ernest_pinch szczelina w bankomacie 21.02.04, 23:43 Powszechnie wiadomym jest, ze w ogolnym przypadku z bankomatu mozna wyplacic kwote okreslona limitem dziennym. Najwieksza sume jaka wyplacalem z bankomatu to bylo 5000 - taki mam limit. Zastanawiam sie (czysto teoretycznie), gdybym opcjonalnie zdjal limit wyplaty, to ile jednorazowo bankomat "wypchnie"? Jest jakies ograniczenie "techniczne"? (np. do pliku banknotow grubosci 3 cm... ;-) ) Odpowiedz Link
hiubi Re: szczelina w bankomacie 01.03.04, 18:36 A może wychodziłoby partiami... np po 100 banknotów... ale serio, to chyba miałbym pewne obiekcje już nawet przy wyjmowaniu 5000 zł Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: szczelina w bankomacie 01.03.04, 22:08 hiubi napisał: > ale serio, to chyba miał > bym pewne obiekcje już nawet przy wyjmowaniu 5000 zł Nie musisz, kiedyś z bijacym sercem, ale "podjąłem" tyle z bankomatu w 100zl banknotach; bez problemu :-) Odpowiedz Link
roman_j Czy ma sens stopniowanie przymiotnika "doskonały"? 21.04.04, 19:39 Jak w temacie. Czy mam podać jakiś komentarz do mojego pytania, czy ono samo w sobie jest wystarczająco jasne? Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: Czy ma sens stopniowanie przymiotnika "doskon 21.04.04, 23:01 moim zdaniem nie ma. to tak jakby powiedzial najbardziej optymalny - podobno zle :) Ps. mozna powiedziec idealny albo uzyc zamiennika "taki jak Ernest" ;-))) Odpowiedz Link
mika_p Re:Czy ma sens stopniowanie przymiotnika "doskonał 22.04.04, 12:12 A ja się z Ernestem nie zgodzę. Odczuwanie doskonałości jest pojęciem dość subiektywnym, a człowiek przecież się zmienia, rozwija - i takoż doskonałość ewoluuje ku wyższym stanom. Coś, co było doskonałe wcześniej, może zostać zastąpione przez wytwór jeszcze doskonalszy. A najdoskonalszego pewnie niegdy nie osiągniemy. Odpowiedz Link
ernest_pinch Re:Czy ma sens stopniowanie przymiotnika "doskona 22.04.04, 13:06 mika_p napisała: > A ja się z Ernestem nie zgodzę. > Odczuwanie doskonałości jest pojęciem dość subiektywnym, a człowiek przecież > się zmienia, rozwija - i takoż doskonałość ewoluuje ku wyższym stanom. > Coś, co było doskonałe wcześniej, może zostać zastąpione przez wytwór jeszcze > doskonalszy. A najdoskonalszego pewnie niegdy nie osiągniemy. Cenie sobie odmienne zdanie :) I uzupelniam swa wypowiedz. Otoz ja sie kierowalem ujeciem na chwile tu i teraz :) Wszak nauka nie rowna sie "prawda", nauka rowna sie "opis". I takim opisem sa slowa, ktore nie sa uniwersalne, a zaleza od bardzo wielu uwarunkowac. Wszak fakty sa niezmienne, ale ich widzenie bardzo -zmienne. :) Odpowiedz Link
roman_j Re:Czy ma sens stopniowanie przymiotnika "doskona 22.04.04, 23:49 A ja się dla odmiany nie zgodzę z Miką. :-)) Doskonałość, tak jak ja ją rozumiem, to cecha czegoś, co jest idealne. Zaś coś, co jest idealne, nie może być jeszcze bardziej idealne. Oczywiście w mowie potocznej nadużywa się przymiotnika "doskonały" i oznacza on zwykle tyle co "najlepszy spośród mi znanych" lub też po prostu "wspaniały" i stąd pomysł, że coś może być "doskonalsze". Mogę też bronić swego sprzeciwu w tej kwestii nieco inaczej. Załóżmy, że uznaliśmy coś za doskonałe, a potem poznajemy coś lepszego. Sam fakt istnienia czegoś lepszego od tego, co uznaliśmy za doskonałe, oznacza, że byliśmy w błędzie uznając to pierwsze za doskonałe. Skoro zaś tamto nie jest doskonałe, to