorowy, a nie indywidualny. Singiel i debel jest mierzony tą samą miarą, jedna, nawet największa gwiazda nie zapewni zwycięstwa, musi być chociaż najskromniejszy, ale zespół.
                Mecze DC wyzwalają zupełnie inny i nieporównywalny z żadnymi innymi meczami rodzaj emocji, zarówno wśród zawodników, jak i widowni.
                Żeby mieć pojęcie, trzeba na takim meczu być i bardzo żałuję, że nie byłem, nie widziałem, nie przeżyłem meczu życia w wykonaniu Ołówka.
                Fajna rzecz być naocznym świadkiem historii, widzieć na własne oczy, jak w takim skromnym ciele, zwycięża wielki duch i to zwycięża pięknie.

                Jak się nie ma czego czepić, można nazwiska, albo dziadka z Wermachtu.
                Można jeszcze wierzyć, że Janowicz wtapia, bo pochodzi z Łodzi, a Ferrerowi brakuje tylko de, żeby przebić Federera.
                Chociaż Przysiężny, zaprzysiągł zwycięstwo Polski fantastycznie i w wielkim stylu.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka