paw_dady 26.02.04, 22:03 a to link dla tych co w depresji ;P www.agabox.net/fun/motylek.swf Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
grzegorz_gajowniczek Re: Parental warning: explicit lyrics. motylek ; 27.02.04, 10:34 Oto istota nihilizmu w calej swojej okazalosci i zawilosci... niezwykle skomplikowany koncept filozoficzny w dzialaniu... Nietzsche sie w grobie przewraca. Odpowiedz Link
paw_dady tako rzecze Zaratustra 28.02.04, 22:35 grzegorz_gajowniczek napisał: > Oto istota nihilizmu w calej swojej okazalosci i zawilosci... niezwykle > skomplikowany koncept filozoficzny w dzialaniu... Nietzsche sie w grobie > przewraca. to ten motylek to byla Zaratustra, nietzschego sobie :) Odpowiedz Link
grzegorz_gajowniczek Re: tako rzecze Zaratustra 28.02.04, 23:42 Pozostajac przy tej Nietszchego sobie metaforze, to raczej Zaratustra bylby tym, ktory przewiduje nastanie czasow takich oto motylkow. Zaratustra mialby takiego rodzaju gadajace glupoty motylki gleboko w d****ie (uzywajac rejestru stylistycznego motylka). Zaratustra rzekl by do motylka ze jest pogardy godny, gdyz nie potrafi przekroczyc wlasnej motylkowosci, wlasnej marnej natury doczesnej, ktora winna byc jedynie srodkiem a nie celem samym w sobie... dla Zaratustry motylek bylby jedynie zalosnym egzemplarzem, ktory musi ustapic miejsca nowemu nadmotylkowi, ktory zamiast mowic, ze ma wszystko w dupie, wzialby sie za siebie, zaczal naprawiac siebie i swiat. W tej głęboko symbolicznej, stylizowanej na biblijną opowieści, tytułowy mędrzec głosi nietzscheańskie prawdy o ludzkiej naturze, o potrzebie jej przezwyciężenia, o afirmacji bytu i o wiecznym powrocie. ------------- - I cóż robi święty w lesie? - zapytał Zaratustra. Święty odparł: - Pieśni składam i śpiewam je, a gdy pieśni składam śmieję się i płaczę, i pomrukuję z cicha: tak Boga chwalę. Śpiewem, płaczem, śmiechem i pomrukiem chwalę Boga, który jest moim Bogiem. (...) Gdy Zaratustra sam pozostał, rzekł do swego serca: - Czyżby to było możliwe! Wszak ten święty starzec nic jeszcze w swem lesie nie słyszał o tem, że Bóg już umarł! ------------------ Gdy Zaratustra zaszedł do najbliższego miasta, co u skraju lasów leżało, znalazł tam wiele ludu, zgromadzonego na rynku (...) I Zaratustra tak rzekł do ludu: - Ja was uczę nadczłowieka. Człowiek jest czemś, co pokonanem być powinno. Cóżeście uczynili, aby go pokonać? Wszystkie istoty stworzyły coś ponad siebie; chcecież być odpływem tej wielkiej fali i raczej do zwierzęcia powrócić, niźli człowieka pokonać? Czemże jest małpa dla człowieka? Pośmiewiskiem i sromem bolesnym. I temże powinien być człowiek dla nadczłowieka: pośmiewiskiem i wstydem bolesnym. Przebyliście drogę od robaka do człowieka, i wiele jest w was jeszcze robaka. Byliście niegdyś małpami i dziś jest jeszcze człowiek bardziej małpą, niźli jakakolwiek małpa. Kto zaś jest pośród was najmędrszym, ten jest dwurodkiem i mieszańcem rośliny i upiora. Mówięż ja wam, byście się upiorami lub roślinami stali? Patrzcie, ja wam wskazuję nadczłowieka! Nadczłowiek jest treścią ziemi. Wasza wola niech rzeknie: nadczłowiek niech będzie ziemi treścią! Zaklinam was, bracia, pozostańcie wierni ziemi i nie wierzcie tym, co wam o nadziemskich mówią nadziejach! Truciciele to są, wiedni czy nieświadomi! Wzgardziciele to ciała, wymierający i sami zatruci, którymi ziemia się umęczyła; obyż się prędzej precz wynieśli! Niegdyś było bluźnierstwo Bogu największem zuchwalstwem, lecz Bóg umarł, a z nim zmarli i ci bluźniercy. Ziemi bluźnić jest rzeczą najstraszniejszą, jako też cenić bardziej wnętrzności niezbadanego, niźli treść tej ziemi! (...) Co jest największem z ducha, czego wy doświadczyć możecie? Jest to godzina wielkiej wzgardy. Godzina, w której wasze szczęście wstrętem was przejmie, zarówno jak rozum wasz, oraz cnota wasza. Godzina, kiedy powiecie: "I cóż z mego szczęścia! Jest ono ubóstwem i brudem i żałosną błogością. Lecz me szczęście