to nie może być doskonalsze. Może być najwyżej lepsze. :-))) A na koniec, żeby Wam całkiem w głowach namieszać napiszę, że po namyśle doszedłem do wniosku, że stopniowanie przymiotnika "doskonały" ma sens. Tyle, że określenie "doskonalszy" należy rozumieć nie jako "bardziej doskonały niż doskonały", ale "bardziej zbliżony do doskonałości". Skutkiem tego rozumowania jest taki mały językowy paradoks, że największe natężenie cechy opisywanej przez ten przymiotnik występuje w stopniu równym, a stopień wyższy i najwyższy oznaczają mniejsze natężenia. :-)) Odpowiedz Link
roman_j Re: Pytania nurtujące, aczkolwiek niekoniecznie w 29.04.04, 15:50 Mówi się, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Ja ostatnio zastanawiam się, czy czasem nie bywa odwrtonie. Czyli jeśli wiadomo, że chodzi o pieniądze, to rzeczywiście chodzi o coś innego. Pieniądze, a zwłaszcza ich brak, są bardzo wygodnym argumentem, kiedy chcemy komuś czegoś odmówić. Argumentem, który bije wszystkie inne. Jest bezdyskusyjny i neutralny. Też macie takie poczucie? :-)) Odpowiedz Link
roman_j Jarzyna vs warzywo 09.02.05, 23:55 Czym sie różni warzywo od jarzyny? Ktoś wie? Pytam, bo wczoraj w sklepie przy okazji zakupów zauważyłem, że w sprzedaży są dwie sałatki. Jedna nazywa się warzywna, a druga jarzynowa. Czy to rzeczywiście jest jakaś różnica? ;-)) Odpowiedz Link
roman_j Czy można zdefiniować "nicość"? 07.05.04, 21:12 Zdaje się, że to Heidegger zwrócił uwagę na ten paradoks. Juz samo pytanie: co to jest "nicość" zawiera w sobie sprzeczność, bo "nicość" nie może "być", gdyż "bycie" jest cechą "bytu", a "nicość" nie da się pogodzić z istnieniem "bytu". Zresztą "bytu" też nie da się zdefiniować, bo aby podać jakąkolwiek definicję musimy użyć (jawnie lub domyślnie) słów "jest to", ale my właśnie chcemy zdefiniować co to znaczy "jest", czyli zdefiniować nieodłączną część definicji. Na to uwagę zwrócił Pascal, na temat filozofii którego czytam właśnie książkę i muszę przyznać, że bardzo mnie ona wciąga (bardziej chyba nawet filozofia niż książka). :-)) Odpowiedz Link
roman_j Jaka jest natura emocji? 10.05.04, 11:07 To pytania często sobie zadaje. Czemu "służą" emocje? Czy mają jakąś ważną rolę do odegrania w naszym życiu, są nam potrzebne do sprawnego funkcjonowania naszego organizmu? Czy może są swego rodzaju produktem ubocznym? Efektem wysokiego poziomu świadomości, itp. Jak myślicie? Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: Jaka jest natura emocji? 10.05.04, 15:16 Założenie: człowiek posiada stan równowagi opisany X. Konkluzja: Emocje to chwilowe wytrącenie z równowagi (dodatnie lub ujemne) pozwalające zrzucić nadmiar (aX-x) lub uzupełnić niedobór (-aX+x) w celu powrotu do stanu wcześniejszego (co może odbywać sie w dluzszym okresie kub krotszym) ;-) Odpowiedz Link
roman_j Re: Jaka jest natura emocji? 10.05.04, 17:52 ernest_pinch napisał: > Założenie: człowiek posiada stan równowagi opisany X. > Konkluzja: Emocje to chwilowe wytrącenie z równowagi (dodatnie lub ujemne) Też tak to widzę. :-)) > pozwalające zrzucić nadmiar (aX-x) lub uzupełnić niedobór (-aX+x) w celu > powrotu do stanu wcześniejszego (co może odbywać sie w dluzszym okresie kub > krotszym) ;-) No dobra, ale CZEGO nadmiar masz na myśli? Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: Jaka jest natura emocji? 10.05.04, 23:29 roman_j napisał: > No dobra, ale CZEGO nadmiar masz na myśli? I to jest brakujące ogniwo w teorii Darwina ;-) mozna podstawic ogolnie "forma energii zyciowej czlowieka" Odpowiedz Link
roman_j Re: Jaka jest natura emocji? 01.06.04, 12:02 Trochę związane z tematem. Epikureizm i stoicyzm, czyli różne podejście do emocji: ADAM ASNYK "Jedni i drudzy" Są jedni, którzy wiecznie za czymś gonią, Za jakąś marą szczęścia nadpowietrzną, W próżnej gonitwie siły swoje trwonią, Lecz żyją walką serdeczną. I całą kolej złudzeń i zawodów Przechodzą razem z rozkoszą i trwogą, I wszystkie kwiaty zrywają z ogrodów, I depczą pod swoją nogą. Są inni, którzy płyną bez oporu Na fali życia unoszeni w ciemność, Niby spokojni i zimni z pozoru, Bo widzą walki daremność. Zrzekli się cierpień i szczęścia się zrzekli, Zgadując zdradę w każdym losu darze, Przed swoim sercem jednak nie uciekli, I własne serce ich karze! Gdy się potkają gdzie w ostatniej chwili Jedni i drudzy przy otwartym grobie, Żałują, czemu inaczej nie żyli, Wzajemnie zazdroszczą sobie. Odpowiedz Link
ernest_pinch po co ? 11.05.04, 13:44 po co misja na Ksiezyc/Marsa skoro nie umiemy zyc na Ziemi? Odpowiedz Link
roman_j Re: po co ? 11.05.04, 15:18 ernest_pinch napisał: > po co misja na Ksiezyc/Marsa skoro nie umiemy zyc na Ziemi? Żeby było gdzie uciekać, kiedy na Ziemii nie da się już wytrzymać. Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: po co ? 11.05.04, 19:40 roman_j napisał: > Żeby było gdzie uciekać, kiedy na Ziemii nie da się już wytrzymać. Pytanie pochodzilo z pewnej znanej Tobie ksiazki. Odpowiedz podoba mi sie :-) Odpowiedz Link
roman_j Czy konwalie są pod ochroną? 21.05.04, 18:49 To pytanie nurtuje mnie od kilku tygodni, odkąd na ulice Płocka wysypali się sprzedawcy tych kwiatków. Wydaje mi się, że one jednak są pod ochroną, a jeśli tak, to szkoda, że nikt nie próbuje egzekwować prawa. Odpowiedz Link
hiubi Re: Czy konwalie są pod ochroną? 24.05.04, 23:05 z tego co kiedyś mi się obiło o uszy to kwiaty nie sa pod ochroną a co najwyżej same kłącza no i może liście ale tego nie wiem... Odpowiedz Link
roman_j Re: Czy konwalie są pod ochroną? 24.05.04, 23:42 A ja pogrzebałem w sieci i znalazłem informację, że konwalie są pod częściową ochroną gatunkową, której zakres określa rozporządzenie odpowiedniego ministra. Zdaje się, że tych kwiatów nie można sprzedawać, chyba że się ma pozwolenie od wojewody na ich zbieranie i wprowadzanie do obrotu. Może coś pokręciłem, ale tak to chyba wygląda z grubsza. Ale żeby było ciekawiej, to ustawa, na podstawie której wydano to rozporzadzenie została w kwietniu zastapiona przez nową, ale do tej nowej nie wydano chyba jeszcze rozporządzeń (co u nas jest niemal oczywiste) i w zasadzie nie wiem, czy te stare przepisy są jeszcze w mocy, czy już nie. :-)))) Odpowiedz Link
razdwadwanascie Bylo: studzienki w ulicy, zamiast w trawniku czy.. 25.05.04, 07:38 chodniku. Zastanawiam sie do dzis. Odpowiedz Link
ploom ... hmmm ... oralny=ustny ??? 26.05.04, 11:13 ... matury już prawie za nami, a mnie się przypomniał problem "językowy" ;-) Otóż czemu bez skrępowania mówi się seks oralny i egzamin ustny, a nie można już spokojnie ;-)) powiedzieć: - egazmin oralny - seks ustny ... ??? pozdr. Odpowiedz Link