powinno samo istnienie usprawiedliwiać!" Godzina, kiedy powiecie: "I cóż z mego rozumu! Pożądaż on wiedzy, jako lew karmu? Ubóstwem jest on i brudem i żałosną błogością!" Godzina, kiedy powiecie: "I cóż z mej cnoty! Jeszcze mnie ona o szaleństwo nie przyprawiła. Jak żem umęczony swem złem i dobrem! Wszystko to - ubóstwo i brud i błogość żałosna!" Godzina, kiedy powiecie: "I cóż z mej sprawiedliwości! Nie baczę, a bym się żarem i węglem stał. Lecz sprawiedliwy jest żarem i węglem!" Godzina, kiedy powiecie: "I cóż z mego współczucia! Nie jestże współczucie krzyżem, do którego przygwożdżony zostaje ten, co ludzi ukochał? Lecz ma współczucie nie jest ukrzyżowaniem". Mówiliście już tak? Krzyczeliście już tak? Och, gdybym ja od was już takie zasłyszał wołania! (...) Niebezpieczne to przejście, niebezpieczne podróże, niebezpieczne wstecz poglądanie, niebezpieczne trwożne zachwianie i zatrzymywanie się. Oto co wielkiem jest w człowieku, iż jest on mostem, a nie celem; oto co w człowieku jest umiłowania godnem, że jest on przejściem i zanikiem. Kocham tych, którzy żyć nie umieją inaczej jeno zachodząc, albowiem oni są tymi, którzy przechodzą. Kocham wielkich wzgardzicieli, gdyż są to wielcy wielbiciele i strzały tęsknoty na brzeg przeciwny. Kocham tych, którzy nie szukają aż poza gwiazdami powodów, aby zaniknąć i ofiarą się stać, lecz ziemi się ofiarują, aby ziemia własnością nadczłowieka kiedyś się stała. Kocham tego, który żyje, aby poznawał, i który poznawać chce, aby kiedyś nadczłowiek żył. Tako pragnie on swego zaniku. Kocham tego, który pracuje i odkrycia czyni, aby nadczłowiekowi dom wystawił, oraz mierzwę, zwierzę i roślinę jemu zgotował: gdyż tako chce on swego zaniku. Kocham tego, który cnotę swą kocha: gdyż cnota jest wolą zaniku i strzałą tęsknoty. Kocham tego, który ani kropli ducha sobie nie pozostawia, lecz chce być całkowicie duchem swej cnoty: tako przekracza on most jako duch. Kocham tego, co ze swej cnoty czyni skłonność ducha i przeznaczenie własne: i tako kwoli swej cnoty chce żyć jeszcze i przestać już żyć. Kocham tego, co nie chce zbyt wiele cnót posiadać. Jedna cnota jest większą cnotą niźli dwie, albowiem bardziej staje się owym węzłem, na którym zawiesza się przeznaczenie. Kocham tego, czyja dusza udziela się rozrzutnie, który podzięki nie chce i nie zwraca: gdyż on obdarza ustawicznie, a siebie zachować nie pragnie. Kocham tego, który wstydzi się, gdy kości jemu na szczęście padną i pyta: - zalim jest fałszywym graczem? - gdyż on zaginąć chce. Kocham tego, który złotemi słowy swe czyny uprzedza i zawsze więcej dotrzymuje, niźli był obiecał: gdyż on swego zaniku pragnie. Kocham tego, co przyszłych usprawiedliwia i przeszłych wyzwala: gdyż on chce od współczesnych zaginąć. Kocham tego, co Boga swego gromi, ponieważ Boga swego kocha: gdyż on od gniewu swego Boga zginąć musi. Kocham tego, czyja dusza jest głęboką, nawet poranioną będąc, i którego drobne nawet przejście zgubić może: gdyż chętnie przez most on przechodzi. Kocham tego, czyja dusza jest przepełna, tak iż samego siebie człowiek zapomina i tylko rzeczy wszystkie życie w nim mają: gdyż rzeczy wszystkie zanikiem jego będą. Kocham tego, co wolnego jest ducha i wolnego serca; głowa takiego jest tylko trzewiem serca, serce wszakże prze go ku zagładzie. Kocham tych wszystkich, co są jako ciężkie krople, spadające pojedynczo z ciemnej chmury, zawisłej nad człowiekiem: zwiastują one błyskawicę i jako zwiastuny giną. .... >>>>>DOTARLISCIE DO TEGO MIEJSCA? PRZECZYTALISCIE JUZ TO CO WYZEJ? NO TO JESZCZE MALY FRAGMENCIK NA ZAKONCZENIE: Gdy Zaratustra wyrzekł te słowa, spojrzał na lud wokół i zamilkł. "Oto stoją głusi, - rzekł do swego serca, - i oto śmieją się: nie rozumieją mnie. Jam nie jest językiem dla tych uszu. No i co? Niezbyt optymistyczna wizja? g. Odpowiedz Link
paw_dady eee tam 29.02.04, 00:17 dla mnie Zara-tu-stra to po prostu jakis Nitzschego sobie Kant :P Odpowiedz Link