roman_j Jak długo można krwawić? 12.06.04, 23:20 Wpis tylko dla osób o silnych nerwach. Poszedłem dziś obejrzeć jak postępują prace na budowie nowego mostu. Wracając zauważyłem na schodach prowadzących na most od strony Radziwia ślady krwi. Pomyślałem sobie, że ktos pewnie dostał w nos i mu poleciało. Nie zwróciłbym na te ślady większej uwagi, gdyby nie fakt, że znaczyły one całą drogę przez most, potem pod górę do Kilińskiego, całą ulicę Kilińskiego, skrót koło Stanisławówki aż do Lasockiego i Dworcowej. Tu ja poszedłem w jedną stronę, a krwiste ślady skręcały w inną stronę. Zastanawiam się, ile można stracić krwi na takim dystansie. Sam most ma około 600 m. Cała ta trasa pewnie liczy ze 2-3 km. Licząc, że ślady były regularnie rozmieszczone co około 1 m, wychodzi dość duża liczba tych śladów. Cały czas zastanawiałem się, czy po drodze nie trafię na jakieś wykrwawione zwłoki. No i swoją drogą, co to za rana musiała być? Może kłuta? Brrrr. Odpowiedz Link
hiubi Re: Jak długo można krwawić? 16.06.04, 18:20 może to sok pomidorowy z dziurawego kartoniku komuś kapał... Odpowiedz Link
roman_j Re: Jak długo można krwawić? 16.06.04, 18:29 hiubi napisał: > może to sok pomidorowy z dziurawego kartoniku komuś kapał... Jeśli już, to stawiałbym na przecier z truskawek, bo byłby gęsty i ciemnoczerwony. :-)) Odpowiedz Link
wind7b Re: Jak długo można krwawić? 16.06.04, 20:16 roman_j napisał: > hiubi napisał: > > > może to sok pomidorowy z dziurawego kartoniku komuś kapał... > > Jeśli już, to stawiałbym na przecier z truskawek, bo byłby gęsty i > ciemnoczerwony. :-)) Sprobuj kupic atrament i kapac z niego krople czy dwie co metr. Mysle, ze starczy na dosc dlugo a w butelce nie jest duzo. Jak oddajesz krew to pewnie mniej wiecej tyle co w 4 butelkach 50ml. A mysle, ze jedna taka butelka daloby sie "zakapac" most. Wojtek Odpowiedz Link
ernest_pinch wqrwiajace sznurowki 17.06.04, 19:03 Rozwiazuja sie co 5 minut.Kto winien? Ksztalt buta? Czy powierzchnia sznurowek nie nalezaca do "samohamownych"? ;-) Odpowiedz Link
roman_j Re: wqrwiajace sznurowki 17.06.04, 20:49 ernest_pinch napisał: > Rozwiazuja sie co 5 minut. Kto winien? Ksztalt buta? Czy powierzchnia > sznurowek nie nalezaca do "samohamownych"? ;-) Też miałem ten problem. Stawiam, że to albo zbyt małe tarcie albo niewłaściwa struktura sznurówki (sznurówka gruba, ale zbyt ściśliwa). But według mnie nie ma tu nic do rzeczy. :-)) Odpowiedz Link
wind7b Re: wqrwiajace sznurowki 18.06.04, 08:02 Mnie to pytanie tez od jakiegos czasu nurtuje. W niektorych butach chodze przez kilka miesiecy nie rozwiazujac ich przy kazdym zalozeniu i nie ma problemu z tym, ze sie rozwiazuja. Czasem zdarzy sie mi je rozwiazac i potem jest problem, zeby z powrotem zawiazac "na stale". Zdarza sie, ze rozwiazuja siue kilka razy dziennie az w koncu "zaskocza" i znowu na kilka miesiecy spokoj. Wojtek Odpowiedz Link
razdwadwanascie Re: wqrwiajace sznurowki 18.06.04, 12:14 Proszę kapnąć po kropelce KROPELKI na każdy supełek, wytrzyma dłużej. Jak buciki spadają to po kropelce do środka również polecałbym ;-)))) Odpowiedz Link
ernest_pinch o ile dalej... 07.08.04, 00:51 ... widzial horyzont majtek siedzacy w bocianim gniazdzie na statku niz zaloga statku? Ps.Pytanie to nasunelo mi sie podczas pewnego rejsu. Wtedy to obserwowalem maszt z gniazdem i myslalem o jednostce " La Pinta" ;) Z zamyslenia wyrwalo mnie glosne zawolanie kapitana:" zaloga odbijamy!!!!" No to po chwili sam nasladujac jego megafon wrzasnąłem: "zaloga!!! po browarze dla gości!!" ;)) Odpowiedz Link